- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Monrooe
-
"LjubojSa"
Kolejna, szósta kolejka spotkań przyniosła nam nie mniej emocji niż jej poprzedniczka. Z punktu widzenia kibica Legii może nawet więcej, bo wydarzeń jakie miały miejsce na Łazienowskiej3 nie przeżywa się na co dzień. – „To idzie młodość” - chciałoby się rzecz, gdyby nie stanowczy sprzeciw Sagana, który pokazał „pędrakom”, że jeszcze wiele pracy przed nimi, a zastąpienie weteranów wcale nie będzie takie łatwe.
O tym i o kilku innych kwestiach, które wykreowały się w mojej głowie przy okazji niedzielnej potyczki przeczytać możecie poniżej. Oczywiście, o ile nie zanudziły Was moje przemyślenia sprzed tygodnia.
* * * * Gdzie to berło, a gdzie ta Korona * * * *
Patrząc na to gdzie w tabeli znajduje się zespół z Kielc łapię się na tym, że po raz kolejny znajduje się ktoś, lub jak w tym wypadku coś, co chwieje całą moją wizją piłki nożnej. Ostatnie miejsce w tabeli, jeden punkt na koncie to bilans Koroniarzy po pięciu kolejach obecnego sezonu. Tak sobie radzi ekipa, której linia środkowa składa się z zawodników o klasie… w zasadzie niepodlegającej dyskusji. Paweł Golański, Vanja Marković, Jacek Kiełb, Vlastimir Jovanović, Michał Janota to zawodnicy, których, może poza szkoleniowcami z Warszawy i Poznania, widziałby w swojej ekipie każdy trener w Ekstraklasie. Gdy dodamy do tego całkiem niezłego bramkarza (Vytautas Cerniauskas) i robiącego całkiem solidne wrażenie Siergieja Chiżniczenkę to wyniki osiągnięte przez „złocisto-krwistych” (choć to już chyba przebrzmiała nazwa) wprawiają wręcz w osłupienie. Odejście Leszka Ojrzyńskiego zakończyło pewien okres, czas, kiedy to „Szalony Gang” wywoływał gęsią skórkę u kolejnych rywali. W Kielcach uznano, że nie tylko czas na zmianę wizerunku, ale też i obrazu gry tamtejszej drużyny. Ok, aby się rozwijać trzeba iść na przód, to rozumiem, ale działania, jakie podjęto w klubowych gabinetach służyły bardziej zwijaniu się, niż jakiemukolwiek rozwojowi. Ciekaw jestem jak swoje dokonania tłumaczą działacze, jak czuje się ówczesny szef działu sportowego Andrzej Kobylański.
Wczoraj na Łazienkowskiej3 z bólem patrzyło się na efekty dokonań kieleckich działaczy. Mam tylko nadzieję, że rozpaczliwa próba ratowania „co tylko się da” przez Ryszarda Tarasiewicza przyniesie skutek. Bo co by jednak nie mówić, Korona Kielce nawet nie będąc potentatem ligi, zmuszała do wysiłku, obecnie leje ich każdy w miarę przytomny zespół naszej Ekstraklasy.
* * * * Orzeł Bielik * * * *
Tak się zastanawiam, masz szesnaście lat, dzwoni rano telefon… jakiś gość w słuchawce stara Ci się wmówić, że nazywa się Henning Berg i widzi Ciebie w swoim zespole. Henning Berg? Legia Warszawa? Hallo ja gram w Poznaniu, proszę nie robić sobie jaj – to chyba pierwsze, co przyszłoby mi do głowy. Zresztą nie tylko mnie. Gdy już się wydało, że Legia ściąga kolejnego zawodnika z poznańskiego Lecha odezwały się głosy „znających temat” dziennikarzy. Że to granda, że to nieetyczne tak mieszać chłopakowi w głowie, że jak można „wykorzystywać” trenerski autorytet do składania czczych obietnic. Norweska ściema miała zrobić wodę z mózgu dzieciaka i ściągnąć go w okolice stadionu Wojska Polskiego, tu już wyćwiczenie kidnaperzy mieli porwać utalentowanego nastolatka, który niego już miał nie ujrzeć boiska.
