- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Dzynek
-
Ojamaa i Dwaliszwili - wyrzut sumienia Legii
Ojamaa nie jest zainteresowany grą w Beitarze, Dwaliszwili jest zadowolony z pobytu w Legii. Wielu ich w klubie już nie widzi, nawet znaleźli następców, a Panowie nie palą się do zmiany barw. I absolutnie nie jestem zaskoczony takim postępowaniem. Gdybym sam dostał podobną perspektywę jak oni, to parsknąłbym śmiechem.
Zamienić mistrza kraju walczącego o LM i płacącego dobre pieniądze na... nawet nie wiem, jak te kluby zakwalifikować. Na pewno znajdują się na peryferiach profesjonalnego futbolu. Idziesz tam tylko dla kasy, praktycznie bez możliwości powrotu na obecny poziom. Oni to czują i nie widzą się jeszcze jako dorabiający na emeryturę skończeni piłkarze.
Z punktu widzenia klubu łatwo się podpisuje kontrakty z nowymi zawodnikami, ale niezwykle trudno rozstać się z piłkarzem, który nie spełnił oczekiwań. To przestroga dla naszego skautingu, żeby dogłębnie analizować potencjalne nabytki pod kątem przydatności w drużynie. Z pewnością takiej analizy nie było w przypadku ww. zawodników. Popełniono dwa zasadnicze błędy.
Henrik Ojamaa to modelowy przykład gracza, który w poprzednim klubie świetnie grał jako drugi napastnik lub ofensywny pomocnik. Na tych pozycjach "wykręcił" imponujące statystyki, przez co wzbudził zainteresowanie na rynku transferowym. Ściągnęliśmy go i... przestawiliśmy na skrzydło, rezygnując z pewnych umiejętności i automatyzmów, jakie ten zawodnik wypracował na poprzedniej pozycji. Chodzi mi głównie o przegląd pola i świetne prostopadłe podanie. Jeśli potrzebowaliśmy skrzydłowego to tym zawodnikiem nigdy nie powinniśmy być zainteresowani i nigdy nie powinniśmy go kontraktować.
Natomiast Wladimer Dwaliszwili świetnie prezentował się w Polonii jako drugi napastnik korzystający ze ściągnięcia na siebie uwagi obrońców przez Teodorczyka. Mający swobodę taktyczną oraz dużo miejsca do gry (także dzięki sposobie gry Polonii nastawionej na kontrataki) często dochodził do sytuacji strzeleckich, mimo braków szybkościowych. Do Legii trafił w całkowicie odmienne środowisko taktyczne. Tu pełnił rolę Teodorczyka, lecz w grze statycznej oblepiony obrońcami, zmuszony do walki o górne piłki wrzucane w pole karne, do czego nie jest predysponowany. Zatrudniliśmy zawodnika i... kazaliśmy mu grać tak jak nie umie i jak nie grał nigdy wcześniej. Jeśli potrzebowaliśmy rozbijacza obrońców, który będzie ściągał piłki wrzucane ze skrzydła to nigdy tego zawodnika nie powinniśmy zatrudnić, a zainteresowanie powinien budzić Teodorczyk.
Pierwszego wypchnęliśmy z optymalnej pozycji, drugiemu kazaliśmy grać inaczej niż umie najlepiej. Takie ruchy najczęściej kończą się zawodem, bo umiejętności gry na konkretnej pozycji i w ściśle określonej taktyce piłkarz uczy się, wpaja wzorce zachowań latami. I przyjmuje tylko takie, które uważa, że pasują do jego predyspozycji. W kilka tygodni lub miesięcy jedynie można oduczyć dotychczasowych nawyków, czego według mnie jesteśmy świadkami w przypadku obu zawodników. Niepewni, zagubieni, podejmujący irracjonalne decyzje, uczący się na własnych błędach jak grać po nowemu i szukający usprawiedliwienia kiepskiej gry w otoczeniu. I w dużej mierze nie są temu wyłącznie winni. Klub nie może powiedzieć, że nie ma sobie nic do z zarzucenia. Popsuliśmy całkiem dobrych zawodników? Tak można śmiało powiedzieć. Szkoda, że tylko oni dostają baty.
Ani Dwaliszwili, ani Ojamaa pokładanych nadziei w Legii dotychczas nie spełnili, prosty wniosek zatem można wysnuć, że ich sprowadzenie było błędem, osobiście mam jednak tolerancję przy angażu Gruzina, ponieważ taki błąd również bym popełnił, zatem pretensje winnym mieć również i do siebie.
Co do prezentowanej formy Wlado, być może założenia taktyczne, nie do końca mu odpowiadały (u dwóch trenerów), ale dla mnie w „popsuciu” duży udział miał sam zawodnik, Dzynek możesz mieć pretensje do mnie, że byłem zwolennikiem zatrudnienia Dwaliszwilego, ja mam poczucie zawodu i większą pretensję do piłkarza, niż do trenerów, że jego potencjału wykorzystać nie potrafili.
