- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- a-c10
-
Osły pod ochroną
W swym znakomitym, dwuczęściowym materiale (jedynka tu, dwójka tu) kolega Zbyszek przybliżył niedawno czarno-eLkowym Czytelnikom zawiłości trudnej i niewdzięcznej pracy piłkarskiego arbitra. Uczynił to w swoim stylu: dogłębnie, analitycznie i w oparciu o teoretyczną wiedzę. Jako żem człek prosty i w naukach prawnych nieszkolony, spróbuję zabrać się do rzeczy od strony znacznie prostszej, nie wymagającej żadnej wiedzy poza umiejętnościami matematycznymi na poziomie wczesnych klas szkoły podstawowej.
Otóż sędzia na boisku jest sam. Niby ma do pomocy dwóch (w porywach do czterech) asystentów i jeszcze technicznego, ale to maksimum pięć osób. A i tak odpowiedzialność za wszystkie decyzje spada na jego barki. Natomiast po drugiej stronie barykady znajduje się dwudziestu dwóch piłkarzy aktualnie przebywających na boisku plus kilkunastu innych na ławkach rezerwowych plus miotający się przy linii członkowie sztabów szkoleniowych plus – last but not least – mrowie ludzi na trybunach. Nawet wziąwszy pod uwagę, iż arbiter wyposażony został w oręż w postaci gwizdka i kartek, okiem nieuzbrojonym widać porażającą nierównowagę sił w tym układzie.
A przecież mecz to dopiero pierwszy akt często smutnego sędziowskiego dramatu. Tuż po nim, bez żadnego antraktu, następuje zazwyczaj swoista dogrywka, w której prym wiodą najróżniejsi szpecjaliści. Większość z nich zza swych klawiatur i mikrofonów próbuje zgrywać nieomylne wyrocznie. Jednak gdyby tak jednemu z drugim wsadzić gwizdek w zęby i wysłać na murawę, podurnieliby w okamgnieniu. Co, jako się rzekło, zupełnie nie przeszkadza im w ferowaniu nie cierpiących sprzeciwu sądów i oceniania pracy rozjemców z nigdy niesłabnącą surowością.
Wziąwszy to wszystko do kupy trudno się nie zgodzić, iż gatunek „sędzia piłkarski” – wdzięcznie przez Zbyszka zwany Osłem Temidy – powinien się znaleźć pod szczególną ochroną. Już nawet nie ze względów czysto humanitarnych (choć też). Przede wszystkim z dbałości o nas, kibiców. Było nie było właśnie od arbitra i jego właściwej pracy zależy stopień naszego pomeczowego zadowolenia. Bo jeśli sędzia dobrze gwiżdże, to nawet porażkę można jakoś tam przełknąć. Cóż, tamci byli lepsi, a/albo nasi za słabi. I tyle. Znacznie gorzej, gdy powodem braku zdobyczy punktowej jest widmowy spalony. Albo niepodyktowany karny. Albo czerwień wyciągnięta – excusez le mot – z dupy. Albo to, albo tamto, albo siamto. Zostawiając na boku matematykę i przechodząc w stronę nauk społecznych – sędzia nie atakowany ze wszech stron i pozbawiony niezdrowej presji ma znacznie większe szanse na podjęcie właściwej decyzji. Ergo szanse na nasz dobry nastrój po ostatnim gwizdku także rosną. Ergo, powtarzam, należy arbitra chronić.
Zacząć należy, moim zdaniem, od ochrony przed... nim samym. Przed konfliktem lojalności i nadmiarem obowiązków. Od lat nie mieści mi się w głowie jakimż to cudem mecze zawodowych piłkarzy prowadzić mogą niezawodowi arbitrzy. Przykład pierwszy z brzegu: ledwie dwa, czy trzy sezony temu szczęśliwie już emerytowany sędzia Małek jednego dnia gwizdał poważny mecz Ekstraklasy, a już następnego odpowiadał – jako oficer policji – za zabezpieczenie innego poważnego meczu Ekstraklasy. Obłęd w ciapki. Przecież takie sytuacje to nic innego, jak klasyczne łapanie dwóch srok za ogon. A to, jak wiadomo, kończy się wyrżnięciem przez łapiącego nosem w grunt i serdecznym rechotem obu ptaszysk. Każdy dorosły człowiek i tak napotyka w życiu zawodowym na pokaźną liczbę dystraktorów. A to dziecko zachoruje, a to żona ma humory (albo teściowa imieniny), a to kurs franka niebezpiecznie podskakuje, a to sąsiad łazienkę zaleje… Nie ma lekko. A gdy jeszcze podczas pracy sędziego trzeba się opędzać od myśli o tej prawdziwej robocie, w głowie łacno powstać może koszmarny mętlik, absolutnie uniemożliwiający podejmowanie racjonalnych decyzji.
Zatem – pełna profesjonalizacja. A skoro tak, organem zrzeszającym zawodowych sędziów i nadzorującym ich pracę nie może być jakaś skrajnie zdziałaczała Komisja. Taki podmiot po prostu musi działać jak każda inna profesjonalna firma: mieć określone, przejrzyste struktury, takie same zasady premiowania i karania, etc., etc. I odpowiednie osoby, które będą te zasady egzekwować. Nagradzać za dobre występy, karać za złe i cyklicznie weryfikować pracę poszczególnych arbitrów.
Mamy już zawodowców? Świetnie. Zajmijmy się teraz warunkami, w jakich będą pracować. Zacznijmy przy tym nie od boiska, to krok finalny, zajmiemy się nim po posortowaniu wszystkiego innego. Najpierw unifikacja przepisów. W swoim tekście Zbyszek wspomina legendarnego już w pewnych kręgach Pana Sławka, który nie zgadza się z narzucaną przez Komisję Sędziowską interpretacją zagrań ręką. I ma chłop stuprocentową rację. Przecież to jest jakieś kuriozum żeby ten sam sędzia w takiej samej sytuacji musiał zwracać uwagę, czy prowadzi akurat mecz Ekstraklasy, czy – na ten przykład – Ligi Europy. Albo gramy w piłkę nożną (tak po prostu), albo w jakąś tam polską piłkę nożną (angielską piłkę nożną, włoską piłkę nożną, rosyjską piłkę nożną. itd.). A skoro wybieramy wariant pierwszy, zasady powinny być identyczne. Bez względu na to, czy gramy (i sędziujemy) akurat w Warszawie, Amsterdamie, Bamako, Montevideo, czy Kuala Lumpur. No i przestańmy – na litość Boską! – wiecznie przy tych zasadach gmerać. Wiecie dlaczego futbol jest tak popularny? Bo jest prosty i możliwy do grania praktycznie wszędzie? Jasne. Ale również dlatego, że jest praktycznie niezmienny. Mecz na MŚ w Urugwaju w 1930tym, mecz Pucharu Polski A.D. 1967, mecz Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu – wszystkie te spotkania mogą się różnić dynamiką, taktyką, techniką wykonania piłki, krojem strojów i wieloma innymi aspektami. Niemniej wszystkie zostały rozegrane wg bardzo podobnych reguł. Konserwatystom z International Board, trwale opierającym się zakusom przeróżnych futbolowych robespierdków, należałoby chyba wystawić pomnik.
