- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
-
Polacy rządzą w Kijowie…!!!
Zgodnie z obietnicą złożoną czytelnikom czarnej-eLki przy okazji opisu wyprawy do Charkowa, mamy przyjemność zaprezentować kolejną relację Czarnego Elfa. Tym razem jest to sprawozdanie z ponownej wycieczki do kraju współorganizatora Euro 2012. Z tą różnicą, że celem obecnego wyjazdu na Ukrainę była jej stolica, Kijów - gdzie odbywał się mecz finałowy największej piłkarskiej imprezy 2012 roku. W tym najważniejszym meczu Euro zmierzyły się jedenastki Włoch i Hiszpanii. To właśnie na ten mecz zabiera nas w swojej relacji jeden z naszych stałych czytelników.
Po wyprawie do Charkowa oraz obejrzeniu meczu półfinałowego na Stadionie Narodowym przyszedł czas na wyjazd do Kijowa. O możliwości obejrzenia Finału EURO 2012 z perspektywy trybun Stadionu Olimpijskiego dowiedziałem się ładnych kilka miesięcy temu. Siedziałem na wykładzie, przez co nie miałem problemów z odebraniem telefonu. Przyjaciel mieszkający trzy piętra wyżej zadzwonił z informacją, że wygrał cztery bilety na mecz 1 lipca… Po chwili oświeciło mnie, że to właśnie tego dnia odbywa się finał. Radość wielka, nie do opisania, być na finale Euro, bezcenne...
Przygotowania do imprezy poszły bardzo sprawnie. Warunki drogowe oraz te panujące na przejściu granicznym jak i na samej Ukrainie, były nam znane. Jedyne, co budziło wątpliwości to załatwiony nocleg u studenta w jednej z dzielnicy Kijowa. Przed mistrzostwami bardzo rozpowszechniony został CouchSurfing, dlatego też, jako młodzi ludzie żądni przygód chcieliśmy przekonać się czy warto, tym bardziej, że z takiego rozwiązania zrezygnowaliśmy podczas pobytu w Charkowie. Warunki w mieszkaniu były w porządku, jedyne, na co możemy narzekać to brak ciepłej wody. Rekompensował to Dimitri, sympatyczny miły student, który przyjął nas bardzo ciepło. Mieszkanie oddalone było od centrum 7 stacji metra. Widać oczywiście różnicę. W centrum czysto, pięknie, dużo pięknych widoków, ciekawych miejsc, które warto zobaczyć.
W okolicach, których nocowaliśmy brudno, nieciekawie. Wszyscy zgodnie porównaliśmy te miejsce do warszawskiej Pragi Północ, tej sprzed kilku lat.
Warto wspomnieć o Kijowskim metrze, które zawiezie wszędzie, nawet w dalsze okolice tego miasta. Wrażenie robią wielkie, strome, ruchome schody które zwożą w dość szybkim tempie ok. 40,0 m pod ziemię. Ja osobiście nie czułem się tam bezpiecznie. Podczas jazdy jest bardzo głośno, wagony są stare i co chwile gaśnie w nich światło.
Kilku z nas nie zaopatrzyło się w jedzenie i musieliśmy kupować tamtejsze, które… okazało się być wyjątkowo niedobre… Kiełbasy tłuste, szynki tłuste, niesmaczne. Jedyne, co smakuje to, to co jest dostępne i u nas. Ciekawe czy my tak źle trafiliśmy robiąc zakupy w jednym z większych sklepów czy brak jakikolwiek standardów i norm, jakie np. dyktuje UE wpływa na tak beznadziejną jakość artykułów spożywczych.
Bardzo podobnie sytuacja wygląda z samochodami, których na ulicach Kijowa jest bardzo dużo i przez brak ograniczeń jeżdżą tu rożnego rodzaju chińskie wynalazki często przypominające jakieś wehikuły czasu. Co ciekawe w większości aut wszystkie szyby są przyciemnione, oczywiście za wyjątkiem przedniej. U nas taka sytuacja jest jak wiadomo niemożliwa.
Dzień meczu rozpoczęliśmy od zwiedzania oraz poznawania miasta.
Do godzin popołudniowych spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy m.in. Majdan, Złotą Bramę, Cerkiew Św. Andrzeja, gmach Opery. Aby zwiedzić Sobór Mądrości Bożej, w której aktualnie znajduje się muzeum trzeba było zapłacić. Jako że jesteśmy studentami chcieliśmy skorzystać z ulgi, jaka nam przysługiwała. Nie mieliśmy legitymacji, więc pokazaliśmy… dowody osobiste.
Oczywiście zadziałało i zaoszczędziliśmy kilkadziesiąt hrywien. Szkoda że w Polsce nikt się na to nie nabiera
Raz tylko spotkaliśmy się z bardzo nieciekawą sytuacją. Po wejściu na wielki plac przed cerkwią Św. Michała podeszli do nas panowie z gołębiami zachęcając do zrobienia zdjęć. Oczywiście byliśmy na nie, grzecznie dziękując, nie udało nam się jednak tych panów pozbyć i po kilku zdjęciach okazało się, że chcą od nas ponad 300 hrywien za możliwość zrobienia zdjęć z gołębiami.
Skończyło się oczywiście kłótnią. Dla spokoju zostawiliśmy im 50 hrywien i poszliśmy dalej. W każdym kraju znajdą się tacy, którzy tylko czekają na głupotę turysty. Sami sobie byliśmy winni.
