Logo

Pragmatyzm wikinga

„Pierwsze śliwki robaczywki” – jakże nienawidziłem tych słów, często powtarzanych np. przez byłego legionistę przez Łukasza Surmę. Trzeba jednak przyznać, że dziś, w obliczu wyników zespołu dowodzonego przez Henninga Berga, ta oklepana fraza znów brzmi w moich uszach. Pana Łukasza już dawno na Łazienkowskiej nie ma, a jego słowa wciąż wracają jak bumerang.

Nic jednak dziwnego, bilans wiosennych spotkań rozegranych przez Legię Warszawa wygląda fatalnie. Cztery rozegrane mecze, dwa remisy i dwie porażki - to na pewno nie jest zdobycz potwierdzająca mistrzowskie aspiracje „wojskowych”. Stąd też nie powinny dziwić nerwowe reakcje stołecznych kibiców, wszak wedle ich wizji Legia powinna wygrywać z każdym i to niezależnie od poziomu rozgrywek. Pragnący absolutnej dominacji fani nie dostrzegają jednak kilku faktów,  które być może nie zmieniają postrzegania obecnej sytuacji, ale na pewno pozwalają zrozumieć taki właśnie stan rzeczy.

Henning Berg, facet który od samego początku swojego pobytu na Łazienkowskiej 3 pokazał, że niezależnie od opinii publicznej zwykł wdrażać swój przygotowany przed sezonem plan. Krytykowany za zmiany których nie robi, za skład który wystawia, czy za rotację którą stosuje, nie zmienił się ani o jotę. Tylko wyniki, jakie osiągnął ze swoim zespołem, oddaliły nieco spadającą na jego głowę krytykę, a najwięksi adwersarze zeszli do podziemia, aby stamtąd, korzystając z każdej nadążającej się okazji w myśl niezniszczalnego stwierdzenia „a nie mówiłem”, kąsać po staremu. Dokładnie tak jak teraz, wobec, nie oszukujmy się, słabego startu mistrza Polski. Rzecz jednak w tym, że Norweg nie robi nic, czego nie próbował lub czego nie robił już wcześniej. Mało tego, jestem głęboko przekonany, że szkoleniowiec wojskowych zapytany o swoje wcześniejsze posunięcia, bez zająknięcia stwierdziłby, że to właśnie dzięki tym manewrom udało się osiągnąć to, za co był chwalony. Czy można dziwić się, że prowadzony przez niego sztab trenerski powtarza to, co przyniosło wcześniej sukcesy? Ja osobiście zdziwiłbym się gdyby tego nie robił.

No dobra, ale co tak naprawdę ta „banda wikingów” znów wymyśliła?

Jak już wspominałem, nic nowego. Tak naprawdę po raz kolejny mamy do czynienia z pragmatycznym do bólu podejściem Henning Berga, który mając na uwadze zadanie, które ma wykonać, robi wszystko, aby zmaksymalizować szanse na jego osiągnięcie. Dlatego też, aby uzmysłowić sobie motywy działania szefa stołecznej ekipy, należy zrozumieć plan, jaki nakreślił sobie Norweg. Wszyscy znamy wypowiedzi trenera Legii na temat systemu rozgrywek, jednak warto sobie uzmysłowić, że wypowiadane słowa krytyki to jedno, natomiast działania mające na celu maksymalne wykorzystanie takiego a nie innego systemu to zupełnie inna sprawa. Dlatego też strategia sztabu szkoleniowego od samego początku wiosennych rozgrywek skupia się na dwóch aspektach. Jak najlepszego zaprezentowaniu się na europejskich boiskach, co zarówno dla zawodników jak i dla samego zespołu trenerskiego jest zwieńczeniem trudów tego sezonu (niech nie zwiodą Was słodkie słowa o „najważniejszym” w tej chwili mistrzostwie, każdy sportowiec stworzony jest do rywalizacji, im wyższy jej poziom, tym większa satysfakcja) oraz przygotowaniu drużyny do tej najważniejszej części sezonu, czyli rywalizacji w grupie mistrzowskiej. Wobec tych założeń, ku naszemu kibicowskiemu utrapieniu, wszystkie inne sprawy, takie jak choćby osiągane obecnie wyniki w fazie zasadniczej sezonu, schodzą na dalszy plan.

