- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- gawin76
-
100 dni obaw
100 dni przed meczem otwarcia Euro 2012 reprezentacja Polski rozegrała swój najpoważniejszy mecz w toku tegorocznych przygotowań do mistrzostw, mierząc się z Portugalią i przy okazji dokonując otwarcia Stadionu Narodowego w Warszawie.
Pod wieloma względami futbolowy aspekt wczorajszego widowiska przesłonięty został właśnie przez fakt inauguracji nowego obiektu. Jak ona wypadła, niech ocenią ci, którzy tam byli, ze swojej strony pozwolę sobie z dystansem spoglądać na nachalną propagandę sukcesu uprawianą przez TVP, z kolei uwagi takie jak te spisane przez Marcina Szymczyka w artykule opublikowanym przez Legia.net, przyjmuję ze zrozumieniem, ale bez zaskoczenia czy oburzenia. Futbol coraz bardziej ewoluuje, staje się produktem sprzedawanym za rosnącą cenę, charakterystyka odbiorców tego produktu, zwłaszcza w jego najbardziej masowym, reprezentacyjnym wydaniu, będzie się w nieunikniony sposób zmieniać.
Koniec końców najważniejszy jest jednak piłkarski aspekt widowiska. Spoglądanie na reprezentację przez pryzmat Franciszka Smudy, Grzegorza Laty, Dariusza Szpakowskiego czy nawet Stadionu Narodowego, to swego rodzaju dewiacja, co prawda coraz obecnie powszechniejsza.
Co zademonstrowała nasza reprezentacja już niemal w przededniu meczu otwarcia z Grecją?
Niestety nic godnego uwagi.
Zgaduję, że będziemy grać klasyczną kontrą. Oddajemy przeciwnikowi inicjatywę, nastawiamy się przede wszystkim na błyskawiczne ataki po odbiorze. Kluczowa dla naszej dyspozycji ma być zatem postawa środka pola, który ma utrudniać rywalowi rozegranie piłki i posyłać do ataku skrzydłowych i napastników.
Tymczasem właśnie ten - najistotniejszy - aspekt szwankuje najbardziej. Dużo ciepłych słów po wczorajszym meczu (słusznie!) zebrali Szczęsny, Wasilewski i Perquis, jednak gra defensywna całej naszej drużyny niestety nie wyglądała dobrze. 'Pretty f... far from OK', cytując Pulp Fiction.
W pierwszej połowie nie było bliskiego podejścia pod przeciwnika w środkowej strefie boiska, Portugalczycy grali z nami w dziada, a my nie byliśmy w stanie przeszkodzić im w swobodnym wymienianiu podań na 30-40 metrze od naszej bramki. Być może wpłynął na to fakt, że graliśmy jednak tylko towarzysko, ża przed meczem zapanował ogólny wersal, ale odmieniona postawa naszych pomocników po przerwie, zdaje się świadczyć o tym, że trener Smuda od początku domagał się jednak znacznie większej agresji w linii pomocy.
Zawodzi również asekuracja na skrzydłach, dobitnie widzieliśmy to we wrześniowym spotkaniu z Niemcami, kiedy to w kilku sytuacjach brakowało zawodnika przy wbiegającym w naszą strefę Lahmie, również wczoraj każdorazowe podłączenie się zwłaszcza znanego nam Joao Perreiry, skutkowało dezorganizacją w polskich szeregach obronnych.
Jak na drużynę o wybitnie defensywnym nastawieniu, pozwalamy naszym przeciwnikom na stwarzanie zbyt dużej ilości sytuacji strzeleckich. Do Grecji z 2004, w starciu z którą ówcześni gospdarze Portugalczycy, czy doskonali wtedy Czesi, tłukli głową w mur przez 90 czy nawet 120 minut, bardzo jest nam daleko.
Nieszczęście Smudy polega na tym, że na wielu pozycjach zawodników ma... całkiem niezłych. Niestety - właśnie w środku pola są oni relatywnie najsłabsi z całego zespołu. Dudka, Polański czy Matuszczyk to druga, może nawet trzecia liga europejska. Murawski w formie wnosi do zespołu więcej, ale przypomnijmy sobie jak długo Murawski dochodził do dobrej dyspozycji po ostatnim rozbracie z piłką, nie wiadomo, czy wróci do optymalnej formy po wyleczeniu najświeższego urazu.
Do naszego sposobu wyprowadzaniu kontr, niby przyczepić się specjalnie nie można. Wszystko odbywa się na dużej szybkości, jest zauważalna słuszna tendencja, by akcję kończyć strzałem. Być może trochę za dużo jest rozwiązań indywidualnych, to powinien być wyjątek, nie reguła, ale skoro Grosicki, Błaszczykowski czy Rybus czują się na siłach, niech próbują. Oby tylko podczas Euro byli w odpowiedniej dyspozycji motorycznej, inaczej będziemy tracić piłkę jeszcze częściej niż wczoraj.
