- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
-
Zezem. W kalejdoskopie cz.13.
Batman redivivus co w dowolnym tłumaczenie oznacza, że dyskusja o kształcie Ekstraklasy i systemie rozgrywek powraca. A udział w niej biorą, jak na razie solo w luźnych dyskusjach ze studentami SGH dwaj współwłaściciele Legii Warszawa. Obaj uważają, że obecny system rozgrywek jest niedobry i należy go zmienić.
Ponieważ panowie poglądów najwyraźniej nie uzgodnili, to pan Leśnodorski chciałby powrotu do dawnej rzeki, a więc 16 zespołów i 30 meczów, bez dogrywek, co uzasadnia faktem, że piłkarze Legii grają za dużo meczów w sezonie i są przemęczeni, zaś pan Mioduski pragnie, aby Ekstraklasa liczyła 12 drużyn, które by grały 3 rundy plus po podziale mecze finałowe, co uzasadnia tym, że na meczu z Łęczną było 8 tys. ludzi, co przyniosło straty finansowe i że ludzie są znużeni oglądaniem Termaliki, a nie są Lecha i Wisły. Tym samym jego zdaniem Legia powinna rozgrywać 38 meczów ligowych w sezonie, o 1 więcej niż dotychczas. Pan Leśnodorski ma na uwadze aspekt sportowy, a pan Mioduski finansowy. Oczywiście nie odbieram obu Panom prawa do własnego zdania, aczkolwiek wolałbym, aby je uzgodnili pomiędzy sobą, czyli aby prezentowali publice, że mają zdefiniowany pogląd na to, na czym zasadza się interes Legii Warszawa, gdyż to co mówią jest zdecydowanie rozbieżne.
Ja miałem zdecydowanie korzystne zdanie o panu Mioduskim, lecz teraz po jego ostatnich wypowiedziach nie wiemczy nie powinienem go nieco zweryfikować. Bowiem wymienił on tylko jako drużyny 'publikodajne' Wisłę i Lecha. Chciałbym się dowiedzieć jakie inne drużyny by do Ekstraklasy przydzielił, rozumiem, że drogą swojej decyzji, aby mógł być zadowolony? Z kontekstu wypowiedzi wynika, że najpierw te z Łodzi. Tylko jak by przymusił kibiców, aby na te mecze zechcieli pójść? Tu refleksja ogólniejsza, mianowicie myśl człowieka nie ma żadnych przeszkód, aczkolwiek np. C.G.Jung fantazjowania do myślenia nie zalicza i można sobie wymyślić kwadratowe koło, perpetuum mobile czy zamianę żelaza w złoto. Po co? Nie wiadomo. Gdyż np. zamiana żelaza w złoto oznaczać będzie tylko to, że złoto spadnie z ceny, a żelazo zdrożeje i trzeba będzie marzyć o zrobieniu operacji odwrotnej i tak w koło Macieju. A tu rzeczywistość skrzeczy i wdziera się poważna obawa o stan finansów klubu. Tą drogą się go nie naprawi. Piłka nożna w wydaniu ekstraklasowym to produkt wymagający takich samych zabiegów, aby był sprzedawany, jak każdy inny.
Przede wszystkim musi być uznany przez klienta jako jemu potrzebny. Drogi to tego celu są różne, ale żadna nie wiedzie poprzez reglamentację. I nie w zmianach liczby drużyn i ilości rozgrywanych meczów recepta na odwrócenie trendu spadkowego, gdyż problem nie dotyczy tylko Legii, ale całej naszej piłki nożnej. Spada nie tylko liczba widzów na trybunach, ale też liczba telewidzów, ze średniej 183 tys. w sezonie 2013/2014 do 122 tys. w sezonie 2014/15. W tym czasie wartość medialna Ekstraklasy wedle Pentagon Research spadła o 170 mln zł, a więc aż o 27%. T-Mobile straciło 29%, a Canal+ aż 63 %. Jak podaje pan Pawlukiewicz z Pentagon Research w rozmowie z Michałem Zachodnim: ”Taka sytuacja zmniejsza wiarygodność Ekstraklasy jako platformy komunikacji marketingowej. Na tle innych rozgrywek ligowych już teraz można mówić o kryzysie wizerunkowym Ekstraklasy. Jest ona postrzegana gorzej niż liga siatkarska, żużla lub piłki ręcznej. Wyniki naszych badań to potwierdzają”. W tłumaczeniu na polski oznacza to, że publiczność odwraca się tylną częścią ciała od piłki nożnej. Co można było przewidzieć, gdyż od wielu lat to telewizja rządzi umysłami i steruje potrzebami ludzi, czyli jak czegoś nie ma telewizji to tego nie ma tego w ogóle. I to w telewizji dostępnej za darmochę dla każdego. Czy to się komu podoba czy nie.
A te telewizje odarte przez monopolistę z możliwości popularyzowania piłki, pokazują to czego im nie zabroniono, choćby więc patologie stadionowe i te poza stadionem sprawiane przez kibiców, na przykład ekscesy, zamieszki, burdy, bójki, co żadną miarą splendoru piłce nie przynosi. Kiedy zapytamy napotkanego na drodze człowieka czy poszedłby na mecz piłkarski to przeważnie odpowie, że nie i uzasadni to tym, że poziom żałosny, a na stadionie bandyterka. Gdzie te czasy, że na tych co mieli szczęście kupić bilet i pójść na mecz patrzono z zazdrością i pytano o to jak nasi grali, gdyż wynik znał każdy. Więc nie w mieszaniu w systemie rozgrywek metoda, gdyż od niego chętnych do odwiedzania stadionów nie przybędzie, ani nastawienie publiczności szerokiej się nie zmieni. Tu pozwolę sobie omówić niektóre poglądy Stefana Kisielewskiego, które do omawianego zagadnienia pasują jak ulał. W cyklu „Rozszczepiamy włos na czworo” z tomiku „Rzeczy najmniejsze” twierdzi on, że wraz z rozwojem cywilizacji wzrastają i ludzkie potrzeby. Nie możemy więc rozbudzać ludzkich potrzeb, jeżeli nie jesteśmy przygotowani na ich masowe, sprawiedliwe zaspokajanie. Człowiek ma potrzeby fizyczne i duchowe albo jak to On ujmuje, utylitarne i bezinteresowne. Potrzeby utylitarne to te związane z pożywieniem ubraniem, mieszkaniem itp., zaś te bezinteresowne to m. innymi udział w oglądaniu sportu. Kolejność tych potrzeb określa się następczo, najpierw zaspokajamy te utylitarne. Nazywa on to psychologią konsumenta. W tym kontekście rozprawia się z mitem pieniądza, pisząc: ”Jedną z właściwości różniących człowieka od zwierząt jest jego zdolność do tworzenia symboli i skłonność do stałego posługiwania się nimi. Jednym z takich rozpowszechnionych w praktycznym użyciu symboli jest pieniądz. Pieniądz symbolizuje pracę, pożywienie, najrozmaitsze rodzaje energii. Człowiek wymyślił ten symbol dla wygody, lecz z czasem zapomniał, że pieniądz jest jego, człowieka wytworem, a zaczął przypuszczać, iż żyje on własnym życiem, według własnych praw. To rzekome usamodzielnienie się praw pieniądza, dostrzeżenie w pieniądzu jakiegoś demona, który działa tak jak chce i któremu należy być posłusznym, stało u kolebki wszystkich kryzysów gospodarczo- społecznych jakie znamy. W istocie przyczyna ta jest absurdalna: nie może symbol żyć własnym życiem, w oderwaniu od treści, które symbolizuje”. Radziłbym naszym współwłaścicielom, aby zadumali się nad słowami „Kisiela” i poczęli myśleć innymi kategoriami: popularyzacji piłki, sukcesu sportowego, stworzenia prawdziwie sportowej atmosfery - wtedy pieniądz sam przyjdzie. Od pozornych ruchów i pseudo zmian jego nie przybędzie. Nie wymyślicie Panowie „kamienia filozoficznego” rozwiązującego wszystkie problemy, a od szukania natchnienia w pustym pokoju /tym od „Kubusia Puchatka”/ lepszy jest ogląd tych, którym się udało i otoczenia, w jakim to uczynili. Tam nikt tak szybko nie pomniejsza ilości drużyn, gdyż wie, że jak się kapitałowi ogranicza przestrzeń do działania to on się nie rozwija i jak się samemu zamyka w piwnicy to towarzystwa się nie znajdzie.