Cel uświęca środki – to w zgodzie z tą maksymą planuje swoje posunięcia trener warszawskiej drużyny. Dlatego też w tej chwili sztab Henninga Berga robi wszystko, aby w decydującym momencie sezonu dysponować największą siłą ognia, jaką Legia jest w stanie z siebie wykrzesać. Jednak aby to było możliwe, nie tylko nie możemy „zamęczyć” pierwszej jedenastki, która jak już wspomniałem walczy „o Europę”, ale też musimy dysponować odpowiednim zapleczem, które będzie w stanie wzmocnić kolegów z tego teoretycznie podstawowego zestawienia. Niestety, ostatnie miesiące nie były dla nas łaskawe i wielu ważnych zawodników „wypadło” ze składu na wskutek kontuzji. I to właśnie odniesione urazy, oraz analiza wcześniejszych sezonów w wykonaniu „wojskowych” w znacznym stopniu zdeterminowały działania zespołu szkoleniowców Legii. Problemy z kontuzjami za czasów Jana Urbana pokazały, że być może na zachodzie grają co trzy dni, ale podobne obciążenia dla piłkarzy znad Wisły są nie do przeskoczenia. Spadek jakości, a przede wszystkim ryzyko odniesienia wspomnianych wcześniej urazów jest zbyt duże, aby po raz kolejny bezrefleksyjnie je podejmować. Efekt analizy jest widoczny, obecny trener stara się odciążać zawodników grających w Europie, jednocześnie zwiększając intensywność treningów, przyzwyczajając swoich podopiecznych do wysiłku, który będą musieli podjąć. Jednocześnie w znacznym stopniu zwiększono obciążenia treningowe młodym piłkarzom prowadzonym przez Jacka Magierę (co być może też w jakimś tam stopniu jest usprawiedliwieniem niezbyt imponujących wyników osiąganych przez trzecioligowy zespół) co ma przygotować tych chłopaków do gry na intensywności pożądanej w silniejszych ligach. Nie dziwmy się więc, że po meczu ze Śląskiem nie zobaczyliśmy już naszych „Europejczyków” na ligowych boiskach (wyjątkiem był Jodłowiec, którego badania wykazywały potrzebę wysiłku). Po prostu, aby móc zaprezentować swoje walory w meczu z Ajaksem, piłkarze Legii muszą dysponować maksymalnym zasobem swoich sił.

Druga cześć planu, o którym wspomniałem wcale nie jest łatwiejsza. Poza walką na całego z Holendrami mieliśmy zapewnić sobie odpowiednią jakościowo głębię składu. Dla Henninga Berga nie ma ludzi straconych, każdy kto decydował o sile Legii w przeszłości, ma szansę mieć wpływ na tę siłę w przyszłości. Niestety, przygotowania zimowe w realizacji zamysłu trenera nie pomogły. Nie dość, że nie starczyło czasu, aby w pełni odbudować zawodników wracających po urazach, to kolejnych zmartwień dostarczyły nowe kontuzje. W efekcie czego przygotowanie zaplecza przeniesiono na wczesny okres ligowy. Potwierdzeniem tego pomysłu jest zestawienie jedenastki „wojskowych” w meczu z Jagiellonią Białystok, spotkania, które miało odpowiedzieć jaką jakość mogą wnieść piłkarze z szerokiego składu. Legia przystąpiła do tej rywalizacji w następującym składzie:
Malarz - Bereszyński, Lewczuk, Astiz, Brzyski – Kosecki, Jodłowiec, Pinto, Ryczkowski – Szwoch – Sa.

Nie da się ukryć, że efekt końcowy nie dostarczył zbyt optymistycznych wniosków. Arkadiusz Malarz, bramkarz, który dopiero wchodzi do drużyny, dyrygował nie tyle blokiem defensywnym, co zestawem rekonwalescentów. Bartosz Bereszyński pauzował od 10 września 2014 do 4 lutego 2015, w zasadzie można powiedzieć, że Bartek po raz kolejny uczy się futbolu. Tomasz Brzyski na „chorobowym” przebywał od 17 października 2014 do 5 lutego 2015 a to oznacza, że znajduje się w podobnym miejscu co jego kolega z przeciwnej flanki boiska. Natomiast Inaki Astiz z powodu urazu jakiego nabawił się na obozie opuścił najistotniejszą cześć przygotowań, co ewidentnie było widać podczas meczu. Igor Lewczuk robił co mógł, ale nie był w stanie załatać każdej dziury w defensywie, a te wskutek postawy kolegów, pojawiały się jak grzyby po deszczu. Jednocześnie z problemami w tyłach objawiły się kłopoty w przednich formacjach zespołu. Wciąż szukający formy Kuba Kosecki wraz ze swoimi młodszymi kolegami (Szwoch i Ryczkowski)  nie był w stanie zapewnić odpowiedniego wsparcia dla biegającego na szpicy Orlando Sa. Jeśli dodamy do tego niemrawy środek boiska, gdzie swoje kłopoty mieli Tomasz Jodłowiec z Helio Pinto, to porażka na ligową inaugurację przestaje dziwić.

