Logo

Arahja

Tadeusz Ross mawiał kiedyś w swoich skeczach, że "Polska to jest bardzo ciekawa kraj". Nie ona jedna. Weźmy taki na przykład Cypr, z którego wywodził się ostatni w tym sezonie europejski rywal Legii. Zespół nazywa się Apollon Limassol, ale nie gra w Limassol, tylko w Nikozji (przynajmniej w meczach pucharowych). To zresztą i tak stosunkowo niewiele - jeden z najbardziej utytułowanych krajowych rywali Apollonu, Anorthosis Famagusta, nie rozegrał meczu "u siebie" od blisko czterdziestu lat, a jego stadion od 1974 roku popada w ruinę. To wtedy doszło do tureckiej inwazji, która trwale podzieliła Wyspę Afrodyty na dwie co najwyżej tolerujące się części.

Podczas wizyty na Cyprze trudno nie odczuwać piętna, jaka historia - zarówno starożytna jak i najnowsza - wywarła na tym wyspiarskim kraju. Odchodząc na chwilę od spraw futbolowych, warto pamiętać o burzliwych losach śródziemnomorskiej wysepki, którą władali kolejno Grecy, Asyryjczycy, Egipcjanie, Persowie, Hellenowie, Rzymianie, Bizantyjczycy, frankijscy krzyżowcy (to oni, nie potrafiąc wymówić nazwy stolicy - Lefkosii - przemianowali ją na znaną nam Nikozję), Wenecjanie, Turcy Osmańscy i Brytyjczycy. Bogactwo dziejów tego spalonego słońcem spłachetka lądu widać choćby w miejscowej architekturze sakralnej. Mamy tu przykładowo frankijską katedrę św. Zofii, przerobioną przez Osmanów na meczet sułtana Selima, XVI-wiecznego zdobywcy wyspy, nad którym dziś dumnie powiewają flagi Turcji i teoretycznie nieuznawanej przez społeczność międzynarodową Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Mamy jedno z najświętszych miejsc islamu, meczet Umm Haram, wzniesiony na brzegach słonego jeziora w pobliżu Larnaki - w miejscu, w którym miała zginąć mamka samego Mahometa. Mamy wreszcie kościół św. Łazarza, w którym po drugim zgonie spoczęły doczesne szczątki tego bodaj najsłynniejszego w dziejach wskrzeszeńca.

Osmański przepis na zmianę tożsamości kulturowej: katedra + minaret = meczet.

Trzeba przyznać, że osiołek niosący Umm Haram w jej ostatnią podróż potknął się w malowniczym miejscu.

Widok na kryptę, w której w latach 70-tych odnaleziono szczątki Łazarza.

Nie mniej "ciekawa" (w myśl chińskiego przekleństwa "obyś żył w ciekawych czasach") była dla Cypryjczyków historia najnowsza. Miejscowa ludność wywalczyła sobie niepodległość w krwawych latach 50-tych, by już kilkanaście lat później na skutek wspomnianej wyżej inwazji tureckiej utracić kontrolę nad sporą częścią wyspy. Wielu ludzi te dość abstrakcyjne dla nas "straty" odczuło dość bezpośrednio. W samolocie poznaliśmy przykładowo miłego starszego pana, fana wspomnianego już Anorthosisu. W 1974 roku musiał uciekać przed armią turecką, nowy etap życia rozpoczął tylko z tym, co miał na sobie. Do swojego domu, regionu ojczystego, na Północ, nie wrócił nigdy, choć przecież od 2003 roku wystarczy do tego paszport i 5 minut formalności na przejściu granicznym. Zadra w sercu jednak pozostała i nie pozwala. Inny, tym razem poznany w Larnace, opowiadał, jak uciekający z Północy Cypryjczycy musieli zajmować domy pozostawione na Południu przez ewakuujące się rodziny tureckie. Problem w tym, że Cypryjczyków uciekało więcej i nie każda rodzina miała się gdzie podziać...

