W tym miejscu chcielibyśmy prowadzić naszą futbolową rozmowę "na aucie", czyli dyskusję w tematach, które nie zostały uwzględnione w artykułach w innych działach. Zachęcamy do udziału w naszym swoistym "klubie dyskusyjnym"!
Trybuna jest wolna dla każdego, każdy ma prawo się wypowiedzieć, zabrać głos w dowolnym piłkarskim temacie, w poważnym lub w żartobliwym, ironicznym tonie, obowiązuje freestyle tylko z jednym zastrzeżeniem. Niech poziom wypowiedzi, dyskusji przełamuje stereotyp piłkarskiego kibica jako zacietrzewionego półmózga, pieniacza uzewnętrzniającego swoje frustracje, wylewającego jad i napinającego się dla samej napinki.
Gdy trzeba, spierajmy się, polemizujmy, brońmy własnych poglądów, przekonań, ale zawsze...
TRZYMAJMY POZIOM!

Od 59 lat, czujecie to? 59 lat.
To był przemyślany plan odpuścić te puchary!
Na poważnie to nie ma sensu tego komentowac, tak jak powiedział Augustyniak niech ta jesień w końcu się skończy!
Aktualne ciągle pytanie, czy Papszun to ogarnie?
Ależ popełniam błędy cały czas, ale nie popełniam wciąż tych samych błędów, bo gdybym nie wyciągał wniosków a moje wyniki byłyby na prostej spadkowej to jużby mnie nie było.
"Dalkubie zgodnie z tym co bodajże napisał Olkowicz Herrę „oczarował” Feio, sadząc post fatum na tyle skutecznie, że trener praktycznie „zwolnił” swojego przełożonego czyli dyrektora sportowego, ten dał sobie wejść na głowę, temu którego samemu wybrał i za którego wcześniej w sytuacji kryzysowej poświadczył. To wszystko przyklepał i zaakceptował Mioduski. Wszyscy trzej okazali się mało przewidujący, pozbawieni konsekwencji i stanowczości. Wszyscy trzej palnęli „wielbłądy”. Ten osąd możesz nazwac glanowaniem z mojej strony, nie wyprę się tego, dołożę, że trzech doświadczonych facetów, dwóch kompetentnych biznesowo, trzeci sportowo, dało się „uwieść” raczkującemu w zawodzie nieopierzonemu trenerowi, z opinią zdolnego i pracowitego ale jednocześnie z cechami toksycznego aroganta i furiata.
Sztubak Feio rozgrywał trzech „starych wyjadaczy” tak jak chciał, a reszta „dworu” walczyła ze „sztubakiem” o zakres swoich kompetencji i decyzyjności. Taki mniej więcej obraz się kształtuje"
Ależ to jest idealny opis tego jak tragicznym zarządzającym jest Mioduski - Feio namówił Herrę, który nie był od sportu a od biznesu i Mioduski ich wysłuchał i zwolnił szefa Feio, którego de facto przesunięto do innych zadań - doradzania o sporcie, czyli nie nadawał się na dyrektora, nadaje się na doradcę sportowego - piękne, klasyczne, mioduskie
Iocosus ty tak broniąc Mioduskiego dawno go już utopiłeś
Do Marcina Herry mam pretensje gdyby okazało się prawdą, że Feio okręcił go wokół swojego paluszka. Goncalo rozszerzając swoje rządy choćby i kosztem dyrektora Jacka Zielińskiego musiał mieć „plecy” i wydaje się prawdopodobnym że taką role mógł pełnić „administrator” Marcin Herra, a jeżeli tak to „spadówa” czyli „glanowanie”!
***
1:1 lepiej pitolić niż oglądać i emocjonować się meczem.
Sztubak Feio rozgrywał trzech „starych wyjadaczy” tak jak chciał, a reszta „dworu” walczyła ze „sztubakiem” o zakres swoich kompetencji i decyzyjności. Taki mniej więcej obraz się kształtuje.
Czy Mioduski akceptując coś takiego walnął wielbłąda w zarządzaniu zespołem ludzi w firmie której jest właścicielem? Z pewnością! Ale czy ty Dalkubie w swoich biznesach nie popełniałeś błędów i czy chciałbyś być postrzegany tylko i wyłącznie w ich wymiarze?
Mioduski powinien sam sobie pluc w brodę, za chwilę jeżeli popełni kolejne błędy w zarządzaniu może doprowadzic do katastrofy i sądzę że ma tego świadomość. Pytanie czy Papszun okaże się lekiem na całe zło? Mój punkt widzenia, jest taki że powinien dostac to o co zabiegał sztubak Feio, czyli pełnię władzy! Powinien byc "pierwszym po Mioduskim", ale czy to by była dobra czy zła decyzja, pewności nie mam, okazałoby się "post factum".
"Miodek się zdystansował i tak to miało funkcjonować. No i „dwór” łącznie z wymienionymi to rozpieprzył. " Kogo dwór to rozpieprzył że się tak zapytam? mój twój czy rzeczonego?
