A+ A A-

Cracovia - Legia 1-0: Aby do wiosny?

Legia poniosła jedenastą porażkę w sezonie i nadal znajduje się w strefie spadkowej Ekstraklasy. W zimny niedzielny wieczór w Krakowie Legia okazała się słabsza od Cracovii, przegrywając ligowy mecz na Kałuży pierwszy raz od 2005 roku.

 

Legia rozpoczęła w składzie: Boruc – Nawrocki, Wieteska, Hołownia, Ribeiro – Skibicki, Slisz, Luquinhas, Josué, Mladenović – Emreli. Pierwsza jedenastka Cracovii wyglądała następująco: Niemczycki – Râpă, Jugas, Sipľak – Kakabadze, Lusiusz, van Amersfoort, Pestka – Myszor, Piszczek, Hanca.

Mecz zaczął się od twardych starć między zawodnikami obu zespołów. W 13. minucie Skibicki otrzymał znakomite prostopadłe podanie od Josué, ale nie zdołał pokonać Niemczyckiego. W 15. minucie żółtą kartką ukarany został Luquinhas. W 20. minucie Cracovia objęła prowadzenie. Po stałym fragmencie gry piłka minęła kilku legionistów i trafiła do van Amersfoorta, który z najbliższej odległości pokonał Boruca. W 28. minucie Emreli wbiegł w pole karne, zdołał oddać strzał, jednak to uderzenie było mocno nieprecyzyjne. W 37. minucie Luquinhas przechwycił piłkę, ruszył do przodu, strzelił celnie, jednak Niemczycki był na posterunku. W 40. minucie Hołownia padł w polu karnym Cracovii po starciu z van Amersfoortem, ale sędzia Przybył nie dopatrzył się przewinienia zawodnika gospodarzy. W 41. minucie żółtą kartką za faul taktyczny ukarany został Wieteska.

Legia do przerwy przegrywała jedną bramką. Nasza drużyna na pewno nie była słabsza od Cracovii, jednak tradycyjna niefrasobliwość w obronie kosztowała legionistów utratę gola.

Na drugą połowę nie wyszli Skibicki i Hołownia, których zastąpili Rui Gomes i Nawotka. Jako pierwsi zaatakowali gospodarze. Niecelny strzał na bramkę Legii oddał Hanca. Legia odpowiedziała atakiem, po którym lekki strzał oddał Rui Gomes. W 53. minucie w dobrej okazji znalazł się Myszor, na szczęście nie zdołał dobrze trafić w piłkę w polu karnym Legii. W 59. minucie Włodarczyk zastąpił Emreliego. W 64. minucie efektownym uderzeniem z dystansu popisał się Kakabadze. Piłka odbiła się od słupka. W 68. minucie w ataku naszej drużyny pojawił się Pekhart. Boisko opuścił Mladenović. W 84. minucie Ciepiela zastąpił Luquinhasa i szybko zaznaczył swoją obecność strzałem na bramkę Cracovii. Niestety uderzenie było niecelne. Do końca meczu Legia nie stworzyła już poważnego zagrożenia pod bramką Cracovii.

Legia kończyła ten mecz w składzie, który bardziej przypominał zestawienie rezerw naszej drużyny niż kadrę godną mistrza Polski. W tej sytuacji nie może dziwić ani wynik, ani przebieg drugiej połowy meczu. Trzeba jednak przyznać, że nie jest łatwo pojąć w jaki sposób tak właśnie mogły potoczyć się losy ekipy, która na początku lipca ogrywała Bodø/Glimt. Tej jesieni na Legię wystarczy minimum ligowej solidności.

