Logo

Zezem. W Kalejdoskopie odc. 9

Porównując to co piłkarze Legii opowiadali w czasie kiedy Henning Berg był ich trenerem i teraz, można śmiało sparafrazować znany dowcip. ”Rozmawia dwóch piłkarzy. Jeden mówi: Słyszałem, że trafiłeś do Legii Berga. Drugi: Owszem. To musisz być szczęśliwy. Oj, muszę, muszę...”.

 

Nie należy z tego wyciągać poważnych wniosków, gdyż z trenerem Czerczesowem będzie dokładnie tak samo. Bo panowie piłkarze już tak mają. Chwalą, gdy czują bat i krytykują, gdy przychodzi nowa miotła.

O tym jak to pieniądze nie robią z gracza lepszego niż jest.
Przypominam rozpropagowane porównanie, że ten który nie przeskoczy poprzeczki zawieszonej na wysokości1,5 metra, nie przeskoczy tym bardziej tej zawieszonej na 2 metrach, choćby mu się nie wiem ile płacono. Wchodząc w korki piłkarskie, można stwierdzić, że piłkarz nie będzie więcej biegał, lepiej podawał, odważniej odbierał, celniej strzelał. Nieszczęściem trenera Berga i działu skautingu Legii było to, że zawodnicy którzy przychodzili do drużyny zbyt często byli gorsi od tych, którzy odchodzili. Tyczy to szczególnie tych transferowanych z klubów polskich. Bowiem to umiejętności graczy w dużym stopniu determinują poczynania treningowe, możliwości taktyczne trenera i decydują o stylu i grze drużyny. W tym sensie ogólny poziom umiejętności jaki prezentował zespół Legii na przestrzeni 2014/2015 uległ pogorszeniu. Drugim elementem związanym ze wzmiankowanym elementem wartościującym, też tyczącym pieniędzy, jest ich motywacyjna funkcja. Nie do końca ona jest rozeznana. Są i byli trenerzy uważający, iż o motywacji na pewnym poziomie wyczynu nie ma co mówić, jeżeli nie mówimy przy niej o pieniądzach. Najbardziej chyba dobitnie ten punkt widzenia znany jest z wypowiedzi Janusza Wójcika: „Kasa misiu kasa”. „Wójt” kiedy był trenerem Legii w latach 1992/94 zapewnił sobie u prezesa Romanowskiego, że 60% funduszu płac piłkarzy będzie częścią ruchomą wypłacaną przez trenera raz w miesiącu zależnie od stopnia zaangażowania zawodnika w trening i mecz. Wójcik był z tego rozwiązania bardzo zadowolony. Czas i pod tym względem zmienił zasady. Dziś gracze mają zagwarantowane wynagrodzenia, a premie są ustalane wyłącznie za uznane za priorytetowe zdobycze. I w Legii dostrzegliśmy ten dysonans w grze w Lidze Europy i na krajowym podwórku. I trudno się z Wójcikiem nie zgodzić, że przez kieszeń do serca. Bo można wierzyć, że każdy da z siebie wszystko, ale zwykły ogląd wskazuje, że nie każdy i nie zawsze. Można oczywiście zawodników karać za brak właściwej postawy, ale to się nie sprawdza w dorosłym piłkarskim życiu. Jednoczy drużynę przeciw karzącemu, a gdy tym kimś jest trener, to staje się ciałem obcym i wcześniej niż później wypada z gry. Przy czym o ile tę pewność dochodową można zrozumieć w odniesieniu do graczy dojrzałych, to w stosunku do młodych aplikujących do gry w pierwszym zespole jest ona całkowicie niezrozumiała. Bo podstawową zasadą powinno być: tyle zarabiasz, ile dajesz drużynie. A nie to w jakiej drużynie występujesz. Jak przeczytałem w tym względzie wypowiedz Żewłakowa, iż młodzi przychodząc do Legii muszą dobrze zarabiać, to nie mogłem uwierzyć. Bo to Legię sprowadza do roli dojnej krowy, która każdemu daje tyle ile on chce, a nie tyle na ile zasłużył. Dla młodego samo przyjście do Legii powinno być zaszczytem, wskazaniem perspektywy rozwoju piłkarskiego, w tym finansowego. Skracając tę drogę, młodych demoralizujemy i demotywujemy. A  wpływ trenera ograniczamy do wychowawczych pogaduszek.