Mioduski stworzył wreszcie coś co miało szansę funkcjonować po czym sam to rozpieprzył i ty dokładnie to opisałeś - stworzony przez niego dwór. Nic dodać nic ująć
U Makaroniarzy to bardziej od Fiorentyny pasuje do nas zestawienie z Juve. Wielka historia, wielki klub, wielkie ambicje i ... sprawdzam ... od 2020 roku bez mistrzostwa w Serie A, czyli dłużej niż my. W stolicy naszych zachodnich mega pragmatycznych i racjonalnych sąsiadów wyłożono kupę kasy na Herthę z rezultatem żałosnym w zestawieniu z oczekiwaniami. Ba, można to zbyć bardzo łatwo, że skoro innym też nie wychodzi to kiepski argument dla usprawiedliwienia własnej indolencji, ale może to być wskazówka, że ta „karuzela futbolowa” to jednak nie taka prosta i oczywista sprawa.
W tej chwili Mioduskiego łatwo glanować, ale chcąc, nie chcąc, starając się spojrzec na kwestię z dwóch stron i tym samym wchodząc w buty „advocatusa diaboli” dla Miodka, to szukam dla niego argumentów.
Jeżeli w pełni klub przejął wiosną 2017 roku, to może zapisać na swoim koncie bez dzielenia się z nikim na pułapie właścicielskim następujące wyniki: 3 razy mistrzostwo 2018, 2020, 2021, dwa razy drugie miejsce 2019, 2023, raz trzecie 2024, piąte miejsce – 2025 i dziesiąte miejsce 2022.
Trzykrotne zdobycie Pucharu Polski: 2018, 2023, 2025 oraz w juniorach starszych mistrzowie z lat 2024 i 2025.
Można się pastwić nad Miodkiem, ale on może też odpowiedzieć, że za jego kadencji Legia zdobyła trzykrotnie więcej tytułów niż za czasów ITI. Walter i korporacja której był współwłaścicielem skutecznie lobbowała za wybudowaniem nowego stadionu dla Legii, ale na rzecz Mioduskiego pójdzie wybudowanie Książenic czyli stworzenie nowoczesnej infrastruktury klubu. Osiągnął to, co dla ITI było nieosiągalne.
Miodek może również stwierdzić, że za jego czasów Legia zdobyła o jedno mistrzostwo więcej niż Lech, o PP na koncie Kolejorza w ostatnich latach to lepiej pyrom w ogóle nie wspominać. Pełnoprawnie pan Darek może perorować że zyskał na swoim koncie więcej sukcesów i osiągnięć w analogicznym okresie niż familia Rutkowskich. Jeżeli walimy w „nieudacznika” Mioduskiego jak w bęben, warto mieć na uwadze to co powyżej, ponieważ włodarze Kolejorza ze swoimi wynikami tak cierpliwie jak w Poznaniu w stolicy nie byliby tolerowani.
To jest jedna strona medalu, po drugiej jest to co można skwitowac klasyką: „skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?” lub w odniesieniu do bieżącej sytuacji „jaka piękna katastrofa”!
Krzysztof Jastrzębski: „Zjeżdżamy w dół na przestrzeni 9 lat niemiłosiernie. Mimo potencjału, pieniędzy etc. To nie jest tak że stoimy w miejscu. My dajemy ciała po całości w każdym aspekcie funkcjonowania.” – z tym każdym aspektem funkcjonowania powiedzmy do d.. to chocby Marcin Herra by się obruszył i uznał za niesprawiedliwy osąd, ale że mamy tendencję spadkową w wynikach sportowych, to już zaprzeczyc nie można, a zestawiając z nadziejami jakie prezentował Mioduski u progu swojej kadencji, to ... znaleźliśmy się nad przepaścią.
Jeżeli Miodek nie zdiagnozuje problemu to i z Papszunem możemy się w niej znaleźć i zrobimy z nad krawędzi duży krok wprzód.
Nie wydaje mi się, żeby Mioduski miał gorsze referencje do kierowania klubem niż onegdaj panowie Miklas lub Kosmala. Raczej wróciliśmy do czasów korporacyjnej stagnacji lub nawet tendencji spadkowej z możliwością katastrofy. Może tu szukac przyczyn, że Leśnemu zażarło wynikami, a za Miodka przestało, strumyk tytułów wysechł.
Pan Dariusz w prowadzeniu klubu chciał ryzykować jak poprzednik - dziecko szczęścia Boguś Leśnodorski. Nie wypaliło, ale może, nie w samym farcie jest pies pogrzebany? Nie mam przekonania czy Leśnemu by zagrała „powtórka z rozrywki” lata lecą, młody kocur obrósł w piórka i stał się sytym kotem i być może zatracił raz na zawsze ten „wajb”, który posiadał prezesując Legii. Wydaje się jednak pewnym, że „korporacyjny dwór” czy to za czasów ITI czy za Mioduskiego Legii jednak nie służy.