Mamy zawodowców, mamy organizację, mamy spójne przepisy – wreszcie idziemy na boisko. A tam wymagamy posłuchu i szacunku. Znów przykład pierwszy z brzegu: moim zdaniem niedawny mecz Ligi Mistrzów pomiędzy Chelsea, a PSG powinien był się zakończyć po trzydziestu paru minutach ośmioma czerwonymi kartkami dla gospodarzy, a co za tym idzie, walkowerem dla gości. Prawo do dyskusji z arbitrem – a i to w sposób grzeczny i stonowany! – winien mieć w y ł ą c z n i e kapitan drużyny. Cała reszta, o ile chce zapytać sędziego o zdrowie małżonki i/albo tani nocleg w jego rodzinnej miejscowości, ma ku temu doskonałą okazję po zakończeniu spotkania. Wszelkie próby wywierania nacisku na rozjemcę muszą być eliminowane z całą stanowczością i surowością. Inaczej nigdy nie doczekamy się porządnego sędziowania.
Co zaś się tyczy „dogrywki”, jeśli jakiś mizerny trenerzyna uporczywie obarcza sędziów winą za nieudolne występy swych podopiecznych, należy go zaprosić na konfrontację z arbitrem. Podczas tejże zostanie mu wytłumaczone, jak bardzo nie ma racji. Dostanie również egzemplarz przepisów gry w piłkę nożną z autografem sędziego i ostrzeżenie, żeby nieco się opamiętał. Inaczej licencję niedługo powiesi sobie na gwoździu w wychodku. Szpecjalistów natomiast proponuję raz na jakiś czas zaprosić na kurs sędziowski. Niech sobie chłopaki pobiegają, pogwiżdżą, generalnie popróbują, jak ten chlebek smakuje. Nagra się ich i w razie kolejnych wypowiedzi szkalujących arbitrów będzie jak znalazł.
Na koniec poruszana w komentarzach do zbyszkowego dzieła kwestia elektroniki. Jak zapewne widać z powyższych wypocin, jestem przeciw. Przynajmniej do momentu, gdy zostaną wyczerpane wszystkie inne możliwości. Entuzjastom technicznych nowinek chciałbym przypomnieć, że na końcu dowolnie skomplikowanego łańcucha technologicznego i tak zawsze stoi człowiek. Stary, nie zawsze dobry homo sapiens z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Joel Grey (ale to nie 50 twarzy…) tylko niezapomniany bohater drugiego planu z Kabaretu Boba Fossa. Piłka nożna to dla mnie jeden z najpiękniejszych spektakli. Aktorzy, światła, dramaty, tragedie i komedie. Gwiazdy, gwiazdki, publiczność i właśnie sędziowie.
W większości jak Grey - mistrzowie ceremonii ale mistrzowie drugiego planu (no są wyjątki NIESTETY np. Pierlugi Collina). Bez nich, bez ich decyzji, ten spektakl dużo by stracił. Emocje, adrenalina - kocham to w piłce, jestem narkomanem. Błędne decyzje, odważne bądź tchórzliwe - powodują, że czuję iż żyję. Umieram i zmartwychwstaję.
Ktoś z Was pamięta mecz reprezentacji w Starej Zagorze? Niejaki Victor Padureanu w roli głównej. "Sędzia"... ech.
Dziecięciem wtedy będąc - płakałem jak bóbr, po jego decyzjach (karny, czerwona kartka dla Lubańskiego, uznana bramka po ewidentnym spalonym).
Wściekłość, że mój zespół przegrał nie z przeciwnikiem ale właśnie z p… kaloszem. Piłkarze też to chyba pamiętali bo w rewanżu zmietli rywali 3-0 i awansowali. Piękne chwile… Aktor drugiego planu - co za cudowne odegranie negatywnej postaci
Dla odmiany, niejaki Howard Webb. Przeciętny sędzia, całkiem poprawnie sędziujący nam mecz z Austrią. Za karnego przeciw nam (odważna ale moim zdaniem słuszna decyzja)
- wróg publiczny nr 1, dla większości kibiców.
Jakie cudowne wytłumaczenie, usprawiedliwienie tego, że kiepsko graliśmy. Że nasze marzenia - srrrru - spuszczone z wodą. Kibice mieli kozła ofiarnego. Nie piłkarze, tylko ten cholerny Webb winien
Lud musi czasem mieć wytłumaczenie dla nielogicznych porażek naszej drużyny.
Pomijam oczywiście ordynarne drukowanie; ale skoro Żyro nie strzela do pustej bramki, sędzia też ma prawo się pomylić.
Wiem, ze wielu z Was się ze mną absolutnie nie zgodzi.
Nie jestem za złym sędziowaniem. Chciałem tylko pokazać jeszcze inny aspekt tej profesji i jej odbioru.
Wspomniany wyżej sędzia Małek. Jak mnie gość wyprowadzał z równowagi!!! Wydawało mi się, że zawsze-zawsze krzywdzi moja drużynę. Ale teraz, hmmm, wspominam go raczej z sentymentem. Ot, takitam śmieszny gostek z gwizdkeim i groźna miną.
I jeszcze jedno. Czasem sędzia dla kibica jest… Deus ex machina. Piłka w meczu w Krakowie wychodzi metr za linię końcową albo "bóg" uznaje, że niejaki Cabaj zbyt długo trzyma piłkę…
Cholera - inna sprawa, że po tego typu wejściach "boga" mam cholerny dyskomfort i czuję wstyd (który mija gdy w późniejszych meczach sędziowie będąc pod presją - przeraźliwie się boją podjąć prawidłową decyzję dla Legii).
Jest nienawiść, jest miłość. Są dramaty i komedie.
Nie zamienię ludzi na konsolę gwiezdnych wojen.
Zresztą jeśli trzeba będzie dokonać przekrętu - kij się znajdzie, bo w takim świecie żyjemy.
