A+ A A-

Wrzesień na jedynkę

W piątek reprezentacja Polski przegrała wyjazdowe spotkanie z Słowenią 2:0. W poniedziałek  w Warszawie zremisowała z Austrią utrzymując tym samym przewodnictwo w grupie G. Zdobyty tylko jeden punkt w meczach wrześniowych przy sześciu Słoweńców oraz czterech punktach Austriaków spowodował jednak spłaszczenie tabeli. Biało-czerwoni znaleźli się na musiku. Ewentualne potknięcia w październiku lub w listopadzie mogą być brzemienne w skutkach.

 

Fakty

Słowenia - Polska 2:0 (1:0)
Bramki: Aljaž Struna 34, Andraž Šporar 65
Słowenia: Jan Oblak - Petar Stojanovič, Aljaž Struna, Miha Mevlja, Jure Balkovec - Roman Bezjak, Rene Krhin, Jasmin Kurtič, Josip Iličić, Benjamin Verbič (62' Domen Črnigoj; 90' Robert Berič) - Andraž Šporar (85' Denis Popovič).
Polska: Łukasz Fabiański - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Michał Pazdan, Bartosz Bereszyński - Piotr Zieliński, Mateusz Klich (70' Krystian Bielik), Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki (70' Jakub Błaszczykowski) - Krzysztof Piątek (76' Dawid Kownacki), Robert Lewandowski.
Żółte kartki: Struna, Stojanovič - Klich, Krychowiak, Bereszyński.
Sędzia: Siergiej Karasiow (Rosja)

Tabela grupy G
1. Polska 5 12 8-2
2. Austria 5 9 13-6
3. Słowenia 5 8 9-3
4. Izrael 5 8 9-8
5. Macedonia Północna 5 5 6-8
6. Łotwa 5 0 1-19

Wydarzenia

https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2019-09-06/el-me-2020-slowenia-polska-20-skrot-meczu/

Opinie

„Pycha kroczy przed upadkiem” - bynajmniej tego stwierdzenia nie mam zamiaru przywoływać w odniesieniu ani do piłkarzy, ani do sztabu szkoleniowego, który przestrzegał, że może nas czekać najcięższa próba z dotychczasowych w Lublanie. Pycha tym razem owładnęła mejwenów, czy też influenserów lub jak siebie dowolnie tam inaczej nazwą nasze medialne gwiazdy z wielotysięcznymi subami. Niech rywalizują na jutubach z szafiarkami modowymi o popularność i kasę, ale dobrze by było żeby głowy posypali popiołem po tym jak dowodzili jakąż to my łatwą grupę mamy do opędzlowania, jak to żadnego punktu w niej nie stracimy i w trymiga zapewnimy sobie awans. Ba, niewzruszony sympatyczny jak zawsze Michał Pol cały czas pierniczy że „nie mamy z kim przegrać”, zimny prysznic z Lublany na rozpaloną głowę patomejwena nic nie nauczył. Nie wiem, ceniłem i lubiłem Pola „od zawsze”, za inteligencję, merytorykę, ale tej obecnej arogancji wobec rzeczywistości nie rozumiem. Mundial w Rosji przerżnęliśmy z kretesem, Ligę Narodów umoczyliśmy, z Austrią był mecz do pierwszej bramki, kto ją zdobędzie ten wygra i to przypadło nam, ale równie dobrze mogli to być nasi równorzędni rywale. Z Macedonią męczyliśmy się okrutnie, aż zęby bolały, Łotwę outsidera załatwiliśmy dopiero w ostatnim kwadransie, tylko grający otwartą, radosną piłkę Izrael dał nam zwodnicze poczucie siły. No i nasi żurnaliści tak się nim nachapali, że zaczęli nam kibicom wpajać jakim to hegemonem futbolowym to nie jesteśmy, że takich leszczy jak w grupie to my jedną dziurką w nosie wciągniemy.

Jasne że u naszych mejwenów, może być podwójne dno, no bo przecież, mając takich przeciwników, czytaj żadnych, gdyby to na nich nasza kadra się potknęła w eliminacjach, to by dopiero była sposobność do jazdy po trenerze, mając Lewego, Zielka, Krychę, legion piłkarski w serie A, obfitość goalkeeperów to naszym obowiązkiem przecież jest grupę pozamiatać. A trenera który by tego nie dokonał uznać za niezgułę lub sabotażystę z dezyderatem - pod sąd i rozstrzelać!

Owszem na papierze jesteśmy faworytami, mamy gwiazdę światowego formatu, mamy kilku piłkarzy cenionych w Europie, ale też prawie każdy z nich ma swoje „ale”. W Sevilii i na Euro2016 debeściak, ale zawiódł w PSG i w Premier League, pistolero w Italii ale teraz się zaciął, technik genialny ale ciągle bez „swojego” miejsca na boisku i bez spełnienia pokładanych w nim nadziei, skała, opoka w obronie ale obecnie kontuzjowany i w słabszej formie, ma turbo, ale po trzydziestce włączać je coraz trudniej, określany jako następca Piszczka, ale wystawiany po lewej stronie i bez pewnego miejsca w klubowej jedenastce. Bronią w Juve lub w Młotach ale nie są bezbłędni. Tych „ale” jest wystarczająco dużo żeby rolę faworyta przyjmować, od niej się nie wymigiwać, ale też utożsamianie obecnej kadry Biało-czerwonych z futbolowym hegemonem to absurd. W każdym z pozostałych meczów grupowych zwycięstwa trzeba będzie wydzierać, w żadnym kultura gry, przewaga techniczna nie będzie po polskiej stronie w takim stopniu żeby korzystny rezultat uważać za oczywisty. W żadnym meczu, no może oprócz potyczki z Łotwą, trzech punktów z góry dopisać sobie nie wolno, nawet zlekceważona Macedonia jest w stanie narobić kłopotów, a z Izraelem i Słowenią przyjdzie się bić „na równi”. Ci ostatni na Narodowym w Warszawie są w stanie zagrać tak jak w Lublanie, bez fajerwerków, ale z dobrze postawionymi zasiekami i z wiarą w kontrataki i w stałe fragmenty gry i to może wystarczyć, żeby z faworyta-hegemona pozostały piach i popiół.

Przeklinam w duchu naszych zadufanych niedoceniających rywali dziennikarskich mejwenów, dedykuję im słowa i postawę Matjeża Keka trenera Słowenii wypowiedziane na konferencji przed meczem z Polską: „Bardzo szybko założyliście, że pozostałe drużyny walczą już tylko o drugie miejsce (śmiech). Na pewno to będzie dla nas ważny mecz. Chcemy zbliżyć się do reprezentacji Polski. Równamy do najlepszych, a w waszej drużynie jest wielu znakomitych zawodników. Podopieczni słoweńskiego trenera wyszli na murawę jednak bez respektu dla wyżej notowanego rywala, a byli odpowiednio zmotywowani do utarcia nosa Polakom. Oby Matjaż Kek nie miał okazji do kpin z polskich dziennikarzy po rewanżu w Warszawie, a będzie  to  ostatni grupowy mecz, pierwszą lekcje do nauki już nam dał w Lublanie czas wyciągnąć wnioski i się trochę opamiętać

Aktualizacja:

9  września Stadion Narodowy w Warszawie 
sędzia: Viktor Kassai  (Węgry)

Polska - Austria 0:0

 

Dyskusja (26)
1niedziela, 08, września 2019 18:41
sektor212
@Iocosus

Nie przejmuj się mediami. One od dłuższego czasu nie potrafią normalnie skomentować wydarzeń sportowych. Ostatni mecz w Słowenii najnormalniej w świecie reprezentacji nie wyszedł. Zresztą to nie roboty i wszystkiego nie wygrają. O poniedziałkowy wynik specjalnie się nie martwię. Coś wciśniemy! Co do poziomu naszej kadry to masz rację. Obecna repra to żaden magiczny kolektyw nie jest i raczej nie będzie. Za dużo słabych postaci na kilku pozycjach. Mimo to na euro pojedziemy.
2niedziela, 08, września 2019 23:26
a-c10
@ Iocosus:

Nie zamierzam obsobaczać Pola. I nawet nie dlatego, że go lubię (choć lubię, nie przeczę). Chodzi mi o to, że gdyby to jeden ekscentryk Michał rozpowiadał takie banialuki, to przecież można by machnąć ręką, prawda? Szkopuł w tym, że podobne brewerie słychać w zasadzie zewsząd. Od dobrych kilku lat wpada mi w uszy i w oczy, że to niby mamy taaakich zajebistych piłkarzy i tylko kolejne trenerskie niedojdy marnują ich przeogromny potencjał. Teraz też po pierwszej porażce w poważnym meczu (europejską ligą pasztetowej proszę mnie nie rozśmieszać) rozlegają się żądania selekcjonerskiej głowy. Bo przecież Brzęczek imbecyl.

No fakt, za mądry nie jest, jak każdy polski trener. Ale przyszedłby taki Guardiola i co? Odnalazłby zagubiony gdzieś pod Bornem Sulinowem tajny ośrodek, gdzie skoszarowano piętnastu piłkarzy klasy światowej, których ten idiota Jurek nie chce powoływać? Położyłby Klichowi ręce na głowie i zamienił go w Iniestę? A Bereszyńskiego w Jordiego Albę? A... A może jednak bądźmy choć trochę poważni?