Znowu muszę wrócić do „Kisiela”. Fragment poniższy jest jedną z moich prawd życiowych. Pisze On: ”Prawa przyrody istnieją w świecie zewnętrznym obiektywnie poza umysłem ludzkim, są słuszne i obowiązujące niezależnie od tego czy umysł ludzki zapozna się z nimi czy nie. Prawa fizyki, matematyki, chemii zawarte są w świecie potencjalnie, poza człowiekiem. Elektryczność, zasady ciążenia, pierwiastki istniały w przyrodzie również wtedy kiedy człowiek o nich nie wiedział. Umysł ludzki nie stwarza praw przyrody, lecz je odkrywa, wynalazki zaś polegają na wyzyskaniu i zastosowaniu przez człowieka odkrytych praw, na ich przekształceniu w energię /uzupełniam: do działania/. Świat bez człowieka też by istniał”. Więc dodam: jak już ten człowiek jest, to niech najpierw nie psuje, a naprawia tylko to na co naprawdę ma wpływ. Inaczej mówiąc, niech nie odkrywa dawno odkrytej Ameryki. Jednym z takich odkryć poprawiających efekty jego działalności w każdej dziedzinie jest odkrycie szkodliwości wszelkich monopoli. Pierwsi uczynili to w czasach nowożytnych Amerykanie, aczkolwiek już Rzymianie temu zjawisku przeciwdziałali. W 1890 roku na wniosek senatora J. Shermana uchwalono w USA ustawę, która uznała za nielegalne monopolizowanie działalności gospodarczej: ”Każda osoba, która będzie działać monopolistycznie, albo zawierać tajne porozumienie z innymi w celu monopolizacji jakiejkolwiek części produkcji lub wymiany handlowej, winna jest przestępstwa”. Na podstawie tej Ustawy Sąd Najwyższy USA w 1911 roku orzekł, że Standard Oil i American Tobacco naruszyły tę ustawę i nakazał rozwiązanie tych firm poprzez ich podział. Np. Standard Oil zostało podzielone na 34 części. Dotychczasowy właściciel John David Rockefeller zachował 20% dotychczasowej firmy, a w innych miał udziały. Nowi właściciele wykupili te udziały w ciągu kilkunastu lat i dzięki temu on stał się najbogatszym człowiekiem i założycielem rodu bogaczy. Sam stał się przez to gorącym zwolennikiem demonopolizacji i filantropem. W tychże Stanach w 1914 roku na mocy ustawy Claytona zakazano zmów cenowych prowadzących do osłabienia konkurencji, a więc umów wiązanych, wyłączności handlowej, połączeń poziomych i wspólnych dyrekcji oraz utworzono Federalną Komisję Handlu, której zadaniem jest prowadzenie dochodzeń przeciw firmom winnym monopolizacji m. innymi w drodze łapownictwa czy wyrządzania szkody klientom poprzez sprzedaż towarów złej jakości oraz reklamę polegającą na oszustwie. Jako przyczyny monopolizacji wymienia się:
- prawne patenty, zezwolenia, licencje
- wyłączną własność zasobu, który nie ma innego substytutu,
- wyłączność sprzedaży produktów,
- ochronę państwa.
Dziś nawet w Polsce na uczelniach ekonomicznych uczy się studentów pierwszego roku dlaczego monopole są głównym hamulcem rozwoju i szkodzą gospodarce. Niszczą one konkurencję, ograniczają dostęp do towarów i usług , a wskutek krótkotrwałego uzyskiwania wynikających z pozycji monopolisty zysków zwiększają koszty i zabijają skłonność do innowacji. W ten sposób działają także na własną zgubę.
W dziedzinie o której piszę mamy do czynienia z monopolem w postaci wyłączności Canalu + na pokazywanie Ekstraklasy w telewizji ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami. Można by rzec, że wielu dzięki ciężkiej pracy osiągnęło sukces, ale poniektórzy ciężko pracują na swój upadek. Skutki monopolu C+ są nadto widoczne: spadek oglądalności, spadek widzów na stadionach, rozwiązanie umów przez sponsorów strategicznych Ekstraklasy i wielu klubów. Ja nie bardzo rozumiem, że właściciele Legii, ludzie wywodzący się z biznesu nie protestowali przeciwko takim rozwiązaniom nie tylko ze względów zasadniczych, ale i takich prozaicznych czyli finansowych. Czy naprawdę dla Legii taka sytuacja w jakiej się znalazła jest komfortowa? Owszem, otrzymuje Legia corocznie ponad 10 mln zł. Tylko czy rekompensuje stagnację dodatkowych wpływów od reklamodawców, inwestorów itp. podmiotów?
Legia popadła w to co się nazywa pułapką średniego rozwoju. Owszem, w przychodach uczyniła znaczący postęp pomiędzy 2011 a 2013 rokiem, z 67 mln zł do 114 mln zł, ale już w 2014 dochód wzrósł tylko o 1 mln, do 115 mln zł. Jak będzie w roku bieżącym do końca nie wiadomo, ale jak uda się utrzymać poziom z roku 2014 to będzie dobrze. Stare powiedzenie głosi, że nieobecni nie mają racji. Parafrazując można powiedzieć, że nieobecni w mediach, czyli nieobecni na rynku ponoszą straty. Ja wiem, że to płacz nad rozlanym mlekiem, ale musimy mieć świadomość, że sytuacja w jakiej znalazła się nasza piłka klubowa jest drogą wiodącą ją do upadku i poważni właściciele wielkiego klubu nie mogą szukać pozornych i doraźnych rozwiązań, ale widząc problem w całej jego złożoności, powinni próbować zmieniać rzeczywistość w myśl prawideł nią rządzących.
Poruszyłem tylko jedną kwestię, wedle mnie zasadniczą, ale żadną miarą nie przydaję sobie nieomylności, a wręcz odwrotnie życzę sobie, Państwu i przede wszystkim Legii Warszawa i wszystkim klubom piłkarskim w Polsce, abym się mylił.
Zacznę od rozbawienia, jakie wywołało we mnie stwierdzenie p. Mioduskiego, że to niby czas zacząć dyskusję o zmianach w Ekstraklasie. Nie wiem dlaczego jaśnie wielmożny nie raczył zauważyć, ale takowa dyskusja trwa od dwudziestu paru lat. A pewnie i dłużej, przy czym czasów wcześniejszych czynnie nie pamiętam, a nie mam akurat pod ręką nikogo, by spytać. Niektóre efekty tej dyskusji są od czasu do czasu wcielane w czyn, po czym dość szybko i najczęściej kompletnie bezrefleksyjnie, bez cienia analizy, doszukania się co przyniosły dobrego, co złego, odsyłane na śmietnik historii. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie inaczej stanie się z projektem ESA37. Dziwi mnie to o tyle, że - jeśli dobrze pamiętam - władze Legii, a szczególnie p. Leśnodorski był jednym z głównych orędowników i inicjatorów tego pomysłu.
I co, teraz nagle, po ledwie dwóch latach, zwijamy ożaglowanie? Bo...? Bo Legii idzie "źle" i zajmuje "dopiero" drugie miejsce w lidze, a w LE pokazała się z niezbyt kolorowej strony? Och, jasne. Dobro własnego klubu rzecz święta i trudno mieć do jakiegokolwiek prezesa pretensje, że właśnie nim się kieruje. Warto by jednak pamiętać, że choć system rozgrywek jest kwestią istotną, daleko mu przecie do tych najistotniejszych. Żadna, najgenialniejsza nawet idea ilości zespołów i sposobu układania terminarza nie uchroni człowieka (i klubu) przed rażącymi błędami w podobie zwalniania dobrego trenera, zastępowania go "wprowadzaczem standardów" (!?!), po czym wywalania tego ostatniego w trakcie rozgrywek i zastępowania go kolejnym z grubsza zagadkowym szkoleniowcem. A to przecież nie jedyne pomyłki obecnych władz Legii, prawda? Ja tego, rzecz jasna, nie piszę, by się z kogokolwiek naigrawać. Absolutnie. Uważam po prostu, że czasem miast szukać winy gdziekolwiek bądź, zdrowiej jest grzmotnąć się w klatę, przyjąć do wiadomości fakt popełnienia błędów, a co najważniejsze: wyciągnąć z tychże nauczkę.
Co zaś się tyczy "monopoli": sprytne, Zbyszku. Sprytne, bo teoretycznie z góry ustawia ewentualnego polemistę na pozycji idioty. W końcu tylko skończony gamoń gardłowałby w obronie monopoli, o ich szkodliwości wiedzą przecież nie tylko studenci pierwszego roku nauk ekonomicznych, ale w ogóle wszyscy jako-tako trzeźwo myślący ludzie.
Sęk pierwszy w tym, że zastosowanie określenia "monopolista" w odniesieniu do C+ - czy teraz nc+ - nie wytrzymuje starcia z logiką. Canal nie uzyskał swej pozycji wskutek jakiegoś średniowiecznego dekretu. Nie wykosił konkurencji nieuczciwymi, bądź po prostu nader agresywnymi działaniami rynkowymi. Nie. Konkurencja po prostu nie chce... konkurować. Jak przecież dobrze wiesz, sprzedaż praw do transmisji spotkań Ekstraklasy odbywa się podczas otwartych przetargów. Przetargi te odbywają się co czas jakiś i w zasadzie zawsze wyglądają z grubsza tak samo: już istniejący na polskim rynku nadawcy prężą medialne muskuły, mówi się o wejściu na ówże rynek jakiegoś nowego giganta, albo stworzeniu przez ESA własnego kanału, a koniec końców jakoś tak śmisznie wychodzi, że prawa zostają przy Canalu. Do niedawna powód tej cokolwiek zabawnej sytuacji był w miarę prosty: posiadanie praw do Ekstraklasy stanowiło warunek krytyczny istnienia francuskiego nadawcy na polskim rynku. Po prostu: nie ma ligi, nie ma Canalu. Trudno się zatem dziwić (raz), że Canal skłonny był płacić stawki zdecydowanie przewyższające medialną wartość rozgrywek (od lat Ekstraklasa zajmuje znacznie wyższą lokatę w zestawieniu najdrożej transmitowanych lig, niż w rankingi UEFA Coefficient). Trudno się zatem dziwić, że płacąc takie pieniądze, żądał wyłączności.
