- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
-
Zezem. Pomiędzy plotkami
Jesteśmy zalewani plotką, pomówieniem, insynuacją, kalumnią i odróżnić ziarna od plew nie potrafimy. Nazywa się to uczenie socjotechniką, manipulacją, a w gruncie rzeczy jest poszukiwaniem sensacji za wszelka cenę przez różnych hochsztaplerów. Wielokrotnie o tym piszę,więc dla wyjaśnienia posłużę się nie wykładem, lecz przykładem.
Kiedyś przyszedł facet do biura z nogą w gipsie i opowiedział, jak to tej zimy chciał wsiąść do samochodu zaparkowanego przy ulicy, a tam pługi nasypały górki śniegu, który zalodział i on się pośliznął, upadł i nogę złamał. Twierdził, że chciał do roboty jechać i złożył wniosek o odszkodowanie za wypadek w drodze do pracy /kiedyś takie były/. Ja natomiast w zaufaniu do kolegi opowiedziałem, jak to jego żona stojąc w kolejce w mięsnym, aby na kartki jakieś ochłapy wykupić opowiadała, że przyszedł do domu nawalony i zaczął się rozbierać. Zdjął wierzchnie odzienie, spodnie i jął ściągać kalesony, lecz zapomniał,że nie ściągnął z drugiej nogi i jak mu się zaparło to szarpnął, upadł i w ścianę rąbnął. Stąd ten gips. Sytuacja wytworzyła się taka, że on opowiadał jak to bohatersko walczył z hałdami lodu i im uległ, a wszyscy wiedzieli jak było naprawdę. Wreszcie fama dotarła do kierownictwa. To zanim zakwalifikowało jako wypadek nabrało wątpliwości i zażądało odpisu z interwencji Pogotowia. I wiecie co? Ono przyjechało w nocy do niego do domu. Dochodził kto go wydał. Żony nie podejrzewał, bo jako stary kawaler jej nie posiadał.
Niestety Kręcina Zdzisław posiadał koleżkę prawdziwego niejakiego Kulikowskiego. Ten pożyczył od Zdzicha 100 tys. franków na zakup nowoczesnego autokaru co by wygodnie naszych kadrowiczów wozić. Miał mu oddać za dwa lata /nie mylić z Lato/. Lecz się uznał za oszukanego, bo franek pofrunął o 85% w górę. Chciał oddać, ale nie tyle i w inny sposób. Począł Zdzicha namawiać, aby ten umowę zmienił i go doposażył, to on będzie miał na oddanie. Ale Zdzichu słyszeć nie chciał i nawet kpić z niego zaczął. To on opowiadał jakie to przy budowie siedziby PZPN lody można kręcić i żarty na ten temat nagrywał. Potem taśmę nową zgrabnie zmontował i powiada do Zdzicha, teraz cię mam. Ale Zdzicho nie taki strachliwy; zwrotu kasy się domagał, Sądem straszył i odsetkami i kosztami i było coś o skarpetkach. Kulikowski uznał, że jak będzie kto inny to i łaskawszy też będzie i wdzięczność za odstrzał wyrazi. To i taśmy kłamstwa zgubił w kieszeni u znanego pismaka, który je w TV puścił. Prokuraturze nerwy też puściły, bo z urzędu tą głupotą się zajęła. Po kilku miesiącach Kręcinę uniewinniła, ale on wcześniej odszedł wierząc,że prawda sama się obroni. Po latach okazuje się, że moi rodacy /ażeby Was.../ wolą nadal wierzyć, iż cuchnące łajno to krynica wiedzy. To na tej wierze, że wszyscy poza nimi to złodzieje, media żerują. W sprawie jest jeszcze inny ciekawy wątek. Też "dobrze" o rodakach świadczący. Oni bardzo chwalą wolnorynkową gospodarkę jak im przynosi zyski, ale czują się oszukani, jak inwestują i tracą. Wtedy szukają winnych. Taki Kręcina i niewielu innych pochodzą z innej planety na której ludzie ponoszą odpowiedzialność za własne decyzje i przyjmują z godnością porażki wynikające z podjęcia ryzyka. A media nigdy nie stoją po drugiej stronie słuszności, lecz po stronie tego kto głośno krzyczy i jeszcze głośniej płacze jaka mu się to krzywda dzieje.
