Logo

Szybkie bramki, szybkie wnioski

Siedem minut w meczu z Jagiellonią, dwie minuty w meczu z Zagłębiem. Tyle musieliśmy czekać na zdobycie przez Legię pierwszych bramek w meczach otwierających wiosnę na boiskach Ekstraklasy. Przypadek? A może naturalna konsekwencja agresywnego style gry narzuconego Legii przez trenera Czerczesowa?

 

Wyprowadzanie ogólnej reguły na podstawie tak niewielkiej próby jest obarczone zbyt dużym błędem, by móc ogłosić powrót lat dziewięćdziesiątych, czasów, w których Legia dowodzona najpierw przez Janusza Wójcika, a potem przez Pawła Janasa, czuła się mocna, była mocna i gustowała w szybkim wybijaniu przeciwnikom z głowy marzeń o korzystnym wyniku. Nie da się rzecz jasna ukryć, błyskawiczne rzucanie się przeciwnikom do gardeł znakomicie odpowiada na kibicowskie zapotrzebowanie. Jakże irytująca za 'późnego Berga' była leniwa maniera Legii, z jaką nasza drużyna wchodziła w mecze. Ale przecież w pierwszych miesiącach pracy Henninga Berga w Warszawie, legioniści potrafili zdusić przeciwnika po rozpoczęciu gry, by wspomnieć choćby mecze ze Śląskiem we Wrocławiu (pamiętne pudła debiutującego w Legii Ondreja Dudy) czy z Wisłą Kraków (2:2 przy pustych trybunach). Drużynowa pazerność na gole to cecha kochana i pożądana przez kibiców, ale nie można przedwcześnie do niej przywyknąć. Chyba wszyscy wiemy, że plan zdominowania przeciwnika w pierwszych minutach meczu nie zawsze wypadli, ba, nie zawsze ten plan będzie właśnie taki.

Posłużyłem się terminem 'dominacja', i to kolejny istotne słowo w kibicowskim postrzeganiu boiskowych wydarzeń. Chciałoby się, żeby w każdym meczu Legia rządziła na boisku, a przeciwnik ze strachem w oczach błagał o jak najniższy wymiar kary, to oczywiste. Mniej oczywiste jest jakie konkretnie czynniki decydują o dominacji? Posiadanie piłki? Ilość strzałów na bramkę? Szans strzeleckich? A może jednak tylko... końcowy wynik? W statystykach Ekstraklasy po meczu w Lubinie trudno wyszukać elementy, które jednoznacznie wskazywałyby na dominację Legii. Owszem, mieliśmy wyraźną przewagę w celnych strzałach na bramkę (9:3), ale już w ogólnej sumie strzałów było blisko remisu (17:14 dla Legii), posiadanie piłki rozłożyło się po 50% i to zawodnicy z Lubina wymienili więcej podań (423 wobec 409 Legii), w dodatku z lepszą celnością (60% do 54%). Wrażenie nie statystyczne a optyczne też było takie, że lubinianie nieźle operowali piłką, stwarzali Legii duże problemy i długimi fragmentami meczu to oni byli stroną bardziej aktywną i przeważającą. Stąd prosty wniosek – nie był to mecz, w którym Legia dominowała. Tylko że spójrzmy na to jak ten mecz się układał. Legia szybko strzela gola, potem pozwala wyszumieć się przeciwnikowi. Po dwóch kwadransach znów przyciska i zdobywa kolejną bramkę. Po przerwie tracimy niepotrzebnie gola, ale to nie zbija nas z pantałyku, nie psuje nam koncepcji gry. Legioniści nie pozwalając gospodarzom pójść za ciosem, z każdą minutą odrzucają ich coraz dalej od swojej bramki, by w końcowym kwadransie praktycznie nie wpuszczać ich na swoją połowę. To że w sytuacji X padnie gol, a w sytuacji Y nie, to efekt wielu czynników, nierzadko wkalkulowanego w boiskowe losy przypadku. Jednak trudno nie dostrzec, że niedzielny mecz, w którym Legia przecież nie dominowała (!), był pod względem 'rozdawania kart' rozegrany przez nasz zespół wręcz... popisowo – w każdej fazie meczu to my decydowaliśmy co dzieje się na boisku.