Co do Ojamy mam wewnętrzne przekonanie że Estończyk może jeszcze odpalić tak jak Kosecki w poprzednim sezonie mistrzowskim, tyle tylko, że to jest „może”, na dwoje babka wróżyła, ciągłe dawanie mu szans, przyznaję że już i mnie zaczynało irytować, traktowałem go jako „synka” Berga.
Do gry na 10, brak mu moim zdaniem inteligencji piłkarskiej, klasy, umiejętności panowania nad piłką w tłoku, pod podwójnym kryciem, według mnie nie ten rozmiar kapelusza, jako drugi napastnik, w taktyce Berga powinien się jednak sprawdzać bo taką rolę przypisuje ofensywnym „skrzydłowym” właśnie norweski trener. Jeżeli Ojamaa posiada predyspozycje do gry ofensywnej, choć nie jest „klasycznym skrzydłowym” powinien sobie radzić, przynajmniej okazjonalnie tak jak Kucharczyk, podobna sprawa, też już przeznaczony do odstrzału, a jednak potrafił udowodnić, że może być przydatnym (chociaż zastrzezenia będą i co do pozycji i co do samych indywidualnych piłkarskich umiejętności, predyspozycji)
To ciekawa kwestia, na kogo postawić, a z kogo zrezygnować z pary Ojamaa, Kucharczyk!? Berg początkowo wybrał Estończyka, wydaje się, że zdanie zmienił i chyba, powtórzę „chyba” jest to uzasadniona decyzja. W każdym razie do takiego wyboru jestem w stanie się przychylić, choć być może pomylę się tak jak przy Dwaliszwilim.
Nie oszukujmy się, Claudio Lopeza u nas długo nie będzie
Po pierwsze - trener jest z założenia lepszym fachowcem niż przeciętny pitoleros a jeśli wziąć pod uwagę że decyzje rodzą się w sztabie liczącym kilku trenerów to negowanie ich jest co najmniej "brakiem skromności"
Po drugie - trener ma jakąś koncepcję gry i szuka do niej najlepszych wykonawców i prawdopodobnie o ich wyborze decydują cechy bądź umiejętności zawodnika których my możemy nie dostrzegać.
Tym nie mniej każdy z pitoleros może mieć własną opinię a nawet powinien. Lado jest dla mnie takim zawodnikiem jak Pinto, wszystkiego po trochu a żadnej cechy dominującej która by go określiła jako zawodnika określonej pozycji. Za wolny na kontry, za surowy na rozegranie.
Duet Rado Duda lepiej ze sobą współpracował.
Ojamaa bardzo fajnie wypadł na początku rundy kiedy wracał do obrony i brał udział w szybkich atakach skrzydłami, z drugiej strony fajnie wyglądał Gui i już myślałem że mamy załatwioną sprawę skrzydeł ale potem się "rozeszło po kościach" (w przypadku Gui nawet dosłownie)
Heniek potrafi zagrać fajnie z pierwszej piłki i do przodu, co napędza atak ale miałem wrażenie że słaby ruch innych zawodników go irytował i wtedy brał na siebie granie.
Może to spowodowało że wszedł w konflikt i współpraca przestała funkcjonować. Jeśli tak to nie ma sensu go trzymać no chyba że trener potrafi narzucić swoją wolę zawodnikom i wymóc na nich zachowania na boisku. To nie jest takie oczywiste i łatwe w sytuacji emocjonalnych zawirowań. Kto zarządzał zespołem ludzi ten wie.
Jeśli jestem za tym żeby Lado odszedł to z Heńkiem mam wątpliwości.
Stawianie sprawy w ten sposób że ktoś krzywdzi zawodników jest niewłaściwe. Kadra liczy ponad 20 ludzi i każdy chce grać więc zawsze będzie ktoś "skrzywdzony".
Za kogo Lado i Heniek mieliby grać na swoich ulubionych pozycjach?
Weź pod uwagę to, że w naszej rzeczywistości trener najczęściej nie może ściągnąć sobie piłkarzy jakich chce. Najczęściej jest stawiany w sytuacji "albo ten albo żaden". O ile mnie pamięć nie myli, Leśnodorski otwarcie przyznawał, że Urban nie zgadzał się na taką politykę, stąd mamy teraz Berga. Stąd mamy również powiększony sztab szkoleniowy, którego zadaniem jest m.in. dostosowywanie takich "okazyjnych" piłkarzy do naszego sposobu gry. Muszę szczerze przyznać, że na razie idzie to jak krew z nosa. Z ławkowiczów, to chyba jedynie Kucharczyk bardzo poprawił technikę.
Ale, reasumując, to najczęściej nie jest tak, że trener coś w piłkarzu widzi, czego nie dostrzegamy my, kibice. Najczęściej to jest tak, że trener widzi dokładnie to samo ale nie ma wielkiego wyboru. Każdy z nas wie, jak w obronie gra Brzyski - na radar, bo boi się ogrania przez skrzydłowego a często nie ma asekuracji z tyłu. Ale też nie mamy piłkarza, który mógłby tego Brzyskiego zastąpić.