Niemniej jednak, niezależnie od wyniku, mecz rozegrany na Łazienkowskiej przyniósł oczekiwany przez trenerów skutek. Większość zawodników, która wystąpiła w starciu z Jagiellonią zanotowała progres. Po drużynie, która wybiegła na boisko w Kielcach widać było nie tylko postęp fizyczny i mentalny, ale też gotowość do wypełniania założeń taktycznych. Legioniści zagrali bezpiecznie w tyłach, jednocześnie starając się wyprowadzać ataki, które maiły przynieść gola zapewniającego wygraną. Co prawda nie udało się zrealizować wszystkich wyznaczonych przez sztab szkoleniowy wytycznych, ale w kontekście rozpoczynającej się dopiero rundy rewanżowej, postęp w grze niektórych piłkarzy musi cieszyć. Na dobrym poziomie, do którego zaczynamy się już przyzwyczajać, zagrał Igor Lewczuk. Natomiast Bartosz Bereszyński, Kuba Kosecki i Inaki Astiz zanotowali wyraźny skok jakościowy, w górę poszła też dyspozycja Tomasza Brzyskiego. Jeśli dodamy do tego świetną formę, jaką zaprezentował Dominik Furman, to widać, że plan przygotowany przez Henninga Berga zaczyna działać.

Nie ukrywam jednak, że mój optymizm z jakim patrzę w przyszłość, nie opiera się jedynie na wyżej opisanym procesie. Największą dawką wiary w drogę, którą podąża prowadzona przez Norwega drużyna wzbudziła we mnie 55 minuta meczu rozgrywanego w Kielcach. W tym momencie na boisku pojawiło się dwóch członków podstawowego zespołu. Metamorfoza jakości i przede wszystkim oblicza gry całej drużyny , jaką zapoczątkowało pojawianie się Michałów, Kucharczyka i Masłowskiego, była niesamowita. Kilka szarż tego pierwszego i pojedyncze, świetne zagrania drugiego sprawiały ogromny kłopot gospodarzom. Szkoda, że reszta zespołu nie dostosowała się do poziomu prezentowanego przez rezerwistów, wtedy o wynik osiągnięty w Kielcach nie musielibyśmy się martwić. A przecież co by nie mówić o Michałach, nie oni jedyni stanowią o sile pierwszej jedenastki prowadzonej przez Heninga Berga. Nie chciałbym być w skórze miejscowych, gdyby na murawę wybiegła jedenastka, którą zwykliśmy oglądać w tych najważniejszych spotkaniach rozgrywanych przez „wojskowych”.

Mając na uwadze realizację planu sztabu trenerskiego, opisany wyżej progres, jak i nasze doświadczenia z dotychczasowego przebiegu „służby” wikinga w Warszawie, nie widzę powodów do niepokoju. Jak na razie nic nie straciliśmy, a wszystko co możemy w tym sezonie zdobyć, jest jeszcze przed nami. Niech martwią się ci, którzy pełnię swojej formy musieli mieć na już, aby w ogóle podjąć skuteczną walkę. W decydującym momencie może jej zabraknąć. Oczywiście, należy pamiętać, że piłka nożna to tylko, lub jak kto woli, aż sport, a w sporcie zdążają się rzeczy, których przewidzieć nie sposób. Niemniej jednak w dłuższej perspektywie okazuje się, że „szczęście” sprzyja nie tyle lepszym, co tym lepiej przygotowanym. Pamiętajmy też, że pracę wykonaną w trakcie sezonu, ocenia się na jego zakończenie.

Dyskusja (19)
1środa, 25, luty 2015 09:19
CTP
"Natomiast Bartosz Bereszyński, Kuba Kosecki i Inaki Astiz zanotowali wyraźny skok jakościowy, w górę poszła też dyspozycja Tomasza Brzyskiego"
Kurczę, gdzie można takie różowe okulary kupić? Brzyski? Ten sam, którego 99% dośrodkowań lądowało na głowie pierwszego obrońcy? Kosecki zanotował wyraźny skok jakościowy? Przecież on, podobnie jak z Jagą, gubił piłkę na pierwszym obrońcy. Trudno, żeby Astiz nie zagrał lepiej, jak my, w przeciwieństwie do meczu z Jagą, od początku zamurowaliśmy własną połowę. W meczu z Koroną Kielce zamurowaliśmy własną połowę! My! Legia Warszawa! Jak nisko upadliśmy, że chwalimy taką taktykę?
A ponieważ przestraszona Korona zrobiła to samo, to meczu po prostu nie dało się oglądać.
2środa, 25, luty 2015 09:26
Sir Hipolit
Wnioski na podstawie tekstu:

1) Rotujemy, żeby uniknąć ryzyka kontuzji.
2) Kontuzje i tak są.
3) Polityka Berga nie daje podstaw do niepokoju.