Dalkub: „Jak można stworzyć taką strukturę aby organizacja totalnie nie działała, gdzie są rozmyte odpowiedzialności, gdzie nie wiadomo kto za co odpowiada, kto poszukuje trenera? kto ściąga zawodników? kto ich leczy? - to szczerze jest abecadło zarządzania a nie rocket science - wiadomo czego nie robić bo nie wychodzi.” – ależ, taka próba stworzenia zakresu odpowiedzialności powstała, Herra miał administrować, Jacek Zieliński miał odpowiadać za pion sportowy, Miodek się zdystansował i tak to miało funkcjonować. No i „dwór” łącznie z wymienionymi to rozpieprzył.
Dlatego obecnie uważam że jedyną nadzieją jest „dyktatura Papszuna”. To coś innego niż było za Leśnego, ale może (z dużym nastawieniem na „może”) to zatrybi.
Spór, wymiana przeciwstawnych poglądów ich konfrontowanie to dla mnie podstawa do wnioskowania, bez tego będziemy stadem kibicowskich baranów, powtarzających jakąś jedyną słuszną obowiązującą mantrę.
Najczęściej się spieram sam ze sobą i czasem wymyślam sobie od kretynów za własną głupotę, ale bez tego to dopiero by się było bezrefleksyjnym pelikanem łykającym wszystko co zapodają w mediach lub na forach netowych.
Zatem jak dla mnie „prowokacji intelektualnych i merytorycznych” między nami, tu na stronie, oby było jak najwięcej! Różnijmy się, spierajmy, w jaki sposób to robimy będzie świadczyc o nas, ale nie to, że tego będziemy unikać.
PS
Tak na marginesie , nawet nie wiesz jak mnie cieszy Twój powrót do komentowania .
Czyż to nie wspaniałe, swoją drogą, że Legia ma tak przenikliwych kibiców jak Krzysztof Jastrzębski?
Jest tak: chciałem zobaczyć wynik meczu Korona - Wisła Płock. Rzucił mi się w oczy tytuł tekstu o Fiorentinie. Przeczytałem, skojarzenie było natychmiastowe i jedno. To wkleiłem.
Ligę włoską śledzę na zasadzie piąte przez dziesiąte: czasem sprawdzam skład AS Romy, bo Jan Ziółkowski, czasem wyniki Udinese, bo Runjaić i Małecki, czasem wyniki Parmy, Cagliari i Verony, bo z tymi klubami sympatyzuję (podróże, wspomnienia). No, i tyle.
Przepraszam, uznajmy, że niczego nie wkleiłem. Nie ma w ogóle żadnej Fiorentiny.
Jeszcze dokonam autoedycji, bo jako niezarejestrowany użytkownik nie mogę tego uczynić inaczej. W poprzednim wpisie powinno być „najnieszczęśliwsi”
to jest tekst o podobnej pod wieloma względami sytuacji innego znanego klubu.
Tyle.
Każdy niech w nim dostrzeże, co chce dostrzec.
To nie ma być porównywanie właścicieli, dyrektorów sportowych, piłkarzy i trenerów.
Wklejając, myślałem o tym, że nie spotyka nas kibiców nic niespotykanego, nie jesteśmy ‘najszczęśliwsi z ludzi’. I że przebieg i objawy są pod wieloma względami podobne. Za mało znam się na włoskiej piłce ligowej, żeby dociekać przyczyn. Za najciekawsze i najbardziej dla nas niepokojące uważam to, że różni, w tym cenieni i doświadczeni trenerzy, nie dali rady. Ba, kryzys im się zaczął pod wodzą trenera, który przed momentem prowadził ich do niemałych dokonań. To tyle. Każdy znajdzie w tym tekście, co chce znaleźć.
Różnic chyba jest jeszcze więcej niż napisał Krzysztof Jastrzębski, bo tam dyrektor sportowy podał się do dymisji - miał jaja u nas jest dwóch tuzów i jeszcze doradca zarządu ex dyrektor, a dodatkowo ten kryzys trwa u nich od kilkunastu tygodni - u nas on trwa od kliku lat i nawet momenty iż wygląda na to że się poprawia są tzw. korektą w trendzie spadkowym.
‘Legenda w kryzysie. Fiorentina wciąż bez ligowego zwycięstwa, piłkarze otrzymują groźby śmierci’
Mało kto spodziewałby się, że po 14 kolejkach na samym dnie Serie A znajdzie się jej dwukrotny mistrz i niedawny dwukrotny finalista Ligi Konferencji. Fiorentina w obecnym sezonie pogrążona jest w głębokim kryzysie, wciąż czeka na pierwsze ligowe zwycięstwo, a jej sytuację pogarsza historia – żadna drużyna z tak niskim dorobkiem punktowym na tym etapie rozgrywek nie zdołała się jeszcze utrzymać. Do problemów na boisku doszły także te poza nim, w tym groźby kierowane do piłkarzy przez własnych fanów. Co doprowadziło do tak gwałtownego upadku Violi i czy we Florencji jest jeszcze powód, by wierzyć w utrzymanie?