Nigdy nie byłem świadkiem rozmów trenerów dotyczących ustalania hierarchii zawodników więc możemy sobie gdybać.
Co do transferów to też pewnie tak nie działa że ten albo żaden ale wybór jest między np. wolnym, technicznym a szybkim, wiatrakiem i już trener musi myśleć kto mu jest bardziej potrzebny.
Podobne dylematy mają trenerzy zespołów z najwyższej półki tylko dotyczą czego innego, oni muszą zdecydować Ferrari czy Bugatti a nasi używany Volkswagen czy nowa Śkoda i cała różnica. Cena błędu zawsze ta sama, posada.
@Garm
"To jedyne wyjaśnienie fenomenu wystawiania naszej brazylijskiej perły, Rafała Sierpnia."
Jest jeszcze inne wytłumaczenie. Trzeba było podjąć decyzje o pozostaniu zawodnika i dla przyzwoitości albo z rzeczywistej ciekawości, trzeba było dać mu możliwość zaprezentowania się.
I w ostatnim meczy zaprezentował się bardzo przyzwoicie ale widocznie nie na tyle żeby nas wzmocnić.
Alan nie grał, więc nie było wątpliwości.
Co do Alana, to piłkarsko jak najbardziej miał zostać, ale podobno od przyjścia Orlando nie potrafił się skoncentrować na grze i treningach i dlatego się z nim ostatecznie pożegnano.
W zasadzie w Zabrzu kiedy odpadaliśmy w PP to w małej grze wyglądał nieźle, ale poklepać ładnie to jedno, a co innego grać w piłkę. Nie liczy się efeKTOwność, a efeKTYwność.
"Decyzja o tym, że Rafał Sierpień u nas nie zostanie została podjęta na długo przed meczem z Pogonią"
Więc może to był gest w kierunku piłkarza i Flu który miał świadczyć o tym że traktujemy ich poważnie i z szacunkiem.
Dyplomacja polega na tym żeby w taki sposób kogoś posłać w ..zdu żeby się cieszył z ze zbliżającej się podróży.
W sytuacji kiedy o nic nie walczyliśmy uważam że to było eleganckie, dać się piłkarzowi porzegnać z klubem na boisku.
"Co do transferów to też pewnie tak nie działa że ten albo żaden"
Ależ działa, działa. Zdaje się, że transfery Novo i Blanco tak wyglądały. W Legii, to może jeszcze jako tako wygląda ale w innych klubach trener zazwyczaj dowiaduje się na końcu kogo będzie trenował. No ale żeby było sprawiedliwie, to mamy też przypadki odwrotne jak np. Kasperczak w Wiśle, który naściągał szrotu.
Cały wic polega na tym, że trener zazwyczaj ma w głębokim poważaniu sytuację finansową klubu i jak ktoś mu np. proponuje Piecha, to ochoczo kiwa głową zgodnie z zasadą, że lepiej mieć niż nie mieć. A że potem taki Piech będzie wyciągał drzazgi z tyłka i co miesiąc sprawdzał stan konta, to już szkoleniowca zazwyczaj nie interesuje: w końcu to nie jego pieniądze.
Przed dyskusją dobrze jest ustalić o czym dyskutujemy.
Ja myślałem że o obecnej drużynie Legii a nie o całym świecie.
"Cały wic polega na tym, że trener zazwyczaj ma w głębokim poważaniu sytuację finansową klubu"
Używasz kategorycznych stwierdzeń, więc zapytam czy uczestniczysz w takich rozmowach w klubie piłkarskim?
Przychodzi np Ojrzyński do Podbeskidzia i mówi "nie obchodzi mnie skąd na to weźmiecie kasę ale muszę mieć tego, tego i tego, bez nich nie biorę się za robotę"
No to oni mówią "przepraszamy ale nie mamy takich pieniędzy"
Na to Ojrzyński - nie to nie, idę MC oni mają kasę na każdego kogo będę chciał. Z moim wykształceniem nie ma dla mnie pracy w tym kraju
Jego przyjście do Legii to "zasługa" Prezesa, któremu jako piłkarskiemu neoficie podstawiono pod nos rzekomo łakomy kąsek. Skorzystał na zasadzie, że "darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda", tyle że Legii potrzebny był koń wyścigowy, a nie pociągowy. Legia tak jak Polonia grać nie mogła, bo miałaby takie jak ona wyniki. Do tego Dwaliszwili ma trudny charakter i od razu wszedł w konflikt z "Ludojadem". Tenże Prezes postawił na swojego i mamy to co mamy. Przyczynkiem jest to, że Prezes decyzji trenera Berga nie podważa, a lekceważył zdanie Janka.
