A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że mecz toczył się w cieniu bitej piany. Kiedy czyta się doniesienia medialne,a i dyskusje, nawet na tej elitarnej stronie ,to o sporcie, o piłce, o walce na boisku wielu ma niewiele do powiedzenia.Natomiast prawie każdy uważa za swoja powinność mieć coś do dodania w medialnym sporze pomiędzy współwłaścicielami Legii.To może tak zaprzestać grać w tę głupią piłkę kopaną i ograniczyć się do zajmowania się doniesieniami z magla?. Smile. Ja nikogo nie odwodzę od zaniechania tej aktywności. chociaż uważam to zajęcie za bezpłodne.Ja tylko uprzejmie donoszę,że utarczki pomiędzy współwłaścicielami uważam za obrzydliwe, które na dodatek z daleka cuchną.Panowie demonstrują bowiem brak jakichkolwiek skrupułów w walce o dostęp do szmalu.Elegancko można rzec,że panowie wiodą spór o to jakie kwoty pieniężne na jakie cele przeznaczyć. A mówiąc wprost chodzi o to kto ma na nich swoją łapę położyć. A ja dlatego raczej uspakajam niż dorzucam do pieca.bo nie zwykłem zajmować swojej głowy ekskrementami.Bo niestety jak kto pierdzi to to z dala śmierdzi.A tak to obiecująco wyglądało i mogło być tak pięknie.Pan Dariusz Mioduski :"Ja do przyszedłem do Legii ze względu na Bogusia. On jest moim przyjacielem i świetnym prezesem klubu". Pan Bogusław Leśnodorski :"Z moim przyjacielem Darkiem Mioduskim, który jest wybitnym biznesmenem stworzymy znowu wielką Legię".To tak jak z małżęństwem. Najpierw deklarują wielką miłość, a jak ludzie rozstać się nie potrafią.Za wszelką cenę pragną obwiniać za rozpad związku drugą stronę. Szukają dla swoich oskarżeń wszędzie wokół poparcia.Lecz regułą jest,że ten kto najgłośniej krzyczy i lamentuje ma sumienie najbrudniejsze. Komu i co chcą panowie udowodnić to tego to ja nie wiem.Sobie wystawiają jak najgorsze świadectwo. I pomyśleć,że ja naiwny dałem się nabrać.Chyba dlatego,że od tylu lat marzę o normalności w Legii. Widać,że jeszcze trzeba dużo cierpliwości i czasu. Co prawda mądrale powiadają,że ponoć najspokojniej jest na cmentarzu,ale jak takim zaufać Smile. O tym,że trener Magiera musi uzyskać kontrolę nad zespołem. Wypowiedzi trenera Magiery o zakończeniu kryzysu w zespole stanowią typowe myślenie życzeniowe. W każdym zespole sportowym dysponującym gronem dobrych zawodników , który chce wygrywać obowiązywać musi hierarchia. Głównym jej przejawem jest m.innymi to,że niejako przewodnikiem stada jest trener.Kwestią otwartą osobowości, umiejętności, autorytetu,poprzednich wyników jest w jaki sposób on to przewodnictwo osiąga.Ważne,że zawodnicy grają jak on chce, a nie,że oni graja jak chcą, albo,że on tańczy jak oni mu zagrają.W drużynie Legii takim, który w ostatnich latach kontrolował zespół i nim kierował był trener Czerczesow.I o nim żaden zawodnik się nie wypowiada, ani dobrze, ani źle.Czyni to z szacunku i z uświadomienia sobie swojego miejsca w szyku.Ja, który uważam autokrację, a zwłaszcza tyranię za metodę kierowania mało skuteczną i mało humanistyczną, kiedy czytam wypowiedzi niektórych piłkarzy o innych ich trenerach to dochodzę do wniosku,że na nich to była jedyna metoda.Oczywiście pragnąłbym, aby trener Magiera osiągnął podobny poziom panowania nad drużyną jak Czerczesow,ale innymi mniej inwazyjnymi metodami, bo na razie te pochwały pod jego adresem podobne są bardziej do inwektyw.Bo jeżeli piłkarz mówi,że taki trener Hasi wymagał punktualności , bytności wszystkich podczas spożywania posiłków,przestrzegania terminów treningów, odnowy, wykonywania dodatkowych ćwiczeń za zgodą trenera,a teraz jest odwrotnie to się zapytotywuję : kto tu rządzi?. Jakiś czas temu napisałem felieton o nieżyjącym Hubercie Wagnerze, którego sukcesów odniesionych z reprezentacją siatkarzy przypominać nie trzeba, w którym zawarłem takie jego myśli :" Jeżeli rygorystycznie wymagam punktualności to znaczy,że widzę w tym głębszy sens.Jeśli zawodnik spóźnia się to jaką ja mam gwarancję,że wykaże precyzję i dyscyplinę w meczu podczas stresu,zmęczenia wysiłku?. Żadnej...". O tym,że zawodnik śmiałby robić coś czego mu trener nie karze w głowie mu się nie mieściło.Podobnie wszystkim, którzy