Wink
3środa, 25, luty 2015 09:54
Monrooe
@ CTP

Ludzki ze mnie "pan", nie będę więc zmuszał Ciebie do oglądania meczu z Jagiellonią, a później występu w Kielcach. Jeśli jednak zdecydowałby się na taki ruch zobaczyłbyś, nawet bez różowych okularów, to o czym napisałem (i tylko to, bo zdaje się, że Ty doszukałeś się czegoś jeszcze z czym podjąłeś polemikę). Poprawa fizyczna i mentalna u wspominanych zawodników naprawdę rzuca się w oczy. Nie piszę, że dośrodkowania Brzyskiego siały popłoch w defensywie rywali, twierdzę natomiast, że pan Tomasz zaczął wreszcie funkcjonować jako skrajny defensor. Inaki Astiz doskonale zabezpieczał swoją strefę i nie popełnił ani jednego błędu, w co po spotkaniu z Jagiellonią ciężko było uwierzyć. Kuba Kosecki wreszcie wyglądał na faceta, który wie po co wyszedł na boisko. Jasne, nadal nie wychodziło mu zbyt wiele, ale tym razem nie zwieszał nosa na kwintę, tylko niesamowicie walczył i niejednokrotnie odbierał futbolówkę. Bartosz Bereszyński wreszcie przypominał piłkarza, nie tylko bronił, ale też zawzięcie atakował, a to bardzo dobry prognostyk na przyszłość. Oczywiście, wciąż można narzekać na wiele elementów w grze wspomnianych piłkarzy, ale wybacz, postęp kolejno następujących po sobie meczach z Dnipro - Jagiellonią i Koroną kilce jest bardzo widoczny.

- "W meczu z Koroną Kielce zamurowaliśmy własną połowę! My! Legia Warszawa! "

Po raz kolejny wylazł na wierzch pragmatyzm Berga. Z całym szacunkiem, ale Norweg ma gdzieś szumne "My Legia!", on ma ludzi, którzy mają zadanie do wykonania, a jednocześnie chciał zmaksymalizować szanse na wywiezienie z Kielc punktów. Ten punkt ma dla niego zdecydowanie bardziej wymierne znaczenie niż urażona duma estetyczna stołecznych kibiców.

- "A ponieważ przestraszona Korona zrobiła to samo, to meczu po prostu nie dało się oglądać."

Jak na razie obejrzałem wszystkie mecze wiosenne naszej kochanej Ekstraklasy, uwierz mi, większości nie dało się oglądać. Nie jest to usprawiedliwienie, ale przypominam główne założenie, jaki przedstawiłem w tekście, estetyka meczu jest dla naszego trenera na szarym końcu. Musi poradzić sobie ze spadkiem jakości zawodników zaplecza i to właśnie robi.A, że boli, jak się patrzy? no cóż, podnoszony na starówce puchar powinien zrekompensować nam doraźne wrażenia. A Henning Berg robi wszystko, aby ten puchar kolejny rok stał w naszych gablotach.

@ Sir Hipolit

Twoje wnioski prawie pokrywają się z moimi, choć prawie robi niewielką różnicę. Odniosę się do trzeciego, bo wydaje mi się bardzo istotny, napisałeś "Polityka Berga nie daje podstaw do niepokoju. " i to jest chyba główny przekaz jaki starłem się zawrzeć w tekście. Dlaczego polityka, którą stosuje nasz trener miałaby wzbudzać niepokój, jeśli dokładnie ta sama polityka doprowadziła nas do pierwszego miejsca w lidze, wiosny w Europie i jednej czwartej finału Pucharu Polski. Wydaje się więc, że droga, którą obrał Norweg jest ze wszech miar słuszna. Nawet jeśli nam kibicom czasem się nie podoba.
4środa, 25, luty 2015 10:38
Bolek
@Monrooe

Z wieloma rzeczami jestem w stanie się zgodzić, ale na Boga, doszukiwanie się pozytywów u Koseckiego, to naprawdę patrzenie przez różowe okulary, które chce kupić CTP Wink

Chłopak jest tak bez formy, że aż strach. Mi jest go żal, bo jego reakcje boiskowe wyraźnie pokazują, że mu strasznie zależy, tylko nic cholera nie chce wyjść. I jak będą jakieś pozytywy w jego grze, to sam pierwszy będę je wskazywał. Na razie nie ma.

Co do postępu reszty zawodników to pozostaje jeszcze kwestia porównania Jagi do Korony - Jagiellonia jak na razie prezentuje się na wiosnę chyba najlepiej w lidze. Korona prezentuje się zaś jak jeden z najsłabszych zespołów w ekstraklasie, którym jest. Stąd wyciąganie wniosków, że fakt iż nasi lepiej wyglądali na tle Korony niż Jagi jest chyba jednak zbyt daleko idące. Jakbyśmy z tydzień zagrali z dajmy na to Olimpią Elbląg to chłopaki jeszcze lepiej by wypadli, ale dalej mecz nie dawałby podstaw do twierdzenia, że rośnie ich forma.

