- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
-
Zezem. Flekowanie Filipiaka
Dużym echem odbiła się publiczna polemika profesora Janusza Filipaka z trenerem Cracovii, Wojciechem Stawowym. Komentarze do zdarzenia znalazły się między innymi w Przeglądzie Sportowym, na stronach sport.pl, oraz tradycyjnie najszybciej i najostrzej, na Weszło.
Anonimowy tekst na Weszło został zatytułowany: "Na swoje nieszczęście przerwał milczenie". Autor chyba ma zapisanych kilka chwytów erystycznych, bo używa prawie w każdym tekście tych samych sformułowań. Przypomnę, że erystyka w swej prymitywnej formie, to szalbiercza /słowa prof. Kotarbińskiego/ umiejętność mówienia coś przeciwnego niż jest prawdziwe przy użyciu pejoratywnych określeń wobec osoby lub przedmiotu.
Autor poczyna sobie nader śmiało i pisze, że tylko Józef Wojciechowski tak chętnie się dekonspirował i obnosił z brakiem podstawowej wiedzy na temat futbolu i zarządzania klubem piłkarskim. Odwołuje się do Pana JW jak do dyżurnego chłopca do bicia, czyli osoby, która pochodząc spoza elitarnej grupy wtajemniczonych w piłkarskie arkana, nic nie ma prawa wiedzieć i nic nie ma prawa rozumieć. Otóż obnażmy to obrażające nawet minimalny intelekt rozumowanie. Piłkarz tym się różni od innego człowieka, że posiadł w większym stopniu umiejętność kopania piłki. Lecz w działalności, o której mówimy, czyli zarządzaniu, ta umiejętność jest całkowicie nieprzydatna. Na pytanie ilu byłych piłkarzy, działaczy, trenerów odnalazło się w życiu poza piłką odpowiedz jest jednoznaczna. Wyjątki. Dlaczego? Bo ich wiedza, kompetencje, inteligencja są zbyt niskie, aby w realnym poza piłkarskim świecie powielić sukcesy z boiska. Duża część z nich trzyma się piłki, bo nic innego robić nie umie i się nie nauczy.
Natomiast rzeczywistym nieszczęściem takich ludzi jak Pan JW czy Pan Filipiak było to, że oni weszli do piłki, traktując tę dziedzinę jak normalny biznes, w którym to co umieją znajdzie zastosowanie. Pan JW jest przedsiębiorcą w branży budowlanej. Dla niego pewne rzeczy są zupełnie jasne. Na budowie kierownik jest organizatorem, ale o jakości, tempie robót decydują ludzie. Im lepsi fachowcy z dziedzin kunsztu budowlanego, tym korzystniej. Motywem ich działania jest ambicja zawodowa i płaca. Tak też jego zdaniem winien funkcjonować klub sportowy i wierzył, że efekty przyjść muszą. Tu się przeliczył, bo okazało się, że zawodnicy owszem pieniądze biorą, ale na tym ich aktywność się kończy. Bo mają ważniejsze sprawy w życiu niż jakieś tam trenowanie, które muszą załatwiać tu i teraz. Na budowie pracownik przychodzi do pracy i jest przez czas pracy do dyspozycji przełożonych i pracuje. Taki budowlaniec podporządkowuje swoje życie pracy, a piłkarz już nie. Na budowie rola kierownika jest drugorzędna, ale ważna, bo on organizuje, nadzoruje i pilnuje dyscypliny formalnej i pracy. Trener piłkarski uważa, że w pracy być nie musi, a o pilnowaniu czegokolwiek, w tym, aby podwładni właściwie trenowali, nawet nie pomyśli.
To jest ta prawdziwa wiedza o rodzimym futbolu, której Panowie JW i Filipiak nie znali. To jest ta tajemna wiedza, o której pisze autor, a którą wszyscy muszą akceptować, bo inaczej zostaną nazwani obnoszącymi się z nieuctwem osobnikami.