szermują hasłem głowa jako panaceum na dobre i złe granie zacytuje słowa Wagnera :" Zawsze uważałem, a praktyka to potwierdziła,że słabi psychicznie są tylko niewłaściwie przygotowani, a przygotowanie psychiczne to nie jest coś do kupienia w sklepie.Odporność psychiczną zdobywa się w codziennym ,żmudnym treningu". Jeden z piłkarzy miał za złe Hasiemu,że on jako pierwszy zaczynał spożywać posiłki. Tu zacytuje to co napisałem :" Trener Wagner zszedł do stołówki, gdzie przed wejściem punktualnie zebrali się zawodnicy.Trener pozdrowił ich, usiadł i pierwszy wziął kęs do ust. Był to sygnał do rozpoczęcia posiłku". A byli to światowej klasy zawodnicy, którzy mieli ambicje być jeszcze lepszymi, do których piłkarzom Legii bardzo daleko.Bo wygrywanie to jest proces, który wymaga przygotowania i kierowania przez trenera.A zawodnicy są od trenowania i grania jak dupa od srania.To m.innymi za to, a nie za robienie łaski ,płaci się im ciężkie pieniądze. O tym,że trener Magiera rozumie na czym polega analiza. Nie miejsce w komentarzu pomeczowym,aby historycznie i funkcjonalnie wyjaśnić na czym powinna polegać analiza gry drużyny przeciwnej. Jacek Gmoch, który w Polsce uchodzi za twórcę tej metody nazwał ją "bankiem informacji".W dużym uproszczeniu idzie o to,aby poznać maksymalnie dokładnie silne i słabe strony przeciwnika . tak, aby jednym umieć się przeciwstawić, a te drugie wykorzystać. Najpierw były to obserwacje, później nagrania, a teraz drony i skomplikowane programy komputerowe.Tylko,że wtedy i teraz wyniki tych sposobów obserwacji, oglądu i analizy oceniają ludzie.I to od nich i od trenera zależy jakie z tych analiz wyciągają wnioski.Mnie na ten przykład u trenera Berga przerażało to,że on na podstawie przedstawianych mu diagramów uważał każdego rywala za bardzo trudnego i naszą drużynę ustawiał tak, aby te jego mocne strony zneutralizować.Z kolei trener Czerczesow takie analizy lekceważył i dział ten w Legii zamarł.Więc nasza drużyna grała pod siebie, na nos trenera oraz znajomość samych zawodników o przeciwnikach.O Hasim nie wspomnę, gdyż niezależnie od rywal grał na alibi. Objęcie funkcji trenera przez Jacka Magierę zbliża optykę analityczną do jej funkcjonalności.Niezbyt mądrym jest myśleć,że jak to się potocznie mówi "każdy może wygrać z każdym", iż wszystkie zespoły w ESie są równowartościowe czyli każdy ma porównywalną siłę gry i klasę zawodników. Dlatego też zespołu Legii nie należy uważać za taki sam jak dla przykładu / tu dowolna nazwa/. Przy czym musimy przyjąć ,że w meczach zawodnicy dają z siebie wszystko.Tyle tylko,że to wszystko różnie waży. Bo każdy kopie piłkę,ale jedni czynią to trochę lepiej, a inni trochę gorzej.I tu trener Magiera trafia wprost do mojego serca, bowiem powiada on,że analiza gry rywala jest po to,aby wykorzystać jego słabe strony.Gdyż słabszy zespół szuka silnych stron rywala,aby się przed nimi uchronić,a mocniejszy szuka słabości,aby je wykorzystać.I już tylko drobiazgiem zdaje się przekucie tej wiedzy na praktyczne, konkretne dokonania boiskowe. I to ten detal decyduje o powodzeniu lub porażce.I zadecydował. O tym,że drużyna Legii gra również ustawieniem taktycznym Trener Magiera podkreśla to co wszyscy wiemy,że Legia posiada kadrę złożoną z dobrych zawodników.Jednocześnie zauważył,że kilku z nich dysponuje walorem wszechstronności.Dlatego też drużyna jest w stanie zależnie od konkretnego przeciwnika grac różnym ustawieniem taktycznym.Bowiem we współczesnym futbolu ustawienie zawodników na boisku zmienia się zależnie od tego czy drużyna jest w ataku czy się broni, w jakim miejscu boiska toczy się gra itp., ale również od tego jakiej jakości i o jakiej charakterystyce ma się graczy.Mecz z Pogonią Legia zaczęła w ustawieniu 4-3-2-1 stosowanym w kilku klubach włoskich i znanym pod nazwą choinki.Posiada ono swoje słabości,ale ma i poważne walory. Do zalet tego ustawienia m.innymi należy możliwość przechodzenia do ofensywy bocznych obrońców bez dublowania się z bocznymi pomocnikami lub skrzydłowymi, elastyczność poczynań zawodników drugiej linii mogących spełniać funkcje ofensywno-defensywne oraz