- Kategoria: Trybuna komentatorów
- iocosus
-
The final countdown!
„Its the final countdown
We're leaving together
The final countdown
We'll all miss her so
It's the final countdown”
To końcowe odliczanie
Odchodzimy razem
Końcowe odliczanie
Będziemy bardzo za nią (ESA37-2014/15) tęsknić (!?)
Zgodnie z pop-rockowym hymnem, jesteśmy w trakcie finałowego odliczania. Jeszcze tylko wspólnie wszyscy zaliczymy 36. i 37. kolejkę i pożegnamy obecną edycję Ekstraklasy, wszystko w niej się już wyjaśni. Czy będzie nam jej brakowało? Z legijnego punktu widzenia, chyba nie za bardzo, gorycz dziewięciu porażek, wiosenne dotkliwe ligowe rozczarowania, zarówno co do wyników jak i stylu gry zespołu, chyba nie osłodziłby nawet niespodziewany a szczęśliwy dla Legii ostateczny finał. Fakt, że kibicowskie samopoczucie by zmienił, ale analizy całosezonowe, sumujące retrospekcje podążające ku syntetycznej globalnej ocenie, nie powinny zależeć od jednego meczu, akcji, gola. To by było zbyt wielkie uproszczenie, gdyby jakieś zagranie, być może piłkarski fart lub pech, zdecydowały że albo wznosi się entuzjastyczne peany nad historycznym sukcesem - trzykrotnym ukoronowaniem, albo lamentuje się nad ogromnym sportowym upadkiem klubu z największym budżetem w lidze, który zamiast dzielić i rządzić najzwyczajniej dał tyłka, w konsekwencji wszystkich którzy do takiego rozczarowania i zawodu przyłożyli ręki powinno się przegonić na cztery strony świata. Akurat z zdaniem Henninga Berga: „czy wygramy ligę z przewagą jednego punktu, czy z taką samą stratą ją przegramy, nie powinno drastycznie wpłynąć na cały obraz sezonu” wypada się zgodzić, co chyba jednak wbrew intencjom trenerskim nie musi w oczywisty sposób oznaczać, że widok który się roztaczał w lidze należy zinterpretować choćby i na korzyść trenera.
Dla mnie ocena edycji rozgrywek 2014/2015 z uwzględnieniem udziału w europejskich pucharach będzie złożona, zróżnicowana i trudna, wnioski problematyczne i zapewne niejednoznaczne, obojętnie czy sezon się zakończy ligowym happy endem, czy „totalną katastrofą”.
Póki co „The final countdown” jeszcze trwa, na strukturalne ‘chłodne’ analizy przyjdzie jeszcze czas, w tej chwili ‘dopóki piłka w grze” rządzą niepodzielnie kibicowskie i sportowe emocje, wśród nas legijnej braci niestety raczej zgodne z maksymą ‘nadzieja umiera ostatnia’. Dla niektórych przejaw kibicowskiej niezłomnej wiary, dla innych już tylko element pocieszenia, co nie zwalnia z wymogu walki do przysłowiowego ostatniego gwizdka sędziego. A nuż futbolowa fortuna po raz kolejny zadrwi i objawi swą nieprzewidywalność! Póki co wnioski i rozważania są zatem doraźne odnoszące się do końcowych metrów trwającego wyścigu po tytuł.