Dyskusja (8)
1niedziela, 05, grudnia 2021 22:16
Senator
No właśnie jak można było doprowadzić do takiej ruiny zespół który ogrywał Bodø/Glimt ? Ktoś wie ?
Panie trenerze Michniewicz może pan ?
2niedziela, 05, grudnia 2021 22:51
CTP
Senatorze, z tym Michniewiczem zaczynasz być powoli tak samo nudny jak Świrek z Leśnodorskim. Przypomnę, że Michniewicza nie ma tutaj już od prawie 1,5 miesiąca. To się nazywa fiksacją i nie jest to zdrowe dla organizmu.
Obecnym trenerem jest Gołębiewski i to raczej jego trzeba rozliczać z pracy. Chociaż, jeśli mam być szczery, to mnie jest też ciężko go obwiniać, np. za to, że taki Ribeiro podbiegł do Siplaka i zamiast go zaatakować, to stanął jak wryty 5 metrów przed nim i biernie się przyglądał jak ten dośrodkowuje.
Albo za to, że w momencie, gdy obrońcy Cracovii rozgrywali piłkę na własnej połowie, to trzech gamoni z el-ką na piersi stało sobie w okolicach środka boiska. I nie, nie podchodzili do pressingu. Nie, nie pilnowali pomocników Cracovii. Po prostu sobie tam stali, mimo, że w promieniu 20 metrów nie było żadnego przeciwnika.
Albo za to, gdy tracimy piłkę pod polem karnym Cracovii, to jeden z drugim gamoń idzie na raz, przez co przeciwnicy mają autostradę do naszego pola karnego. A idzie na raz, bo mu się, kuźwa, nie chce biegać!
Zespoły A-klasowe posiadają większą dyscyplinę taktyczną niż obecna Legia. I taka Legia nie ma prawa grać na najwyższym poziomie rozgrywkowym w naszym kraju.
3niedziela, 05, grudnia 2021 23:11
Senator
@CTP
Tak wiem ty jesteś z grupy potrzebny trener z doświadczeniem i sukcesami.
Przypomnę wiec ze ta degrengolada nie zaczęła się za trenera Gołebieskiego tylko za trenera z doświadczeniem i sukcesami Michniewicza ! Rozpierdolił ( przepraszam) drużynę od wewnątrz, rozpuścił towarzystwo nie reagując na niesportowy tryb życia i sobie poszedł, ja bardzo żałuje ze sobie poszedł naprawdę bo powinien pracować dalej na swoje doświadczenie i sukcesy, a tak cięgi zbiera gość który dopiero się uczy .

Nie potraficie ( ci od trenerów z doświadczeniem i sukcesami ) się przyznać do faktu ze Michniewicz dał dupy ( przepraszam ) po całości i szukacie tematów zastępczych typu przecież teraz trenuje Gołębiewski itp itd
Tak na marginesie tu nie trener a kilku psychologów trzeba rzucić na linie frontu . Nie musza być doświadczeni i z sukcesami ważne zeby potrafili .
70% tego wstydu to zasługa Michniewicza i tyle mam do powiedzenia .
4poniedziałek, 06, grudnia 2021 00:11
CTP
@Senator
Szalenie jestem ciekaw, jak wytłumaczysz to, że Michniewicz zdobył z Legią MP i awansował do LE. Skoro to taki był szkodnik, to jakim cudem mu się to udało?
A już w ogóle obwinianie trenera za niesportowy tryb życia piłkarzy, to jakieś kuriozum. Trenera??? Przecież to zasrany obowiązek klubu, żeby reagować na coś takiego. A poza tym, przepraszam, czy to są dzieci, czy dorośli ludzie? Co, on miał policjanta przy każdym postawić?

To, że towarzystwo jest rozpuszczone, to jest fakt i tutaj mamy na to dowód:
https://twitter.com/gr3gor_g3/status/1467583291687677961?s=20

Ale w takim syfie, jaki stworzyły z Legii obecne władze, to piłkarze każdego trenera będą mieli w dupie i przy każdym trenerze będą sobie walić w ch***.
5poniedziałek, 06, grudnia 2021 12:08
Zbyszek
Wraz z bezwładnym spadaniem Legii opuszczają mnie chęci na udzielanie zbawiennych nauk.
Tym razem będzie konkretnie i pewno zaboli, bo musi boleć.