Wskutek takiej relacji wytworzyła się w naszej piłce dość specyficzna rzeczywistość ekonomiczna. Ogromna większość klubów lewą rękę wyciąga po kasę do Canalu, prawą do miasta (albo odwrotnie). Kibic stadionowy, płacący za bilety, kupujący oficjalne pamiątki i zasilający klubową kiesę w stadionowym cateringu jest w tym układzie elementem zbędnym. A nawet niemile widzianym. No bo przecież o takiego kibica trzeba zadbać. Zapewnić mu sensowny parking przed stadionem, a na stadionie czyste, wygodne krzesełko, smaczne, łatwo dostępne przekąski, no i - last but not least - jakieś emocje i choćby namiastkę poziomu na boisku. To wszystko kosztuje. Zarówno pieniądz, jak i starania. A po co się starać, skoro jedna rąsia tu, druga tam i jakoś do końca sezonu się przebieduje?
Sęk drugi w poziomie canalowej konkurencji, który jest, delikatnie rzecz ujmując, żenujący. Ja się co do zasady zgadzam, że lidze dobrze by zrobiły transmisje w telewizji otwartej. Niestety, trudno podejrzewać o chęć udostępniania takich transmisji kogokolwiek poza TVP. A jeśli Ekstraklasę mają "popularyzować" Włodzio, Darek i "młodzi" w stylu werbalnego onanisty Iwańskiego, to może niech ona lepiej pozostanie niepopularna.
Sęk trzeci: opisana nieco wyżej zabawna sytuacja niedawno uległa dwóm zasadniczym zmianom. Raz: po fuzji z nką sportowa oferta Canalu znacznie się poszerzyła. To już nie tylko czołowe zagraniczne rozgrywki piłkarskie (z tych bardziej popularnych brak im tylko Bundesligi), lecz także europejskie puchary. I to w bardzo szerokim wachlarzu. A poza futbolem: LM szczypiornistów, żużel, NBA, czy to śmieszne coś zwane MMA. Całkiem nielicho. Krytyczność warunku ewidentnie przestała obowiązywać. Zwłaszcza że... Dwa: jak sam piszesz, oglądalność Ekstraklasy leci na łeb, na szyję. Trochę w tym, rzecz jasna, winy samych Kanalarzy, którzy w ostatnich latach drastycznie obniżyli poziom obsługi ligi i zamiast jakości, poszli w "gimnazjalno-internetową" masę. Wszystkie te turbokozaki, ekstraklasypogodzinach, etc. - to mogłyby być naprawdę ciekawe dodatki. W żaden sposób nie zastąpią jednak treści. A treścią, która "od zawsze" trzyma(ła) abonentów przy tej stacji, był wysoki poziom komentarza i analizy. Był.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że te błędy - a bez wątpienia są to błędy - nie stanowią czynnika pierwotnego, a jedynie wtórną reakcję na pewien fakt. Otóż widz Ekstraklasy się wyraźnie starzeje, by nie powiedzieć: wymiera. Bądźmy szczerzy, Zbyszku: kto dziś się interesuje polską piłką ligową? Garść ledwie ludzi, na którą składa się mniejsza garstka młodocianych fanatyków, których futbol jako taki interesuje niewiele plus ociupinkę większa garstka fanatyków nieco starszych (takich jak my wszyscy chyba na tej stronie, choć za słowo "fanatyk" Senator trzepnie mnie pewnie w cymbał), których futbol interesuje... niewiele więcej. No bo - znów: bądźmy szczerzy - my tu sobie możemy pitolić skolka ugodna o taktykach, transferach, przygotowaniach, zagraniach, tym, tamtym, siamtym; rzadziej się zachwycać, częściej jojczyć i drzeć włosy z głowy, ale koniec końców i tak pójdziemy na następny mecz. A przynajmniej obejrzymy go w telewizji.
Tyle tylko, że na tych dwóch garstkach zbudować się niczego nie da. Znaczy niczego więcej, niż jest obecnie, a i utrzymanie istniejącego stanu z naturalnych przyczyn będzie wściekle trudne. Ludzie wchodzący obecnie w wiek produkcyjny - a więc dysponujący własnymi, świeżo zarobionymi pieniędzmi - są wychowani poza Ekstraklasą. A rozrywka, której szukają, jest łatwa, lekka i przyjemna. Niestety, zamiast kształtować ich gusta, możni naszej piłki postanowili im schlebiać. Tyczy się to zarówno Canalu z turbokozakami i ekstraklasamipogodzinach, jak i - niestety! - władz tych bardzo nielicznych klubów, którym wciąż zależy na kibicach.
I to ostatnie wydaje mi się znacznie bardziej istotne od tego, kto będzie ligę transmitował i czy wystąpi w niej 12, 16, 18, czy - w cholerę - 22 zespoły. To wszystko wątki poboczne. Wątkiem głównym pozostaje stopień zapełnienia trybun i sposoby na jego poprawę. A te, niestety, nader często bywają równie wadliwe, jak canalowe pomysły na rozrywanie publiczności wynurzeniami Kamila Kosowskiego.
Pamiętasz, Zbyszku, trzy kampanie promocyjne Legii ("truskawkową", "słoikową" i "krechową")? Wszystkie piękne. Pomyślane, dopracowane, widać że ktoś się przyłożył. Podobnie udane - zapewniam Cię (bo pewnie nie widziałeś) - były pomysły naszych, pasiastych marketingowców z westernem, żeglarstwem, czy rapującym Budzińskim. I co? Ano, za przeproszeniem, dupa. U Was z frekwencją kruchawo, u nas to już w ogóle wiatr hula po stadionie i krzesełka wywraca. Na mecz z Podbeskidziem, bezpośrednio po wygranych, wyjazdowych (!) debrach przyszło coś w kole sześciu tysięcy ludzi. Ledwie ponad 1/3 pojemności obiektu.
Pisałem na początku, że mnie p. Mioduski rozbawił. Ale też, niestety, przeraził. Tym passusem o Termalice. Wygląda na to, że jaśnie wielmożny zrozumiał, iż ludzi na stadion przy Łazienkowskiej nie przyciągnie ani rozanielony Olaf Lubaszenko, ani świadomość, że "mogą być nawet z X", ani upaćkana czarną farbą buźka Jakuba Rzeźniczaka (podobnie nikt nie przyjdzie na obiekt przy Józefa Kałuży zwabiony np. przystojną facjatą Wojciecha Stawowego obramowaną kowbojskim kapeluszem). I to mu się, rzecz jasna, chwali. Szkoda tylko, że teraz w roli "magnesu" upatrzył sobie... legijnych przeciwników. Nie da się - ot tak, z definicji - byście co kolejka grali z Wisłą, albo z Lechem, albo z kimś mniej renomowanym, ale za to akurat zajmującym miejsce lidera. vide Piast. Cudownie zmartwychwstały Widzew też niewiele by tu pomógł. A nawet, gdyby się dało, wracamy do kwestii kamienia filozoficznego: po co komu złoto w ilościach żelaza?
Pisałem też o tym, co moim zdaniem potrzebne przeciętnemu Kowalskiemu, by zostać kibicem. Dorzucę teraz do tych parkingów, cateringów i reszty rzecz w mojej opinii najistotniejszą: potrzebę bycia potrzebnym. Czytałem niedawno na Czarnej-eLce krotochwilną wypowiedź jednego z użytkowników o rzeszach (potencjalnych) kibiców przesiadujących w domu rzekomo ze strachu przed bandyterką. Nie wiem, może i faktycznie gdzieś się takie rzesze ukrywają, ja w każdym razie nigdy w życiu nikogo takiego nie spotkałem, choć - nie chwaląc się - zdarzyło mi się wyciągać na stadion pokaźne ilości ludzi. Owszem, wieloletnia medialna propaganda, przedstawiająca ligowe stadiony jako siedliska zła wszelkiego, na pewno robi swoje. Niemniej, mam nieodparte wrażenie, że przeciętny Kowalski wcale nie boi się oberwania w głowę, ani nadmiernych bluzgów (to już w ogóle, nie oszukujmy się, narodem językowych purystów to my, kurwa, nie jesteśmy). Znacznie bardziej zniechęca go kulturowa obcość kibicowskiego światka: od określonych postaw politycznych aż po kompletnie niezrozumiały dla postronnego obserwatora kodeks zgód i kos. Przede wszystkim jednak taki człowiek dostaje kompletnym odrzuceniem, obojętnością. Płaci naprawdę słono i co dostaje w zamian? Kiepski futbol? To by się jeszcze dało znieść. Nie oszukujmy się, na ten przykład na zwykle pełnych, przepastnych stadionach Bundesligi też nie co dzień odbywają się piłkarskie uczty. Parking dwa kilometry od bramki? Nieuprzejmych, opryskliwych typków z ochrony? Zimne, niesmaczne żarcie, po które trzeba stać w półgodzinnej kolejce? To też by się przypuszczalnie dało znieść, choć raczej z większym trudem. Przede wszystkim jednak: kompletny brak jakiegokolwiek sygnału z klubu o +/- takiej treści: "tak, Jasiu. Właśnie Ty jesteś tu potrzebny, mile widziany, kochany, szanowany, etc." Moim zdaniem dopóki takich sygnałów nie będzie, możemy sobie umyślać, że grać trzeba dwie kolejki więcej, albo cztery mniej; że transmitować winna ta, nie tamta stacja; itepę, itedę. Tyle naszego.
