A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Jagiellonia - Legia 1-1: Rzutem na taśmę

W meczu na szczycie Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Białymstoku z Jagiellonią. Gospodarze szybko objęli prowadzenie i pilnowali wyniku. Mijały minuty i wydawało się, że będzie to kolejny mecz, w którym Legia nie zdoła strzelić bramki Jagiellonii, ale Sandro Kulenović wreszcie przełamał tę złą passę, ratując remis.

 

W pierwszej połowie trener Sá Pinto postawił na grę trójką środkowych pomocników. Antolić zdobył miejsce w składzie kosztem Kucharczyka. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Vešović, Wieteska, Jędrzejczyk, Hloušek - Antolić, Martins, Cafú – Szymański, Carlitos, Nagy. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kelemen - Burliga, Runje, Mitrović, Guilherme – Novikovas, Kwiecień, Pospíšil, Romańczuk, Frankowski – Świderski.

Już w pierwszej minucie było 1:0 dla Jagiellonii. Gospodarze szybko wywalczyli rzut rożny, po którym Runje z kilku metrów pokonał Malarza. Po kolejnym rzucie rożnym mogło być 2:0 dla Jagiellonii, ale piłka minęła bramkę naszego zespołu. W 11. minucie gospodarze odebrali piłkę legionistom, wrzutka w pole karne dotarła do Świderskiego, jednak strzał napastnika gości był niecelny. Kilka akcji Legii wyglądało dobrze, niestety tylko do pola karnego Jagiellonii. Zbyt często nasi piłkarze wybierali złe rozwiązania w pobliżu pola karnego gospodarzy. W 21. minucie mocny strzał z dystansu oddał Novikovas. Malarz odbił piłkę na rzut rożny. W 29. minucie zrobiło się niebezpiecznie po kolejnym rzucie rożnym dla Jagiellonii. Na szczęście nikt nie przeciął zagrania Świderskiego. W 30. minucie Szymański mocno uderzył z rzutu wolnego z około 30 metrów. Kelemen odbił strzał naszego zawodnika. W 43. minucie Szymański znów spróbował szczęścia, tym razem z gry. Niestety uderzenie było niecelne.

Do przerwy było 1:0 dla Jagiellonii. Gospodarze skutecznie wybijali Legię z uderzenia, czekali na okazję do kontry, a Legia nie miała pomysłu na to jak odmienić losy meczu.

Na drugą połowę nie wyszedł Antolić, którego zmienił Kanté. W 57. minucie legionistom zabrakło orientacji pod bramką gospodarzy. Blisko szczęścia byli Wieteska i Jędrzejczyk, ale żaden z nich nie zdołał skierować piłki do bramki Jagiellonii. W 63. minucie Świderski zaskakująco uderzył z pola karnego i piłka odbiła się od słupka. W 69. minucie Wieteska pechowo przedłużył piłkę do Frankowskiego, jednak zawodnik gospodarzy skiksował. Zaraz po tej akcji Kucharczyk zmienił Carlitosa, dzięki czemu Szymański opuścił pozycję skrzydłowego i mógł zając pozycję za napastnikiem. W 73. minucie właśnie Szymański miał doskonałą okazję do zdobycia gola po podaniu od Kanté, ale fatalnie przestrzelił. Dwie minuty później Nagy niecelnie uderzył z ostrego kąta. W 82. minucie Kulenović zmienił Vešovicia. W 83. minucie Kanté doszedł do strzału głową po aucie wyrzuconym przez Kucharczyka, ale Kelemen obronił ten strzał. W 89. minucie Kulenović doprowadził do remisu. Dobrze z rzutu wolnego uderzył Martins, piłka odbiła się od poprzeczki, a najlepiej zareagował Kulenović. Jagiellonia mogła szybko odpowiedzieć, ale strzał Frankowskiego minął bramkę Legii. Mecz zakończył się remisem 1:1.

Trener Sá Pinto zaczął mecz w ustawieniu 4-3-3, potem przestawił drużynę na 4-4-2, wreszcie wrócił do ustawienia 4-2-3-1. W każdym z tych ustawień Legia miała więcej ‘z gry’, ale nie potrafiła sforsować dobrze zorganizowanej i silnej fizycznie obrony gospodarzy. Chwila nieuwagi mogła kosztować nas stratę kompletu ważnych punktów. Trzeba uszanować ten remis.