A na koniec i tak wygrywają…
Zasadniczo nie przecząc Twoim słowom mam wrażenie, że to też może działać na trochę innej zasadzie. Otóż światowy futbol ostatnimi laty osiągnął niebotyczny wręcz poziom manii własnej wielkości. Do wszystkiego teraz potrzeba wysokich komisji, gron ekspertów, wielomiesięcznych, wieloletnich nawet badań i analiz, etc., etc. A przecież, tak naprawdę, mnóstwo rzeczy da się załatwić na pieńku. Wprowadzenie przepisu o automatycznej kartce (kolor zależny od stopnia agresji) dla nie-kapitana zwracającego się do sędziego usunęłoby raz na zawsze takie szopki, jak ta ze Stamford Bridge. I to w ciągu jednego weekendu. To samo z ustawiczną szamotaniną w polu karnym przy stałych fragmentach gry. I z wieloma innymi rzeczami. Piłkarze naprawdę nie są takimi głąbami, za jakich powszechnie się ich uważa. Robią to, co uchodzi im płazem. A jakby przestało uchodzić, przestaliby robić.
@ Anma:
Ja się o tyle z Tobą zgodzę, że jestem głęboko przekonany, iż piłka jest dla ludzi, nie dla robotów. Niby slogan, ale jakże prawdziwy. Jak już dorobimy się rozgrywek cyberpiłkarzy, niech im sędziują cybersędziowie. A do tego momentu pamiętajmy, że choćbyśmy skiśli od starań, choćbyśmy wprowadzili najgenialniejsze rozwiązania, błędy i tak będą się zdarzać. Bo ludź omylny jest i basta.
Niestety dziś znowu dopadł mnie atak pracowitości, wymuszony okolicznościami. Tekst przeczytałem, odnośniki pojąłem i się odniosę.Acz wymaga to odrobiny czasu wolnego / w moim wypadku godzina może nie wystarczyć/.I nie licz na taryfę ulgową
Osioł nie zając, nie ucieknie
- "Wprowadzenie przepisu o automatycznej kartce (kolor zależny od stopnia agresji) dla nie-kapitana zwracającego się do sędziego usunęłoby raz na zawsze takie szopki, jak ta ze Stamford Bridge. "
ale... przecież jest takowy - przynajmniej tak mnie się wydaje. Istnieje zapis o obowiązkowej karze żółtej kartki dla zawodnika wymuszającego ukaranie rywala i nawet był ów zapis stosowany... na początku. Teraz kombinuj czemu ów całkiem rozsądny przepis zupełnie został zarzucony, pomimo wciąż istniejącego prawa.
Kto ma rację? wychodzi że wszyscy, każdy kibic dopasuje sobie tego z kim się zgadza więc kogo obchodzi prawda.
Dobry przykład to spalony i zapis że sędzia musi być pewny w innym przypadku winien zaniechać sygnalizacji. Stacje telewizyjne wyłapać mogą 10 cm spalonego, będą raczyć nas 10 powtórkami, a komentatorzy mówić o błędzie. Raz na 100 meczów znajdzie się trzeźwy komentator który przypomni ten zapis i powie, sędzia nie popełnił błędu.
Wniosek wiec jest taki, pierwszymi którzy mają wpływ na odbiór pracy sędziów są komentatorzy i ftu tfu fachowcy. Ich trzeba bardziej piętnować niż sędziów bo Ci boją się ich ocen bardziej niż obserwatorów. Strasznie to bez sensu.
No ale właśnie w takich przypadkach przydałaby się, Senatorze, silna, profesjonalna organizacja sędziowska, która podjęłaby próbę ukrócenia komentatorskiej samowolki.
Zacznę od tego,że wydaje mi się,iż bardziej jednak syntetyzuję niż przedstawiam analizy. Aliści zachęcony poniżej do analizy też się zabiorę.Takoż tuszę,że teoretyczne znaczy dla Ciebie to samo co dla mnie : prymat umysłu nad cielskiem, mądrości nad głupotą, rozwagi nad zacietrzewieniem, kultury nad rozpasaniem i odwagi intelektualnej nad oportunizmem.
A poza tym na pochwały zasłużyłem
A teraz porozmawiajmy o konkretach tyczących w mierze głównej pomocy technicznej sędziom. Są tu co najmniej trzy poziomy : kiedy sędzia chce, gdy nie chce i gdy nie wie czy ma chcieć.
Pierwsza sytuacja zaistniała w meczy Bayern-Szachtar.Sędzia główny w 3 minucie miał wątpliwości czy faul był czy nie.Zapytał asystenta, a ten potwierdził,że był. Konsekwencje były naturalne ; rzut karny i czerwień.Tylko,że faulu nie było. Gdyby miał do dyspozycji możliwości techniczne sprawdzenia podjąłby inną decyzję. Tylko,że rozstrzygnąć mógł ogląd sytuacji spornej z kamery umieszczonej pionowo nad incydentem.Przy innej perspektywie pewności nie ma.Ja oglądałem kilkukrotne powtórki i widać na nich było,że zawodnik Szachtara wykonuje wślizg na piłkę w którą nie trafia. Czyni to równolegle do bramki, natomiast gracz Bayernu atakuje pod kątem prostym. Gdy Ukrainiec go choć dotknął to któraś z części nóg musiałaby odejść na bok, a nic takiego się nie stało.W tym wypadku technika tak, ale znacznie doskonalsza.
Dwie następne pochodzą z meczów Wisła- Lechia i Legia -Jaga. W pierwszym zawodnik Wisły w polu karnym łapie za ramiona atakującego gracza Lechii, ten się wyrywa, ale tamten wzmacnia zacisk, aż go przewraca. Ewidentny atak , nie na piłkę, ale na zawodnika. Sędzia widzi i nie reaguje. Pewno uważał,że obaj walczą o piłkę. Takiemu żadna technika nie pomoże tylko spieszenie na pół roku, na dobry początek. W drugim gracz Legii w środkowej części boiska robi "profesjonalny faul" i musi dostać żółtą kartkę. Sędzia gry nie przerywa, stosując przywilej korzyści.Jest pytanie:czy mógł. Przepis stanowi,że w przypadku kary kartkowej sędzia ma obowiązek przerwać grę, chyba,że akcja ma realne szanse zakończyć się bramką.Trzeba dużo fantazji, aby taką możliwość w opisanej sytuacji dostrzec / ich było dwóch, a Legionistów 4 i do bramki z kilometr/. W efekcie Jaga traci piłkę i w tej samej akcji bramkę.Tu też technika do niczego nie posłuży.
I trzecia.Z meczu ostatniego Legia- Wisła. Jest zamieszanie przed bramką Wisły, w którym udział bierze kilku graczy obu drużyn. Piłka na moment gdzieś znika. Sędzia nic nie widzi, asystent też, a i z przekazu telewizyjnego nic nie wynika. Dopiero któraś powtórka z którejś kamery pokazuje,że piłkarz Wisły złapał i trzymał piłkę ręką.Tu trzeba by zmiany przepisów,tak, aby można było karać tych którzy stosują niedozwolone chwyty. Bo sama technika owszem pokazuje, tylko z tego nic nie wynika. Czyli po co?. Typowa musztarda po obiedzie.