O tym, że Probierz zaprzeczył ,iż długość umowy oznacza dobre jej efekty.
Wydawało mi się, że mnie niewiele jest w stanie zadziwić, ale jestem stale zaskakiwany , chociażby ciszą medialną jak nastąpiła po zwolnieniu idola pismactwa Michała Probierza z funkcji zarządcy Cracovii . a wiec wiceprezesa, dyrektora, trenera, bossa, menedżera czyli faceta od wszystkiego, ze sprzątaniem włącznie. Tym bardziej ta cisza wali w dekiel, że wszystko co raczył wypowiedzieć Probierz było nagłaśniane, komentowane i traktowane jak szczyt wiedzy fachowej o futbolu , prawie jak Dekalog. Podczas kiedy nieduży namysł , niewielka refleksja , doza krytycyzmu pozwalała na dojrzenie ,że w zasadzie nie ma korelacji pomiędzy jego wypowiedziami, a czynami czy dokonaniami. Po tym można sądzić, że on wie co ,ale nie wie jak to zrobić. Media przypisywały mu jedyną sprawczość w sukcesie Jagi jakim było wicemistrzostwo Polski, ale to niejako stało się przyczyną jego exodusu z tamtego klubu. Probierz tak bardzo uwierzył, że to on jest demiurgiem ,iż pomijał faktycznych sprawców sukcesu, a ci poczuli się niedocenieni i obrażeni . To właściciele i prezes sprowadzali klasowych graczy , to oni im płacili i to ci zawodnicy osiągnęli znaczący wynik. Do mediów zaś on wystawiał pierś po ordery ,a w wystawioną swoim dupę dostał kopa. Z tą aureolą niedocenianego, a wielkiego trenera trafił do Cracovii, w której prof. Filipiak wykorzystał jego rozdęte do nieprzytomności ego. Prof. Filipiak jest człowiekiem posiadającym dużo zdrowego rozsądku i ogromny dystans do tego co robi , co wynika z jego życiowego doświadczenia, bycia i na wozie i pod wozem. Jego zaangażowanie w Cracovię nigdy nie wykraczało poza niezbędne minimum do bytowania w ESie. Od wielu lat Filipiak ustala cały budżet Cracovii na 30 mln zł i ani grosza więcej. Mimo, że jego dochody w ubiegłym roku wzrosły o ponad 300 mln zł, a majątek o ok.130 mln.. Dla niego jest to rodzaj zabawy i rozrywki lekkoducha i pięknoducha, który owszem ją lubi ,ale najbardziej na odległość. Aczkolwiek od kilku dni jest w Krakowie i i wczoraj stadion nawiedził. Dziwić mu się nie należy ,że na stare lata ( prawie 70 lat) osiadł w spokojnej Szwajcarii i cieszy się resztą życia. Taki entuzjasta jak Probierz spadł mu jak manna z nieba, który na władzę był tak łasy jak indor na kluski, albo pies na kości . I Probierz dostał prawie pełnię władzy i się nią zachłysnął, wydawało mu się, że rządzi jak udzielny książę, a był tylko ekonomem. Być może gdyby dysponował wyższym budżetem to efekty byłyby lepsze, bo mógłby sprowadzić zawodników o wyższych umiejętnościach. Tylko ,że Probierz chyba nie za bardzo naciskał, bo on uwierzył, że jest wręcz alchemikiem, który z błota wytworzy złoto. Okazał się za chudy w uszach na te eksperymenty.