Dyskusja (7)
1sobota, 27, października 2018 00:26
Senator
W końcu strzeliliśmy im bramkę, a mogliśmy dwie. Szymański powinien strzelić bez dwóch zdań.
Stracona bramka w pierwszej minucie nie ułatwia zadania. Wszystkie
plany biorą w łeb. Ogólnie jeszcze nie wychodzi nam gra kiedy przeciwnik broni się całą drużyną. Mecz walki bez fajerwerków z naszej strony. Szanujmy ten remis.
PS
Po tym meczu też nie rozumiem pretensji do Malarza za straconą bramkę. Że nie wyszedł? Nigdy nie wychodził Smile
2sobota, 27, października 2018 12:58
Zgred
#plusy

Drugi mecz z drużynami z tzw. "topu" grając do końca, przegrywając - nie oddajemy meczu. Remis na swoim boisku ma inne znaczenie niż remis na wyjeździe, choć biorąc pod uwagę "szaleńczy" mecz z Wisłą, oba remisy mają pozytywne znaczenie. Ta walka o to aby nie przegrać dowodzi prócz mentalu o dobrej fizyczności ( śruba podkręcona na treningach) ma sens.
Dobre zmiany, Kucharczyk, Kante, Kulenivić, w tym Kante bardzo dobra oraz Kulenović z wiadomych względów.

#minusy

Carlitos bardzo "cieleśnie" przekonuje się jaka jest/była różnica w graniu w Legii a Wiśle...Przy broniącym zespole stawiającym autobus jego walory giną, pchając się w dryblingi przy skomasowanej obronie dokonuje złych wyborów grając źle...kuriozalną była sytuacja, w której po odbitce gonił piłkę do linii ( piłka wychodziła na rzut rożny dla Legii) tylko po to, aby oddać ją kiwaniem obrońcy Jagiellonii...głupota do kwadratu.
Z tak grającymi drużynami jako napastnik niknie w oczach, odbijając się od "drwali rywali".

Trener - wyjściowy skład z Antolićem i Andre za napastnikiem źle zestawiony, jednak poprawiony zmianami.