W takich to okolicznościach narodził się Cypr dzisiejszy, z jego dychotomią społeczną, polityczną i gospodarczą, z jego Nikozją - "ostatnią podzieloną stolicą", z jego knajpkami o wystroju jednoznacznie wskazującym na skojarzenia z Berlinem Zachodnim. Z narzucającymi się automatycznie asocjacjami do tekstu jednego z największych przebojów Kultu, którego tytuł pozwoliłem sobie bezczelnie przywłaszczyć na potrzeby tego wpisu. Podpisy pod zdjęciami poniżej to również fragmenty tego utworu.

Mój dom murem podzielony / Podzielone murem schody

Potężne wrażenie robi spacer po nikozyjskim starym mieście, z jego obsadzoną żołnierzami ONZ-u strefą zdemilitaryzowaną, z rozpadającymi się, od blisko 40 lat niezamieszkanymi budynkami, które zawiniły tylko tyle, że postawiono je w miejscu, w którym brytyjski generał wyrysował na mapie arbitralną linię podziału między częścią turecką a cypryjską, do dziś określaną mianem "Zielonej Linii". Na samej granicy stoi na przykład katolicki kościół św. Krzyża, którego tylne wrota wychodzą już na część turecką, więc muszą pozostać trwale zamknięte.

Moja ulica murem podzielona

Świeci neonami prawa strona

Lewa strona cała wygaszona

Im dłużej jednak chodziłem po "ostatniej podzielonej stolicy", im więcej budynków poznaczonych kulami wystrzelonymi niemal 40 lat temu mijałem, im więcej historii ludzi żyjących tam wtedy poznawałem, tym częściej moje myśli zwracały się ku analogiom z Legią, ze stadionem przy ulicy Łazienkowskiej. Z naszym własnym "domem", paradoksalnie nie aż tak znacząco mniej podzielonym od tego cypryjskiego. Czyż do kibiców Legii nie pasują kolejne słowa "Arahji" Kultu?

Moje ciało murem podzielone / Głowy równa część na każdą stronę

Mniejsze lub większe "kwasy" na trybunach zdarzały się zapewne tak dawno, jak sięga pamięć najstarszych kibiców. Z mojej perspektywy, siłą rzeczy dalece mniej dalekosiężnej, proces fragmentacji fanów uległ zdecydowanemu przyśpieszeniu w okresie protestu, kiedy to obie jego strony - zarówno podchodzące coraz bardziej restrykcyjnie do bywalców trybun władze klubu, jak i sięgający po coraz dalej idące (z przemocą fizyczną włącznie) środki podkreślenia swojej odrębności protestujący - wydawały się robić wszystko, żeby wznieść na Legii mur, którego nie da się potem przeskoczyć. Dziś, kiedy za sprawą nowego rozdania w legijnych gabinetach wrócono do jakże potrzebnego w stosunkach międzyludzkich dialogu, kiedy otwarto wreszcie ludziom przejścia na drugą stronę muru, wielu wciąż nie chce lub nie potrafi z nich skorzystać. Tak jak opisywany wyżej kibic Anorthosisu z jego zadrą w sercu.

Warto przynajmniej pomyśleć o umniejszaniu wewnętrznych podziałów. Nie chcemy chyba zorientować się jak wiele nas łączyło dopiero wtedy, kiedy ktoś z zewnątrz rozdzieli nas na stałe, trwale przepoławiając nasz dom murem albo arbitralnie poprowadzoną po mapie Zieloną Linią... Właśnie refleksji i przynajmniej zatrzymania postępującego podziału bywalców trybun przy Łazienkowskiej życzę w nowym roku wszystkim czytelnikom Czarnej-eLki i każdemu, komu na sercu leży dobro naszego klubu.

Dyskusja (5)
1wtorek, 31, grudzień 2013 20:22
AdamJ
Wzruszające. Piękne. Wzniosłe. Szlachetne.