Podobnie było z Henrykiem. Menedżer Ojaamy rozegrał to koncertowo. Jakieś podchody Lecha. Jakieś propozycje inne. Czyli czysta okazja. I brak refleksji, skoro taki dobry to dlaczego np. taki Celtic go nie chce? I znowu pan Prezes w akcji. Szast prast i to my mamy pulę. Tylko, że w niej było pusto. Znowu ktoś napisał, że Ojamaa zawiódł. Chyba żarty jakieś. Przecież on grał na maksimum swoich umiejętności. On lepiej grać nie umie. To nie on zawiódł. Zawiedli ci co go kupili. Obarczanie winą Heńka, że nie jest dynamiczny, przebojowy, że nie umie podać, strzelić bramki, zagrać kombinacyjnie jest nieporozumieniem. On walczył, biegał jednym słowem chciał. To nie jego wina, że nie potrafił. Najgorsze jednak w nim było to, że mówił, że rozumie zadania jakie trener przed nim stawia na boisku, ale grał tak parę minut, a potem zaczynał swoje. Czytałem z nim wywiad, w którym powiedział, że wybiera trudne zagrania. Zakończę stwierdzeniem: chyba dla siebie.
Rozumiem Twoje kategoryczne stwierdzenia o tym czym były motywowane transfery oraz co kto potrafi a czego nie, jako zachętę do dyskusji.
Ale byłaby ona większa gdybyś dodawał "moim zdaniem" bo mam przekonanie graniczące z pewnością że to co napisałeś to nie są "informacje z pierwszej ręki" tylko efekt Twoich przemyśleń.
Kiedyś kolega wysłuchując opinii pewnej osoby o jego intencjach i co on myśli, stwierdził słusznie że "im więcej mówisz o tym co ja myślę, tym więcej mówisz o sobie"
Lepiej jest dyskutować o faktach a one są takie że wspomniani zawodnicy rzeczywiście nie dają nam tego czego się po nich spodziewaliśmy.
I o ile WEDŁUG MNIE na Dvali już nie ma co liczyć to wydaje się że Heniek może grać lepiej.
Jeśli mamy kogoś na jego miejsce kto daje WIĘKSZE gwarancje to może ruch z jego wypożyczeniem jest dobry a jeśli nie to nie ma co się spieszyć.
Przykłady Rado czy nawet Żyry albo Kosy powinny dawać do myślenia.
Zastanawiając się co było przyczyną kiepskiej gry Wladimira ciągle powracał do mnie obraz jego gry w Polonii i Legii. Wrażenie miałem jakbym oglądał dwóch różnych zawodników. W tamtym świecie pasował idealnie, a tu kompletnie zagubiony. Zdałem sobie sprawę, że to dwa różne taktyczne światy, kompletnie niekompatybilne. Świetnie opisał to Zbyszek. Dodam, że Dwali pasował do nas jak Rooney do Barcelony.
Czy była w tym jego wina? Pewnie też. Jednak jego zaangażowanie w proces treningowy według powszechnej opinii było nienaganne i w pełni profesjonalne, więc nie tutaj jest główny powód.
Przychylam się co do opinii większości z was na temat atutów Ojaamy. Grając w Motherwell świetnie spisywał jako 10 lub drugi napastnik. Umiał przyjąć piłkę z przeciwnikiem na plecach, obrócić się i praktycznie zrobić wszystko: wejść w drybling, poszukać strzału, partnera, odegrać i wybiec na pozycję. Umiał wybrać optymalne rozwiązanie mimo, że Bogiem techniki nie jest. Widzieliśmy to choćby w meczu u siebie z Cracovią. Warunek jest jeden: brak ograniczenia linią i szybkie otrzymanie piłki zanim obrona się zorganizuje. Typowy gracz do gry z kontry. Ale Legia rzadko w lidze tak grała, nawet w Pucharach. Nie miał okazji się wykazać w optymalnych dla niego warunkach. Pozostali zawodnicy także nie pomagali mu pokazać umiejętności, kiedy po przejęciu piłki zwlekali z grą do przodu (i dalej robią to zbyt wolno) i nie lecąc na zabój do ataku. Właśnie te tłoki i podwójne krycie działają na Ojamę jak trucizna. Kompletnie sobie nie radził w wolnym ataku pozycyjnym na zorganizowaną obronę. Od początku był niekompatybilny.
Chyba nie o to chodzi w transferach, aby brać gościa i pod niego przestawiać organizację gry, lecz brać takiego, który pasuje już do 10 zawodników na boisku grających w określony sposób.
Nie wiem jaki pomysł ma Berg. Może zamierza grać z kontrataku przeciw silniejszym przeciwnikom? Ojamaa będzie nieoceniony. Bardziej potrzebny niż Kucharczyk, który praktycznie poza szybkością i pokazaniem się w polu karnym nic więcej nie pokazuje. Ojamaa błyśnie pod warunkiem, że dostanie szybko piłkę.
