- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
-
Zezem. Zawirowania
Trenera bronią wyniki, a ich brak go oskarża. Na razie larum nie gram, ale ostrzegam, bo wiele niedobrego w drużynie Legii Warszawa można dostrzec. Trzeba mieć tylko wyostrzony wzrok. I chcieć widzieć. Bowiem postawa strusia nie jest mi pisana, gdyż niewygodna intelektualnie jest. I tyle usprawiedliwień, a o intencjach niech zaświadczą poniższe wynurzenia.
Rotacja. Ona ma w życiu społecznym sens i jest opisana jako metoda czasowego oddelegowania pracownika do innych zadań w celu zgromadzenia nowych doświadczeń poszerzających kwalifikacje. W innym przypadku jej praktykowanie uzasadnienia nie znajduje. W piłce nożnej rotacja jest zabiegiem znanym i stosowanym w sytuacji niejako przymusowej /wymiana za ukaranych, kontuzjowanych, będących w słabszej formie/ lub też świadomą zmianą zawodników w celu dania im szansy gry lub jej doskonalenia. W Legii mieliśmy do czynienia natomiast z wytworzeniem w ramach jednej drużyny ich dwóch. Zabieg tyleż ryzykowny co nieudany. Aby ona przyniosła korzyść to powinniśmy mieć do czynienia z ustaloną dla całej kadry zespołu jednolitą organizacją gry. Wówczas zawodnicy się wymieniają, ale drużyna gra to samo. Niestety u nas taka wymiana powodowała zmianę organizacji gry. Gdy zatrudniano trenera Berga to stanem postulowanym miało być stworzenie modelu organizacji gry dla wszystkich drużyn od pierwszej do młodzików. Po ponad roku zauważamy, że z zapowiedzi nic nie wyszło. Mało tego pierwsza drużyna zależnie od składu osobowego gra co innego. Może miała zaskoczyć tym rywali? Bardziej jednak widać niedopasowanie, niedotrenowanie i niewyćwiczenie podstawowych elementów taktycznych rzutujących na skuteczność gry defensywnej i ofensywnej zespołu. Zamiast bowiem doskonalić zgranie i współdziałanie w ramach tych samych graczy rozbijano istniejące automatyzmy, nie tworząc nowych. Zaś skostniałe ustawienie w nowej konfiguracji personalnej zdaje się nie zdawać egzaminu. Wydawało się logiczne, aby próbować zmieniać schemat gry, ustawienie taktyczne dopasowując do możliwości zawodników lub też odwrotnie, nakazywać graczom wypełniać role przypisane np. w ustawieniu 4-2-3-1. Ani jedno, ani drugie zdarzenie nie zaistniało. Było proste i dość schematyczne wystawianie coraz to innych zawodników na podobnych pozycjach. Można dziś stwierdzić,że nie przyniosło to poprawy umiejętności żadnego z graczy, ani tych "starych" ani tych "nowych". Takie ustanowienie stałej organizacji gry przez trenera ma też swój sens przy transferowaniu graczy do drużyny, bowiem pozwala określić nie tylko na jaką pozycję zawodnika potrzebujemy, ale też o jakiej charakterystyce. Wtedy prawdopodobieństwo popełnienia pomyłki w doborze jest mniejsze. Dla mnie dodatkowo rotacja była zbędna, gdyż znowu odłożyła w czasie niezbędny proces wdrażania zawodników do grania w rytmie co trzy dni. Lekarze i fizjologowie mówią o tym wyraźnie, że grać co trzy dni może ten zawodnik, który jest do tego przyzwyczajony. W przeciwnym wypadku grożą mu kontuzje. Kiedyś trzeba ten proces zacząć. Nie rozpoczęto. I tak znowu latem będzie trzeba wybierać czy bardziej kocha się mamusię czy tatusia, czyli czy najlepszych do eliminacji LE czy do ekstraklasy i tak w kółko Macieju. Nie liczymy chyba, że zdołamy zakupić kilku wysokiej klasy zawodników, aby zapewnić równowagę sił w różnych rozgrywkach. Dlatego winniśmy gospodarować tymi siłami, które posiadamy poprzez poprawę wydolności najbardziej przydatnych drużynie i posiadających odpowiednią klasę graczy.