O dramacie w obszarze stałych fragmentów gry wszyscy 'bębnią' od dawna, po Smudzie to najwyraźniej spływa, nadal twierdzi, że będzie ćwiczyć ten element na obozie przed turniejem. Oczywiście zdecydowanie za późno, nie da się jednak ukryć, że ostatecznie wybór i realizacja boiskowych rozwiązań należą do piłkarzy. Kuba Błaszczykowski w Borussi bije stałe fragmenty całkiem nieźle, wysoko, na agresywnie wbiegających Hummelsa i Suboticia. W reprezentacji kopnięcia z tych samych obszarów boiska wychodzą mu słabo, anemicznie, ich podsumowaniem było nieudolne rozegranie rzutu wolnego w ostatniej minucie pierwszej połowy, po którym Portugalczycy wyprowadzili wzorową kontrę, która wyłącznie dzięki dobrej interwencji Szczęsnego nie zakończyła się bramką na 0:1.
Fala krytyki dotknęła Ireneusza Jelenia, tej krytyki zupełnie nie rozumiem. Jest to bezapelacyjnie nasz napastnik numer 2, Paweł Brożek raczej nie będzie zawodnikiem tej klasy. Jelenia trzeba za wszelką cenę 'zagospodarować', nawet jeżeli nie na pozycji wysuniętego napastnika, gdzie pozycja Lewandowskiego jest niezagrożona, to jako opcję na skrzydle. Wczoraj wypadł tak sobie, ale Jeleń to określony poziom, określona marka, jeżeli jest zdrowy powinien w tej reprezentacji być, trzeba go wspierać a nie mieszać z błotem.
Wielka szkoda, że Irek nie strzelił bramki na 1:0, co ciekawe moim zdaniem niemal wszystko zrobił w tej akcji optymalnie. Podobną okazję miał w meczu ze Śląskiem Nacho Novo, Hiszpan zdecydował się na strzał w króki róg. Pomyślałem wtedy, 'trzeba było zawinąć do środka i kopnąć do pustej', to właśnie zrobił wczoraj Jeleń, niestety chyba zlekceważył moment uderzenia. Zdarza się, ale jednak szkoda - jego oceny i pozycja w tej drużynie stałyby się z miejsca zupełnie inne.
Reasumując, najbliższe 100 dni to niestety będzie sto dni obaw.
Nie można mieć obiektywnych podstaw ku temu, by sądzić, że na Euro zagramy dobry, solidny futbol. Gramy bardzo słabo.
Pozostaje wierzyć, że powolny progres, który rozpoczął się od momentu, w któym Smuda zdecydowanie postawił na określoną grupę zawodników, nabierza raptownego przyspieszenia w czerwcu.
Musimy mieć nadzieję, że urodzony szczęściarz, jakim jest nasz szkoleniowiec, jakoś przyciągnie kolejny (po wynikach losowania) uśmiech fortuny dla reprezentacji Polski.
Musimy ufać, że nagle wszystkie elementy zazębią się ze sobą, nasza reprezentacja zacznie twardo bronić i skutecznie strzelać.
Bo kibic to takie zwierzę, które wierzy mimo wszystko.
Tutaj napiszę jednak, że dziękuję Tobie Gawinie za ten tekst a w szczególności za zadania
"Spoglądanie na reprezentację przez pryzmat Franciszka Smudy, Grzegorza Laty, Dariusza Szpakowskiego czy nawet Stadionu Narodowego, to swego rodzaju dewiacja, co prawda coraz obecnie powszechniejsza"
a także za
"Bo kibic to takie zwierzę, które wierzy mimo wszystko"
Cieszą mnie one jak małego chłopca. Naprawdę bardzo Ci dziękuję.
moim zdaniem wina jest po obu stronach. Owszem kibice odwracający się od drużyny narodowej z powodu "elokwencji" Smudy, "błyskotliwości" Grzegorza Laty czy "erudycji" Dariusza Szpakowskiego mnie nieco śmieszą ale co by nie mówić ludzie stojący "za reprezentacją" z uporem maniaka pracują na rzecz jej kompletniej izolacji. A to Orzełek, a to jakaś wypowiedź w TV czy prasie, to znów traktowanie tej najważniejszej z drużyn jak legii zaciężnej (nie mylić z Warszawską). To niestety wpływa na taki obraz jaki mamy. Hece ze stadionem też wpływają negatywnie na całokształt reprezentacyjny (co z tego, że mają się jak piernik do wiatraka). W tych warunkach nie dziwi mnie, że coraz ciężej znaleźć zatwardziałych kibiców, gotowych wspierać swój zespół do końca. Za bardzo kojarzy się to ze wspieraniem wszystkich będących na drugim planie.
