W tym miejscu chcielibyśmy prowadzić naszą futbolową rozmowę "na aucie", czyli dyskusję w tematach, które nie zostały uwzględnione w artykułach w innych działach. Zachęcamy do udziału w naszym swoistym "klubie dyskusyjnym"!
Trybuna jest wolna dla każdego, każdy ma prawo się wypowiedzieć, zabrać głos w dowolnym piłkarskim temacie, w poważnym lub w żartobliwym, ironicznym tonie, obowiązuje freestyle tylko z jednym zastrzeżeniem. Niech poziom wypowiedzi, dyskusji przełamuje stereotyp piłkarskiego kibica jako zacietrzewionego półmózga, pieniacza uzewnętrzniającego swoje frustracje, wylewającego jad i napinającego się dla samej napinki.
Gdy trzeba, spierajmy się, polemizujmy, brońmy własnych poglądów, przekonań, ale zawsze...
TRZYMAJMY POZIOM!

to ja mam fantastyczne słoiki pełne dżemu od Mamusi (wszak moja mamusia po latach mieszkania w Warszawie, mieszka teraz na prowincji)
bardzo słodki, ale dobry... bez konserwatów
a my som warszawiaki
niby masz rację, zawsze było "warszawiak" (tak też się zwracali, jak człowiek się pojawił gdzieś "na prowincji
Mieliśmy. Dzięki
@ Senator
Czytałem tę dyskusję. Obie formy są poprawne, jedna jako uzus językowy. Możesz śmiało tytułować się "warszawiakiem".
@ Oley
Oby tych pozytywów było coraz więcej.
Za Skorżą byłem nawet po serii porażek na wiosnę zeszłego roku, tym bardziej obecnie, ale jednak mam nadzieję, że nie osiądzie na laurach. Do ideału, czy to z przyczyn mentalnych leżących w charakterystyce zawodników, czy taktycznych ulokowanych w realizacji boiskowych zadań, jednak jeszcze trochę brakuje
a tak btw "W tym miejscu chcilibyśmy prowadzi" czy gdzieś tu nie macie błędu w tekście ciut wyżej?
Ja tam mogę być Warszawianinem, też brzmi dumnie
Mi te drugie określenie zupełnie nie pasi . Warszawiak git klawo. Za tego warszawianina to bym chyba się ponieważ. Żeby była jasność jeśli przyjąć że Warszawiak to trzecie pokolenie to ja też jeszcze nim nie jestem ale już wolę być mieszkańcem Warszawy niż warszawianinem . Dla mnie tragedia.
@ Gawin
a nie jest tak, że w głowach zawodników siedzi, że są mecze, gdzie trzeba "gryźć trawę" (vide Spartak w Moskwie, albo Rapid w Bukareszcie), a są takie, gdzie "prędzej czy później i tak coś wpadnie" (ostatni weekend i ŁKS).
Zapewne to kwestia koncentracji i motywacji. Jesienią takie mecze przegrywaliśmy (PBB) bądź remisowaliśmy (Cracovia). W tej rundzie jest progres (ŁKS), zatem skupmy sie na pozytywach
Nie mam na myśli żadnych ekstremów w jedną czy drugą stronę, raczej pewien ogólny rys charakteryzujący obecną Legię, doskonale widoczny na przykład w meczach takich jak ten sobotni z ŁKS czy jesienny z Cracovią u siebie.
Być może związana z tym stanem rzeczy jest kwestia, że kierunek taki, aby 'usiąść' na przeciwniku i zamknąć go na jego połowie boiska może być dla Skorży zamknięty z uwagi nie niewielkie predyspozycje zawodników linii ofensywnych do prowadzenia zaangażowanej gry pressingiem czy rozbijania ataków przeciwnika we wczesnej fazie.
- "Natomiast przyznam szczerze, że gra Legii podoba mi się tak... średnio."
Mówisz o meczy z PSV, czy o meczu z Rapidem ? Widzisz ja generalnie bym się nawet z Tobą zgodził, gdyby nie przebłyski tego co w moim rozumieniu Skorża chce osiągnąć.
- "Gramy przede wszystkim za wolno, brakuje tempa w naszych atakach, za mała presja jest wywierana na przeciwniku."
Znów muszę zapytać o których meczach piszesz? Ja pamiętam Wisłę, pamiętam pierwszy z Cracovią, pamiętam mecze w pucharach. Tam już tak źle z tym tempem nie było. Natomiast zgodzę się z Tobą, że na razie mało tych lepszych spotkań po stronie naszych asów. Niemniej jednak coraz bardziej widać zamysł pana Macieja, coraz częściej zawodnikom udaje się zrealizować plany kreślone przez trenera przed meczem. Nie zawsze wychodzi, nie zawsze jest tak jak miało być. Uczą się jednak zarówno zawodnicy jak i trener. widać, że kierunek w którym to wszystko podąża jest naprawdę obiecujący.
Natomiast przyznam szczerze, że gra Legii podoba mi się tak... średnio. Gramy przede wszystkim za wolno, brakuje tempa w naszych atakach, za mała presja jest wywierana na przeciwniku.