Gra w defensywie. Zauważalnym, aż nadto przejawem zatrzymania pozytywnego rozwoju drużyny stała się gra defensywna i obronna. W Zezem. Luna 5 opisałem pozytywne elementy tej gry w rozgrywkach grupowych LE. Dziś takiej oceny bym nie powtórzył. Trener Berg od początku pobytu w Legii stawiał w obronie na umiejących znaleźć miejsce w ofensywie zawodników po bokach obrony oraz dobrze współpracujących ze sobą środkowych obrońców, z jednej strony skracających pole gry, a z drugiej zapewniających niezbędną jej głębię. Z tego powodu po lewej stronie najpierw Brzyski zastąpił Wawrzyniaka, a Brzyskiego Guilherme, zaś po prawej Broź Bereszyńskiego. W środku obrony jej "kierownikiem" został Dossa Junior, a tym który miał czyścić przedpole Kuba Rzeżniczak. Niestety widać wycofanie się z przynoszącej efekty koncepcji. Zmniejszyła się skuteczność gry w ataku i pogorszyła w obronie. Nie chodzi tylko o utratę bramek. Nasza drużyna miała problem z wprowadzaniem piłki do gry i to się wiosną pogłębiło. Trener widząc tę słabość zastosował wariant zabezpieczenia polegający na wybijaniu piłki poza własną połowę, gdyż straty piłek we własnej strefie są niezwykle groźne. Do tego nakazał grać obronie bardzo wysoko na 40-45 metrze. Przy stracie piłki wszakże jeden ze środkowych, na ogół Dossa zabezpieczał tyły grając z drugim środkowym schodkowo. W tym czasie boczni obrońcy wspólnie ze skrzydłowymi tarasowali możliwość zaatakowania bocznymi sektorami. Z tych założeń niewiele się ostało. Środkowi obrońcy schematycznie grają w jednej linii w odległości 15-20 metrów od siebie. W momencie straty piłki też w takim porządku się cofają i przez to drużyna jest narażona na to, że każde zagranie piłki pomiędzy nich w kierunku bramki może być zabójcze. Tak się stało z oboma bramkami dla Lecha, bramką dla Jagi czy Wisły. Brak Juniora jest aż nadto odczuwalny, ale gra obronna nie może zależeć tylko od jednego zawodnika. Obowiązkiem trenera jest taka zmiana obrony strefowej, aby ten brak zniwelować innym ustawieniem i asekuracją. Podobnie z bocznymi obrońcami. Ich rola została dookreślona, gdy przeciwnicy atakują skrzydłami. Ale przecież ich szpakami nie karmiono i oni przestali atakować bokami tylko przegrywają piłki środkiem. Nas boczni obrońcy nie potrafią się w tym odnaleźć i zostają niepotrzebnie w tych strefach w których nic się nie dzieje. Aż nadto wykorzystali ten marazm decyzyjny gracze Ajaksu. Jeżeli więc trener uznał, że koncepcja pełnego współudziału w poczynaniach ofensywnych obrońców okazało się nieskuteczna to jednak powinien przeorganizować jej grę na w pełni bezpieczną. Osobiście nie uważam tego asekuranctwa za słuszne, gdyż zasada jest prosta: jak my mamy piłkę to rywal jej nie ma, jak my go atakujemy to on się broni i nas nie atakuje. Lecz czy tak czy siak nakazem chwili jest trzymanie głębi obrony i odejście od jej ustawienia w jednej linii.