Natomiast przy dzisiejszym poziomie techniki kategorycznie przeciwstawiam się stosowaniu techniki do oceny pozycji spalonej i spalonego.Przerywanie gry, aby obejrzeć w razie wątpliwości podgląd uważam za śmiercionośne dla piłki.Bo jak był spalony to w porządku, a jak nie to co?. A sytuacja była bramkowa.Za duże byłoby cierpienie.
Więc w stosowaniu techniki należy kierować się roztropnością mając na względzie,że jest ona dla kibiców, anie dla producentów elektroniki. Zapewne błędów byłoby mniej, tylko czy nie ze szkodą dla sztuki. Bo najważniejsze jest, aby widowisko wzbogacać i uatrakcyjniać, a nie zubożać.Ludzie godzą się na błędy, ale na głupotę i bezsens już nie.Przy czym w moim przekonaniu wkroczenie techniki do ocen różnych elementów meczu jest nieuchronne.Dziś bowiem jest jednak tak,że widz przed telewizorem widzi i lepiej i więcej.Choć nie wszystko i nie zawsze.Aczkolwiek dziś jest ona bardziej zawodna niż oko arbitra.
Nie uważam ,aby należało wzmacniać sztucznie czyli poprzez zmiany organizacyjne sędziów. Są oni częścią składową szeroko rozumianej machiny piłkarskiej. Kolegium Sędziów jest niezależne od PZPN w sensie merytorycznym. Jedyna więż to pieniądze za prowadzenie spotkań i możliwość zmian na stanowisku szefa Kolegium przez Zarząd PZPN.
O pracy komentatorów wielokrotnie pisałem i nadal oburza mnie ich lekceważenie sędziów poprzez obśmiewanie każdej ich decyzji. To już weszło im w nawyk. Ale tego żadna organizacja nie zmieni. Niestety środowisko sędziowskie musi otworzyć się na media i na tym polu walczyć o swoje.Takie są reguły współczesnego świata. Jak nie ma czego w mediach to to nie istnieje, albo nie ma racji. Co na jedno wychodzi.
A my tu gadu gadu, a w meczu ważnym znowu chcą udoroślić Musiała. On nigdy nie dojrzeje. Zawsze pozostanie małym , złośliwym gnomem. I jak tu pozytywnie pisać o sędziach, ich pracy i potrzebie większego ich upodmiotowienia i pomocowego utechnicznienia. No jak?.
Obecny poziom technologii cyfrowej jak najbardziej umożliwia załatwienie problemu spalonych. Tylko najpierw trzeba posadzić sędziego technicznego przed monitorem komputera. Oczywiście, nie na zasadach jakiegoś challenge'u, tylko wsparcia na bieżąco sędziów biegających po boisku. Komputery przy obecnym poziomie rozwoju systemów informatycznych jak najbardziej mogą w czasie rzeczywistym śledzić pozycje poszczególnych piłkarzy i to nie przy pomocy jakichś chipów, tylko zwykłej analizy obrazu. Ot, wystarczy tylko na ekranie monitora komputerowo zaznaczać piłkarzy znajdujących się w danej chwili na pozycji spalonej a resztę już załatwi oko sędziego technicznego.
Nie jest to rozwiązanie na A-klasowe boiska ale już na jakiejś imprezie rangi mistrzowskiej czy nawet ligo-mistrzowskiej to już jest jak najbardziej możliwe do zastosowania.
- "Obecny poziom technologii cyfrowej jak najbardziej umożliwia załatwienie problemu spalonych"
Absolutnie nie. Czego najlepszym dowodem są problemy z interpretacją spalonego, jakie mają "studyjni" eksperci. Oczywiście nie mówię o tych, którzy "wiedzą" najlepiej, tylko tych, którzy rzetelnie chcą daną sytuację ocenić (zdecydowana mniejszość). Kamer jest za mało, aby pokazały obraz bez paralaksy (oczywiście są wyjątki, ale spalone "dzieją" się w tylu miejscach, że nie sposób dobrze ustawić się do wszystkich), która potrafi zupełnie zafałszować obraz. Mało tego, w wielu sytuacjach bardzo ciężko jest uchwycić moment podania, a tu ułamki sekund zmieniają sytuację diametralnie. Dlatego nie raz i nie dwa w programie "eksperckim" było widać, że zarówno linia została źle poprowadzona, jak i moment jej "narysowania" był nieodpowiedni.
- "Ot, wystarczy tylko na ekranie monitora komputerowo zaznaczać piłkarzy znajdujących się w danej chwili na pozycji spalonej a resztę już załatwi oko sędziego technicznego. "
Sorry, ale odnoszę wrażenie, że pisząc takie rzeczy nie bardzo zdajesz sobie sprawę jaka jest "tolerancja" takiego "zaznaczenia" Aby pozbyć się wątpliwości trzeba by zastosować system podobny do "Hawk Eye" obowiązujący na całym stadionie... sorry, nie wyobrażam sobie takiego przedsięwzięcia w sytuacji gdy nawet średniej rangi turnieje tenisowe nie są obsługiwane przez ten system. Koszty są ogromne, 100 tyś euro za system tenisowy, obsługujący cztery* linie, bez konieczności analizy i synchronizacji momentu uderzenia i wyjścia na pozycję. A bez tego, lub porównywalnego systemu zawsze będą kontrowersje, niezależnie od tego czy błąd popełni sędzia na boisku, czy ten przed monitorem. Owszem nie twierdzę, że kilka oczywistych sytuacji nie zostanie zweryfikowanych, ale jestem przekonany, że kilka innych, zostanie w zwykły sposób zafałszowanych niedoskonałością techniczną systemu. A to znaczy, że szybko wrócimy do tego samego grajdołka spekulacji i oskarżeń o wałki, czy stronniczość.
Edit: * przepraszam niedoszacowałem systemu tenisowego, który ma baczenie na siedem linii a nie jak napisałem cztery.
Czyli można jeśli się chce zrobić tak jak proponuje Monrooe czy też a-c10. Tyle tylko że to Ameryka panie i koszykówka. Oni tam wiedzą że kibica oszukać nie wolno.
Zacznijmy od tego, że nikt oprócz sędziów technicznych nie miałby wglądu do takiego systemu i byłoby to wyłącznie w formie podpowiedzi dla sędziów na boisku (przez słuchawki), gdy sędzia techniczny jest przekonany o spalonym bądź jego braku. Pamiętajmy, że nie wystarczy tylko podniesienie chorągiewki ale również główny musi zagwizdać. Reszta, to technikalia, które są jak najbardziej do obejścia.
