A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Zagłębie 1-0: Niepotrzebne nerwy

Legia odniosła pierwsze ligowe zwycięstwo na własnym boisku w tym sezonie. Nasza drużyna pokonała Zagłębie po kolejnym skutecznie wykonanym rzucie rożnym. Tym razem dośrodkowanie Gwilii na bramkę zamienił Vešović.

 

Trener Vuković nie dokonał żadnej zmiany w składzie, który w środę pokonał grecki Atrómitos. Mecz rozpoczęła następująca jedenastka: Majecki - Stolarski, Lewczuk, Jędrzejczyk, Rocha - Vešović, Cafú, Martins, Gwilia, Luquinhas – Kulenović. Goście rozpoczęli w składzie: Forenc – Kopacz, Guldan, Dąbrowski, Balić – Czerwiński, Tosik, Starzyński, Poręba, Živec – Szysz.

W pierwszych minutach mecz toczył się w wolnym tempie. Legia pierwszy raz zaatakowała w 19. minucie i od razu uczyniła to w skuteczny sposób. Stolarski wywalczył rzut rożny, Gwilia dośrodkował, w polu karnym piłkę głową uderzył Vešović i było 1:0. W 33. po szybkiej kontrze Kulenović podał do  Luquinhasa, ten uderzył z kilku metrów, niestety trafił tylko w słupek. W 40. minucie Vešović uderzył z dystansu. Forenc odbił piłkę na rzut rożny. W ostatniej minucie pierwszej połowy Gwilia uderzył z rzutu wolnego i nieznacznie się pomylił.

Do przerwy było 1:0. Legia nie forsowała tempa, ale zasłużenie prowadziła.

Drugą połowę goście rozpoczęli z dwoma nowymi piłkarzami w składzie. Na boisku pojawili się Slisz i Tuszyński. Przewagę od pierwszych minut miała Legia, ale naszym zawodnikom nie udawało się oddać celnego strzału na bramkę. W 55. minucie do rzutu wolnego podszedł Martins, ale przestrzelił wyraźniej niż Gwilia przed przerwą. Za chwilę Portugalczyk miał szansę z akcji, jednak jego uderzenie zostało zablokowane. W 68. minucie Zagłębie miało pierwszą okazję bramkową w tym meczu. Szysz znalazł się sam na sam z Majeckim i umieścił piłkę w bramce, ale po weryfikacji VAR gol został anulowany. W 72. minucie Gwilia mocno uderzył z dystansu. Forenc odbił piłkę. W 75. minucie Vešović podał w pole karne, do strzału doszedł Gwilia, niestety nie trafił w bramkę. W tej samej minucie Vešović opuścił boisko. Do gry wszedł Nagy. W 80. minucie na strzał zza pola karnego zdecydował się Cafú. Forenc dobrze interweniował mimo rykoszetu. W 82. minucie Wieteska zmienił Kulenovicia. W 88. minucie Starzyński strzelił zza pola karnego. Majecki spokojnie interweniował. W 89. minucie Legia wyprowadziła kontrę w przewagę liczebnej. Zakończył ją niecelnym strzałem Gwilia. Na ostatnie chwile do gry wszedł Jodłowiec. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Majecki doskonałą interwencją zapobiegł utracie gola po strzale głową Tuszyńskiego. W ostatniej minucie nasz bramkarz miał problemy po kąśliwym strzale Starzyńskiego, ale skończyło się na strachu.

Przez większość meczu z Zagłębiem Legia grała solidnie i wydawało się, że ma wszystko pod kontrolą. Końcówka meczu nieco psuje to wrażenie. Kolejne zmiany w ostatnich minutach nie sprawiły, że Legia grała pewniej w defensywie, wręcz przeciwnie, drużyna cofnęła się zbyt głęboko, za łatwo oddawała piłkę i Tuszyński miał wyborną okazję do wyrównania. Dobrze, że udało się obronić zwycięstwo.

