- Kategoria: Krótka Piłka
- iocosus
-
c-L na „6”!?
W szkolnej skali ocen, pod względem inicjowania kibicowskich dyskusji, czarnej-eLce w ostatnim okresie należy się chyba raczej trója i to tylko dzięki gawinowym relacjom meczowym, zbyszkowym felietonom i zaprezentowanej koszykarskiej pasji po szlachecku przez imć Senatora zwerbowanego waszmość Tomka.
Tym większe dla nich słowa uznania, no i dla Tych dzięki którym w „na aucie” debata piłkarska bynajmniej nie zamiera. Ale w „trybunie komentatorów” ostatni wpis pochodzi z adnotacją sierpniową, a ostatnia „krótka piłka” ciągnie się diablo długo bo od listopada. A jednak, jak w mordę strzelił „szóstka” nam wszystkim słusznie się należy, bo tyle już lat, raz żwawiej, raz powolniej to jednak w necie obecność potwierdzamy.
W pierwszym czarno-eLkowym wpisie z 5 stycznia 2012 roku Gawin wyrażał takie kibicowskie podstawowe oczekiwania: „trzeba ograć zarozumialców z Lizbony w Lidze Europy, potem zakończyć sezon Ekstraklasy na pierwszym miejscu w tabeli, a następnie oddać się rozkoszy wysłuchiwania hymnu Ligi Mistrzów odgrywanego jesienią przy Ł3.” Przez sześć lat pierwszego postulatu – przebrnięcia przez wiosenną rundę pucharową w Lidze Europy nie udało się spełnić, drugi cel w 2012 również spalił na panewce, ale pod względem kolekcjonowania mistrzowskich tytułów w kolejnych latach kibic w stolicy już nie powinien grymasić, a i hymnu Ligi Mistrzów w Warszawie udało się wysłuchać, choć początkowo w takt goli BVB to bynajmniej nie brzmiał on rozkosznie, ale z czasem to i okazało się że i „zarozumialców z Lizbony” na tym poziomie można zdystansować, a i z królewskim Realem nawet zremisować. Wstydu nie było, jest co wspominać i przez całą sześciolatkę pitolenia o piłce i tej bliższej i tej dalszej na c-L nie brakowało.
Przecież i repra odnotowała w tym czasie skok z odmętów głębin siedemdziesiątego któregoś miejsca w fifowskim rankingu do pierwszej dziesiątki, nad czym wspólnie deliberowaliśmy, kondycję rodzimej ‘kopanej’ analizowaliśmy. Nie tylko! Na biało-czerwonych siatkarskich mistrzach, a jakże również się skupialiśmy, a i igrzyskom naszą kibicowską uwagę poświęcaliśmy. Zdawaliśmy relacje z kibicowskich eskapad. Było na naszych łamach i o boksie, i o tenisie, i o „Moneyball”, i o tym czego już nie pamiętam, i w końcu o nas samych kibicach, a to ostatnie z pewnością stanowiło 'last but not least'. Udało nam się pogadać i z Leśnym i z Miodziem. Jesteśmy małą, niszową, w pełni amatorską kibicowską niewielką stroną, ale dla całkiem pokaźnego grona przede wszystkim warszawskich legijnych pasjonatów piłkarskich nie jesteśmy tacy całkiem anonimowi, choćby sporadycznie i pobieżnie, ale z nami wielu z nich się zetknęło.
Czemu mi się na taką rocznicową nostalgię i wspominki zebrało? Nie z potrzeby świętowania, a chyba właśnie dlatego, że z tą naszą „pitolniczą inicjatywą” jesteśmy ostatnio w dołku. Chyba muszę samego siebie przekonać (choć może nie tylko), że ten wózek warto dalej ciągnąć. Nie wiem jak to dalej będzie wyglądało, jak się potoczy, z jednej strony oczywiste oczywistości, obowiązki rodzinne, zawodowe, na piłce, sporcie, kibicowaniu świat się też nie kończy, ale z drugiej strony tej duszy kibicowskiej już z siebie człowiek też przecież nie wyrzuci. Może ten „dołek” był potrzebny, może jakiś reset jest wskazany, w każdym razie nowy sezon się zbliża, redakcyjnych planów ani sześcioletnich ani nawet sześciomiesięcznych chyba tworzyć nie ma sensu, co ma być to będzie, ale trochę popitolić o piłce, sporcie i wszystkim co z nimi związane, przedstawić własne refleksje, wrażenia można ponownie na czarnej-eLce w miarę czasu i możliwości popróbować.