@KAM
Koncepcja Berga nie jest skomplikowana. Trener przychodząc do klubu był w pewnym stopniu zakładnikiem wcześniejszych decyzji. Nie chcąc zbyt dużo zmieniać, żeby zachować pewny stopień zgrania zaakceptował dotychczasowe ustawienie oraz większość ról przypisanych piłkarzom. Tak Ojamaa został przyspawany do skrzydła. Także ze względu na kontuzję pozostałych skrzydłowych i duet Radovic - Duda. Praktycznie ani razu nie zagrał na 9 czy 10 mimo, że tempo akcji u nowego trenera wzrosło, co by mu bardzo spasowało. Dzisiaj zaś Berg jest zakładnikiem sukcesu. Korekty taktyczne w składzie dały zaskakująco dobry efekt i trener nie widzi potrzeby zmian. A więc Ojamaa nie ma szans zagrać tam, gdzie czuje się najlepiej.
Nie zanosi się także, że zasadniczo będziemy grali z kontry jak Lech, czyli w tempie Ojamy, bo nie mamy do tego zawodników. Stosunkowo wolno myślą, wolno się przesuwają, wolno operują piłką. Zazwyczaj stoją tyłem do bramki i tak przyjmują piłkę zamiast częściej bokiem lub przodem. Piłki najczęściej są grane do nogi zaś niezwykle rzadko na dobieg. Ojamaa to zupełnie inna bajka. Ta z Poznania.
Konflikt z innymi zawodnikami prędzej posłużył za pretekst pozbycia się niż zasadniczą przyczynę.
Nie przyszło mi do głowy, żeby budować całą argumentację na odczuciu krzywdy. Po prostu widzę ją jako naturalna wypadkowa pewnych decyzji klubu i trenerów. Messi wrzucony do Tottenhamu zapewne przestałby strzelać bramki, gdyby wrzucano mu piłkę ze skrzydeł na główkę. Oj jaki on byłby wtedy pokrzywdzony.
Za kogo? Teraz za nikogo. Trzeba było pytać przed transferem czy są potrzebni na konkretne pozycje w ówczesnej taktyce, ale nikt takich pytań nie zadawał, dlatego też popełniłem ten tekst.
@Zbyszek
Nie mieszajmy w to Ljuboji
Ależ Heniek jest dynamiczny ,przebojowy, umie podać, tylko ze strzałem jest jak piszesz. Tylko to wszystko pokazywał w Motherwell, bo zespół grał z kontry, a on jako pierwszy dostawał piłkę od obrońców pełniąc funkcję mediapunta. A tu? Gdyby chociaż koledzy mu się pokazywali jak to zrobił Kucharczyk z Cracovią. Tylko, że oprócz Kuchego i Koseckiego to żaden inny piłkarz nie pobiegnie do kontry. Sytuacja kiedy wszystkich trzech (a przynajmniej tych dwóch z Craxą) zobaczymy na boisku nigdy się nie wydarzy.
Dużo pisze się o tym jak w Dvaliszvili grał w stołecznej Polonii, a przecież w i Legii ten piłkarz miał swoje naprawdę niezłe momenty. W parze z będącym w formie Saganowskim rozbijali wręcz (gra słów) defensywę rywali i dziurawili siatkę. Niestety im dalej w las, trym więcej problemów z formą, tajemniczych infekcji przytrafiających się w najważniejszych momentach sezonu (finisz ligi). Zaufanie do Gruzina spadało, jego widzenie świata też ulegało zmianie. Choć prezes nie da złego słowa powiedzieć na jego profesjonalizm, to prawdą jest, że na Łazienkowskiej 3 nikt już nie pamięta jak wygląda Vlado w formie.
Nieco podobnie, ale też i nieco inaczej ma się sprawa Hnrika Ojamy. Estończyk zaczął naprawdę dobrze, będąc w zasadzie ikoną skautingu Lecha Poznań. Po kilku pierwszych meczach nie brakowało takich którzy upatrywali w Heńku przyszłej gwiazdy ligi (czemu sam przyznam jakoś bardzo się nie dziwiłem). Aż tu nagle wszystko jakby zdechło, Ojamaa zaczął gać sam ze sobą, uwagi kolegów, a co gorsza wskazówki trenerów mają zupełnie za nic. Dziś jest już tak źle, że w zasadzie nie wyobrażam sobie funkcjonowania Estończyka w zespole. O złej atmosferze pomiędzy Heńkiem a resztą mówi się już otwarcie (Radović na spotkaniu z kibicami) a to oznacza, że jest już naprawdę źle.
Czy w takim razie wina leży tylko po stronie tych graczy? Oczywiście, że nie. Jak już napisałem wiele czynników miało wpływ na ich obecny status z zespole. Nie dziwi mnie jednak, że w sytuacji, w której sami piłkarze nie za bardzo chcą sobie pomóc, sztab czy jak kto woli klub powoli ich sobie odpuszcza. Czasem nie ma dobrych wyborów, ale jakieś trzeba podjąć, bo utrzymywanie status quo nikomu nie przynosi korzyści.
