- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
-
Zezem. Winowaci
A to się porobiło. Jeszcze niedawno: najlepsi, fetowani, honorowani, wielbieni. Na szczytach. Dziś na dnie. Różnica jednego miejsca w tabeli i jednego punktu, a zjazd z nieba do piekła - więc winni być muszą tej hańby i tego upadku.
Na czele winowatych kroczy prezes klubu. To on doprowadził do tego, że wszyscy się z Legii śmieją w głos. Mają z niej radochę i na niej używanie. Jak się czyta pismactwo i tych "znawców" to się okazuje raptownie, że pan Leśnodorski nie zrobił nic dobrego. Wszystko co robił, robił na Legii szkodę. Bo wicie, rozumicie Legia dostała patent na mistrza, a Boguś celowo go zagubił. Najbardziej jest winien, że pozbawił Legię Radovicia i zatrudnił niejakiego Berga jako trenera. Są tacy co wyliczają mu Celtic, kary za publikę, Hadaja,,małą frekwencję i to, że w ogóle się wypowiadał.
Zostawmy historię w spokoju, bo co się stało to się nie odwróci. Przypatrzmy się bliżej odejściu Radovicia. Im dalej od lutego tego roku tym oceny coraz bardziej skrajne. Najmniejsza to sabotaż. A ja powiem, że tak jak nasz prezes powinien postępować każdy uczciwy, porządny i przyzwoity człowiek i biznesmen na wysokiej funkcji. Ja sobie przypominam jak z Legii odchodził Kazimierz Deyna. Pełny stadion, kwiaty, wieńce i chóralne: "Dziękujemy, dziękujemy". Nikt nie wypominał, że Kazio odszedł do MC. Mówiliśmy, że mu się należało, że za późno nas opuszcza. Nikt nie miał pretensji do nikogo, że go puszcza. Patrzcie. Minęło 37 lat. A jakby cała epoka. Tamci kibice tego samego klubu i ci niby też. Jak to się stało, że nastąpiła taka zmiana postaw, ten brak szacunku dla człowieka i jego dokonań i ta nienawiść i to żądanie wprowadzenia niewolnictwa. Jak by się każden zastanowił i postawił w jego sytuacji: dostaję propozycję robienia tego samego za pięć razy wyższą pensję, to by błagał pracodawcę, aby go puścił, a jak ten by nie chciał, to dopiero wtedy by złorzeczył. Gdyby był w takiej sytuacji. A jak jest bliźni jego to mu nie wolno. Ja tylko przypomnę, że piłkarze grają za pieniądze. Co jakoś do publiki nie przemawia.
Redaktor Stanowski od lat głosi tezę, że piłkarze w ogólności, a u nas w szczególności zarabiają za dużo. Ja mu do kieszeni nie zaglądam, ale mogę powiedzieć, że to on za swoją pisaninę dostaje za dużo. Ale mówiąc poważnie to, jak to ujmował prof. Stanisław Ryszka, statystyki porównawcze w pionie są zakłamane i propagandowe, prawdziwy obraz dają statystyki porównujące rzeczy w poziomie. Więc bez sensu jest porównywanie ile zarabiali piłkarze ileś lat temu i teraz oraz porównywanie zarobków Stanowskiego i Radovicia. Płodne jest porównanie zarobków naszych piłkarzy z ich odpowiednikami w kilkunastu innych krajach. I wtedy okaże się,że u nas piłkarze zarabiają kilka razy mniej. To prowadzi nas do konstatacji, że każdy piłkarz, nie tylko z Legii, jak dostanie konkretną propozycję z bogatszych lig to wyjeżdża. Ci co nie wyjechali, po prostu takich konkretów nie mieli. I pytaniem jest nie 'czy', tylko 'za ile'? Ma to też w Legii dodatkowego plusa, że piłkarze, zwłaszcza młodzi, nie boją się do nas przychodzić, bo wiedzą, że jak ktoś się nimi zainteresuje, to nikt im kłód pod nogi rzucał nie będzie. Bo piłkarz to zawód, nie powołanie. Gra tam gdzie go chcą , a chce grać tam gdzie mu lepiej płacą. I winić za to nikogo nie wolno. Przez wieki całe o pieniądzu mówiono wyłącznie w kategoriach ekonomicznych /tu polecam świetną książkę Nialla Fergusona "Potęga pieniądza. Finansowa historia świata"/, ale czasy współczesne niedostrzegalnie zmieniły funkcję pieniądza jako elementu ładu gospodarczego i finansowego wprowadzając jego nowe role społeczne. Pieniądz na naszych oczach zaczyna pełnić rolę wartościującą, porządkującą , zabezpieczającą i hierarchizującą. Tak więc pieniądz zaczyna świadczyć o wartości człowieka /"on jest tyle, a tyle wart, może tyle i tyle zarobić."/, porządkuje życie, ustalając kryteria i zasady postępowania, zabezpiecza przed niedostatkiem i stanowi zabezpieczenie na stare lata, ustala hierarchię w społecznej stratyfikacji, tam na górze już nie są najzacniejsi i najmądrzejsi, ale najbardziej zamożni. Oczywiście prowadzi to do absurdu, gdyż najbogatsi jakby wydawali setki tysięcy dolarów dziennie /na co?/ to by im samych aktywów starczyło na ponad sto lat. Na razie piłkarzom to nie grozi. Więc za zgodą prezesa i odejściem Miro stoją nie tylko walory etyczne, ale i utylitaryzm naszej epoki. Dla porządku dodam, że ja nie winię prezesa, że sprowadził Ondreja Dudę, Jodłowca, Brzyskiego, Lewczuka, Guilherme, Orlando Sa. Nie mam tej śmiałości.
