A+ A A-
  • Zbyszek
Zacznę od przesłania : "Ludzie mają prawo być równi, tak samo jak mają pełne prawo się różnić". Trener Sousa dokonując zwrotu, a właściwie przewrotu w sposobie gry reprezentacji w zasadzie niezmiennym od czasów Piechniczka uznał, że nie ma innego wyjścia. Miał do wyboru albo próbować podążać za współczesnym trendem rozwojowym ,albo jak dotychczas iść w odwrotną stronę tracąc szanse na kontakt ze światową czołówką futbolu. Pewno liczył się ze stratami i kosztami jakie taka wolta za sobą niesie. Lecz chyba bezpodstawnie przypuszczał, że będą one mniejsze. Pozostaje nierozwiązalny dylemat czy gdyby kontynuować dotychczasowe metody to wynik na Euro byłby lepszy. Osobiście uważam, że Sousa miał słuszność, że należy zerwać z cofaniem się ,ale w praktycznej realizacji zbożnego celu okazał się nieporadny. Z reprezentacją Szwecji w oficjalnych meczach nasza reprezentacja na 8 rozegranych meczów ( z wczorajszym) wygrała tylko jeden , ten na MŚ w 1974 roku , resztę przegrała. Niestety o tamtym spotkaniu nie jestem w stanie napisać , bo zatarło się ono w mojej pamięci . Bardzo dobrze pamiętam mecze z Argentyną, Włochami i Niemcami, jako tako z Jugosławią, Brazylią i Haiti ,a ze Szwedami czarna dziura. Widocznie było tak nudno jak flaki z olejem, za to wczoraj było było aż za ciekawie . Ja jednak chyba z dwojga wolę nudę Smile. Czyli Szwedzi mówiąc kolokwialnie nam nie leżą. Pokonaliśmy ich tylko wówczas kiedy mieliśmy światowej klasy graczy ofensywnych; Deynę, Kasperczaka, Gadochę, Latę i Szarmacha. Potem i wczoraj takich brakowało, ale też i trenerzy ścigali się ze Szwedami kto ma lepszą obronę, dziwiąc się ,że oni mają lepszą. Szwedzi an block mieli zawsze gorszych zawodników ,ale byli lepiej zgrani, lepiej zorganizowani, silniejsi, bardziej waleczni i skuteczni. W grze Szwedów we wczorajszym meczu nic się nie zmieniło, podobnie jak i u nas. Wynik także. Powinniśmy jednak zdobyć się na samorefleksję, że takie granie trwające już ponad 40 lat naszej reprezentacji przeorało naszą świadomość. Ludzi, którzy pamiętają czasy Górskiego i Gmocha jest bardzo mało. Ci zaś , którzy aktualnie kibicują nawykli do gry z kuntry i inaczej grającej naszej reprezentacji sobie nie wyobrażają. Tak jak z nieśmiertelnym tekstem o piosenkach w "Rejsie" ,że podoba się to co znamy czyli to czego słuchamy i to co widzimy. Owszem mówi się o Górskim, o piłkarzach, o ciekawostkach, ochom i achom nie ma końca. Tylko nikt nie pisze i nie mówi czemu Górski i jego piłkarze zawdzięczają nie tylko sukcesy ,ale i podziw dla ich gry. Była to gra na wskroś ofensywna oparta na długich podaniach serwowanych przez Deynę, z przerzucaniem ciężaru gry z jednej strony boiska na drugą, z optymalnym wykorzystaniem walorów napastników. Bajecznej techniki prowadzenia piłki , dryblingu i niezwykłej celności podań i dośrodkowań Gadochy, niebywałej szybkości i wytrzymałości Laty, który swymi zrywami zamęczał każdego obrońcę, a do tego miał świetnie wyregulowany celownik oraz silnego jak tur, walecznego , agresywnego Szarmacha, który grał głową najlepiej na świecie. Tamta drużyna pokazywała na boisku ,że chcieć to móc. Jej gra była stałym zaskoczeniem dla rywali powodującym dezorganizację w ich szeregach. Lecz bazą i fundamentem boiskowych poczynań była technika ogólna i użytkowa na najwyższym światowym poziomie. Od sztabu każdej reprezentacji trzeba oczekiwać wykonania pracy analityczno -krytycznej. Każdy kto prowadzi firmę czy zarządza jej zasobami dobrze wie, że aby podejmować konstruktywne decyzje to koniecznym jest dysponowanie obiektywnymi i