Logo

"Pas" Mariusza Waltera

Fatalna degrengolada sportowych wyników Legii w ostatnich tygodniach i związana z nią niemal przesądzona utrata szans na wywalczenie mistrzowskiego tytułu chyba nie była dla obserwatorów legijnej rzeczywistości takim zaskoczeniem jak rezygnacja Mariusza Waltera ze stanowiska przewodniczącego Rady Nadzorczej klubu. Decyzja ogłoszona w ekspresowym trybie po porażce z Lechią w Gdańsku oznacza, że od Legii chce się odsunąć ten, który był animatorem zainteresowania koncernu ITI Legią i w znacznej mierze stoi za dzisiejszym obliczem naszego klubu.

Wielu kibiców pamięta zapewne rok 2004 i debatę telewizyjną pomiędzy przedstawicielami kibiców Legii Warszawa a reprezentantami klubowego zarządu. Debata przebiegała dość spokojnie, strony fechtowały się argumentami bez przesadnego podgrzewania atmosfery, pierwszym który stracił cierpliwość był... Mariusz Walter. Nie główny cel kibicowskich ataków w tamtym momencie, Piotr Zygo, nie zupełnie nieobyci z telewizyjnymi kamerami Wiktor Cegła czy Grzegorz Karpiński, ciśnienia nie wytrzymał właśnie 'szef wszystkich szefów', który, gdy program zbliżał się już do końca i trudno było mówić o wyraźnym zwycięstwie strony klubowej, rzucił w stronę prowadzącego debatę Grzegorza Miecugowa aroganckie: "Materiał!". Co ciekawe, Miecugow polecenia (bo trudno nazwać to inaczej) swojego przełożonego... nie posłuchał i tajemniczego 'materiału' nie puścił. Uniosłem wtedy przed telewizorem wzrok, widząc chwilowo wyprowadzonego z równowagi Waltera i ze zdziwieniem skonstatowałem, że ten człowiek najprawdopodobniej będzie w futbolu kierował się emocjami.

Być może czwartkowa decyzja Mariusza Waltera nie powinna być zatem postrzegana jako zaskakująca. Oczywiście nie tkwiąc w skórze Mariusza Waltera, nie wiemy czy podejmował ją w sposób całkowicie spontaniczny i emocjonalny, czy przygotował ją uprzednio, licząc się z takim obrotem sytuacji. Ba, nie wiemy czy rezygnacja nie była przypadkiem przesądzona nawet w przypadku zdobycia przez Legię mistrzostwa, zmienił się jedynie moment ogłoszenia decyzji i jej uzasadnienie. Rozmawiamy jednak o faktach, a fakty są takie, że rezygnacja ogłoszona po meczu z Lechią wygląda na klasyczny akt wywieszenia białej flagi. Na reakcję człowieka, który ma już po prostu serdecznie dość, który nie chce już dłużej przeżywać gorzkich rozczarowań.

Felietonista Rafał Zarzycki ubolewa nad odejściem Waltera z Legii. Oczywiście trudno nie docenić faktu, że to Mariusz Walter doprowadził do zainteresowania wielkiego medialnego koncernu inwestycją w Legię, co w konsekwencji łańcuszka wydarzeń mniejszego i większego kalibru doprowadziło do tego, że Legia jest dziś tym czym jest - występującym na 30-tysięcznym stadionie prężnym klubem, który jest w stanie realnie myśleć o dopięciu kilkudziesięciomilionowego budżetu bez konieczności wyciągania dłoni ku bogatym wujkom. Legia, niezależnie od braku systematycznych sukcesów na miarę kibicowskich oczekiwań, znajduje się obecnie o kilka kroków przed praktycznie całą krajową konkurencją. To dzieło przede wszystkim Mariusza Waltera - bez dwóch zdań.

Z drugiej strony - Legia, która doszła już tak daleko, która wygrzebała się z czeluści, która na naszych oczach nabiera zupełnie nowej jakości, nie powinna być sceną starć korporacyjnych koterii, tworem sterowanym decyzjami niespójnymi i nielogicznymi, nie powinna być klubem generującym obecnie kosmiczny wręcz jak na polskie warunki przychód, w którym zarazem piłkarze muszą czekać na wypłaty, nie powinna być klubem, w którym strategiczne decyzje transferowe w zimowym okienku podejmuje się nawet nie za pięć dwunasta, a... pięć po dwunastej. Legia nie powinna być klubem, który nie podnosi rękawicy przed wiosenną kampanią w europejskich pucharach, nie powinna być klubem, który wydaje miliony euro na pensje armii zaciężnej ze wszystkich stron świata tylko po to, by na ligowym finiszu oglądać plecy drużyn dysponujących zaledwie częścią naszego potencjału finansowego i organizacyjnego.

