- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
-
W potrzasku
Legia nadal tkwi w pułapce, w którą nieostrożnie wdepnęła w zeszłym roku. Wydobycie się z tej pułapki będzie wymagało od kibiców wejścia na poziom świadomości, dojrzałości i odpowiedzialności, który przeciętnej piłkarskiej publiczności jest zwykle... niedostępny. Z przyczyn, nazwijmy to oględnie, obiektywnych.
Dziś już mało kto wraca do wydarzeń mających miejsce latem zeszłego roku. A przecież teraz dosięgły nas skutki tamtych błędów. Przypomnijmy – wiosną 2013 roku UEFA wprowadziła nowe regulacje wynikające z polityki 'zero tolerancji dla rasizmu'. Legia, bardzo wcześnie zaczynająca pucharowe rozgrywki w sezonie 2013/14, stała się jedną z pierwszych ofiar tych przepisów. Nasz klub został ukarany za flagi wywieszone podczas wyjazdowego meczu z walijską drużyną The New Saints, a następnie za wywieszenie 'trefnych' flag podczas meczu u siebie z Molde. UEFA potraktowała mecz z Molde jako recydywę, mimo że miał on miejsce jeszcze przed ogłoszeniem decyzji dotyczącej meczu z TNS i ani kibice, ani klub nie mieli szansy zareagować na pierwszą karę. Tym sposobem, zanim się obejrzeliśmy, przez szkodliwe kibicowskie przyzwyczajenia, przez klubowe niedbalstwo i brak przewidywania, a także przez specyficzne pojmowanie recydywy przez przez europejską federację, 'zaliczyliśmy' aż dwa poziomy kar z artykułu 14.
Od tamtego czasu wisiał nad nami 'topór' w postaci trzeciego poziomu kar z artykułu 14. Nieszczęście, do którego doszło w Lokeren, to oczywiście po części skutek nieuleczalnej głupoty jednostek, ale i po części naturalna konsekwencja zaistnienia określonych zmiennych. Te zmienne to zastany stan faktyczny (dwa poziomy kar), kostyczność zapisów artykułu 14. oraz zakorzeniona od lat (czy wręcz pokoleń) kibicowska skłonność do różnych form obrażania i deprymowania przeciwnika. Obserwując tegoroczne mecze Legii rozgrywane w europejskich rozgrywkach, łatwo można było przewidzieć, że wszczęcie kolejnego postępowania przeciw naszemu klubowi jest kwestią czasu, a jego konsekwencje będą bardzo bolesne. Decydujący bodziec zależał tylko i wyłącznie od odpowiedniego poziomu wyczulenia sędziów czy obserwatorów meczów z udziałem Legii.
Dziś, czytając oświadczenie grup kibicowskich po najnowszych karach, widzimy fragment dotyczący 'eliminacji marginalnych zachowań uznawanych za rasistowskie'. Od razu nasuwa się pytanie – dlaczego dopiero teraz? Czy naprawdę zrozumienie, że 'pohukiwanie' to bodaj najbardziej oczywiste zachowanie rasistowskie obecne na współczesnych stadionach i dodanie do siebie dwóch składników sumy (artykuł 14. plus zachowanie rasistowskie) jest działaniem na tyle skomplikowanym i wymagającym uruchomienia tak głęboko ukrytych zasobów wyobraźni, że nie dało się go przeprowadzić wcześniej? Czy naprawdę trzeba było usłyszeć, że nasz stadion znów zostanie zamknięty, żeby dojść do wniosku, że ów margines powinien zostać wyeliminowany, jak, nie przymierzając, wyklęte przez środowisko 'achtungi'?
Odpowiedź wydaje się oczywista. Tylko że w tym miejscu pojawia się paradoks. Otóż okazuje się, że najwięcej zależy właśnie od środowiska, od mniej lub bardziej formalnych organizacji, które są zdolne do tego, żeby prewencyjnie (przy pomocy argumentu siły?) wpłynąć na co mniej rozgarniętych lub co bardziej niesubordynowanych kibiców. Tym sposobem UEFA nieświadomie przyczynia się do wzmocnienia koncepcji 'państwa w państwie' na polskich trybunach. O ile bowiem w przypadku flag można było doszukiwać się winy klubu, który umożliwił ich ekspozycję, o tyle sytuacja, w której klub jest karany za incydent, któremu praktycznie nie jest w stanie zapobiec (i nigdy nie będzie), a reakcja klubu na zaistnienie tego incydentu jest pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia, oznacza, że przekaz jest już skierowany wprost do kibiców. Dialog właśnie został przeniesiony ponad głowy panów Leśnodorskiego, Mioduskiego i Wandzela.
Paradoksów jest zresztą więcej. 'Pohukiwanie' jest karane tak samo jak zajścia, po których w szpitalach lądują ludzie ugodzeni nożem, a bardziej restrykcyjnie niż wszczęcie na trybunach awantury, skutkującej przerwaniem meczu na pół godziny. Stajemy w obliczu urzędowo zdefiniowanego ostracyzmu, nie mniej odrażającego niż rasizm i ksenofobia, z którymi rzekomo tak zaciekle walczy europejska federacja. Tylko jakie to wszystko ma znaczenie? Takie w tym momencie są reguły gry.
