Logo

Zagadkowa Legia

Nie jest łatwo zrozumieć grę Legii wiosną tego roku. Z jednej strony powiększamy przewagę nad konkurencją, nie przegrywamy meczów (przynajmniej nie na boisku), stwarzamy wiele sytuacji strzeleckich. Z drugiej strony drużynie zdarzają się zastanawiające przestoje, a po drugiej połowie meczu Lechem Poznań odczuwamy niepokój, by nie rzec – niesmak.

Powtarzamy twierdzenie banalne i oczywiste zarazem, że za wcześnie jeszcze na ocenę efektów pracy Henninga Berga w Legii. Pierwszą rzeczywistą weryfikacją dla norweskiego szkoleniowca będzie tabela ekstraklasy na koniec sezonu 2013/14, drugą – letnie występy Legii w rundach kwalifikacyjnych europejskich pucharów. A jednak, pamiętając o powyższych zastrzeżeniach, już dziś rzuca się w oczy, że wiosenna Legia bardzo różni się od jesiennej.

Legia trenera Jana Urbana stawiała na posiadanie piłki, na staranne rozegranie w środku pola. Miało to ten walor, że uzyskiwaliśmy zdecydowaną przewagę pozycyjną nad ligowymi konkurentami, wielokrotnie demonstrując na boisku totalną dominację. Problemem był natomiast brak alternatywy dla takiego stylu gry oraz kontry, na które nadziewaliśmy się po stratach w środku pola.

Legia trenera Berga atakuje zupełnie inaczej. Po niezbyt udanych próbach z klasyczną 'dziewiątką' (najpierw Dwaliszwili, potem Orlando Sa) Norweg postawił na grę dwoma ruchliwymi zawodnikami, którzy poruszają się między drugą linią a polem karnym przeciwnika (Radović, Duda). Legia przygotowująca się do ataku pozycyjnego wygląda obecnie mniej więcej tak:

Niemal zupełnie odpuszczamy środek pola, a większość sił rzucamy na skrzydła. Ogromną rolę odgrywają boczni obrońcy, którzy często są adresatami pierwszej piłki inicjującej atak. Przypomnijmy sobie bramkę na 1:0 z Wisłą, krzyżowe podanie od Dossy Juniora do Łukasza Brozia, który natychmiast odegrał do Michała Żyro, ten z kolei wypatrzył wbiegającego w pole karne Miro Radovicia. Z Lechem autorem kluczowego podania był Tomasz Brzyski, który w porę dostrzegł ruszającego w stronę pola karnego Lecha Tomasza Jodłowca.

Warto odnotować, że takie ustawienie naszego zespołu zmniejsza ryzyko niebezpiecznych strat, nawet w przypadku przejęcia piłki przez przeciwnika we wczesnej fazie zawiązania ataku przez Legię zwykle mamy jeszcze przynajmniej trzech zawodników broniących dostępu do bramki Dusana Kuciaka.

Nasuwa się pytanie do jakiego stopnia Henning Berg jest zadowolony z takiego ustawienia Legii i jaką mamy alternatywę w sytuacji, gdy wypadną Duda bądź Radović. Czy będzie nią powrót do ustawienia z 'dziewiątką', zadaniem której będzie ściąganie długich piłek i odegranie do podłączających się do ataku kolegów (Dwaliszwili z Koroną i Sa z pierwszej połowy meczu z Jagiellonią), czy nasi napastnicy będą wtłoczeni w styl gry preferowany przez obecny duet atakujących, czyli oparty na wymienności podań, pozycji i szukaniu sobie miejsca przed polem karnym.

Jest to kwestia istotna, zwłaszcza że kadra Legii nie jest z gumy, budżet zresztą również. W tej chwili mamy już w drużynie Helio Pinto, który nie jest tani w utrzymaniu, który dysponuje nietuzinkowymi umiejętnościami technicznymi i doświadczeniem wyniesionym z gry w europejskich pucharach, a jednak – nie ma dla niego miejsca w Legii opartej na grze pomijającej rozegranie przez środek pola. Pinto czy Daniel Łukasik zapewne lepiej niż Ivica Vrdoljak sprawdziliby się w roli zawodnika, który wchodzi między środkowych obrońców, rozpoczynając atak pozycyjny Legii, ale Portugalczyk nie jest w stanie tak ciężko pracować w defensywie, rozbijając ataki przeciwnika i podchodząc do pressingu.

Czy taki los spotka również Dwaliszwilego i Orlando Sa, a naszymi celami transferowymi w letnim okienku staną się napastnicy (ofensywni pomocnicy) ruchliwi, dobrze odnajdujący się w grze kombinacyjnej?

Bodaj największą zagadką związaną z wiosenną postawą Legii jest jednak kwestia drugich połów.