Kiedy spojrzymy obiektywnie to on w Cracovii niczego nie poprawił, ani niczego nie popsuł. Jak objął Cracovię na 14 miejscu w tabeli, tak ją na 14 miejscu w tabeli zostawił. Historia zatoczyła koło i wróciła tam gdzie była, a on był ,ale tak jak by go nie było.
Z tego faktu można wyciągnąć wniosek ,że dogmat o tym. iż im dłużej w klubie pracuje trener tym wyniki lepsze - nie jest niepodważalny czyli ,że długie i wielce owocne lata pracy w jednym klubie takich trenerów jak np. SAFa w MU to wyjątek ,a nie reguła. Lecz jednocześnie nie możemy oprzeć się pewności, że trenerzy nie są tacy sami. A tym samym musimy pochylić się nad próbą zdefiniowania samego pojęcia : trener piłkarski - kto to jest, jakie musi mieć atrybuty i inne cechy rozpoznawcze. Nikt takiej wszechmocnej definicji nie sporządził i mnie też taka myśl przez pustą głowę nie przeszła. W zasadzie ograniczano się do określenia kryteriów formalnych jakie ma spełnić dany osobnik, aby być zatrudnionym jako trener. Obecnie, aby nim zostać wystarczy kurs UEFA-PRO.
Po przemianach ustrojowych w 1989 roku tak sobie marzyłem, że wszystko ulegnie ulepszeniu, będzie na wyższym poziomie, że będzie lepiej urządzone - od tego co było. W piłce nożnej cofnęliśmy się do lat 50-tych ,do okresu raczkowania. Bowiem już od lat 60-tych, aby ktoś mógł robić za trenera w I lidze musiał mieć studia wyższe kierunkowe, roczny kurs trenerski przy AWF w Warszawie zakończony egzaminem teoretycznym i praktycznym oraz co najmniej 3 lata pracy w zespołach niższych klas. Po 1989 roku udawać trenera mógł każdy, a po kilku latach ci, którym wystarczyło kupić papierek uprawnień za kilka tysięcy zł. Anarchiści ( wrogowie liberałów) powiadają, że rynek rozstrzyga kto jest "dobry" a kto "zły" . Tylko ,że w owym czasie i do 2005 roku rynkiem piłkarskim rządziła korupcja, a nie jego prawa. Nadto rynek w tamtym okresie wybierał pomiędzy nieukami, a nieudolnymi głupkami, tak jak tuż po wojnie, kiedy hasłem było :"Nie matura , lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera".
Takim jak Probierz zabrakło na starcie do zawodu wiedzy o metodyce treningu . On te braki w mozole i trudzie zdobywa latami praktyki , zamiast tylko doskonalić swe umiejętności .
Tym samym prowadzenie drużyn przez wiele lat można powierzać ludziom dysponującym wiedzą i niezbędną praktyką lub/oraz tym ,którzy zdobyli warsztat dzięki wieloletnim doświadczeniom, tak pozytywnym jaki negatywnym. I tylko takich można oceniać najwcześniej po 2 latach ich pracy. Jak by nie patrzeć to Probierz ten egzamin oblał. Natomiast reszta jest skazana na ustawiczne upadanie i wstawanie, upadanie i wstawanie. Chyba, że znajdą siły, aby zainwestować w siebie.
Michał Probierz musi sam dociec jak to się dzieje, że w żadnym klubie , w którym był trenerem , żaden zawodnik, żaden pracownik nie wypowiedział się o nim przychylnie, ciepło ,życzliwie i pochwalnie. Wszyscy najchętniej milczą. Otacza go pustka i cisza.