Fiorentina zakończyła poprzedni sezon Serie A na szóstym miejscu, a z 19 bramkami drugim najlepszym strzelcem rozgrywek został napastnik w fioletowej koszulce Moise Kean. La Viola po udanych barażach zapewniła sobie także udział w Lidze Konferencji, gdzie w ostatnich trzech sezonach aż dwa razy dotarła do finału. Trudno więc było w klubie przewidzieć, że zimową przerwę być może spędzi na końcu tabeli włoskiej ekstraklasy.
W obecnych rozgrywkach Fiorentina po 14 rozegranych kolejkach ma na koncie zaledwie sześć punktów. Viola nie odniosła jeszcze ani jednego zwycięstwa, a od końca poprzedniego sezonu na jej ławce trenerskiej zmieniło się już trzech szkoleniowców. Choć do zespołu przed sobą traci trzy punkty, z każdą kolejką szanse na utrzymanie maleją.
Odejście trenera Raffaele Palladino po stosunkowo udanym sezonie było dużym zaskoczeniem. 41-letni szkoleniowiec tłumaczył swoją decyzję nieporozumieniami z zarządem, który na jego miejsce zatrudnił doświadczonego Stefana Pioliego. Jednak i on nie zdołał znacząco poprawić sytuacji. Na ławce Fiorentiny wytrzymał 14 spotkań, w których jego podopieczni zdobyli cztery punkty. I choć trudno mówić o udanym bilansie, to wciąż większość punktów, jakie Viola zdobyła w Serie A.
"Futbol postrzegam jak układankę, w której wszystkie elementy muszą do siebie pasować, by całość działała. Jestem dumny z pracy, jaką wykonaliśmy we Florencji, ale warunki do dalszej współpracy nie były sprzyjające. Nasze wizje i oczekiwania zbyt się różniły" - powiedział Palladino we wrześniu w rozmowie z włoskim dziennikiem La Gazzetta dello Sport.
Pioli zakończył pracę po porażce 0:1 na stadionie Fiorentiny z Lecce, a trzecim trenerem w krótkim czasie został Paolo Vanoli. Dzień przed meczem pojawiła się kolejna niespodziewana informacja – po siedmiu latach klub opuścił dyrektor sportowy Daniele Prade. W swoich wypowiedziach bronił 60-letniego trenera i wziął na siebie odpowiedzialność za nieudany początek sezonu. Jego odejście mogło więc być postrzegane jako poświęcenie dla dobra klubu. Dyrektor sportowy od dłuższego czasu był jednak krytykowany przez fanów, którzy obwiniali go za problemy drużyny.
Jedną z przyczyn kryzysu, oprócz niestabilności na stanowisku trenera, mogą być także nieudane wzmocnienia składu. Fiorentina w letnim oknie transferowym sprowadziła kilku zawodników za ponad 10 milionów euro, ale żaden z nich nie spełnił oczekiwań. Szczególnie duet napastników Roberto Piccoli i Albert Gudmundsson - razem kosztowali 38 milionów euro, a w Serie A zdobyli tylko trzy bramki. Zawodzą także filary z poprzedniego sezonu, na czele z Keanem i bramkarzem Davidem de Geą.
Fiorentinę czeka więc trudna walka o utrzymanie w elicie, a niezadowolenia nie kryją nawet najwierniejsi kibice La Violi. Po zdobyciu sześciu punktów w 14 meczach tracą cierpliwość, a po sobotniej porażce z Sassuolo (1:3) sytuacja zaogniła się do tego stopnia, że piłkarze zaczęli otrzymywać groźby. Fiorentina musiała wzmocnić środki bezpieczeństwa i skontaktować się z odpowiednimi służbami, ponieważ ataki dotyczyły także rodzin zawodników i innych pracowników klubu. La Viola wydała oficjalne oświadczenie, w którym potępiła groźby śmierci i obelgi ze strony własnych fanów.
"Takie zachowanie nie ma miejsca w piłce nożnej ani w żadnej innej dziedzinie naszego społeczeństwa" - napisał klub na swojej stronie internetowej. "Nigdy nie będzie tu miejsca na zastraszanie, nienawiść ani przemoc" - dodał zespół z Toskanii.
Na zaistniałą sytuację zareagowała także Włoska Federacja Piłkarska, która wyraziła wsparcie i solidarność z piłkarzami oraz ich rodzinami. "Stanowczo potępiamy niedopuszczalne groźby, które po meczu z Sassuolo otrzymali zawodnicy Fiorentiny i ich bliscy. Nie do przyjęcia jest, by negatywny wynik na boisku prowadził do takich sytuacji ze strony osób, których nie można nazwać kibicami".
