Logo

Zezem: Dwa łyki ekonomiki

footballandmoneyPrzeczytałem tekst Stanowskiego opublikowany w PS i na Weszło tyczący pochwały tzw. modelu niemieckiego w piłce nożnej oraz postulujący obniżenie płac piłkarzom w naszej lidze. To wezwanie słychać też od Mateusza Borka uważającego, że zaprzestanie przepłacania mizernej ligi jest jednym z warunków gry naszych drużyn w Lidze Mistrzów.

Miałem z tekstem polemizować, ale poczynię tylko ad vocem. O tym, że dobrze by było, aby w Polsce też tworzono zdrowe finansowo kluby dyskutowaliśmy na c-L ok. półtora roku temu. Podobnie kilka miesięcy temu rozmawialiśmy czy strategia sprzedaży w sklepie firmowym jest trafna. Nie ma potrzeby powtarzania tamtych dyskusji.

Natomiast fragment o obniżeniu zarobków jako warunek zdrowia finansowego klubu i postępu sportowego jest, delikatnie mówiąc, bulwersujący. Jest to niewątpliwie wynik frustracji spowodowanej brakiem sukcesów, bo chyba nie zazdrości. W czasach przełomu lat 60. i 70. o pieniądzach na kluby decydowały dyrekcje zakładów i załogi. Były sukcesy klubowe i reprezentacji, więc pracownicy mówili: "Niech nasi chłopcy zarabiają". I godzili się, aby ich zarobki były kilkakrotnie niższe niż piłkarzy fikcyjnie w tych zakładach zatrudnionych.

Dziś takie wezwania wynikają z podanego powodu, ale również z braku elementarnej wiedzy ekonomicznej, co jest nieszczęściem Polski i Polaków po 1989 roku. Zostaliśmy zderzeni z gospodarką wolnorynkową, także w jej spekulacyjnych przejawach  i nadal z jej wyzwaniami sobie nie radzimy. Można rzec, że jesteśmy wręcz bezbronni. Zastanawia skąd więc takie myślenie? U nas zdaje się, że protoplastą był tzw. wczesny Balcerowicz, który jawił się jako XIX-wieczny konował i uznawał tylko jedyną metodę leczniczą jest upuszczanie krwi. Podobnie jak medyki z "Przygód dobrego wojaka Szwejka" z upodobaniem stosujący lewatywę.

W myśli ekonomicznej w okresie od 1989 roku do ok.2011 roku obowiązywało 10 wniosków sformułowanych przez Johna Williamsona. Nie bedę ich omawiał, chyba że dla zainteresowanych. Niejako w ich ramach  kilka lat temu eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego O. Blanchard i D. Leigh opracowali multiplikatory fiskalne, z których wynikało, że oszczędności rzędu np.1 euro redukują dług o więcej niż 1,5 euro, co  byłoby bardzo opłacalne. W praktyce okazało się, że spadek był poniżej 0,5 euro, co dla finansów i gospodarki było zabójcze. W 2011 roku w dwóch uniwersytetach w USA zbadano podstawowe dane ujęte przez nich i wykazano,że popełnili błędy metodologiczne i wstyd przyznać, ale i rachunkowe. Sami też kilka miesięcy temu przyznali się do błędu i od prawie 3 lat ich teorie trafiły do lamusa. Od tamtej pory na nowo odkryto laureata nagrody Nobla z ekonomii prof. Józefa E. Stiglitza. On to w 2001 roku opublikował prace dowodzące, że równowaga popytowo - podażowa jest stanem incydentalnym na mapie nierównowag. O ile dość poprawnie rozpoznano wzajemne relacje rynku w okresie wzrostu, to w okresie recesji jesteśmy na etapie dociekania. Jego zdaniem rynek jest dysfunkcjonalny i wymaga wspomagania oraz interwencji. W skrócie można powiedzieć, że w okresie dekoniunktury dokładać należy do pieca /powiększać deficyt/, zaś w okresie koniunktury oszczędzać. W tej materii nie mamy sie czego wstydzić, gdyż już prof. Kotarbiński napisał w "Traktacie o dobrej robocie": "Postępowanie jest efektywniejsze im cenniejszy daje wytwór przy danych ubytkach, jest ono tym oszczędniejsze im mniejszą miarą ubytku opłaciło się osiągnięcie danego wytworu". Można spotkać próbę połączenia obydwu wariantów w postaci: "osiągnięcia maksymalnego efektu przy minimalnym nakładzie środków" Jest to sprzeczność oraz logiczna i ekonomiczna niedorzeczność, gdyż stosując reductio ad absurdum można by dojść do wniosku, że największe efekty występują przy zerowych nakładach. Bzdura. Przy czym nie zawsze trzeba uczonych wywodów, aby dojść do identycznych wniosków. Dowcipy też są mądrością narodów, jak ten: "Polak, Rusek i Niemiec lecą samolotem. Patrzą, a diabeł piłuje skrzydło. Rusek mówi: ja to załatwię i daje mu 10 tys. rubli. Diabeł przyspiesza. Potem idzie Niemiec i daje mu 2 tys.euro. Diabeł przyspiesza. Ostatni wychodzi Polak i tez daje. Diabeł patrzy, przestaje piłować i mówi: za te pieniądze to se sami piłujcie".