O tym, że Legia przestała być straszakiem.
Jako kibice Legii nadal żyjemy w urojonym świecie, tak jak by przed laty został ustalony raz na zawsze, że oto Legia jest tak wielka, że wszyscy się jej boją , że wszyscy sprężają wszystkie siły, aby się jej sile przeciwstawić . Dziś , poza licznymi kibicami Legii, wszyscy dostrzegają, że to ułuda, że to tylko krąży duch zaprzeszłej wielkości i mocy.
Bodaj jako pierwszy zerwał z tym mitem trener Jacek Zieliński w swej przedmeczowej wypowiedzi. Stwierdził on wprost ,że z Legii została tylko nazwa i że nawet marniutka Cracovia szykuje się, aby Legię pokonać. Żadnego respektu, żadnego napinania muskułów. Wskazał na to co wszyscy dostrzegli, że Legia grająca powtarzalnie jest łatwa do rozszyfrowania ,że ma potężne luki w obronie i że w ataku nie wykorzystuje potencjału. Wszystko to prawda. Niezależnie od systemu, ustawienia taktycznego , organizacji gry nasza drużyna gra tak samo schematycznie , bez żadnego elementu zaskoczenia rywali. Generalnie rozpoczynamy grę od tyłu, ale bardzo wolno zdobywamy teren używając wielu podań przez co narażamy się na stratę piłek i groźne kontrakcje. W następnej fazie uruchamiane są boki, ale główne role odgrywają ni to obrońcy, ni to skrzydłowi , którzy owszem przenoszą grę pod pole karne rywali, ale ich akcje kończą się oddaniem piłki rywalom. Odpuszczamy środek pola jako centrum inicjowania ofensywy i jako zaporę przed atakami przeciwnika. Jedyny, który potrafi rozprowadzić piłkę Josue nie ma wsparcia i asekuracji. Pamiętamy ,że VOO nie byłby tym kim był ,gdyby nie jego robotnik-pomocnik Kopczyński. Sam Josue nie jest w stanie być orkiestrą.
W obronie mamy nie luki, ale potężne wyrwy, czyli mówiąc wprost nie mamy klasowych obrońców, lecz ich namiastki .Jedyny, który spełnia kryteria obrońcy Jędrzejczyk jest kontuzjowany .,a i tak grał w ostatnim czasie gorzej niż te 3-4 lata temu. Reszta popełnia tak jaskrawe błędy ,że w bronieniu musi uczestniczyć cała drużyna . Lecz nasza defensywa działa skutecznie tylko kiedy wszyscy pilnują rywali w sposób wysoce zdyscyplinowany w zazębiających się strefach oraz pilnują samych stref i bliskich odległości pomiędzy nimi, wykazując aktywność i ruchliwość. W grze w LE warunek dyscypliny był wiele razy spełniony, ale w lidze następuje demobilizacja z widocznymi na tablicy skutkami.
Natomiast w ataku nie potrafimy wykorzystać potencjału Luquinhasa i Josue do uruchomienia Pekharta i Emrelego. Ani Michniewicz ,ani Gołębiewski nie potrafią tak zadaniowo ukierunkować napastników, aby z ich gry był większy pożytek niż sama ich obecność na boisku. Pekhart i Emreli mają różną charakterystykę . Czech lepiej gra głową i potrafi odnaleźć się w tłoku, natomiast Emreli musi mieć dużo miejsca do gry. Oni obaj powinni grać, każdy na swój sposób, bowiem pojedynczo są łatwi do powstrzymania. Tym samym działania atakujące pozostałych powinny być pomocnicze i służebne wobec napastników.
Niestety Zieliński wiedział co mówi. Nasz zespół robił dużo szumu na boisku, ale efekty były żadne.