Piłkarze w fioletowych koszulkach będą mogli poprawić swoje wyniki w Serie A w czwartek, mierząc się z Dynamem Kijów w Lidze Konferencji. To właśnie te rozgrywki są obecnie jedynym źródłem radości dla nich i dla kibiców. W europejskich pucharach Fiorentina odniosła dwa zwycięstwa – z Sigmą Ołomuniec i Rapidem Wiedeń. W tabeli zajmuje obecnie 17. miejsce. W 15. kolejce włoskiej ekstraklasy zmierzy się na własnym stadionie z Veroną, do której traci trzy punkty.
Nie wiedziałem, gdzie to wkleić, ale wydało mi się bardzo na temat
Sounds familiar, doesn’t it?
Radovan Pankov -
"W naszej obecnej sytuacji musimy po prostu mniej gadać, a więcej pracować (...)"
"– Skąd bierzemy motywację, że będzie lepiej? To bardzo trudne pytanie. Jedno z tych, które bolą najbardziej. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że na ten moment nie widać dla nas światełka w tunelu. Naszym największym problemem jest skuteczność. "
"- To piłkarze są problemem. Od momentu, kiedy tutaj trafiłem, ile razy zmienialiśmy trenerów? Trzy. Jeden z nich jest teraz w Serie A... "
"W tym trudnym momencie nie możemy wytykać winnych palcami, tylko musimy po prostu walczyć, a wyniki przyjdą (...)"
To są wypowiedzi, które miały jak wiemy miejsce już jakiś czas temu ale są jakże aktualne nadal. Pankov powiedział to w bardzo dyplomatyczny sposób, to co wszyscy wiedzieliśmy lub czego się domyślaliśmy.
Kolejna sprawa, którą warto sobie przypomnieć, Nsame -
"Według informacji goal.com 32-latek nie przebiera w środkach, jeśli chodzi o przygotowania na obóz przygotowawczy z Legią, który startuje w poniedziałek. Ba, sam stworzył sobie mini-obóz, do którego zatrudnił dodatkowo: dwóch trenerów od przygotowania fizycznego, trenera mentalnego, kinezjoterapeutę i kucharza. Wszystkich zebrał w Hiszpanii, konkretnie w ośrodku Optimo Sport w Esteponie."
"Ten indywidualny obóz to podobno wynik ambicji, żeby znacznie lepiej pokazać się przed warszawską widownią."
Wnioski w świetle tego są jednoznaczne, do tego dodajmy tylko jeszcze fatalny model zarządzania Legią i mamy to co mamy. Legia w pigułce.
Edit.
No i na koniec perełka, Astiz o Rajovicu -
"Jeśli trzeba będzie pracować z nim po treningu przez 10–15 minut dłużej, to będziemy to robić."
10-15 minut... Chapeau bas!
Papszun niech da sobie spokój, szkoda zdrowia, nerwów i kariery, przy tych nieudacznikach.
Kiedy to było ! Byliśmy piękni i młodzi .
Jakub Laskowski: Radca prawny, doktor nauk prawnych, Prezes Zarządu IPS. Dyrektor ds. Prawnych i Administracji Sportowej Legii Warszawa S.A., arbiter Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu z siedzibą w Lozannie (CAS) oraz Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN.
I w zgromadzonych trofeach krajowych i przede wszystkim w europejskich pucharach jeszcze Świerczewskiemu trochę brakuje żeby zestawiać go z legendarnym Ludwigiem Sobolewskim, to co zdecydowanie różni oba kluby to zaplecze kibicowskie, ale zweryfikujemy jak właścicielowi Rakowa będzie szła dalsza droga już bez trenerskiego "know how" Marka Papszuna. W sumie Częstochowa przekracza 200 tys mieszkańców, dlaczego miałaby się nie stać polskim demograficznie porównywalnym Eindhoven z jego PSV, x-kom to jeszcze nie Philips ale czemu panu Michałowi odbierać marzenia!? Niech opatrzność nad nim czuwa!
A-c10: "Natomiast sposób zarządzania tym klubem uważam za absolutny fenomen." - nie mam zamiaru umniejszać zasług Michała Świerczewskiego, w jego docenieniu się nie różnimy, natomiast nie deprecjonuję trenerskich zdolności Marka Papszuna. Być może trafił swój na swego i byli siebie warci i przede wszystkim mieli swoje "momentum" które optymalnie wykorzystali. Czas pokaże.
W hipotetycznej ankiecie z przykładowym wyborem:
A - Marek Papszun obejmuje posadę trenera Legii w grudniu 2025?
B - Michał Świerczewski do końca 2025 roku odkupuje od Dariusza Mioduskiego 51% akcji warszawskiego klubu?
Wybieram opcję drugą, czyli wariant B, tyle tylko że to są jedynie pobożne życzenia, iluzja, natomiast opcja A jest w pełni realna i do przetestowania w stolicy.
Przekonamy się czy "momentum" trenerskie Marka Papszuna zafunkcjonuje przy dużo większych wymaganiach, presji i bez "synergii" z kimś takim jak Michał Świerczewski?