Realny stan posiadania polskiej kadry w chwili obecnej wygląda następująco: mamy jednego wybitnego specjalistę od wykończeniówki (Lewandowski) plus dwóch, którzy jeszcze przed krótszą (Piątek), bądź dłuższą (Milik) chwilą mogli aspirować, plus jeszcze kilku takich (Kownacki, Wilczek, Teodorczyk), że generalnie nie wstyd. Mamy też paru (Fabiański, Szczęsny, Glik, Krychowiak, Bednarek, Pazdan) mniej lub bardziej renomowanych fachowców od rozbiórki. I tylko jednego - jed-ne-go!!! - konstruktora (Zieliński). Owszem, taka paka stawia nas w roli faworyta grupy G el. ME'20. Zdecydowanego faworyta? Nie. Wyraźnego faworyta? Też nie. Po prostu faworyta. Z czego w prosty sposób wynika, że nasze szanse na zakończenie rozgrywek bez porażki (o stracie gola sza) od startu były bliskie zeru. No bo jeśli przeciwnikowi wyjdzie mecz, a nam nie, to przegramy. I dokładnie to stało się w zeszły piątek.

Warto natomiast pośród tych wszystkich ochów i achów nad naszymi asami z Serie A, Premier League i Bundesligi zwrócić uwagę na tego j e d n e g o. Przyznam szczerze, że często żal mi Piotrka Zielińskiego. Na jego głowę notorycznie wylewane są kubły pomyj. Bo co? Bo nie potrafi samodzielnie niczego skonstruować? A ciekaw jestem wielce kto by potrafił.

I to przecież nie jest tak, że nam się taki chwilowy nieurodzaj na majstrów trafił. Od kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu lat, czy to zespół reprezentacyjny, czy klubowy, sytuacja wygląda podobnie. Rozwalać najczęściej jako-tako umiemy. Wykańczać? No, to rzadziej, ale generalnie też. Konstruować? O, kurwa... Dramat. Jakby tak chcieć być brutalnie szczerym, to my po prostu nie umiemy grać w piłkę.

Sektor ma rację. Na Euro pewnie pojedziemy. W końcu bezpośrednio awansują dwa zespoły, a jeszcze trzeci ma szanse w barażach. O ile jednak nie będzie powtórki z Francji i splotu megaformy, na samych ME zbierzemy bęcki. I kolejna dymisja selekcjonera. I kolejne poszukiwania mesjasza z nadzieją, że ów przyjdzie, przegrzebie nasz śmietnik i wyłowi na nim jakieś perełki. I w koło, Macieju.

Nie, Iocosusie. Naszym problemem nie jest redaktor Pol i jego banialuki. Naszym problemem jest skostniała, przegniła struktura i siedzący na jej szczycie prezes PZPN, który najwyraźniej michałowe przekonania podziela.

pees.
Iocosus! A używajże, proszę ja Cię, jakiegoś zrozumiałego słownictwa, hm...? OK, łapię: influencer = pan zarażający grypą. Ale kto to, kurwa, jest maj... mejn... mejwen...!?! Very Happy
3poniedziałek, 09, września 2019 00:26
Senator
No właśnie Smile a-c10 ma rację a po polsku to nie można?
Nagonka na Brzęczka jest dla mnie ohydna. Nie umiem się identyfikować z takim podejściem choć sam za żadnego trenerskiego tuza go nie uważam.
Moim zdaniem wbrew pozorom nie był to najgorszy mecz naszej kadry, a owszem przegraliśmy ale gra była lepsza niż wspomniany mecz z Łotwą. Tego co zrobił Pazdan przy drugiej bramce nie da się opisać słowami cenzuralnymi więc milczę.
4poniedziałek, 09, września 2019 13:33
iocosus
Ac10 & Senator nie pasują Wam „influ...” lub „mejweni” to informuję Was że teraz na topie wprowadzania w obieg są „sensejowie” jako nazwa uznanych ekspertów medialnych i przepraszam Was bardzo ale ja tylko powielam to co promuje i rozpowszechnia „patomejwen” czyli najbardziej popularny jutuber napiszę piłkarski a nie futbolowy żeby Wam zadośćuczynić!

Sprawdźcie sami na twitterze że poczciwy Polsport (passe) siebie przedstawia jako Patomejwena (modern faszjon)

@Sport_Brokers
#MisjaFutbol #QuizPodNapięciem
Patomejwen: http://bit.ly/PolsportSUB
Attachė prasowy @Paralympic_PL
Przyjaciel @AmpFutbolPolska

Zacnie brzmi – Patomejwen Attache prasowy. A wiecie ze jutuby i inne nety żądzą, trzeba być na czasie i się dostosowywać, dlatego staram się jak mogę nadążyć za Panem Michałem.
A poza tym tak ostatnio przed meczem ze Słowenią określenie „influenserzy” interpretowane jako jednostka chorobowa uznaję za bardzo adekwatne.
I oczywiście zgoda że nie jeden ekscentryk Michał rozpowiadał banialuki o tym „że nie mamy z kim przegrać” tylko że wobec kogoś kogo lubię i cenię czuję większy zawód niż wobec tych po których mniej się spodziewam i oczekuję.

No ale dość już o tych „zagrypionych” tym bardziej że w dzisiejszej „Misji futbol” tak jakby „infekcja” została opanowana i zatrzymana. Pitolili rozsądnie. Borek argumentował że Lewy ma rację przypisując Austrii rolę faworyta i ja się do nich dołączam. To nie jest kurtuazja, ani psychologiczna zagrywka „depresyjna” czyli mająca z gospodarza zdjąć presję. Na dziś, po prostu tak to chyba wygląda, że piłkarsko argumentów może być więcej na papierze po stronie Austriaków i Mati to celnie wypunktował. Natomiast ponieważ futbol jest pełen paradoksów to również akceptuję zdanie które padło w programie, że ten mecz może być dla nas łatwiejszy do grania i my w nim powinniśmy lepiej wyglądać niż w piątek. Oczywiście to przy założeniu że gra będzie bardziej otwarta aniżeli w Lublanie. Gorzej gdyby „faworyt wieczoru” kompletnie Biało-czerwonych zdominował, ale w to mimo wszystko wierzyć się nie chce. Po kibicowsku gdybym miał obstawiać to 40% daję na remis, a po 30% na wygraną jednych lub drugich, w zależności, kto pierwszy strzeli gola. Odwrócenie wyniku przez podopiecznych Brzęczka uznałbym za … Rubikon tej reprezentacji w tworzeniu jej jakości. Nadziei na to wielkich jednak bym nie miał, wręcz przeciwnie.

Według mnie ranga dzisiejszego meczu waży czy jutro rano pomstując będziemy się pocić rozważając ewentualność baraży czy też pozostanie nam egzekwowanie roli faworyta w październiku, żeby w miarę spokojnie przystąpić do listopadowych konfrontacji.
5poniedziałek, 09, września 2019 15:54
Zbyszek
Dobry tekst Iocosusa. Odnośnie pismactwa to już nie chodzi o dorażność pisania czyli tworzenia mitów na podstawie jednego wydarzenia np. ktoś tam strzeli kilka bramek nikomu i już jest uznawany za gwiazdora, a kiedy w następnym meczu mu się nie uda,to się z tej fuchy zrzuca go w gnój.Idzie o to,że oni się nie uczą, nie wyciągają żadnych wniosków. Po MŚ w Rosji dokonali ekspiacji i uznali swoją winę za nadmierne rozpalenie zmysłów publiki i rozbudzenie jej apetytów. Obecnie mamy podobnie. Trafnie Iocosus zauważa,że poza meczem z Izraelem w pozostałych gra reprezentacji nie była wcale lepsza niż ze Słowenią. Wyniki tylko były lepsze. Nasza drużyna nie radzi sobie w grze przeciwko rywalom, którzy nie zostawiają nam przestrzeni. Oczywiście tak grający rywal też sam tej przestrzeni nie ma,ale to my opieramy grę na Lewandowskim i gry brakuje korytarzy do niego,to jedno co gramy w ataku to bezmyślne wrzutki w pole karne.
Jednocześnie mecz ze Słowenią pokazał,że mamy , poza nielicznymi wyjątkami, mocno przeciętnych zawodników, którzy, aby nawet z miernymi rywalami skutecznie rywalizowali muszą wykazać się aktywnością i agresją w grze. Bez ogromnej waleczności niczego nie jesteśmy w stanie ugrać. Tego w Słowenii zabrakło najbardziej. Co do trenera to oczywiście krytyka jest nadmierna,ale też trzeba stwierdzić,że brakuje mu doświadczenia, właściwej oceny poziomu gry przeciwnika i formy własnych zawodników oraz kreatywności. Schematyzm w grze naszej drużyny jest nadmierny, łatwy do rozszyfrowania przez rywali i przez to znajdują oni skuteczne antidotum. Organizacja gry naszego zespołu , gdy rywal przetnie szlaki komunikacyjne piłki i piłkarzy zmienia się w niekontrolowany chaos. A ponieważ nie mamy zawodnika , któryby na boisku zapanował nad sytuacją to wymyka się ona spod kontroli.W poprzednich meczach wyniki przesłoniły te zasadnicze mankamenty ,ale Słowenia je znowu ujawniła. Nie zazdroszczę trenerowi, gdyż ma on do wyboru,albo kontynuować sposób gry w jakim zaczął eliminacje, który przynosił efekty, a który ewidentnie przestaje się sprawdzać, czy też dokonać zdecydowanych zmian w ustawieniu, doborze personalnym i podziale zadań, na co zbytnio nie ma czasu. I tak źle i tak niedobrze.Pozostaje liczyć na fart i na słabość rywali. Mało tego.
6poniedziałek, 09, września 2019 20:02
Zgred
A ja tam ( odmiennie od Zbyszka) zazdroszczę trenerowi, który ma lewego obrońce grającego w lidze bądź co bądź w Rosji, ale jednak znającego reprezentacje. Zazdroszczę także, że na siłę kreuje ludzi zupełnie nie oddających swoich umiejętności, bo mu się wymarzyło takie, a nie inne granie...Zazdroszczę obraz męki prawego obrońcy zagubionego na lewej stronie. Zazdroszczę też pomijanie najlepszego stopera Jędrzejczyka kosztem Pazdana, który zawsze miewał obsuwy znaczące i jak widać nawet nad Bosforem tej Wink "cudnej" cechy się nie pozbył. Zazdroszczę ustawienie bloku obronnego, gdzie wszystko jest pomieszane w "imię ojca i syna jednego"...
Zazdroszczę taktycznego ustawienia siły środka, w której nikt nie wie co ma zagrać, Najbardziej zazdroszczę umiejętności kreacji strefy pomocników, ( bo jak sama nazwa powinni - pomagać! )...
Zazdroszczę też taktyki - która wydaje się być optymalną, aby w plecy dostawać, głównie na wyjazdach, gdzie można samemu ustawiać się na kontrę. Generalnie zazdroszczę wszystkiego, a najbardziej tych zmarnowanych pieniędzy, które idą na byłego trenera Wisły Płock, która ...to (?)