O tym, że trener Gołębiewski nie chcąc niczego zepsuć wszystko psuje.
Chyba każdy ma coś takiego ,że nie gmera ,w tym co poprawnie działa. Tymczasowy trener postawił na konkretną jedenastkę i i na konkretne ustawienie 1-4-1-4-1 i tego się trzyma. Jednak w dzisiejszym futbolu obok graczy - gra organizacja gry ,a ta się systematycznie pogarsza. Wygląda to tak jak by trener pozostawił całą grę w nogach zawodników, co niczego dobrego przynieść nie może. Do tego w drużynie jest szpital ,bo z powodu kontuzji wypadli : Abu Hanna, Jędrzejczyk, Johansson, Rose, Kapustka, Kastrati, Muci i Lopes. Ich nieobecność jest zauważalna.
Oglądając wczorajszy mecz rozpisałem akcje naszej drużyny tak w obronie ,jak i w ataku i wnioskami się z PT czytelnikami podzielę.
-Boruc - jako bramkarz i wczoraj kapitan jest jednym z niewielu klasowych zawodników, w zasadzie nie popełniającym błędów. Jego pewną wadą jest nienajlepsze wprowadzanie piłki do gry. Przy czym ja rozumiem jego rozgoryczenie , bo np. wczoraj w 20' przy rzucie rożnym kazał Hołowni pójść do linii pola karnego ,aby asekurował Ribeiro ,a Emrelemu stać w polu bramkowym. Hołownia się nie ruszył, a Emreli jak tylko wybili piłkę ruszył w pole karne . W efekcie rywale wymanewrowali Ribeiro ,a Emreli nadbił piłkę w stronę własnej bramki.
-Ribeiro - grał bardzo nierówno. Bardzo aktywny w ofensywie , ze skłonnościami do gry kombinacyjnej, parę razy wszedł w pole karne rywali, ale ma problem z dośrodkowaniami. W obronie zaś, która jest jego podstawowym zadaniem dość dobrze radził sobie z próbami gry kombinacyjne rywali, ale nagminnie przegrywał pojedynki indywidualne. Inna rzecz, że był zostawiony samemu sobie, bo Mladenovicz zupełnie zadania defensywne olał.
- Hołownia. Występ katastrofalny. Unikał gry , ani nie asekurował Ribeiro ,ani Wieteski. Był kompletnie zagubiony , wolny, niezdecydowany. Słusznie zmieniony w przerwie,
- Wieteska. Niezły występ. biorąc pod uwagę, że musiał grać na środku obrony za dwóch, bo na Hołownię nie mógł liczyć. Obarczony zadaniem wprowadzania piłki do gry wybierał rozwiązania najprostsze, ale kilka razy piłka zamiast do partnera trafiał do przeciwnika. Jako środkowy obrońca nie miał wczoraj zbyt trudnego zadania, bo Cracovia grała bardzo asekuracyjnie, ale widać brak zdecydowania w kierowaniu grą pozostałych obrońców.
- Nawrocki. W pierwszej połowie na boku obrony radził sobie znacznie lepiej, niż w II połowie na środku. Kilka razy wspomagał zespół w ataku skrzydłem , kilka razy wchodził w pole karne rywali i raz był blisko dojścia do piłki i zdobycia bramki. Dobrze radzi sobie z powstrzymywaniem atakujących pojedynczo rywali ,ale gubi się w grze kombinacyjnej.
- Slisz. Zagrał poprawnie, ale bezbarwnie. Dużo biegał, ale efektów było niewiele, bo 2 odbiory, 3 przechwyty i jeden dobry strzał z dystansu to jak na cały mecz za mało. Niestety koncentrował się na wspomaganiu obrony i udział w ofensywie odpuścił.
- Mladenovicz - przez pierwszy kwadrans zupełnie niewidoczny, a następnie psuł każdą piłkę w tych miejscach na boisku , w których nie powinien się znajdować. Nie pomagał w obronie Ribeiro i przeszkadzał w graniu innym zawodnikom. Co prawda dwa razy wziął udział koronkowych akcjach w rejonie pola karnego ,ale jego dośrodkowania były niecelne. Serb nie potrafi podać piłki nie tylko celnie ,ale kopie ją stale tam samo , na siłę, daleko i wysoko. Jak jest w formie to aktywnością maskuje niedostatki techniczne.
- Luquinhas. Zagrał bardzo dobrze, aktywnie , starał się indywidualnymi akcjami zdobywać przewagę pozycyjną, wiele razy faulowany, oddał 3 groźne strzały , starał się uruchamiać Emrelego , Skibickiego , Włodarczyka i Pekharta różnorodnymi podaniami. Wytrzymał wysiłkowo do 79 ' ,a po niej padł.
- Josue - miał kilkadziesiąt podań do przodu, prawie każda akcja ofensywna przechodziła przez niego . Ma bardzo bogaty repertuar podań, a jego zagrania za plecy czy w uliczkę są na bardzo wysokim poziomie. Jest jak dyrygent, którego muzycy ,albo zgubili instrumenty, albo nuty ,albo fałszują. Padł w 88',ale nie miał kto go już zmienić i do końca meczu markował grę.