24. 08.2014 – 15:30 - Łazienkowska3, Szesnastoletni Krystian Bielik wybiega na boisko w koszulce Legii Warszawa. Kibice patrzą z niedowierzaniem, to właśnie ten młokos ma wspierać weterana europejskich boisk, Helio Pinto. To na tym dzieciaku mają opierać się działania defensywne „wojskowych ”w środku pomocy. To od niego zależy czy powstrzyma kolejnego weterana Pawła Golańskiego wspieranego przez Michała Janotę i Jacka Kiełbia. W zasadzie nikt z zebranych na stadionie kibiców nie myśli o tym, że być może dopiero w tym momencie, ten chłopak, zaczyna wierzyć w zasłyszane kiedyś w słuchawce słowa Henninga Berga.
Dziewięćdziesiąt minut później, w szatni zwycięskiego zespołu trwa feta. Cieszy nie tylko zwycięstwo, piłkarze świętują niewątpliwy sukces swojego kolegi – Marek Saganowski, strzelił swoją setną bramkę w Ekstraklasie. Wraz z nimi raduje się szesnastoletni Krystian, razem z innymi cieszy się z wyczynu kolegi, choć i On ma przecież, co świętować. Debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej wypadł, co najmniej okazale, zwycięstwo Legii i długie momenty, w których to właśnie Bielik brylował na boisku.
Brawo, takich orłów nam trzeba.
* * * * Mistrz na ma setkę* * * *
Nie ma chyba kibica Legii, który nie życzyłby Markowi Saganowskiemu setnego gola w Ekstraklasie. To jakby ukoronowanie dokonań napastnika, jakby laur wieńczący działo. Nic też dziwnego, że schodzący do szatni Sagan stwierdził, że „teraz to już mogę kończyć”. Myślę, że to niepotrzebna deklaracja, Marek Saganowski to bardzo pogrzebana postać. To też wielki wzór dla całego zastępu dzieciaków, które jak mogliśmy się w niedzielę przekonać, opanowały szatnię na Łazienkowskiej3.
* * * * Ciężar opaski * * * *
Spotkanie z Koroną to był mecz spełnianych marzeń. Jak już wspomniałem Marek Saganowski strzelił swoją setną bramkę, debiutu doczekał się Krystian Bielik, a Kuba Kosecki założył opaskę kapitana drużyny. O Koseckim długo można by dyskutować, wymieniać mniej lub bardziej wydumane naszego przywary skrzydłowego, ale ambicji Kosy podważać nie wolno. Nic więc dziwnego, że wchodzący na boisko Kuba dumnie wypinał pierś do przodu, by już po pierwszym gwizdu zrobić to, co potrafi najlepiej – uruchomić kopytka. „Młody Romek” zmotywowany jak nigdy przebierał tymi nóżkami bez przerwy, nie zważając nawet na to, czy warto i czy ma to jakikolwiek sens. Robił to, do czego zaprojektowała go natura, biegał. Można by rzec, że jak szedł to biegł, jeśli nawet nie mógł to i tak chciał być wszędzie. Niestety nie każdy jest jak Forrest Gump, nie każdy może zawrócić jak dobiegł już tak daleko, dlatego też Kosa zapomniał zapominał o tym, że za plecami ma młodszego kolegę, który nijak nie mógł sobie poradzić z Jackiem Kiełbiem. W zasadzie gdyby nie fatalna tego dnia skuteczność „rybki” wysiłek kapitana mógłby pójść na marne, a wymarzony występ z opaską zakończyć się koszmarem. Być może, dlatego, zagadnięty po wygranym było, nie było meczu, piłkarz wyglądał na wściekłego. No cóż, niełatwo być kapitanem.