Drugim winowatym jest naturalnie trener Berg. Jeszcze nie tak dawno stawiany za przykład sukcesu, twórczego podejścia, skutecznej rotacji, taktyki i bez mała cudu, a dziś "do piekła z nim". Można o polskich mediach z powiedzieć słowami Dantego z "Boskiej Komedii "w części "Piekło": "Ci, którzy tu wstępujecie porzućcie wszelką nadzieję". Jak tylko będą mieli najmniejszą okazję to rozedrą na strzępy. Zarzucą winy popełnione i niepopełnione, odwrócą pochwały w przekleństwa. To nie jest wina klimatu. Ta hołota tak ma. Żadnej przyzwoitości, szacunku dla drugiego i jego godności jako człowieka. Zarzucą mu, że nie przygotował zespołu fizycznie, że nie miał planu, że podejmował złe decyzje personalne, że nie aktywizował rezerwowych, zwłaszcza tzw. młodych, że dokonywał złych zmian, że rotował, że się wypowiadał, że ma dobrych piłkarzy, że nie dawał szans młodym itd. itp. Jak refren powtarza się ta nieszczęsna rotacja jako coś złego, a przecież jak ten Berg rotował to byliśmy na pierwszym miejscu w tabeli i radziliśmy sobie chwacko w LE. A na wiosnę przestał rotować. To może jednak powinien. To tylko świadczy o zapalczywości krytyków. Nie to złe co mi się nie podoba, ale to złe co jest takim obiektywnie. Podobnie jak te inne zarzuty. Jak się je wyciśnie to tam sam piana zostaje, treści żadnej i tylko przekonanie, że on głupi taki, a ja wszechwiedzący. Jak ja bym był trenerem to klękajcie narody. Podobnie jak to stawianie na młodych. Rzuca się hasełka, że oni tacy zdolni /do czego?/. Że trzeba im dawać szanse i być cierpliwym. Na jakiej podstawie tak twierdzą? Nie wiadomo. Bo mają takie przekonanie. Z czego? Z tego pustego czerepa? Jak dla mnie trochę przymało. A sprawa jest poważna i takie tandetne wypociny do rozwiązania problemu nas nie przybliżają. Jak to pisał Jan Mulak, aby był wielki sukces w sporcie to muszą się spotkać utalentowany trener z utalentowanym sportowcem. I do tego obie strony muszą popełnić jak najmniej błędów. Być może trener nie jest tak utalentowany, a może nie ma utalentowanych graczy, albo też popełnione zostały poważne błędy. A może po prostu rywale byli lepsi, mieli te trzy elementy tej układanki na wyższym poziomie. Tak też bywa. Raczej częściej niż rzadziej.
Analizy dokonywane przez amerykańskich teoretyków i praktyków zajmujących się zawodem trenera wykazały, że nauczyciel sportu to po części człowiek czynu, myśliciel, człowiek intuicji i obserwator. Problem polega na tym, że u każdego trenera proporcje tych cech są bardzo różne. Na jego decyzję mają wpływ takie elementy jak: własne obserwacje, wiedza teoretyczna, rezultaty badań, a w końcu informacje uzyskiwane od samych zawodników. Wpływ tych czterech czynników na podejmowane decyzje bywa na ogół nierówny. Najlepiej byłoby, aby jeden człowiek mógł czerpać wiedzę i motywy decyzji z różnych źródeł, wszechstronnie i harmonijnie. Ale taki wzorzec występuje tylko w teorii. Dlatego - zdaniem naukowców - idealną jest sytuacja, w której powstaje zróżnicowany osobowościowo zespół trenujący, którego uczestnicy potrafią przyjaźnie współpracować. Odpowiedź na te wyzwania wymaga poważnego namysłu i przede wszystkim postawienia odważnej intelektualnie uczciwej diagnozy. Być może trener, ale to jest temat na inne opowiadanie, nie potrafił odświeżyć psychiki zawodników, przygotować mentalnie na danie z siebie więcej przy zachodzących procesach zmęczeniowych. Bowiem w rozwoju piłki najpierw stawiano na technikę, potem na motorykę, potem na taktykę, następnie na psychikę. To ostanie zaowocowało zatrudnianiem psychologów sportowych w sztabach. We współczesnym futbolu od tego modelu się odchodzi. Naukowcy uważają, że psychikę podobnie jak inne elementy piłkarskiego rzemiosła można niejako wytrenować. I tu może tkwić przyczyna. W każdym razie ja do trenera Berga pretensji nie mam, że zdobył tytuł mistrza w 2014 roku, że zdobył tytuł wicemistrza w 2015 roku, że zdobył puchary Polski w 2015 roku i że wygrał grupę w LE. Nie mam i już.