Zazdroszczę Wszystkiego Very Happy
7poniedziałek, 09, września 2019 21:43
dalkub
ja zapytam panów ile meczy za kadencji Brzęczka zagrała Polska dobrze, w sensie sklecenia powiedzmy 6 akcji w ciagu meczu czyli 1 na 15 minut, pokonała przeciwników w sposób przekonujący i ludzie to oglądający mieli z tego odrobinę przyjemności?
Narzekacie na pismaków - narzekajcie może na tych których opisują, bo jakby grali solidnie to by piali z zachwytu. Na mecz w Słowenii nie dało sie patrzeć.
8poniedziałek, 09, września 2019 22:54
Krzysztof Jastrzębski
Gramy piach totalny, zero gry na 1 kontakt, brak wyjścia na pozycję. Biegają do przodu tylko do kontry, które i tak są, przepraszam, spierdolone przez brak dokładności.. Tylko niecanzuralne słowa cisną się na usta.
9poniedziałek, 09, września 2019 23:40
Zgred
Ilu jeszcze wujków ma trener Brzęczek? Pytam dla sąsiada bo, nie potrafi zrozumieć pewnych treści...Mówię mu, że jak wyjdziesz w reprezentacji masz kasę ...A -zrozumiał.

Teraz mielcie system Very Happy w swoich "Borkowych, Laskowskich, czy Szpakowskich - teorii rozumienia. To przecież taka - nasza piłka, w której przez 90 minut nie potrafimy rozegrać - jednej akcji bramkowej, ale (!) remisem zagraliśmy...

ps: Mówię poważnie!
Nie jestem w stanie zrozumieć decyzji, które przecież rzutują "kurwa" na przyszłość w końcu tej piłki naszej, gdzie lekką ręką powierza się całą treść w ręce "kolesia od niczego"...Ani tu wymiar posłuchu, ani wymiar rozumienia, że o szacunku nawet nie wspomnę. Chyba, że szanować będziemy dozgonnie zmiany pana wujka, który mięsień narusza pierwszą akcją na skrzydle.

Daleki jestem od ocen, tym zajmie się nasz @iocosus.
Opisze to dokładnie, w sposób zrozumiały nawet dla takich ludzi jak ja, którzy w trochę inny sposób odbierają to co widzą....Popatrz @Senator jaką pigułę mu zadałem...Wink
10wtorek, 10, września 2019 01:09
a-c10
@ Zgred:

Ty nie zazdrość, tylko pisz. Nie, serio mówię. Słuchaj, czasy dzisiaj takie, że internetowych kampanii lekceważyć nie sposób, bo już niejeden na tym wyszedł jak Mubarak na mydle. Pisz zatem, ja Ci z chęcią pomogę, bo pomysły masz niezłe i moc sprawczą, że ho-ho! Zobacz, ledwieś z siebie wyrzucił, że taksę trzeba zmienić, bo ta stosowana pozwala rywalom na kontry i co? Mówisz - masz! Trener Brzęczek wprowadził taką, która pozwala przeciwnikom na nieskrępowany atak pozycyjny.

Co do reszty pomysłów chęć pomocy oczywiście podtrzymuję, chciałbym jeno nieśmiało prosić o garść szczegółów. Wspominasz np. o "najlepszym stoperze Jędrzejczyku", któremu w domyśle nie zdarzają się defensywne lapsusy. Co za jeden, bo jakoś nie kojarzę? Gdzie on gra? Zresztą, furda tam, trza go szybko powołać. Nie dość, że poprawi nam grę obronną, to jeszcze Jędza będzie miał w kadrze imiennika. Ani chybi się chłopakowi miło zrobi, a to przecież też ważne.

A jak byś, drogi Zgredzie, zestawił środek pola, żeby umiał kreować? I konkretnie z kogo? A kogo byś powołał w miejsce sponsora Wisły Kraków, żeby miał kto grać na skrzydle? Dawaj, szybko rzucaj nazwiskami, bo następne mecze już niedługo. Trzeba wywierać naciski!

@ Dalkub:

A ile w ostatnim - strzelam - dwudziestoleciu widziałeś dobrych meczów reprezentacji Polski? Takich nie żeby od razu fajerwerki, ale żeby był jakiś w miarę sensowny, skrzętnie realizowany plan na konstrukcję. Usuwając ewentualne wątpliwości: nie, kolejne inkarnacje "taktyki" pod hasłem "kopnij piłkę do X, on coś wymyśli!" się nie liczą. Bo jak się zacząłem głębiej zastanawiać, wyszło mi tego coś koło nastu. Średnio po dwa-trzy na każdego selekcjonera.

Ja nie mam pretensji do pismaków, że nie pieją z zachwytu nad selekcjonerem Brzęczkiem i jego (niezbyt) wesołą kompanią. Nie jestem ślepy, widzę że nie ma nad czym. Mam pretensje do pismaków, że łżą jak kibice Wisły rozpływając się nad legendarnym, nigdy nie widzianym potencjałem naszej kadry i jednocześnie zamazują rzeczywisty problem.

Naszym problemem nie jest to, że Słoweńcom wyszedł jeden korner i jedna kontra, wskutek czego obili nam pędzel. Ani nawet to, że niejaki Stefan Posch ze skromnego Hoffenheim zdołał w jednym meczu zneutralizować megagwiazdę Bundesligi i reprezentacji Polski zarazem. Trudno, każdy czasem dostaje po tyłku, każdemu zdarzają się słabsze momenty, nawet CR7 musiał kiedyś uznać wyższość Grzesia Bronowickiego. Cały czas mamy otwartą drogę na Euro. Ba, przy odrobinie fuksa jesteśmy w stanie wygrać tam jeden mecz, drugi zremisować i wyjść z grupy.

Naszym problemem - i nie wierzę, że tego nie rozumiesz - jest nieumiejętność grania w piłkę, wskutek której jedyne nadzieje zasadzać możemy właśnie na fuksie. Na tym, że korzystnie wylosujemy. Że jakiś Olisadebe/Kałużny/Krzynówek/Rasiak/Matusiak/Smolarek/Błaszczykowski/Lewandowski/cha-gie-wu kto złapie formę, strzeli gola (albo dwa) i jakoś tam uda się wygrać. I to jest niezmienne. Niezależne od kolejnych zatrudnianych i zwalnianych selekcjonerów, od imprez, od rywali. Absolutny constans.

Pretensje do pismaków mam o to, że zamiast walić w bęben na alarm, pozostają na to ślepi i głusi.
11wtorek, 10, września 2019 06:23
kibic60
@ a-c10

"Naszym problemem - i nie wierzę, że tego nie rozumiesz - jest nieumiejętność grania w piłkę, wskutek której jedyne nadzieje zasadzać możemy właśnie na fuksie. Na tym, że korzystnie wylosujemy. Że jakiś Olisadebe/Kałużny/Krzynówek/Rasiak/Matusiak/Smolarek/Błaszczykowski/Lewandowski/cha-gie-wu kto złapie formę, strzeli gola (albo dwa) i jakoś tam uda się wygrać. I to jest niezmienne. Niezależne od kolejnych zatrudnianych i zwalnianych selekcjonerów, od imprez, od rywali. Absolutny constans".


Dobitniej się nie da. Nawet osioł już zrozumie, pytanie czy każdy ?
Dopisałbym tylko - klubowej również.

Dawno temu pisał "Niezgoda do kadry"
Myślę, że on by tej główki z 10 m nie spudłował, co zresztą udowodnił w ostatnim meczu Very Happy

Pomyśleć, że jeszcze tydzień temu czytałem, "że już w poniedziałek możemy się zakwalifikować na Euro"
Teraz czytam, że "możemy wcale nie pojechać"

A przecież "wystarczyłoby zmienić prezesa, zatrudnić trenera doświadczonego, zmienić dyrektora sportowego i przede wszystkim nie ściągać szrotu". A nie, to przecież kadra Very Happy
12wtorek, 10, września 2019 07:47
dalkub
AC 10 - pytasz kiedy zagrali coś sensownego - a to ja ci powiem że było sporo fajnych meczy za Nawałki, szczególnie do ME, potem były pojedyncze ciekawe mecze jak na przykład w Rumunii, gdzie drużyna zagrała mega fajny mecz. Coś się stało w ostatnim roku Nawałki, co Brzęczek skrzętnie i twórczo rozwija. Niech ta drużyna gra piłkę defensywną i gra z kontry - super, ale niech to gra, niech ta defensywa jakoś wygląda, niech będzie granie na krótkim polu, blisko przeciwnika, a nie obrona Częstochowy i wybijanka na oślep.