Z dominacją wiąże się pressing, kolejny termin, który robi zawrotną karierę. Kibic tak już ma, że uwielbia słyszeć, że piłkarze jego klubu ciężko harują na treningach, że mają siłę niestrudzenie biegać od pierwszej do ostatniej minuty meczu. Stosują pressing, ergo są znakomicie przygotowani fizycznie. Jest dobrze. Do ustalenia pozostaje nasz tok myślenia po pierwszych, nieuniknionych przecież, niepowodzeniach Legii Czerczesowa. Uznamy, że drużyna jednak nie była przygotowania tak dobrze jak nam się zrazu wydawało (a może została zajechana?), czy dojdziemy do tradycyjnych wniosków, że wszystkiemu winny jest brak w składzie skrzydłowego i transferowa 'nieudolność' firmowana nazwiskami panów Żewłakowa i Ebebenge? Pressing pressingiem, ale w piłce generalnie nie zwycięża ten kto jest lepiej przygotowany fizycznie, bo nienaganna motoryka jest normą, do osiągnięcia której wieść mogą rozmaite metody i regułą, od której na pewnym poziomie trudno wskazać odstępstwo. Wysoki pressing to tylko jedno z narzędzi, którym posługują się drużyny we współczesnej piłce. Żeby był on skuteczny, trzeba przede wszystkim wiedzieć co zrobić z piłką po jej przejęciu. Trzeba też opanować sztukę prowadzenia gry defensywnej na własnej połowie, bo przecież nie z każdym przeciwnikiem da się grać pressingiem i na pewno nie przez pełne dziewięćdziesiąt minut. Trzeba wreszcie być gotowym na pressing przeciwnika, bo, jak się rzekło, we współczesnej piłce jest on codziennością. Innymi słowy – pressing nie może być jedynym narzędziem, którym posługuje się zespół, a o jego efektywności w ostatecznym rozrachunku decydują umiejętności piłkarzy i ich możliwości w zakresie realizacji trenerskich założeń. Nie tylko motoryczne, ale też taktyczne i techniczne, a pewnym zakresie nawet wolicjonalne.

Legię w trwającej rundzie z pewnością będą czekać jeszcze rozmaite 'przejścia', a kolejna istotna weryfikacja mocy drużyny dowodzonej przez Czerczesowa nastąpi latem, podczas rund kwalifikacyjnych europejskich pucharów. Obserwujmy zatem z zainteresowaniem kształtowanie materii zespołu dłońmi rosyjskiego szkoleniowca, bo to niezwykle interesujący proces, ale na stanowczą, ogólną charakterystykę 'nowej' Legii jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie.