No to się różnijmy
każdy inny dobry trener w analogicznej sytuacji osiągnąłby podobne rezultaty
Oczywiście, że nie każdy. Wspomniany przez Ciebie Michał Probierz najprawdopodobniej napisałby w Częstochowie z grubsza taką samą opowieść, jak wszędzie indziej, gdzie pracował (no, może poza Niecieczą
Kto zatem tym miksem dysponuje i mógłby śmiało przymierzać papszunowe buty? Ot, chociażby wspomniany niżej Jacek Zieliński. Aleksandar Vuković (ale dopiero teraz, znaczy po doświadczeniach z Legii i Piasta). Rafał Górak. Pewnie jeszcze paru innych. Tak naprawdę, cholernie trudno to zweryfikować, bo zbliżonych do częstochowskich warunków nie ma nigdzie indziej. Jakoś tam zmierza w tę stronę Motor, zresztą Zbigniew Jakubas niejednokrotnie przyznawał się do czerpania inspiracji z rozwiązań proponowanych przez Michała Świerczewskiego. Zresztą, całkiem nieźle mu to idzie. OK, zatrudnił Feio. Potem jednak trafnie zdiagnozował i skutecznie naprawił swój błąd. Następcą Portugalczyka nie został jakiś okrzyczany trener z karuzeli, czy renomowany bałkański fachura z przeszłością w ligach top 5 (choć niewątpliwie Jakubas mógł sobie na kogoś takiego pozwolić), tylko szerzej nieznany Mateusz Stolarski. Kompetencje, nie reputacje. I zobacz, jak to fajnie działa. W przeciwieństwie do swego poprzednika, brat Waszego byłego obrońcy nie wszczyna co krok kolejnej karczemnej rozpierduchy, ale za to awansował do Ekstraklasy. Ba, mimo początkowych turbulencji (m.in. srogie lanie w Krakowie) wykręcił w niej najlepszy wynik w historii klubu. W bieżącym sezonie turbulencje się powtórzyły, ale teraz Motor znów idzie w górę. Jakubas bowiem wytrzymał ciśnienie, nie uwierzył w pierdolety o nowych miotłach i zostawił Stolarskiego. Najwyraźniej zauważył, że to nieprawda, iż…
(Papszuna – przyp. mój) Raków ciągle przyspieszał
Nic z tych rzeczy. OK, pierwszy wspólny pełny sezon tandemu Świerczewski-Papszun zakończył się promocją z trzeciego na drugi szczebel. Potem natomiast… No cóż, nie będę ściemniał, że jakoś szczególnie pilnie śledziłem sezon 17/18 I ligi, gdy Raków jako beniaminek finiszował na 7. miejscu. Rzut oka na suchą tabelę wzbudza jednak we mnie przekonanie, że niejeden ambitny i zamożny właściciel klubu poczułby się zawiedziony takim osiągnięciem i poważnie przemyślałby wymianę szkoleniowca. M.Ś. postanowił trust the process. Opłaciło się, kolejne rozgrywki to już awans do Ekstraklasy. Ale…
No właśnie. Dopiero w tym dziwacznym, naznaczonym pandemiczną przerwą sezonie 19/20 ten nowy, odrodzony Raków zaprezentował się szerszej publiczności. I cóż, nie było to entrée z drzwiami, futryną i kawałkiem ściany, jakiego niektórzy się spodziewali. Pewnie, 10. lokata w końcowej tabeli to, jak na beniaminka powracającego po długaśnej przerwie, żaden wstyd. Zwłaszcza, że Raków zmuszony był rozgrywać domowe mecze w Bełchatowie, a mimo to choćby na moment nie zaplątał się w realną walkę o utrzymanie. Niemniej, częstochowianie nader często płacili słone frycowe i zbierali bolesne lekcje od bardziej otrzaskanych na tym szczeblu przeciwników. Stawiam calvados przeciw chateau de la paticques, że tutaj to już na stówkę baaardzo wielu szefów klubów (nie tylko polskich) pomyślałoby coś w stylu: no tak, ten Papszun to był dobry na niższe ligi, ale Ekstraklasa to jednak insza inszość. Tu trzeba doświadczenia. Sorry, Mareczku. Kwiatki, rąsia, buzia, trzymaj się cieplutko i powodzenia w dalszej karierze! Świerczewski? Trust the process.
