- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
-
Legia - Ajax, czyli do przerwy 0:1
W przerwie dwumeczu z Ajaksem wynik brzmi 0:1. Przed nami kilka dni oczekiwania na rewanż. Po meczu takim jak czwartkowy chciałoby się, żeby ten rewanż nadszedł jak najszybciej.
Niecierpliwość wynika z wrażenia niedosytu. Z pragnienia, żeby Legia dokończyła to, czego nie udało się zrobić w czwartek. Bo z tego co wydarzyło się w Amsterdamie, zadowolonym być trudno. Oczywiście, należy docenić to, że Legia Warszawa grała jak równy z równym z wielkim Ajaksem Amsterdam - ale nie zmienia to faktu, że wynik jest zwyczajnie zły. Chyba nikt nie ma takiego wrażenia, jakie mieliśmy choćby po starciu ze Steauą w Bukareszcie – że spotkaliśmy się z przeciwnikiem znacznie lepszym od nas, który powinien pokonać nas kilkoma bramkami, a końcowy rezultat należy uznać za dobrodziejstwo. Teraz dominuje żal, że nie udało się zdobyć gola.
Henning Berg miał plan. Dobry czy zły – nie chcę oceniać. Z pomeczowej perspektywy łatwo o wniosek, że Norweg popełnił błąd, przeszacował siłę Ajaksu i niepotrzebnie ułatwił Holendrom grę, celowo zapraszając rywala na naszą połowę. Ale tok myślenia Berga, najpierw wybić Ajax z uderzenia, uniemożliwić Holendrom szybkie ustawienie sobie meczu, potem spróbować rozstrzygnąć go na swoją korzyść (jestem przekonany, że nawet przy stanie 0:0 Legia prędzej czy później odstąpiłaby od gry ustawieniem 5-2-3), miał kilka uzasadnień. Ryzykiem byłoby poczynić wyjściowe założenie, że Ajax będzie tak słaby jak w niedawnych meczach z Feyenoordem czy Vitesse. Kto oglądał Ajax choćby w jesiennym meczu z APOEL-em w Lidze Mistrzów, musiał nabrać szacunku do ofensywnego potencjału tej drużyny. Poza tym Legia jesienią w Lidze Europy była drużyną kładącą nacisk na umiejętnie prowadzoną grę defensywną, a kontynuacja kierunku, który przyniósł tak dobre efekty, wydawała się posunięciem ze wszech miar logicznym.
Plan Berga zawiódł przede wszystkim w obszarze wykonawczym. Legia nie zdołała przypilnować wyniku w tej fazie meczu, w której była nastawiona na obronę własnej bramki. Nie byliśmy w stanie utrzymać piłki, nie potrafiliśmy jej odebrać, kiedy już podchodziliśmy do pressingu. Podejmowaliśmy złe decyzje, łatwo przegrywaliśmy indywidualne pojedynki. Decydującego gola straciliśmy po prostej sztuczce Arkadiusza Milika, który zrobił kilka kroków do tyłu, wycofując się z linii ataku. Chwila zawahania obrońców, spóźniony doskok, w dodatku do 'złej' nogi i nieszczęście gotowe
Co gorsza, nie udało się zdobyć gola w tej fazie meczu, kiedy to my przejęliśmy inicjatywę, a sytuacji ku temu było przecież aż nadto i były to okazje z gatunku tak zwanych 'stuprocentowych'. Wiadomo, zdarza się i tak. Braku skuteczności legionistów w czwartkowym meczu obawiałem się zresztą najbardziej, czemu dałem wyraz w przedmeczowej ankiecie opublikowanej na stronach legia.sport.pl, ale żal pozostaje. Bo lepsze 'patelnie' wprost trudno sobie wyobrazić.
Warto pamiętać, że Frank de Boer zostawił na ławce Niklasa Moisandera i Lasse Schöne, wiodących zawodników drużyny z Amsterdamu. Czy na decyzję względem Moisandera mogła wpłynąć przesądzona już przyszłość defensora z Finlandii, który w lecie zamieni Ajax na Sampdorię? Być może, ale bardziej prawdopodobna wydaje się ewentualność, że de Boer uznał, że zmiennicy wystarczą na Legię. Niestety dla nas, trener Holendrów spadł na przysłowiowe cztery łapy. Wielka szkoda, że nie umieliśmy skokorzystać na absencji Moisandera i Schone, jeszcze większa, że nie potrafiliśmy wykorzystać tego, że zawodnicy gospodarzy, być może zdezorientowani przebiegiem wydarzeń po przerwie, przez długie minuty nie byli w stanie przeorientować się na staranną grę defensywną, a ich obrona była dziurawa niczym szwajcarski ser.
Wśród wielu porównań pierwszego meczu z Ajaksem, najbardziej przekonuje mnie porównanie do meczu z Udinese Calcio rozegranego jesienią 1999 roku. Wtedy też szybko i łatwo straciliśmy gola, wtedy też rzuciliśmy się na przeciwnika po przerwie, mecz też skończyło się porażką 0:1, a Legia zebrała wiele pochwał za styl i stworzone sytuacje.
Jeżeli coś może odróżnić rywalizację z Ajaksem od tamtej z Udinese – to przebieg meczu rewanżowego. Legia wciąż jeszcze może awansować. I chyba już wszyscy, i kibice, i dziennikarze, i piłkarze, i panowie Henning Berg oraz Frank de Boer wiedzą, że Legia naprawdę jest w stanie to zrobić.
Wydaje mi się, że największe szanse mieliśmy biorąc ich z zaskoczenia, w rewanżu już "tak łatwo" nie będzie. Z drugiej jednak strony o co, jak o co, ale o grę defensywną gości z Amsterdamu nie posądzam. To byłby gwóźdź do trumny - niestety zdają sobie z tego sprawę. Niemniej jednak, jakby na to nie spojrzeć to jest to dobra sytuacja dla nas, goście muszą atakować, a to właśnie woda na młyn dla podopiecznych Berga. Będzie się działo, szkoda, że tylko na niebieskim ekranie.
- "W rewanżu najważniejsze chyba będzie nie stracenie gola. "
Teoretycznie wiem o co Ci chodzi, ale i tak zgodzić się nie mogę, musimy strzelić bramki i to będzie najważniejsze.