Pamiętam początki zapał, pomysły. Co z tego zostało ? Nie do końca kupuję brak czasu. Raczej wypalenie, rozminięcie się z oczekiwaniami. Z tym że ja dalej uważam że jednak do puki istniejemy coś naszym czytelnikom jesteśmy winni . Nie sobie, im bo przecież przynajmniej ja nie dla siebie otworzyłem c-L .
Dzięki że jesteś.
Zastanawiam się jednak, gdzie podziali się swego czasu aktywni komentatorzy jak JJ (czyżby to był nasz obecny wiceprezes?), Walles, Forever (L) (znam historię i więc co się działo, ale szkoda że już nic nie pisze) czy nawet Moonroe. Wy (w sensie iocosus czy Senator) wiecie więcej ode mnie, znacie te osoby "z reala", więc może znacie przyczyny, dlaczego tak wielu aktywnych kiedyś userów obecnie, nawet w trakcie sezonu praktycznie nie zabiera głosu...
Nie lekceważyłbym też czynnika „czasu” możliwości jego dysponowania z czysto praktycznego nazwijmy to „logistycznego” poziomu. Rok temu mogłem siedzieć w necie wedle potrzeb, w tej chwili zamierzam dziś meczyk o 16 obejrzeć, ale czy mi się to uda, to pewny wcale nie jestem. Monrooe zmienił pracę i może mieć podobnie, jeżeli Gawin narzeka na dzień za krótki, to ja mu wierzę – proza życia.
Szacun dla Ciebie Senatorze, że „czujesz się winny naszym czytelnikom”, ale ja wewnętrznego zobowiązania w imię „wyższych celów” nie mam. Jeżeli wejdę w jakiś temat na c-L, a na ten przykład Ty lub Moros lub Zgred (pamiętam jeszcze wyjaśnię ‘napaloną dziewicę’
Czułem wewnętrzne zobowiązanie gdy „kolaborowałem z okupantem”, Senatorze c-L szóstka stuknęła, ale nasza wspólna znajomość dobiega dekady, a pamiętasz od czego się zaczęła? Nie zgadzałem się z formą protestu i jako kibic czułem się wówczas coś winny od siebie klubowi. I swoją powinność uznaję za wypełnioną. Pamiętasz, kilku „pikników-kolaborantów” się skrzyknęło ale skończyło się na jednym spotkaniu. Tobie odezwy kibicowskie zaczęły chodzić po głowie, a ja się poczułem, wobec dwudziestu kilku „niekumatych” chłopaków, którzy Legię chcieli dopingować, winny przeprowadzić ich suchą stopą na drugi brzeg. Czyli żeby nie spotkało ich to co później Forevera. Swoją powinność wypełniłem.
Czarna eLka to płaszczyzna kibicowskich dyskusji, a one mogą się spełniać gdy są wyrazem wewnętrznej potrzeby uzewnętrznienia. Tak to postrzegam, a do tego „mus” i „obowiązek” jest nie tylko zbędny, ale wręcz stanowi przeszkodę.
Moros wydaje mi się że Forever chciałby być koherentny. Przestał chodzić na mecze to i na forum kibicowskim go nie widać. Z jednej strony jest to wytłumaczalne, z drugiej można mieć nadzieję że to mimo wszystko stan przejściowy. W sumie trzeba go samemu podpytać, gdy się Gawin w Warszawie zjawi i może na jakiś browar, kto chętny, to byśmy się jakoś umówili.
Dżej Dżeja też mi szkoda, choćby żeby Senator głowę mi suszył jaki znowu „dżej dżej” jak to jest „jot jot”.