Czas przejść do samego meczu i tego, co z nim związane. Około godziny 17 pojawiliśmy się w okolicach stadionu.
Pierwsze, co rzuciło się w oczy to ilość Hiszpanów, a tuż po nich Polaków. Naprawdę czuliśmy się jak u siebie. Co jakiś czas słychać było ”Polska Biało Czerwoni”. Jako jedyni bawiliśmy się tak dobrze.
Nie zabrakło pozdrowień dla PZPN-u, a główną przyśpiewką, jaka dominowała było: „Każdy to powie Polacy rządzą w Kijowie!”. Nie można zapomnieć o haśle „Polska mistrzem Polski” co zawsze wzbudzało śmiech u napotkanych rodaków.
Jeśli tylko się dało staraliśmy się nawiązać rozmowę i za każdym razem spotykaliśmy się z taka samą opinią: ”Jest super, czuć klimat finału, ale organizacyjnie to my Polacy wypadliśmy dużo lepiej”. Udało nam się dobrych kilkadziesiąt minut porozmawiać z rodakami ze Śląska, którzy mieli możliwość oglądania meczu w Warszawie. W Stolicy zaparkowali samochód bez problemu, chwaląc warszawską komunikację miejską oraz oznaczenia dróg. W Kijowie mieli z tym wielki problem.
W tłumie kibiców było bardzo mało Włochów. Tak jakby spodziewali się najgorszego. Nie bawili się, nie tańczyli, nie śpiewali. Byli tak w cieniu, jakby nie wierzyli w to, że da się Hiszpanów pokonać.
Jako że to finał zjeżdżali się ludzie z całego świata m.in. Nepalu, Arabii Saudyjskiej, Kazachstanu, Meksyku, Brazylii czy Iranu i oczywiście jak wszędzie wielu Chińczyków.
Oczywiście w strefie zamkniętej od ruchu była możliwość spożywania alkoholu, przez co nie musieliśmy się chować chcąc napić się piwa. Sam teren prócz wielkiej ilości kibiców zgromadził też osoby, które tego dnia chciały zarobić. Na każdym kroku można było zakupić jakąś perukę czy szalik, pomalować twarz.
Za wszystko oczywiście liczyli sobie fortunę, a w szczególności, jeśli chodzi o malowanie twarzy. Przy jednym stanowisku 40 hrywien za dwie flagi na obu policzkach. W innym 50. Śmiech nas ogarnął, bo w Warszawie kosztowało to 10 zł! Tam 30. Wielki wyzysk. Dobrze, że jesteśmy cierpliwi, kilka kroków dalej, na rogu ulicy stały dwie młode dziewczyny. Nie dość, że miło spędziliśmy czas rozmawiając i śmiejąc się to zapłaciliśmy 15 hrywien za pomalowanie obu policzków ![]()
Stadion Olimpijski robi wrażenie. Wkomponowany jest między bloki, znajduję się praktycznie w centrum Kijowa. Największy obiekt EURO szczególnie oświetlony, nocą prezentował się bardzo dobrze, jednak nie uważam, aby był ładniejszy od naszego Stadionu Narodowego.
Z wejściem problemów nie mieliśmy żadnych, bez kolejek, bez kłótni całe przejście przez ochronę oraz kontrola biletów zajęło dosłownie kilka minut.
Mieliśmy czas na mały spacer po obiekcie, porobienie zdjęć oraz wywieszenie flag. Sektor, w którym mieliśmy miejsca wypełniony był Polakami. Po naszej lewej stronie licznie gromadzili się Hiszpanie, którzy przez cały mecz śpiewali, gorąco dopingowali swoich piłkarzy.
To właśnie oni wypadli najlepiej w porównaniu do kibiców innych drużyn na meczach, których miałem możliwość oglądać. Oczywiście nie można tego porównywać do śpiewów z Ł3.
Na tle Hiszpanów bardzo, bardzo słabo pokazali się Włosi. Kilka razy dało się słyszeć „Italia!!” i to wszystko, na co było ich stać. Co ciekawe do dopingu Włochów chętnie przyłączał się cały stadion. Na finale swą obecność zaznaczyliśmy i my, Polacy, skandując kilka razy, głośno „Polska biało – czerwoni!!”. Po końcowym gwizdku sędziego, kibice Włoscy bardzo szybko opuścili trybuny, reszta czekała na ten wspaniały moment wręczenia pucharu.
Zabawa i wielka radość zwycięzców przeniosła się przed Stadion oraz do centrum miasta.
Wszędzie było czerwono, Hiszpanie świętowali! Duża atrakcją dla kibiców był znajdujący się tuż obok Stadionu Olimpijskiego klub nocny, do którego wejścia zachęcały tańczące panienki. Niestety, z konieczności powrotu do mieszkania oraz ciężkiej podróży powrotnej nie skorzystaliśmy z zaproszenia
Do Warszawy dotarliśmy w poniedziałek wieczorem. Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że zakończone Mistrzostwa Europy wypadły znakomicie, obecność na finale tak bardzo rozpaliła naszą wyobraźnie, że już za 4 lata chcemy pojawić się we Francji!
Wielkie dzięki dla Kamila, Tomka i Sławka za przeżycie tak wspaniałej przygody!
Czarny Elf