Za najmniej winnych uważa się piłkarzy. Tak się jakoś dziwacznie złożyło, że pomimo, że to oni grają na boisku to do nich jest najmniej pretensji. Ja tylko powiem, że w przypadku trenerów następuje swoiste sprzężenie zwrotne: dobry trener pracuje na ogół w dobrym klubie z dobrymi zawodnikami, więc ma sukcesy i zawodnicy uważani są za dobrych i on uchodzi za dobrego trenera. Tylko,że zwykła wiedza obserwacyjna ukazuje taki oto obraz: kiedy dobry trener trafia na kiepskich zawodników, nie ma wyników, ale kiedy marny trener ma drużynę złożoną z dobrych graczy, to ta drużyna ma wyniki. Wielu trenerów podkreśla, że ma wpływ na dobór zawodników, na wstępne ustalenia taktyczne, na zmiany personalne, ale mecz toczy się swoim życiem. Tam na boisku suwerenami są zawodnicy. To oni decydują tak naprawdę jakie rozstrzygniecie padnie. Można im pomóc, właściwie ich przygotowując, ale za nich meczu rozegrać, ani wygrać się nie da. Ja zawodników oceniać, zwłaszcza negatywnie nie będę. Powiem tylko na co wielokrotnie zwracałem uwagę, żeby zastosowano się do przestrogi, ażeby nikt się w Legii nie dał uśpić pochwałami, bo one były fałszywe. I miałem pretensje o to, że zabrakło zawodnikom /wszystkim/ kilka razy tej sportowej złości, tej pasji i tego przewidującego myślenia, jak ja się będę czuł jak mnie będą nurzać w błocie tylko dlatego, że jakiegoś tytułu nie zdobyłem. Kilku sobie to uzmysłowiło co się stało. Poniewczasie. Tylko czy nauka pójdzie w nas czy obok nas? Nie jest to hamletowski dylemat ontologiczny, raczej obawa czy umiemy się otrząsnąć i czy umiemy odzyskać wiarę we własne siły i możliwości twórcze. Czy potrafimy unieść ciężar porażki i, jak poucza cytowany w budynku klubowym marszałek Piłsudski, być zwyciężonymi, ale nie ulec?
„Przypatrzmy się bliżej odejściu Radovicia. Im dalej od lutego tego roku tym oceny coraz bardziej skrajne. Najmniejsza to sabotaż. A ja powiem, że tak jak nasz prezes powinien postępować każdy uczciwy, porządny i przyzwoity człowiek i biznesmen na wysokiej funkcji.”
Zostawiam uczciwość, porządność i przyzwoitość, dla mnie poza dyskusją, atrybuty pożądane, natomiast czy „tak jak nasz prezes powinien postępować … biznesmen na wysokiej funkcji”?! O tu już mam, nie tylko znak zapytania, ale i wykrzyknik własnego sprzeciwu. Właśnie na przykładzie transakcji Rado klub, zarządzający nim, nie powinni tak działać, postępować, to jest dla mnie przypadek naganny i to wysoce i powinni z niego wyciągnąć wnioski, refleksje, żeby w przyszłości coś takiego już nie miało miejsca! Lamentując epatować mianem „sabotażu” nie ma sensu, to przejaw histerii, ale też „transakcję” Rado według mnie powinno się uznać za ewidentny błąd. Nie jej zasadność, tego nie podważam, ale sposób przeprowadzenia, chronologię wydarzeń i zasady komunikacji obowiązujące w klubie, to dla mnie jest niezrozumiałe, na podstawie medialnych przekazów wręcz karygodne.
Zbyszek absolutna zgoda z tezą: „piłkarze, zwłaszcza młodzi, nie boją się do nas przychodzić, bo wiedzą, że jak ktoś się nimi zainteresuje, to nikt im kłód pod nogi rzucał nie będzie. Bo piłkarz to zawód, nie powołanie. Gra tam gdzie go chcą , a chce grać tam gdzie mu lepiej płacą. I winić za to nikogo nie wolno.” – pewnie że tak i w oparciu o coś takiego, winna zachodzić klubowo-zawodnicza kooperacja, klub szkoląc lub angażując i wystawiając promuje piłkarza, a piłkarz własnym przyczynkiem do sukcesów klubowych promuje klub. Gdy pada atrakcyjna finansowo oferta, zyskują i piłkarz mnożąc własne dochody i klub pozyskując środki na rozwój, na szkolenie kolejnych pokoleń piłkarzy. Pełna symbioza.