Głównym zadaniem człowieka sterującego tworem takim jak Legia jest tak naprawdę dobranie zespołu ludzi, odpowiednich podwładnych. Wybranie osób, które będą w należyty, kompetentny i odpowiedzialny sposób wykonywać swoje zadania. Mariusz Walter jak na mój gust nigdy nie musiał znać się na piłkarzach, nie musiał decydować o transferach, tak jak nie musiał wyznaczać cen kiełbasek w klubowym cateringu, czy stać na bramkach i sprawdzać czy kibice nie wnoszą na trybuny flag na drzewcach. Przez te wszystkie lata, kiedy był w Legii, Mariusz Walter tak naprawdę powinien tylko i wyłącznie umiejętnie dobrać ludzi, którzy w fachowy sposób zajęliby się każdym obszarem działalności naszego klubu. Czy to mu się udało? Krótko - bez dwóch zdań nie.

Rafał Zarzycki pisze: "Mariusz Walter prezentował bardzo kulturalny styl zarządzania. W dzisiejszych czasach dzikiego kapitalizmu, w którym różne formy mobbingu są na porządku dziennym, a podwładni często bywają upokarzani przez szefów, nigdy nie pozwolił sobie na jakąkolwiek publiczną krytykę współpracowników. A powodów miał naprawdę mnóstwo. Popełniono tak wiele, tak kardynalnych błędów, że często trudno było zrozumieć dobrotliwe podejście 'Starego' do niektórych osób. Za każdym jednak razem winowajcy mogli liczyć na zrozumienie, a w najgorszym przypadku na miękkie lądowanie. Niestety, zamiast to doceniać, motywować się do cięższej i wydajniejszej pracy, cynicznie korzystali z dobrodziejstw."

Święte słowa. Tylko że doprawdy nie sposób traktować ich jako obronę Mariusza Waltera, jak zdaje się to postrzegać sam autor. Powyższy fragment to bardzo mocny argument przeciw człowiekowi, który - niestety nie można tego wykluczyć - w pewnym momencie stracił kontrolę nad sytuacją w Legii.

Szef nie jest niczego winien swoim współpracownikom, nie jest rozliczany z tego, czy gładzi ich po głowach w trudnych chwilach, czy pocieszycielsko poklepuje po ramionach w przypadku niepowodzeń, czy dobrotliwie przygarnia gdy zabraknie dla nich miejsca w bardziej prestiżowych komórkach koncernu. Szef jest coś winien przede wszystkim instytucji, którą zarządza. Kropka.

Przyznam, że przez długi czas sądziłem, że flegmatyczne podejście do kwestii sportowych upokorzeń jest w Legii pochodną faktu, że tak naprawdę głównymi celami funkcjonowania klubu w zamyśle ITI nie była natychmiastowa piłkarska dominacja na krajowych boiskach, że niespieszne działania były spowodowane przeświadczeniem, że Legia musi być organizacyjnie gotowa na to, by wyjść na europejskie salony. Jednak od momentu pamiętnego 'truskawkowego zaciągu' sprzed dwóch lat nie można już mieć wątpliwości, że sytuacja się zmieniła, że jest zupełnie inaczej - że bez sportowego sukcesu, bez pieniędzy, które są do zdobycia w europejskich pucharach, które można zainkasować ze sprzedaży wypromowanych zawodników, Legia nie będzie w stanie utrzymać swojego własnego ciężaru. Mimo to, mimo potężnych nakładów - dwa razy, excuse moi, w łeb.

Być może rozczarowanie nie byłoby tak dotkliwe, gdyby nie przebieg obecnych rozgrywek. Może gdyby Legia miała jakiś zasadniczy problem ze skutecznym łączeniem gier pucharowych i ligowych na jesieni, może gdyby wiosną szaleńczo goniła stawkę, gdyby rzutem na taśmę wywalczyła kolejne prawo walki o Europę - atmosfera byłaby zupełnie inna. Może wtedy wszystko wydawałoby się bardziej logiczne, dwa triumfy w Pucharze Polski i udana kampania w Europie prezentowałyby się zupełnie inaczej, całokształt nie prowokował do dramatycznych personalnych ruchów. Ale my mieliśmy mistrzostwo na tacy i po prostu je oddaliśmy, w stylu kompletnie beznadziejnym, smutnym, niezrozumiałym.