Sędzia Złotek...
3sobota, 27, października 2018 15:08
Moros
Ja po wczorajszym meczu jestem o tyle zawiedziony, że po raz kolejny daliśmy się w Białymstoku wciągnąć w grę na warunkach Jagiellonii i po raz kolejny tam nie wygraliśmy. Gospodarze robili wszystko aby piłka była jak najmniej na ziemi, a najlepiej żeby głównie walczyć o nią w powietrzu. Brakowało mi poklepania między Cafu, Antoliciem i Martinsem w środku. Zamiast tego mieliśmy próby przetrzymywania piłki, "poprawiania" jej przed zagraniem, co z reguły kończyło się "wjazdem" Romanczuka czy Kwietnia w nogi naszych piłkarzy i stratą piłki. Przez niemoc środka pola, obrońcy często byli zmuszani do wykopywania piłki "na walkę" do Carlitosa, który nie miał żadnych szans w walce z białostockimi drwalami. Taka szarpana gra, z dużą ilością stałych fragmentów gry, była Jagiellonii bardzo na rękę, bo my zawsze czujemy się wtedy mało komfortowo. I dlatego poza "setką" Szymańskiego (jego zagranie to kryminał) i strzałem z bliska Kante, za bardzo nie mieliśmy wczoraj sytuacji. Dobrze że mieliśmy trochę szczęścia i piłka odbiła się po strzale Martinsa tak, że Kulenović musiał tylko dostawić głowę. Wynik szanuję, ale dla mnie jest to kolejny mecz do zapomnienia, a nie będę ukrywał że po przerwie na reprezentację liczyłem na więcej.
4sobota, 27, października 2018 20:29
Zbyszek
O tym,że w Jagiellonii robią swoje.
Jagiellonia Białystok osiąga znacznie lepsze wyniki niż by to wynikało chociażby z wielkości klubowego budżetu.Jak dowodzą na licznych przykładach autorzy "Futbonomii" to budżety determinują pozycje klubów w tabelach.Wypada zadać sobie pytanie : dlaczego Jaga jest wyjątkiem ?.Idzie nie o jednostkowy wyskok.ale o walkę od 2 lat o Tytuł ,a i w bieżącym będzie pewno podobnie.Nie jestem zwolennikiem tezy,że "ryba psuje się od głowy", bo jest ona tyle chwytliwa ile nielogiczna i mająca niewielki związek z rzeczywistością .Jest natomiast dość oczywiste,że "jaki pan taki kram", czyli,że jakość przywództwa przekłada się na poziom prezentowany przez kierowany podmiot.Wystarczająco dużo napisałem felietonów o zarządzaniu,aby powtarzać zawarte w nich tezy,ale widać,że Cezary Kulesza wyrósł na prawdziwego wodza Jagi.Cechuje go niespotykany spokój, brak parcia na media, roztropność, rozsądek i umiar.Nie daje się podpuszczać zawodnikom chcącym coraz więcej zarabiać i nie ulega naciskom menedżerów żądających wydumanych kwot za przedłużenie kontraktów lub za transfery.On doskonale wie,że w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z rynkiem klubów co oznacza,że istnieje na nim relatywny nadmiar zawodników i że nawet ci o niezłym poziomie mają problemy ze znalezieniem klubów . Wielkie kwoty płacone za wybitnych zawodników są wyjątkiem w tej regule.Prezes Kulesza doświadczył tej prawdy , gdy chciał sprzedać Sheridana do Rosji i Frankowskiego gdziekolwiek i nic z tego nie wyszło.Tak więc tak do końca nie wiemy czy wieloletnia stabilizacja składu Jagi jest wynikiem przemyślanej strategii czy braku realnego zainteresowania jej zawodnikami.W każdym razie to stabilny od lat skład drużyny jest głównym