Zgodnie z powyższym założeniem pewnie, ze Rado jak każdemu innemu piłkarzowi drogi do wyższych zarobków nie powinno się zamykać, tym bardziej że „przyczynek do sukcesów klubowych” piłkarza Radovica nie podlega dyskusji. Zasłużył się ewidentnie. Wypromował i siebie, ale i klub! Można spekulować czy warto by tworzyć dla takiego piłkarza „komin płacowy” żeby w klubie go utrzymać, czy to by była dobra opcja dla drużyny i czy klub finansowo na coś takiego stać? Kwestia dyskusyjna, przyjmuję że w klubie na te pytania odpowiedzieli negatywnie i ja o to pretensji nie mam, a w związku z tym jeśli Rado chciał odejść, powinien otrzymać od klubu zielone światło, szafa gra, ale ….
Ale jak to możliwe, że negocjacje transferowe trwają do ostatnich wręcz godzin przed najważniejszym dla klubu prestiżowym pojedynkiem w sezonie, w którym drużynie patronuje hasło „let football win” i nade wszystko trener o tym wszystkim zda się nie mieć zielonego pojęcia! Na przedmeczowej konferencji wychodzi na niezorientowanego co się dzieje w jego zespole, nie ogarnia sytuacji swojego podstawowego, kluczowego gracza, który głowę ma nabitą myślami: odejść nie odejść, zostać, puszczą nie puszczą, a to wszystko w zasadzie już podczas odpraw przedmeczowych z Ajaksem!?
Sam Mioduski przyznał że Chińczycy zgłosili się kilka tygodni wcześniej, pierwsza oferta została zignorowana, ale negocjacje trwały, padały dalsze propozycje. Czemu profesjonalny, poważny klub, w obliczu udziału w Lidze Europy, nie definiuje ostatecznego ‘deadline’ dla negocjacji i nie przedstawia go Chińczykom. Transakcję przeprowadźmy, zdecydujmy się jednak na ostateczny termin zakończenia rozmów, dwa tygodnie przed pierwszym meczem pucharowym w Lidze Europy, jeśli do tego terminu się nie dogadamy, możemy wrócić do sprawy latem, ale bezpośrednio przed meczem żadnych rozmów, decyzji podejmować już nie będziemy, właśnie ze względu na rangę zbliżającego się spotkania!? Tak się nie stało, czynnik ekonomiczny wziął górę nad czynnikiem sportowym. Czyli albo w pryzmacie ekonomicznym są momenty w których klub jest ustawiany pod ścianą i doraźnie najważniejsza jest kasa, albo negocjacje transferowe są prowadzone w sposób chaotyczny, nieprzemyślany, nieuwzględniający wpływu podejmowanych decyzji na drużynę, proces jej przygotowywania do wyzwań sportowych.
Oddzielna kwestia to potraktowanie Henninga Berga. Jeśli on był nieświadomy tego wszystkiego, to coś takiego należy nazwać kompletną szopką. Za plecami trenera transferuje się najlepszego zawodnika, bezpośrednio przed najważniejszym meczem, a on nic o tym nie wie. Gdyby tak było to wyszedł na marionetkę, jego wzburzenie, trudna do ukrycia złość w tamtym momencie okazałyby się wytłumaczalne. Absencja Rado w meczu z Ajaksem, to nie tylko rezygnacja z piłkarza mającego głowę zajetą czymś innym niż sportowa rywalizacja, to też próba obrony trenerskiego autorytetu przez wikinga, pokazanie że jednak to on podejmuje decyzje i ma ostateczny wpływ na kształt zespołu, od niego zalezy co się w nim dzieje i nie wolno go ignorować. Tak to mogę odczytać, zinterpretować. W połowie stycznia Berg przedłużył kontrakt, być może to był jedyny powód, że powstrzymał się przed dosadnym określeniem tego jak został potraktowany!?
Radović odchodzący dwa tygodnie przed meczem z Ajaksem, zapewne wpływu na styl gry drużyny by nie zmienił, w Amsterdamie wyglądała nieźle, w drugiej połowie wręcz dobrze, ale atmosfera w szatni zostałaby wyczyszczona, trener by się nie miotał na konferencjach, w końcu nie pojawiłyby się pytania jakie obecnie samemu tu stawiam, jakie są zasady komunikacji w klubie? Jaka jest rola pierwszego trenera w tzw komitecie transferowym? Jak pod tym względem wygląda współpraca?
Jeżeli oprócz tych spodziewanych transakcji latem wytransferujemy Jodłę, Rzeźnika, bądź Kuciaka niech to nie będzie polegało na analogii z Rado. Jeśli padną satysfakcjonujące propozycje, niech odejdą, ale decyzja o tym niech nie zostanie obwieszczona ‘za pięć dwunasta’ przed decydującym meczem o wejście do fazy grupowej Ligi Europy i niech pierwszy trener nie będzie sprawiał wrażenia dokumentnie zaskoczonego.
Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. O całej sytuacji z Rado mam do powiedzenia dokładnie to samo, co te kilka miesięcy wstecz: cały nasz futbol znajduje się w takim właśnie fragmencie łańcucha pokarmowego, że każdy piłkarz każdego polskiego klubu jest w każdym momencie na sprzedaż. Jedyną kwestią pozostaje cena. A z tą, jak słyszałem, sprawy się miały następująco: Chińczycy przysłali pierwszą ofertę, którą Legia zignorowała. No to chwilę później pojawiła się druga oferta, czyli pierwsza razy dwa. I potem znów razy dwa. I jeszcze razy dwa. I tak dalej. Jak rozumiem, w podobnym tempie rosła gaża proponowana samemu zawodnikowi. Nic więc dziwnego, że do transferu ostatecznie doszło. I tu pełną rację ma Zbyszek - w takich momentach należy piłkarza godnie pożegnać, wręczyć okazały bukiet kwiatów, jakiś okolicznościowy podarek, życzyć wszystkiego najlepszego w nowym środowisku i zapewnić, że w razie czego powrót będzie jak najmilej widziany. I koniec. Możemy się na to po kibicowsku, z sentymentu zżymać, ale to naprawdę żadna filozofia.
Co do trenera, to ja nie wierzę, żeby on nie wiedział. A w każdym razie uważam, że jeśli serio nie wiedział, bardzo słabo to by świadczyło o nim samym. Jak to? Toczą się negocjacje, sam zawodnik na pewno mocno je przeżywa, a szkoleniowiec tego nie widzi? Powtarzam, nie wierzę. Bardziej prawdopodobna wydaje mi się wersją, w której Berg wiedział wszystko, albo prawie wszystko, ale próbował medialnie zachowywać pokerową twarz. Nie było to zbyt zmyślne zagranie, ale cóż, Norweg jest wciąż mało doświadczonym szkoleniowcem i wielu rzeczy musi się jeszcze uczyć.
Z ogólnym przesłaniem tekstu się zgadzam, nic tu po mnie. Nie byłbym sobą gdybym jednak czegoś nie zakwestionował czyli poprę Iocosusa w kwestii Rado.
O ile prezes z ludzką twarzą jest jak najbardziej ok o tyle ten sam prezes musi dbać i zabezpieczać interesy firmy, za to mu płacą. Dziś można powiedzieć że chyba nie za bardzo zadbał choć ok to przypuszczenie 100% gwarancji że byłoby inaczej z Rado nikt nie mógł dać.
@a-c10
Niestety z miasta na wzgórzu nie wszystko widać, uwierz dowiedział się jako jeden z ostatnich. Tak samo uwierz klub nie zrobił nic aby Go spróbować zatrzymać, pieniądz zwyciężył. Pytanie czy gdyby został nie byłoby perspektywy
na ten sam pieniądz razy 5. Tu ponownie zgadza się tylko perspektywa a nie w łapie ale ..
dowiedział się jako jeden z ostatnich
To słabo. Słabo z Bergiem, znaczy się. Czołowy zawodnik się waha, nie śpi po nocach analizując wszystkie za-i-przeciwy, chodzi nieswój, a trener na to nic? Wtopa jak się patrzy.
pieniądz zwyciężył. Pytanie czy gdyby został nie byłoby perspektywy
na ten sam pieniądz razy 5
Tu mogę jedynie zgodzić się ze Zbyszkiem. Futbol to biznes. Owszem, bardzo specyficzny, ale jednak biznes. A w biznesie częściej jednak należałoby liczyć, niż marzyć. Pięciokrotnie większy pieniądz? Znaczy że Legia z Rado miałaby szanse wyszarpać zdecydowanie lepszy wynik w LE (półfinał?), niźli to się stało bez niego? Jakoś wątpię. Bo o tym, że ktoś położyłby na stole dziesięć baniek w eurowalucie za szerzej nieznanego trzydziestodwuletniego Serba z polskiej Ekstraklasy to raczej nie będziemy rozmawiać, prawda?
OK, znów, tak samo, jak z tą nieszczęsną pychą, odejście M.R. na pewno miało jakiś tam wpływ na dalsze losy Waszego klubu. Ale żeby robić z tego nie wiadomo jakie aj-waj!? No dajcież pokój...
Albiceleste mnie chodzi o proste założenie: rozmawiamy do wtorku, składajcie propozycje do tego dnia, późniejsze nie będą rozpatrywane z tego względu że w piątek jest ważny, kluczowy mecz, chcecie mieć zawodnika XYZ proszę bardzo ale do wtorku finalizujemy rozmowy.
„jeśli serio nie wiedział, (Berg) bardzo słabo to by świadczyło o nim samym. Jak to? Toczą się negocjacje, sam zawodnik na pewno mocno je przeżywa, a szkoleniowiec tego nie widzi?” – jak nie spojrzysz, dupa z tyłu, kiepsko to wyszło obojętnie kto rozpisywał scenariusz, a kto był w nim aktorem. Tak czy siak, to były kiepskie scenki tam w Amsterdamie.