Ja staram się nie wchodzić w spór merytoryczny odnośnie kształtu Ekstraklasy, gdyż uważam,że to sprawa klubów i telewizji. Reforma polegająca na rozgrywaniu 37 meczów była wedle korzystna, gdyż zawodnicy im grają więcej tym lepiej,a w perspektywie potrzeba będzie więcej dobrych graczy co zmusi kluby do stawiania na młodzież.I właściwie poza Legią, Lechią i Wisłą to zaczyna tak działać.Też im więcej zespołów, w granicach rozsądku, tym lepiej , gdyż kapitał lubi przestrzeń do penetracji, a ponadto pozwala to na aktywizację większej liczby ośrodków piłkarskich. Dopiero w tej perspektywie można we właściwym świetle widzieć moje ówczesne , pełne poparcie dla poczynań Prezesa Leśnodorskiego.To on był wyrazicielem interesu Legii Warszawa. Moje stanowisko to był element elementarnej lojalności i wierności. Wyobraźmy sobie,że poszliśmy w gości z żoną i nasza połowica publicznie wyraziła swoje zdanie w jakiejś kwestii co spotkało się z wrogością adwersarzy.W takiej sytuacji psią powinnością męża jest stanąć po stronie żony, a nie jej oponentów i nie śpiewać w chórze jej wrogów. Inaczej człek nie miałby po co wchodzić do domu.Dziwiłem się,że trenerzy zamiast siąść do opracowania planów dostosowawczych, zaczęli od krytyki.Śmierdzące lenie i malkontenci.
Trafnie zauważyłeś,że ludzie piłki w Polsce ten temat wałkują od wielu lat i mówienie o nim w kontekście w jakim się wypowiadają współwłaściciele Legii świadczy,że oni o tych sporach nie wiedzieli czyli są ludźmi w futbolu przypadkowymi, którzy mówią o nim wyłącznie w kategoriach , które są im bliskie , a więc w kategoriach biznesu.A takie widzenie jest diametralnie różne od patrzenia na sprawę ludzi sportu.W końcowych scenach filmu "Piłkarski poker" jest kwintesencja tej zasadniczej różnicy. Trzeba tylko ją pod maską śmiechu dostrzec.
Monopol to jest stan faktyczny.Popełniasz błąd formalny utożsamiając legalność dojścia do pozycji monopolisty z jej aprobatą. Każdy monopolista / no prawie/ doszedł do niego legalnie co nie oznacza ,że monopolistą nie jest. Bowiem monopol ma charakter bądź naturalny/ własność, patent na wynalazek/, bądź instytucjonalny / licencje, zezwolenia, cła / , bądź wymuszony /wykup konkurencji lub jej upadek/. Przejawia się on w reglamentacji dostępu do towaru , usługi i/lub ustalaniu ceny bez rynku.I znowu ja tego nie oceniam ani pod względem prawnym , ani moralnym. W ogóle w dyskusjach o różnych czasem poważnych sprawach w Polsce zbyt często argumenty rzeczowe zastępowane są moralizowaniem.Ja monopole oceniam po skutkach, a te są w katastrofalne. Powiadasz,że każdy wie ,że monopole są zgubne i jakbyś to pisząc zamknął oczy. U nas i przecież nie tylko dążenie do osiągnięcia monopolu w jakiejś dziedzinie jest nagminne. W każdym polskim mieście widać ruiny pozostałości po monopolach. Ale i tak są naśladowcy uważający,że im na pewno się uda. Więc C+ jest monopolistą, który odebrał nawet sublicencje na pokazywanie meczów TVP i Polsatowi. Słusznie piszesz,że wielu ludzi nie wie o istnieniu piłki nożnej w wydaniu Ekstraklasowym. Tylko związku nie dostrzegasz..Dziś na rynku jest mnóstwo atrakcji i piłka nożna jest tylko jedną z nich.Więc musi walczyć o pozycję , a jej na rynku po prostu nie ma. Walkę o widza oddała walkowerem.
Piszesz o fachowości kanalarzy. Szkoda ,że nie dodajesz w czym.Wyobraź sobie,że jest znawca samochodów i on jest przedstawicielem Firmy sprzedającej samochody i wobec publiki powiada,że samochody tej marki mają blachę korodującą po paru latach,że części są tak marnej jakości , iż trzeba je co rusz wymieniać itd. itp . Fachura co się zowie , tylko od czego. Od zniechęcania. W każdym towarze można doszukać się wad, ale przecież można i zalet. Te zapchajdziury z C+ widzą tylko wady i odpychają widza. Obrzydzają mu produkt , który rzekomo mają sprzedać. W Firmie samochodowej o której wspomniałem byłby to ich ostatni wygłup . Pozostali by nadal fachowcami ,tylko na bruku.Jak,że inaczej wygląda to w Polsacie.Z siatkówki, która w świecie jest sportem niszowym zrobili najlepiej oglądaną dyscyplinę sportu. Potrafią ją rozreklamować, uczynić sportem modnym i dla szerokiej publiki. Podobnie jak gale bokserskie.U nich tego pseudo fachowego bełkotu jest minimalna ilość. Nie udają,że sport, który pokazują to dziedzina wymagająca szczególnej wiedzy czyli dla znawców.
W ten sposób w kolejnej dziedzinie wypadamy poza obrzeża cywilizacji stając się przedmiotem kpin i niebawem studiów nad odmiennością i co tu dużo mówić zapóźnieniem w rozwoju. W większości bowiem krajów piłka nożna jest sportem wiodącym, gromadzącym tłumy na stadionach i przed telewizorami, stale obecnym w najważniejszych mediach.Dlaczego zapytasz?. Bo piłka to przede wszystkim emocje. Kiedy ją się sprowadza do pewnego rodzaju umiejętności wiedzowych traci swój czar i staje się trywialnym i całkowicie zbędnym balastem, bez którego można żyć. Nawet lepiej niż z nim.
Najpierw się odniosę do ac, który nie pisząc o mnie bezpośrednio odniósł się do mojego zdania - tak nadal twierdzę że jest spora grupa ludzi, która chętnie przyjdzie na stadion, tak jak są grupy ludzi na meczach reprezentacji, piłki ręcznej, siatkowej - i jest tych ludzi coraz więcej. Co ich przyciąga? poziom przede wszystkim oraz to że czują się tam i bezpiecznie i są oczekiwani - czyli dokładnie to co pisze ac klub o nich dba. Dlatego nie rozumiem dlaczego Legia schlebia tym co płacą najmniej żądają najwięcej i powodują straty. Nie przyjdą ludzie na stadion tylko dlatego że będzie ich tam ktoś "całował po tyłku" - pobożne życzenie - nie będzie poziomu nie będzie frekwencji. Jednak kluczowe są jakość i bezpieczeństwo.
Teraz o monopolu - zgadzam się ale się nie zgadzam - przykład ligi siatkówki pokazuje że można rozgrywki zakodować i mieć rosnącą widownię - jest wszakże jedna różnica - to Polsat rozwijał ten sport razem ze środowiskiem i robi to nadal, a C+ tego od dawna nie robi, albo robi źle i niewystarczająco. Wymuszenie na klubie aby wydawał 10% tego co dostaje z C+ na szkolenie nie jest trudne, ale trzeba chcieć - takich przykładów można pokazać więcej.
Prawdą jest też to że jak się słucha komentatorów C+ to się ma wrażenie, że oni przede wszystkim opisują braki polskiej ligi w stosunku do innych, co zdecydowanie nie buduje pozytywnego odbioru. Szczerze powiem że jedyny pozytyw naszych tragedii narodowych było to że leciały mecze bez komentarza - wtedy było najlepiej.
Co do zarządzających Legią to ja mam na ich temat swoje zdanie i na razie nie dają mi powodów do zmiany, raczej mnie utwierdzają w moim przekonaniu. Główne przekonanie to że są to ludzie, którzy są w procesie uczenia się tego biznesu i nadal nawet nie skończyli podstawówki. Widać też że sporo pomysłów które wprowadzali i wydawało im się genialne, szybko uległy weryfikacji i tak genialne nie są - przykład to reforma ligi - Urban rozumiał że jak będzie więcej meczy to musi mieć szerszą kadrę, a tu nie było specjalnie ochoty na inwestycje, bo raczej prezes policzył że zagra kilka meczy więcej, wpadnie parę baniek i będzie cacy.