Cytata z pierwszej polskiej encyklopedii: "Koń jest jak każdy widzi". Jak nie widzi znaczy niedowidzący
Bardziej chodziło o Pana Prezesa, który miał gest w jednym i drugim przypadku i teraz wypada mu przypomnieć, aby podobnych błędów nie popełniał. Bo my mamy i mieliśmy zespół. I do niego należy wkomponowywać zawodników, pod względem charakterystyki i psychiki. Tak jak jeden zgniły kartofel potrafi cały worek zniszczyć tak jeden zawodnik z rozdętym ego może popsuć atmosferę. Dobry zawodnik, pod tymi względami zawsze odnajdzie się w drużynie, inaczej niż odmieniec. I ja tylko radzę komu trzeba, aby o tym pamiętać.
Wielu trenerów na MŚ nie wzięło do drużyn tzw. gwiazd właśnie z tego powodu. Że nie pasowali do drużyny. U nas najgorsze było to, w co wdepnął także Skorża, że szanse dostają wszyscy kupieni. Może coś pokażą. Każdy z nich coś tam umie i to na tle pokazuje. Tylko mało tego dobrego. A niektórzy mówią, gdyby mieli więcej szans. A ja pytam: na co? Drużyna Legii to nie przedszkole. Uczyć się był czas, na bocznym boisku.
Wiele pouczających prawd życiowych, przysłów ale nie odnalazłem w Twojej wypowiedzi niczego na temat o którym dyskutujemy.
Ale mogę Ci się zrewanżować mądrością ludową że nie kładzie się obydwu jajek do jednego koszyka!
Dzynek
Jak mówi Rado dobry piłkarz zagra na każdej pozycji ale jest to oczywiście mocno naciągana prawda. Jednak Ojamaa jest słabszy od Rado na środku za to na skrzydle może wykorzystywać swoją szybkość a do środka schodzić i tam prezentować swoje inne walory.
W życiu bardzo rzadko się zdarza że wykonujemy pracę którą lubimy ale musimy ją wykonywać dobrze.
Ja się nad piłkarzami szczególnie nie rozczulam chociaż szanuję ich za pracę którą włożyli w to żeby się znaleźć tu gdzie są i z pełnym szacunkiem do nich jako trener powiedziałbym "sorry Gregory" inny jest od Ciebie lepszy i jego też szanuję. Jaka jest w tym wina klubu czy trenera że gość nie gra tak jak miał grać? Patrzę na to z punktu widzenia Legii jako jej kibic i interesuje mnie czy grają dobrze czy nie a nie samopoczucie pojedynczego piłkarza. Kasę płacą? Płacą. Grał? Grał. Nie ułożyło się? Bywa.
Nie wiem jak wyglądają rozmowy z zawodnikiem przed zawarciem kontraktu ale wyobrażam sobie że temat jego roli na boisku i oczekiwań wobec jego gry jest jak zakres obowiązków w normalnej robocie, więc wiedział co ma robić.
Dvali wygląda jak by miał depresje (ostatnio modny temat)jeśli tak jest no to bardzo nam przykro ale w Legii nie leczymy tych schorzeń i z całym szacunkiem i zachowaniem wszystkich cywilizowanych norm prawa i kultury korporacyjnej musimy się pożegnać. Nawet jeśli jest to tylko depresja formy. Piszesz że kazaliśmy mu grać tak jak nie umie. Jak gość ma grać w polu karnym a przecież zawsze podkreślał że jest środkowym napastnikiem, to musi umieć i głową i nogą i ręką. Jeśli nie umie to nie nasza wina i to bardziej ból Legii (finansowy).
A mnie się wydawało, że napisałem jasno i klarownie
Z oceną piłkarzy sprawa jest dość prosta. Nie wchodząc w zbędne szczegóły i historyczne asocjacje w dzisiejszym futbolu liczy się w zawodniku, po pierwsze: perfekcyjne opanowanie gry na swojej pozycji, po drugie: niezbędna doza uniwersalności i po trzecie: kreatywność. Im tych cech w jednym graczu więcej, tym on jest lepszy. To takie stałe dążenie do doskonałości, albo do alkoholu 100 procentowego. Tyle, że ten alkohol może być 5%, albo 38% lub 40%. Też jakąś część czystego spirytusu w sobie ma. Podobnie jest z piłkarzami. Każdy ma sobie coś z grajka, jeden więcej, a drugi niestety mniej. To akurat czuć, ale na boisku to widać. Tak po prostu. Lecz trzeba koniecznie chcieć dostrzec co oznacza, że okularów ani różowych, ani ciemnych nie zakładamy.