Na media nie narzekajmy tylko się do nich adaptujmy. Patrzę z zadziwieniem na trenera klubu naszego Berga. Jest on co prawda w naszym wyjątkowym kraju krótko, ale nie na tyle, żeby nie zorientować się, że jak nie pytają to nie wiedzą o co. Pismactwo oczekuje kilku okrągłych zdań niekoniecznie na temat, ale jakoś zrozumiałych. Tu Janek był arcymistrzem. Do dziś nie wiem, że jak mówił to co mówił to kpił czy tylko pismactwo lekceważył. Ale Janek po polsku mówił, a oni, aby Berga zrozumieć potrzebują tłumacza, bo język Szekspira znają tak jak ja, ze słyszenia. Kiedyś trener Vejvoda jak miał mieć konferencję prasową i zapodał Gmochowi: "Będziesz tłumaczem". "Ale ja nie znam czeskiego". "To się nauczysz, a o piłce opowiadać potrafisz. Do tego znajomość języka mało przydatna jest". I miał rację.
Ja natomiast trenerowi Bergowi radziłbym opracować coś takiego jak wzory umów na każdą okoliczność, bo oni nie tylko języka, ale i piłki nie znają i nie poznają. Za to będą mieli takie wzorce np. "wzór nr 1 - po wygranej", "wzór nr 2 - po remisie", "wzór nr 3 - wygrywamy nisko". I tak dalej i dookoła boiska. I Berg by się nie irytował i miejsca przeznaczone na wypowiedzi by były zajęte. A że byłoby to powtarzalne. A teraz nie jest?
I tu też refleksja taka ogólniejsza jakby. Nieuzbrojonym okiem widać różnicę w postrzeganiu rzeczywistości futbolowej i sposobie kibicowania. Jest to różnica pokoleniowa. Onegdaj myśmy grali w piłkę, traktując to zajęcie sportowo i moje pokolenie tak zna ją i tak rozumie. Dziś młodzi i wszelkie pismactwo nie wie o co chodzi i tylko zgaduje o co chodzi z tym kopaniem kopanej. Oni mogą kopnąć, ale siebie w zadek. Dlatego rozumieją jedno: taką żeśmy uchwałę podjęli, że Janek będzie najlepszy od tej niedzieli.
Niejaki Skorupski nie chce od Górnika pieniędzy. To znaczy chce, ale nie na raty. Jak nie, to powiadomi PZPN i zabrzanom odbiorą licencję. Czyli PZPN sam z siebie nie wie, że w większości polskich klubów nie płacą tak jak należy. Bo jak mają płacić jak mają budżety po kilkanaście milionów, a umowy płacowe na kilkadziesiąt. I wszystko się kręci. Włodarze klubów udają, że mają, gracze udają, że wierzą, że dostaną. I orkiestra gra nadal. A swoją drogą to ja się pytam: czy tam w tej Romie ci makaroniarze go głodzą czy co? A jak chce kasę odzyskać to radzę odpowiednio postąpić jak Icek. Poszedł on na karuzelę do Kona i jeździ na niej. Aż robi się żółty i zielony. Kolega Icka mówi mu: Zejdź, bo będziesz rzygał". A Icek: "Nie mogę, bo Kon jest mi winien pieniądze i tylko w ten sposób mogę je odzyskać".
Od przyszłego roku piłkę ligową pokaże tylko jedna stacja. Żegnajcie Polsaty, TVP, TVN wraz z nieodżałowanymi i nieśmiertelnymi Szpakowskimi, Borkami i Kołtoniami. O ich wiedzy o współczesnym futbolu świadczy Cafe Futbol, w którym zaatakowali Stefana Majewskiego, że Akademia Trenerów nie ma edukatorów w rodzaju Engela, Gmocha, Strejlaua, Piechniczka i innych byłych selekcjonerów. Zamiast wołać, ażeby dać im medale i wysłać na emerytury, chcą aby opowiadali o tym co było i jakie to fajne było. Nowi nie chcą karmić się pleśnią tylko zdrowym jadłem. Zamiast jasno się wypowiedzieć doktor wił się jak piskorz. Niepotrzebnie. Ja zmieniłem o nim zdanie gdy przed laty opijał w restauracji "Flick" wraz z Leszkiem Ćmikiewiczem zostanie trenerem Cracovii. Obaj szli potem do mieszkania Leszka na Ludową przez Park Szustra krokiem chyba marynarskim z głośnym śpiewem mającym coś wspólnego z hymnem Pasów, ale ze słowami nie nadającymi się do powtórzenia. Stefan głupi nie jest, tylko odróżnia wiedzę i przyjaźń od ich pozorów. Nowoczesny w szkoleniu, a staromodny w poglądach. Lubię takich.
I na koniec krótka dopowiedź do wypowiedzi Jacka Gmocha o dawnej Legii i Pawła Zarzecznego o szansach. Jacek Gmoch opowiada z szacunkiem o trenerze Vejvodzie i dobrze. Ja pamiętam jak ten trener dużo czasu na treningach poświęcał na trening strzelecki, ale Jacek nie trafiał w bramkę. Więc bramkarz Fołtyn się pieklił i krzyczał: "Jacek ty nie strzelaj, ty stań za bramką i wyłapuj to czego ja nie wybronię. Na coś się przydasz"