Mioduski - nie żebym go tłumaczył - rozumie ten biznes jeszcze mniej niż Leśny bo w tym nie jest na co dzień, ale szczerze to ja też uważam że kluby w stylu Termalica nie mają sensu. Dlaczego? ano że one nawet jak będą grały w LM nie przyciągną wystarczającej ilości kibiców - zrozumiał to Drzymała, zrozumiał to Rutkowski - że można sobie kopać bez kibiców w wiosce, ale na dłuższą metę sensu to nie ma, bo nie ma rynku.
Moim zdaniem zamiast kręcić przy ilości drużyn w lidze, choć ja uważam że stać nas jako rynek na 10-12 maks, to należy się zastanowić jak można podnieść poziom rozgrywek ligowych, aby dać impuls ludziom że warto wydać kasę na bilet. Ponieważ wiem że nikt rozsądny w ten sport nie zainwestuje - tym bardziej że inwestowani w jeden klub sens ma ograniczony, bo chodzi o podniesienie poziomu całej ligi - to należy skupić się na maksymalnie szerokim szkoleniu i dostarczaniu do tej ligi coraz lepszych młodych zawodników i to w hurtowej ilości - aby to się zadziało to musi się w to włączyć nie tylko C+ liga czy PZPN ale również państwo i samorządy - potrzebna jest infrastruktura, której kluby nie zbudują.
Reforma polegająca na rozgrywaniu 37 meczów była wedle korzystna
Ależ ja się w zupełności zgadzam. Wolałbym, co prawda, aby było to 38 kolejek rozgrywanych przez 12 zespołów Ekstraklasy (i tak samo na 2gim poziomie). Przestrzeni dla kapitału wciąż byłoby aż nadto, ośrodków miejskich w RP nie mamy znowuż tak wiele, a 24 kluby na szczeblu centralnym akurat odzwierciedlałyby obecny stan posiadania polskiego futbolu. Ale niech tam, co do zasady popieram pogląd "więcej grania = więcej korzyści".
To wszystko jednak, powtórzę się nieco, drugorzędne technikalia. Czy to będzie 16 ekip, czy 12, czy 18 grających "po bożemu" dwie rundy - mniejsza o większość. Tylko na coś się wreszcie zdecydujmy. Bo takie machanie chorągiewką absolutnie nikomu nie służy.
współwłaściciele Legii (...) są ludźmi w futbolu przypadkowymi
Mimo wszystko raczej bym ich tak nie określił. A nawet jeśli, cóż, byłby to nader szczęśliwy przypadek dla naszej piłki. Przy wszystkich błędach i pomyłkach tercetu M., L. i W., wciąż uważam, że stanowią oni znacznie lepszą opcję, niż gros "ludzi sportu" kręcących się wokół naszej piłki. Bo owi "ludzie sportu" to w przeważającej większości relikty poprzedniej epoki. Jednostki po uszy zanurzone w dawno zamkniętych realiach, kompletnie nieprzystosowane do funkcjonowania w jako-tako nowoczesnym społeczeństwie.
Przejawia się on (monopol - przyp. mój) w reglamentacji dostępu do towaru
No właśnie. Skoro więc nie chcesz oceniać rzekomego monopolu nc+ pod względami prawnymi i moralnymi (w sumie racja), zauważ że tu o żadnej reglamentacji nie ma mowy. Prawa do transmisji Ekstraklasy może nabyć każdy. Dosłownie. Każdy.
C+ jest monopolistą, który odebrał nawet sublicencje na pokazywanie meczów TVP i Polsatowi.
Po pierwsze, nie tyle odebrał, co tak Polsat, jak i Publiczna nieprzesadnie były zainteresowane ich utrzymaniem. Po drugie, chwilę później "podzielił się" z szeroko dostępnym Eurosportem. I co? Coś to dało?
Piszesz o fachowości kanalarzy. Szkoda ,że nie dodajesz w czym.
Nie no, czekaj. Kurczę, nuży mnie trochę występowanie w roli adwokata Canalu (zwłaszcza że żadnych profitów z tego tytułu nie osiągam
OK, można się zżymać na pana Wieszczyckiego, któremu nie podoba się nic poza fasonem własnej koszuli. Na pana Mielcarskiego, któremu nie podoba się nic poza Wisłą Kraków. Na pana Kosowskiego, który przez całą karierę zawodniczą uparcie powtarzał, że meczów, w których nie gra, nie ogląda, a teraz robi za eksperta. Na pana Przytułę, który kilkakrotnie już podejmował próby pracy trenerskiej na coraz to niższych poziomach, za każdym razem ponosił sromotną klęskę, a i tak czuje się mocen i upoważniony do oceny pracy szkoleniowców Ekstraklasy (ba, Ligi Mistrzów też!). Itepę, itedę. Głupio jednak, moim zdaniem, zapominać o tym, iż w czasach, gdy o pokazywaniu sportu nikt w Polsce nie miał bladego pojęcia, przyszedł Canal i pozamiatał.
No i wreszcie: można pracować w salonie Fiata i wciskać ludziom ciemnotę, że sprzedawane tam samochody nigdy nie pordzewieją. Ale w ten sposób jedynie traci się własną wiarygodność.
Bo piłka to przede wszystkim emocje. Kiedy ją się sprowadza do pewnego rodzaju umiejętności wiedzowych traci swój czar
Nie zgadzam się. Zmieniwszy na chwilę boisko: można grać na gitarze tak, można też inaczej. Obie szkoły mają swoich wielbicieli (mnie tam np. pasuje i jedna, i druga
Zresztą, kwestie telewizyjne są, moim zdaniem, trochę fałszywym tropem. Modę na siatkówkę nie nakręcił Polsat, tylko Lozano zdobywając srebro w Japonii. Polsat tylko w odpowiedniej chwili wyniuchał koniunkturę i dalej to poszło. Piłka nożna w naszym kraju ma wyjątkowo zepsutą opinię. Wojna Tuska z kibolami, za którą poszła bardzo negatywna kampania tzw. mainstreamu zrobiła swoje. W dodatku brak jakichkolwiek sukcesów reprezentacji w ostatnich latach zniechęciły naprawdę bardzo wielu ludzi. Teraz, mam nadzieję, to się zmieni głównie dzięki Nawałce i jego ekipie.
nie będzie poziomu nie będzie frekwencji. Jednak kluczowe są jakość i bezpieczeństwo.
Gdybyś miał rację, naprawdę należałoby zwijać żagle. Bo tak: bezpieczeństwo już mamy. Po prostu. To nawet nie jest kwestia porównania sytuacji obecnej z, na ten przykład, mrocznymi latami 90tymi, gdy wyjście na mecz naprawdę oznaczało ryzyko poważnego uszczerbku na zdrowiu. Rzecz w tym, że dzisiaj takie ryzyko jest na stadionie równie niskie - a często nawet znacznie niższe - niż w wielu innych, masowo odwiedzanych punktach każdego miasta. Co zaś się tyczy poziomu, to go nie mamy i w przewidywalnej przyszłości mieć nie będziemy. Nawet gdyby wskutek rozsądnych działań powodujących stabilny rozwój udało się Ekstraklasie doszlusować do, powiedzmy, ligi belgijskiej (w miarę osiągalny cel), czy nawet francuskiej (ambitnie, ale z czasem też chyba do zrobienia), nadal o pstryk pilotem, względnie niedługą podróż lotniczą będziesz miał La Ligi, Bundesligi, Premier League'i i inne takie, które też przecież w miejscu stać nie będą. W siatkówce, czy ręcznej (z całym szacunkiem dla obu pięknych dyscyplin) da się w kilka lat dobić do kontynentalnej i światowej czołówki. W futbolu nie. I lepiej się nie oszukiwać, że się da.
Na szczęście racji nie masz. O bezpieczeństwie już pisałem. A poziom nie zawsze najwyższy mają także w ligach znacznie tłumniej oglądanych, niż Ekstraklasa. Dlatego wciąż uważam, że kluczowa w całej hecy jest kwestia tego, jak to estetycznie określasz, "całowania po tyłku". Co przyciąga ludzi na mecze siatkówki? Poziom? Jesteś pewien? Bo ja mam silne wrażenie, że teraz jak teraz, ale jeszcze parę lat wstecz gdyby tak zapytać wszystkie te śliczne panie i sympatycznych panów dlaczego po "raz, dwa, trzy!" nie krzyczy się "cztery!", mieliby pokaźny problem. Ale wcale im to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Wystarczała im świadomość bycia "najlepszą publicznością na świecie" (budowana, swoją drogą, w ostrym kontraście do futbolu, a właściwie do wyobrażeń o nim) plus brak praktycznie jakichkolwiek bądź wymagań. Aby załapać się do tej "n.p.n.ś." nie trzeba było ani rywalizować z jakimś siatkarskim Mortem o miano najbardziej zaangażowanego, ani deklasować ichniejszego Monrooe'a na polu wiedzowym. Wystarczyło być, klaskać, krzyczeć i cmokać do kiss-cama. Tyle, że...