Co do Dwaliszwilego to on się na środkowego napastnika nie nadawał. Potrzebował do gry i złożenia się do strzału dużo miejsca i nie miał szybkiej nogi. Facet jest trochę z innej epoki. Mógłby grać na boku pomocy w systemach 4-4-2, 3-5-2, 4-5-1 lub 5-4-1. Jako napastnik tylko w systemie 4-4-2 jako tzw. dogrywający. Najlepiej w jednym z polskich klubów w takim graniu sprawdzali się Niedzielan z Rasiakiem. Razem byli bardzo dobrzy, osobno słabizny. Tylko że w Legii nikt go w takiej roli i na takich pozycjach nie obsadzał.
Zaś Henio może i w tej Szkocji grał. Nie widziałem. Ale to tylko może żle świadczyć o ichniej lidze i o tym, że nasza jednak lepsza. Bo u nas sobie nie pograł.
"A mnie się wydawało, że napisałem jasno i klarownie"
Zbyszek jesteś wymarzonym interlokutorem dla kogoś takiego jak ja, to znaczy kogoś z dużym "temperamentem polemicznym", moglibyśmy dyskutować bez końca. Tym bardziej że stosujesz na ogół wypowiedzi "otwarte" to znaczy z taką ilością słów o ogromnej pojemności znaczeniowej że mogą opisywać wszystko i zanim dobrniemy do tego co konkretnie miałeś na myśli to już będziemy zmęczeni.
I tak dokonajmy rozbioru logicznego Twojego stwierdzenia na temat cech zawodnika:
"perfekcyjne opanowanie gry na swojej pozycji" - co to znaczy? Bo ja nie mam wątpliwości tylko w przypadku bramkarza ale już w przypadku z zawodników z pola mam. Bo od czasów "wymyślenia" przez Rinusa Michelsa futbolu totalnego zawodnicy przestali być przypisywani do jednej pozycji na boisku a więc napastnik nie tylko czekał na piłkę ale również mógł rozegrać albo bronić.
"niezbędna doza uniwersalności" - stwierdzenie "niezbędna doza" jest genialne bo można pod nią podciągnąć każdą "dozę" i bronić swojego zdania jak niepodległości a poza tym perfekcyjność na swojej pozycji kłóci się z uniwersalnością.
"kreatywność" - co ona oznacza? Czy ostatni obrońca ma być kreatywny, czy lepiej jak będzie zdyscyplinowany?
Lubisz rzucać plamami myślowymi (nie mylić z dawaniem plamy) a co to konkretnie oznacza nie wiadomo. Dlatego mam kłopot ze zrozumieniem Twojego przekazu.
Wyobraziłem sobie że szef skautingu dostał taki opis zawodników których ma szukać ze stwierdzeniem że "ocena piłkarzy to sprawa dość prosta"
Można się poczuć dyletantem na miejscu takiego skauta.
Odwdzięczę Tobie się tym samym. Ale najpierw sprostowanie. Tzw. futbol totalny wymyślił nie Rinus Michels, lecz rumuński trener Ajaxu Stefan Kovacs. A tak naprawdę to pismactwo.
Nie polegał on na żadnej totalności tylko na tym, że piłkarzom przydzielono strefy w których oni atakowali, ale też bronili. Była to odmiana w stosunku do okresu poprzedniego w którym byli gracze tylko do ataku i tylko do obrony. Pierwsze przebłyski innego podejścia do taktyki była funkcja tzw. libero oraz zawodnika obrotowego /broniąco
atakującego/, którego pierwowzorem był w reprezentacji Anglii za sir Ramseya, Nobby Stiles.
Tylko, że ja posługuję się nie skrótami, lecz pewną wiedzą na temat futbolu. Nie mogę wszystkiego wyjaśniać ab ovo. Na początek /bez obrazy/ proponuję książkę Jonathana Wilsona "Odwrócona piramida". Pewno jeszcze można zamówić w księgarni "Polityki". Póżniej podam Ci trochę tytułów bardziej specjalistycznych. Każda pozycja na boisku zależnie od ustawienia taktycznego ma swoją charakterystykę, a perfekcyjność jest tylko wyrazem jak się zadania na tej pozycji realizuje. Uniwersalność to możliwość czasowego zastępowania się na określonych pozycjach /nie mylić z tzw. wymiennością funkcji/. Kreatywnośc to umiejętność wytwarzania trudnych dla przeciwników sytuacji boiskowych.
W każdym razie dobrze, że zacząłeś pogłębiać wiedzę na temat niuansów futbolu. Życzę wytrwałości.
Tobie też nie zaszkodzi pogłębienie wiedzy o futbolu
"Ştefan Kovács lub Covaci (ur. 2 października 1920 w Timișoarze, zm. 12 maja 1995) – rumuński piłkarz i trener piłkarski pochodzenia węgierskiego. Z Ajaksem Amsterdam dwukrotny zdobywca Pucharu Mistrzów, kontynuator i reformator michelsowskiej koncepcji "futbolu totalnego"."
A więc nie twórca a KONTYNUATOR!!!
Chyba że tworzysz historię alternatywną.