Nie wyobrażam sobie aby piłkarzowi, który dla klubu zrobił tyle dobrego zabronić godnie zarobić na emeryturę. Dlaczego za 5 dwunasta ?
Dlatego że to była dobra godzina dla Chińczyków, a że kasy mają jak lodu to godziny transakcji ustalają.
Mnie nurtuje zupełnie inne pytanie.
Co się stało z drużyną, która grała w Amsterdamie, szczególnie w drugiej połowie ?
Przypomnę tylko, ze bez Rado i Dudy
" Tak czy siak, to były kiepskie scenki tam w Amsterdamie."
Na szczęście tylko na trybunach, bo to co wyprawiali Legioniści na murawie, zasługuje na ogromne uznanie. Tylko świetna postawa bramkarza spowodował, ze Ajaks nie poległ.
to była dobra godzina dla Chińczyków, a że kasy mają jak lodu to godziny transakcji ustalają.
No właśnie. Wracam do kwestii łańcucha pokarmowego. Ani Legia, ani żaden inny klub nie jest i w przewidywalnej przyszłości nie będzie w stanie powiedzieć kasiastym oferentom "gadamy z wami do północy we wtorek naszego czasu. Po tym terminie jakiekolwiek pieniądze możecie sobie wsadzić". Zresztą, może i jest w stanie, ale w ten sposób obnażyłaby tylko swą negocjacyjną słabość. Bo co, przepraszam, nie bacząc na dedlajny w czwartek popołudniu Chińczycy ślą kolejną ofertę. I to taką, że, no cóż, oczy bieleją. I co, legijne szefostwo unosi się honorem i bez słowa wyrzuca ją na śmietnik? Już to widzę.
Nie, Iocosusie, to tak nie działa. Jesteśmy (my, Wy, oni) tutaj właśnie, nie gdzie indziej. Możemy na to sarkać, możemy - ba, powinniśmy! - starać się sytuację poprawiać, ale zamykanie oczu na realia jest zwyczajnie szkodliwe.
To,że Legia nie zdobyła Tytułu dlatego,że zabrakło Miro jest niestety mitem. Jest to kolejny tzw. fakt medialny nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością.Z punktu widzenia zwykłej logiki to przewidywanie zdarzeń jest swego rodzaju proroctwem.Ci wszyscy co tak twierdzą powinni założyć spółkę wróżbiarską.Ale nie chcą, bo uważają prorokowanie za oszustwo i słusznie.Więc nie można tych wynurzeń traktować poważnie. Radovicz kiedyś z Legii musiał odejść.Jak nie tak, to na koniec kariery. Oczywistym jest,że każde odejście dobrego zawodnika jest osłabieniem. Tyle,że ja przeżyłem z setkę takich odejść i nigdy takich szopek nie było. I tu trzeba zastanowić się dlaczego tak się dzieje tym razem i szukać odpowiedzi na to pytanie.Nie jest bowiem tak,że my nie mieliśmy uzasadnionych aspiracji do sięgnięcia po Tytuł. Legia zdobyła po kolei dwukrotnie Mistrza, była przez większość część sezonu na pierwszym miejscu w tabeli, więc w sposób naturalny kibice witali się z gąską. A tu nagle wyrósł nie tylko konkurent,ale i zwycięzca i do tego ten odsądzany od czci i wiary Skorża. Był w Legii i Tytułu nie zdobył, a w innym klubie "masz babo placek". Udało mu się.Dlatego warto przez chwilę zastanowić się , jak to się stało,że Lech wygrał, bo tak naprawdę decydował jeden mecz z nimi u nas. Reszta była prostą konsekwencją tej przegranej. Nie tworzyć mitów, ale zdobyć się na uczciwą ocenę tej ,jednej porażki.To ona zadecydowała,że Lech jest Mistrzem, a nie my. Reszta jest mistyfikacją, biciem piany i szukaniem dziury w całym.I tu oddajmy honor Skorży. Tak jak rozpracował onegdaj Spartaka w LE, który miał lepszych zawodników od nas, tak i tym razem nas taktycznie ograł.
Oczywiści były i przyczyny o charakterze metodologicznym i strukturalnym , ale na ich omówienie potrzeba spokojnego czasu. Ja się w każdym razie nie piszę na udział w nagonce na mój klub czynioną przez jego wrogów pod pozorem krytyki. W tym obmierzłym dziwowisku udziału brać nie zamierzam.
A o roli jednostki w historii napisano całe tomy. Nigdy natomiast nie pisano o braku roli jednostki. Nigdy nie pisano o nieobecnym jak by on był i coś sprawiał, o czymś decydował. Bo to i "smieszno i skuczno", jak mawiają starzy Ormianie.Przypomina to stare powiedzenie o szukaniu kija na psa, którego chce się na siłę uderzyć.Ja kija nie szukam. w ogóle nawet psa nie biłem. Taki już mam podły charakter.