Czy w Legii zawodzi przygotowanie fizyczne, a organizmy zawodników po intensywnych pierwszych połowach meczów źle reagują na kilkunastominutową przerwę i nie są w stanie od razu wejść na odpowiednio wysokie obroty? Warto przy tym pamiętać, że końcówki tych nieudanych drugich połów są stosunkowo najlepsze (Śląsk, Wisła, Piast, nawet Lech).

Czy zejście na przerwę powoduje w piłkarzach spadek pobudzenia i motywacji, których nie są w stanie odbudować na drugą połowę, innymi słowy – czy jest to problem mentalny?

Wreszcie, czy w przypadku drugich połów z Wisłą i Lechem mieliśmy do czynienia z zamierzonym działaniem taktycznym? Szukając zrozumienia gry Legii w tych meczach, zwłaszcza w przypadku pojedynku z Lechem, widać było niemal zupełne odstąpienie od gry wysokim pressingiem i zatrzymanie bocznych obrońców na ich wyjściowych pozycjach, co w zamierzeniu miało zapewne ograniczyć ryzyko nadziewania się na kontry wyprowadzane skrzydłami.

Czy to oznacza, że Legia przygotowuje się już dziś do gry w Europie, do stawiania czoła przeciwnikom dysponującym wyższymi umiejętnościami technicznymi, do obrony korzystnych remisów i z trudem wypracowanej bramkowej przewagi?

Nie można tego wykluczyć, wtedy pojawiają się jednak kolejne zagadki. Dlaczego lewym obrońcą Legii jest Tomasz Brzyski (i nie ma dla niego żadnej alternatywy), skoro nie od dziś wiadomo, że 'Brzytwa' zyskuje gdy zespół gra ofensywnie, traci natomiast gdy jest skazany na rolę obrońcy o nastawieniu wyłącznie defensywnym? Dlaczego, co bodaj jeszcze dziwniejsze, Legia cofająca się na własną połowę, nie rzuca do gry napastnika wyższego i silniejszego niż Duda i Rado, takiego, który mógłby przetrzymać piłkę. W meczu z Lechem efekt 'ciśnięcia' Legii przez Lecha brał się z tego, że zawstydzająco szybko traciliśmy piłkę na rzecz lechitów. Nie mieliśmy na boisku piłkarzy, którzy byliby w stanie przetrzymać futbolówkę przy przewadze liczebnej przeciwnika i szybkim doskoku obrońców następującym w momencie zagrania długiej piłki.

Wygląda na to, że wiosną zawodnicy uczyć się będą realizacji założeń taktycznych trenera Berga, trener Berg będzie się uczył faktycznych możliwości swoich zawodników, a my wszyscy – będziemy uczyć się nowej Legii.

Dyskusja (5)
1poniedziałek, 31, marzec 2014 12:15
Senator
Wreszcie, nie można wykluczyć, że w przypadku drugich połów z Wisłą i Lechem mieliśmy do czynienia z zamierzonym działaniem taktycznym

Czy to oznacza, że Legia przygotowuje się już dziś do gry w Europie, do stawiania czoła przeciwnikom dysponującym wyższymi umiejętnościami technicznymi, do obrony korzystnych remisów i z trudem wypracowanej bramkowej przewagi?

Mam nadzieję ,że nie . O ile siła rażenia większości naszych ligowych drużyn jest jaka jest o tyle w Europie silniejsze drużyny z obrońcami typu Brzyski szybko taką postawę Legii wykorzystają.

Zgoda co do różnic. U Berga nie ma pykania przez 10 minut ja do ciebie ty do mnie, tylko szybkie przeniesienie gry w pole karne przeciwnika.
Raz dwa trzy i mamy być już w okolicach pola karnego.
2poniedziałek, 31, marzec 2014 12:43
corazstarszy
@Gawin
Warto przy tym pamiętać, że końcówki tych nieudanych drugich połów są stosunkowo najlepsze (Śląsk, Wisła, Piast, nawet Lech).