Na zasadzie analogii można oczekiwać że reszta analizy jest tak samo wartościowa.
"Kto zatem wymyślił Futbol Totalny? Toczą się o to spory. Niektórzy przypisują to Cruyffowi; inni mówią, że to zasługa Michelsa. Jeszcze inni powiedzą, że to sprawka wyluzowanego następcy Michelsa, Stefana Kovacsa - trenera, który dał kontrolę zawodnikom."
Zawsze warto pogłębiać swoją wiedzę. Nie warto natomiast krzyczeć na ludzi tylko dlatego, że ośmielą się mieć inne zdanie od nas.
"Zawsze warto pogłębiać swoją wiedzę. Nie warto natomiast krzyczeć na ludzi tylko dlatego, że ośmielą się mieć inne zdanie od nas.
Co wy macie z tym krzyczeniem? Po prostu podkreślam słowa które uważam za ważne ułatwiając interlokutorowi odczytanie tego na co chcę położyć nacisk.
Czy kogoś ogłuszyłem albo czy duża czcionka jest uznawana za nieprzyzwoitą?
Natomiast uczyć się warto i oczywiście sprawdziłem czy Zbyszek ma rację poprawiając mnie.
To źródło na które powołuje się Zbyszek nie potwierdza jego kategorycznej opinii a jedynie podaje że "toczą się spory"
Czyli 1-0,5 dla mnie
Nigdy nie słyszałem o tym żeby to było uznawane za zachowanie nieprzyzwoite.
Różne bywają etykiety. Zdarzało mi się bywać na proszonych przyjęciach w domach w których uważano że nie zdjęcie butów w przedpokoju jest nietaktem i goście siedzieli w skarpetkach.
Tak samo jak z mówieniem smacznego. Jest to powszechnie przyjęty zwyczaj który nie ma nic wspólnego z prawdziwym savoir vivrem. Nie powinno się mówić smacznego.
A więc uznając wasze prawo do własnej opinii będę się trzymał własnej interpretacji albowiem uchodzę za osobę dobrze wychowaną i niestosowne zachowania zdarzają mi się albo w złości albo z powodu nadmiernej wesołości.
" Nietaktem jest ciągłe PISANIE WIELKIMI LITERAMI, gdyż uznawane jest to za wykrzykiwanie tego co się chcę powiedzieć"
Zwracam uwagę na słowo CIĄGŁE.
Jeśli to porównać do zdejmowania butów to oczywiście nietaktem jest wchodzenie w zabłoconych ale jeśli gość zadba aby były czyste albo gospodarz stworzy warunki żeby można je było oczyścić to problem znika.
Dzięki. Jestem poza domem, ale po powrocie w niedzielę podam żródło z którego korzystałem. Ja w tamtych czasach byłem już dorosły i w czasach, w których Rinus Michels prowadził Ajaks /do 1971 roku/ nikt o futbolu totalnym nie wspominał. Termin ten zaczął być stosowany po roku pracy Kovacsa w tymże Ajaksie, a upowszechnił się w czasie pracy Michelsa na stanowisku trenera reprezentacji Holandii. Szum ucichł po MŚ w Niemczech w 1974 roku, które Holendrzy zagrali bezbarwnie i w finale przegrali z gospodarzami. Wrócił w opracowaniach historycznych. Ci co znali styl pracy Michelsa nie mieli wątpliwości, że ten kostyczno-dogmatyczny dyktator nie mógł wymyśleć stylu opartego w dużej mierze na improwizacji, a porażka w Monachium była odejściem od stylu Stefana. Wielu komentatorów przypisywało co najmniej współsprawstwo Cruyffowi, którego wpływ na dobrotliwego Kovacsa był przemożny.
Pozdrawiam.
Chodzi o to, aby w swych komentarzach nie posługiwać się jedyną słuszną prawdą, ponieważ na "prawdę" nikt monopolu nie ma.
Całkiem niedawno kolega Zbyszek wypowiadał się nt obecnych właścicieli z charakterystyczną dla siebie pogardą. Obiecywał na łamach c-eLki, że wraz z przyjaciółmi zrobi wszystko, aby panów LM z "jego" Legii wywalić.
Dziś Zbyszek napisał: "To na tym ma polegać funkcja właścicielska i z rozmowy widać, że Pan Mioduski jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu"
Kolega KAM napisał, aby częściej używać słów "wg mnie". To wszystko.
"Szum ucichł po MŚ w Niemczech w 1974 roku, które Holendrzy zagrali bezbarwnie i w finale przegrali z gospodarzami"
To jest dopiero porażka a my głupi cieszyliśmy się jak dzieci z 3-go miejsca.
@kibic50
A propos niekonsekwencji Zbyszka to zapewne zapomniał zdanie z "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa (podam nazwisko autora bo mi się ostatnio oberwało za to niedociągnięcie) o tym "że rękopisy nie płoną" a już tym bardziej w internecie.