Natomiast, zgodzę się, że koszty takiego systemu są jedyną przeszkodą w jego stworzeniu i wdrożeniu. Sprzęt musi być o dużej wydajności a tych kamer też trochę trzeba zainstalować.
Ale przyznaj, że głupio by było gdyby system technologiczny przeczył temu co widać gołym okiem, a to naprawdę nie jest abstrakcja. To raz, a dwa to nie tylko koszt jest problemem. Powiem tak, jestem przekonany, że stworzenie systemu, który były wstanie połączyć obraz z analityką byłby bardzo trudny do zrobienia. Ja wiem, że technika poszła do przodu, programowanie też nie stoi w miejscu, ale nie demonizujmy naszych możliwości. W tej dziedzinie wcale nie jest lepiej niż w innych, teoretycznie też postępowych. Niech ciekawostką będzie sytuacja z Anglii, gdzie coraz więcej jest głosów, że system "Hawk Eye" zastosowany do rozpatrywania czy padłą bramka, czy nie pokazuje nie tyle rzeczywistość, co dokładnie to co ma pokazać aby był święty spokój....
Masz zupełną rację.I dziękuję za wsparcie.
@CTP.
Widzisz to jest tak,że ja mam czasami problem z włączeniem komputera, ale już na tym co on potrafi to się znam. Inna rzecz z wykorzystaniem technicznym tej wiedzy. Kiedyś jak na studiach zdawałem egzamin na prawo jazdy to trzeba było znać zasady funkcjonowania samochodu. Byłem najlepszy. Tylko, gdyby mi otworzono machę i nakazano pokazać np. silnik to byłby problem. Przekaz telewizyjny się poprawia, kiedyś to było wąskokątowe, dziś jest szeroko, ale nadal obraz wypacza rzeczywistość. Kiedyś boisko w telewizorze było szerokie na metr, a dziś jest na powiedzmy 20 metrów, ale nadal do 68 brakuje.Pokazują w tv akcje jak by się toczyły na dużej przestrzeni, podczas gdy jest to 30-40 metrów.Ale w moim felietonie, świetnym tekście A-c10 zupełnie nie o to chodzi. Zastosowanie techniki przy spalonym może zabić piłkę. dlatego ażeby ją wprowadzić to ona musi być całkowicie pewna i przekazywać obraz w czasie trwania wydarzenia. Chyba tylko rozwój homolografi to umożliwi. ale czy koncerny elektroniczne pójdą w tę stronę?. Wątpię.Opór działaczy FIFA jest duży i bardzo często uzasadniony .
Piłka się rozwija w sensie widowiska i biznesu nie dzięki podporządkowaniu się zmianom wymuszanym przez różnorakich lobbystów,
ale dzięki trwaniu i stałości zasad. Zmiany powiadam tak, ale roztropne, a nie koniunkturalne i modowe.
napiszę bezpośrednio. Szukacie panowie kwadratowych jaj.
Przecież nie mówimy tu o permanentnej inwigilacji a o kilku kontrowersjach w meczu. Może być tak że ich nie będzie. Kontrowersyjne sytuacje w których pada bramka to nie jest chleb powszedni każdego meczu. Technika ma pomóc aby wynik nie był z czapy.
Oczywiście można mnożyć problemy, tylko po co. Lepiej aby taka Irlandia była wyeliminowana w nieuczciwy sposób czy lepiej troszki uczciwości?
Co do dostępności itp. W siatkówce w lidze jest sprawdzanie w pucharach nie i nikt larum nie podnosi że to takie a takie niesprawiedliwe.
Oczywiście piłka jest najpopularniejsza ale i najbardziej konserwatywna , można więc zawsze na tym budować epickie teorie o zabijaniu ducha itp itd.
Może to da komuś do myślenia.
http://m.forbes.pl/sponsoring-sportowy-siatkowka-wyprzedzila-pilke-polsat-dogonil-tvp,artykuly,190881,1,1.html#
Kiedy pada bramka może być to oddzielną sentencją zrozumienia na wszystkich komputerach, które tą akcję uchwyciły. Nie wiedzę nic złego w powiedzmy przybliżonej prawdzie pewnej akcji. Pewne linie nawet z kilku powtórek pokażą jednak prawdę- dlaczego? Nie iść prawdą?
Dalej faul na np: czerwień- powtórka komputerowa potwierdza, lub nie, zdanie sędziego- czysta sprawa- szczera.
Ktoś na słuchawkach zadaje zdanie po wizualizacji i sędzia podejmuje decyzje. Niech sobie ten sędzia prowadzi spotkanie, ale kiedy po wnikliwym rozpatrzeniu dostaje sygnał słowny na słuchawkach i podejmuje decyzje, jak sądzę zgodną ....z wydarzeniami.
Ja tu nie wiedzę niczego co mogłoby zakryć "mecz" - dążmy do tego jak jest na prawdę.
Już ja bym z siatkówki wzorów uczciwości nie brał. W ogóle mówienie o uczciwości w sporcie uważam za niepotrzebne.Bowiem to jest sport i ma on swoje reguły.Najważniejszą jest fair play czyli czysta gra, a więc przestrzeganie zasad. Nie tych wymyślonych ,ale tych realnych.Nad ich przestrzeganiem mają czuwać sędziowie. I chodzi o to, aby im pomóc, a nie przeszkadzać i co nie daj Bóg robić coś za nich.Sędziowie są uczestnikami widowiska, tak jak piłkarze. Mają oni też prawo do błędu.A mówienie,że jak sędzia popełnił błąd to wypaczył wynik jest nie na miejscu. Bo przed i po takim ewentualnym błędzie każdy zespół mógł "zapewnić" sobie wygraną. Mnie się podobał w swojej książeczce "Mowa trawa" Marcin Rosłoń, który w utyskiwaniu na sędziego dopatruje się wyłącznie lichego usprawiedliwiania swojej marności.My, którzy oglądaliśmy tysiące meczów nie musimy takiemu tłumaczeniu ulegać. Albo jako kibice uczestniczymy w widowisku, albo przyjmujemy postawę widza teatralnego i recenzujemy z pozycji wszechwiedzącego i jedynego nieomylnego wydarzenia.