Dyskusja (7)
1niedziela, 18, sierpnia 2019 20:57
Baron
Brawo za wynik i momenty fajnej gry, choć taktyka i zmiany w końcówce były proszeniem się o kłopoty i niewiele brakowało by wynik mógł być zgoła inny.
Niektórych decyzji Vukovica nie rozumiem i nawet już nie staram się już zrozumieć. Mnie ten trener nie przekonuje.
2poniedziałek, 19, sierpnia 2019 08:00
sektor212
O tak grająca Legię walczyłem. Coraz lepsza organizacja gry, poparta agresywnym doskokiem do rywala. Ofensywnie, u Legionistów widać coraz większą pomysłowość i radość z gry. Miedziowi przez większość czasu trwającego spotkania nie mogli rozbujać swoich ofensywnych założeń, gdyż dużo akcji Zagłębia właściwie była kasowana w fazie budowy w strefie wysokie i średniej. Znakomity mecz Cafu. Timing, czytanka tego, co dzieje się na boisku dla mnie była u Portugalczyka na wysokim poziomie. Fajny ciąg na bramkę przeciwnika. W defensywie dość skuteczna zapora, z którą przeciwnik miał duży problem, by ją sforsować. Perfekcyjnie zamykał i czyścił środkową strefę pola karnego, kiedy rywal próbował swoje dośrodkowania kierować na 10-14 metr naszego pola karnego. Dla mnie Cafu był zawodnikiem nr jeden na boisku. Nie przeciągając, to była zasłużona wygrana Legii.

Na trybunach tematem nr jeden nie jest gra Legii, lecz osoba Kulenovića. Medialna nagonka skutecznie wrogo nastawiła warszawskich fanów do własnego piłkarza. Nakręceni kibice wydają się, że znajdują się w dziwnym amoku. Wczoraj, rozpoczął się indywidualny proces gnojenia swojaka, który biega z L na piersi. Vuko jest na początku swojej kariery, więc należy się naszemu trenerowi troszkę więcej zrozumienia na pewne wybory. To nie jest wina Kulenovića, że otrzymuje takie, a nie inne zadania na boisku. Sandro, może i by chciał grać co innego, lecz wykonuje założenia nakreślone przez sztab szkoleniowy. Ja mam wrażenie, że Vuković chce stworzyć nowy typ zawodnika na pozycji nr 9. Defensywnego napastnika, który więcej jakości ma dawać drużynie w grze defensywnej niż w ofensywnej. Świadczyć o tym mogą sytuacje, jaki oglądałem wczoraj z trybun. Sandro, potrafi depnąć i sprintem dopaść rywala w środkowej strefie i skutecznie przeszkodzić rywalowi. Przyspieszyć i wyjść na czystą pozycję w druga stronę już słabiej. W meczu z Zagłębiem drażniło mnie jego zachowanie po odbiorze piłki przez Legionistów na połowie rywala. Kulenović w pierwszej fazie zazwyczaj stał. Nie wykazywał większej chęci podłączenia się do gry. Truchtem przesuwał się w stronę pola karnego rywala, a my w kolejnej akcji nie mieliśmy napastnika w pierwszej linii. Jeżeli Vuko toleruje takie niskie ustawienie Kulenovića, kiedy rozpoczynamy atak szybki, to widocznie takie są założenia taktyczne i tak ma być. Osobiście wolę, kiedy nasza 9 gra wyżej i walczy ze stoperami przeciwnika niż z defensywnymi pomocnikami.

Dalkub ostatnio zwrócił uwagę na nie najlepszą grę nogami Majeckiego. Przyznam uczciwie, że postawiona diagnoza zgadza się w 100%. Jego wprowadzenie piłki do gry ze strefy niskiej jest bardzo, bardzo słabe. Tylko w pierwszej połowie na 8 takich podań 6 było prosto do przeciwnika. Później zaniechałem liczenia, lecz w drugiej połowie nie zaobserwowałem jakiejś znaczącej poprawy. Obecnie, kiedy rywal zmusi nas do wycofania gry do bramkarza, to zazwyczaj notujemy stratę i oddanie inicjatywy rywalowi. Ten fragment gry jak najszybciej do poprawy.
3poniedziałek, 19, sierpnia 2019 10:36
Bolek
W pierwszej połowie podobała mi się gra Legii w destrukcji, natomiast brak było jakości w akcjach z przodu. W drugiej połowie zaś Legia zagrała bardzo fajne 20-25 minut, a potem...