Autor używa też wyświechtanych chwytów, które nie mając odniesienia do meritum mają podkreślić jego wybitną inteligencję, w rodzaju: "Jemu samemu ze sobą dobrze /jakie to wykwintne/, świetnie się ze sobą dogaduje /ha, ha/, sam rozumie się najlepiej /jaki ten profesor durny/." Pokazuje się też jako taki dowcipas pisząc, że gdyby Comarch miał produkty na poziomie wypowiedzi Pana Filipiaka to dalej gralibyśmy w Tetris wczytywany z taśmy. Idąc tym tropem, dopowiem że autor zatrzymał się w rozwoju na poziomie Tetris i nie musi się tym chwalić, bo to widać. A tak naprawdę dla takich autorów informatyka to wyłącznie gry. Firma Comarch tym się nie zajmuje, ona robi oprogramowanie do obsługi informatycznej dużych firm, często o światowym poziomie zaawansowania. Gdyby nasza piłka miała 1% poziomu prezentowanego przez Comarch i nie tylko, to bylibyśmy w czołówce światowej. Wygrywa ona przetargi z najbardziej renomowanymi firmami na świecie i obecnie podbija rynki niemiecki, czeski i innych krajów. Nie dziwię się Panu Filipiakowi, że trudno mu zrozumieć, jak to jest, że tu można, a w piłce nie.
Następnie autor wielce ze swego dowcipu zadowolony cytuje wybiórczo Pana Filipiaka i zadaje jego zdaniem cios decydujący. Mianowicie zapytuje, kogo to ten Filipiak kupił? I już wie, że gorszych ze świecą się nie znajdzie. No bo jak może jakiś tam z Norwegii być lepszy od naszego, skoro ta Norwegia to ona bardzo słaba jest. Nic to,że tam rocznie transferuje się do najlepszych lig tylu piłkarzy ilu u nas przez 20 lat, ale słaba jest i koniec. Wyśmiewa się z Pana Filipiaka, że mówił o 78. miejscu w rankingu za jakimś malutkim kraikiem afrykańskim, bo przecież jesteśmy potęgą. Obowiązkiem Pana Filipiaka było obwieścić, że w rankingu klubowym UEFA jesteśmy na zaszczytnym 21. miejscu. Pan Filipiak powinien konsultować co, kiedy i jak ma mówić.
Na koniec dobija Prezesa Filipiaka za to, że śmiał publicznie podważyć personalne decyzje trenera, że w klubie nie ma ładu, bo nie ma podziału kompetencji. Nie chcę być nadmiernie złośliwy, ale to jest ta wiara pismactwa, że tworzy ono fakty medialne. Dla nich jak o czymś nie napiszą lub nie powiedzą, to tego nie ma, a jak napiszą, to jest. Ludzie sami z siebie nic nie wiedzą i niczego nie rozumieją. Ale sprawa jest poważniejsza niż to poczucie misji i władzy. Bowiem tyczy ona takiego podziału z czasów minionych - na my i oni. Ja nie wiem skąd u ludzi w średnim wieku taka przemożna chęć przywrócenia i utrwalenia tamtych podziałów. My to jesteśmy wszystkowiedzący, dobrzy i szlachetni, a oni to nieudolni głupcy. Przypomnieć o tym ładzie wypada, bo to właściciel ustala cele i zasady ich osiągania i ponosi za to własnym mieniem odpowiedzialność. Ludzie mają tyle władzy ile im to zostanie przekazane. W każdym razie nie więcej niż właściciel. Dopiero wtedy to działa. Jak maszyna, która ma tryby większe i mniejsze, ale wszystkie jeden mechanizm wprawia w ruch i kręcą się w tę samą stronę. Oczywistą jest sprawą, że w klubie po to zatrudnia się trenera, aby to on ponosił główną odpowiedzialność za wyniki drużyny. Ale to nie oznacza, że właścicielowi ktoś zabroni ingerencji, kiedy widzi, że ostentacyjnie wyrzuca się jego pieniądze. W klubie, o którym mówimy, trener gra tylko 11 zawodnikami, którym w ich karierach bliżej było do 1 ligi niż do klasy wyżej. Można z nimi walczyć o utrzymanie, ale właściciel wolałby, aby z uwagi na jego skołatane serce tego mu oszczędzić. Dlatego chce wzmocnić zespół. Trener zamiast być wdzięczny, ostentacyjnie tę pomoc odrzuca. Więc Prezes będący pod presją kibiców i mediów nie chce być obwiniany, że nie dba o interes klubu. Tylko co to oznacza dbałość o interes. Radzę takim autorom, aby zanim zaczną flekować takich ludzi jak Pan Filipiak, zastanowili się czy naprawdę lepiej od niego wiedzą jak dbać w końcu o własny interes, czyli o to, aby pieniądze wydawane pracowały efektywnie.
Oczywiście następnym razem taki autor napisze jak to kocha prywatyzację i że tylko ona poprawi jakość polskiej piłki. Kochają ją, ale bez prywatnych właścicieli. Wyborne.