Nie zamierzam odmawiać Mariuszowi Walterowi prawa do wzięcia na siebie czwartkową rezygnacją - choćby w symboliczny sposób - części odpowiedzialności za to, co się stało. Bo to nie tylko odpowiedzialność Ismaela Blanco, Janusza Gola, Macieja Skorży, Leszka Miklasa i Marka Jóźwiaka, ale też jego. A właściwie może - przede wszystkim jego. Zawiedli jego ludzie, jego wybory, jego pomysł na dzisiejszą Legię.

Powodzenia Panie Walter. Obyśmy nie musieli za Panem tęsknić.   

Dyskusja (7)
1niedziela, 06, maj 2012 12:13
Zbyszek
Nie chcę być sędzią Pana Mariusza Waltera. Szkoda, że felietoniści w rodzaju Pana Zarzyckiego tak mało wiedzą o czymkolwiek. To co on pisze to już było. Tak pisano o "wielkości" różnych ludzi na ogół jak historia wykazała tego niegodnych. Świetnie to sparodiował Zoszczenko w "Opowieściach o Soko". W nie tak dawnych czasach mówiono o władcach PRL, że chcą dobrze, ale im się nie udaje i dodawano: może by choć raz chcieli żle i też, żeby im się nie udało.

Panu Walterowi należy oddać, że kontynuował Akademię Piłkarską i dokończył starania o budowę stadionu. Ale ani jedno, ani drugie nie jest Jego ani ITI zasługą. W innych sprawach było żle lub bardzo żle. Jeszcze na początku, gdy zatrudniono jako Prezesa Pana Zygo, który stworzył na nowo struktury organizacyjne i gdy odeszło wiele osób związanych z poprzednimi strukturami wydawało się, że sprawy idą w dobrym kierunku. Niestety już po 2 latach zaczęto demontaż tych czytelnych struktur. Zaczęto zatrudniać nowych i nowych prezesów, wiceprezesów, dyrektorów i pracowników. Nie miało to żadnego uzasadnienia merytorycznego. Ludzie ci mówiąc obrazowo zaczęli potykać się o siebie na korytarzach, bo pracę, której w porywach było na 1 osobę miały wykonywać 3-4. W takich warunkach koterie musiały zacząć dominować. Jak się wobec decydentów nie można wykazać pracą to zaczęło się wykazywanie donoszeniem, plotkowaniem i ogólnie obsmarowywaniem. Jest to cecha wielu instytucji urzędniczych, ale tam przynajmniej w te wredne rozgrywki nie wciąga się mediów.

W Legii przekroczyło to wszelkie dopuszczalne granice. Obwinianie o to tych małych ludzików jest niedorzeczne. Oni by tego nie robili, gdyby ktoś z decydentów nie chciał ich wysłuchiwać. Może tez chciano stworzyć mechanizm wzajemnego powstrzymywania się frakcji. Przy czym do poziomu fachowego większości ludzi z pionu administracyjno-finansowego zastrzeżeń mieć nie można. Natomiast w pionie sportowym nie było ani jednego sprawdzonego fachowca, który byłby w stanie ocenić plany treningowe i przydatność zakupywanych zawodników. Taka osoba, czy osoby mogłaby pełnić taka rolę jak biegły rewident-księgowy przy bilansie.

W innym miejscu Walles wymienia nazwiska sprowadzonych całkowicie dla Legii nieprzydatnych piłkarzy. To jeden z efektów takiego dyletanctwa. Najgorsze w tym było to,że w Legii powielano stale te same błędy. Dokonywano masowego zakupu nowych zawodników wraz z zatrudnieniem każdego nowego trenera. Pieniądze na te bezsensowne transfery asygnowała Rada Nadzorcza i konkretnie Pan Walter. Robił on prezenty, w większości niechciane, nie za swoje pieniądze. Także kiedy finansowe eldorado zaczęło się kurczyć, bo przyszło spłacać pożyczone pieniądze, oszczędności dotknęły wyłącznie pion sportowy, a nie urzędniczy. Tu na transfery pieniędzy nie było, a tam na zatrudnianie nowych pracowników tak. Tu nie chodzi o populizm tylko o to jak Rada Nadzorcza traktowała dwa piony i ludzi tam zatrudnionych. Zapomniano o tym, że jest to klub sportowy i jego sukcesem jest sukces sportowy za którym dopiero mają przyjść inne sukcesy:finansowe czy medialne.