możliwość lepszej obsługi bramkostrzelnego napastnika.Oczywiście w trakcie meczu zachodzą różne sytuacje, które podczas odpraw i gier taktycznych trudno przewidzieć,ale zawodnicy musza wiedzieć , gdzie w takich zmiennych mają znajdować się na boisku względem swoich partnerów.Już po meczu z Lechią pisałem,że wystawienie w II linii Jodłowca,Moulina i Odjidji to jest strzał w dziesiątkę. Każdy z nich wnosi do gry trochę inne walory, ale razem może to być silna mieszanka piorunująca. Natomiast wadą tego ustawienia jest słabość w bocznych sektorach obrony. Boczni obrońcy wychodząc do przodu często po stracie piłki przez własną drużynę nie są w stanie wrócić na czas na swoje nominalne pozycje.Wiedząc o tym jak i znając siłę naszej II linii rywale po odzyskaniu piłki grają długim podaniem ponad tą linią i wtedy robi się groźnie, gdyż środkowi obrońcy nie są w stanie równocześnie asekurować skrzydła i bronic w polu karnym.A kiedy do tego organizacja gry polega m.innymi na skracaniu pola gry poprzez wysokie wyjścia obrony to przeciwnicy nie mają innego wyjścia jak tylko grać szybkim atakiem i istniejące słabości wykorzystać.Nic więc dziwnego,że trener w II połowie zmienił ustawienie na 4-2-3-1.Niewiele to zmieniło poza tym,że graliśmy częściej w środku pola, a rzadziej gościliśmy pod ich bramką Tylko,że nadal graliśmy za wysoko w obronie i narażeni byliśmy na nękanie kontratakami. I tu kamyczek do trenerskiego ogródka. Naprawdę nasi obrońcy nie są piłkarskimi asami i bez asekuracji , a i czasami podwajania krycia popełniają błędy, które skutkują przegraniem meczu, który powinien być wygrany. O tym,że im bardziej mecz jest wyrównany tym bardziej jest emocjonujący. Jako kibic mojego klubu wolałbym,aby Legia panowała, dominowała i ogólnie robiła na boisku wszystko po swojemu , tak jak by rywali nie było.Ale czy mi się podoba czy nie to on jest. Mało tego gra, mało tego przeszkadza, mało tego on też chce wygrać. Łobuz jeden Smile.Więc zadaniem zawodników naszej drużyny jest ten jego opór przełamać i pomimo jego niechęci wygrać z nim.Niestety w sytuacji kiedy to przeciwnik jako pierwszy zdobywa bramkę to niejako zrealizował swój cel , bo wygrywa i wiedząc z kim ma do czynienia zaczyna większymi siłami się bronić.I tym samym jeszcze bardziej utrudnia nasze zadanie.W takich okolicznościach drużyna musi rzeczywiście pokazać klasę, determinację i hart ducha, jednym słowem charakter.I nie chodzi tu wyłącznie o waleczność, zaangażowanie,ale o pomysł na rozmontowanie dobrze zorganizowanej w obronie gry rywala. I tu pierwszoplanową rolę mają o odegrania zawodnicy twórczy zwani kreatywnymi.Ja ośmielam się twierdzić,że pomimo porażki w naszej drużynie mamy takich trzech, a mianowicie Odjidję, Radovicza i Guilherme ,z pozostającym w rezerwie Kazaiszwilim.Reszcie nie odmawiam ani umiejętności ani chęci,ale bliżej im do rzemieślników, a nawet chałupników niż do artystów.Którzy do tego popełniają błędy nie tylko przeciwko kombinacjom rywali,ale i w kryciu, a nawet w pojedynkach jeden na jednego.Dodajmy, wielce kosztowne błędy. O tym,że gra ofensywna sprowadza się do tego,aby strzelić o jedną bramkę więcej od rywali. Jest to tak oczywisty banał,że aż wstyd ,że trzeba o tym przypominać.Kiedy się tego nie dokonuje to z reguły to się źle kończy.Gdyż gra w nastawieniu wyłącznie ofensywnym nosi w sobie duży pierwiastek ryzyka.I zadaniem trenera jest to ryzyko zważyć, a więc ocenić czy jest ono opłacalne i czy je należy podjąć.Ostateczny wynik meczu weryfikuje trafność taktyki trenera.Jeżeli więc drużyna przegrywa to oznacza,że ryzyko było nieopłacalne i że należało więcej uwagi poświęcić grze defensywnej.Ale jest to gdybanie na zasadzie co by było, gdyby było. Faktem jest,że klasowa drużyna uchodząca za faworyta spotkania nie może pozwolić sobie na stratę 3 bramek w meczu z zespołem obiektywnie słabszym.Mecz był emocjonujący i kibice go oglądający mieli prawo z tego względu do zadowolenia. Co z tego, kiedy radość i satysfakcja z wyniku była po stronie przeciwników. To może tak grać brzydziej, ale skuteczniej.
This is a comment on "Pogoń - Legia 3-2: Skontrowani"