@A-c10 @Kibic50.
Tylko dopowiem,że wypada cieszyć się,że Pan wymyślił tych Chińczyków, bo jak by ich nie było to Rado do końca kariery marzyłby o dużych pieniądzach i każdego ostatniego patrzyłby na wpłatę na konto i mówiłby : jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. A rodzina duża i potrzeby rosnące. Ja mu nie zazdroszczę. Cieszę się,że na stare lata znalazł to czego szukał.Należało mu się.Przy tym wykazał wielki hart ducha, bo przetrzymał Urbana i to dwa razy. Za to samo powinien otrzymać nagrodę .Tak to los nagradza wytrwałych
Scenka z Bergiem w Amsterdamie na przedmeczowej konferencji:
Pytanie: - Pan trener nie jest zdziwiony tym, że informacja na temat propozycji transferowej Mirosława Radovica wychodzi dzień przed tak bardzo ważnym meczem.?
Odpowiedź: - Zawsze istnieją plotki związane z dobrymi zawodnikami. W większości wypadków okazuje się to tylko plotkami. Nie inaczej jest w tym wypadku. Radović na pewno zostanie.
Przegląd Sportowy z 21 lutego 2015: „Doszło do pierwszego poważniejszego tarcia na linii władze Legii – Henning Berg. To, że Norweg jest niezadowolony z szykowanego transferu Miroslava Radovicia do chińskiego Hebei, jest oczywiste. Na piątkowej konferencji prasowej publicznie zażądał od osób decyzyjnych, aby odrzuciły ofertę Chińczyków. – Chcę, by Rado został w Legii. Jesteśmy klubem z ambicjami, z historią, nie możemy stracić takiego zawodnika, to katastrofa. (…) Jeśli wierzyć nieoficjalnym informacjom, Berg zdenerwował się, bo oficjalnie o możliwości odejścia Radovicia dowiedział się dzień przed meczem z Ajaksem Amsterdam (0:1) w 1/16 finału Ligi Europy. Spotkał się z zawodnikiem, długo rozmawiał, a po deklaracji gracza, że chce grać w Chinach, na trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem wycofał go z kadry meczowej. Nie ugiął się pod prośbami, nawet naciskami ze strony osób decyzyjnych w Legii. Postanowił, że Serb z polskim paszportem nie zagra i zdania nie zmienił.”
Cytat z konferencji za Legia.net:
Pytanie: - W środę przed meczem mówił pan, że informacje na temat transferu Radovicia są tylko plotkami i zawodnik na pewno zostanie w Legii. Spotkanie z Ajaksem "Rado" obejrzał jednak z trybun. Co wpłynęło na pańską decyzję i jak trudna ona była dla pana jako trenera?
Odpowiedź: - W środę na konferencji prasowej byłem przekonany, że Radović będzie w stanie zagrać z Ajaksem. Sytuacja wokół jego transferu zmieniała się jednak bardzo szybko. To była bardzo trudna decyzja, ale musiałem tak postąpić dla dobra zespołu. Według mnie "Rado" mentalnie nie był przygotowany do tego spotkania. Mam nadzieję, że nie będę musiał więcej podejmować takich decyzji.
---------------------------------------------------
Takich scenek wolałbym unikać, Rado za wielkim murem życzyłem i życzę wszystkiego najlepszego, nie o wytransferowanie Miro mi chodzi, a o sposób w jaki się ono odbyło. Chcecie żeby takie sytuacje były powielane, mhm, one pokazują że bieżący wynik sportowy schodzi na drugi plan na pierwszy wysuwa się możliwość pozyskania kasy, czyli że klub jest na finansowym musiku, no i taka może być brutalna prawda, trudno trzeba ją zaakceptować, ale pokazanie tego to przecież to jest właśnie obnażanie negocjacyjnej słabości, czekamy aż zaproponują jeszcze wyższą ofertę, tylko że za kartę przetargową w takim oczekiwaniu może posłużyć wyrażona determinacja do przenosin piłkarza, wówczas przyjdzie zaakceptować przedstawione warunki, oczekiwanie psu na budę się zda, tylko psuje atmosferę w szatni, wkrada się niepewność, zawieszenie w próżni. Dodajmy do tego trenera, albo nieświadomego albo odstawiającego teatrzyk. Po prawdzie nie wiemy jak to tam było z Rado i Chińczykami i z Bergiem, ale nie chcę takiej powtórki z rozrywki.
" Po prawdzie nie wiemy jak to tam było z Rado i Chińczykami i z Bergiem, ale nie chcę takiej powtórki z rozrywki."
Zapewniam, że nie jesteś osamotniony. Chyba nikt rozsądny, tym bardziej kibic Legii nie chciałby więcej takich "myków"
Jednak nie mogę wyjść z przekonania, że gdyby Chińczycy (w innych okolicznościach) dorzucili z 5 grubych baniek (dla nich to wciąż drobne), to Radovića by ściągnięto nawet z przedmeczowej rozgrzewki. (taki mamy klimat)
Z tego co jest mi wiadomo, będzie tak dopóty, dopóki nasi włodarze nie spłacą wszystkich rat za zakup Legii.