Mam nadzieję, że Skorża nie osiągnął jeszcze szczytu swoich możliwości trenerskich.
Początek w Legii potwierdzał wszystkie zastrzeżenia. Z trybun widać było, że zespół skraca pole gry, ale w momencie straty piłki obrona w panice cofała się na własne pole karne wytwarzając lukę ze środkową linią, w której rywale robili co chcieli. W ataku powielane były nieudolnie schematy z Wisły: prawoskrzydłowy wchodzi do środka i otrzymuje piłkę od ofensywnego pomocnika i strzela. Tylko że Manu to nie Małecki i nie strzelał. Więcej błędów nie będę wymieniał. Wstyd i rozpacz.
Z czasem następowała poprawa w grze i szły za tym wyniki.
Skoncentrował się na PP i cel osiągnął. Zasadnicza poprawa nastąpiła latem ubiegłego roku. Moim zdaniem ma to bezpośredni związek z przyjściem do Legii Żewłakowa i Liuboji. Pierwszy kieruje grą obrony i ta obrona wie kiedy się cofać, a kiedy wyjść do przodu. Drugi jest jeszcze chyba ważniejszy, bo problemem Legii było podanie piłki do przodu. Zawodnicy posiadający piłkę zastanawiali się komu podać i przez ten czas zastanawiania się tracili piłkę. Teraz takich dylematów nie ma: wystarczy zamknąć oczy i kopnąć w kierunku Daniela.
Zasługą Skorży jest wkomponowanie ich w zespół i korzystanie ze stwarzanego przez nich wentylu bezpieczeństwa do wprowadzania młodych zawodników. Trener Skorża wykazuje ogromną odwagę w wymaganiu od zawodników prowadzenia ofensywnej gry oraz w stawianiu na młodzież. Widać ogromną poprawę w taktyce gry oraz indywidualnych umiejętnościach piłkarzy. I odniósł niewątpliwy sukces w LE.
Przestrzegam przed poważnym traktowaniem żartów nieżyjącego Janusza Atlasa i Pawła Zarzecznego, którzy mówili, że teściowa mogłaby trenować jeden z zespołów mających takich jak tam zawodników. Jak to trafnie formułuje Kazio Węgrzyn "dobrzy zawodnicy potrzebują jeszcze lepszego trenera". Trener Skorża jest niewątpliwie jednym z najlepszych naszych trenerów i co ważne osiągnął wynik sportowy.
Wszędzie w dużych klubach z aspiracjami takich się szanuje, bo jest ich mało. Moim zdaniem z naszych trenerów dorównuje mu tylko Jacek Zieliński I Franciszek Smuda. Odejście trenera Skorży byłoby znacznym osłabieniem Legii i poważnym wzmocnieniem konkurencji. Przecież w Lechu zatrudniono trenera tymczasowego oczekując na wieści z Warszawy. A trener Skorża wysłał czytelny sygnał, że chce pracować w Legii. Jest to człowiek ambitny i honorowy i niepodjęcie tego sygnału może oznaczać, że oto on powie: dziękuję. I nasi, pożal się Boże, włodarze znowu będą mieć pełne usta frazesów i zadowoleni z siebie będą mogli dalej urzędolić.
Na tym blogu niedawno dyskutowano, że władze Legii aktualne nie są jednak takie najgorsze. Ja na to przytoczę anegdotkę opowiedzianą mi przez właściciela niedużego rodzinnego sklepu, który postanowił powiedzieć żonie, aby wpłynęła pozytywnie na ich syna. Wywiązał się taki dialog: "Ten nasz syn wymaga poprawy, bo sam nie może znależć pracy, a jak pracuje w sklepie to jak pójdzie do ubikacji to już nie wraca. Podobnie jak pójdzie coś zjeść. Też gdzieś wsiąka. I stale ma jakieś ważne wydatki i na nie potrzebuje pieniędzy. Ty mężu chyba się na niego uwziąłeś. Powiedz: czy on ćpa? No nie. Czy się upija? Też nie. Czy kradnie? Nie. A może się łajdaczy? Również nie, To czego ty od niego chcesz, Faktycznie czego ja od niego chcę". No właśnie dlaczego ja się tych władz Legii czepiam. Przecież mogliby być gorsi.
Przedłużenie umowy ze Skorżą będzie dla nich papierkiem lakmusowym. W przeciwnym wypadku będą to niepoważni ludzie, którzy nie potrafią podjąć żadnych poważnych decyzji.
Trener odchodzi albo po wypełnieniu kontraktu i nie przedłużeniu go czy to z własnej woli czy z woli pracodawcy lub kiedy ewidentnie widać że drużyna dryfuje ku niższej lidze.W naszym przypadku chęć Skorży do pozostania jest sygnały o chęci przedłużenia kontraktu ze strony zarządu są a drużyna prze do przodu a nie do tyłu więc po co zmiana?
Odpowiadając na Twoje pytanie: dobrze.