Nie mogę słuchać też opowiadaczy wszelkiej maści jak to biedny brzęczek nie ma kim grać, no nie ma zawodników - tak z Holandią, Francją czy Niemcami nie mamy czego szukać, pewnie jeszcze z kilkoma reprezentacjami, ale do kurwy nędzy my gramy padakę ze Słowenią, z Macedonią, z Łotwą, z Austrią - to z kim mamy grać przyzwoicie? z Andorą? czy Gibraltarem

Brzęczek wystawia skład:
Fabiański - WestHam - oceny super
Bereszyński - Sampdoria - oceny niezłe
Glik - Monaco - w klubie słabo ale gra
Bednarek - Southampton - gra nieźle
Kędziora - Dynamo Kijów - gra nieźle
Krychowiak - Lokomotiv - jeden z lepszych w lidze rosyjskiej - gra
Grosicki - Hull - gra, ma asysty bramki
Bielik - kosztował 10 mln euro - obejrzałem dwa mecze Derby - gra fajnie
Kownacki - gra w Fortunie, rekord klubowy kasy za niego i tam gra przyzwoicie
Lewandowski - nawet nie chce mi się pisać
Szczęsny - tez nie chce mi się pisać
Klich - na kierownicy u Bielsy - obejrzyjcie Leeds - jeden z ważniejszych zawodników
Rybus - Lokomotiv gra

mogę tak dalej - kogo potrzeba więcej żeby być lepszym od Austrii? Słowenii? a może od Izraela?
Jak słucham Brzęczka to bym go wywalił nie za to jak grają, ale za brednie przez niego wypowiadane, typu liczy się wynik i awans, a potem zaczną grać ładniej - bredzi ten facet bredzi. Ile drużyn jedzie na finały? połowa Europy? a my pewnie tam pojedziemy, znowu się może uda i obskoczymy baty grając archaiczną piłkę, licząc na stały fragment gry i dzidę na Lewego.
13wtorek, 10, września 2019 10:55
Zgred
@a-c10

Ale dlaczego(?) się naśmiewasz z mojej fobii zazdroszczania...Very Happy
Myślę sobie, że w Europie znalazłoby się kilku jeżeli nie kilkunastu trenerów reprezentacji, którzy takiego marginesu na pozycjach w obronie nigdy nie mieli, nie mają. Lubię oglądać pracę bocznych obrońców, którzy potrafią wspomagać akcje ofensywne, grając szybko we współpracy ze swoimi pomocnikami na swoich skrzydłach...
Podoba mi się postawa trenerów, którzy raczej starają się swoimi wyborami wesprzeć, czy uwydatnić pewne cechy swoich piłkarzy, znając ich dobre i złe strony, wykorzystując jednak korzyści konkretnych elementów współpracy na prawej czy lewej stronie boiska. Przy doborze pary stoperów też lubię rozumieć mądrość trenerów, którzy w wyniku absencji z powodu urazu, dobierają zmienników jednak z klucza umiejętności, a nie z konkursu fryzur...( łysi nie są lepsi tylko dlatego, że są łysi).
..."Wspominasz np. o "najlepszym stoperze Jędrzejczyku", któremu w domyśle nie zdarzają się defensywne lapsusy. Co za jeden, bo jakoś nie kojarzę? Gdzie on gra? Zresztą, furda tam, trza go szybko powołać. Nie dość, że poprawi nam grę obronną, to jeszcze Jędza będzie miał w kadrze imiennika. Ani chybi się chłopakowi miło zrobi, a to przecież też ważne." ...
Przyznam się, że im dłużej czytam Twój w/w cytat, tym bardziej gubię się w jego przekazie...wybacz.
Nie znam nazwy drużyny w której występuje Pazdan, a o jego grze w tej drużynie nawet nie wspomnę. Za to obserwuję Jędrzejczyka ( pan Coach też powinien) i mam nieodparte wrażenie, że jest dobry w tym co robi...Tylko widzisz, ja się nie znam, gdybyś mnie zapytał o Lemańskiego czy Kaczmarka - mógłbym z upodobaniem "drzeć Ci pasy" z uśmiechem na twarzy Wink
Pytasz mnie, jak to zestawić? Jak zagrać? Jak to lepiej zrobić?
Naigrywasz się z myśli taktycznego ustawienia zespołu, który według żartu oddał pole piłkarzom Austrii...Dobrze, jednak mnie będzie dręczyć pytanie - dlaczego w Lublanie trener - selekcjoner zagrał kozaka, miast oddać granie Słoweńcom czekając na kontry. Ot- taka przypadłość pewnie, co tam nam Bałkańcy...przeca My w piłeczkę gramy...no i (!) zagrali.

Nie wiem kto ma dyrektorować w środku pola. Nie wiem, na kim ma się gra opierać...Nie wiem. Ale to, że ja nie wiem to pikuś i to mały w dodatku. Gorzej jak Brzęczek nie wie...bo wydaje mi się ( mogę oczywiście się mylić) że namaszczony przez sternika znakomitego okrętu o nazwie PZPN - powinien jednak wiedzieć. Ciekawe (?) czy zgodzą się ze mną kibice z Płocka...Wink a kibiców GKS Katowice z czystej grzeczności zapytać by nie wypadało...(!)

Z Tobą i z kibicem60 jest mały problem...Lubicie, choć każdy na swój sposób wpisywać się w nuty zaśpiewu "Polacy nic się nie stało". Generalnie to ładna cecha, cecha którą zawsze można obronić argumentami. Obrócić w sposób udany polemiki, nawet na tej stronie pt: "no, ale"...A przecież to "ale" jest i każdy je widzi! Problemem moim zdaniem jest to - co wyrabia się wokół. Charyzma połączona z głupotą dziennikarstwa sportowego, serwującego wyolbrzymione pojęcia o tak na prawdę sensie sportu. Tak! Sportu!
Kto takiemu Bezjakowi "we własnym domu" zabroni kopać się z Bereszyńskim? Kto jemu kolegom z drużyny zabroni wyjść na Polskę i złoić tych Lewandowskich i Krychowiaków...? Kto?
Czy przykład Lichtensteinu na terenie starożytnej Hellady niczego nie uczy?

Wiesz dlaczego to piszę? Bo od 2012 idziemy dziwną ciągłością weryfikacji. Od Smudy, przez Fornalika, Nawałkę, teraz Brzęczka...
Jestem w stanie wyobrazić sobie, że któryś następny będzie "panem Ziutkiem", który wprowadził KS. Pyskowice do B klasy po dogrywce z KS. Weszło -niejakiego Stanowskiego...

Kiedy wreszcie uznamy, że specyficzna symbolem posada trenera -selekcjonera przestanie być li tylko dodatkowymi punktami w wyborach składu biorącego pieniążek począwszy od najmniejszych struktur, w najmniejszych komórkach gminnych, miejskich, okręgowych czy wojewódzkich, kiedy wyjdziemy z zaścianka "swojej strzechy" - może pewne wartości postrzegania się odwrócą. Może!

Wracając niedawno myślami do Beenhakkera, zostawiając już na boku całe gówno króla strzelców MŚ 74...myślę sobie, że taki "national level" z tymi ludźmi do dyspozycji których mamy obecnie - to tylko myśli...takie tam zgredowe, mało ważne...
Na koniec jedna myśl, wyjęta sportowym życiem...
Ten od decyzji, od ustawiania składu, od wszystkiego - musi(!) być szanowany przez grupę. W innym przypadku zawsze będzie kukiełką Wink. Tyle. To się tyczy każdego poziomu rozgrywek. Tak to jest w sporcie- drodzy panowie - tak właśnie.
14wtorek, 10, września 2019 13:01
dalkub
złote myśli trenera Brzęczka

