- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
-
Zezem. W kalejdoskopie cz. 38.
W czasie nieodległym, niesiony emocjami niepomiernymi, prezes naszego klubu postanowił, jak w „Teatrzyku Zielona Gęś”, wystawić się na krytykę, czyli uaktywnić się niemożebnie między innymi na swoim koncie na Facebooku. Bowiem jeden, któren w internecie pisuje, ma oddźwięk w postaci fali komentarzy ludzi, których na ogół nie zna i znać nie zamierza.
Znaczna część z nich jako coś w rodzaju potwierdzenia swojego istnienia uważa nurzanie się w fekaliach. Uczenie nazwano to hejtem. Samo słowo hejt to spolszczona wersja angielskiego słowa hate, czyli nienawidzić. Hejt stanowi on wyraz złości, agresji i nienawiści wobec bliźniego swego. Jest odpowiednikiem kamieni rzucanych w innego człowieka. I tak nasz prezes stał się tarczą, do której rzucano i strzelano.
Nie za bardzo nauka, przynajmniej na razie, jest w stanie stan ten zdiagnozować i odpowiedzieć: dlaczego tak się dzieje, że w wielu ludziach bez żadnego racjonalnego powodu rodzi się tyle jadu i że ci ludzie uznają, że tym jadem można pluć na innych. Bezkarność jest dostatecznym wyjaśnieniem, ale niewystarczającym i niewyczerpującym. W ostatnim czasie na ekranach kin pokazał się film produkcji USA w reżyserii Joosta i Schulmana „Nerve”. Z trochę innej perspektywy pokazuje on czym dla młodych ludzi jest bycie w sieci. Smartfon służy im do bycia człowiekiem nowoczesnym, stał się odrealnioną rzeczywistością, dzięki której czują, że żyją. Na poziomie rozumu, ale i etyki nie odróżniają tego co można od tego czego nie można, co wolno, a czego nie wolno. Co jest dopuszczalne w świecie ludzi, a co powinno być zabronione. To tak jak w grach, w które gra się, strzelając do ludzi mając pozorną świadomość, że zabija się ich na niby, podczas gdy w życiu realnym ludzie umierają naprawdę, czego czasem nie chce się dostrzec. I w sumie można by to uznać za przejściową modę typową dla współczesnej cywilizacji, gdyby nie prymitywny wulgaryzm wypowiedzi, gdyby nie prostackie słownictwo, gdyby nie ubóstwo myślowe, pustka umysłowa, gdyby nie brak wrażliwości i gdyby nie zwyczajne chamstwo. I tak nasz prezes stał się obiektem takich napaści ludzi, z tej swojej przypadłości wielce zadowolonych.
Odróżnienie hejtu od krytyki wśród ludzi mających poziom inteligencji choć odrobinę wyższy od naczynia nocnego powinno być dość łatwe. Niestety, z drugiej strony barykady, a więc tych, których wpisy w internecie dotyczą, mamy do czynienia ze świętym oburzeniem na jakiekolwiek przejawy krytyki ich poczynań i obronę w postaci nazywania wszelkiej krytyki hejtem. Osobliwie i szczególnie oburzone są różne paniusie dziennikarki, aktorki czy piosenkarki, które wypowiadają się na łamach różnych pism i stron. Nie dostrzegają, że same siebie ośmieszając, nie mogą oczekiwać taryfy ulgowej od obcych sobie ludzi. Stara prawda mówiąca, że aby zasłużyć na szacunek, najpierw trzeba siebie samego szanować, znajduje potwierdzenie. Odróżnienie krytyki od hejtu ma znaczenie fundamentalne, bowiem różni znani nieudacznicy chcieliby pod pozorem zwalczania hejtu oczekiwać wyłącznie pochwał, na co żadną miarą nie zasługują. A krytyka jest niezbędna, bowiem pozwala odróżnić to co wartościowe od wszelkiego rodzaju chłamu. Oczywiście ludzie piszący o kimś muszą miarę w ocenie zawsze brać pod uwagę. Przykładowo - jakaś pani otrzymuje rolę lektorki w filmie, pomimo że sepleni. Krytyka powinna polegać na tym, że napiszemy: jako widz jestem wielce zdziwiony, że pani D. dostała rolę lektorki, a więc osoby mającej stanowić wzór poprawnej wymowy, pomimo że się do tej roli nie nadaje, gdyż sepleni. Hejt w tym wypadku wyglądałby tak: pani D. dała d... i tym sposobem dostała rolę lektorki w filmie, pomimo że sepleni. Wpisy o charakterze artystycznym, w tym satyrycznym nie podlegają powyższym ocenom i ja bym się takowym posłużył np. pisząc taką oto fraszkę:
„Do pani D.
Jej droga do kariery
wiodła przez cztery litery”.
Nasz prezes doświadcza i pochwał, i krytyki, i w nadmiarze hejtu. Kiedy w przypływie nadmiaru czasu poczytamy wpisy pod jego adresem, zobaczymy, że kiedy idzie hejt, to jest on jak fala. Żadnego innego komentarza. Tak jakby się piszący zmówili, aby pisać w zasadzie to samo i tak samo. Żadnej indywidualności. Ma rację LeBon twierdzący, że otocznie ludzi się zmienia, ale ludzie nie. Pozostają takimi samymi wyrodnymi zwierzętami o stadnym instynkcie, a przy tym bez sumienia, jakimi byli od zawsze.