Polsat rozwijał ten sport razem ze środowiskiem i robi to nadal
Ależ jasne. Cześć mu za to i chwała, naprawdę dobra robota. Problem w tym, że i solorzowa telewizja, i w ogóle cały świat polskiej siatkówki musiał się w nowożytnej historii mierzyć zaledwie z jednym poważniejszym "kryzysem wiary". Te parę lat temu, gdy dyskutowano o zamykaniu ligi i nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, okazało się, że "najlepszej" krzyki, piski i kiss-camy nie wystarczą. Że chcieliby czegoś więcej, mianowicie realnego wpływu na kształt rozgrywek. Wtedy jeszcze udało się temat ogarnąć. Ale jak będzie następnym razem? A jeszcze następnym?
Wymuszenie na klubie aby wydawał 10% tego co dostaje z C+ na szkolenie nie jest trudne
Trudne nie jest. Jest za to kompletnie bezcelowe.
kluby w stylu Termalica nie mają sensu
Dla Ciebie nie. Dla mnie też raczej wątpliwy. Za to dla mieszkańców Niecieczy i szeroko rozumianych okolic - ogromny. Przecież oni po dekadach, gdy już ten ich klub dawno zdąży zniknąć z piłkarskiej mapy Polski, będą wnukom opowiadać, że tu kiedyś była Ekstraklasa. Dlaczego im tego zabraniać? W imię słabo sprecyzowanych interesów Legii? Paradne.
aby to się zadziało to musi się w to włączyć nie tylko C+ liga czy PZPN ale również państwo i samorządy - potrzebna jest infrastruktura, której kluby nie zbudują.
Moim zdaniem głównie państwo (w sensie infrastrukturalnym) i PZPN. Pojedynczy Mioduski, Filipiak, czy jakiś inny Malinowski może skisnąć od starań, a i tak nic nie zdziała. Tymczasem państwo ma to generalnie w trąbie, a PZPN opędza temat prowizorkami w typie limitu dla nie-Unitów, a jednocześnie np. centralizuje 3ci poziom (rrrany, co za nonsens...). Dopóki tak dalej będzie, możemy sobie pitolić i pitolić.
oprócz prawdy obiektywnej istnieje coś takiego jak percepcja - percepcja ludzi jest taka że na stadionie nie jest bezpiecznie. Dlaczego - ano dlatego że się pokazuje i nagłaśnia burdy, ustawki, biegających nożowników po Krakowie, bandytów w szalikach bijących młodzież albo napadających na siebie, do tego spalone wozy transmisyjne burdy na marszach niepodległości. Samo to że ty wiesz i ja że generalnie jest cool nic nie zmieni, dopóki np. moja matka tego nie przyjmie do wiadomości i nie będzie mi gadać jak biorę córkę na stadion.
Moim zdaniem nie tyle może poziom a stopniowy i zauważalny jego wzrost, samo lizanie i kopanina nie wystarczą, choć zdecydowanie pomogą
Wydanie kasy na szkolenie o ile wyda ją się w odpowiedni sposób jest zawsze celowe
Nie wiem czy dla Niecieczy jest to ważne czy nie, ale wiem że do żadnej rozsądnej i finasującej się ligi klubu ala Nieciecza nikt nie przyjmie - bo po co? dla ilu osób?
co do tych kibiców siatkówki - to ja generalnie chciałbym tych cmokających co nie wiedzą co to spalony na stadionach i pełną frekwencję - z tego będzie frekwencja i kasa
Kolego z Krakowa coś Ci przytoczę, otóż:
1974 - MŚ mężczyzn
1976- MO mężczyzn
1975- v-ce ME mężczyzn
1977- v- ce ME mężczyzn
1979 - v-ce ME mężczyzn
1981 - v-ce ME mężczyzn
1983- v-ce ME mężczyzn
2006 -v-ce MŚ mężczyzn
2009 - ME mężczyzn
2014 - MŚ mężczyzn
----------------------------------
Kobiety
2003 - ME kobiet
2005 - ME kobiet
"Co przyciąga ludzi na mecze siatkówki? Poziom? Jesteś pewien? Bo ja mam silne wrażenie, że teraz jak teraz, ale jeszcze parę lat wstecz gdyby tak zapytać wszystkie te śliczne panie i sympatycznych panów dlaczego po "raz, dwa, trzy!" nie krzyczy się "cztery!", mieliby pokaźny problem."
Parę lat wstecz powiadasz?
Popatrz sobie, a potem zastanów się co tu za tekst wnosisz?
Ba, nawet masz takie wrażenie - ciekawe, czyżby Kraków był aż tak zaściankowy, rażący niewiedzą. Nie foruj wyroków o sprawach o których twoje pojęcie jest co najmniej blade...
Sukcesy siatkówki tego Kraju kreowały przez lata ( jak wyżej) Ludzi związanych z tą dyscypliną sportu. I zapewniam cie, ze wszystkie te śliczne panie i sympatyczni panowie na przestrzeni lat tylu wiedzą, że po " raz, dwa- następuje trzy" , zaś "cztery" można przypisać różnym pojemnością szkła do wypitego z radości alkoholu w barach czy pubach...radości z sukcesu.
Polskie kluby siatkarskie ściągają najlepszych zawodników ze Świata, a nasza liga znacznie już przewyższa "wspaniałą" ligę włoską. Dlatego są pełne hale na których z uśmiechem siadają kibicując śliczne panie i sympatyczni panowie. Ja wiem, że Kraków siatkówki nie ma i jest w cieniu Rzeszowa
percepcja ludzi jest taka że na stadionie nie jest bezpiecznie. Dlaczego - ano dlatego że się pokazuje i nagłaśnia burdy, ustawki, biegających nożowników po Krakowie, bandytów w szalikach bijących młodzież albo napadających na siebie, do tego spalone wozy transmisyjne burdy na marszach niepodległości.
Mam tylko jedno zastrzeżenie: wszystko to należałoby napisać w czasie przeszłym. Zauważ, że od dłuższego już momentu o tzw. kibolstwie się nie pisze, nie mówi. Najwyraźniej najbardziej nawet otumanionych antykibolskich paranoików znużyło wreszcie wieczne męczenie wciąż tej samej, czerstwej buły. Przede wszystkim jednak, nie bardzo jest o czym. Nikt się nie bije, nie tłucze, nie zarzyna. Nagle wyszło na to, że do rangi giga problemu urasta oprawa fanów Legii z facetami w kominiarkach. Łomaterdyju, panie kochany, straszne rzeczy.
W związku z tym percepcja też się zmienia. I to dość gwałtownie. Owszem, wciąż trafiają się ludzie prezentujący poglądy zbliżone do Twojej mamy. Ale jest ich coraz mniej. Reszta, brutalnie rzecz ujmując, ma to wszystko w dupie. Biją się, nie biją, zarzynają, nie zarzynają, pies trącał. Grunt, że nie ma żadnego powodu, żeby tam iść i zostać.
W branży turystycznej ten problem określa się z angielska been there, done that, bought the t-shirt. No a skoro tak, to nie mam po co wracać. No bo na cholerę mi kolejna koszulka. Nie wiem czy i ew. w jakim stopniu to zjawisko da się zaobserwować u Was. Wiem, że istnieje ono i w obu klubach krakowskich, i w obu klubach trójmiejskich, i w Białymstoku, i na Śląsku... Zresztą, patrząc na stosunek średniej frekwencji przy Ł3 do ilości posiadaczy kart kibica, trudno się oprzeć wrażeniu, że i w Warszawie nie jest inaczej. Ludzie przychodzą na stadion. I nawet im się podoba. Robią zdjęcia, nawet coś tam pokrzyczą, generalnie całkiem przyzwoicie się bawią. Ale nie wracają. Bo po co? Przecież już byli. Takie - wybacz kolejne zapożyczenie - one-off activity. Dopóki się to nie zmieni, jak na moje, dupa blada.
nie tyle może poziom a stopniowy i zauważalny jego wzrost
A, no to pełna zgoda.
Wydanie kasy na szkolenie o ile wyda ją się w odpowiedni sposób jest zawsze celowe
Pełna zgoda #2. Powiedz mi jednak, skąd wytrzasnąłeś przekonanie, że "magistrackie" kluby, zmuszone do oddania 10ciu, czy ilu tam procent z canalowej wziątki, wydadzą ją w "odpowiedni sposób"? Bo jak na moje, musowo skończy się stworzeniem na - excusez le mot - odpierdol jakiejś grupki juniorskiej prowadzonej przez wiecznie wczorajszego pana Wiesia, prywatnie szwagra prezesa, zawodowo zwolennika "treningów na macie".
do żadnej rozsądnej i finasującej się ligi klubu ala Nieciecza nikt nie przyjmie
Ale jak to "nie przyjmie"? A od kiedy to, pardon, do lig piłkarskich się "przyjmuje"? Nieciecza wywalczyła awans na boisku. I tyle. W całkiem nieodległej przeszłości dokładnie tego samego dokonały np. Evian we Francji, Carpi i Frosinone we Włoszech, Hoffenheim w Niemczech... No chyba, że uznamy Ligue 1, Serie A i Bundesligę za ligi niepoważne i niefinansujące się. Ale w takim razie to ja z pocałowaniem w rąsię biorę taki "brak powagi" i "niefinansowanie"
ja generalnie chciałbym tych cmokających co nie wiedzą co to spalony na stadionach i pełną frekwencję
A pewnie, ja też. W ogóle, szczerze przyznam, wartościowanie powodów, dla których konkretny ktoś przychodzi na stadion (a co za tym idzie, postaw kibicowskich) uważam za potworne gówniarstwo. Byleby uczciwie zapłacił za bilet i za bardzo nikomu nie wadził, to już będzie wsio w pariadkie. Sęk w tym, że dla tych "cmokaczy" "poziom" to pojęcie bardzo mgliste. I tylko to miałem na myśli.