* * * * LjubojSa * * * *
Jak mniemam o przejściach Orlando Sa, nie muszę nikomu przypominać. Portugalski Gwiazdor przybył do kraju nad Wisłą, aby pokazać tubylcom jak gra się w piłkę za morzem (nie wiem jakim, nieważne). Pech chciał, że trafił na trenera, który widział już kilka gwiazd, wie też, co owe gwiazdy musiały robić, aby nimi zostać. Niestety krewki południowiec nie bardzo był skory do poświęceń, to raczej jemu powinno się poświęcać odpowiednio wiele czasu i uwagi. A podania kolegów powinny raz, po raz otwierać drogę do bramki rywali. Nie wyszło, prawdę mówiąc to niewiele brakowało, aby ktoś faktycznie otworzył Portugalczykowi… drzwi, grzecznie prosząc o zamknięcie ich z drugiej strony.
Długo trwały „przepychanki” trenera z piłkarzem, wzajemne próby wyznaczenia granicy, ale wreszcie wygląda to, że stosunki trener – zawodnik i co ważne zawodnik – drużyna, wychodzą na prostą. W pierwszej połowie meczu grał jeszcze „stary” Orlando, niby pod grą, ale jakiś zagubiony, jakby bez pomysłu na to, czego właściwie dzisiaj chce. Jednak w drugiej odsłonie niedzielnego widowiska, już po strzelonej bramce Portugalski napastnik zaczął pokazywać cechy, które zainteresowały legijny skating. Siła, determinacja, pewność siebie, jak dla mnie były momenty, gdy swoim stylem, gdy Orlando Sa zbliżał się do wielkiego poprzednika Danijela Ljuboji. Szkoda, że na razie momenty, ale kto wie, może OSA jeszcze nie raz użądli naszych rywali, piłkarsko ma do tego wszelkie predyspozycje.
Do głowy mi wtedy nie przyszło, ze Legijna młodzież może dostarczyć tyle emocji i niezapomnianych wrażeń.
Było cudownie
Właśnie największy bajzel zrobił dyro sportowy A. Kobylański. Ta drużyna jakościowo jest słaba, a do tego fatalnie skonstruowana. W skrócie powiem, że ci zawodnicy nie pasują do siebie. Nawet Taraś słynący z umiejętności ustawiania zawodników ma bardzo ciężko zbilansować drużynę. Wygląda na to, że dostał sygnał ,że nie może liczyć na transfery i ma kleić z tego, co ma. Jak najbardziej więc słusznie przesunął Golańskiego do ofensywy, skoro inni w przodzie są o wiele gorsi. Wokół niego zbuduje ofensywę, ale w defensywie to przynajmniej dwóch musi odstawić. Współczuję mu szczerze, bo wpadł w takie bagno, że prawdopodobnie długo z niego ni wylezie, o ile działacze go wcześniej nie utopią. Ostatnia nadzieja to w najbliższej przerwie reprezentacyjnej. Kilkanaście dni treningu powinno pomóc.
Spokojnie z tym orłowaniem
Ach ten Orlando. Ja dalej nie wiem, co o nim napisać. Pochwalić, że się starał tylko w drugiej połowie? Wypadałoby starać się cały czas. Taki znam standard nawet u tych, co zarabiają 10 razy mniej. Że strzelił najgorszej drużynie w lidze, w której obrońcy pomagają ci w graniu? Z podpuchą tak jakoś nieswojo chwalić. Na ich tle to nawet Sikorski Daniel coś by dzióbnął. Prawda, że wykazuje oznaki wychodzenia z marazmu, ale na razie nic poza pewne minimum nie wychyla się. Czekam dalej na obiecane fajerwerki. Przy Bergu nawet mam nadzieję, że do tego dojdzie. Wygląda na to, że ma plan na niego. Coś jak w wojsku. Najpierw zmiażdżyć psychicznie, aby móc stworzyć go na nowo na swoją modłę. Szczerze życzę powodzenia. Niech chociaż jedna gwiazda nam wypali. Jak widzę dwie już za granicą (Szkocja i Dania), a trzecią męczącą się niemiłosiernie to już niech ten czwarty gwiazdor chociaż się sprawdzi, żeby kasa nie poszła w błoto, a dyro skautingowy nie musiał szukać nowej roboty.
Skąd u niektórych tyle pesymizmu ?
Takie wymagania to można stawiać Jodłowcowi a nie chłopakowi, któremu stuknęło 16 wiosen i jest w Legii tak krótko.