Przejście od obrony do ataku i odwrotnie. O klasie drużyny świadczy najdobitniej ten właśnie element. Który zespół czyni to szybciej i dokładniej ten jest lepszy. Truizmem jet stwierdzenie,że cała drużyna broni i cała atakuje. Tyle że drużyny grają w systemie i ten np. 4-2-3-1 jest wyłącznie wyjściowym trochę, teoretycznym, bowiem zespół w realnej sytuacji boiskowej jest albo w ofensywie /sam posiada piłkę/ albo w defensywie /piłkę posiada przeciwnik/. Zaś w sytuacji permanentnego skracania pola gry te schematy ulegają częściowej niwelacji. Niemniej w defensywie wzmocnieniu ilościowemu ulegają formacje obronne co powinno dziać się ewolucyjnie, płynnie i szybko np. z ustawienia 4-2-3-1 przechodzimy do 4-3-3, następnie 4-5-1 i w przy dalszym ataku do 5-4-1 lub 6-4. Zaś w ofensywie wzmacniamy stopniowo, jak się posuwa atak formacje przednie np. do takiej jak w ataku pozycyjnym 2-6-2 lub 2-3-5. Przy tym drużyna musi robić to przede wszystkim szybko i sprawnie. Najlepszym zespołom zajmuje to kilka sekund. W Legii na wiosnę obserwujemy jakąś dziwną ociężałość i ślamazarność. Jest to trudne do pojęcia, gdyż jesienią akurat w tym elemencie zespół radził sobie poprawnie. Może gdzieś popełniono błąd w przygotowaniu fizycznym, albo też wystąpił grzech gwiazdorstwa, że jesteśmy tacy wielcy, że stojąc też wygramy.
Gra ofensywna. Tu nastąpił największy regres. I spowodowany on jest odejściem Radovicia. I trener musi jak najszybciej przyjąć ten fakt do wiadomości. Jesienią graliśmy dość prosto w ofensywie wykorzystując bocznych obrońców. Ich zadaniem było iść po skrzydle i gdy wchodzili strefę obrony rywala, to skrzydłowy przechodził do środka z możliwością ataku po przekątnej w ich pole karne, zaś ofensywny pomocnik zajmował pozycję w środkowej części przed polem karnym. Boczny obrońca zależnie od ustawienia rywali mógł zagrać piłkę wzdłuż linii, gdzie pole zamykał skrzydłowy z drugiej strony boiska, mógł zagrać do wchodzącego skrzydłowego / tak często w dogodnej sytuacji znajdował się Żyro/, ale najczęściej podawał do środka gdzie Duda z Miro rozpracowywali krótkimi podaniami obronę przeciwnika w jej polu karnym. Miało to też ten pozytywny efekt, że rywal wprowadzał do obrony coraz większe siły i gdy przychodziło do ewentualnego ataku to brakowało mu armat. To się zmieniło. Boczni obrońcy nie mają już tej siły konstruktywnej i nie ma wspólnika Dudy. Orlando Sa do takiej gry na małej przestrzeni się nie nadaje. Ale ja nie dostrzegam takich zmian w ustawieniu i sposobie gry drużyny, aby jego mocne strony wykorzystać. Na dziś wydaje się konieczne zerwanie z systemem 4-2-3-1 na rzecz chociażby 4-3-2-1, gdzie dwóch ofensywnych, Duda i Masłowski pracowało by na Orlando. Musimy się pogodzić z faktem,że przy tym stanie kadrowym techniczne rozpracowywanie rywali i posiadanie przewagi w posiadaniu piłki na ich połowie odeszło w przeszłość i należy szukać innych metod, aby zdobywać bramki i wygrywać mecze. Po to, aby zdobyć mistrzostwo Polski. Po prostu je wywalczyć. Bo nikt nie odda go nam bez walki.
Czy mógłbyś obiektywnie ocenić jakie korzyści dla drużyny wnoszą Sagan, Masłowski i Pinto. Dla mnie wystawianie ich to osłabienie. Dodając brak dynamiki i szybkości całego zespołu to sabotaż.
Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz, kopacze których wymieniłem nie spełniają tego kryterium nawet w dłuższym przedziale. Rozważanie zaproponowania przedłużenia kontraktów dla Marka i Portugala oraz wystawianie na siłę Masłowskiego to kpina. Czy nawet w obecnej sytuacji nie warto postawić na graczy teoretycznie słabszych ale z dłuższymi kontraktami.