Gawin,
co do Irka Jelenia to będę utrzymywał, że wystawienie go w tym meczu to robienie krzywdy temu zawodnikowi. Facet bazuje na szybkości a na dziś jego forma fizyczna nie pozwala na standardowe rajdy zakończone celnymi strzałami. Niestety na koniec okazuje się, że precyzji już brak. Dla mnie to powołanie mające odstrzelić chłopka i koniec.
Garmie,
miałem podobne odczucia co Ty
-kto, Panowie, Waszym zdaniem, powinien być "napastnikiem nr 2" Reprezentacji Polski?
zdaję sobie sprawę, że Jest Robert Lewandowski i potem... długo, długo nic
czy to będzie Irek Jeleń? Czy Paweł Brożek? Czy może Artur Sobiech? Kuba Świerczok? Przypominam jeszcze o mającym ambicje grać w Kadrze i decydującym się nawet na transfer w tym celu Tomek Zahorski. A może... Michał Żyro?
jestem ciekaw Waszych opinii
podywagujmy o defensywnych pomocnikach
Murawski, to wiemy... a dalej?
Wizir?
Napastnik: typuję Kucharczyka, jeśli tak dalej będzie nad sobą pracował.
DM: Borysiuk, Gol.
I Ciebie dziwi że coraz ciężej znależć zatwardziałych kibiców gotowych wspierać swój zespół do końca? Czy kibicując Legii czułeś sie ... kolaborantem ? Chyba jednak nie ...
Oley, poruszyłeś ciekawą kwestię jednak pozwól, że nie wypowiem się na szybko. Na obu pozycjach, mamy w Polsce spory problem. Owszem mamy kilku obiecujących dzieciaków (Kucharczyk, Borysiuk, Jankowski) ale odpowiedniej klasy nie mówiąc o doświadczeniu u nich brak. Na pewno trzeba obserwować Sobiecha, na pewno trzeba śledzić poczynania Borysiuka ale na dziś w kadrze to ja ich nie widzę (a na pewno nie jako zbawców w obecnej sytuacji).
I doskonale zdaję sobie sprawę że jesteś w stanie dyskutowac z ludźmi o różnych poglądach, spierac się z nimi w cywilizowany sposób, przekonywac do swoich racji. Tylko nie pisz że nie głuchniesz na argumenty inaczej myślących w tej konkretnej sprawie bowiem gdyby tak było to nie napisałbyś że nie rozumiesz i nie zrozumiesz. Czyli niezależnie od argumentów strony przeciwnej Ty i tak pozostaniesz na nie głuchy i swojego zdania nie zmienisz.
Z mojej strony akurat to nie jest absolutnie żaden zarzut. Wręcz przeciwnie. Doceniam ludzi o ukształtowanych i , w moim odczuciu, słusznych poglądach
A to że będziesz swoich przeciwników traktował jak ludzi i mimo że pozostana przy swoim zdaniu to dalej moga liczyc na wymiane z Toba poglądów to zupełnie inna sprawa. To po prostu kwestia otwartości i kultury z Twojej strony
Kończąc "osobisty" wątek chciałem jeszcze napisac że oglądając wczorajszy mecz jakoś nie mogłem pozbyć się natrętnej mysli, że kilka akcji Legia by lepiej rozwiązała lub dokładniej przeprowadziła. Nie jest to niestety najlepsza ocena gry naszego zespołu bowiem jak wszyscy sobie zdajemy sprawę, Legia ma jeszcze sporo do poprawienia jeżeli chodzi o dokładność zagrań
Wiesz co? Ja mam nieodparte wrażenie, że wszystkie te "izolacyjne" postawy to nic innego, jak czysta, śmierdząca hipokryzja. "Orzełek"*, Lato, Smuda, Polanski, stadionowe obsuwy, etc. - to tylko preteksty. Żenujące wymówki i zasłony mające jedynie ukryć ten prosty fakt, że tak naprawdę liczy się wynik. I to on napędza (bądź niweluje) zainteresowanie daną drużyną.
W latach 90tych, gdy graliśmy piasek i kończyliśmy każde kolejne eliminacje meczami o pietruchę, też nikt się kadrą nie interesował. Nie było ożywionych dyskusji, nie było ciar na plecach przed pierwszym gwizdkiem, a na trybunach hulał wicher. Pamiętam, że na kończące któreś kwalifikacje wyjazdowe spotkanie z Azerbejdżanem - rozgrywane zresztą bodaj w Turcji - wybrał się 1 (słownie: jeden!) kibic Biało-Czerwonych. Pamiętam też, że był z Oławy, nawet w Piłce Nożnej materiał o nim zrobili.