No faktycznie, piękna wyliczanka. Zastanawiam się jednak co niby chciałeś za jej pomocą udowodnić. Że polska siatkówka odnosi sukcesy? Że odnosiła je w przeszłości? Ależ ja to wiem
Mój świat nie ogranicza się tylko do Krakowa. Może Cię to zdziwi, ale w dzisiejszych czasach posiadając prawo jazdy, telefon i dostęp do sieci można utrzymywać kontakty z ludźmi mieszkającymi deczko dalej, niż dwie ulice obok oraz obserwować zjawiska zachodzące w odległych lokalizacjach. Tak, naprawdę
Za siatkówką w Krakowie jakoś wcale nie tęsknię. Głównie dlatego, że z całego szeregu powodów i tak bym z jej istnienia nie korzystał, więc czy jest, czy jej nie ma - szczerze przyznam, niekoniecznie mnie to interesuje. Niemniej, jeśli chcesz mnie przekonywać, że po halach PlusLigi i meczach reprezentacji rozsiadają się sami eksperci od siatkówki, wabieni tam niebotycznym poziomem, to ja się tylko mogę uśmiechnąć.
Piszesz:
"Co przyciąga ludzi na mecze siatkówki? Poziom? Jesteś pewien?"
Aby następnie oznajmić:
"Że polska siatkówka odnosi sukcesy? Że odnosiła je w przeszłości? Ależ ja to wiem"...
Musisz się zdecydować
Ponieważ byłe i obecne sukcesy polskiej siatkówki są wyznacznikiem jej poziomu.
I dalej:
"ale jeszcze parę lat wstecz gdyby tak zapytać wszystkie te śliczne panie i sympatycznych panów dlaczego po "raz, dwa, trzy!" nie krzyczy się "cztery!", mieliby pokaźny problem."
Dlatego jak to nazwałeś piękną wyliczanką usiłowałem ci pokazać, że na przestrzeni wielu lat "robienie pacynek" ze ślicznych pań i "pajaców" z sympatycznych panów jakoby mieli po "trzy" dodać jeszcze "cztery" mija się bardzo niesmacznie z celem, a już dla inteligentnego kolesia jakim jesteś - z całą pewnością.
" Może Cię to zdziwi, ale w dzisiejszych czasach posiadając prawo jazdy, telefon i dostęp do sieci można utrzymywać kontakty z ludźmi mieszkającymi deczko dalej, niż dwie ulice obok oraz obserwować zjawiska zachodzące w odległych lokalizacjach. Tak, naprawdę"
Że zapytam z ciekawości ta fraza tyczy się czego?
"a idze, idze, idze... ( mam rodzinę w Olkuszu) dlatego Waszą gwarą. Ja nawet jestem zadziwiony, żeby Aż Tak w dzisiejszych czasach poszaleć można, no niebywałe...
Albiceleste10 nie czarujmy się i nie pierniczmy głupot w większości polskich klubów rządzą przedstawiciele kibiców w 100% związanych z ruchem kibicowskim i po prawdzie tenże ruch i jego siła bardziej ich interesuje niż sama piłka nożna. Dla mnie odstawienie ich od koryta jest warunkiem sine gua non aby nastąpiły konieczne zmiany.
Nie nie chcę pozbyć się dopingu itp ,chcę aby znali swoje miejsce w szeregu. Dziś nie tyle występują z szeregu co stanowią bastion nie do ruszenia , rządzą i dzielą dla własnych korzyści niekoniecznie zbieżnymi z rozwojem klubu i szerzej piłki nożnej.
Niestety u nas przynajmniej ja zauważam dziwna manierę wzmacniania tegoż ruchu niż jego osłabiania i próbę wkomponowania w szereg.
Kochany Zgred ma rację i jasno pokazuje ,że nie ma co porównywać gówna z czekoladą.
Po polskich parkietach poruszają się najlepsi z najlepszych. Jednym słowem gdyby po naszych boiskach biegali CR7, Benzema, Ibra( ten prawdziwy) Iniesta itp byłyby komplety.
Jak wielka jest potrzeba oglądania porządnych grajków najlepiej pokazuje przykład Ljuboi , sam wcale nie z samego topu potrafił przyciągnąć kilka dodatkowych tysięcy kibiców.
Wracając jednak do podstawowego wątku. Pełna zgoda z tymi wszystkimi którzy uważają
reformę ekstraklasy za temat zastępczy, wtórny. Nie tu jest pies pogrzebany.
Zdaje się też iż pan Zbyszek sugeruje ,że w dłuższej perspektywie dużo bardziej opłacalne byłoby oddanie meczów za darmo stacjom ogólnodostępnym, typu TVP1, TVP2 niż sprzedaż praw komercyjnym zamkniętym telewizjom. Ja jestem w stanie się zgodzić. Problem w tym ,że prezesi takich klubów jak np Korona czy PBB za nic tego nie zrozumieją , nie patrzą w przyszłość, tylko czekają co rok na te parę baniek od Canalu, pozwala im to trwać w miarę bezpiecznie, a i robić nic nie muszą.
Nie ma co się pieklić. A ja już dawno zdecydowałem
Dokładnie wtedy, gdy najpierw Plus, a chwilę później Polsat zaczęły mocno na tę naszą siatkówkę stawiać. Mądrale z obu firm na P bezbłędnie skumali, że człowiek jest gatunkiem stadnym, lubi się wspólnie bawić i uczestnictwo w masowych imprezach, np. sportowych, jest mu bardzo potrzebne. "Od zawsze" popularny futbol swej prospołecznej roli wówczas nie spełniał. Wręcz na odwrót. Bandyterka na trybunach była w owym czasie stanem faktycznym, a nie efektem skrzywienia czyjejś percepcji przez nierzetelne media. Na boisku natomiast rządził pieniądz. Ten przekazywany pod stołem w przydrożnych knajpach, albo zapasowych kołach. Jedyne do czego się taka piłka nożna nadawała, to użycie jej jako antywzoru. I ludzie promujący siatkówkę skwapliwie z takiej możliwości skorzystali (nie żebym ich winił, sam pewnie na ich miejscu zrobiłbym dokładnie tak samo).
Wskutek owego skorzystania do hal zaczęli ściągać coraz to nowi widzowie. Wabieni wcale nie niebotycznym poziomem, ani megagwiazdami, bo ich wówczas w polskiej siatkówce zwyczajnie nie było. Dopiero później, kroczek po kroczku, wraz ze stabilnym (choć niby nie lawinowym) wzrostem frekwencji na meczach, przed telewizorami i ogólnego zainteresowania można było coraz to większe wpływy przeznaczać na coraz to lepsze szkolenie, coraz to wyższe kontrakty, a co za tym idzie, coraz to lepszych graczy, którzy zapewnili dyscyplinie powrót do tłustych lat. I dlatego właśnie jestem głęboko przekonany, że poziom i sukcesy są skutkiem wzrostu frekwencji, nie zaś jego przyczyną.
w większości polskich klubów rządzą przedstawiciele kibiców w 100% związanych z ruchem kibicowskim i po prawdzie tenże ruch i jego siła bardziej ich interesuje niż sama piłka nożna. Dla mnie odstawienie ich od koryta jest warunkiem sine gua non aby nastąpiły konieczne zmiany.
"Rządzą" to chyba za grube określenie. Niemniej na pewno mają za dużo do powiedzenia i bezsprzecznie się zgadzam, że bez (znacznego) ograniczenia ich roli ani rusz.
Łatwo powiedzieć, nieporównywalnie trudniej zrobić.
Przykłady tak Legii, jak i kilku innych polskich klubów dobitnie pokazują, że zastosowanie wariantu siłowego okazało się pomysłem skrajnie naiwnym, a przede wszystkim przeciwskutecznym. Swego czasu przeróżni tacy reformatorzy z bożego nadania uciekali się do wyganiania "zaangażowanych" ze stadionu, otwartego sekowania (w mniej, lub bardziej chamski sposób) ich liderów, a na wsparcie mieli jeszcze szeroko zakrojoną kampanię medialną i polityczną. Co zwojowali? Scementowanie ruchu kibicowskiego i zasilenie jego szeregów całkiem liczną rzeszą "niezdecydowanych", którzy przed tą chryją chcieli po prostu aktywnie włączać się w doping, zaś układy bandycko-polityczne mieli w trąbie. No to teraz już nie mają. Brawo, panie Walter. Brawo, panie Tusk. Brawo, panie Stec. Kapitalna robota.