No właśnie, to "potem" powoduje duży rozdźwięk w ocenie trenera Vukovica. Z jednej strony widać postęp, widać jakiś pomysł, szczególnie w defensywie, więc można powiedzieć, że coś im tam sensownego na tych treningach wkłada do głowy. Czyli dobrze. Ale potem przeprowadza zmiany, które dezorganizują grę. Czyli źle. Oczywiście, mogłoby być tak, że nawet bez tych zmian, gra Legii by siadła np. ze zmęczenia. Ale dla obserwatora z boku wygląda to tak, że do zmian było nieźle a po zmianach słabo.

Niestety skuteczność Legii jest katastrofalna. Wczoraj można było mecz zamknąć na początku drugiej połowy, albo którąś z kontr w ostatnim fragmencie. Ale tego nie zrobiliśmy i mogło to nas drogo kosztować.

Osobna kwestia to Kulenovic. Nie uważam, żeby wygwizdywanie go było dobrym pomysłem, choć jego reakcja na gwizdy nie wydaje się rozsądna. Nawet jeśli gwizdy były bardziej w stronę Vuko. Chłopak jest bardzo młody, sam siebie nie wystawia i uważam, że stara się na boisku. Dajmy mu czas.

W relację Vuko - Carlitos nie chcę wchodzić, choć uważam, że Vuko nas wszystkich okłamuje twierdząc, że chodzi o formę zawodników. Moim zdaniem przekaz powinien być jasny: "Carlitos robi bądź nie robi czegoś, co dla Vuko jest uzasadnieniem jego odstawienia. Jak przestanie/zacznie to robić, to będzie brany pod uwagę". A tak to mamy jakieś dziwne opowiastki.
4poniedziałek, 19, sierpnia 2019 15:37
dalkub
Po tym meczu mam mieszane uczucia. Oczywiście Legia była dużo lepsza, z drugiej strony taki mecz trzeba zabić a nie drżeć do ostatnich minut o jakiś przypadek stratę itd. Bardzo fajne fragmenty w odbiorze kontrastowały z nieudolnością wyprowadzenia kontry i rozegrania 2:1 3:2. Nie kreujemy sytuacji bramkowych, najczęściej są to strzały zza pola karnego, niekiedy bardzo dobre, ale to jest granie bez napastnika.
Nie rozumiem zmian, nie rozumiem co robił Wieteska w środku boiska, bo od jego wejścia było słabiej a nie pewniej.
O Kulenoviću mi się nie chce, gwizdania nie popieram, ale trzymania na boisku też nie - bycie pierwszym oborńcą do mnie nie trafia, tym bardziej że facet nie potrafi przyjąć, słabo gra tyłem do bramki, kiepsko zgrywa - tak serio Legia w ataku w wielu momentach gra bez niego czyli 1 mniej.
Moim zdaniem Vuković chce się Carlitosa pozbyć - nie dziwię się, ale jednocześnie brak mu alternatywy aby strzelić 10+ bramek w lidze. Mam wrażenie że będziemy cierpieć u siebie ze względu na zdobywanie goli
Dużo plusów, sporo minusów, jakoś wielkiego optymizmu we mnie nie ma przed czwartkiem, ale może się mylę.
5poniedziałek, 19, sierpnia 2019 19:23
Zgred
Niewątpliwie progres formy jest widoczny oraz, co bardzo ważne szybkość i dynamika przychodzi w odpowiednim momencie. W systemie grania defensywnego ten mecz z Zagłębiem bardzo był przydatny, pokazał dużo pozytywów w przesuwaniu, pressingu i odbiorach. Zawodnicy Lubina wielokrotnie nie mogli rozwijać swoich akcji, byli wyprzedzani, wybijani ze swojego rytmu. Praca Legii właściwie w 3/4 meczu godna wyróżnienia.
Jednak wiele tracimy przy dojściu do pola karnego rywali. Nie da się dalej grać bez "rasowego" napastnika...który w naturalny sposób finalizowałby dobre akcje. To, ta druga nasza odsłona 1/4 meczu, kiedy Zagłębie przesunęło się po bramkę do przodu - negatywna.
Nie można nie kończyć kontr w przewagach...
Tym bardziej, że w rewanżu w Szkocji właśnie takiego akcentu będziemy bardzo potrzebować. Oczywiście jest jeszcze pytanie o dobór składu, ewentualnych zmian...
Mecz w Warszawie może być wzajemnym szachowaniem, gdyż nie sądzę aby zespół z Glasgow rzucił się do ataku. Przyjadą strzelić bramkę...i za wszelką cenę do tego nie można dopuścić (!)
6poniedziałek, 19, sierpnia 2019 20:40
Zbyszek
O tym,że mecz z Zagłębiem był test meczem przed IV rundą eliminacji LE.
Przed meczem trener Vukovicz zapowiedział,że drużyna Legii nie myśli o meczu z Rangersami, bo najpierw jest mecz z Zagłębiem. Patrząc jednak na wszystkie parametry związane ze spotkaniem, te słowa były zwykłym krygowaniem się, gdyż wczorajszy mecz trener potraktował jako próbę generalną przed czwartkowym pojedynkiem o wszystko. W jednym z odcinków "4-4-2" trener Strejlau stwierdził,że Vukovicz dokonując tak szerokich rotacji nie rozwija zawodników i zespołu jako całości , z czym należy się połowicznie zgodzić, gdyż zmiany połowy drużyny z meczu na mecz rozwijają zespół,ale powoli i w sposób niepełny. Ponadto Strejlau orzekł,że Vukovicz nie ma żadnej koncepcji rozwoju i gry drużyny z czym nie można się zgodzić.Nasz trener miał koncepcję polegającą z grubsza na tym,że w eliminacjach LE gra wybraną, najlepszą jedenastką ,a w lidze taką łataną . Wczoraj jednak i w lidze zagrał tym co ma najlepsze na składzie. Pewnikiem takim składem , który zagrał z Atromitosem i z Zagłębiem wyjdziemy na Szkotów. Niestety w składzie będzie brakować Novikovasa,a na ławie Remyego.