O tym, że analitykom nie należy bezkrytycznie wierzyć.
Trener Berg często był powtarzał o każdorazowym przeciwniku Legii, iż jest on mocny. I wyglądało na to, że on w to wierzył, bo stosował taktykę w zamyśle dla rywali destrukcyjną. Oczywiście żadnego przeciwnika nie należy lekceważyć, lecz uznawanie każdego za mocnego to zbytek łaski. Bo jakie kryteria do tego przyjmowano? Że umieją kopać piłkę, że biegają po boisku, że nieźle się bronią. Tylko że rzeczą analityków i trenera jest odpowiedz na pytanie: na jakim poziomie to czynią. Czy na naszym, czy na niższym, czy może na wyższym? I dopiero po daniu sobie odpowiedzi, można konstruować plan taktyczny. Niestety nasza gra niezależnie od klasy rywala zakładała zniwelowanie jego silnych stron, co mocno ograniczało poczynania ofensywne naszej drużyny i w efekcie stało się przyczyną wielu przykrych i niezrozumiałych porażek. I tu moje osobiste zdanie na temat nadmiaru techniki w piłce w omawianym kontekście. Kiedyś choćby za czasów Gmocha miał on do dyspozycji arkusze ocen i magnetofon i jego analizy były bezbłędne. Dziś mamy do czynienia z kamerami i przede wszystkim komputerami, które rozbierają grę drużyny i zawodników na setki kombinacji. Tylko że nie są w stanie ocenić jaki poziom gry dana drużyna prezentuje w stosunku do naszej. A przecież to po to są te wszystkie analizy. Trener Urban nie chciał w sztabie żadnych analityków. Jak miał mieć takich, co to komputer dla nich bożkiem, to trudno go nie zrozumieć.

O tym, że gra w piłkę nożną polega na jej praktykowaniu.
Na jesieni 2015 roku coraz częściej odmieniało się na wszystkie przypadki słowo: zmęczenie. Ilość o tym padających słów była wprost proporcjonalna do coraz gorszych wyników. Słowa praca, trening, zastępowano słowami wypoczynek, odpoczynek, danie wolnego. To zakrawało na paranoję. Bo przecież piłkarz jest po to, aby grać. Obowiązkiem trenera jest go tak przygotować, żeby grał. Im więcej gra tym dla niego lepiej. Rytmu meczowego niczym nie da się zastąpić. Bo piłka nożna to nie siatkówka. Ażeby na pewnym poziomie grać, to trzeba ją na boisku praktykować. Widać to dobitnie po tych, co wracają do drużyny po kontuzjach. Muszą rozegrać kilka meczów, aby wrócić do tej jakości gry, jaką prezentowali przed kontuzją. W dawnym wojsku kapral po zawodówce wiedział, że jak żołnierz dostał przepustkę na trzy dni, to po powrocie przebiec tyle kilometrów w odpowiednim tempie ile jego koledzy mógł dopiero po kilku dniach. I w tym kontekście nie można nie poświęcić kilku zdań osławionej rotacji. Nieważne kto gra, ważne żeby drużyna wygrywała. Lekarze np. Legii i Lecha są zgodni. Do gry w rytmie dwa razy w tygodniu organizm musi zostać dostosowany. Inaczej mówiąc: tylko grając w tym rytmie możemy założyć, że procesy zmęczeniowe u konkretnego gracza nie będą mu przeszkadzały w pokazaniu swoich umiejętności. Inaczej tego się nie osiągnie. Trener Berg jesienią 2014 roku przespał sprawę i rok później musiał zaczynać od początku. Wielu trenerów wierzy w magiczną suplementację. Postęp medycyny w dziedzinie farmaceutyki jest tak duży, że rzeczywiście są one w stanie w krótkim czasie zniwelować negatywne skutki dużego wysiłku. Tylko że nie zastąpią one dobrego przygotowania motorycznego, bo takie cechy jak szybkość wytrzymałościową trzeba wytrenować, od prochów jej nie przybędzie. A to motoryka warunkuje skuteczność taktyczną drużyny. Na nic wymyślne sposoby gry, kiedy nogi nie niosą.