Trzeba przyznać, że pod względem biznesowym prowadzą ten projekt perfekcyjnie.
Stać się właścicielami wartego kilkaset milionów złotych klubu, najbardziej medialnego, z pięknym stadionem w centrum stolicy, największymi sukcesami, rzeszą oddanych kibiców i stuletnią tradycją ze środków bieżących, w zaledwie kilka lat, to prawdziwy majstersztyk
Mam ogromną nadzieję, że równie sprawni będą na niwie sportowej, i już wkrótce wejdziemy do upragnionej LM, a my wszyscy razem zatańczymy oberka (labada) i jednym głosem krzykniemy: "oni to ZROBILI, z PRZYTUPEM !"
jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
No już nie szalejmy
Niemniej, rzecz jasna, wciąż doskonale faceta rozumiem. Tuż przed piłkarską emeryturą, w zasadzie ni z gruchy, ni z pietruchy, spadła mu finansowa gwiazdka z chińskiego nieba. No to złapał.
@ Iocosus:
Zdenerwowanie Berga jest zupełnie zrozumiałe. I w tym kontekście małe znaczenie ma, czy wiedział od początku i odstawiał szopkę, czy dowiedział się faktycznie za pięć dwunasta. Trener ma wszelkie prawo bimbać na wynik finansowy. Zwłaszcza taki trener, który nie posiada zbyt mocnych więzi emocjonalnych z klubem i nie zamierza w nim pracować do końca kariery. Interesuje go wynik sportowy, a na ten niebagatelny wpływ ma posiadanie jak najlepszego składu.
Twój absmak też jest zupełnie zrozumiały. Boś Ty kibic przecie i masz wszelkie prawo marzyć, by Twój klub nie tylko radził sobie z rywalami na boisku, lecz także poza nim był w stanie oprzeć się zakusom jakichś chińskich kłusowników.
Niestety, realia są, jakie są. I wbrew optymizmowi Kibica50 - o tym jeszcze za chwilę - nie sądzę, aby miały się rychło zmieniać.
@ Kibic50:
będzie tak dopóty, dopóki nasi włodarze nie spłacą wszystkich rat za zakup Legii.
Nie sądzę. Znaczy nie wydaje mi się, aby ostateczna spłata zobowiązań wobec ITI wywołała aż tak daleko idące zmiany. Owszem, zawsze to lepiej mieć budżet w wysokości prawdziwych stu baniek, a nie 100-40. Niemniej, ten budżet też trzeba dopinać. Jak to robić ze stadionem, który (bardzo) rzadko wypełnia się w całości? Z akademią istniejącą jedynie na papierze? Z warszawską społecznością, której dzieciaki nie biegają w koszulkach Kucharczyka i Vrdoljaka, tylko Messiego i C-Rona? Z chwiejną sytuacją w obszarze praw tv? Z podzielonym światkiem kibicowskim, po którym trzeba się poruszać jak po polu minowym?
Jasne, powtarzam, pozbyć się długu fajna sprawa. Ale do jakiejkolwiek finansowo-organizacyjnej stabilności jeszcze stąd bardzo daleko.
@ Garm:
Wzięcie na siebie takiego zobowiązania wymaga odwagi i wiary w projekt.
Wypadałoby jeszcze dodać, że wejście z własnymi pieniędzmi, chęciami, pomysłami etc. w jakikolwiek polski klub piłkarski wymaga także co najmniej odrobiny szaleństwa
Jeśli więc oceniamy to należy o tym aspekcie również pamiętać. Spłacają X kasy przy tym utrzymują klub w ścisłej czołówce. Tak na mój chłopski rozum to właśnie zasadniczy element, aby sprawnie spłacać trzeba jednocześnie być na topie.
Trochę zaniepokojony jestem słowami prezesa kiedy straciliśmy tytuł. Napisał coś w tym stylu. Straty będą większe niż się wszystkim wydaje, może inaczej to brzmiało ale sens podobny.
Co by nie mówić należy im mocno kibicować i wspierać aby jak najszybciej to się stało. Jasne sam fakt wyjścia na czysto to jeszcze nie eldorado, ale perspektywy już rysują się fajne jeśli wiemy że obaj panowie czym jak czym ale pieniędzmi zarządzać umieją.
Powtórzę nam potrzebny dyrektor sportowy który ma wiedzę piłkarską, ma niekwestionowany autorytet i jest na tym stanowisku mistrzem.
Ale naprawdę chcę wierzyć, że to jest prawda. Bo jeśli tak to znaczy, że istnieje baaaaardzo duża szansa, że pewnego dnia (a w zasadzie roku) w klubie znajdzie się 40 wolnych baniek, które będzie można spożytkować dla dobra klubu. 40 baniek!!!