powodem jej znaczących sukcesów. Od 2 lat jej bramkarzem nr 1 jest Kelemen l.39, rezerwowym był Pawełek l.37,a jest Sandomierski l.29. W obronie żelaznymi punktami są: Burliga l.30. ew.Wójcicki l.30,Runje l.28, Mitrovicz l.26 i Guilherme l.28. W pomocy jako defensywni grają : Kwiecień l.24,Romańczuk l.27, doszedł Poljetanovicz l.25,a jest Grzyb l.35 ; trójkę pomocników stanowią środkowy Pospiszil l.27 i skrzydłowi Frankowski l.23 i Novikovas l.28 uzupełniani przez Machaja l.29 i Wlazło l.29. Atak stanowi Sheridan l.29 i w dalszej kolejności Świderski l.21, Bezjak l.29 i Kilmala l.20. W ciągu 2 lat z zawodników grających pierwsze skrzypce odeszli Czernych, Chomczenowski,Vassiljew i Tomasik. Kolejną wartością dodaną jest uznany warsztatowiec trener Ireneusz Mamrot, który tak jak prezes gadatliwością nie grzeszy,ale za to robi dobrze to co do niego należy.Chwalę tego trenera przede wszystkim dlatego,że stara się wyciągać wnioski z analizy gry swojej drużyny i rywali.Co łatwe nie jest.Wielu uznanych trenerów nie jest w stanie zmieniać skutecznie taktyki, organizacji i stylu gry prowadzonych drużyn co prowadzi je od sukcesów do porażek,że wskażę tylko Lewa i reprezentację Niemiec oraz Nawałkę i reprezentację Polski.Dzisiejsi programiści komputerowi są w stanie w krótkim czasie rozłożyć na czynniki pierwsze każdy sposób gry. Zachowując wszelkie proporcje to Mamrot po wygranym meczu z Legią 2:0 w lutym br, przy Ł3 kontynuował w dalszych meczach ten sam pomysł na grę,ale jak sam przyznał po sezonie rywale poprawnie zanalizowali grę Jagi i wytrącili jej atuty. Dlatego w przerwie letniej nauczał zawodników grania 2-3 systemami tak, aby płynnie przechodzić od jednego do drugiego.Jego zdaniem dzięki temu będzie w stanie zaskakiwać rywali.I te zmiany są widoczne na boisku choć nie zawsze przynoszą pozytywne efekty jak chociażby w meczu ze Śląskiem przegranym 0:4.Nadal podstawowym jest ustawienie 4-2-3-1. Głównym atutem Jagi jest szybkie przechodzenie z obrony do ataku i odwrotnie.Zawodnicy Jagi grają piłką od środka do boków i odwrotnie szukając luk w defensywie rywali. Rzadko stosują długie podania.Z reguły wyprowadzają piłkę od obrony najpierw środkiem, potem przez bocznych obrońców asekurowanych przez defensywnych pomocników, a następnie przez skrzydłowych.To skrzydłowi,a zwłaszcza Novikovas robią grę Jagi w ataku. W grze pod bramką rywali grają dość schematycznie , głownie dośrodkowaniami w pole karne, bądź też indywidualnymi dryblingami Novikovasa i Pospiszila starają się zdezorganizować obronę przeciwnika.W defensywie grają strefą,a więc kryją w strefie i kryją strefę.Jednak taki system gry powoduje,że nie zawsze są oni w stanie nadążyć z powrotem większej ilości zawodników w strefę obrony ,zwłaszcza kiedy przeciwnik przechwyci piłkę w środkowym rejonie boiska i natychmiast zagrywa nią przed ich pole karne. Wczoraj rzadko popełniali ten błąd.a to z tego powodu,że ruszyli od początku z impetem do przodu,aby zdobyć bramkę co im się udało. Po tym kontrolowali mecz i w ryzykowne akcje się nie wdawali. Na nasze szczęście ten minimalizm im się nie opłacił.