***
Ostatni mecz z Wisłą dla Legii przebiegał pod jednym dominującym hasłem: nieważne jak, nieistotne w jakim stylu, liczą się tylko trzy punkty po stronie zysków, taki cel uświęca środki, za wrażenie artystyczne w piłce nożnej goli nie przyznają. I zwolennicy i przeciwnicy takiego założenia znajdą argumenty na potwierdzenie swoich stanowisk. Pierwsi, a do nich się zaliczam, wyjdą z założenia, że tytułu nie wolno odpuszczać, formy brak, ale dopóki szanse istnieją to obowiązkiem jest starać się je wykorzystać, nieważne w jakim stylu, grunt żeby skutecznie. Dopóki jest wywierana presja na Lecha, dopóki broni nie wolno składać, a ponieważ zespołu na efektowną grę nie stać, niech przynajmniej gra efektywnie (były sezony, w których doznawaliśmy zaledwie trzech porażek, przewaga nad kolejnym trzecim w tabeli zespołem wynosiła 33 punkty, a mimo tego o mistrzostwie trzeba było zapomnieć!). Przeciwnicy tezy, skojarzą, że ugruntowując minimalistyczny styl gry, w którym murujemy dostęp do bramki licząc w ofensywie przede wszystkim na stałe fragmenty, na dłuższą metę musi okazać się zgubny i zawodny. Trudno podważyć taką argumentację, zbyć jej wzruszeniem ramion nie sposób.
W tej chwili Legia Berga nastawieniem przypomina Grecję Otto Rehhagela. Po strzeleniu gola murujemy przedpole w systemie 5-4-1 licząc na dowiezienie korzystnego rezultatu do 90 minuty. Podobnie jak u króla Otto u wikinga Hennniga jest to taktyczne założenie, wypracowane i przećwiczone treningami, oraz... meczami w europejskich pucharach, w których Ivica cofał się pomiędzy dwójkę środkowych obrońców. Tyle tylko, że o ile taka taktyka wydaje się zrozumiała gdy naprzeciwko staje rywal w postaci Trabzonu lub Ajaksu, o tyle w obliczu Pogoni lub Wisły już jednak zadziwia i raczej jest dowodem na problemy z formą, aniżeli realizowaniem kunsztownych strategii. W pucharach z znacznie silniejszymi przeciwnikami atutem Legii była nie tylko „grecka falanga” polegająca na wzajemnej ścisłej asekuracji „hoplitów” ale równocześnie szybkie, czasem finezyjne przejście z defensywy do ataku, w chwili obecnej na tle słabszych drużyn pozostały po tym wspomnienia. Nie jesteśmy w stanie kontrolować meczu, trzymając i rozgrywając piłkę w środkowej strefie boiska, cofamy się głębiej tworząc i zagęszczając zasieki. Cóż gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, z takiego założenia chyba wychodzi wiking.
***
Henning Berg na konferencji przed meczem z Lechią: „Podjąłem już decyzję, kto zastąpi w jutrzejszym spotkaniu Kubę Rzeźniczaka, jednak nie czas, by mówić kto to będzie. Mamy różne rozwiązania, z których możemy skorzystać, mamy wielu dobrych zawodników. Kuba jest na pewno dużym wsparciem dla zespołu, ma za sobą dobre występy, jednak wierzę, że mimo jego nieobecności będziemy w stanie sobie poradzić”. Wiking już wie, jako kibic amator dla własnej przyjemności mogę sobie pofantazjować. W konfrontacji z Lechią zamiast zastanawiać się który z obrońców Dossa Junior lub Astiz powinien partnerować Lewczukowi, od razu zdecydujmy się na taktykę z trzema środkowymi defensorami. Zakładam, że z dużym prawdopodobieństwem pojawią się wspólnie na placu, jeżeli w Gdańsku wyjdziemy na prowadzenie, ale może tak grając od pierwszej minuty bardziej wykorzysta się ofensywne walory Brozia z Brzyskim i tą upragnioną bramkę łatwiej będzie strzelić. W ofensywnej perspektywie ciężar prowadzenia gry opierałby się na ustawieniu 3-4-3, w defensywnej na przytoczonym 5-4-1, ale wówczas bez zmian z ławki rezerwowych. Duda z stłuczoną kostką, Masło pod formą, Pinto na wylocie i nieprzekonujący, Gui po przerwie w występach zatem wielkiego pożytku z ofensywnego środkowego pomocnika i tak może nie być, nie lepiej zatem ustawić zespół w ten sposób:

Pytanie czy Berg zaryzykuje grę trójką w obronie i położy głowę pod topór gdyby nie zdała egzaminu. Wątpię, wiking jawi się jako bardzo przywiązany do ćwiczonych schematów taktycznych, zatem przewiduję że szukając gola ustawi kogoś na pozycji „10”. Ostatnia personalna uwaga, Furman bardzo poprawił grę w destrukcji, ale cały czas chyba jednak nie na tyle żeby spełniał rolę i funkcję cofającego się Vrdoljaka, a o Jodle pamiętajmy, że im bliżej własnej bramki, tym większa z niego mina.