A przecież sprawa ma drugie dno.Koncerny elektroniczne chcą zarobić. I ja im się nie dziwię.Na razie działacze piłkarscy się mocno opierają, podobnie jak telewizje i większość kibiców przed rozpanoszeniem się tzw. techniki do której piłka będzie tylko dodatkiem. I zamiast podziwiać zagrania piłkarzy, odważne decyzje sędziów, przyglądać się będziemy popisom techniki. Oczywiście jestem za roztropnym jej wprowadzeniem, ale też jej stosowanie musiałoby odbyć się wraz ze zmianą przepisów. Np. stosowanie techniki w dzisiejszej postaci przy dzisiejszym zapisie i interpretacji przepisu o spalonym jest nonsensem.Przypomnę: jeżeli asystent / powtarzam sędzia asystent/ ma wątpliwości czy był spalony ma gry nie przerywać. Ten przepis dopuszcza możliwość pomyłki po to, aby nie przerywać gry, aby drużyna atakująca miała preferencje. Może to się nie podobać. Ale najpierw trzeba to zmienić, a nie ubezwłasnawalniać sędziego techniką.A przypomnijmy,że zmiany te wprowadzono / mowa o dodaniu słów "na równi"/ po fatalnych i bezbramkowych MŚ we Włoszech w 1990 roku. Moim zdaniem one się przyjęły i Komisja FIFA, która początkowo postulowała zmianę zapisu na jeszcze bardziej liberalny wycofała się z takiego pomysłu. Powrotu do zapisów o byciu przed ,a nie na równi raczej nie ma. Stosowanie w tym zakresie sztuczek technicznych byłoby próbą nieformalnej zmiany przepisu na co zgody decydentów nie ma. I naprawdę nie interesuje ich i mnie takoż żałosne ględzenie kanalarzy,że na ich komputerze spalony był. A kogo to obchodzi. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.Bez nich piłka będzie sobie radziła, , oni bez raczej gorzej.Wolałbym, aby zamiast tych śmiesznych zapisów potrafili rzetelnie komentować i oceniać to co się w piłce dzieje. Ja im nie zapomnę jak to fetowali różne drużyny, prezesów, piłkarzy o których przeciętny kibic wiedział,że są umoczeni w korupcję. Nie wiedzieli?. Nie wierzę. Dmuchali w ten sztuczny balon jak i inni. Stali się w moich oczach współwinni. Więc niech i oni mniej mówią o etyce, a więcej o rzetelnym wykonywaniu zawodu. Czyli krótko i na temat : od krytyki sędziów jak najdalej. Chyba,że popełni on naprawdę rażący błąd . Ale też nie wolno twierdzić,że sędzia nie ma racji. Trzeba zrozumieć czy miał podstawy tak postąpić jak zrobił czy jego decyzja w świetle przepisów i interpretacji się nie obroni. A oni tego nie czynią, tylko deprecjonują na zasadzie : ja bym tego nie gwizdnął, albo ja bym to gwizdnął. A kto to jest ten ja?.Na ogół były piłkarzyna, który nie potrafi po zakończeniu kariery nic pożytecznego robić w życiu. Złośliwie napiszę,że nawet na sędziego piłkarskiego się nie nadaje.Ostatnie zdanie jest przewrotne , tak jak i tytuł dualu "Osły temidy". Więc może kierujmy się własnym rozumem i wiedzą, a nie tych panów. Czego z serca każdemu życzę. A Ciebie Senatorze pozdrawiam.
Podobnie jak Senator grzeszysz nadmiarem idealizmu. Jak już wpuścisz bezkurcyję za progi to już jej nie wygnasz.Ona się rozwinie, zajmie całą przestrzeń i jak ośmiornica w końcu zadusi.Na "postęp" techniczny nie ma bata.On się rozrasta i narasta i my mu tylko ulegamy i wmawiają nam ,że to dla naszego dobra, do pomocy, żeby było ogólnie lepiej.
Oczywiście można ograniczać. Podam przykład z tenisa.W 2006 roku wprowadzono chalange czyli możliwość sprawdzanie prawidłowości upadku piłki na korcie lub poza nim. Ograniczono to jednak tylko do wielkich imprez, tylko na życzenie zawodnika i tylko 3 razy w secie. Jak niesłusznie kwestionował decyzję sędziego to to kosztuje 1000 USD.Tylko,że sprawdzanie następuje w czasie przerwy w grze. Po akcji. Nie w trakcie.Inaczej zalicza się zdobyty punkt i tyle.
W pilce musi przy dzisiejszych przepisach musi nastąpić przerwanie gry. Mniejszy problem jest jak w meczu Bayernu z Szachtarem kiedy sędzia ją i tak przerwał, najwyżej przerwa byłaby z minutę dłuższa, ale przy "nieuwzględnionym' spalonym byłby poważny problem, bo nastąpiłoby przerwanie akcji. Poza tym kto miałby to rozstrzygać. Musiałyby być jakieś odwołania, a więc rodzaj jury d apel.A poza tym ile trwałby mecz, gdyby każdą decyzję sędziego można byłoby przy pomocy techniki zakwestionować.I która telewizja by na to poszła?. Dlatego powiadam: nie zachłystywanie się koralikami i innymi błyskotkami jak różne dzikie ludy, ale roztropność. Jak u lekarza: po pierwsze nie szkodzić.
W kwestii formalnej, bo zapewne kwestia wymaga tylko dookreślenia i wyjaśnienia żeby uniknąć wątpliwości interpretacyjnych. Według mnie w tenisie zawodnik wykorzystujący tzw. challenge przy własnej błędnej decyzji nie płaci 1000 USD a tylko traci jedną z trzech lub z czterech szans na podważenie decyzji sędziego, zawodnik może też przerwać akcję w celu zakwestionowania decyzji sędziego i chcąc właśnie wykorzystać przysługujący challenge, po wymianie uderzeń nie może powrócić do jednego z nich, ma prawo zakwestionować tylko ostatnie uderzenie.
Nikt tu nie mówi o notorycznym przerwaniu meczu. Sprawa jest prosta. np odnośnie spalonego. Jest spalony nie ma gola, nie ma interwencji techniki. Jest spalony i bramka, następuje interwencja bo właśnie chodzi o fair play. Obie drużyny się starają, nie jest ok jeśli wygrywa ta która korzysta z celowego bądź nie błędu rozejmcy.
Oczywiście trzeba zmiany wprowadzać z głową i dostosować do danej gry. Nie znam dyscypliny w której technika pomaga sędziom i jest to "zabicie" rywalizacji, emocji czy całej dyscypliny. tenis,hokej, rugby, siatkówka śmiem sądzić, zyskały.
I ostatnia sprawa, kto panu powiedział, że błędy sędziego to cześć piłki nożnej? To fałszywy stereotyp, nie po to szkolimy sędziów aby robili błędy tylko aby ich nie robili.
Dużo pisze pan o korupcji, a postawa typu błędy sędziego to norma w piłce, tylko tą korupcję podtrzymują. Skąd pan wie czy błąd był umyślny czy nie? Im mniej szans na błędy celowe tym skuteczniej zwalczymy korupcję. .
Nikt czyli ja i zgred nie pisze tu o przekazaniu sędziowania przed monitory, mówimy tu o góra kilku interwencjach techniki w meczu i tylko w sytuacjach skrajnych czyli bramka, czerwona kartka z dupy czy wymuszony błazenadą zawodnika karny.