O tym,że trzeba umieć się dostosować.
Każdy kto wsiada na rower wiosną po przerwie zimowej narzeka,że go tyłek boli.Na to jest jedna rada,albo się dupa dostosuje do siodełka,albo siodełko do dupy - innej możliwości nie ma Smile.W piłce nożnej kiedy jakiś zawodnik trafia do nowego klubu powiada się,że musi on mieć czas na adaptację inaczej zwaną aklimatyzacją.Jest to rodzaj fetyszu będący dość nieudolnym usprawiedliwieniem dla błędnej decyzji transferowej Gdyż albo mamy do czynienia z zawodnikiem odpowiednio przygotowanym i umiejącym grać,albo z takim który tych przymiotów nie posiada. Jak wykazują badania znacznie łatwiej dokonać akomodacji i asymilacji w nowym środowisku osobnikowi inteligentnemu. Bowiem w tym ujęciu inteligencja to posiadanie zdolności adaptacyjnych, zdolności uczenia się, zdolności rozwiązywania problemów i zdolność przetwarzania informacji.
Tylko,że jakby na zjawisko adaptacji nie patrzeć to trzeba mieć się do czego przystosowywać.Kiedy nowy zawodnik ma do czynienia z chaosem taktycznym, bałaganem , zamiast organizacji gry , stałymi zmianami składu to trudno go obwiniać że się nie asymiluje.Bo nie ma do czego.Każdy zawodnik ma swoje cechy charakterystyczne gry, wyszkolenie na danej pozycji oraz określone predyspozycje fizyczne i psychiczne. I dopiero ich zsumowanie tworzy jakość gry zespołu. A teraz pora na parę przykładów.
Zacznijmy od Jędrzejczyka.Trafił do Legii z Dębicy jako środkowy obrońca,ale się w Legii do składu nie przebił, więc został wypożyczony. Po powrocie przekwalifikowano go na prawego obrońcę,a w reprezentacji nawet na lewego. A on z uwagi na zdecydowanie, bardzo dobrą grę głową ma wszelkie predyspozycje ,aby być bardzo dobrym środkowym obrońcą.On się adaptował do nowych pozycji co dobrze o nim świadczy,ale teraz pokazuje na swojej pozycji ile naprawdę jest wart. Tylko,że moim zdaniem nadal lepszym środkowym obrońcą od niego jest Pazdan i uważam,ze brak tego duetu na boisku szkodzi Legii.
Kolejny przykład to Szymański. Ustawiany był gdzieś na skrzydłach, kazano też mu grać agresywnie w obronie co przy jego budowie zakrawało na ponury żart.A to urodzony ofensywny pomocnik. Lecz gra na tej pozycji wymaga zgrania z partnerami, gdyż ma on do wykonania zadania usługowe i zdolności do kreowania gry muszą być bardzo konkretne ,ażeby nie służyły pustym popisom pod publiczkę i graniem piłek do nikogo. To z kolei wymaga grania meczów ze stałymi partnerami. Nie każdy jest Kaziem Deyną, który już w drugim meczu meczu w Legii przed 52 laty stał się organizatorem gry drużyny , regulującym tempo oraz rozprowadzającym piłkę pomiędzy partnerami.Tylko,że Szymański najlepiej pasuje do gry w ustawieniu 4-2-3-1 ew. 4-5-1,a nie do 4-3-3.Trener Vejvoda ustawiał grę Legii pod Deynę, z Szymańskim jest inaczej. On dostaje zadania taktyczne, które ograniczają jego potencjał.On się dostosowywuje, moim zdaniem ze szkodą dla siebie i bez należytego pożytku dla drużyny .
Nieco inna sytuacja tyczy Carlitosa, który z pozycji gwiazdy w Wiśle na którą wszyscy pracowali przeszedł do Legii w której stał się jednym z wielu dobrych graczy. Nadto trener Sa Pinto dba pilnie,aby gwiazdą była cała drużyna,a nie pojedynczy zawodnik. Carlitosowi z trudem przychodzi akceptacja nowego statusu. Moim zdaniem to nie jego wina , bowiem oczekiwania wobec niego były znacznie większe niż jego piłkarskie umiejętności. Jakość gry zależy głównie od jakości zawodnika,a nie od długości jego adaptacji w nowym klubie.