prawdziwymi informacjami o rzeczywistym stanie rzeczy. Tak i w piłce nie wolno ulegać mitom, mrzonkom i fantazjom. Nie wolno patrzeć z uwielbieniem na siebie czyli siebie przeceniać, a nie doceniać przeciwnika. Owszem można ustalać plan gry oparty na przesłankach optymistycznych np. że rywal mający awans w kieszeni nie zagra z pełną mocą, że ich trener będzie oszczędzał najlepszych ,że starsi zawodnicy spuchną itp. . ale najczęściej można się na nich sparzyć.. Nasz sztab przewidywał, że Szwedzi wczoraj się cofną, że będą się bronili i że będą sporadycznie kontratakować , bowiem dotychczas takie granie im najlepiej wychodziło. Zapomniano tylko o bagatelce czyli o tym, że my nie jesteśmy Hiszpanią. Na boisku okazało się ,że Szwedzi wiedzieli ,że my tak będziemy myśleli i i że pod te przewidywania ustalona zostanie nasza organizacja gry . Zrobili więc rzecz najprostszą, a mianowicie zaatakowali nie przygotowanego na taki scenariusz rywala . Bramka którą zdobyli w 2 minucie ustawiła mecz. Wykorzystali systemową słabość ustawienia z trójką obrońców i wystawienie z boku zamiast zawodnika kryjącego skrzydłowego . Zestawienie po prawej stronie Bereszyńskiego, który nie ma nawyków środkowego obrońcy z Jóźwiakiem ,który nie potrafi bronić było zabiegiem nie tylko ryzykownym ,ale i skrajnie nieodpowiedzialnym . Zwłaszcza ,że obaj zawinili przy bramce dla Słowaków. Aby natomiast pokonać tak dobrze zorganizowaną defensywę jak Szwedzka to trzeba mieć dopracowanych kilka schematów akcji ofensywnych granych na pamięć. Bardzo pomysłowy w takich razach jest Maciej Skorża. Klasyczne rozgrywanie piłki lub liczenie na samą kreacyjność w dzisiejszej piłce nie gwarantuje powodzenia. Po prostu obrona strefowa jest skutecznym antidotum. W obronie strefowej , którą poprawnie opanowali Szwedzi broni się zarówno strefy jak i w strefie i broniących mało obchodzi kto imiennie gdzie gra spośród rywali. Czyli atakujący muszą stawiać na szybkość i automatyzm jako remedium. Jeden Lewandowski nie zastąpi systemu. Przed turniejem nie przyłączyłem się do krytyków wyborów personalnych selekcjonera z powodów które wyłuszczyłem. Lecz po zakończonym epizodzie na Euro uważam, że można dokonać ich częściowej oceny. Tuz przed Euro prezes Boniek wystąpił jako advocatus diaboli Sousy i zaznajomił nas z uzasadnieniem selekcjonera dlaczego nie powołał kilku imiennie wymienionych graczy. np. Kapustka ma za słabe liczby, Szymański zawiódł jako skrzydłowy, a tamten jest nierozwojowy, a inny nie pasuje do koncepcji. Osobiście byłbym gotów przyjąć argumentację trenera pod jednym wszakże warunkiem ,a mianowicie, że równie kwieciście uzasadni on jakimi walorami dysponowali i jakimi kryteriami kierował się powołując takich zawodników jak : Dawidowicz, Kędziora, Helik, Płacheta, Frankowski, Kownacki. Chciałbym w szczególności dowiedzieć się co zadecydowało, że pewniakami w I składzie stali się Puchacz i zwłaszcza Jóźwiak. Przecież obaj to nieefektywne "wiatraki" robiące tylko szum na boisku. Zawodnicy pewno dobrzy wydolnościowo, ale w grze w piłkę polegającą na celnych podaniach, dośrodkowaniach nieprzydatni. Np . Jóźwiak na ponad 20 dośrodkowań nie odnotował ani jednego celnego. Sousa w meczu ze Szwedami biegał wzdłuż linii, krzyczał, łapał się za głowę po każdym babolu Puchacza i Jóźwiaka , do czego dołożył i Klicha. Ja tylko nieśmiało zauważę, że oni sami się nie wystawili. W takiej imprezie jak Euro czy MŚ liczą się solidność, stabilność i utrwalone zespołowe nawyki taktyczne. Bez nich o sukcesach można jedynie pomarzyć.
This is a comment on "Euro 2021: Bez złudzeń"