Dyskusja (2)
1poniedziałek, 22, luty 2016 19:20
Monrooe
R E W E L A C J A - dzięki gawin - to najlepszy "fachowy" tekst o piłce jaki ostatnio czytalem.
2poniedziałek, 22, luty 2016 20:44
Zbyszek
Pozwolę sobie wtrącić trzy grosze odnośnie pressingu.
O tym elemencie gry w nowoczesnym ujęciu można mówić od początku lat 70-tych od czasów Rinusa Michelsa i Stefana Kovacsa w Ajaksie.Niektórzy sięgają do pracy Wiktora Masłowa z końcem lat 50-tych w Torpedo Moskwa.
Ten system wpisywał się w trzy tendencje jakie zaistniały niejako obiektywnie w rozwoju futbolu , a mianowicie :
- ograniczanie funkcji ofensywnych na rzecz zabezpieczenia obronnego gry. System Chapmana już przestał wystarczać i zaczęto sięgać po 4 obrońców w miejsce 3 ,a także wprowadzano funkcje libero/Branco Zebeć w Bayernie/ i wymiatacza linii pomocy/ Alf Ramsey w reprezentacji Anglii/,
- zapożyczenie z lekkiej atletyki treningu interwałowego pozwoliło na znaczną intensyfikacje fizycznych możliwości poruszania się po boisku zawodników,
- wprowadzano naukowe metody programowania taktycznego drużyn w oparciu o modele matematyczne z użyciem komputerów.
Ale stosowany pressing miał w zasadzie na celu ograniczenie możliwości wyprowadzenia szybkiego kontrataku przez przeciwników po utracie piłki na ich połowie.Rozszerzeniu pressingu na całe boisko i na wszystkich zawodników ze względu na nadal ograniczone możliwości fizyczne miało charakter sporadyczny. W zasadzie jako metodę gry pressing jako pierwszy wprowadził Walery Łobanowski w Dynamie Kijów.Zaczął od naukowego podejścia i wyszło mu,że konieczne jest poprawienie zasobów energii zawodników jako podstawy możliwości realizacyjnych tego sposobu gry.
Tu zapraszam do przeczytania kolejnego Kalejdoskopu poświęconego filozofii futbolu tego trenera. Zasygnalizuję tylko , iż pressing w rozumieniu Łobanowskiego był sposobem na odzyskanie piłki poprzez konwersję przestrzeni. Twórczo te myśli rozwinął Arrigo Sacchi w Milanie z początkiem lat 90-tych.On to sformułował zasadniczą myśl,że "W pressingu nie chodzi o bieganie i ciężką pracę,ale o kontrolę przestrzeni".Taktyka w takim ujęciu wedle Sachciego to obowiązek każdego zawodnika znajdowania się we właściwym momencie, we właściwym miejscu boiska.To miejsce i to kto znajdował się przy piłce implikowało podejmowanie indywidualnych właściwych decyzji na podstawie położenia piłki, miejsca na boisku,położenia kolegów i przeciwników.Ale maestria taktyczna Milanu nie polegała tyle na wykorzystaniu pressingu, ile na sposobie przemieszczania się całego zespołu po boisku w sytuacji, gdy jeden z elementów dokonywał takiego przemieszczenia się w przestrzeni. Np. lewy obrońca szedł do odbioru piłki skrzydłowemu w połowie boiska to wszyscy inni zajmowali odpowiednie miejsce na boisku. Podobnie, gdy ten obrońca po odbiorze wprowadzał piłkę. i wówczas wszyscy inni także odpowiednio w stosunku do niego i do położenia piłki też się przemieszczali.
To Sacchi jako pierwszy rozebrał pressing na czynniki pierwsze biorąc pod uwagę warianty jego zastosowania jak: totalny, pozorowany, fałszywy, częściowy, prowokowany i wyrywkowy.
Ale fizyczne przygotowanie zawodników do wysiłku przybrało pod koniec XX wieku takie rozmiary,że nastąpiło znaczne samoistne skrócenie pola gry. Więc niejako samorzutnie ranga pierwotnego znaczenia pressingu uległa obniżeniu. W czasach w których gra się na długości 30 metrów i na szerokości 30 metrów każdy zawodnik ma średnio do dyspozycji około 50 metrów kwadratowych boiska, a więc średnio ok..7 metrów w każdą stronę. Czas jaki zawodnik potrzebuje na dotarcie do rywala to mniej niż 1 sekunda, więc można trochę żartobliwie powiedzieć,że dwie drużyny są w stanie permanentnego pressingu. Ponieważ życie piłkarskie nie zna próżni dziś walka zasadza się na wywalczeniu na którym miejscu boiska , który zespół gra i na maksymalnym ograniczeniu możliwości manewrowych przeciwnika nie tylko w ich ataku, ale i obronie. Stąd pojęcie wysokiego pressingu oraz faktu,że napastnicy stają się pierwszymi obrońcami. Przy czym są zespoły,kiedyś Duńczycy,a dziś coraz więcej, które niejako prowokują rywali do podjęcia gry wysokim pressingiem,aby w szybkim ataku z użyciem kilku zawodników zagrażać ich bramce . Więc sam pressing nie jest już lekiem na całe zło. Znowu do łask powracają nawyki taktyki formacji jeżeli idzie o sposoby obrony przed utratą bramki przy wysokim pressingu.To w tej dziedzinie jak w trochę żartobliwym tonie napisałem w komentarzu po meczu z Zagłębiem mamy najwięcej do poprawy.Zawodnicy Zagłębia byli za mało zdecydowani, mieli za słaby arsenał umiejętności technicznych w precyzyjnym operowaniu piłką,aby groźnie inicjowane akcje zamieniać na bramki, ale diabeł nie śpi.Najlepsze zespoły redukują skuteczność pressingu poprzez manewrowanie kilkoma zawodnikami na małej przestrzeni i dokonywanie przerzutu piłki i akcji na drugą stronę boiska , jak również po indywidualnym ograniu przeciwnika i zdobyciu terenu oraz grą kombinacyjną z wykorzystaniem wrzutu piłki na wolne pole.Pressing takie granie utrudnia,ale nie uniemożliwia, a już na wybitne indywidualności,świetnych technicznie zawodników jest bezradny.Tu muszą być wprowadzone bardziej finezyjne metody zabezpieczenia swojej bramki. Ale to temat za zupełnie inne opowiadanie.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.