Oczywiście to miało i ma wpływ na tegoroczną klęskę. Najgorsze jest to, że nie wychowano przez te kilka lat ludzi związanych z Legią, których poziom fachowy w pionie sportowym byłby większy niż był. Ludzi do których można mieć zaufanie, że nie interes własny, ale dobro klubu jest dla nich najważniejsze. Mówienie, ze inni byli jeszcze gorsi do mnie nie przemawia. Jak chce się coś osiągnąć to trzeba chcieć równać do lepszych, a nie mydlić oczy głupotami.
2niedziela, 06, maj 2012 12:56
Senator
Od razu zastrzegam nie będzie to wpis merytoryczny a emocjonalny i myślę że mam 100 % prawo aby takiego dokonać. Ocena pracy i dokonań pana Walera będzie dla nas wszystkich zapewne różna. Ba, sir Gawin i JE pan Zbyszek już różnią się w temacie Walter-Stadion. Nie oto wszak chodzi. Myślę że nawet bardzo krytyczna ocena pracy pana Mariusza Waltera w Legii nie pozwala aby godzić się na to co Go w tym klubie spotkało. Tak oczywiście błędy były i to duże ale tych nie popełnia tylko ten co nic nie robi.

Jeśli ja miałbym teraz piętnować i krytykować pana Waltera to czułbym, że staję w jednym szeregu z tymi od Sandry, z tym ojcem który pięcioletniemu dziecku wciska kartkę z napisem Koniec ITI. Nie nie i jeszcze raz nie.

Stanowski ostatnio napisał, że wyszedł brudny z meczu derbowego w Krakowie. Ja dając teraz choćby, słuszne i trafne argumenty przeciw panu Walterowi tym wszystkim którzy nie potrafili i nadal nie potrafią zachować się jak zwykły godny człowiek czułbym się chyba jeszcze gorzej byłby to skok w szambo. Nie wymagam oczywiście od NIKOGO podobnych postaw tu wyraziłem tylko i wyłącznie mój punkt widzenia. Choć jestem niemal pewien, że to co zbliżyło kilku ludzi z czarnej eLki to właśnie podobna niechęć do nurzania się w gównie.
3niedziela, 06, maj 2012 13:07
Monrooe
Z jednaj strony masz Senatorze rację. Z drugiej nasz stosunek do Pana Waltera nie może powstrzymać nas od merytorycznej oceny jego poczynań. Od tego właśnie jest czarna-eLka by na jej łamach dokonać rzetelnej oceny oderwanej od patologi o której napisałeś.

W taką ocenę wpisuje się tekst Zybszka. Być może nie zgadzam się ze wszystkim co napisał, ale w wielu punktach ma jednak rację. Pan Walter jako głównodowodzący ponosi za pewne rzeczy odpowiedzialność, od tego nie uciekniemy. Choć oczywiście oprócz błędów o których i Ty wspominasz były rzeczy które bardzo wiele dały naszemu klubowi. Podejrzewam, że tym będziemy się w niedługim czasie zajmować na łamach c-eL.
4niedziela, 06, maj 2012 13:13
Senator
Miałem dopisać PS, ale zrobię to tu. Dziennikarz ma wręcz obowiązek pisać prawdę i tego od niego wymagam czy to w ocenie pracy pana Waltera czy każdej innej, za takiego uważam np sir Gawina. Ja natomiast na moje szczęście jestem tylko kibicem i pozwól przewielebny Monrooe że przy swojej postawie pozostanę.
5niedziela, 06, maj 2012 13:20
Monrooe
Ależ nie śmiałbym, Ciebie tego odwodzić. Wręcz przeciwnie, jak dobrze wiesz bardzo cenię sobie Twoje "sercowe" podejście. Starałem się tylko ustalić porządek rzeczy, tak aby było jasne o co nam chodzi i jak dalecy jesteśmy od "palenia na stosie" pana Mariusza Waltera. Plusy i minusy jego zarządzania postaramy się jednak przeanalizować.
6niedziela, 06, maj 2012 13:24
Garm
Dziennikarz ma wręcz obowiązek pisać prawdę

Najwyraźniej nie w Polsce.
7niedziela, 06, maj 2012 13:26
Monrooe
Mylisz się Garmie, w Polsce też.
Tylko, że mamy spore problemy z populacją dziennikarzy w naszym kraju Wink
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.