Pojedynek byłby możliwy,ale na argumenty. To nie jest pierwszy tak obrzydliwy tekst na Weszło. Ten tekst podobnie jak kilka podobnych zawierają treści mające znamiona naruszenia dóbr osobistych z art. 23 Kodeksy Cywilnego jak prawo do nazwiska i czci oraz wyczerpujące znamiona dla przestępstw z art.212 Kodeksu Karnego /pomówienie/ lub z art. 216 Kodeksu karnego /znieważenie/. Przy czym przestępstwa z art.212 kk nie ma jeśli zarzut był prawdziwy, zaś jeśli zniewaga za pomocą środków przekazu/też internet/ to kara surowsza. W kilku zdaniach wyjaśnię o co chodzi. Kodeks cywilny nie pozwala, aby bez zgody zainteresowanego używać jego danych osobistych w jakimkolwiek, szczególnie negatywnym kontekście. Mówiąc krótko nazwisko nie może być przezwiskiem. Jest cienka,ale precyzyjnie wytyczona linia pomiędzy pomówieniem, a więc posądzeniem o takie postępowanie, które daną osobę może poniżyć w opinii publicznej lub utratę zaufania potrzebnego w danym rodzaju działalności, a zniewagą. Gdyby autor nie ruszał Firmy Comarch to trudno by mówić o pomówieniu, ale jej wymienienie zmieniło kwalifikację. Nie można mówić, ani pisać o kimś, że jest przestępcą /złodziejem, bandytą itp./ czy też, że działa na szkodę własnej spółki lub też, że ma chorobę z podaniem jej nazwy. Natomiast można dokonywać tzw. uzasadnionej oceny postępowania czy wypowiedzi danej osoby, ale to musi mieć walor obiektywności. Np. w sensie prawnym mogłem nazwać MJ tak jak nazwałem, bo jego zachowanie publiczne dowodziło prawdziwości określeń. Prawa nie naruszyłem, ale rację miał Monrooe, że grupa społeczna może przyjąć inne kryteria oceny. Natomiast autor tekstu na Weszło nie miał prawa wielu określeń użyć, bo naruszał niezbywalne prawo właściciela do korzystanie ze swojej własności w sposób jaki sam kształtuje, byle prawa sam nie łamał. Dlaczego w Polsce te sprawy są traktowane lekce i ludzie da Sądów nie idą? Bo procesy trwają i owszem dostaje się satysfakcję, ale w postaci przeprosin i żadna znacząca kara nie spada na naruszyciela, a on zyskuje rozgłos. Wielu nie widzi powodów, aby byle komu zapewniać darmową reklamę, bo wrzask medialny o cenzurze jest w takich razach pewny.
Rozumiem, że czytając weszlaków odczuwasz oburzenie brakiem szacunku do elementarnych zasad współżycia społecznego. Podnosi ci się ciśnienie, siadasz do kompa i popełniasz powyższy tekst naznaczony wspomnianym uczuciem. Jednak dość wyraźnie da się zauważyć, że rozprawiasz się kolejno z tezami autora, a nie z przekroczeniem pewnych standardów. Walczysz z tezą: "Cupiał be", a nie z "Cupiał zniesławiony". Może wynika to z tego, że właśnie zdajesz sobie sprawę, że pokazywanie Cupiała w negatywnym świetle nie spotka się z właściwą reakcją, więc postanawiasz ukarać autora masakrując jego tekst merytorycznie, przy czym nie szczędząc uszczypliwości.
Tak sobie Gdybam
Ale mi się to podoba
Zresztą na tą sprawę mam podobne spojrzenie, które napisałem na aucie. Oczywiście z pewnymi różnicami w odniesieniu do J. Filipiaka jako organizatora pracy w klubie. Mam wrażenie, on jeszcze nie wie jak można efektywnie wydawać pieniądze w piłkarskim klubie. Albo co najmniej jak zrobić, żeby pieniądze przez palce nie przeciekały. Jeszcze nie wie, że ma bardzo ubogie rozumienie własnego interesu. Brakuje u fachowej wiedzy jak zorganizować klub. Brakuje mu cierpliwości do budowania profesjonalnych struktur wewnątrz klubu. Nawet jak pojawiają się tacy ludzie jak Tomek Piaseczny to nie daje wiele czasu, nie daje niezbędnego zaufania. Stąd nie ma skautingu i grasują menago. Stąd nie ma wyraźnego podziału kompetencji między dyra sportowego a trenera. J. Filipiak przynajmniej w połowie sam jest sobie winien aktualnego fermentu.