W kontekście przyszłych skutków egzekwowania przepisów artykułu 14. ucywilizować musi się zatem środowisko. Środowisko, które buduje swoją tożsamość na niechęci do cywilizowania się, które lubi operować emocjami opartymi na poczuciu wewnętrznej solidarności, tym mocniejszej im gwałtowniejszy zewnętrzny nacisk. A jednocześnie, jeżeli w Legię uderzy coraz bardziej realna katastrofa, to przecież i to środowisko poniesie potężne straty. Skutki tego wewnętrznego rozdarcia widać już w wiadomym oświadczeniu grup, które z jednej strony zawiera przekaz ważny i pożądany przez klub, ale z drugiej strony histeryczną wręcz w tonie próbę wytłumaczenia się z tego przekazu i jednoczesnego odcięcia się od podejrzeń o 'kolaborację' ze stowarzyszeniem 'Nigdy Więcej'.
Cóż, widać jak na dłoni, że nie będzie łatwo wygrzebać się z tego bagna, w którym tkwimy po pas. Ale trzeba wierzyć, że jakoś się uda, trzeba wierzyć, że są tacy, którzy będą chcieli i umieli tego dokonać. Bo inaczej Legia przegra, przegra jak nie przegrała jeszcze nigdy - a my razem z nią. Wszyscy.
Okreslilbym to jako radosną politykę bezstresową wynikającą jak to określił pan Mioduski z chęci budowania zarządzania rodzinnego przyjaznego. Wymiana kadry na tą nową niekorporacyjną zaowocowała błędami formalnymi z których klub w większości przypadków zdawał sobie sprawę zbyt późno czyli mleko było już rozdane.
Na przeciwnym biegunie jest wspomniana UEFA, biurokratyczne machina
dla której liczy się tylko przepis i żadne "okoliczności łagodzące" czy nawet wynik sportowy nie mają żadnego znaczenia.
Jak zwykle w takich przypadkach zwycięsko z takiego zderzenia wychodzi bezduszna machina biurokratyczna.
O pomysł zarządzania klubem pretensji nie mam żadnych, wydaje się jednak że tak wytrawni biznesmeni powinni zdawać sobie większą sprawę jak ważne są regulaminy etc etc.
Długo tak sobie myślałem, że klub to niewiele może zrobić (bo skrajne rozwiązania są oczywiście głupie - dotyczy to też "wypalania żelazem").
Ale wyobraźmy sobie taką sytuację: kupujesz bilet wyjazdowy, to masz obowiązek być na trybunie. Klub po każdym meczu bierze monitoring (umówmy się - kilkadziesiąt lub kilkaset osób łatwo zweryfikować, szczególnie jak wysłannik klubu nakręci też osoby wchodzące na trybunę) i osobom, których nie jest w stanie zidentyfikować, wlepia z miejsca zakaz stadionowy na 2 lata. A wyjazdowy na 5. Kupiłeś bilet, a nie byłeś na trybunie tylko poza nią? Zakaz. Miałeś bilet, a nie mogę Cię zidentyfikować bo założyłeś kominiarkę? Zakaz.
Czy to oznacza domniemanie winy na wyjazdach? Pewnie tak. Niesłusznie? Pewnie nie...
Po kilku wyjazdach albo goście grzecznie siedzą, albo już ich nie ma, bo mają zakazy. A jak jest odkryta twarz, to jest droga cywilna - finansowa. Jedyna skuteczna.
Ja obawiam się, że błędem jest odwoływanie się w dialogu do miłości do klubu, do wyników, itp. Klub dziś czy jego wyniki nie są wartością. To nie klub łączy tych ludzi. Łączy ich HISTORIA klubu, WARTOŚCI które wydaje im się że ten klub w przeszłości reprezentował.
Nie raz słyszeliśmy, że wynik jest nieważny. Że ważniejsze, żeby było tak jak oni chcą. Że lepsza Legia w V lidze, niż Legia ich, nawet z wynikami.
Czas chyba kibolom uwierzyć. I wyciągnąć z tego konsekwencje...
Dlatego tylko sygnalizuję:
1)dzisiejsze oświadczenie grup kibiców oznacza kres SKLW,bo ono nie ma na trybunach nic do powiedzenia. Wcześniej to kierownictwu klubu sygnalizowałem. Lecz ci co się teraz kreują na wodzów za pół roku przestaną istnieć. Takie jest prawo funkcjonowania życia grup nieformalnych. Rolą szefostwa klubu jest nie wiązać się z kimś konkretnym, lecz pragmatycznie z tymi którzy rządzą w takim układzie.
2)Nareszcie Prokuratura zajęła się z Urzędu bezczelnym łamaniem prawa karnego przez łobuzów .Aż na usta ciśnie się pytanie jak można było tyle lat tolerować łamanie art.256, 257 i 258 Kodeksu Karnego.?.