Podobała mi się Twoja analiza gry obronnej i ataku. Czy mógłbyś w podobny sposób opisać mityczną grę kombinacyjną duetu Duda-Masłowski. Bez złośliwości dostrzegam tylko nieskoordynowane miotanie się drugiego i sytuacyjne dryblingi lub próby szybkich podań na wychodzących skrzydłowych pierwszego. W którym fragmencie tak klepią kombinacyjnie, że przeciwnicy przewracają się lub rozbiegają tworząc wolne korytarze.
Napiszę tak : miałem ochotę popełnić pamflet,lecz gdy siadłem przed klawiaturą to ona mnie chyba troszkę onieśmieliła i napisałem tekst w miarę poważny.W moim przekonaniu jest za wcześnie, aby oceniać negatywnie grę poszczególnych zawodników.Należy dać np. takiemu Masłowskiemu więcej czasu, gdyż w Zawiszy miał dobrego grania pół roku.Umiejętności technicznych, szybkości,skłonności do gry kombinacyjnej nie powinien zatracić.Musi bezwzględnie zacząć grać taktycznie na poziomie czołówki Ekstraklasy.Bez wychodzenia w pierwszym składzie się nie wyrobi.
Niestety nie tylko w Legii mamy do czynienia ze swoistym pomieszaniem z pomyleniem, a mianowicie ze zmianami trenerów bez oceny ich dokonań i sposobu w jaki organizowali grę drużyn w których pracowali. Nie wchodząc w rozważania nader teoretyczne powiedzmy,że Prezesi klubów nie mają wiedzy na czym ta zabawa polega.Mamy więc do czynienia z sytuacją,że aktualny trener ma koncepcję gry i stara się do niej dobierać graczy. Ma zdaniem decydentów słabe wyniki, albo się nie kłania dostatecznie nisko i zostaje zwolniony. Tylko,że zostają po nim sieroty czyli zawodnicy co do których nie wiadomo czy do koncepcji gry będą pod wodzą nowego trenera pasowali.Usiłował to zmienić radykalnie Maciej Skorża w 2010 roku i wymienić prawie cały skład drużyny, po to, by budować zespół po swojemu. Nie oceniam efektów.Tak dziś np. Pinto jest pozostałością po Janku, podobnie jak Sagan, Orlando Sa i Dossa Junior. Janek miał pragmatyczne podejście do zawodu. O wynikach decydują silny i scyzorykowaty środkowy obrońca, dobry technicznie rozgrywający rozdzielający poprzez piłki role i regulujący tempo gry oraz bramkostrzelny napastnik.Reszta to dodatki. Trener Berg zastał drużynę budowaną na bazie innej filozofii. Powiedzmy sobie szczerze ; jego wybory kadrowe bardziej rozczarowywują niż zadawalają ..Niestety daje to asumpt do zadania pytania : czy trener ma koncepcje gry drużyny i czy wie o jakiej charakterystyce graczy potrzebuje?. I znowu powiem otwarcie ; podzielam twój pogląd,że zaczyna rządzić bałagan, a receptą zamiast być uporządkowanie, stanowi miotanie się , w którym siły kierowniczej nie sposób dostrzec.
Dziękuję za odpowiedź. Też potrafię zrozumieć, że Berg wolałby mieć graczy o innej charakterystyce. Ale w przypadku Legii jest to niemożliwe ze względów finansowych. Obecnie podpisuje się dłuższe kontrakty aby pozyskanego zawodnika można jeszcze było sprzedać, a jak już to nastąpi to i tak wzamian nikogo nie kupujemy. Dlatego uważam, że to trener powinien po roku pracy ocenić potencjalne możliwości każdego gracza i do tych umiejętności dostosować po kilka wariantów w obronie, przechodzeniu z obrony do ataku oraz samym ataku szybkim i pozycyjnym. Silenie się na jakąś wyrafinowaną taktytkę przy tak szybkim sprzedawaniu najważniejszych ogniw jest bez sensu. Wszyscy już dostrzegli, że jak drużyna jest w słabszej dyspozycji, wypadł Dossa i Rado, a miota się Masłowski to jesteśmy bezsilni, nie stwarzamy sytuacji, każdy potrafi nas zablokować, a dwa zwycięstwa w tym roku nie były zbyt przekonujące. Nie jestem za zmianą trenera tylko oczekiwałbym szybszej albo wogóle jakiejkolwiek reakcji na bezproduktywność Saganowskiego czy Masłowskiego oraz nie dopuszczanie do kolejnych porażek wyjazdowych po kontrach czyli teoretycznie naszej najsilniejszej broni.