Ustawienie wyjściowe to znane od Sa Pinto czyli 4-2-3-1. Rozumiem Vukovicza,że nie chce iść tropem Jozaka i Klafuricza i szukać dupą szczęścia czyli zmieniać ustawienie,ale w naszym wydaniu jest ono mało wydajne. Nie wchodząc w szczegóły to to ustawienie wymyślił trener John Toshack 20 lat temu w Realu jako mało wymagające pod względem specjalnych umiejętności graczy,a za to bardzo elastyczne. Ale jedną z osi tego systemu jest ofensywny pomocnik potrafiący grać blisko pola karnego rywali, rozprowadzający tam piłki i obsługujący napastnika. Bez takiego zawodnika system jest kaleczony, tak jak w dzisiejszej drużynie Legii. Obecnie z konieczności, na siłę na tej pozycji trener obsadza Gwilię, gracza bardzo pracowitego,ale ze słabym przeglądem pola i który wybitnych zdolności kreacyjnych nie posiada. Wcześniej takim miał być Carlitos,ale okazał się nieodpowiedzialnym za grę zespołu leniem i trener słusznie z niego zrezygnował. Carlitos przyzwyczaił się w Wiśle i w początkach gry w Legii,że to zespół pracuje dla niego,a nie on dla zespołu. Choć z drugiej strony robi on w Legii za strzelającego napastnika i można by go z powrotem w tej roli obsadzić. To ,że zawiódł na jednym polu nie oznacza,że należy z niego w ogóle rezygnować. Jednocześnie grę zespołu organizowaliśmy w defensywie w oparciu o ustawienie 4-5-1 z wchodzącym w linię obrony w jej centralnej części Cafu, zaś w ataku ustawienie to 4-2-4 co przypominało znaną z przełomu lat 50 i 60 " Brazylianę". Tym razem boczni obrońcy spełniali głównie funkcje defensywno-obronne.
Takie taktyczne rozstawienie zawodników stwarzało możliwości wygospodarowania 4-5 zawodników do gry w środkowych rejonach boiska, których zadaniem było utrzymywanie się przy piłce i dzięki temu zmuszanie rywali do przegrupowania się większymi siłami w pobliże własnej bramki. Przez większą część spotkania, a właściwie dopóki naszym starczyło sił taki sposób gry był skuteczny w tym sensie,że kontrolowaliśmy przebieg gry, a ze strony rywala nie groziło nam większe niebezpieczeństwo.
Trudno nie zgodzić się ze spostrzeżeniami Sektora 212, iż w we wczorajszym meczu widoczny był dalszy postęp w zgraniu zespołu, a zwłaszcza dobra współpraca Luqinhasa z Rochą i Vesovicza ze Stolarskim.Także szybkość zwłaszcza biegowa nie budziła większych zastrzeżeń . Coraz częściej nasi zawodnicy agresywnie wychodzili przed rywali do piłki. Trafnie Sektor 212 zauważył ,że w grze naszej drużyny widoczne są wypracowywane schematy takie jak ;
podania przez dwie linie do wchodzącego po skrzydle defensywnego pomocnika Cafu lub Martinsa, poprawne wykonywanie stałych fragmentów gry, naprzemienne wchodzenie w obręb pola karnego skrzydłowych, zagrywanie prostopadłych piłek z głębi pola w kierunku pola karnego, podawanie piłek z pola karego do gracza będącego na obwodzie, z reguły Gwili oraz coraz częstsze próby gry na jeden kontakt. Do tego przez większą część meczu nasz zespół prezentował grę dojrzałą i ostrożną,ale nie bierną i bojaźliwą.Mnie brakowało jednak takiej zespołowej pasji, takiej determinacji w dążeniu do celu, zwłaszcza pod bramką rywali.
Do mankamentów zaliczyć należy faktyczny brak strzałów na bramkę z dalszych odległości oraz dopuszczanie do celnego zagrywania piłki głównie przez Starzyńskiego z głębi pola na wychodzących za plecy naszych obrońców ich graczy . Tu konieczne jest albo indywidualne krycie takiego rozgrywającego,albo chociaż blokowanie jego zagrań.
Oddzielną kwestię stanowi przypadek Kulenovicza o czym sporo napisał Sektor 212.Moim zdaniem dla tego zawodnika, podobnie jak dla Carlitosa i Niezgody nie znaleziono miejsca na boisku czyli ich tak naprawdę nie zagospodarowano. Oni wyglądają tak jak by nie bardzo wiedzieli co mają grać i błąkają się po boisku. A oni powinni zdobywać bramki.Tu napiszę coś co wyda się obrazoburcze. Otóż Robert Lewandowski jest graczem mocno jednostronnym i w takim Bayernie pełnym gwiazd wszyscy zawodnicy grają w rejonie pola karnego na Roberta. Powściągają swoje ambicje aby być fetowanymi jako strzelcy,albo są do tego jak niedawno Robben czy Ribery zmuszani. Tak czy siak to Lewandowski ma pierwszeństwo w otrzymywaniu piłek w polu karnym.Pewnikiem wpływ na to ma zaufanie do Roberta,że zawsze coś strzeli i że wykazał się w toku swojej kariery większą skutecznością niż jego koledzy w wykańczaniu akcji. A w naszej drużynie zawodnicy mając piłkę w pobliżu pola karnego zachowują się tak jak by takiego Kulenovicza nie było na boisku, nie dostrzegają go, nie podają mu piłek.A w każdej klasowej drużynie to środkowy napastnik strzela najwięcej bramek. Pretensje do Kulenovicza to taka sama głupota jak obwinianie bezpłodnej kobiety,że nie ma dzieci.
I w tym wrogim nastawieniu kibiców niesprzedanie Chorwata wygląda na poważny błąd.
W każdym razie wczorajszy test wypadł tak jak u fryzjera: golić ?. Nie. Ostrzyc, tak średnio na jeża.