Polityka Berga - on jest w tej dobrej (lub złej) sytuacji, że oceniony zostanie po sezonie. Jak klepnie MP to wszystko mu zostanie zapomniane. Jak dorzuci PP to będzie noszony na rękach. A jak jeszcze przejdzie w czwartek Ajaks to chyba HGW będzie musiała poszukać innego miejsca na pomnik smoleński, bo stanie tam posąg łysego jegomościa Wink
Ale dzień powszedni kibica jest jednak trochę inny - nikogo z nas (przyznaj z ręką na sercu) nie bawi oglądanie spotkań, w których Legia na własne życzenie dostaje oklep u siebie, czy nie jest w stanie skonstruować sensownej akcji przeciwko Koronie (dobra, wiem, trzy były). I nie ma się co dziwić, że w ludziach powoduje o frustrację, którą niektórzy lubią nazywać wk...wieniem.
5środa, 25, luty 2015 12:44
Wszystko ładnie - pięknie, ale są na tym padole kibice, którzy nie są w stanie kierować się wyłącznie pragmatyzmem, bowiem buzują w nich jeszcze emocje.

"Pragnący absolutnej dominacji fani...."

Proszę Cię. Czy pokonanie jednej z najsłabszych drużyn w TME, której budżet porównywalny jest z budżetem naszej akademii jest tym, o czym piszesz ? Czy oddanie z takim przeciwnikiem 3 celnych strzałów przez 96 min przystoi obrońcom mistrzowskiego tytułu ?
Czy na tle wymienionych, wracających do gry Brzyskiego, Astiza czy Bereszyńskiego, Dominik Furman nie wyglądał jak piłkarz, który przez ostatni rok grał w podstawowej jedenastce "PSG", a nie siedział na trybunach Tuluzy ?
Na tle piłkarzy Legii prezentował się jak profesor (podobnie zresztą było w sparingu) choć akurat jego "palec Berga" nie dotknął.

"Czy można dziwić się, że prowadzony przez niego sztab trenerski powtarza to, co przyniosło wcześniej sukcesy?"

O jakich sukcesach piszesz ?
1. T-Mobile Ekstraklasa: szczęśliwe zwycięstwo Legii Warszawa. W 27. ko­lej­ce T-Mo­bi­le Eks­tra­kla­sy Piast Gli­wi­ce prze­grał z Legią War­sza­wa 1:2
2. Szczęśliwe zwycięstwo Wojskowych. W piątkowym spotkaniu więcej sytuacji stworzyła sobie Lechia Gdańsk, ale to Legia Warszawa była skuteczniejsza i po bramce Orlando Sa może zapisać na swoim koncie kolejne trzy punkty!
3. Korona przegrała wygrany mecz. - Dziś mieliśmy dużo szczęścia i bardzo dobrze broniącego Konrada. Duża zasługa jego i naszych obrońców, że wygraliśmy mecz. To, co miało wpaść do siatki przeciwnika, wpadło, a przeciwnikom wpaść nie chciało - powiedział po meczu z Koroną Jakub Kosecki.
4. Wymęczone zwycięstwo Legii! Legia, bardzo szczęśliwie, wygrywa z Koroną 1:0 po bramce Ivicy Vrdoljaka z rzutu karnego.
5. Korona - Legia: kielecka kopanina. Pojedynek stał na bardzo słabym poziomie. Tym samym "Wojskowi" nie wygrali jeszcze meczu na wiosnę.
6. W sobotni wieczór Legia zmierzyła się z Lechem, w składzie którego pojawili się przeciętni ligowcy, jak Gostomski i Wilusz, oraz młodzież, jak Kędziora, Formella, Kownacki. Legia zlekceważyła ten zespół. Graliśmy na stojąco, niestarannie, bez odpowiedniej koncentracji. W pierwszej połowie Lech ośmieszał gwiazdorskie maniery legionistów. Okazało się, że wystarczy stać blisko siebie na swojej połowie, doskakując krótko do Radovicia i Dudy, by Legia nie była w stanie rozegrać piłki.
7. Sensacja w Warszawie! Fatalna Legia przegrywa z Jagiellonią aż 1:3!
8. Takie mecze się zdarzają....

Itd itp
Czy tak powinny wyglądać pomeczowe relacje, drużyny, której budżet wynosi tyle, ile pozostałych zespołów.
Czy kibice przychodząc na Łazienkowską, mają myśleć o meczach w Amsterdamie, Malmo czy Kijowie ?

Myślenie: "Po Ajaksie choćby potop" jakoś mnie nie przekonuje.
Wiadomym jest, że liczy się to, co na koniec sezonu, jednak nie można się dziwić, że spora grupa kibiców jest mocno wk.......a w jego trakcie.
6środa, 25, luty 2015 15:08
CTP
@Monrooe
Ja bym był bardzo szczęśliwy, gdyby Berg nie zamieniał Legii w maszynkę do podbijania swojego CV, tylko miał też na uwadze kibiców. Zdaje się, że klub piłkarski jest przede wszystkim dla kibiców a tych od jakiegoś czasu wyraźnie się olewa i po prostu nabija w butelkę każąc tyle płacić za bilety na mecze rezerw. Bardzo jestem ciekaw frekwencji na meczu z Podbeskidziem, zwłaszcza jeśli jutro nam nie wyjdzie.
Swoją drogą, już widać, że to, co Leśnodorski zarobi na biletach w tych 4 meczach w fazie finałowej, to już stracił w fazie zasadniczej.
7środa, 25, luty 2015 15:27
mistis
Jezuśku. Ukrućmy raz na zawsze mit naszego budżetu.