Myślę że "dyro skautingowy" robi akurat wspaniałą robotę i wyławia większość młodych talentów.
Na piłkarzy "pokroju" raczej bym nie liczył w kontekście finansów klubu.
- "Absolutnie nie mogę się zgodzić z laurką wystawioną linii środkowej Korony."
Masz pełne prawo, to moje przemyślenia, nie ma konieczności ich powielania.
- "Golański jeszcze ujdzie, ale reszta nie wyrabia. Niby są na boisku, a co wnoszą do gry? "
Nieco poważniej - być może jest tak jak piszesz, ale ja pisząc o środkowej formacji Korony miałem na myśli, nie tyle obecnie prezentowaną klasę co możliwości tego oktetu. Jak na naszą Ekstraklasę są to panowie, którzy wyglądają co najmniej dobrze. Są momenty, w których takiego Jovanovicia widziałbym w Legii, bywają chwile, że bardzo pozytywnie zaskakuje mnie Marković. Co by też nie mówić o Kiełbiu i Janocie są to piłkarze o niezłych umiejętnościach technicznych. Prawdą natomiast jest fakt, że o ile styl "Szalonego Gangu" nie pozwalał tym graczom rozwinąć skrzydeł, o tyle to co pokazują po odejściu Leszka Ojrzyńskiego woła o pomstę do nieba. Nie rozumiem jakim cudem nie udało się stworzyć z tych graczy dobrze funkcjonującej maszyny. W efekcie czego od czasu, do czasu widzimy przebłyski, solowy występ tego, czy innego, ale nigdy nie widzieliśmy koncertu.
- "Ta drużyna jakościowo jest słaba, a do tego fatalnie skonstruowana. W skrócie powiem, że ci zawodnicy nie pasują do siebie"
O niczym innym nie pisałem, mając poszczególnych zawodników, kompletnie zepsuto wizję całości. Bez rezerw, bez młodych, bez sensownych wzmocnień. Istny pokaz twego, jak nie powinno zarządzać się klubem i zespołem.
- "Ostatnia nadzieja to w najbliższej przerwie reprezentacyjnej. Kilkanaście dni treningu powinno pomóc. "
Spokojnie, jak znam trenera Tarasiewicza, to Kielczanie mają obecnie dwa, albo i trzy treningi dziennie (nawet coś o tym czytałem). Na razie łapią oddech rękawami, ale wkrótce będą orać boiska Ekstraklasy. Nawet wynalazki w stylu Quatttary nie powinny przeszkadzać w kolekcjonowaniu punktów, ale to problem kolejnych przeciwników Koroniarzy.
- "Spokojnie z tym orłowaniem"
Jestem nad wyraz spokojny, a pisałem o swoich przemyśleniach, tych które mnie naszły na trybunach stadionu.
- "Pochlebstwa zebrał za grę w ofensywie, ale w destrukcji to trochę kiszka."
A ja wcale takiego wrażenia nie miałem. Początkowo problemem był podział ról z Pinto, który kuśtykał w kierunku rozwijającej się akcji i młody trochę nie bardzo wiedział gdzie biec. Później było już coraz lepiej, choć faktem jest, że Krystian o wiele lepiej wyglądał z piłkę przy nodze, niż ustawiając się do gry bez futbolówki.
Nie zmienia to faktu, że mnóstwo pracy przed Bielikiem, niemniej jednak przyjemnie patrzyło się na grę nastolatka.
- "Ach ten Orlando. Ja dalej nie wiem, co o nim napisać. "
Ja nie twierdzę, że wiem co z niego będzie. Twierdzę natomiast, że były w drugiej połowie momenty gdy wyglądał jak piłkarski gladiator. Jak nie przymierzając przywołany przeze mnie Ljuboja brał na plecy rywala, zgrywał, zasłaniał, podawał. Czy to utrzyma? Nie wiem, ale gdyby to to naciągane porównanie mogłoby przylgnąć do Portugalczyka.