Ja wciąż uważam, Senatorze, że wyjście z sytuacji istnieje. Tyle tylko, że jest znacznie niej efektowne, nieporównywalnie bardziej żmudne i wymaga o wiele większych nakładów sił i cierpliwości, niż pokazowa wojenka z "kibolstwem". Trzeba ich przyciągnąć na stadion. Nie fanatyków spod szalika, bo oni już są. Nie takich straceńców, jak my, co to niechby się waliło i paliło, a i tak przyjdą. Nie. Tych wszystkich Januszy, Andrzejów, Stasiów, Mieciów i całą resztę (pozdrawiam nosicieli wszystkich w/w pięknych imion). Trzeba ich trochę - jak to Dalkub dosadnie określił - pocałować po tyłku. Pokazać że są ważni i że dużo mogą. I że wcale im niepotrzebny fafnasty krąg wtajemniczenia w temacie zgód i kos, ani obecność na iksdziesięciu wyjazdach, ani nawet głośne wyrażanie uwielbienia dla tzw. żołnierzy wyklętych, czy pozytywny stosunek do powstania warszawskiego.
Bez piekieł wszelakich...
Naprawdę nie wiesz dlaczego ta "dziura" wieloletnia nastąpiła? właśnie w tym okresie, trwająca wiele lat, biorąc swój początek od 13.12.1981...
Mam do Ciebie prośbę
Szanujmy się wzajemnie i wiedzę swoją także...
Chciałbym tylko nieśmiało zauważyć, że pisałem o powodach jej końca, nie początku.
Ja też nieśmiało chciałem podkreślić przyczynę tej "dziury"
Jednak w pewnych kategoriach bardzo sensownie potrafiliśmy się dzwignąć i bardzo dobrze. Trwało to bardzo długo, ale jednak się opłacało...na pewnych nogach stoimy. Lekkoatletyka - młot lata tam
Obudzony sport po tej "dziurze" pokazuje swoje lico.
Na szczęście "dziura" zostanie w pamięci jako bardzo ważny element - nieładu, zahamowania , spustoszenia...
Oby nigdy, ta rzeczona "dziura" nie wróciła- Oby nigdy
Oczywiście, niech nie wraca, pełna zgoda. Po raz kolejny powtórzę jednak, że bez względu na przyczyny jej powstania (które ani komentowanego tekstu, ani niniejszej dyskusji w żadnym stopniu nie dotyczą), jej zasypywanie nastąpiło wcześniej, niż pojawienie się na rodzimych parkietach autentycznych gwiazd światowej siatkówki. I tylko to miałem na myśli.
Wiesz co, łagodnym śladem idziemy w Swięta. Chcę bardzo mieć taką mysl, że "bez względu" i "tylko" -zostaje w historii.
Zostawmy to na boku, może na przyszły rok, może -podkreślam- może.
Więc idąc tym rytmem- Zyczę z pod serducha -wszystkiego dobrego.
Się trzymaj Krakowiaczku
1. zgadzamy się że tzw. "kibice prawdziwi" to raczej problem dla rozwoju, niż jakiś atut i że hołubienie ich jest przeciw skuteczne. Nie zgadzamy się co do tego jak ich wpływy eliminować.
2. chyba jednak zgodziliśmy się że poziom jest istotny, a może jego stałe podnoszenie - bo inaczej publika się znudzi jak wyczyny zawodników będą marne
3. ukuty przeze mnie zwrot "całowanie w dupę" (proszę mnie nie banować
O siatkówce wypowiadam się jako laik, ale opiszę Wam coś co przeżyłem w niedzielę. Moje córki trenują siatkówkę w klubie Metro Warszawa - to taki klubik który nie ma siedziby i funkcjonuje 21 lat. Funkcjonuje dzięki pomocy miasta (dają sale szkolne itd) i rodziców, którzy płacą, wożą, szukają drobnych sponsorów, pieką ciasta na imprezy pompują balony itd. Ten klubik, który oszczędza żeby kupić koszulki dla zawodników na mecze, potrafił w ciągu tych lat wyszkolić kilkudziesięciu zawodników do Plus Ligi w tym kilku reprezentantów Polski zdobywców Mistrzostwa Świata. Takie nazwiska jak Wrona Kłos Bartman Nowakowski Gawryszewski Marcyniak i wielu innych - 5 z wymienionych gra w 3 najlepszych klubach Plus Ligi a Bartman gdzieś znowu wyjechał - Zgred pewnie wie dokąd. Pół składu Politechniki jest z Metra, a w innych klubach kolejni. Antiga przyprowadza syna na treningi, Bednaruk (trener Politechniki i Repr. Pol. Jun.) również, a Zagumny córkę. W niedzielę zaś klub obchodził 21 urodziny - super zabawa, świetne dzieciaki i młodzież, super rodzice i atmosfera, zero napinki, jakiś taki inny sort ludzi, bez zadęcia, bez maniery. Na taką imprezę przyszedł i Antiga i Bednaruk i zagrali w pokazowym meczu, przyjechał Wrona i jak nie trafił odbicia górnego do kosza to zrobił 5 pompek i nie miał z tym problemu - i nikt mu nie kazał jak w Legii latać po supermarketach, tylko przyjechał sam z siebie - rok temu był jeszcze Kłos. Sorry mistrz świata, ale jakiś taki zwyczajnie normalny - wychowanie? rodzina? trenerzy?
Piszę o tym tylko dlatego aby pokazać, że można szkolić i warto szkolić i jak się to robi dobrze to Polak potrafi. Piszę o tym, bo jeszcze raz podkreślam że jest mnóstwo ludzi, którzy żyją sportem i chcą w tym uczestniczyć na różnych poziomach, ale chcą mieć do tego warunki, chcą mieć fajną atmosferę, chcą dotknąć "gwiazdę" zrobić sobie fotkę, wziąć autograf, a nawet porywalizować.
Dlatego jak słyszę Leśnego, który mówi do miasta dajcie mi boisko, albo dajcie mi teren, to chciałbym mu pokazać ten klubik, który nie mając nic potrafi tak wiele. Potrafi zintegrować ludzi, potrafi rozwinąć talenty i potrafi od tego nie zwariować. Nie mówię przez to że Legia boiska nie potrzebuje - oczywiście potrzebuje i to nawet z 10, z drugiej strony jakbym był miastem to chyba wolałbym dać kasę na 10 klubów typu Metro zamiast na jedną Legię. Ostatnio prezes był łaskaw powiedzieć, że jak on robi imprezę to przychodzi 180 osób zamiast 8 jak robi miast - panie prezesie zapraszam na Ursynów, bo może się okazać, że są lepsi od pana.
Grałem w piłkę wiele lat, widziałem rózne sytuacje, znam ludzi, znam środowisko i nigdy czegoś takiego nie widziałem i boję się że czegoś takiego zwyczajnie w piłce nie ma, a od tego się zaczyna. W piłce zaczyna się od kasy, tutaj kasa jest na końcu.
Ostatnio potraktowałeś mnie ( swoją drogą kto Ci dał prawo )
bardzo z elegancją to miejsca nie miało...OK
Wiesz dlaczego Ci odpiszę- dlatego, że takich "naturszczyków" - lubię.
Jeżeli potrafisz podnieś pewien fakt, jak sądzę bardzo ważny, że Zagumny Paweł potrafi zawitać ze swoją córką, Antiga z synami to o czymś to świadczy! Czy nie czują się spełnieni na takich imprezach?
A co jeszcze robią jako przekaz medialny- Mistrz Świata - jest wystawiony na "sweet focie" i robi to, tak jak trener Mistrzów Świata...Pytanie brzmi - dlaczego to robią? Ano właśnie!
Może dzięki takim imprezom pewne dzieciaki zaczną traktować tą dyscyplinę z należytym rozmachem...Może zaczną trenować, może nawet będą chcieć być Mistrzami Świata- kto wie ?
Doskonale rozumiem, że podnosisz to - w ramach "interakcji" z piłką nożną- to dlaczego? Nie doczekaliśmy się szanowania tejże dyscypliny sportu? Choć podobno jest najważniejsza, czemu to się nie udało- Chcesz wiedzieć - "MAMONA
za dużo "wilków" lub "wilczków" - sens sobie dobierzesz.
Zobacz co zrobili z Klubem Widzew Łódz?
Panowie, którzy tam "dudki" ciągneli , poszli w zapomnienie, ale
Na tą chwilę nie obawiam się o przyszłoś Legii Warszawa, bywały lata Świetne, graliśmy w LM z Mistrzem Anglii, Rosji i Norwegi, ale teraz powtórzyć jest to bardzo trudne. Pan Romanowski podzielił się kasą i w tamtych czasach dał pozwolenie na- wyjazdy
Po mamonę, Ruszyli wszyscy - i OK - ja im tego nie odbieram, takie czasy były, że "coś" zarobić trzeba było...takie były wybory.
A teraz na ten przykład wezmy taką Chelsea Londyn - jaka dynamika pienieżna, potęga, lub Manchester City, lub z tego miasta United...
no i co?
Tam biegają na boiskach Ludzie za Olbrzymie pieniądze, kupieni, transferowani - i co?
Mają te 10 boisk i akademię młodzieży też mają- a że są bogatsi od Nas mówić Ci nie muszę- uważaj - i co? I CO?
Może Sport- pozostanie Sportem
Dziękuje skończyłem
Tak i ja też wspomniałem o mamonie - i jej kolejności otrzymywania