Także na to zwróciłem uwagę. W tej ogólnej mizerii w 2. połowie w sobotę, było to 10 minut, które wyglądało w miarę w miarę. To było ostatnie 10 minut meczu, gdy wreszcie Legia trochę się utrzymywała przy piłce, umiała odsunąć się na trochę dłużej spod własnego pola karnego. To zagadkowe. Gdyby chodziło o sprawy czysto fizyczne, to w tych absolutnych końcówkach też byśmy człapali.
Też w tych 2. połowach zacząłem tęsknić za kimś takim jak Vuko. On umiał uspokoić grę i spowodować, gdy była potrzeba, że trochę dłużej byliśmy przy piłce. Rzeczywiście, trudno dziś sobie wyobrazić Helio w podobnej roli.
Czy to już przygotowanie do rozgrywek międzynarodowych? Jeśli tak, to jest pan Berg naprawdę bardzo dalekowzroczny.
Tutaj się pojawia słuszna uwaga, że Legia późnego Urbana była całkowicie uzależniona od jednego sposobu gry. Ale teraz też nie ma jasności pod tym względem. Czy bylibyśmy w stanie grać inaczej niż w ostatnich czterech meczach, które były do siebie dosyć podobne? Np. czy bylibyśmy w stanie zagrać umiejętnie, czyli bezpiecznie, na utrzymanie wyniku, jak np. rewanż z Gaziantepem? Bo na razie tak pilnujemy wyniku, że trzeba być wielkim optymistą, aby w trakcie meczu pokładać nadzieję w to, że dopilnujemy.
Tak jak w tytule 'zagadkowa Legia'.
3poniedziałek, 31, marzec 2014 13:09
gawin76
@ corazstarszy

Bo na razie tak pilnujemy wyniku, że trzeba być wielkim optymistą, aby w trakcie meczu pokładać nadzieję w to, że dopilnujemy.

Trafne Smile

Natomiast przypomina mi się to co mówił Nawałka bodaj po naszym meczu z Górnikiem, że polskie drużyny często mają problem z grą tzw. głębokim pressingiem, tzn. nie są w stanie dobrze bronić na własnej połowie. Póki są siły, można biegać po całym boisku, ale w pewnym momencie trzeba stanąć na własnej połowie.

Też Surma w L+ Ekstra zwracał na to wczoraj uwagę, że on by pressingiem nie wyszedł do takich np. Hiszpanów, bo za chwilę musiałby gnać 40 metrów do tyłu Wink

Oczywiście Lech to nie Hiszpanie, ale powraca wątpliwość, czy ludzie Rumaka naprawdę byliby w stanie tak nas zdominować, gdybyśmy sami im na to nie pozwolili (a może raczej - zachęcili).
4poniedziałek, 31, marzec 2014 14:56
Monrooe
Spostrzeżenia Gawina jak najbardziej słuszne. Jednak ja, jak to ja, dorzucę swoje trzy grosze. Mnie się wydaje, że słabsze drugie połowy to nie koniecznie kwestia przygotowania fizycznego (słabszej wytrzymałości). Moim zdaniem Legia, a raczej legioniści grając zgodnie z założeniami trenera Berga biegają dużo więcej od rywali. Wiele swoich niedociągnięć, mankamentów i "zwykłych" baboli nadrabiając dodatkowymi sprintami. Nie oglądałem drugi raz Lecha (dramat z dostępnym wolnym czasem), ale z trybun miałem wrażenie, że piłkarze gości poza ofensywnymi zrywami angażowali dużo mniej sił. A my wciąż zmiany pozycji, wychodzenie na nie, sprinty do przodu, sprinty do rywala (pressing), czasem w moim odbiorze zupełnie niepotrzebnie, ale zgodne z założeniami sztabu trenerskiego. Widać coraz wyraźniej wypracowywane na treningach schematy zachowań, jednak wciąż wyglądamy jakbyśmy się uczyli.

Te drugie połowy wyglądają tak jakbyśmy nie wierzyli, że zdołamy taką intensywność z pierwszej części gry utrzymać. Oddajemy pole rywalom, niech Oni poszaleją, niech Oni stracą nieco sił. My czekamy na kontrę. Tyle, że nie bardzo jest co (lub kogo, jak kto woli) kontrować. Nikt za bardzo się nie kwapi by zapuścić się pod nasze pole karne we frontalnym ataku. Dla mnie wygląda to tak... jakbyśmy nie byli w stanie zrealizować założeń jakie sobie przyjęliśmy. Po jakimś czasie wracamy do "standardu". Choć już nie tak ochoczy do walki i tego ruchu jaki wykonujemy w pierwszej połowie. Jakby odpowiedzialność za wynik deprymowała nas zdecydowanie bardziej. No cóż, w sumie nie ma co się dziwić, wynik w sporcie ważna rzecz. Odnoszę jednak wrażenie, że z coraz większym zaufaniem podchodzimy do kolejnych spotkań i jeśli utrzymamy dotychczasowy kierunek to zaczniemy rozgrywać dwie równe połowy. A wtedy....
5wtorek, 01, kwiecień 2014 20:00
Zbyszek
Gawin zgrabnie wyrysował to co przed meczem z Lechem napisałem, że w ofensywie mamy ustawienie taranowe. Nie chciałem z grzeczności pisać co to oznacza. Niestety cofamy się w stosowaniu rozwiązań taktycznych. Nie szukając daleko idących przykładów można powiedzieć, że na najwyższym stopniu rozwoju taktycznego stoi atak pozycyjny. Ustawienie krańcowe wygląda jak rogal odwrócony końcami w kierunku linii końcowych rywala. Daje różne możliwości rozbicia szyków obronnych, zmusza rywali do zwielokrotnionego biegania i przez to ich osłabia, nie daje im wielu szans na szybki atak i często wymusza popełnianie błędów przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy, a co najmniej przejęcie piłki po jej wybiciu na oślep. Powoduje, że zespół traci mało bramek, ale też przy kiepskim przygotowaniu w zakresie wytrzymałości szybkościowej mało tych bramek zdobywa. Tak starał się grać zespół prowadzony przez Macieja Skorżę. Przy czym tracąc najmniej bramek /przypomnijmy 7 przez całą rundę/ nie był w stanie przejść do tego ataku jednym ciągiem od własnej strefy obronnej, tylko przerzutami piłki co powodowało, że nacisk ataku pozycyjnego na przeciwnika nie miał waloru ciągłości.