Jak można było szefów klubów zostawiać samych wobec tych gadów?.
Jak można było dopuszczać do tego , aby wizerunek Polski w Europie kreowały łobuzy,ośmieszające i poniżające Polskę i Polaków wśród innych narodów?.
Pragmatycznie to jak te grupy zagwarantują spokój to cel spełniony. Pozornie. Nie można władzy oddawać ulicznikom.Było ją oddać łatwo, trudno odzyskać. Szkoda że za nieznajomość działania ludzi w społeczeństwie jest taka wysoka cena.I nauka; zanim zacznie się rządzić
to wypada wiedzieć jak to robić. Jak się ma tylko dobre i ufne serce to dupsko trzeba mieć wolframowe.Różni dewianci dobroci nie rozumieją, bo na to wypada mieć sumienie i wrażliwość. Oni rozumieją jak było w carskiej Rosji,że ktoś rządzi, bo ma władzę i może prać po pysku i to jemu kłaniać się należy nisko. Takie raby, którym nieopatrzenie ktoś pozwolił być panami.Czas z tym skończyć.Jak piszą publicyści narodowi; najwyższy czas.
Co ich łączy to Bóg raczy wiedzieć choć oczywiście Twoja interpretacja jest jedną z prawidłowych.
Niestety zarówno za historię naszego klubu jak i jego wartości wzięli się ci co nie powinni i oczywiście przekazują to co im pasi .
Ja już staję się nudny ale te łączące ich nici kręcą się wokół jednego tzn zasad ruchu kibicowskiego, a te ściągnięte prosto z więzień. Tak więc oczywistym jest to o czym pisze niuniek żadnego znaczenia nie ma wynik sportowy, klub jako podmiot gospodarczy czy w końcu ludzie nim zarządzajacy bo nie należą do struktur ruchy kibicowskiego.
rozwiązania restrykcyjne ale na trudne chwile możliwe do zastosowania z tym że na bank zaraz w obronie praw obywatelskich wystąpiły by organizacje typu fundacja helsińska . To że na wskroś lewacka to tym razem już by nikomu z piszących oświadczenie nie przeszkadzało. Tak więc nie zdążysz za nimi w żaden sposób.
„Oświadczamy, że na Żylecie nie ma i nie będzie miejsca dla lewacko – tęczowej propagandy” – napisały „grupy kibicowskie Legii Warszawa”
Jeszcze odpowiedź Stanowskiego.
http://www.weszlo.com/2014/12/03/stadiony-tylko-dla-prawicy-czyli-walka-z-lewactwem/
Coraz weselej się robi, tylko gdzie jest futbol ?
Czekam na wspólne oświadczenie co z kibicami, którzy poglądów politycznych nie przynoszą na stadion ?
Słucham wiadomości trójki i wychodzi na to że kibice Legii to rasisci bandyci chuligani itp itd koszmar.
Jednym słowem prokuratura może sobie darować dochodzenie w sprawie małpich odgłosów.
Nie wierzę, że nie da się tego załatwić. Z jasnym przekazem, przy każdym meczy, do klubu zagranicznego i UEFA, że dystrybucja może być prowadzona tylko przez Legię albo w ogóle. Boję się raczej, że na to machano ręką, z nadzieją, że jakoś to będzie.
@Senator
A tam, fundacja. Kupując bilet, zawierasz umowę z klubem, której częścią jest regulamin. Uniemożliwiając identyfikację, łamiesz regulamin i łamiesz nasze prawo. Zakaz za to się po prostu należy. Tylko klub tego dotąd nie chciał egzekwować.
Generalnie wyjazdy IMHO należy objąć specjalnymi regulacjami. Ponieważ nie ma kontroli nad kibicami na wyjeździe - a to jest fakt i to się nie zmieni - to albo trzeba dokładniej tych kibiców wybierać, albo bezlitośnie tępić każde wyjazdowe przewinienia, albo w ogóle zrezygnować z wyjazdów.
co do zasady w pełni się z Tobą zgadzam. Natomiast niektóre rozwiązania nie przejdą.
" kupiłeś bilet a nie ma cię na trybunie... Zakaz.
Raczej trudno zmusić kogoś do skorzystania z biletu nawet jeśli wydał 1000zł
Jego sprawa i kasa.
Tak ogólnie to najwięcej kłopotów jest z tymi którzy jadą na zasadzie jakoś to będzie, coś się wymyśli.
Zresztą same oświadczenie SKLW potęguje taki rodzaj percepcji. To MY jesteśmy Legia. Przecież Legia to coś więcej, to wspaniała historia, spore osiągnięcia, niepowtarzalna tradycja. To my istniejemy dzięki Legii, a nie Legia dzięki nam.
Najgorsze, że na oficjalnym forum nadal pokutuje taki rodzaj myślenia. To wina UEFY, to wina świni. Wszystko spływa jak po kaczce. Zero refleksji. Tylko zacięta walka z nie do końca wiadomo czym. Z obecnym światem ?
Niektórzy lubują się we wrogach.