Pofantazjować sobie można, gdybym miał jednak obstawiać co Norwegowi siedzi w głowie to jedenastka wyglądałaby następująco: Kuciak – Brzytwa, Dossa Junior, Lewczuk, Broź – Jodła, Furmi – Kuchy, Guilherme, Żyro – Orlando Sa.
***
Media obiegło info: „Nemanja Nikolics został pierwszym wzmocnieniem Legii przed startem sezonu 2015/2016. Węgier od wczoraj był w Warszawie, zwiedził miasto i rozpoczął poszukiwania mieszkania. W sobotę napastnik Videotonu podpisał kontrakt z mistrzami Polski i przez kolejne miesiące będzie występował w barwach "Wojskowych". 27-latek trafił do Legii za darmo, gdyż z obecnym pracodawcą kończy mu się kontrakt.” (Legia.net) Co ciekawe potwierdzenia na oficjalnej stronie brak!? Jeszcze nie wszystko dograne(?), czy raczej tylko taktyczna zwłoka, żeby nie mącić w głowach gdy sezon jeszcze niezakończony. No bo przecież przekaz od Zarządu jest jakby sprzeczny, z jednej strony ponoć namawiają Orlando Sa do pozostania w klubie, a z drugiej kontraktują jednego napastnika Nemanję Nikolicsa i to z najwyższym w klubie kontraktem, a za kolejnymi - Mateją Jeliciem i Moryke Fofaną – ciągle się rozglądają. Jak tu uwierzyć w szczerość intencji namawiania Portugalczyka do pozostania na Ł3?
Przy okazji, dosyć duża różnica uwidoczniła się pomiędzy zeszłym, a obecnym sezonem. Rok temu jedenastka wiosną się krystalizowała, zgrywała, gdy osiągnęła stabilizację mogła to wykorzystać jako atut w pucharowej letniej i jesiennej rywalizacji. Obecnie skład jawi się bardzo doraźnie, jak będzie wyglądał za kilka miesięcy trudno przewidzieć. Vrdoljaka nęci chińszczyzna, Dudę mediolańskie spaghetti, jeśli Nikolics ma zarabiać 400 tys € to nie po to żeby siedzieć na ławie, zatem pozostanie Orlando Sa wydaje się złudzeniem. Furmi w zawieszeniu co postanowi Tuluza, Kosa wyceniony na 300 tys €, Żyro zastanawiający się nad przedłużeniem kontraktu, tenże kończy się Astizowi, Pinto i Saganowskiemu, z Dossą Juniorem są w klubie jakieś dziwne przypadki i z jego odejściem również trzeba będzie się liczyć. Młodzi w kadrze bez szans na plac, rozważający wypożyczenia. Jak taka „szatnia” w „rozjazdach” miała się wydajnie skupić na wyścigu po mistrzostwo?
***
„The Final Countdown” jeszcze trwa:

No właśnie po raz drugi, ja tylko proszę gdy wieszamy psy na Bergu pamiętajmy o tym co się wydarzyło niezależnego od trenera. A wydarzyło się sporo bez dwóch zdań.
Pozostaje kwestia czy to jest ten właściwy trener. Przyjmijmy zarząd zna przepisy, nie sprzedaje w decydującym momencie mózgu zespołu, sprowadza nie Maslowskiego a konkretnego grajka odpowiadającego poziomem tych którzy odeszli itd.
Ja się nie znam więc nie wiem czy to właściwy człowiek.
Za 2 godz 30 minut kibic50 będzie jeszcze bardziej mądry ,ja jak byłem głupi tak pozostanę głupim.