A mogę wyjechać z liścia któremuś z Prawdziwych? Wtedy rachunek się wyrówna i będziemy mogli się pojednać i sobie wybaczyć. Dla dobra naszego klubu.
2środa, 01, styczeń 2014 11:49
iocosus
Adam, mnie jacyś degeneraci w niebieskich mundurkach chcący odreagować i się wyżyć zrobili śliwkę z pleców, teraz nawet od kumpla słyszę, że dokonałem być może złych wyborów, poszedłem nie na tą trybunę co trzeba, on na Ł3 guza nie szukał i nie dostał, teraz Tobie powinien napisać podobnie, jeżeli nie stosowałby filozofii Kalego, ja się w tej materii z moim kumplem nie zgadzam, z degeneratami jednać się i wybaczać im cokolwiek nie zamierzam, ale tak jak na c-L już pisałem, mam obecnie dwóch kumpli pracujących w policji, a całą tą formację postrzegam mimo wszystko inaczej niż w latach ’80, początku ’90. Co nie znaczy, że wierzę, że patologii tam już nie uświadczysz, nie tak dobrze to nie ma, na to również zwracałem uwagę.

Już w XXI wieku, kilka lat temu, trzydziestoparoletniego faceta, z którym pracowałem w jednej firmie, w podmiejskim pociągu, grupka „szalikowców” z legijnym śpiewem na ustach, skatowała do tego stopnia, że Gołota, Włodarczyk, Adamek po swoich najcięższych walkach wyglądali w zestawieniu z nim jak amanci. Ten znajomy był i jest kibicem Legii, oberwał bo krzywo się spojrzał lub poprosił, żeby troszkę kulturalniej się w pociągu przy innych pasażerach zachowywali.

Z degeneratami, zwyrodnialcami nie ma sensu się jednać, cokolwiek im wybaczać, jakoś jestem przekonany, że oni ani pojednania, ani jakiegokolwiek wybaczania nie oczekują, mają to w dupie. Natomiast z każdym z Żylety, który chce ze mną pogadać uważam, że należy rozmawiać, dlatego na c-L jest kilka osób z „piknikowego grona”, które w 2010 roku na kibicowskie spotkanie na Marszałkowskiej się wybrały, nie mam wątpliwości, że uczyniły słusznie.

Należy gadać, prezentować to jak jest rozumiana istota kibicowania, gdzie są różnice i czy są faktycznie nie do przeskoczenia, co jest akceptowalne, a co nie, starać się szukać wyjaśnienia motywów postępowania, nie dlatego, żebyśmy sobie pusto deklarowali pax vobiscum lub salem malejkum na Ł3, ale, żeby choćby patologie wszelkiej maści degeneratów, specjalistów od „masażu twarzy” właśnie nie miały miejsca, żeby taki rodzaj postępowania w kibicowskich szeregach nie był tolerowany, w jakiś tam sposób sprawiał wrażenie aprobowanej metody „perswazji”.

To nie jest jedna dyskusja, gadka szmatka, tego się nie załatwi ani w kilka miesięcy, ani nawet w przeciągu kilku lat, co nie znaczy, że nie należy próbować.

***

Garm nakłaniał do refleksji, zatem zagadka, o czym traktuje fragment pewnego wiersza?

Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ile dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.

Od siebie, obyśmy nie ulegali temu o czym mowa, w każdej sferze naszego żywota, nie przeistaczajmy się w snajperów.

Kto odgadł niech się nie puszy błyskotliwością umysłu, a zaduma, dla innych, rozwiązanie zagadki w innym miejscu na czarnej elce wkrótce nastąpi. Wink

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
3środa, 01, styczeń 2014 16:17
a-c10
Abstrahując od tematów kibicowskich: jak to fajnie wiedzieć, że są tacy, którzy jeżdżą na Cypr nie tylko po to, by wrócić z ciemniejszą karnacjąSmile
4sobota, 04, styczeń 2014 16:08
gawin76
Wyborna lektura Garmie. Szacunek i podziękowania. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie podróżnicza wena Cię nie opuści Wink

Z kilkudniowym opóźnieniem, przyłączam się do życzeń noworocznych dla wszystkich czytelników czarnej-eLki.

Natomiast w kwestii naszych wewnętrznych podziałów, cóż, pozostaje mi w pełni podpisać się pod końcowym przesłaniem...
5sobota, 04, styczeń 2014 16:22
Monrooe
Ja mam z tekstami Garma niemały problem, nie mogę ich czytać nieprzygotowany, na szybko. Muszę mieć chwilę, odetchnąć, usiąść i pogrążyć się w lekturze. Miły to problem, dziękuję, oby więcej takich gościło na łamach c-eL.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.