Znów – generalnie się opłaciło. I to bardzo, bo przecież Medaliki na stałe doszlusowały do krajowej czołówki. Były wicemistrzostwa, były puchary, był wreszcie tytuł. Nawet jednak w tych trzech ostatnich sezonach pierwszej kadencji Papszuna zdarzały się momenty, w których mniej cierpliwego pryncypała zaswędziałby palec na spuście. Były niewytłumaczalne porażki, były krótsze, bądź dłuższe dołki formy. I całkiem niewykluczone, że za którymś takim razem mniej cierpliwy pryncypał wreszcie by za ten spust pociągnął. Świerczewski? Skądże znowu. Pełne zaufanie. Żadnych, najlżejszych nawet oznak niezadowolenia. Pokaż mi, Iocosusie, drugiego takiego właściciela klubu. Śmiało
A teraz odetnij, proszę, ostatnich kilka dni, całe to zamieszanie z Legią i spójrz na to, co działo się od początku roku. W pierwszym sezonie po powrocie Papszuna Raków zimuje na drugim miejscu, potem jednak wyprzedza Lecha i, zdać by się mogło, pewnym krokiem zmierza po Mistrzostwo. Następnie, jak już obaj wspominaliśmy, potyka się na ostatniej prostej i tuż przed metą oddaje tytuł Kolejorzowi. W wielu, bardzo wielu innych klubach trener by czegoś takiego po prostu nie przetrwał. Papszum pozostał na stanowisku. Mało tego, dostał wymierne dowody zaufania w postaci bardzo drogich wzmocnień kadry. W końcu bilans letniego okna transferowego w wykonaniu Rakowa to jakieś 7,5 mln euro na czerwono. I co? Zamiast sportowej złości i uzasadniającej wydatki jakości, Medaliki pod wodzą Papszuna pokazują głównie marazm. OK, przepychają się do fazy zasadniczej LKE, ale w lidze z pierwszych dziesięciu spotkań wygrywają ledwie cztery i zamiast na szczycie tabeli, plasują się w jej środeczku. I dopiero wtedy pojawiają się nieśmiałe doniesienia o tym, że Raków sonduje rynek trenerski. Ale też nic na hurra. Żadnych – ekhem – „trudnych, ale koniecznych decyzji”. Żadnego wywalania Papszuna na pysk, bo przecież zaraz przerwa na kadrę, to nowa miotła dostanie czas, żeby po swojemu pozamiatać. „Mamy na oku obiecującego szkoleniowca, może zatrudnimy go w 2026”. I tyle. Koniec.
Biorąc to wszystko do kupy, no cóż, mnie tam Raków sam w sobie ani ziębi, ani grzeje. Klub jak każdy inny. Natomiast sposób zarządzania tym klubem uważam za absolutny fenomen.
Jeżeli Papszun to diabeł, to jego Raków ciągle przyspieszał, a choćby w Lublinie choć Zbigniew Jakubas zatrudnił i „syna diabła” to jego Motor często pracował na biegu jałowym. Czy trenerzy wykorzystują potencjał, który jest obecnie i który mógłby jeszcze zdecydowanie rozwinąć Jakubas?
Albiceleste przykład z Twojego ogródka. Janusz Filipiak postawił zdecydowanie na Michała Probierza. Uczynił go Panem i Władcą. Poziom z którego Probierz startował był dużo wyższy od tego który otrzymał Papszun w Częstochowie. Kadra Probierza przerosła, ale na poziomie ligowym to dobry, solidny trener. Czy wykorzystał warunki jakie stworzył mu Janusz Filipiak?
Według mnie między Papszunem a Świerczewskim zagrała synergia, doskonale się uzupełnili i zaufali sobie. Tyle tylko, że to się skończyło, można pitolić bez końca z jakich powodów.
Czas pokaże i być może rozwiąże nasz „spór”. Zobaczymy jak Raków będzie sobie radził bez zamordysty vel pantoflarza i czy ten sam Dyktator w Warszawie sprosta wymaganiom i czy aby nie zamieni się w wykpiwanego „dyktatorka”.
Albiceleste niczego nie pokićkałeś, tylko o czymś zapomniałeś. Sentyment Papszuna nie miał wychodne, tylko przypomnij sobie kto w Legii zwalniał Runjaicza i kto wcześniej postawił veto przy pierwotnej próbie zatrudnienia Papszuna w stolicy? Nie była to aby ta sama osoba?
Gwoli prawdy historycznej:” Pod koniec listopada 2021 roku Legia opublikowała na swojej stronie wywiad z prezesem i właścicielem Dariuszem Mioduskim. Padło tam konkretne pytanie o zatrudnienie Papszuna. – Mogę potwierdzić, że chcemy się porozumieć ze szkoleniowcem i jego sztabem. Jeśli nie będzie możliwe zatrudnienie go zimą, to jesteśmy gotowi poczekać do końca sezonu – odpowiedział Mioduski. Od razu pojawiła się odpowiedź Rakowa, że to wątpliwe, by do takiego scenariusza doszło.