Bardziej ostrożnościowy jest wariant zrównoważony. Zespół w ofensywie w jej rozwiniętym stadium ustawiony jest poziomo do linii końcowej boiska. Rozwija się jak walec poprzez system wielu podań od własnej połowy. Powoduje to skutki zbliżone do ataku pozycyjnego, ale daje rywalom większe możliwości rozwinięcia szybkiego ataku poprzez bocznych obrońców dublujących skrzydłowych. Tak grała Legia za trenera Urbana. Niestety niedostatki techniczne większości zawodników /odskakująca piłka przy jej przyjmowaniu/ skutkowały tym, że rywale często odbierali nam piłkę na naszej połowie, a ponieważ te straty były w fazie ich ataku, to oni mając kilku niewycofanych zawodników skutecznie takie błędy wykorzystywali. Niemniej w kraju żadnemu rywalowi nie pozwoliliśmy na bezkarne stosowanie jego taktyki i na narzucaniu nam jego sposobu gry.

I teraz mamy rogala odwróconego w naszą stronę co jest charakterystyczne dla drużyn grających szybkim atakiem. Tu liczy się szybkość indywidualna i szybkość zagrań. Do tego potrzebni są zawodnicy o wysokim zaawansowaniu technicznym, aby kierować piłkę tam gdzie chcą. Tą drogą idzie trener Berg. Dlatego stawia na zawodników zagranicznych niestety lepiej wyszkolonych technicznie od naszych. Tylko, że zespół tak grający przeciwko rywalowi potrafiącemu grać atak pozycyjny jest bezradny i ma szanse na sukces na zasadzie przypadku czyli, że rywal nie wykorzysta sytuacji bramkowych. Taką sytuację mieliśmy w meczu Lechem. Wszyscy, którzy piszą o dyskomforcie w drugiej połowie sami tego doświadczyli. W ostatnich latach tylko zespół Eindhoven tak nas zdominował. I to nie jest sprawa motoryki, ale taktyki. Nasi zawodnicy w meczu z Lechem zarówno w pierwszej jak i drugiej połowie wybiegali więcej kilometrów niż Lech. Tak jakby nasi zawodnicy byli technicznymi analfabetami. Zostają sprowadzeni do roli biegaczy i walczaków. W najlepszych ligach najlepsze zespoły biegają o 15-20% mniej niż nasi. Kiedyś Werner Liczka dziś szef czeskich trenerów powiedział po kilku latach bytności w Polsce, że naszym największym mankamentem co ogranicza nasze możliwości zaistnienia w Europie jest nadmierne bieganie nie mające wiele wspólnego z realizowaniem założeń taktycznych.

Oczywiście najwięcej zależy od skutecznej taktyki i możliwości realizacyjnych przez zawodników. Dlatego na przykład taki Brzyski jak powiada, że nie ma możliwości pełnego realizowania się w ataku to świadczy, że ma blade pojęcie o taktyce. To różni sprawozdawcy pamiętający stare czasy bredzą, że ten boczny to ma iść do przodu. W najlepszym meczu jaki rozegrał Bayern na boisku Barcelony w półfinale LM wiosną 2013 roku boczni obrońcy przez 90 minut nie przekroczyli swojej połowy boiska. Tylko, że taktyka musi służyć drużynie. Nie do przyjęcia jest sytuacja, że Legia na własnym boisku broni się rozpaczliwie przed Lechem grającym atak pozycyjny, dokonując przy tym większego od nich wysiłku fizycznego. Skończyło się szczęśliwie, ale w Europie to my rundy wstępnej z taką taktyką nie przejdziemy. Dlatego obserwujmy życzliwie, ale krytycznie, bo to nie o dobre samopoczucie kogokolwiek chodzi, tylko o naszą Legię.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.