Po pierwsze dlatego, że IMO obecnie nie ma powodów do rezygnowania ze Skorży. Nie to żeby był trenerem - ideałem, ale niewątpliwie w ciągu 2 lat mamy znaczący postęp w jakości gry oraz wynikach. Czemu nie przekonać się czy ten trend da radę się utrzymać (oczywiście zależny jest też od innych kwestii)?
Po drugie - Skorża nie jest trenerem tanim, co więcej w miarę odważnie mówi o potrzebie wzmocnień (nie w tej chwili ale ogólnie). Czyli, jeśli planują z nim przedłużyć współpracę to może nie zamierzają też zupełnie rozwalić drużyny żeby tylko wyciągnąć ile się da (mam przynajmniej taką nadzieję).
Po trzecie (te argument najsłabszy) - kto po Skorży? Odpadł już Probierz (nie wierzę, żeby go zwolnili do lata z Wisły), który zresztą też nie jest moim wymarzonym kandydatem. Z głośniejszych polskich nazwisk wolny jest Michniewicz (nie chcę) i pewnie będzie Zieliński
To by oznaczało kontynuację dotychczasowej pacy z zespołem, kontynuację stylu oraz wizji rozwoju drużyny. Jeśli faktycznie wystarczy zakwalifikowanie się do pucharów to wygląda na to, że jest to bardzo ale to bardzo blisko takiego scenariusza. Co Wy na to Panowie? Jak widzicie tą sytuację? To dobrze, czy źle dla naszej Legii?
Tak to już jest i ja bym tego nie zmieniał.
Pamiętać przy tym trzeba, że Legia na 5 spotkań wiosną dwa zagrała dobrze (Śląsk i Sporting dom - jakże różnie jednak te mecze się ułożyły), jeden przeciętnie (Sporting wyjazd) jeden słabo (ŁKS) i jeden bardzo słabo (Górnik). Tak więc ja nie spodziewam się wielu świetnych spotkań, bo nie ma ku temu przesłanek (jesienią też było sinusoida) - a poza tym w tej chwili liczą się tylko punkty.
Wszyscy, także Legioniści, muszą mieć świadomość, że na szczęście te czasy kiedy się w Totku trafiało 13 i dostawało się zwrot stawki już należą do przeszłości. Ja wcale nie tęsknię za sytuacją w której przed meczem można było spokojnie typować wynik bo wiadomo było kto o co i za co gra. Przypominam,ze Legia w tej niby grze nie wypadała najlepiej. Dlatego zadziwiają mnie ci, którzy wywalczenie zwycięstwa traktują wręcz jak porażkę. Przypominam: Legia wygrała z ŁKS. Z krytyki można wnosić, że ten mecz przegraliśmy i to wysoko, a zawodnicy grali piach.
Jesteśmy faworytami rozgrywek i musimy mieć świadomość, że nikt nam punktów nie odda za darmo. Sytuacja w tabeli jest korzystna bowiem rywale tracą punkty wskutek popełnionych przez siebie błędów, a nie wskutek siły rywali. Aktualną kiepską ich grę trzeba wykorzystać. O Polonii już napisałem. Natomiast Śląsk jest nadal nieprzygotowany szybkościowo. Jest niewielka poprawa od meczu z nami, ale przy szybkich kontrach Widzewa nie nadążali. Także przy walce o piłkę byli spóżnieni co "nadrabiali" brutalną grą. Trener Lenczyk wrócił do systemu przynoszącego punkty, ale brzydkiego i nie dającego szans w europejskich pucharach. Gdyby Śląsk z taką grą znalazł się w pucharach byłaby to tylko strata miejsca. Jednak liczę, ze Wisła, Lech czy Polonia wreszcie się obudzą i zaczną walczyć.
Dziś każda z tych drużyn ma wewnętrzne problemy i sami dla siebie są największymi rywalami. Oby tak nie było w Legii. Pora, aby przedłużyć umowę z trenerem Skorżą, Żewłakowem i Ljuboją. Czas ustabilizować sytuację, a nie prowokować kolejnych zbędnych konfliktów. W Legii potrzebna jest koncentracja na najważniejszych celach, a nie na sprawach istotnych, ale jednak drugorzędnych. Casus Małeckiego niech będzie nauczką dla włodarzy Legii i niech pamiętają, że jak oni stracą pracę to nikt ich nie będzie chciał. Odwrotnie niż trenera Skorży.
Punkty tracą wszyscy, wszyscy się męczą.
Zaryzykowałbym twierdzenie, że wygranie pozostałych do końca meczów na własnym boisku wystarczy nam do mistrzostwa, inna sprawa na ile to realne.
Nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale jednak w tym momencie jesteśmy faworytem tych rozgrywek.
Dobrze że Śląsk nie odbudował się 'z marszu' od razu po meczu z nami i nie wskoczył na ten swój tor kolejnych zwycięstw.
W tym kontekście nasze 'brzydkie' zwycięstwo nad ŁKS-em jest po prostu bezcenne.
A postawę Śląska proponuję potraktować jako groźne memento. Mamy pięć punktów przewagi nad ekipą z Konwiktorskiej. Śląsk dwa tygodnie temu też miał pięć punktów przewagi nad nami. No to właśnie go wyprzedziliśmy.