Czasami mnie korci, żeby przetrzepać Internet, zebrać wszystkie "złote myśli" prezesa Leśnodorskiego od momentu jego przyjścia do Legii i w ten sposób zadebiutować na C-L ze swoim felietonem.
Skoro zgadza się na transfer do Legii takich zawodników jak Piech,Lewczuk,Malarz,Szwoch,Masłowski czy wypożyczenie Furmana i z większości nie ma pożytku to tutaj coś jest nie tak. Pieniądze idą w błoto,kontrakty blokują budżet a pożądanego efektu sportowego brak.
Strach pomyśleć co będzie latem,gdy nagle może się okazać,że niemalże z miejsca odchodzi od nas 5 zawodników tj Astiz,Pinto,Sagan i Furman a także sprzedaż np Kosy,Żiru,Dudy czy Orlando i trzeba ich zastąpić mając w pamięci transfery rodem z właśnie dwóch poprzednich okienek...
"Ten drugi przypadek, niestety, posiada dwie kluczowe wady"
Ja widzę również plusy. Skoro piszesz o "stylu gry pod tych piłkarzy,co już ma" to powinno to się tyczyć również i np grę z wykorzystaniem typowego napastnika - tego brak. Idąc dalej.. powtarzam - miał dwa okienka na ściągnięcie choćby 1-2 zawodników pod jego styl gry. Na razie ściągnięci zawodnicy nie odgrywają jakiejkolwiek innej roli w zespole poza tworzeniem mitu o szerokiej i silnej kadrze. Przykłady Piecha,Lewczuka,Furmana czy Szwocha o tym dobitnie świadczą.
Ja np. uważam, że trener musi, po prostu musi, uwzględnić predyspozycje zawodników, których posiada. Jeżeli ktoś ma piłkarzy dobrych technicznie to może postawić na rozgrywanie, posiadanie piłki czy wręcz dominację. Jeżeli z kolei zawodnikom przy każdym kontakcie z piłką odskakuje ona od nogi, to trzeba to uwzględnić i nie próbować grać jak Barcelona bądź Bayern.
Nie znaczy to oczywiście, że trener ma zupełnie rezygnować z własnych pomysłów, ale musi być elastyczny. Urban za nic nie był i to zawsze był mój największy do niego zarzut. Teraz Berg musi pokazać czy jest w stanie poradzić sobie bez Rado. Choć tu sytuacja jest o tyle specyficzna, że przecież jesienią Rado w szeregu spotkań nie grał, a wyniki były. Czyli to chyba nie do końca jest tak, że po odejściu jednego zawodnika Berg nie wie co zrobić. No bo skoro na jesienie wiedział to czemu teraz miałby nie wiedzieć?
Myślę, że większym problemem jest to, że przeciwnicy już ogarnęli, że wyeliminowanie środka pola robi Legię bezbronną. I skupiają się na Ivicy i Jodle. I tu zadanie Berga - wypracować alternatywę.
Sądzę, że bardzo cierpimy na tym, że nasz najlepszy napastnik a) nie jest lubiany przez trenera i b) nie jest lubiany przez kolegów. Nieważne z jakich przyczyn, ale z Sa będącym częścią pierwszej jedenastki mogłoby być łatwiej, bo grać i strzelać najzwyczajniej potrafi. I to bardzo dobrze.