Już w 1957 roku prof. Oskar Lange, twórca ekonometrii na fali "odwilży" nie miał wątpliwości, że "działalność zarobkowa wyłania się jako logiczna konieczność i bezwzględny warunek realizacji jakichkolwiek innych celów działalności gospodarczej. Jest to więc działalność racjonalna rzeczowo i metodologicznie". Ponownie tematu nie rozwijam. Natomiast prof. Stiglitz na bazie stworzonego modelu płacy wydajnościowej wnioskuje:
1. Pracodawca powinien dobrze opłacać pracownika, ponieważ utrata pracy będzie dotkliwą karą. Pracownik będzie efektywniej pracował obawiając się zwolnienia lub nieprzedłużenia umowy.
2. Wyżej opłacany pracownik jest lepiej odżywiony i zdrowszy co prowadzi do efektywniejszej pracy.
3. Wyższe płace przyciągają lepszych pracowników.
4. Wyższe płace ograniczają kosztowną dla pracodawcy alokację pracowników.

Jedynym ograniczeniem jest wielkość funduszu przeznaczonego na płace przez pracodawcę. Różnicowanie płac po między podmiotami jest istotnym elementem konkurowania pomiędzy nimi.

W Polsce niskie płace są największym nieszczęściem; powodują niewydolność m. innymi systemu ochrony zdrowia,systemu emerytalnego czy polityki prorodzinnej. Przy czym w piłce nożnej są pochodną wyniku sportowego, a nie odwrotnie. Mają też mniejsze znaczenie i jak mówią starzy Warszawiacy pieniądze są rzeczą nabytą pod warunkiem, że robi się rzeczy sensowne, czyli dobrze się zarządza i gospodaruje wszystkimi zasobami. Z wywiadów z panem Mioduskim wnoszę, że rozumie to właściwie.

Często porównuje się Legię z Bayernem Monachium. Przypomnę, że kiedy Franz Beckenbauer stawiał w nim pierwsze kroki to był to klub grający w bawarskiej lidze regionalnej. My startujemy z wyższego pułapu. Do Bundesligi awansował w 1965 roku, przy czym główną rolę odegrał trener Zlatko Czajkowski, który potrafił z innych prowincjonalnych zespołów wyciągnąć takich zawodników jak Sepp Maier czy Gerd Muller. Klub ten był zawsze stabilnie zarządzany. W ramach finansów nigdy nie skąpił na płace zawodników. Porównując dziś Legię i Bayern można powiedzieć,że mamy roczne przychody ok. 12 razy mniejsze. Tam najlepiej zarabiający piłkarze mają powyżej 12 mln euro rocznie, a najmniej zarabiający ok. 2,5 mln euro. U nas, zachowując proporcje, powinno to być odpowiednio ok. 1 mln euro i ok. 200 tys.

Dlaczego tak nie jest i co trzeba zrobić  o tym w kolejnym felietonie, ale nie następnym, bo bez kolejki wepchnęli się do obśmiania Iwan ze Smudą i jakiś anonim z Weszło, któremu "Żuraw" przestał się podobać, mimo że przystojniejszy niż onegdaj.

Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.