O tym,że zmiana ustawienia bywa bezowocna.
Wszyscy wiedzą,że trener Sa Pinto preferował w poprzednich klubach ustawienie 4-3-3 , którego do wczoraj w Legii nie praktykował.Tym bardziej można było być zaskoczonym,że w meczu z trudnym rywalem na jego boisku zagrał tym systemem. Trójka w pomocy Antolicz, Cafu i Martins miała utrzymywać się przy piłce i zaskakiwać przeciwnika kombinacjami granymi na małej przestrzeni. Teoretycznie miało to sens, tylko,że po stracie bramki zmuszeni zostaliśmy do gry atakiem pozycyjnym . Z kolei w takim ataku przydatność słabych fizycznie Szymańskiego i Nagyego była mocno wątpliwa. Naszym atutem miała być gra środkiem boiska,aby wykorzystać systemową słabość rywali grających wzmocnieniem bocznych rejonów boiska.Tylko,że to gracze Jagi zdominowali środek boiska nie zostawiając nam miejsca na ich połowie. Można więc stwierdzić,ze eksperyment systemowy nie wypalił i był nie zaskoczeniem dla rywali,ale bardziej dla naszych zawodników, którzy przez całą I połowę nie bardzo wiedzieli co jest grane. Dopiero powrót do sprawdzonego systemu pozwolił nam w II połowie na jaki taki powrót do gry.

O tym,że nie bardzo było wiadomo po co nasza drużyna wyszła na boisko.
Bałamutnie można powiedzieć,że bramka dla Jagi ustawiła mecz, zwłaszcza w I połowie. Tylko,że to nawet nie połowa prawdy.Trener Sa Pinto chwalił Jagę,że gra zbalansowany futbol.W meczu z nami tej równowagi pomiędzy ofensywą a defensywą widać za bardzo nie było.Piłkarze j Jagi zostawiali nam całą naszą połowę boiska do grania, co nie miało żadnego znaczenia dla obrazu meczu.Natomiast nie pozwalali nam grać tam gdzie moglibyśmy stanowić dla nich zagrożenie.Nasza gra odbywała się pod dyktando rywali. Ja nie bardzo rozumiem jak można było nie założyć zaistnienia takiego scenariusza w którym to rywale jako pierwsi zdobywają gola i nie przygotować zespołu na taką możliwość..Byliśmy od przeciwnika słabsi w każdym elemencie gry, w obronie dopuszczaliśmy do groźnych sytuacji,a w ataku nie stanowiliśmy zagrożenia.Można grać defensywnie, albo ofensywnie,albo w sposób zrównoważony,a nasza drużyna nie grała ani tak, ani siak, ani owak.Graliśmy dla samego grania,a nie dla efektów grania.