O tym, że poprawa w buzi to jeszcze nie poprawa w grze.
Dziś piłka nożna stała się grą w dużej mierze opartą o przygotowanie fizyczne, które zniwelowało pamiętaną jeszcze przeze mnie grę na całym boisku do gry na tzw. małej przestrzeni, czyli na 1/3 jego powierzchni. Wymaga ona szybkich i zdecydowanych decyzji. Zależą one wbrew pozorom mniej od woli, a bardziej od umiejętności technicznych, spośród których szalenie ważna jest gra w tłoku. Dylematem współczesnej piłki jest więc coraz większa przewaga wytrzymałości i szybkości nad techniką. I ten problem w rozwoju piłki trzeba będzie jakoś rozwikłać. Gdyż techniki uczy się najpierw, kiedy przyszły piłkarz jest jeszcze nieukształtowany fizycznie. Kiedy zaczyna być przygotowany ogólnie mówiąc atletycznie, jego wcześniej ukształtowane umiejętności techniczne stają się nieadekwatne do szybkości i siły. Do tego zauważamy, że i nawet te nazwijmy je stacyjne umiejętności techniczne zostały wpojone marnie. Inaczej trudno wytłumaczyć, że nawet w sytuacjach statycznych wielu piłkarzom piłka odskakuje przy przyjęciu, nie potrafią oni jej podać z odpowiednią siłą, na właściwą odległość, z potrzebną siłą. Przy takich niedoszkolonych zawodnikach drużyna się męczy, zawodnicy nie mają radości z gry i nie ma też wyników. W takiej sytuacji był też Janusz Wójcik, który jesienią 1992 roku otrzymał zespół z wieloma niedoszkolonymi technicznie zawodnikami. Mówił on: ”Kazałem im bez końca – niektórzy się buntowali, twierdząc, że to nużące – ćwiczyć najprostsze uderzenia. Bo chociaż techniki na tym poziomie nie można nauczyć, to jednak wszędzie na świecie szlifuje się ją w ten właśnie sposób, wyrabiając w graczach podstawowe odruchy piłkarskie”. Ale to też trzeba ćwiczyć i trzeba tego chcieć. A nie tylko opowiadać jak to chcemy wygrywać i że się poprawimy. Chyba na buzi. Więc na koniec kolejny sparafrazowany mało intelektualny dowcip: ”Trener mówi do zawodników Legii: który nie chce dziś trenować, krok do przodu. Wszyscy oczywiście wystąpili, poza Sa. Trener wielce zdziwiony. A ty Orlando, chcesz ćwiczyć? Nie trenerze, ale mi się nie chce nawet zrobić tego kroku do przodu”.

Dyskusja (2)
1czwartek, 12, listopad 2015 12:04
dalkub
Zbyszku całkiem fajnie napisane, ale z kilkoma punktami sie nie zgadzam i tak:

1. Akapit numer 1 - tak jestem bardzo za systemem motywacyjnym, szczególnie przy polskim charakterze, który nie sprzyja metodycznej i ciężkiej pracy niestety, szczególnie u młodych, ale niestety ktoś wymyślił kogoś takiego jak "managiery", którzy to zajmują się przede wszystkim dojeniem kasy dla siebie i swoich podopiecznych - stąd trudno znaleźć zawodnika młodego co przyjdzie do Legii dając mu znacznie mniej niż gdzieś indziej
4. Akapit numer 4 - tu się zupełnie nie zgadzamy - granie na krótkim polu gry jak to ma teraz miejsce wymaga przede wszystkim dużej techniki i operowania piłką - wytrenowanie nie podlega żadnej dyskusji i to że zawodnik ma być szybki wytrzymały silny itd. operowanie piłką na małej przestrzeni jest trudniejsze niż rozstawienie się szeroko. Najlepsze drużyny składają się przede wszystkim z zawodników o odpowiedniej technice, a następnie o odpowiednich predyspozycjach motorycznych. Tylko że te treningi trzeba umieć połączyć, rozwijając jedno i drugie
2czwartek, 12, listopad 2015 16:34
Zbyszek
@Dalkub.
A gdzieś Ty dostrzegł różnice pomiędzy nami Smile. Toż to nie tylko pełna zgoda, ale jak u Adasia Wieszcza "Kochajmy się ". Jak chcesz się ze mną pospierać to daj mi więcej powodów Smile. Pozdrawiam serdecznie.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.