O tym,że DNA mają ludzie,a nie automaty do gry.
Przyznam,że czytam okropnie dużo i nie spotkałem żadnego poważnego opracowania, które by wśród cech składających się na lojalność wymieniało cóś takiego dziwacznego jak DNA.Żartobliwie napiszę,że jedyne jak dotąd praktyczne zastosowanie DNA ma miejsce w kryminalistyce, w której od 1987 roku dzięki niemu wykryto wielu przestępców, w tym zabójców. Natomiast prowadzone od ok. 50 lat badania socjologiczne i psychologiczne wśród zawodników uprawiających sport wyczynowy ,w tym piłkę nożną dowodzą,że czynnikami lojalnościowymi są przede wszystkim pieniądze, potem popularność,a na końcu prestiż. Jeżeli szmal nazwiemy DNA to zgoda Wink. Nawoływanie do poszukiwania DNA tam, gdzie go nie ma jest mitem,a mówiąc wprost samooszukiwaniem się. A kiedy mówią o tym poważni ludzie, w tym właściciel klubu to świadczy to o desperackim przedkładaniu bajek nad rzeczywistość Chciałby on na ten przykład, aby trenerem Legii był młody facet związany z nią od wielu lat i który będzie z nią związany przez następne wiele lat. Tylko,że to jest takie proste przekładanie doświadczeń korporacyjnych na świat sportu. Rzeczywiście w korporacji da się prowadzić młodego adepta na coraz wyższe szczeble kariery co pokazuje jeden z filmów amerykańskich jak to facet awansuje stopniowo z parteru na najwyższe piętro wieżowca.Stąd pochodzi ta nic nie znacząca zbitka słowna jaką posługuje się Mioduski o projektach i o wchodzeniu na wyższy poziom.W piłce trener albo coś umie, coś sobą reprezentuje, coś znaczy,albo nie. Jak nie to, nigdzie na żadne wyższe poziomy nie wlezie, bo tam dla niego miejsca nie ma.Inaczej albo jest się trenerem,albo dla niepoznaki nazywa się trenerem. Zatrudnianie, jak w niedalekiej przeszłości wyrobów treneropodobnych nie było żadną inwestycją w przyszłość, tylko zmarnowaniem wielkich pieniędzy i czasu. Podobnie ma się sprawa z piłkarzami. Tylko,że w tym przypadku kibice wytwarzają alternatywną rzeczywistość święcie wierząc,że jak który gra w klubie wiele lat to ma klubowe DNA.Piłkarze jako te cwane gapy wiedzą,że kibice w te banialuki wierzą więc chętnie opowiadają, jak to oni są przywiązani do barw i jak je kochają. To nic nie kosztuje,a owocuje sympatią,że taki swojak. Do czasu .aż otrzymają skądś propozycję wyższych zarobków. Wówczas jak by nie patrzeć,okazuje się,że miłość do pieniądza jest znacznie większa niż to co nazywali miłością do klubu. Czyli jak kto długo siedzi w klubie to dlatego,że nikt mu niczego lepszego nie zaoferował.Lecz proszę ode mnie nie żądać podawania przykładów z przeszłości, gdyż nie jest moim zamiarem obalanie idoli. Młodzi kibice muszą znać symbole przywiązania do barw Legijnych, i wierzyć,że było to efektem potrzeby serca..I uważam,że taka wiara jest potrzebna, gdyż ociepla i uczłowiecza ponurą rzeczywistość.