O tym,że nasza drużyna udowadnia,że pieniądze nie grają.
Wszystkie opracowania tyczące zależności pomiędzy budżetami a wynikami wykazują,że kto ma więcej pieniędzy ten góruje. Kłam tej tezie zadaje Legia. Sam budżet płacowy Legii jest zdecydowanie wyższy niż całe budżety innych klubów.Na wynagrodzenia piłkarzy w Legii przeznacza się 80 mln zł, a np. w Jadze 15 mln.Konia z rzędem temu, kto nie wiedząc kto jest tym krezusem potrafiłby na boisku odróżnić jednych od drugich. Po grze obserwator byłby bardziej skłonny do bogaczy zaliczyć tych żółto - czerwonych. W naszym klubie tak jakoś się działo,że pęd na wydawanie całych zarobionych pieniędzy na płace był niepowstrzymany.Ja nikomu do kieszeni nie zaglądam, nie oceniam kto ile jest wart,ale przecież wystarczy mieć choć odrobinę rozsądku,aby ewidentnie nie przepłacać. To tak jak by np. za Fiata Punto zapłacić np.1 mln zł. Niby można - jak się ma nie po kolei w głowie.

O tym,że zbyt wolno poprawiamy organizację gry.
Dyletanci mylą taktykę,ustawienie, styl gry z jej organizacją. Są to zbliżone,ale też zasadniczo różne pojęcia.Przez bardzo wiele lat to co nazywamy taktyką było tożsame z ustawieniem.Każdy zawodnik wykonywał zadania wynikające wprost z zajmowanej na boisku pozycji.Suma z wykonania zadań składała się na wynik drużyny. Gigantyczny postęp w przygotowaniu fizycznym spowodował,że na plan pierwszy wysunęła się właściwa organizacja gry , której celem stało się wykonanie celu gry . Wczorajszy mecz i wiele innych wykazało ,że nasi zawodnicy indywidualnie potrafią wiele i operują piłką lepiej od rywali.Natomiast to rywale jako drużyna prezentowali się korzystniej.Nie można za ten stan rzeczy do końca obwiniać Sa Pinto, gdyż jego poprzednicy mieli bardzo umiarkowane pojęcie jak sprawić,aby zawodnicy byli zespołem, grającym w jednym systemie, w określony sposób i realizującym jeden cel.Dobrze pamiętam niedawny chaos i totalny bałagan w naszej grze, więc postęp jest niewątpliwy.Niemniej moim zdaniem jest on zbyt powolny.Odbyty tydzień temu mecz z Wisłą i wczorajszy z Jagą były bardzo do siebie podobne jeżeli chodzi o zachowania boiskowe naszych graczy.Niestety dobrze się czujemy w tych rejonach boiska . które w aspekcie wyniku gry odgrywają minimalną rolę, natomiast gorzej to wygląda zarówno pod naszą, jak i wrażą bramką ,a więc tam ,gdzie rozstrzygają się losy meczu.Piłkarze Jagi po zdobyciu bramki co prawda nie dążyli za wszelką cenę do zdobycia kolejnych goli,ale każdy ich atak wywoływał alarm w naszych szykach obronnych. Nie potrafiliśmy przeszkodzić im w dochodzeniu z piłką pod nasze pole karne. Z kolei w ataku nie umieliśmy zdobyć przewagi pozycyjnej w żadnej części boiska na ich połowie i tym samym zmusić ich do błędu, wyjść na swobodną pozycję i oddać skuteczny strzał.Nasze ataki były nieporadne, pozbawione dynamiki i elementu zaskoczenia. W dzisiejszej piłce prawie wszyscy są dobrze przygotowani fizycznie i to nie ono decyduje o powodzeniu w meczu. Tym czynnikiem jest organizacja gry. Na jej zdecydowaną poprawę czekam i czekam i nie mogę się doczekać. Bo bez niej duże umiejętności większości naszych piłkarzy pozostają niewykorzystane.W tej sytuacji remis należy potraktować wręcz jako sukces.
5sobota, 27, października 2018 23:09
Krzysztof Jastrzębski
@Zbyszek Jak zwykle z zaciekawieniem przeczytałem Twój komentarz, lecz z dwoma jego punktami pozwolę sobie, się nie zgodzić. Ewentualnie zapytać o Twoje uzasadnienie.
"Po grze obserwator byłby bardziej skłonny do bogaczy zaliczyć tych żółto - czerwonych" - Czyż nie? drużynę stawiającą przysłowiowy autobus, w rzeczywistości nie określa się mianem słabszej, o mniejszych umiejętnościach piłkarskich( w szczególności kiedy ich trener, głosi iż "daliśmy im się za bardzo zepchnąć"), co de facto przekłada się i na jej wartość materialną? Smile Natomiast następnym aspektem z którym się nie zgodzę jest postęp , jego szybkość, w sposobie organizacji gry. Narzekasz iż jest zbyt powolny, ja natomiast uważam inaczej. Zwróć uwagę, z kim ostatnim czasy graliśmy :
Legia Arka, średniak, dobra defensywa .1:1
Śląsk Legia 0:1 ekipa ze Ślaska na fali po wielu bramkach w ofensywie w meczu z Jagą?
Legia Wisła K. 3:3 szalony mecz, kolega, wielki kibic Wisły narzeka że mecz ustawiony. Myślę że nasi przegrali ten mecz przez fizykę, ciężkie treningi przed Jaga Piast Górnik
Jaga Legia 1:1 ostatni dwukrotny wicemistrz Polski. Przed meczem lider. Mecz na wyjeździe.