Forpocztą dla Papszuna miał być Paweł Tomczyk, który wszedł do struktur klubu. Przez kolejny miesiąc wiele się jednak przy Łazienkowskiej posypało. Gołębiewski odszedł, a po ratunek zwrócono się do Aleksandara Vukovicia. Zwolniono dyrektora sportowego Radosława Kucharskiego, którego zastąpił Jacek Zieliński. To jemu oddano kwestię wyboru trenera. Nagle sytuacja się zmieniła. Papszun przestał być priorytetem. Do gry wkroczył Vuković, a kolejnym kandydatem został Kosta Runjaic.” (TVP.sport.pl)
Przy okazji taka jeszcze ogólna refleksja. Mioduski stał za pomysłem sprowadzenia Papszuna do Legii już w 2021 roku. Temat był dograny, ale prezes i właściciel Legii pod wpływem powszechnej krytyki, jako ignorant i laik w tematach piłkarskich scedował swoje decyzyjne prerogatywy na eksperta i fachowca Jacka Zielińskiego. Tenże ekspert i fachowiec wypiął się na Papszuna postawił na Runjaicza, którego później w dziwnych okolicznościach zwolnił, żeby wybrać zdolniachę eksperckiego Feio. Zdolniacha ekspercki Goncalo utrącił swego promotora, przeorał pion sportowy z Mozyrką, następnie sprowadził między innymi bramkarza Kovacevica, wszystko, żeby pięknie zawalić sezon w Ekstraklasie. Nastał duet ekspertów i fachowców: dyrektorów podwójnych Żewłakowa z Bobicem. Ten pierwszy wziął pełną odpowiedzialność za zakontraktowanie eksperta i fachowca Iordanescu, na koncie drugiego jest uprowadzenie z Zabrza Colaka. Obaj fachowcy i eksperci kupli bilet do Warszawy za trzy miliony € Milecie Rajovicowi.
Po tym ciągu decyzji od 2021 roku ekspertów i fachowców wracamy w 2025 roku do pomysłu ignoranta i laika czyli do sprowadzenia Marka Papszuna!
Jeżeli pomysł nie wypali, ignorant i laik za swój pomysł i decyzję „sportową” po raz pierwszy od czterech lat zbierze zasłużone cięgi.
Kuźwa mać! Będę się smażył w piekle za tego „advocatusa diaboli” dla Miodka!
Mnie by jednak interesowało również coś innego - co trener Papszun może wnieść do Legii. Chodzi mi o wspomnienie angażu Berga i kryteria zatrudnienia pana Iordanescu. Otóż, w tym pierwszym wypadku, pamiętam ekscytację ówczesnych kierowników Legii tym, jaką Norweg urządził prezentację, jak dokładnie tłumaczył, jak sobie wyobraża grę Legii, co chce zostawić, co chce zmienić. I był zorientowany nie tylko w personaliach, ale i możliwościach ówczesnych zawodników. Słowem, były kryteria merytoryczne. Z drugiej strony - angaż Iordanescu. W rozmowie video dyrektora Żewłakowa z przedstawicielem portalu weszło, jedynym poruszonym wątkiem a propos zatrudnienia Rumuna na stanowisku trenera były czynniki osobowościowe. Że się dyrektor szybko porozumiał z kandydatem i przyszło to łatwo. Osobowość - wiadomo. Rzecz bardzo ważna, która musi zostać uwzględniona w takich sytuacjach. Ale, jednocześnie, taka, na której trudno poprzestać. O kryteriach boiskowych dyrektor Żewłakow niczego w tym video-wywiadzie nie wspomniał. Później, wyszły takie kwiatki, jak ten że pan Iordanescu był zdziwiony potrzebą przygotowania się do grania przeciwko konkretnemu rywalowi, wykonania analizy, jak również tym, że inne drużyny obserwowały grę Legii i przygotowywały sposób grania na mecz z Legią.
Mnie by ciekawiła ta strona boiskowa przyszłej pracy trenera Papszuna (o ile do tego dojdzie, bo jego przyjścia do nas nie uważam za przesądzone). Tutaj jestem umiarkowanym optymistą. Chodzi mi o tegoroczny mecz Raków - Legia wiosną w Częstochowie. Chyba pierwszy raz rywal zorganizował świadomie i rozmyślnie swoją grę ofensywną pod kątem wykorzystania słabości Vinagre’a. Był szybki i chaotyczny Otieno, który dążył do pojedynków indywidualnych z Vinagre’em. I to dało efekt. Tak nam strzelili na 1-0, wrzutka z naszej lewej po zaspaniu przez Portugalczyka po rzucie rożnym i gol głową. Więc to cenię u Papszuna i chciałbym, żeby tak pracował w Legii. Jednocześnie, chciałbym poznać więcej pomysłów boiskowych. Bo teraz z tym w Legii krucho.
Ta gra na Vinagre’a było jednocześnie innowacyjna. Legia była krótko po meczu ze Śląskiem Wrocław, w którym Vinagre zdobył bramkę i po którym Feio powiedział coś w stylu ‘Radzę się nacieszyć Vinagrem dopóki tutaj gra, bo to już długo nie potrwa’. Jednocześnie chciałbym, aby, jeśli Papszun będzie trenował Legię, oszczędził nam propagandy sukcesu w stylu takim jak właśnie przytoczona wypowiedź Feio.