Ostatni rok przychody wyniosły 115 mln zł (źródło - Cafe Futbol). Zysk w tym okresie wyniósł 35 mln zł. Ergo: 115-35=80 mln zł

Koszt akademii - 6 mln zł (CF), koszty stadionu to kilkanaście milionów zł (CF), sam czynsz+podatek od nieruchomości to ponad 5 mln zł (sesja Komisji Sportu Wawy). Razem przyjmiemy 20 mln zł. Ergo: 80-20=60 mln zł

Jeden mecz wyjazdowy w LE to koszt około 1 mln zł (CF). Meczów wyjazdowych w poprzednim sezonie mieliśmy 6, czyli jest to kolejne 6 mln zł. Jeżeli mecz wyjazdowy nas kosztuje 1 mln, to ciekawe ile kosztuje nas 4 zgrupowania rocznie? Później dorzućcie do tego kontrakty dla całej naszej młodzieży, lekarzy w Rzymie i innych, cały sztab szkoleniowy, który jest 2krotnie większy niż gdzie indziej, takie głupoty jak np. lampy do trawy po 100 tyś (zł czy EUR? sam już nie pamiętam), wszystkie kary, koszty operacyjne, administrację, produkcję ciuchów (marża 50% - weszlo.com, sprzedaż na poziomie 12 mln zł). I tak dalej i tak dalej.

A później jest płacz, że nie możemy wygrać z taką Koroną która ma o tyyyyle mniejszy budżet. Szkoda, że wydaje 130% tego budżetu na same płace, a nie 40% jak my. Czy to mniej niż my? Tak, mniej. Czy to 10 razy mniej? NIE! To jest 3 razy mniej.

A grał z nimi nasz drugi skład. DRUGI. I w cale nie przegrał!
8środa, 25, luty 2015 16:37
Senator
@CTP
Rozumiem Twoje racje ale Berg odpowiada li tylko za wynik sportowy, to go interesuje z tego będzie rozliczany. Cele są jasne na dziś awans do 1/8 LE na koniec mistrzostwo kraju.
Trzeba więc czekać aby można było Berga rozliczyć.
Swoją drogą nie zdziwię się wcale jeśli Monrooe w niedługim czasie dostanie ofertę nie do odrzucenia z jakiejś propagandowej instytucji. Smile Nie chodzi oczywiście o to, że tekst propagandowy ale znaleźć w tym wszystkim i u wszystkich tyle plusów trzeba zwyczajnie umieć.
Tak trzymaj Monrooe, taki jesteś potrzebny.
9środa, 25, luty 2015 23:54
Walles
Pewnie mógłbym polemizować z Monrooe, w zasadniczych kwestiach jednak się z nim zgadzam. Zabieram głos bowiem jestem zdumiony wpisem kibica50. Jeśli bowiem w poprzednim sezonie było tak koszmarnie i zupełnie bez sukcesów to dlaczego ktokolwiek oczekuje od Legii czegoś więcej niż totalnej padaki i skąd rozczarowanie tym co się dzieje obecnie, tym bardziej że w lidze gra drugi garnitur? Ktoś mi to wytłumaczy jak sześciolatkowi czy bijemy pianę dla samego jej bicia?
A w kwestii budżetu to nie mam pojęcia dlaczego nikt nie powystrzelał działaczy Realu i Barcelony którzy przegrali z biedakami z Atletico. A i jeszcze jedno. Jeśli grają budżety to skąd oczekiwania na jakieś sukcesy w pucharach? Tam większość powinna nas wciągać nosem i wypluwać ...
10czwartek, 26, luty 2015 09:00
@Walles

"Jeśli bowiem w poprzednim sezonie było tak koszmarnie..."

Przykłady dotyczą tego sezonu. W poprzednim sezonie Legia na wiosnę miała 5 pkt przewagi, a Berg tą przewagę jeszcze powiększył. Co do obecnego, moje oczekiwania, oprócz kadry zespołu (34 piłkarzy już zagrało), infrastruktury, budżetu, sztabu szkoleniowego, wynikają też z takich wypowiedzi: "Trener Legii Warszawa Henning Berg powiedział, że w przyszłym sezonie będzie się starał zdobyć z Legią tytuł już w rundzie zasadniczej." Jakoś tego nie widzę, raczej muszę cierpieć, oglądając w przenikliwym zimnie wyczyny "drugiego garnituru" w meczu z Jagiellonią. (chciałbym poznać kontrakty tych "rezerwowych") Nawiasem mówiąc jeśli Malarz - Bereszyński, Astiz, Lewczuk, Brzyski, Kucharczyk, Jodłowiec, Pinto, Kosecki (59' Saganowski) Masłowski i Sa zaliczają się do "drugiego garnituru", to jakim garniturem grała Jagiellonia czy Korona ???