Podsumowując, uważam że progres jest, umiejętności również Very Happy Natomiast z tematu matematyki dodam Ci, iż przełożenie zmiennych odnośnie budżetu a efektywności gry nijak ma się do założonych założeń. To tu tak nie działa, dzięki Bogu Wink
6niedziela, 28, października 2018 11:24
corazstarszy
Rozczarowująco wyszło to, jak spisał się skład wyjściowy. Sens zmiany - wzmocnienie środka, był jasny. Ale na poziomie realizacji wyglądało tak, jakby zmiana była czysto personalna, bez jakichś przemyślanych przygotowań do nowego sposobu grania. Dobrze chociaż, że Sá Pinto nie czekał przesadnie długo ze zmianą.
W ogóle, fizyczność, zamykanie stref - tutaj progres jest. Ale w innych sprawach, jeśli nawet jest, to powolny.
W 2. połowie ta gra nawet nieźle momentami wyglądała. A zadanie nie było łatwe.
Dziwna jest mentalność miejscowych - Mamrot zapewnia, że faulu nie było, Kwiecień demonstruje poziom umysłowy typowego piłkarza Jagiellonii. I po co się upierać, jak widać, że faul był? Gdybym miał, z ich perspektywy, mieć zastrzeżenia do sędziego, to o brak drugiej żółtej dla Nagy'a. Z drugiej strony, my też moglibyśmy kilka sytuacji reklamować.
Fajnie, że Legii starczyło sił, charakteru, umiejętności i szczęścia, żeby wyrównać, ale trochę drepczemy w miejscu.
Teraz Górnik - z kim jak nie z dołem tabeli? Szkoda, że nie na wyjeździe. Będę oczekiwał nie tylko wygranej, ale wreszcie dobrej gry, przez cały mecz. U siebie też w końcu trzeba rozegrać pełnowartościowy mecz. Bo na bilety, w związku z niepełnowartościową grą, klub zniżek jakoś nie przyznaje.
7wtorek, 30, października 2018 19:52
Zbyszek
@Krzysztof Jastrzębski.
Ja z uporem maniaka zwracam uwagę na niedostatki w organizacji gry naszej drużyny. Mówiąc ogólnie chodzi o przełożenie planu taktycznego na praktykę gry w meczu tak poszczególnych zawodników ,jak i w efekcie całego zespołu.
Dopiero w tym kontekście możemy mówić o tym jakie są założenia taktyczne, czy i i jak są realizowane, mając oczywiście na uwadze cel gry. Jeżeli chcemy wygrać to musimy robić wszystko,aby tak się stało i na poziomie planowania, stawiania zadań jak i ich wykonania.W moim komentarzu zastanawiałem się po co w tak ważnym meczu trener Sa Pinto wychodzi z ustawieniem 4-3-3, którym drużyna do tej pory w tym zestawieniu personalnym nigdy nie grała.W zderzeniu z założeniami taktycznymi zespołu Jagi był to poważny błąd. Piłkarze przeciwnika zdobyli bardzo szybko gola i ograniczyli się do kontrolowania gry. Bo niezbyt ważne jest jak się gra,o czym pisałem, czy defensywnie, czy ofensywnie czy w sposób zbalansowany - drużynę ocenia się po tym jaki wynik dzięki określonej grze osiągnęła.Nasz zespół w I połowie w podanym ustawieniu nie był w stanie żadnej krzywdy zespołowi Jagi uczynić.Oni robili to co do nich należało,a więc skutecznie bronili wyniku dającemu im wygraną. podczas gdy nasi gracze byli całkowicie bezradni. W II połowie pomimo zmiany personalnej i zmianie ustawienia na 4-2-3-1 nasza siła gry niewiele wzrosła. W meczu bowiem tak naprawdę tylko jedna drużyna decyduje o tym jak wygląda realizacja taktyki ,albo mówiąc kolokwialnie oni nam dają albo my wywalczamy. To co powiedział Mamrot o ostatnich minutach meczu to był prawdziwy opis stanu rzeczy :"Niepotrzebnie się cofnęliśmy". Nie,że Legia nas przycisnęła, lecz to my rywalom sami z siebie oddaliśmy pole gry.
Oznacza to,że nasza drużyna nie jest w stanie realizować swoich założeń taktycznych na boisku poprzez odpowiednie zorganizowanie gry własnej zmuszającej rywali do ich przyjęcia .Do tego gramy topornie, ślamazarnie, za dużo na alibi i co najgorsze bardzo słabo tam, gdzie decydują się losy meczu,a więc pod własną bramką i pod wrażą bramką. Dopiero to opisane tło stanowi pejzaż dla mojej konstatacji,że żółto czerwoni wyglądali na tych co panują na boisku i rywale robią tylko to na co im się pozwoli i nic więcej.A Legia powinna być Bayernem naszej piłki. Nie ględzić o sile Jagi, Wisły, Lecha i wielu innych,ale podchodzić do każdego meczu nie tylko w roli faworyta,ale w każdym meczy być decydentem,a nie petentem.Oczywiście , jak Bayernowi może zdarzyć się wpadka, słabsza gra, przegrana,ale to ma być absolutny wyjątek. A u nas to reguła.
Powołuję się w tym rozumowaniu na "Futbonomię" - zachęcam do przeczytania , bo i nasza liga dostarcza potwierdzenia zawartych tam tez. W ostatnich 5 latach Legia - najbogatsza była mistrzem 4 razy, a Lech z drugim budżetem raz. I znowu ten kolejny kontekst dowodzi, co powtarzam od lat,że nie jest tak,że zdobywamy Tytuły , bo rywale pokazują słabość.Jest dokładnie odwrotnie, to oni żywią się naszą słabością.Biorąc pod uwagę ogromną różnicę w klasie piłkarzy słabością całkiem niezrozumiałą.

@ Coraz starszy.
Dla mnie mecz z Górnikiem ma wartość sentymentalną,gdyż obecnie nasz sobotni rywal ma marnych zawodników i gra słabiutko. Gdybyśmy z nimi nie wygrali to byłby całkowity blamaż. Natomiast aktualną wartość naszej drużyny poznamy za 2 tygodnie w Szczecinie, gdyż Pogoń gra obecnie najlepiej w naszej lidze. Czy zdołamy na tyle się poprawić,aby z nimi powalczyć - oto jest iście Hamletowskie pytanie Smile.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1