Natomiast to Wy bijcie się we własne piersi, bo ja prawie co tydzień dostarczam nowej padliny, że o świeżym mięsku nie wspomnę ,a żadna, ani żaden za przeproszeniem ,buzi otworzyć nie chce. Co prawda na Weszło Paweł miał tak samo,ale jemu Stanowski zezwolił,aby sam siebie komentował pod różnymi nickami, z czego korzystał wyzywając się od różnych , nawet żydów i opisując jaki głupi jest ten co te felietony pisze. Nie doczekał się ani poparcia ataków, ani obrońców.
Więc widocznie tak być musi.
Dobrze się stało,że łamy otwarto na inne sporty. Tylko ,że tylko Zgred pisze o siatkówce, Kibic50 o piłce ręcznej. Tomasz Gacyk o koszykówce,ja o tenisie ziemnym ,boksie i kolarstwie,ale dyskusji nie ma.A przecież żaden z nas nie został mianowany arbitrem elegantiarum i każdy może mieć własne zdanie niekoniecznie fachowe, ale choćby oparte o własne przekonanie lub po prostu o to czy się podobało czy też nie.
Czy kiedyś było lepiej?. Ja już dawno przestałem mieć ten egocentryczny punkt odniesienia i od lat powiadam,że kiedyś było inaczej niż dziś. Aczkolwiek dyskusji sprzed 5 laty o zmianach właścicielskich w Legii toczonej do 3 nad ranem z Wallesem ,Iocosusem i Senatorem zapomnieć nie sposób.
Czasami mam taką osobistą refleksję,że być może moje pisanie jest zbyt literackie i ono nie przystaje do naturalnej prostoty rozmów kibiców.Niestety powtarzanie sloganów i frazesów niespecjalnie mnie bawi.
Ale żałuję mniejszej aktywności Ac-10, Wallesa, Iocosusa, Senatora , Monrooe, QD i Gawina. Bardzo.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Wydaje mi się bowiem, że należę do tego grona, przez które kilku z Was zawiesiło "pióra na kołku"
Na swoje usprawiedliwienie mogę napisać, że nie każdy potrafi w taki sposób jak Zbyszek, iocosus, Walles, Monrooe czy a-c10 przelewać myśli na klawiaturę.
Dla mnie ta strona jest raczej możliwością wyrażania emocji, niźli artykułowania mądrości, jakich nie posiadam. Nigdy nie trenowałem piłki nożnej, nie byłem piłkarskim sędziom i nie kończyłem kursów trenerskich, a wiedzę o futbolu czerpię przesiadując od "wieków" na trybunach.
Na szczęście, nieszczęście od jakiegoś czasu pochłania mnie nowy biznes, więc i ciągot do uczestniczenia w dyskusjach jakby mniej.
Tak czy siak pozdrawiam wszystkich panów serdecznie. Z niektórymi mam nadzieję się spotkać już wkrótce na stadionie
Niestety mi również czasu braknie na uczestnictwo w pitoleniu - zmiana specyfiki pracy, remont, inne hobby.... nawet na czytanie niekiedy znajduję czas dopiero kilka dni po zakończeniu dyskusji (co widać na niniejszym przykładzie). Pisać (nawet mając czas) jest bezcelowe, gdy ogień dyskusji już przeminął.
Jednak muszę przyznać, że w pewnym momencie zapał do wertowania dyskusji zaczął nieco maleć. Był to okres, gdy zaczęło się pojawiać dość dużo komentarzy bardziej personalnych, a nawet poleciały ostrzeżenia i bany. Gdy tu trafiłem z tego pitolenia każdy wyciągał swoje wnioski i nawet jeśli nie zmienił swojego zdania to był bogatszy o inny punkt widzenia, zaś wtedy miałem wrażenie, że niektórzy pisali trzymając gardę. Chcieli przekonać innych, ale nie dopuszczali myśli, że ktoś przekona ich.
Nie wiem - może to pokryło się z tym wspomnianym przez Senatora "wypaleniem" i stąd mój odbiór? Jeśli tak to widać trzeba poczekać na Pitolniczą wymianę pokoleń, bo mam nadzieję, że cL przetrwa dołek, bo jest w naszym kibicowskim środowisku bezwzględnie potrzebna. A może i nam (nie tylko Ojcom Założycielom, ale i zwykłym komentatorom) trzeba niekiedy wakacji?