"A w kwestii budżetu to nie mam pojęcia dlaczego nikt nie powystrzelał działaczy Realu i Barcelony którzy przegrali z biedakami z Atletico"

Biedakami ? 17 miejsce na świecie. Daj nam Boże być takimi biedakami Wink

Budżety nie grają, ale są bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze. Wystarczy prześledzić uczestników 1/8 LM. (1) Real Madryt - (12) Schalke 04 Gelsenkirchen, FC Porto - FC Basel, (6) Chelsea Londyn - (15) Paris Saint-Germain, (4) Bayern Monachium - Szachtar Donieck, (17) Atletico Madryt - Bayer Leverkusen, AS Monaco - (5) Arsenal Londyn, (2) FC Barcelona - (7) Manchester City, (11) Borussia Dortmund - (9) Juventus Turyn,
Aż 11 z 16 drużyn plasuje się w 20 najdroższych klubów świata, a pozostali też do biednych nie należą.

Poniżej lista 20 najdroższych klubów piłkarskich 2014 :

1. Real Madryt: 3,44 mld dol
2. FC Barcelona: 3,2 mld dol
3. Manchester United: 2,81 mld dol
4. Bayern Monachium: 1,85 mld dol
5. Arsenal: 1,33 mld dol
6. Chelsea: 868 mln dol
7. Manchester City: 863 mln dolarów
8. AC Milan: 856 mln dolarów
9. Juventus Turyn: 850 mln dol
10. Liverpool: 691 mln dol
11. Borussia Dortmund: 600 mln dol
12. Schalke: 580 mln dol
13. Tottenham: 514 mln dol
14. Inter Mediolan: 482 mln dol
15. Paris Saint-Germain: 415 mln dol
16. Galatasaray: 347 mln dol
17. Atletico Madryt: 328 mln dol
18. HSV: 326 mln dol
19. AS Roma: 307 mln dol
20. Napoli: 296 mln dol


Sukcesów Legii w pucharach oczekują chyba tylko niepoprawni optymiści. Oczywiście, na dzisiejszym etapie rozwoju możemy wygrać kilka meczów, a przy odpowiednim losowaniu nawet grupę, ale póki co, na więcej bym nie liczył. Natomiast wygrywanie z takimi tuzami jak Łęczna, Piast czy Korona jest obowiązkiem nawet "trzeciego garnituru". Z jakiegoś powodu piłkarze ci znaleźli się w klubie, o którym "odkrycie roku" mówi: "- Teraz jestem tutaj, w Legii Warszawa. Nigdy się tego nie spodziewałem. Nie pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to spełnienie marzeń, bo nie miałem nawet śmiałości, by marzyć o czymś takim. Biorę garściami to, co daje mi los"

Oczywiście strategię można budować na słabości innych. Wynikające z małych budżetów wąskie kadry pozostałych klubów, mogą fizycznie nie wytrzymać trudów rundy wiosennej. Trzeba tylko to jasno powiedzieć, a nie ględzić o priorytetach. Zaoszczędziłoby to czasu, pieniędzy i nerwów wielu kibicom, którzy rozgrywki zaczęliby oglądać od rundy finałowej.

Myślę, że sześciolatek by zrozumiał.
11czwartek, 26, luty 2015 14:05
Walles
Kibic50

"Przykłady dotyczą tego sezonu"

Myślę że na tym możemy zakończyć dyskusję bo faktycznie tylko sześciolatkowi można tłumaczyć że 27 kolejka odbyła się w tym sezonie a Ivica zapewnił wygrana z Koroną po nieudolnym karnym jesienią 2014 ....


Co do budżetów i obowiązku wygrywania z "leszczami" to jeszcze pamiętam jak Real Magryt przegrał dwa razy z rzędu mistrzostwo w ostatnich kolejkach na wyspach kanaryjskich z Teneryfe ....

Co do tych mega hiper zespołów to tylko przypomnę że przez wiele kolejek obecnego sezonu Borusia Dortmund była w końcówce tabeli, często ja zamykając a na stadionie mecz w mecz było ponad 80 tys ludzi. Ale to tylko ogłupione, bez własnego zdania Szwaby, w dodatku pewnie niewidomi z powodu ciemności w kopalniach górnicy i mający przegrzane mózgi hutnicy ....
12czwartek, 26, luty 2015 14:44
Lasica
@Walles