Wymagam tylko i wyłącznie pewnych minimalnych umiejętności potrzebnych do gry na określonej pozycji. Na DP najważniejsze jest zatrzymać przeciwnika, a jeszcze lepiej zabrać mu piłkę. Najsłabsza Korona pokazała, że Bielik ma spore braki w tych aspektach. Przeszedł pewną weryfikację umiejętności i teraz wie nad czym musi szczególnie pracować i na co przenieść akcenty w grze. To bardzo pożyteczna i optymistyczna lekcja. Łatwiej przecież nauczyć przeszkadzać niż kreować.
Z młodymi sobie radzi, ale zawodzi na graczach najwięcej zarabiających, którzy mieli w założeniu decydować o obliczu drużyny i wprowadzać ją na salony, aby były pieniążki na rozwój młodych.
To dosyć poważny minus, których młode plusy nie zniwelują.
Dziś tyłek dyra ratuje Berg.
W porównania Orlando Sa z Ljuboją to się nie bawię
Zupełnie różne charakterystyki.
Od 16 latka ?
Daj Boże aby każdy absolwent gimnazjum miał taki debiut w Legii
- "W porównania Orlando Sa z Ljuboją to się nie bawię"
A ja się będę upierał, że z trybun właśnie wrażenia "Ljubojowatości" w poczynaniach Sa się dopatrzyłem. Nie twierdzę absolutnie, że to już ten poziom, ten to już ten sam wpływ na zespół, ale zalążki takich możliwości u Portugalczyka dostrzegłem. Czy na wyrost? Nie wiem, mam tylko nadzieję, że w niedługiej przyszłości Orlando nas o tym przekona.
Oczywiście, że tak. Piłkarze w drużynie przeciwnej nie będą patrzeć w metryczkę tylko zagrają tak jak im pozwolimy. A Bielik na razie na wiele pozwala, a to grozi porażkami. Na razie debiut spełnił rolę szkoleniową bez ujemnych konsekwencji dla drużyny i z tego oczywiście trzeba się cieszyć. I oczekiwać, że następnym razem będzie lepiej jak na treningach pokaże, że poprawił grę w destrukcji. A teraz trochę strach wypuszczać go na ligę.
Nawiasem mówiąc łatwiej by mu było z Vrdoljakiem czy Jodłowcem, bo oni lepiej zaasekurują od Pinto, pomogą wybierać najlepsze decyzje.
Ja myślę że taki młody zawodnik żeby się rozwijać musi się zetknąć z inną piłką niż juniorska albo III ligowa. Musi zagrać przeciwko zawodnikom o wyższych umiejętnościach, w szybszym tempie i przy innej presji żeby miał materiał do analizy. Przecież potem trenerzy przeanalizują z nim jego grę co mu pozwoli przemyśleć sprawę i poprawić słabsze elementy.
Filozofia "nie bierz skrzypiec do rąk dopóki nie nauczysz się grać" nie sprzyja rozwojowi umiejętności.
Może przy Bergu doczekamy się z\wodników w wieku 19 lat grających regularnie na dobrym poziomie?
Przecież tyle o tym pisaliśmy na forum.
Jasne,że tak. Masz całkowitą rację. Ja o niczym innym nie piszę. Po prostu kładę nacisk na pewne braki w warsztacie.
Zetknął się z seniorską piłką? Zetknął. Zagrał przeciwko dobrym (umownie) piłkarzom na wysokim tempie? Zagrał. I jest świetny materiał do analizy. Wiemy z niego, że na razie coś tam brząka na tych skrzypach i koncertów jeszcze grał nie będzie. Teraz treningiem trzeba poprawić niedoskonałości i za jakiś czas znowu go rzucić na boisko.
Lekkomyślnością by było teraz wysłać go na Podbeskidzie, widząc jak grał w destrukcji w niedzielę. Tam grają Iwański, Sloboda, schodzi Korzym,o wiele bardziej kreatywni i świadomi taktycznie gracze niż w Koronie. Jest duże ryzyko, ze nie ogarnie. To już wyższa półka. Na razie nie jest na nią gotowy. Musi poćwiczyć aż się poprawi.
...oczywiście sprawdziłeś gdzieś, jak się odmienia Jacka Kiełba? (Kiełbia)?