– Jeżeli Zieliński wstanie pewnego dnia i coś mu przeskoczy w głowie, to będziemy mieli zawodnika, którego będą nam zazdrościć wszyscy na świecie
- Dzisiaj kończyliśmy mecz z trzema zawodnikami z Championship, czyli drugiej ligi angielskiej. Austria ma osiemnastu zawodników z Bundesligi. Apeluję o rozsądne ocenianie naszego potencjału.
- W odpowiednim momencie będziemy też zadowoleni ze stylu
- My naprawdę bardzo dużo czasu, z tego który mamy, poświęcamy na taktykę, szlifowanie rozwiązań, schematów. Będę bardzo szczęśliwy, jak zawodnicy będą kreatywni, stwarzali sytuacje, naprawdę poświęcamy na to dużo czasu, ale może jeszcze to nie zaskoczyło, może jeszcze zawodnicy nie do końca łapią to i rozumieją i potrafią przełożyć to w meczach, ale jestem spokojny, że to przyjdzie
15wtorek, 10, września 2019 18:04
Zbyszek
Zanim zdań kilka o wczorajszym meczu najpierw taka refleksja natury ogólnej. Gdy tak się spojrzy na otoczenie medialne naszej piłki nożnej to człeka ogarnia z jednej strony trwoga ,a z drugiej pusty śmiech. No bo weźmy takie inne sporty jak choćby siatkówka, piłka ręczna czy koszykówka,że o dyscyplinach bardziej wyrafinowanych nie wspomnę. I o nich perorują dziennikarze, byli zawodnicy i trenerzy. Tylko jak : porządnie, fachowo ,z ładem i składem. Przed spotkaniami nie odbierają szans na wygraną,ale też nie uznają,że nasi muszą zawsze i wszystko wygrać. Po porażce są w stanie uznać wyższość rywali, wskazać mankamenty u nas i nie żądają wyrzucenia trenera , zawodników i wszystkiego coś się rusza. A w piłce nożnej pismactwo, byli gracze, byli trenerzy żądają tylko wygranych, tak jak by nasza reprezentacja grała sama, jak by rywali nie było. Jaki by nie był wynik to zawsze szukają dziury w całym, nic im się nie podoba, tak jak by tylko oni mogli zbawić naszą piłkę nożną w sposób najprostszy wywalając trenera i wszystkich zawodników. Nie dlatego,że przegrali lub nie wygrali,ale dlatego,że ich nie zaspokoili.Z braku chętnych,radzę onanizm. I chodzą w aureoli znawców, chyba od malkontenctwa.
I się tego nie wstydzą. W innych dyscyplinach, gdyby ktoś wygadywał takie idiotyzmy to by samo środowisko go wyśmiało i wyeliminowało z grona fachowców,a w piłce im kto głupszy tym lepszy. Kuriozum świadczące o upadku elementarnej wiedzy o piłce.
Gdy tylko dotarłem do pracy to już kibice obsobaczyli i trenera i piłkarzy,że tak źle to reprezentacja dawno nie grała. Otóż trzeba przez chwilę zastanowić się czy ten Brzęczek , wraz ze sztabem to jacyś idioci, którym nie zależy. A może oni mają całkiem racjonalne przemyślenia. Wszyscy powinni wiedzieć,że nasza drużyna w ataku istnieje tylko wówczas kiedy tacy zawodnicy jak Lewandowski, Grosicki, Zieliński i czwarty do brydża mają przestrzeń przed sobą do grania. W Lublanie rywale nam ją zabrali, ale my im też.Było jak w wierszyku :" Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma".Bez dwóch potężnych błędów byłoby 0:0. Wczoraj w Warszawie Brzęczek postanowił pomóc losowi i postawił na niską obronę,aby przeciwnika wciągnąć na własną połowę i zyskać otwarte pole do gry. I Austriacy weszli w tę gierkę. Przy czym nie sądzę,aby zamysłem trenera była,aż tak niska obrona, gdyż wychodzenie z niej do szybkich ataków było mocno utrudnione z uwagi na dużą odległość od bramki rywali. Trener liczył i się nie przeliczył,że obrona w stałym składzie, która nie straciła bramki w eliminacjach i tym razem zachowa czyste konto. Jednocześnie liczył,że nam uda się coś strzelić. Całą więc historia meczu sprowadza się do jednego zdania : nie straciliśmy i nie zdobyliśmy bramki. Pozostaje pytanie, bez odpowiedzi : korzystne to czy nie.? Bo na pytanie czy się podobało czy nie odpowiedź znamy z góry. Choćby naszym kibicom dupę miodem smarować to i tak im się nie dogodzi. Więc szkoda fatygi czyli ubiegania się o jedno choćby pozytywne zdanie po meczu naszej reprezentacji. Kilku kibiców zadawało mi po moich wyjaśnieniach pytanie : panie, ale te dziady brzydko grają. A ja na to : grają tak jak umieją , widocznie piękniej nie potrafią. A ja się nie podoba to radzę się przerzucić na gimnastykę artystyczną, koniecznie w wykonaniu kobiet. Tam wrażeń estetycznych nie zabraknie.Smile.
16wtorek, 10, września 2019 18:26
a-c10
@ Zgred:

Dlaczego się naśmiewam? Bo lubięVery Happy Tak naprawdę, co innego mi zostało? Mam się pochlastać? Schlać na smutno? Ciskać kurwami pod nosem jak kol. Jastrzębski? To przecież niezdrowe.

Piszesz, że hołduję zasadzie "Polacy, nic się nie stało!". Trochę tak, trochę nie. Tak, bo przecież widzę, że... nic się nie stało. Nie wczoraj. Nie w piątek. I generalnie, przyznam Ci szczerze, już dawno temu nabawiłem się takiej kadrowej znieczulicy. Znaczy owszem, gdy trwa mecz, to się emocjonuję. Czasem fikam z radości, czasem klnę jak szewc i rwę kłaki z głowy, jak popadnie. Ale gdy mecz się kończy: cyt, iskierka zgasła. Idę zajarać, Dżodżo, chodź na spacer!

O powodach takiego stanu szerzej jeszcze za chwilę. Choć... jednym z nich jest na pewno to, o czym sam piszesz. Od ładnych kilkunastu lat nie ma przesadnego znaczenia, czy kadrę prowadzi akurat pan Jurek, pan Adaś, pan Michaś, pan Slaven, czy pan Jose. Pan Ziutek też by się nadał. Albo jakiś pan Teoś, znany głównie z tego, że parę sezonów wstecz prawie awansował do okręgówki z Błękitem Cyców. W zasadzie wiesz co? Selekcjonerski tandem Zgred/a-c10 również byłby wporzo. No co? Ty opowiadałbyś na odprawach dyrdymały o tym, jak to bywałeś reprezentantem klasy i ośki. Ja trochę bym z Ciebie rechotał. Atmosfera byłaby jak ta lala.

Powołania? Rozsyłają się same. No serio, pomijając typów z głębokiej ławki, o których przecież nie ma sensu drzeć kotów, ta nastka do grania jest w miarę oczywista, nie? Rzuć okiem na listę Dalkuba? Masz zastrzeżenia? Nie, ja też nie, bierzemy.

Taktyka? Jakaś prosta. Wiadomo, to już nie lata 70./80., gdy wszyscy kadrowicze grali w Polsce, można ich było zebrać na długie tygodnie i tłuc automatyzmy. Dziś przed meczem masz ledwie parę jednostek, za cholerę nie wprowadzisz nic wyszukanego. To co, 4-2-3-1? O w mordę, ale Piątek w formie! OK, 4-4-2? Eee... szlag, ale nie mamy skrzydeł. To może coś z czterema środkowymi pomocnikami? O patrz, a przypadkiem nie coś takiego właśnie bęcwał Jurek chciał grać w tej durnej lidze pasztetowej...?

Personalia? Fabian, czy Szczena? Nie wiem, rzuć monetą. Bereś vs. Kędzi? Jw. Po lewej chyba faktycznie Rybkę reaktywujemy. Co, znów się połamał? Osz kurwa... Wolisz w środku Jędzę od Pazdka? Nie będę za to umierał. Co prawda, choć nie jestem fanem Legii, to jednak czasem jej mecze oglądam i widzę, że Arturowi także zdarzają się koszmarne obcinki, ale tak naprawdę jeden pies. Itepę. Itedę.

I wiesz co? Może by się nam przyfarciło. Trafilibyśmy - znaczy nasi, ekhem, podopieczni - z formą. Awansowalibyśmy na Euro. Tam - bo czemu nie? - zabrnęlibyśmy do ćwierćfinału. W mediach szał. Zaczęto by pisać o rewelacyjnym tandemie genialnego motywatora i zgryźliwego lenia-perfekcjonisty. Pojawiłyby się przymiarki do naprawdę silnych klubów. Jasne, w samych tych klubach nikt by o tym nie słyszał, ale co tam. Pewnie, gdzieś w otchłani internetu jakiś mędrek zrzędziłby, że nie finał, ale kij mu w plecy. Generalnie euforia.

A potem forma by prysła. I już na Mundialu, na który zresztą wczołgalibyśmy się psim swędem, byłyby trzy mecze "o". I dymisja. I ci sami, co ledwie chwilę temu wynosili nas pod niebiosa, wpierdoliliby nas do rynsztoka.

Oczywiście, istnieje spora szansa na to, że od początku tej formy by nie było, w związku z czym "potem" nastąpiłoby "przedtem". Ale sam widzisz, co za różnica?

A wracając do "nic się nie stało" - trochę nie. Bo się stało. Tylko nie wczoraj, nie w piątek i nie w 2012. Znacznie wcześniej przegapiony został moment, gdy świat zaczął nam uciekać. W związku z czym nieważne: Smuda, Nawałka, Zgred - każdy kolejny selekcjoner reprezentacji Polski dostaje pod swoje skrzydła bardzo ograniczony materiał. Możemy zaklinać tę rzeczywistość, ale ona w końcu spod tych zaklęć wylezie i kopnie nas w dupę.

Kurczę, oglądam sobie czasem tę Twoją ukochaną siatkówkę. Z rzadka, bo z rzadka, czasu nie ma, no i kompletnie laickim okiem. Wciąż jednak jedna rzecz mi się w to laickie oko rzuca. Czasem nasi reprezentanci/reprezentantki wygrywają, czasem przegrywają. Ostatnio niby bardziej to pierwsze i super, brawo, ale przecież i po tyłku zdarza się zebrać. Jednak nawet jeśli, to wykonanie podstawowych elementów technicznych nie odbiega od zwycięzców. Zagrywka, przyjęcie, rozegranie, atak - możemy uznać czyjąś wyższość, ale nie da się stwierdzić, że w w/w dzieli nas jakaś przepaść. Nie wiem, mam rację?

Jeśli tak, to teraz zerknij sobie jak standardowy polski futbolista przyjmuje piłkę.