I jeszcze tylko słowo o rzetelności obrazu, czy oceny. Panowie zawsze znajdzie się ktoś kto powie że czarne jest białe i będzie tkwił w tej opinii, mało jako że idiota będzie myślał że ma rację. Czy to jednak każe nam nie rozróżniać kolorów?
O nowych zasadach chalange przeczytałem jakieś 10 dni temu w PS, ale już nie jestem pewien czy to jest dokonana czy dopiero planowana zmiana. Ja się nie upieram.Być może masz rację. Pozdrawiam.
@Senator.
Od 10 lata mam przekonanie,że korupcję z piłki wygoniono precz. Uzasadnię prosto : gdyby była to Pana Wojciechowski by Polonii kupił Mistrza, bo było go stać i miał chęć. Tylko innych chętnych nie znalazł. I tak trzymać. A sędziów nie posądzam w stopniu najmniejszym , gdyż to nie oni strzelają bramki i je puszczają. Bez czynnego udziału zawodników sami sędziowie żadnej korupcji by nie zrobili.To zwalanie winy za korupcję wyłącznie na sędziów to kolejny fałsz propagandowy. Na szczęście coraz mniej nośny.
Niestety racji nie masz, Pewne błędy mogą w olbrzymiej sytuacji kreować wynik meczu między - powiedzmy dwoma równorzędnymi jedenastkami. Otóż skala błędów prowadzenia takiego meczu BEDZIE zawsze przegięciem w jedną stronę.
Gwizdki w takich meczach, jak sądzę powinny iść w dwie strony, ale zajechanie w "jedną" będzie prowokować sytuacje drugiej strony. I to rozumiem. Zacznie się festiwal nerwów, a kto to zadał?
Odpowiedz mi?
Owszem oni bramek nie puszczają i ich nie strzelają, ale swoimi decyzjami potrafią zadać ponurą sentencję "wojny" ...wojny, którą zapodając za chwilę nie potrafią ogarnąć sędziowaniem.
O korupcję...daleki jestem o takim myśleniu.
Ale sędzia nie jaki Musiał, potrafi tak spaprać mecz tylko dlatego, że mieni się kolesiem ponad wszystkim. Zobaczymy
„Wykorzystanie technologii do rozstrzygania spornych piłek
Od 2006 roku na największych turniejach tenisowych, rozgrywanych na twardych bądź trawiastych nawierzchniach, zawodnicy mogą korzystać z technologii sokolego oka (ang. „hawk eye”), która pozwala na sprawdzenie, gdzie dokładnie spadła piłka, w sytuacji gdy odbiła się ona w obrębie jednej z linii. Tenisiści mogą w ten sposób negować decyzję sędziego głównego, gdy uważają że ten źle ocenił miejsce odbicia się piłki. Obaj tenisiści mają do dyspozycji w każdym secie trzy szanse sprawdzenia śladu (tzw. „challenge”) oraz jedną dodatkową szansę w ewentualnym tie-breaku. Jest to możliwe, dzięki dziesięciu kamerom umieszczonym dookoła kortu, które wysyłają obraz do komputera, który następnie przetwarza go w szybkim tempie i na telebimie umieszczonym na trybunach pokazuje w formie animacji, gdzie dokładnie upadła piłka. Jeżeli gracz miał rację, a sędzia ocenił wymianę błędnie, to zawodnik nie traci szansy sprawdzenia śladu, a punkt jest powtarzany lub przyznawany zawodnikowi, jeżeli było to uderzenie kończące (sędzia uzna, że przeciwnik nie miał szans odbić piłki). Zawodnik może przerwać grę i sprawdzić ślad piłki jeżeli uzna, że przeciwnik uderzył piłkę na aut, a sędzia tego autu nie wywołał. Jeżeli jednak zawodnik pomyli się w takiej sytuacji (animacja potwierdzi, że piłka była w korcie) to punkt przyznawany jest rywalowi, a on sam traci jedną możliwość sprawdzenia śladu. Zawodnik nie może ponadto sprawdzać śladu piłki, która była uderzona wcześniej podczas wymiany (może jedynie sprawdzić ślad ostatnio zagranej piłki).”
http://www.tenis.net.pl/zasady-gry-w-tenisa/
Przy okazji:
„zwalanie winy za korupcję wyłącznie na sędziów to kolejny fałsz propagandowy” – pełna, absolutna zgoda.
„mam przekonanie,że korupcję z piłki wygoniono precz” – takim optymistą to niestety nie jestem, to znaczy mam wręcz przeświadczenie, że w momencie gdy nabierzemy takiej pewności to „rak” powróci, według mnie jego groźba będzie zawsze obecna, kwestia żeby zminimalizować możliwość zaistnienia.
Nieustannie pozdrawiam Wszystkich wypowiadających się, gdy wyjdę z siebie, zagotuję się, wkurzę niemożebnie, wówczas napiszę „bez pozdrowień”.
no tak
co tu? jeszcze dodać
pełna zgoda
Istnieje zapis o obowiązkowej karze żółtej kartki dla zawodnika wymuszającego ukaranie rywala
Ale to nie to samo. I nie chodzi nawet o faktycznie niewytłumaczalne zarzucenie stosowania tego przepisu. Według mnie karane kartką (powtarzam: kolor zależny od stopnia agresji i natarczywości) powinno być każde zachowanie nie-kapitana kontestujące orzeczenie sędziego. Kurczę, od momentu napisania powyższego tekstu obejrzałem ładnych parę spotkań. W każdym z nich starałem się zwracać uwagę właśnie na to, jak zawodnicy odbierają decyzje arbitra. I wiesz co? Nie zdawałem sobie sprawy, że to jest aż taka makabra. Ma-kab-ra. Nie wiem, może po prostu do tego przywykłem, jakaś wtórna ślepota, albo co, no ale tak lekko licząc 95% sędziowskich werdyktów owocuje idiotycznym wymachiwaniem łapami i gamoniowatymi uwagami w stronę rozjemcy. I to wszystkich decyzji, nawet tych najbardziej oczywistych.
Dwaj zawodnicy walczą o bezpańską piłkę w bocznej strefie boiska, tuż obok linii środkowej. Do obu bramek daleko, zagrożenia dla obu stron praktycznie brak. Futbolówka odbija się od uda jednego z piłkarzy i wyskakuje poza plac. Asystent wskazuje chorągiewką jedyny możliwy kierunek wznowienia gry, główny zdecydowanie potwierdza. Aż tu nagle wykopujący zaczyna odpustowy teatrzyk. Łapie się za głowę, wytrzeszcza oczy, zwraca się błagalnie do obu sędziów, coś tam popłakuje... Śmiało można stwierdzić, że w jakiejś obwoźnej trupie poradziłby sobie znacznie lepiej, niż w obecnym zawodzie.