Potem jednak doszedłem do wniosku, że weszłaki weszłakami, ale podobnie pogardliwa - nawet jeśli zazwyczaj wyrażana w bardziej cywilizowany sposób - postawa wobec właścicieli klubów jest w naszym kraju normą. I to jest naprawdę dojmująco smutne. Bo przecież gdyby nie ci Filipiakowie, Walterowie, Mioduscy, Cupiałowie, czy Rutkowscy, cały ten nasz, pożal się Boże, futbol ze szczętem utonąłby w bagnie działaczowskiego geszefciarstwa i nicnieróbstwa. Jest to dla mnie rzecz tak oczywista, że nie ma sensu się nad nią rozwodzić.
Co nie oznacza, że np. kol. Dzynek nie ma sporo racji. Prof. Filipiak wciąż uczy się piłki. I mało dziwne, jest to bardzo specyficzna branża, w której obowiązują wyraźnie odmienne zasady i sprawdzają się inne praktyki, niż np. w biznesie informatycznym. Co więcej, polski futbol dziś to jeszcze zupełnie co innego, niż polski futbol z chwili, gdy wkraczał doń obecny prezes Cracovii.
Moim zdaniem jednak należy to traktować raczej jako okoliczność łagodzącą. Przyczynek do większego zrozumienia dla faceta, który opanowuje swą rolę metodą prób i błędów, bo inaczej po prostu się nie da. Nie ma wypracowanego przez branżę vademecum, podręcznika dobrych praktyk. Prezes Filipiak ma wokół siebie ledwie trzy inne zawodowe kluby, których prezesi też przecież popełniają rozliczne błędy. Ja osobiście - o czym wielokrotnie także tutaj pisałem - jestem zdeklarowanym zwolennikiem kibicowskiego modelu własności klubów. Niemniej, czuję do tych ludzi spory szacunek podszyty wyraźną nutą współczucia. Bo przecież ta paroosobowa garstka jest skazana na siebie i siebie nawzajem w wypracowywaniu profesjonalnych metod działania polskiego klubu piłkarskiego.
I to właśnie, moim zdaniem, było głównym powodem wybuchu pana prezesa. Stawowemu natomiast - powtórzę to, co pisałem Na Aucie - zebrało się raczej odpryskiem. Wybuch jak to wybuch, wymknął się spod kontroli. Ale czy można się temu wybuchowi dziwić? Filipiakowi i jemu podobnym nie pomaga nikt. Ani rozleniwiony, nastawiony niemal wyłącznie na tandetną autopromocję PZPN. Ani bezmyślne media. Ani nawet właśni kibice. Śmiało. Niszczmy dalej takich ludzi. Za moment zostaną nam już tylko "prezesi"-geszefciarze z magistrackiego nadania i prezydenci poszczególnych miast stawiający sobie samym stadiony-pomniki. A wtedy, obawiam się, plecy Burkina Faso mogą szybko zniknąć nam z oczu.
Mam nadzieję,że nie masz do mnie pretensji, że dzielnie bronię Prezesa Filipiaka
Rzecz jest poważna. Mamy w Polsce prawo w tej dziedzinie oparte o dorobek cywilizacyjny chrześcijaństwa i judaizmu w skrócie ósme przykazanie dekalogu "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliżniemu swemu", a dla niewierzących o triadę Arystotelesa: prawdę, sprawiedliwość, dobro i piękno. Odbiciem tego universum są przepisy kodeksu cywilnego i karnego. One te prawidła chronić mają. Można mieć różne zdania, ale beż powodu nie wolno sobie godnością drugiego swego ryja wycierać. Niestety mamy też w Polsce poczucie bezkarności i słowo się dewaluuje i ten brak przyzwoitości wdziera się w nasze życie. Z drugiej mamy też przyzwolenie dla zła pod pozorem nie nazywania rzeczy po imieniu, bo ponoć wymaga tego poprawność polityczna. Wybrnięcie z tego dylematu nie jest takie trudne. Masz rację.Do tego niekonieczna jest znajomość prawa. Wystarczy odrobina ludzkiej wrażliwości na zasadzie: jak ja bym się czuł, gdyby bez żadnej mojej winy mnie obrażano. Winny bowiem pierwszy w siebie kamieniem rzucić powinien, aby inni już podstaw do tego nie mieli.
Mam nadzieję,że nie masz do mnie pretensji, że dzielnie bronię Prezesa Filipiaka
Skądże znowu. Wręcz przeciwnie, miło widzieć, iż pan prezes znalazł obrońców nawet tutaj, na wortalu poświęconym Legii Warszawa