@ Dalkub:

Czytasz/słuchasz trenerów...!? Ej, no weź, człowieku, masz żonę, dzieci, masz dla kogo żyć i być zdrowym psychicznie, opanujże sięVery Happy
17wtorek, 10, września 2019 18:30
a-c10
@ Zbyszek:

Po porażce są w stanie uznać wyższość rywali

O, to-to właśnie! Ja bym naprawdę wszystkim tak ze szczerego serca radził pamiętać, że w piłce nożnej - jak i w wielu innych sportach - po drugiej stronie boiska stoi przeciwnik. I on ma swoje, najczęściej kompletnie sprzeczne z naszymi, plany na mecz. I czasem jakoś-takoś, kurna, udaje mu się je zrealizować.
18wtorek, 10, września 2019 18:58
dalkub
AC 10

ja te wypowiedzi traktuję jak kabaret - tylko się zastanawiam czy pan Brzęczek jest takim idiotą i wierzy w co bredzi, czy jest kłamczuchem i opowiada dyrdymały
19wtorek, 10, września 2019 20:03
Zgred
@a-c10
Wiesz dlaczego mimo różnych naszych wzajemnych połajanek - ciągle darzę Cię sympatią? ( Nie nie dlatego, że mam rodzinę z Olkusza) ...
Masz dar przekazywania myśli w sposób niepodważalny, określony i kurwa Wink ciekawy...Zatem trudno jedynie "na raz" z Tobą polemizować.
Powiem szczerze, że ten pewnego rodzaju kolor, z którym tu wjeżdżasz jest OK!
Ale aby nie przesłodzić, zostawiając na boku krakowsko warszawską mizerię mylisz się w ocenach opcji obrony reprezentacji Polski. Mało tego, Ty to wiesz, a różnica w ocenach, lub inaczej dewaluacja pojętego systemu, któremu chyba(?) kibicujesz, nie generuje w Tobie pełnego oglądu, a już z całą pewnością ocen...Wiem taki Pazdan (Nowa Huta) Wink żartuję...ale

Trener Zgred/ a-c10 osz kurwa Wink jednak chyba nie...Zgred jest za nerwowy, lubi spożywać trunki szeroką gamą...a ten "krakowski spleen" ( wybacz Koro!) zdecydowanie nie pasuje mu w życiu...

Teraz tak: wraz z @kibicem60 jedziecie na sensie ciągle tym samym, pt: "ale co my możemy". W szerokich dyskusjach przedstawiacie oczywiście pewne uwarunkowania, które dla Was panowie stanowią zawsze(!) punkt odniesienia. Podczas gdy świat "leci do przodu" - stoicie w tych swoich blokach tzw. rozumienia...
Otóż - Nie! Ludzie wpatrzeni w dziadziusia z jednej partii - obudzą się z ręką w nocniku obiecanek ( Senator - przepraszam)
Ludzie mający kumację ( bez roli dziadziusia) pójdą po swoje, no chyba, że rząd zacznie ich blokować, co właśnie uskutecznia.

Sporty tzw. inne - przecież to widać(!) poszły w górę. Lekkoatletyka - oczywiście ustali pewne relacje w randze światowego rozdania, ale w Europie - chyba wstydu nie ma. To przecież ( biorąc pod uwagę wszystkie sporty) mały fragment czegoś większego.
Zatem - czy ciągle przechodząc kolejne kwalifikacje, turnieje będziemy "debilami zdarzeń" (?)... Bo koronna dyscyplina będzie zawsze poparta "Polacy nic się nie stało".
Ale dlaczego? Nie równoważymy ewentualnych możliwości na granicy zarabiania pierwszego trenera - selekcjonera, aby ten wybrany DAŁ coś w dodatnim aspekcie tej dyscypliny? Dlaczego nie stać nas na rozwagę? Mądrość? Głęboką analizę?

Nawiązujesz do ukochanej mojej siatkówki, ale ? Czy zgodzisz się, że ciskany teraz Przedpełski położył podwaliny wszystkiego co teraz dzieje się w kraju? I jakaś firma ochraniająca, która dostała ! Za mało! Napierdala w człowieka, który swoimi układami dał nam organizację MŚ 2014...z otwarciem na Narodowym stadionie wobec 60,000 ludzi...Japonia, czy Chiny kupią prawie wszystko, myślę, że się rozumiemy, na czym polega różnica między tymi piłkami siatkowa/nożna...Otóż w piłce nożnej nie wygramy Wink Ot ! Taka mała różnica. Wygra Robert Lewandowski w Niemczech, Fabiański ( choć idzie sprzeczka znafców) ,Szczęsny, nawet Kownacki Very Happy wygrywa na niemieckiej ziemi. A sorry i Piątek - też ( przepraszam byłoby to faux-pas)

Tylko, w odróżnieniu od innych jakoś razem nie potrafią pokazać swojej siły. Uwaga! Za ile zostanie sprzedany Zieliński - będzie wartością reprezentacji. Ten - kształtujący wszystko i Wink wszystkich...jakoś się nie sprzedaje. Będziemy zgadywać ? Dlaczego? Wszyscy to widzą, nawet Twój kolega od lamentów...
przecież @kibic60 gdyby mógł, zaszlachtowałby tego Zielińskiego gołymi łapami. Co z Wami jest nie tak? Widzicie coś innego, niż plus minus 20 milionów Polaków? Poważnie?
20środa, 11, września 2019 01:18
a-c10
@ Zgred:

Też Cię lubię. To skoro dusery mamy za sobąWink przejdźmy do konkretów. Nie mam pojęcia skąd bierze swoje poglądy Kibic60. To już jego należałoby spytać. Moje podpowiada mi ten, no, jak temu sukinkotowi było... rozsądek.

Mam wrażenie, że już kiedyś tu o tym pisałem, w razie czego przepraszam za repetę. A, jeszcze jedno: uparcie odnoszę się do okresu ostatnich +/- 20 lat, ale to dlatego, że taka właśnie cezura wydaje mi się sensowna. Na przełomie wieków zmiany ustrojowe zdążyły się już u nas (także w sporcie) jako tako przyjąć, zniknęły też już pokraczne wykwity wczesnego sportowego kapitalizmu w stylu Legii Daewoo, a przede wszystkim Sokoła Tychy i Lechii/Olimpii Gdańsk, zaprzestano także - no, przynajmniej mocno ograniczono - budowania zespołów w stylu "nikt ci tyle nie da, ile Widzew obieca". Last but not least, fryzjerska machina korupcyjna takoż chyliła się już ku upadkowi.

I teraz tak - w XXI wieku:

a) non-stop słychać o niebywałym potencjale polskiego piłkarstwa. Bo a to Hajto z Wałdochem terroryzują wszystkie napady Bundesligi, a to chłopaki z Wisły się po Europie rozbijają, a to levelas Matusiak podbija Palermo, a to Trójkąt Dortmundzki, a to to, a to tamto;

b) reprezentacja Polski miała, bez obecnego, sześciu selekcjonerów. Engel, Janas, Beenhakker, Smuda, Fornalik i Nawałka. Bońka i Majewskiego nie liczę, bo to śmiech na sali. Sześciu ludzi różniących się od siebie pod chyba każdym możliwym względem. Inne kariery piłkarskie, inne kariery trenerskie, inne podejścia do pracy, inne osobowości, wszystko inne. Normalnie od Sasa do Lasa;

c) odbyło się łącznie dziewięć imprez rangi mistrzowskiej (MŚ, ME). W sześciu z nich wzięliśmy udział (przy czym raz, rzecz jasna, na krzywy ryj), jednak tylko raz udało nam się nie zakończyć tegoż udziału na fazie grupowej (ba, dotarliśmy nawet do ćwierćfinału);

d) wszystkie cztery przypadki nienormatywne zdarzały się w nienormatywnych okolicznościach. Trzy braki awansu przypadły na totalną rozpierduchę organizacyjną. El. ME'4 rozpoczynał Boniek, który do trenerki (i czegokolwiek poza kopaniem gały i własnym lansem) nadaje się +/- tak samo, jak ja do Tap Mad'l. El. MŚ'10 to Beenhakker, który już wtedy miał kompletnie na nas wszystkich wywalone i myślał jedynie o tym, jak by tu sprawić, aby Lato wreszcie kopnął go w dupę i wypłacił odprawę. MŚ'14 z kolei to Fornalik, który nie był człowiekiem Bońka i w żadnym razie nie mógł liczyć na wsparcie góry. Co zaś się tyczy ME'16, ówczesny sukces wymagał niewiarygodnego wręcz splotu szczęśliwych okoliczności. Przecież o wykpiwanym przez Ciebie - skądinąd słusznie - Pazdanie śpiewano wówczas hymny pochwalne, a istotną postacią kadry był też m.in. niejaki Krzysztof Mączyński.

Biorąc to wszystko do kupy, jeśli jest normalnie, jeśli kadrę prowadzi trener, a nie Boniek, albo chodzący trup, to awansujemy. Ale jeśli nam się nieprzyzwoicie nie przyfarci, to nic poza tym. I nie ma praktycznie żadnego znaczenia jaki akurat danym razem jest powód rzekomego potencjału naszej kadry, ani czy trener jest taki, czy siaki.

Pojedziemy na Euro'20? Raczej tak. Coś tam zwojujemy? Raczej nie. Czyli, panie miły, normalka. Dzień jak co dzień. I o co tutaj pianę toczyć?

(cdn)
21środa, 11, września 2019 01:44
a-c10
(cd)

Jeszcze a propos tego, co wyżej: jeśli rzeczywiście dwadzieścia milionów ludzi nie dostrzega oczywistości, o których piszę, to z tymi ludźmi jest coś nie tak, nie ze mną.

Dalej - ja nie chcę stać w blokach. O, wręcz przeciwnie. I właśnie dlatego (!) uważam, że zastępowanie na stanowisku selekcjonera jednego przeciętniaka innym przeciętniakiem kompletnie nic nie da. Dopóki ów selekcjoner nie będzie mógł wybierać spośród kilkudziesięciu piłkarzy klasy kontynentalnej, nie będzie miało znaczenia, czy zwie się on Brzęczek, czy Guardiola. Bo ani na centymetr się z tych bloków nie ruszymy.