Albo sytuacja o większym ciężarze gatunkowym: wejście nakładką. Zdarza się. Od podwórkowej kopaniny aż po Ligę Mistrzów. Faul wyglądał paskudnie, acz intencji raczej nie było. I to pewnie wziął pod uwagę sędzia decydując, że wyciągnie żółty, nie czerwony kartonik. Winowajca natomiast, zamiast podziękować Opatrzności i arbitrowi, a rywala (było nie było, kolegę po fachu) przeprosić, drze się wniebogłosy, że w piłkę trafił.
Ja wiem, o niczym nowym nie piszę. Podobne monodramy odstawiane są po ileś tam razy w ciągu meczu, jak świat długi i szeroki. No ale jak ten biedny sędzia ma w takich warunkach pracować? Żółta dla "aktorzyny" na otrzeźwienie, a jak nie podziała, to czerwień i wyjazd z boiska. Może jako Hamlet spełni się bardziej, niż jako skrzydłowy.
@ Senator:
Ależ ja przecież w żadnym wypadku nikomu nie bronię krytykować sędziowskich błędów. Ba, sam dobrze wiesz, że osobiście lubię sobie na "czarnych" popsioczyć. Niestety, siedzi we mnie takie paskudzielstwo, że jak mi się coś nie podoba, to kombinuję, jak by to zmienić
@ Zbyszek:
Żeby nam Czytelników nie pomdliło, uznajmy po prostu, że Twój tekst był naprawdę świetny
Nie uważam ,aby należało wzmacniać sztucznie czyli poprzez zmiany organizacyjne sędziów.
A mnie się wciąż wydaje, że byłoby to bardzo rozsądne posunięcie. Po pierwsze, profesjonalna, wyzuta z działaczostwa, organizacja sędziowska nie mogłaby sobie pozwolić na zatrudnienie choćby takich Musiałów, jadących nie na talencie, a na nazwisku i ogólnej fajności.
Po drugie, tylko profesjonalizm może czymś pozytywnym zaowocować w kontaktach z mediami. Kogo byś posłał na ten front? Jakiegoś, hehe, działacza? No przecież to musi być człowiek odpowiednio do rzeczy przygotowany i wyedukowany, a nie jakaś związkowa ciamajda.
@ CTP:
Zgadzam się o tyle, że wg mnie jedynym sensownym rozwiązaniem "technicznym" jest wprowadzenie dodatkowego sędziego, który siedziałby sobie gdzieś w odosobnieniu i oglądał mecz wyłącznie w przekazie telewizyjnym. Takim dostępnym dla wszystkich. Miałby on (sędzia, nie przekaz
Żadnych dodatkowych przerw w grze, żadnych gwiezdnych wojen, żadnego pakowania hajsu w kieszeń koncernów elektronicznych pod płaszczykiem walki o prawdę. Powtarzam: ten dodatkowy sędzia interweniowałby wyłącznie w przypadku rażących błędów. Nie musiałby - ba, nie mógł! - roztrząsać, czy noga atakującego wysunęła się o ździebełko trawy przed obrońcę, ani czy stosunek masy całkowitej defensora do pędu napastnika pomnożony przez współczynnik grawitacji i obecny kurs jena, a podzielony przez datę urodzenia sąsiadki daje podstawy do odgwizdania rzutu karnego.
@ Senator, Iocosus:
Wybaczcie, chłopaki, ale przywoływanie przykładów siatkówki i tenisa w tego typu dyskusjach uważam za kompletnie pozbawione podstaw. Obie dyscypliny - przy całym mym do nich szacunku i sympatii - są: a) bezkontaktowe; b) praktycznie zerojedynkowe (albo piłka jest dobra, albo autowa; albo dotknęła bloku, albo nie, tertium non datur); c) rwane (w sensie: akcje są dosyć krótkie, a między nimi występują zupełnie naturalne przerwy w rozgrywce).
Znacznie bliższym futbolowi sportem, w którym - w niektórych rozgrywkach - wprowadzono "pomoc" wideo jest rugby. Cudzysłów niezbędny, albowiem cała ta pomoc nikomu w niczym nie pomaga, za to najczęściej potwornie wszystkich wokół irytuje (żeby tego dosadniej nie określić). Gwoli ścisłości: aby można było uznać przyłożenie, musi choć na chwilę zaistnieć kontakt na linii dłoń-piłka-pole punktowe. W przytłaczającej większości przypadków ten kontakt widać gołym okiem. Tymczasem np. w kończącym się właśnie Pucharze Sześciu Narodów sędzia główny może przed przyznaniem drużynie przykładającej pięciu punktów (i szansy na podwyższenie) zadać tzw. TMO (sędzia wideo) pytanie następującej treści: "czy jest jakiś powód, dla którego miałbym nie przyznać przyłożenia?" I co? I wychodzi na to, że uciekający przed odpowiedzialnością arbitrzy zadają je właściwie w każdym, najbardziej nawet oczywistym przypadku. Po czym cały ten TMO gmera i gmera, przewija i przewija, ogląda i ogląda... A publika ziewa i ziewa.
pees.
Sędzia Marciniak rulez. Szkoda że nie da się go sklonować, byłoby z głowy.
Aleś to Brachu podsumował - gratulacje
W sporcie tego wieku potrzeba trochę więcej prawd, niż układ sędziowski. Oczywiście dalej możemy oglądać - "pewne układy" ale? czy o to chodzi?
Komu zależy na "uwaga" dobrym sędziowaniu?
Sport, bez względu na dyscyplinę robi się tak szybki, że aby uduchowienie sportu zostało
pomyślmy o pewnej prawdzie, która na wstępie powinna być wyrażeniem tegoż sportu.
To , złe, to nie dobrze, to bez sensu, to już byle jakie, a to jak ? ma to BYC?
Jak dzieciaki mają się uczyć pewnych dyscyplin, gry, uczestnictwa?
Taką wiedzą, że "mnie pukną" inną wiedzą, ze wyjadę jak mnie kupią. I niech tylko mnie "kupią".
Co zostaje w Kraju?
Bardzo się nie cenimy, przyzwalając na ogólne opinie byle jakości znawców "ogólnie" piłki nożnej. Znawców, którzy dzisiejszy mecz będą rozpatrywać jako mecz całego sezonu...( ?)
Ani taka stawka, ani taki cel- zobaczycie będzie remis ----wszystko
Po co napinanie się ponad stan?
Kogoś tam wyłapią , kupią a my ...
Ułłłłłłłłłłla
A ile mówienia, pisania - będzie
mnóstwo
Jak dla nie zamknąłeś temat. Nie mam już nic do dodania.