O tym,że nareszcie jest współpraca pomiędzy I a II drużyną.
Pamiętam te czasy kiedy różnica pomiędzy I a II drużyna była płynna w tym sensie,że ze składu seniorskiej kadry klubowej najlepsi grali w I drużynie,a kto się niej nie mieścił grał w II zespole. Tacy trenerzy jak Górski, Vejvoda czy Strejalu nigdy by sobie nie pozwolili na to,aby ktokolwiek ich ograniczał w doborze i wyborze zawodników do gry niezależnie do którego zespołu formalnie byli przypisani.Nie waham się nazwać głupotą tego co zaczęło funkcjonować od czasu kiedy w Legii utworzono Akademię, a czemu patronował głównie pan Jacek Mazurek,a we wcześniejszym okresie pan Leszek Miklas z ramienia kierownictwa klubu. Wówczas II drużyna, a chwilowo i MESA uległy usamodzielnieniu stając się swego rodzaju punktem docelowym młodych zawodników. Nastąpiło funkcjonalne rozerwanie klubu, tak jak by jego wizytówką nie był I zespół, a holowanie młodzieży. Przepływ zawodników miał następować tylko w jednym kierunku, od dołu do I drużyny.Kiedy na nieszczęście trenerem II drużyny został Magiera ten rozłam przybrał rozmiary karykaturalne,. Trener I drużyny Berg tak jak to jest przyjęte w każdym normalnym klubie chciał do II zespołu wysyłać zawodników, którzy nie grali meczu ligowego, albo którzy potrzebowali ogrania np. po kontuzjach,aby nabywali lub zachowywali rytm meczowy. Lecz Magiera ich nie wystawiał. Wreszcie w przerwie na reprezentację Berg przekazał do II drużyny 10 zawodników i za zgodą prezesa Leśnodorskiego objął niejako funkcję trenera II zespołu ,a Magiera miał być jego asystentem.Magiera się obraził i poleciał do mediów ze skargą,że nie po to młodzi zawodnicy trenują ,aby im jakieś przybłędy odbierały miejsce na boisku,a poza tym to on chce awansować do II ligi,a przy niechcianych zmianach to może tego nie osiągnąć . Kiedy Magiera odszedł sytuacja uległa nieznacznej poprawie,ale nadal współpraca była bardziej deklaratywna niż rzeczywista. Więc kiedy wyczytałem,że tydzień temu w II drużynie zagrało na boisku 10 zawodników z kadry I zespołu,a w sobotę w meczu z Ursusem pięciu to odczułem jak mi ciężar spada z serca. Wraca normalność.