Pytałem o siatkówkę, bo na jej przykładzie widać, że można. Że nie posiadamy genetycznych deficytów ruchowych i z obywateli naszego kraju da się zbudować zespół na miarę globalnej potęgi. Oczywiście, w pełni zdaję sobie sprawę z różnic w konkurencyjności, etc. i absolutnie nie wymagam, aby polscy futboliści dwukrotnie z rzędu wygrywali Mundial. Nie widzę natomiast przeszkód, aby trwale zadomowili się gdzieś w okolicach światowej czołówki.

Jednakże aby tak było, najpierw trzeba zdać sobie sprawę ze stanu obecnego. Polacy, nic się nie stało? Ależ owszem, stało się, tylko - powtarzam - nie wczoraj w Warszawie, ani w piątek w Lublanie. Stało się dawno temu, gdy zadomowiliśmy się w ciemnej dupie, porozstawialiśmy meble, porozwieszaliśmy portrety przodków i kłócimy się o to, czy wystawny obiad ma ugotować Jurek, czy może kto inny. A może tak jednak dalibyśmy temu spokój i zaczęli z niej wyłazić? Nie, jeszcze nie jest za późno.
22środa, 11, września 2019 07:40
dalkub
AC 10, Zgred - przepraszam, że się trochę pakuję w waszą całkiem fajną dysputę, ale mam wrażenie - że trochę się okopaliście na skrajnych pozycjach zapominając o pasie ziemi niczyjej który z reguły leży gdzieś po środku. Pomiędzy totalną nagonką i "nic się nie stało" jest sporo szarości.
Bo prawdą jest to pisze AC 10 o generalnej mizerii tej naszej skopanej, gdzie pewnie na końcu doszlibyśmy do magicznego słowa u nas czyli "szkolenie" albo "prawidłowe szkolenie" albo "nowoczesne szkolenie". Prawdą jest też to co pisze Zgred, że ciągle biadolenie nic nie daje, pokazuje tylko jakąś przedziwną niemoc, której do końca nikt nie rozumie. Ktoś powie pieniądze, ale do kurwy nędzy jakimi to wielkimi pieniędzmi dysponują na przykład Chorwaci albo Serbowie albo Czesi - że tak wspomnę o ich lidze i miejscu w pucharach Europy. Gdzieś ten problem jest, coś jest robione nie tak i nie tylko że nie ma kasy, ale też dlatego że ci co w tym robią są zwyczajnie słabi, są słabi prezesi, słabi trenerzy i słaba piłka.
A jednocześnie znowu to wszystko nie jest do końca prawdziwe, bo jednak tych kilkunastu co prosto kopią zawsze się znajdzie, czasami lepszych a czasami gorszych.
Wracając do reprezentacji - mówisz AC że to tak jest mniej więcej od 20 lat - i tak i nie - Od kilku lat mamy kilku zawodników w topowych klubach świata, a pozostałych w klubach solidnych, przyzwoitych - vide moja wypocina powyżej. Ostatnio każdy z nich gra w swoim klubie, oczywiście nie chcę powiedzieć że każdy jest w top formie, bo tak nie jest, ale mimo wszystko gra. I moim zdaniem wcześniej za Fornalika, Smudy i innych tego nie było - było tego mniej, trochę gorzej - a już poszukiwanie tych Boenischy, Pequisów itd, bo albo nie było stopera, albo lewego obrońcy to był szczyt wszystkiego. Ja też nie oczekuję od tych ludzi wirtuozerii, bo wiem że nie są wirtuozami, ale oczekuję że jak przyjadą na kadrę, to zagrają na takim poziomie jak grają w klubie. Podam przykłady - Zieliński w kadrze po takich zawodach jak ostatnio nie powinien grać wcale, w Napoli gra dobrze, solidnie, po 90 minut - dlaczego? Klich - specjalnie obejrzałem kilka meczów Leeds i pana Bielsę siedzącego na lodówce turystycznej - Klich jest ważną częścią środka pola, jest często pod grą, pracuje, ale i gra u gościa co sie nie pierdoli w tańcu - tak ktoś powie Championship - a ja na to powiem 7 liga europejska, wydają na zawodników więcej niz 3/4 klubów włoskich i połowa Bundesligi o Hiszpanii czy Portugalii nie wspomnę. I Klich gra w drużynie lidera, a przyjeżdża na kadrę i gość sie nie nadaje. Można wymieniać dalej ale większość zawodników gra gorzej w kadrze niż w klubie? dlaczego? nie chce im się? w klubie mają Ancelotiego, Bielsę, Kovaca, kiedyś Guardiolę lub Kloppa, Sarriego GianPaolo i innych a w kadrze Brzęczka? zła taktyka? źle dobrane ustawienie? pozycje? - coś tu jest nie tak, coś tu nie działa. I znowu nie chodzi o wygranie na Wembley, ale o pokonanie Łotwy lub Macedonii w sposób niepodlegający dyskusji, granie z Austrią jak równy z równym i bycie lepszym od Słowenii w której bryluje Bezjak odpalony bez żalu z Białegostoku.
Podobnie dzieje się w naszych kochanych klubach - i tu trochę nawiążę do Legii - od dawna mam wrażenie, że ogromna większość zawodników po przyjściu do Warszawy gra gorzej niż w poprzednich klubach, a już na pewno nie widać aby zawodnik się rozwijał, czynił systematyczne postępy, poprawiał swoją grę. Trochę to wygląda jak w kadrze że w sumie gdzieś indziej gram lepiej, przylatuję do Polski/Warszawy i tak jakby zamienili gościa, a przynajmniej coś mu zabrali. Ja nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale jak słyszę o przestawianiu klepek w głowie na konferencji prasowej, albo potencjale Austrii bo mają 18 zawodników w Bundeslidze - notabene ciekawe ilu my mamy w Serie A - to wiem,że z gościem co za to odpowiada jest coś nie tak.
23środa, 11, września 2019 11:21
Zgred
@dalkub

Ja daleki jestem od gniewania sięWink generalnie, a i nasz kolega z Grodu Smoka chyba także obrażalski nie jest...

Wczytując się w Twoje słowa zacząłem się zastanawiać nad pewnego rodzaju regułą, która chyba zaistniała po ME we Francji. Dotyczy ona tzw. podejścia do tematu - czytaj bycia w kadrze...Zostawię pewnie na chwilę lądowanie prywatnymi śmigłowcami, bo każdy wie, że czas kadrowiczów jest cenny, na chwilę - bo ta dodatkowa mobilność również wpisze się w całokształt oceny.
Przywołujesz znaczące nazwiska z ław trenerskich i słusznie doszukujesz się pewnych uwarunkowań na zgrupowaniach kadry. Mało tego, doszukujesz się ponownie słusznie - zbliżonego zaawansowania w wykonywanej pracy. I tu- jest moim zdaniem "pies pogrzebany"...Z moich obserwacji rysuje się bowiem taki oto zarys bycia kadrowiczem:
"będzie jak będzie, a Robert i tak coś strzeli"
To w skrócie oczywiście zawarta puenta zamieszania zwanego- dzielnieWink zgrupowaniem. Mam wrażenie poparte oglądem, że po francuskich ME dochowaliśmy się całkiem łaknącej "uwielbiania" grupy ludzi, którzy w Arłamowie patrząc w lustra w swoich pokojach - widzą piłkarskich geniuszy...
Zainteresowanie, media, kibice...jest jak religia Wink i zupełnie mnie to nie dziwi, bo tzw. prucie o możliwości nie oddania choćby punktu ( bo kurwa z kim?) w eliminacjach stanowi pożywkę dla panów piłkarzy. Dziwnym trafem jednak - u wymienionych przez Ciebie trenerów trenują w pocie czoła, zostawiając na boku ( życie) kilka dni urlopu na zgrupowaniu kadry Polski. Za przeproszeniem zapierdalają aż huczy dla dobra klubów i banku z którego wpływają co miesiąc przelewy...Inną, lecz znamienną, nawet kluczową sprawą jest - uwaga -tzw respekt. Wtłoczę tu Twój cytat:
"w klubie mają Ancelotiego, Bielsę, Kovaca, kiedyś Guardiolę lub Kloppa, Sarriego GianPaolo i innych a w kadrze Brzęczka"

No właśnie. Kiedy to zrozumiemy, przestaniemy zadawać dziwne pytania. Ty i ja liznęliśmy trochę sportu, szatni, układów i realnego myślenia...

Jest jednak w tym bagienku też inne światło, jaśniejsze dodam.
Oczywiście za kadrę siatkarzy nie odpowiada pan Jarząbek śpiewający do regału z barkiem...
Istota pewnych raz lepszych, raz gorszych wyborów jednak w całokształcie dała pozytywny scenariusz prowadzenia tej dyscypliny przez rodzimy związek. Jeśli ktoś myślał, że pan Heynen miał z kadrą siatkarzy mlekiem i miodem płynące wzajemne stosunki - to się myli. Niektórzy dwukrotni Mistrzowie Świata mieliby wykonywać polecenia treningowe zaordynowane od jakiegoś "lamusa" (?). Wylewne litry potu mieliby oddawać jakiemuś kolesiowi z np: Płocka ( nic do Płocka nie mając)...Otóż nie! Pewnego rodzaju wzajemność urodziła się przed półfinałami MŚ na zasadzie - wzajemnego respektu.
Jaki był tego wynik - każdy wie, a ja od siebie dodam tylko tyle:
nie da się pracować dla kogoś, którego choćby w jakimś małym znaczeniu się nie ceni...
Wszystko!
Cała reszta to bardziej lub mniej udane konferencje prasoweWink
24środa, 11, września 2019 14:34
Zbyszek
@AC10.
Jakoś poczułem,że muszę chyba wyrazić się jaśniej, gdyż mój post tyczył tylko incydentalnie samego meczu. Jego celem było ukazanie w jaki sposób postrzegana jest i przez kogo piłka nożna w konfrontacji z takimi dyscyplinami jak np. siatkówka, piłka ręczna czy koszykówka. Mówić wprost szło mi o wskazanie, że o tamtych sportach piszą fachowcy, którzy maja wiedzę chociażby o wartości naszych zawodników(-czek) w porównaniu z ich przeciwnikami. Znają metodologię treningu, podstawy taktyki , organizacji gry oraz doboru zawodników, jak też ich możliwości i ograniczenia. Na tym tle ci co mówią, piszą w mediach o piłce nożnej to zwykli kretyni.To nieuctwo połączone z arogancją właściwą głupcom ośmiela ich do głoszenia zupełnie absurdalnych oczekiwań i oskarżania kiedy to tromtadractwo nie zostaje zaspokojone. I to bałwaństwo toczy jak robak naszą piłkę, to ono niszczy jej tkankę i z kibiców robi debili , gdyż wierzą nieukom i dyletantom. Więc u nas bardzo trudno jest poważnie rozmawiać o piłce, bo tak naprawdę to nie ma z kim , ale też i nie bardzo ma kto. Zgoła odmiennie jest w innych sportach , gdyż tam znawców się ceni,a abnegatów odtrąca,a w piłce dzieje się odwrotnie. I zmiany na lepsze nie widać. Pozdrawiam.
25czwartek, 12, września 2019 00:35
a-c10
@ Dalkub:

Mam taką serdeczną przyjaciółkę. Opromieniona sukcesami maratonka, blogerka fitnessowa, pani psycholog i pani pedagog w jednym. Poznałem ją w czasach licealnych i gdyby mi ktoś wówczas powiedział, że ona cokolwiek osiągnie w sporcie, udusiłbym się ze śmiechu. No bo przecież trudno nawet o czymś takim marzyć, gdy w wieku lat 18 regularnie zapija się ramkę szlugów butlą wina. Dziś M. sama dusi się ze śmiechu, gdy jakieś panie chcą wcisnąć się w kieckę 36 i pytają ją jakie suplementy najlepsze. Odpowiedź dyplomowanej pani psych.-ped.? Tu dokładny cytat: "zapierdalać!". Cztery-pięć godzin treningu tygodniowo i efekty przyjdą. Nie od razu, ale przyjdą. A z supli najlepsze są owoce i warzywa.

Toczka w toczkę tak samo jest z naszą piłką. Ja się z Tobą nie zamierzam kłócić. Być może zamiana niebieskich pastylek na różowe pigułki (znaczy Brzęczka na kogoś tam) faktycznie przyniosłaby jakiś efekt. Być może pani na ten jeden wieczór wcisnęłaby się w wymarzoną kiecę. Być może zaczęlibyśmy grać lepiej. Po pierwsze jednak: być może nie. Po drugie, nawet jeśli, byłby to efekt krótkotrwały. I za chwilę znów bylibyśmy zależni od farta. Zatrybi, nie zatrybi? Zatrybi, nie zatrybi? And so on, and so forth. Przyznam szczerze, że jestem już tym strasznie zmęczony i znudzony. I wydaje mi się, że czas już naprawdę najwyższy, byśmy jednak olali te pigułki/pastylki i zaczęli zapierdalać.

Bo jak już przyjdą efekty tego zapierdalania, jak będziemy mieli piłkarzy, to wyniki przyjdą. Owoce i warzywa. Ktokolwiek rozsądny.

@ Zgred:

nie da się pracować dla kogoś, którego choćby w jakimś małym znaczeniu się nie ceni

Ależ owszem, da się. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że można nawet pracować dla kogoś, kogo podobiznę najchętniej przykleilibyśmy wewnątrz muszli klozetowej. A potem myślimy sobie, że i - excusez le mot - nasranie na ten jego szkaradny pysk stanowiłoby zbytek łaski. Ale co zrobimy? Nic nie zrobimy. Idziemy do pracy i robimy swoje. Jest takie słówko na "p", które dość ładnie to obrazuje. I nie, nie chodzi mi o "pierdolę, nie robię!" Very Happy

Również z własnego doświadczenia wiem, że da się pracować pod kimś, kto na kierowniczym stanowisku jest świeży, niedoświadczony, a dostał się na nie, no, powiedzmy że przypadkiem. Można komuś takiemu pomóc. Nie dlatego, że tak jest Ładnie, Dobrze i w ogóle. Generalnie mam to gdzieś. Dlatego, że w tym konkretnym momencie mamy bardzo prosty wybór: albo osiągniemy sukces z tym kimś na czele, albo nie osiągniemy go wcale.

Dobra, zostawiając na chwilę te teoretyczne rozważania - słuchaj, czy Gareth Southgate to jest lepszym trenerem, niż Roy Hodgson, Fabio Capello, Sven Goran Eriksson...? Dlaczego pytam? Ano bo zobacz, z reprezentacją Anglii przez lata było tak samo, jak z naszą, tylko bardziej. Góry talentu, ogromny potencjał. Na każdy możliwy turniej chłopaki jechali po złoto. A wracali - przepraszam - z gównem. Pomysł na poprawę sytuacji był zawsze taki sam: wymiana trenera. Przychodził kolejny, suto opłacany fachura, opromieniony sukcesami na iluś tam arenach. I co? Hehe, znów to samo. Aż wreszcie zdarzył się kompletny przypadek. No bo bądźmy szczerzy, to nie było planowane. Miał być przecież Big Sam i nawet został mianowany, ale wyszły na jaw jakieś jego przeszłe grzeszki. Trzeba było się okrakiem z całej hecy wycofać i na duch znaleźć nowego selekcjonera. Southgate akurat był pod ręką.

Southgate! Zobacz, Ty się śmiejesz, że Brzęczek z Płocka. Ale on przynajmniej jako zawodnik był wicemistrzem olimpijskim, a jako trener prowadził cztery drużyny klubowe. A Gareth? Kulminacyjny punkt jego reprezentacyjnej kariery to niestrzelony karny w półfinale ME'96, z nim przynajmniej najbardziej jest kojarzony. Jako szkoleniowiec natomiast pracował jedynie w Boro, które zresztą spuścił z ligi.

I popatrz: taki, ekhem, trenerski mag był - w przeciwieństwie do swych renomowanych poprzedników - o mały figiel od medalu MŚ. A na tym nie koniec. Pod jego wodzą kadra Albionu doszła do momentu, w którym traktowanie jej jako faworyta (no, jednego z) np. ME'20 to już nie jest kiepski kabaret, tylko całkiem realna ocena sytuacji. A przecież, no bądźmy szczerzy, to nie jest jakiś szkoleniowy geniusz, drugi Michels, czy Herrera. Facet zwyczajnie robi swoje. I to wystarcza, bo dysponuje innym potencjałem kadrowym, niż w/w poprzednicy. Na powierzchni jest nieco gorzej. Anglia, owszem, ma swoje gwiazdy, ale nie jest tak, jak to drzewiej bywało, że każdy z jej reprezentantów jest w top 5 na świecie na swojej pozycji. Zmieniło się to, że na każdej pozycji mają po pięciu (co najmniej) kolesi, którzy są w stanie w razie czego zrobić robotę. I to jest stan, do którego powinniśmy dążyć. Wtedy i Brzęczek - albo inny Stokowiec - śmiało da radę.

Że co, proszę? Więcej pieniędzy mają? No... jeszcze tak, po Brexicie to się może zmienićWink a poza tym wybudowanie czegokolwiek w Anglii jest o wiele droższe, niż w Polsce, więc w liczbach bezwzględnych te różnice nie są aż takie znowu potężne. Klimat wbrew pozorom zbliżony, zainfekowanie Playstation też. Nie ma wymówek. Trzeba zapierdalać. Zwłaszcza, że przecież nie chodzi nam (póki co) o medale wielkich imprez. Na początek dobrze by było doprowadzić do stanu, w którym nasze wyjście z grupy na takowych nikogo by nie dziwiło.

@ Zbyszek:

Rozumiem. I choć nie do końca podzielam Twą pochlebną opinię nt. polskich ekspertów od innych dyscyplin sportowych, tak przecież doceniam, że im właśnie jakby częściej zdarza się docenić rywala. I też pozdrawiamSmile
26czwartek, 12, września 2019 08:08
dalkub
AC

Oczywiście mając 5 Rybusów, Kownackich czy innych Bielików łatwiej byłoby wybrać tego w odpowiedniej formie to jest poza sporem, poza sporem jest to co nazwałeś słowem "zapierdalać". Znowu moim zdaniem chodzi trochę o niuansowanie, albo wejście w szarość

a. Ja twierdzę, że przy ogólnej naszej mizerii, krótkości składu itd. ktoś lepszy niż nasz mag z Płocka miałby szansę lepiej to poprowadzić, lepiej poukładać, lepiej zmotywować itd. - pewności nie ma, ale skąd wiesz czy gdyby tym potencjałem angielskim który jest teraz dowodził ktoś nieco lepszy niż Southgate, to może zamiast 4 miejsca byłoby 2? a może 3? może 1? - gdybamy, ale czy jest to możliwe?

b. Nie odniosłeś się do jednego faktu - moim zdaniem kluczowego - dlaczego goście którzy w sobotę lub niedzielę grają porządnie w piłkę - bez fajerwerków, ale porządnie, po 5 dniach grają totalny syf? widzę tu dwie możliwości, albo im się nie chce, co świadczy o zawodnikach ale i o trenerze, który ich wystawia i bierze odpowiedzialność, albo oni nie wiedzą/nie rozumieją/są źle ustawieni/źle zestawieni jako grupa ludzi - tu też widzę problem z głównodowodzącym.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1