- Skibicki. Miał jedną wyśmienitą okazję do zdobycia bramki w 13' , mógł zrobić z piłką wszystko, ale trafił w bramkarza. Poza tym zagrał fatanie. W jego kierunku padło wiele podań ,tak na skrzydle jak i w polu karnym ,ale on do piłek nie dochodził ,bo był zawsze spóźniony. Nie jestem w stanie pojąc jak młody zawodnik dla którego gra w Legii powinna być zaszczytem może stać na bosku i czekać na piłkę ,zamiast być w ciągłym ruchu. Mniejsze pretensje można mieć o to, że spóźniał się do dobitek , bo to powinno być zadaniem dla Emrelego.
-Emreli. Od jakiegoś czasu zastanawiam się kto decyduje o tym, że ten bezużyteczny zawodnik jest wpuszczany na boisko. W początkach gry w Legii zaskoczył efektem nowości i tym ,że jest bardzo sprawny fizycznie ,a jego koordynacja ruchowa jest wręcz znakomita. To dzięki niej potrafił zmieniać kierunek ruchu piłki i kierunek swojego biegu w sytuacji w której rywale go atakowali . Obecnie obrońcy wiedzą, że nie trzeba go atakować, bo jest tak surowy technicznie ,że sam traci piłki. Wczoraj Luqunihas podał do niego 4 razy ,a Josue 11 razy i mimo, że piłki były w jego zasięgu to żadnej nie opanował, wszystkie stracił. Co prawda 3 razy powalczył o dojście do piłki ,ale były poza jego zasięgiem. Kolejna wada to rozmijanie się z logiką gry czyli jak nasz zespół przechodził do ataku ,to Emreli opuszczał pole karne rywali. Nie chce m się wierzyć, aby to trener decydował o jego grze od początku w każdym meczu. Podejrzewać można, że chodzi tu o jego promocję, Tylko, że ona jest przeciwskuteczna, bo z takim psuciem gry to nikt go nie kupi, za żadne pieniądze.
Teraz kolej na zmienników:
- Nawotka. Niezły w obronie , bo co prawda Cracovia jego stroną atakowała rzadziej niż na Ribeiro i Mladenovicza ,ale rażących błędów nie popełnił. W ofensywie kilka razy dośrodkowywał, ale były to zagrania nieudane
- Rui Gomes. Pokazał się z dobrej strony jako zawodnik aktywny, waleczny , odważny , bardziej widoczny w akcjach ofensywnych niż obronnych. Trzy razy chciał strzelać na bramkę z dystansu ,ale zostały one zablokowane, bo powinien strzelać z woleja bez przyjęcia piłki.
- Włodarczyk. Takie mecze o stawkę to jeszcze trochę dla niego za wysokie progi, bowiem przegrywał pojedynki z rywalami w walce o piłkę. Dobrze ustawiał się w polu karnym rywali, ale piłki zagrywane w jego kierunku były mocno niecelne.
- Pekhart . Widać po nim brak ogrania meczowego, ale to jest zawodnik o dwie klasy przewyższający Emrelego co wynika z ogromnego doświadczenia ,lepszej techniki ( nie traci piłek i trudno mu je odebrać) oraz umiejętnego czytania gry. Wczoraj nie zdobył bramki ,ale też i sytuacji nie miał, ale aktywnie wspomagał akcje ofensywne i czynnie bronił , przeszkadzając w wyprowadzeniu piłki rywalom,
- Ciepiela. Nie zmarnował tych kilkunastu minut jakie dostał, bo oddał jeden celny strzał, miał kilka dobrych otwierających podań i po jednym z nich , gdyby Włodarczyk doszedł, to pewno by strzelił.
W sumie odnotowałem ponad 100 akcji naszych zawodników, które nosiły w sobie zarodki zagrożenia dla rywali oraz blisko 40 akcji obronnych. Obrona nie wypadła tragicznie, bo przeciwnik atakował minimalnymi siłami licząc na błąd indywidualny naszych zawodników. Natomiast akcje ofensywne w ok.60 % zakończyły się stratami piłek wskutek niedostatków technicznych, a więc nieumiejętności przyjęcia i opanowania piłki oraz brku celności podania lub dośrodkowania w sytuacjach prostych ,bez ingerencji rywali. Jak ktoś byłby zainteresowany to służę konkretnymi danymi.
Wczorajszy mecz potwierdził, że w naszym zespole jest za dużo słabych ogniw. Klasowa drużyna musi funkcjonować jak mechanizm starego zegara złożony z trybów i trybików większych i mniejszych, ale dopasowanych do siebie i mających swoje miejsce .Kiedy któreś ogniwo zawodzi cały mechanizm nie działa jak należy. W piłce ten zawód polega na tym, że gra przestaje być płynna, że zespół nie jest w stanie utrzymać się przy piłce i traci ją ,bez nacisku ze strony rywali. .