Bundesliga ma najliczniejszą publikę w Europie, do tego Borussia miała kiedyś najwyższą średnią per mecz w Europie( 80 tyś, 100%), nie wiem więc co ten przykład miałby pokazywać? Zespoły z ogonów Premier League też mają liczną publikę i o czym to ma świadczyć?
13czwartek, 26, luty 2015 15:37
Walles
Drogi Lasico, swoim wpisem chciałem tylko przypomnieć że nazywamy siebie kibicami Legii a nie widzami na meczach Legii. A kibic Legii powinien także rozumieć pewne priorytety choćby możliwość zarabiania klubu w pucharach. Oczywiście lub niestety przykłady z Anglii gdzie cały stadion żegna owacją na stojąco spadający z ligi zespół dziękując piłkarzom za walkę jest jeszcze niepojęty w naszym kraju ale narzekanie jak to Legia się kompromituje i jak nasz drugi skład powinien zawojować ligę jest po prostu przykre. Często padają tutaj słowa krytyki w stosunku do "najważniejszych" kibiców ale niektóre wpisy pokazują że tak jak tamci dbają głownie o własne interesy tak samo niektórzy "ci lepsi kibice" także tracą zdroworozsądkowe kibicowskie podejście i myślą często w kategoriach - oni mnie znowu zawiedli bo przegrali, bo wystawili drugi skład, bo trener rotuje a więc lekceważy kibiców etc etc etc To jest postawa roszczeniowa a nie kibicowska (płacę więc chcę dostać to czego oczekuję a nie wspomóc mój zespół) stąd też przykład Borussii mającej spore problemy w tym sezonie a jednak kibice nie odwrócili się od zespołu.
Chciałbym także przypomnieć że nasz najlepszy piłkarz odchodzi właśnie nie do średniaka ligi greckiej, cypryjskiej, tureckiej czy też szwajcarskiej tylko do chińskiego drugoligowca więc może niektórzy powinni zweryfikować swoje mocarstwowe widzenie Legii ....
14czwartek, 26, luty 2015 15:53
@Walles

O czym Ty piszesz ?
Jaki "drugi garnitur" ?
Jakie mocarstwowe widzenie Legii ?

Na stadionie jestem z pewnością częściej od Ciebie. Nie odpuszczam nawet sparingów.
Zachwyca Ciebie gra Legii w tym sezonie ?
Mnie nie zachwyca. Na palcach jednej ręki mogę wymienić mecze, które zapamiętam na długo. (Mam nadzieję, że dziś taki będzie).
Nie takiej gry spodziewałem się po drużynie z takim potencjałem i tylko to chciałem powiedzieć. Nie przypominam tez sobie, kiedy to mieliśmy aż taką przewagę w budżecie nad resztą stawki..
15czwartek, 26, luty 2015 16:17
świrekwampirek
"Nie przypominam tez sobie, kiedy to mieliśmy aż taką przewagę w budżecie nad resztą stawki.."

Rok temu jesieniąSmile

"Wiadomym jest, że liczy się to, co na koniec sezonu, jednak nie można się dziwić, że spora grupa kibiców jest mocno wk.......a w jego trakcie."

Pełna zgoda, tylko dlaczego w tak okrutny sposób tępiłeś wszystkich niezadowolonych po przegranych czy wymęczonych wygranych pod wodzą byłego trenera?!

Pamiętaj, broń ma to do siebie że zazwyczaj jest obusiecznaSmile
16czwartek, 26, luty 2015 16:28
@świrekwampirek

Nie dostrzegasz różnicy ?
Przecież wtedy ci sami piłkarze to był "samograj", dziś to "rezerwy" lub "drugi garnitur", którego 6 porażek nie może dziwić..

Od tamtej pory przybyli jeszcze Sa, Guilherme, Duda, Masłowski, Lewczuk czy Malarz więc porównywanie jest tym bardziej "słabe"
17czwartek, 26, luty 2015 16:50
świrekwampirek
Kibic a za poprzednika nie było transferów? Też mogę wymienić szereg nazwisk.

Masłowski, Lewczuk, Malarz hmm...Smile

Ja nie neguję że człowiek (kibic) może być w...ny, niestety Ty odbierałeś ludziom tego prawa wyzywając ich od najgorszych.
Uwierz 12 porażek jesienią i kilka szczęśliwych czy wymęczonych wygranych (szczęśliwych) za Urbana może człowieka zdenerwowaćSmile
18czwartek, 26, luty 2015 17:05
@świrekwampirek

"Uwierz 12 porażek jesienią za Urbana może człowieka zdenerwować"

Widzę że próbujesz temat sprowadzić do ulubionego konika Smile
Jak rozumiem, tamci piłkarze, koniunkturalnie nazywani "samograjem", w dodatku bez Rado i ze Skabą w bramce mieli podbić Europę ? Dzisiaj ci sami, nazywani już "drugim garniturem" mogą przegrać 6 meczów w "ogórkowej" lidze, bo LE jest najważniejsza. Można i tak.
Skończyłem
19czwartek, 26, luty 2015 17:14
świrekwampirek
Kibic, niczego nie sprowadzam. Tylko po Twojej wypowiedzi chciałem zauważyć że kibic ma prawo się w...ć po przegranych czy marnych meczach i nie ma znaczenia czy trenerem jest Urban, Berg czy Kowalski.
Ja z Tobą uwierz nie mam problemu jak Ty ze mną, nie grzebię w Twojej rodzinie czy wykształceniu, delikatnie zwracam uwagę że trochę brak Ci konsekwencji i tyleSmile
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.