Ażeby czytających nie pozostawić wyłącznie na poziomie pytań bez zadowalających odpowiedzi posłużę się fragmentami pracy prof. Jacka Hołówki „Etyka w działaniu”, aby odwieczne źródła hejtu przybliżyć:
DRĘCZENIE. G.W.F. Hegel w interesujący sposób wyjaśnił fascynacje i upodobanie do dręczenia. Zadawanie cierpień to nie tylko magiczny zabieg dający bezpieczeństwo, nie tylko namiastkowe przeżycie jednostkowej skończoności, ale konstytutywny akt ustalania własnej świadomości. Dominacja jest jedynym dostępnym człowiekowi sposobem doświadczania własnej woli i świadomości. Kto nie rozumie, w jaki sposób funkcjonuje jego własna świadomość musi niszczyć i zwalczać inne świadomości, by patrzeć jak wiją się i skręcają, próbując nieudolnie wymknąć się spod jego władzy. Dla Hegla dręczenie było dowodem własnego świadomego istnienia. Podobny motyw występuje w postawie sadystycznej. Według koncepcji Margaret Mahler sadysta czerpie przyjemność z zadawania cierpienia innym co stanowi reakcję wtórną. Jego pierwotną potrzebą jest chęć stłumienia poczucia niepewności i osamotnienia, które towarzyszy mu nawet w obecności kochających go osób. Wielu badaczy upatruje etiologii takich postaw w dzieciństwie, a właściwie w deprawacji oralnej i nierozwiązanym kompleksie Edypa, najczęściej spowodowanym brakiem takiego ojca, który mógłby skupić na sobie agresję małego dziecka. Nierozładowana agresja w czasie kiedy nikomu nie zagraża niszczy osobowość w okresie dojrzałym.
GWAŁT. Zdaniem Freuda gwałtu dokonują tylko ci mężczyźni, którzy zatracili swoje super ego. Mężczyźni zadający gwałt są zaburzeni emocjonalnie. Gwałt nie daje seksualnej satysfakcji, ale staje się okazja do zademonstrowania bezwzględności. Tym samym gwałt jest wyłącznie aktem okrucieństwa, w którym wyładowane zostaje dążenie do zadawania cierpień. Sprawca chce zniszczyć wolę i godność drugiego człowieka, by poprawić swoją samoocenę, zasłużyć na opinię „twardziela”, ryzykanta i awanturnika zdecydowanego na wszystko. W kraju, w którym pamięć społeczna przechowuje wspomnienia nigdy nie ujawnionych publicznie zbiorowych gwałtów, powstaje trwała tendencja do ich tuszowania.
PRZEMOC. Naukowcy nie są w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o przyczyny agresji. Np. niektórzy upatrywali ich w poziomie testosteronu, ale badania wykazały, że wygrany w walce osobnik ma wyższy poziom testosteronu po walce niż przed nią, odwrotnie niż pokonany. Równocześnie jednak zwycięzca ma skłonność do wywoływania następnych bójek. Niezależnie od tego, jakie mechanizmy wytwarzają agresję i chęć zadawania cierpienia, charakterystyczny dla jednostki poziom akceptacji okrucieństwa determinują przede wszystkim normy społeczne. Jednostka najczęściej wyrabia w sobie taki poziom asertywności i bezwzględności jakiego od niej oczekuje otoczenie. Akceptuje taki rodzaj publicznie zadawanych cierpień bez protestu i prób interwencji jaki jest społecznie tolerowany. Osiągnięcie jednolitych standardów napotyka jednak w praktyce na trudności, gdyż dwa dość niełatwe do pogodzenia typy relacji międzyludzkich przyjmowane są jako wzorzec. W jednym świat bez okrucieństwa to taki, w którym wszelkie cierpienia są minimalizowane, a w drugim to taki, w którym tylko zbędne cierpienia są minimalizowane. W obu przypadkach znęcanie się zostaje potępione, ale pierwsze stanowisko zakłada zgodę na poświęcenie wielu innych wartości, podczas gdy drugie przyjmuje możliwość akceptacji dla cierpienia spowodowanego agresją. W celu uporządkowania relacji pomiędzy dwoma rodzajami sprawiedliwości a moralnością społeczną potrzebne jest lepsze zrozumienie związków poziomu cierpień i wyrzeczeń. Społeczeństwo nie mające jednolitej postawy wobec okrucieństwa de facto zachęca zdezorientowane jednostki do eksperymentów ustalających zakres tego, co jest dopuszczalne.
Celowo nie zapisałem ani jednego słowa z hejtu, jakim obdarowany był w ostatnim czasie prezes naszego klubu, bowiem ci, którzy nim się posługiwali, na taki honor żadną miarą nie zasłużyli. Ale też w świetle zapisków prof. Hołówki to tak po prawdzie do końca nie wiadomo kto bardziej zasługuje na współczucie. Niewątpliwie intencje hejterów są naganne, żeby nie powiedzieć obrzydliwe, lecz też są oni ludźmi bezwolnymi, którym należałoby pomóc stać się pełnowartościowymi członkami zdrowego moralnie społeczeństwa.
I na koniec wierszyk znaleziony w sieci:
„Nie ten mocny, kto burzy,
lecz ten, który podpiera,
nie ten, co łzy wyciska.
Lecz ten co je wyciera.
Człowiekiem
najszlachetniejszym w całym ludzkim tłumie
jest ten kto oprócz łez własnych
łzy cudze rozumie”.