- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Senator
-
Za Legią do Madrytu
Na wyjazd do Madrytu na mecz Ligi Mistrzów między Realem Madryt a Legią Warszawa zdecydowałem się późno. Górę nad racjonalnością wzięły emocje i świadomość, że podobna okazja długo może się nie powtórzyć. Z dwóch słynnych hiszpańskich drużyn zdecydowanie bliżej mi do ‘królewskich’ i to również było przyczyną podjęcia tak szalonej decyzji.
Może tym razem opiszę Wam jak taki wyjazd wygląda od strony dziennikarskiej, ponieważ tak jak do Belgii, tak i tu skorzystałem z akredytacji. Czarna-eLka jest znana w klubie i choć to skromny serwis, to opinia o nas wśród pracowników klubu związanych z mediami jest przychylna.
Proces akredytacyjny zaczyna się na ogół dwa tygodnie przed meczem. Poprzez stronę accredito.com składa się wniosek, co jest banalnie proste. O rozpoczęciu i zakończeniu procesu jesteśmy informowani drogą elektroniczną. Następnie otrzymujemy informację o przyznaniu akredytacji lub nie i chwilę później jak i gdzie ją ewentualnie odbieramy. Ogólnie jest tak, że zdecydowanie łatwiej otrzymać akredytację na mecz wyjazdowy niż w domu. Oczywiście chodzi tu o ilość chętnych.
Do Madrytu większość dziennikarzy dotarła swoimi sposobami, później jednak można było liczyć na panią Izę Kuś. Na miejscu zorganizowała wszytko perfekcyjnie. Akredytowanych dziennikarzy na mecz Młodzieżowej Ligi Mistrzów zawiózł mały autokar podstawiony pod hotel, w którym kwaterowała drużyna Legii. Stadion Alfredo di Stefano, na którym był rozgrywany ten mecz znajduje się na wielkim terenie ośrodka treningowego Realu Madryt i jest położony na peryferiach miasta.


Po meczu ten sam autokar dostarczył nas pod samo wejście dla dziennikarzy na stadionie Bernabeu, przy czym dla piszących jest inne wejście niż dla foto. Stadion zlokalizowany jest w centrum miasta i dla mnie zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz, robi dobre wrażenie. Choć od kiedy u nas w kraju powstały nowoczesne i piękne stadiony, trudno już jest zachwycać się czymś co mamy na równie dobrym poziomie.

Na trybunę prasową znajdującą się na trzecim poziomie trybun można dostać się tylko windą. Nie muszę nadmienić o kontroli akredytacji, których właściwie było kilka. Stanowiska bardzo wygodne, wyposażone w monitory na których relacjonowany jest mecz z powtórkami itp. Moim zdaniem warunki do pracy dobre, o świetnej jakości wi-fi nie wspominam, ponieważ w tych czasach powinna to już być norma. Co ciekawe, wszyscy znajomi dziennikarze mogli się zalogować - oprócz mnie. Próbowali pomóc, ale lipa, stąd też brak moich działań live.

Sala konferencyjna i strefa spotkań z piłkarzami usytuowana jest na dole. Jak już wspomniałem, zawsze na wyjeździe musi się coś zdarzyć. Ato w Anglii zostawię portfel i paszport gdzieś przy autostradzie, a to po wejściu do metra i przekroczeniu bramek wyrzucę właściwy bilet, zostawiając stary i nie mogę wyjść. W Madrycie pasek kreskowy na mojej akredytacji działał na bramkach do strefy z salą konferencyjną i strefą spotkań z piłkarzami, nie działał na bramkach wpuszczających na trybunę prasową, o braku możliwości zalogowania się przez wi-fi wspomniałem. Na szczęście nie robiono problemów i szybko wymieniono mi akredytację. Podsumowując temat od strony dziennikarskiej, jeśli wszędzie klub tak wspomaga swoich ludzi to dziennikarze mają klawe życie. Brawo pani Izo, a ja ze swej strony piszę zwyczajnie - dziękuję bardzo.


O Madrycie nie będę pisał, ponieważ udało mi się zobaczyć tylko bardzo małą cząstkę tego zapewne pięknego miasta. Właściwe mogłem poświęcić na nie 5 godzin, czyli nic. To jest też nauka, jeśli wybieracie się na mecz warto w planie mieć choć jeden dodatkowy dzień. Madryckie metro jest dobrym rozwiązaniem aby poruszać się po tym mieście, a jeśli dodamy do tego skomunikowane z metrem pociągi to pod tym względem jest naprawdę OK.


Osoby które były w innych hiszpańskich miastach mówią, że Madryt jest drogi. Ja jakoś szczególnie przerażony nie byłem choć np. hoteli o przyzwoitym standardzie w podobnych cenach co choćby w Niemczech nie macie właściwie szansy znaleźć.




Krzysztof Kaliszewski - "Senator"
Autor stawia doać odważną tezę,że Bernabeu nie powinien byc dopuszczony do LM a w porownaniu do Łazienkowskiej to kupa dziadostwa i nic wiecej
Ja pisałem ze swojej perspektywy.
Tym bardziej,że sam Szurek podkreśla,że "piszacy" mieli lepsze warunki niż oni