Tyle, że wtedy było jakby uczciwiej. Nikt nie szukał wymówek, choć przecież mógł: w PZPNie Dziuroland, selekcjonerem jakaś fajtłapa w podobie Apostela, stadiony popadające w ruinę... A potem Dziurę seniora zastąpił Listkiewicz, zaś selekcjonerem został bliżej nieznany typ, ściągnięty prosto z cypryjskiej plaży. I co? Nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, ten typ zaczął odnosić sukcesy. Sprał Ukraińców, sprał Norwegów, Walijczyków i resztę i po szesnastu latach przerwy zabrał nas na Mundial. Czy Listkiewicz i jego kolesie stali się uczciwsi? Nie bardzawo. Czy zamiast ruin doczekaliśmy się cacek sportowej architektury? E-e. A popatrz, nagle wszyscy stali się zagorzałymi kibicami reprezentacji.
Stawiam pół pensji na to, że jeśli ekipie Smudy się uda, będzie dokładnie tak samo.
* Co to, k*$%!, jest "orzełek"??? Godłem mojego państwa jest Orzeł (Biały), orzełka to sobie można wywinąć na śniegu...
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że większość kibiców to fani...sukcesu. Tak było, jest i będzie..jednak drużyna narodowa to powinno być coś więcej. Fakt, faktem pamiętam puste trybuny na meczach reprezentacji i to bez żadnych protestów czy "Orlich" afer, "Lat", zim czy innych "Kręcin". Wynik an pewno jest bardzo ważnym czynnikiem, od tego nie uciekniemy. Tak jak od tego, że większość kibiców reprezentacji to kibice "niedzielni", stąd też nigdy nie będziemy świadkami tak zorganizowanego dopingu jak na meczach drużyny klubowych.
ps: przyjąłem z pokorą reprymendę "Orlą"
/większość kibiców to fani...sukcesu. Tak było, jest i będzie..jednak drużyna narodowa to powinno być coś więcej./
Może i powinno, ale czy kiedykolwiek było? OK, pamiętam opowieści moich rodziców o tym, jak oglądali MŚ'74 i tak im wesoło było, że aż połamali dwa fotele i zrzucili karnisz. Na żywca pamiętam szał wokół kadry w latach 2001-2 i 2005-8. No i jeszcze olimpijskie mgnienie na pocz. lat 90tych. Ale to wszystko było przecież napędzane sukcesami. Bo właśnie, kibiców sukcesu zawsze było, jest i zawsze będzie najwięcej. I ja w tym nie widzę nic strasznego. Niech sobie każdy kibicuje jak chce i umie. A jeśli chce i umie tylko wtedy, gdy zespół wygrywa - cóż, jego sprawa.
Straszny wydaje mi się tylko medialny pęd na bycie kibicem "tru, sru and sru i do grobowej deski". To jest właśnie ten fałsz, ta hipokryzja, o której pisałem wyżej. Nikt nikogo nie zmusza do bycia z drużyną na dobre i na złe. Ale jeśli nie chcesz być "na złe", to uczciwie to przyznaj, nie zasłaniaj się jakimiś idiotycznymi wymówkami.
pees.
Ej no, ale to z "orzełkiem" to wcale nie była reprymenda, tylko uwaga natury ogólnej
Trochę dryfujemy od tematu kibicowania kadrze
Niestety, jakiś czas temu jajogłowi od marketingu wcisnęli ciemnemu ludowi, że kibicować = kupić koszulkę, piwo (koniecznie z 'właściwego' browaru), siąść przed telewizorem i robić "aaa...!!!". A jak już iść na stadion, to po to, by machać łapką do kamery, stroić durne miny, pstrykać fotki i wieszać je na zbuku, czy innej nk. Oczywiście, taka postawa napotkała zdecydowany opór ze strony 'zaangażowanych', no i dalej to już sprawy poszły swoim torem.
Mnie osobiście w tym całym bezsensownym podziale najbardziej wkurza (i przeraża) obustronny brak zrozumienia dla trzech prostych faktów:
1. Rubież pomiędzy ultrasem, a piknikiem ma naturę nie poglądową, a czasową. Ultras i piknik to często ten sam człowiek. Ultras dziś, piknik za lat piętnaście, dwadzieścia. I na odwrót - dzisiejszy piknik to często ultras sprzed półtorej dekady. Sam jestem żywym przykładem
2. Obie strony są potrzebne drużynie. "Zaangażowani" niosą ją dopingiem, "sezonowi" zasilają klubowy budżet.
3. Ekstremalne zachowania w obu grupach są tak samo głupie. Fotki na fb/oprawa to tylko dodatek do meczu. Nie odwrotnie.