W Legii problemem nie jest motoryka ,bo "wygranie się do cna " np. Luquinhasa i Josuego świadczy o dobrej formie fizycznej , nawet nie organizacja gry, choć dyscyplina taktyczna powinna być znacznie wyższa, ale katastrofalne braki w podstawowym wyszkoleniu technicznym wielu zawodników. Boleśnie przekonujemy się, że piłka nożna to gra techniczna i pod kątem tych umiejętności należy dobierać zawodników. Bez nich żaden trener cudów nie zdziała.
6poniedziałek, 06, grudnia 2021 17:16
Senator
@CTP
Klafurić i Vuko tez zdobyli tytuł a przecież to w opinii fachowców uj nie trenerzy . Tak wiec to żaden argument. Nawet ci nowicjusze nie zostawili takich zgliszczy .
Żaden z nich tez nie pozwolił zawodnikom aby wybierali sobie mecze w których chce im się grać a w które można olać. Taki Czerczesow sam decydwal, Gdańsk odpuszczamy, ale właśnie trener decydował a nie piłkarze .
7wtorek, 07, grudnia 2021 09:11
Zbyszek
@Senator.
Masz oczywistą rację. Tylko, że to nie fachowcy, o których piszesz z przekąsem przesądzają o jakości trenerów, ale wyniki powyżej lub poniżej stanu kasy. Dziś w dobie precyzyjnych programów komputerowych nikt nie wierzy w jakieś moce sprawcze trenerów, którzy nie są żadnymi kreatorami czy cudotwórcami ,ale wyłącznie zarządzającymi procesami szkoleniowymi i organizacyjnymi meczów ( składy, taktyka ,organizacja gry). Ktoś przed wielu laty napisał o Smudzie, że z takim składem jaki miał w Widzewie i takimi lewymi pieniędzmi jakimi dysponowali właściciele to nawet jego teściowa mogłaby być ich trenerem i też "zdobyłaby " Tytuł. Śmiano się wówczas z tego powiedzenia ,ale paradoksalnie statystyczne analizy komputerowe całkowicie potwierdziły prawdziwość tamtej sugestii. To budżet klubu decyduje o wynikach. Wpływ trenera jest niewielki ( ok.15%) z tym ,że on niewiele może poprawić ,a znacznie więcej zepsuć. Tak jest w każdym kraju i w każdej lidze. Są na ten temat liczne opracowania. Np. nie możemy udawać, że nie dostrzegamy, że Legia zaczęła seryjnie zdobywać Tytuły dopiero od czasu , kiedy dzięki zaradności Leśnodorskiego posiadła najwyższy budżet. Dziś tą wiedzą dysponuje każdy poważny właściciel klubu. On rozlicza trenera wówczas kiedy ten osiąga wyniki znacznie poniżej stanu posiadania.
My jako komentatorzy możemy jedynie rozważać jakie walory zadecydowały, że trener "słabszej" drużyny wygrywa ,a jakie wady trenera przesądzają, że nie osiąga wyników na miarę stanu posiadania . Biorąc pod uwagę również ocenę tego w jakich warunkach organizacyjno-kadrowych pracuje.
Oczywiście media mają taką naturę "bieżączki" i sensacji, że niejako kreują wydarzenia jako zależne w pełni od człowieka. Tylko, że my mając wiedzę o prawdziwej istocie zjawisk nie musimy tej modzie ulegać i powtarzać te wydmuszki .
Od lat , poza Czerczesowem , w Legii nie pracował żaden trener na miarę siły i wielkości klubu. Wszyscy poza nim wypinali piersi po ordery za nieswoje zasługi, a w sytuacji w której trzeba było pokazać klasę opartą na warsztacie okazywali się żałosnymi , nieudolnymi niedorozwojkami. Oczywistą oczywistością jest fakt ,że oni sami w Legii się nie zatrudnili.
Chyba wreszcie , nareszcie , oby - pojął tę gołą prawdę Mioduski i chce zatrudnić trenera z prawdziwego zdarzenia .
8wtorek, 07, grudnia 2021 19:28
CTP
@Senator
Nie idź drogą Świrka, który pewnie do tej pory obwinia Leśnodorskiego za obecną sytuację Legii. Rozumiem, że jak za rok będziemy grać w I lidze, to też będziesz obwiniać Michniewicza? Zapewniam cię, że gdyby Klafuric i Vuko rozegrali w 4 miesiące tyle meczów, co obecna Legia, to byliby dokładnie w tym samym miejscu.
Ta drużyna jest kompletnie zdemoralizowana i winę za to ponosi w 100% prezes Mioduski razem ze swoimi dyrektorami. Za otwarty konflikt z trenerem i wygadywane głupoty na temat jak ma przygotować zespół do sezonu. Za idiotyczne transfery, które nijak się nie miały do systemu, jakim Legia grała. I na koniec za debilny wywiad, w którym obecnego trenera pozbawił resztek autorytetu u piłkarzy.
Dziwię się Papszunowi, że w ogóle rozważa temat Legii. Mioduski zasługuje co najwyżej na pokazanie środkowego palca a nie na firmowanie swoim nazwiskiem tej patologii, jaką stworzył na Ł3.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1