Znalazłoby się jeszcze parę refleksji,ale już zmęczony jestem tą pisaniną i obawiam się,że znowu coś nacisnę i cała robota jak już kilka razy - w pizdu.
7wtorek, 20, sierpnia 2019 15:20
czarnuch
Dla mnie po tym meczu jest jasne,że albo Vuko da radę w swoim stylu albo spadnie z bardzo wysokiego konia. Przez da radę mam na myśli awans z Rangersami i MP.
O ile można cmokać nad poszczególnymi plusami przeciwko... Zagłębiu na własnym stadionie to z kolei niektóre decyzje trenera nadal irytują. Doprawdy doceniam fakt,że kończymy z zerem z tyłu a i zwycięstwo dał etatowy obrońca. Kłaniam się w pas przed trenerem widząc,że postawa defensywna jest na tym etapie budowy drużyny solidna. Natomiast swoimi decyzjami z pewnością nie pomaga ofensywie. Stwarzamy okazje, mamy ich naście a mimo wszystko kończymy teoretycznie najmocniejszą 11stką z jedynką z przodu zdobytą przez obrońcę po stałym fragmencie. Bardzo bawi mnie rozliczanie napastnika z gry defensywnej a więc może kolejnym razem powinniśmy rozliczać Majeckiego z podłączania się do akcji ofensywnych? Smile

My dziś myślimy o Rangersach.. Czytam,że w naszym zasięgu. Szanse 50/50. Natomiast już mecz przeciwko Zagłębiu pokazuje nam jak daleko do należytego poziomu jakim powinna się charakteryzować drużyna,która idzie po swoje w europucharach. Przypominam,że doceniamy 1:0 z Zagłębiem w lidze,w której nikt prócz Legii nie gra dalej w eliminacjach. Przyjrzawszy się postawie rywala można dojść do wniosku,że oni remis braliby w ciemno z pocałowaniem ręki.. Praktycznie większość meczu przeczłapana. Przy niekorzystnym wyniku często rozgrywali między sobą piłkę jakby chcieli go bronić. Dopiero pod koniec spotkania (również ze względu na decyzje trenera) pokusili się o coś więcej pod względem zaangażowania. Dla mnie ligowa potyczka przeciwko Zagłębiu nijak ma się do warunków jakie postawią nam Szkoci. Tutaj naszym jedynym argumentem jest siła w defensywie i pod tym kątem pressing jest przygotowany. Natomiast atak... Tutaj jest na udo i nie tylko ze względu na etap prac trenera a jego decyzje np założenia taktyczne czy choćby zmiany.

Mimo wszystko.. Stawiam kolejny mały plusik po stronie trenera mając świadomość,że to dopiero wstęp do czegoś,co może mu zapewnić spokój i wynik.

#gwizdy
Jedyne co mnie w tym wszystkim zdziwiło to reakcja samego zawodnika i trenera. Czyżby Sandro byłby z siebie w pełni zadowolony i w związku z tym oczekuje owacji? Natomiast trener... Poważnie wymaga,że każdy jeden z biletem na mecz to legionista z krwi i kości urodzony na Ł3..? Pierwszy raz spotyka się z odbiegającym od normy zachowaniem kibiców? Koniecznie obaj panowie muszą przejść odpowiednie kursy,bo niestety.. tak się nie zaprasza do przyjścia na mecz.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1