Senatorze, pewnie zaczniemy grać lepiej, pewnie zaczniemy punktować i wygrywać, niestety sufit naszych możliwości w tym sezonie to i tak najprawdopodobniej cudem wywalczony awans do europejskich pucharów, dokładnie tak jak rok temu. Legia drepcze w miejscu, popada w nijakość, a sprawcy całego zamieszania pochowali głowy w piasek, niewątpliwie planując już jak tu chytrze zrzucić całą odpowiedzialność na kolejnego trenera.
Oczywiście ja nie mówię, że Feio jest bez winy. Sądzę, że on za bardzo wierzy w swój trenerski talent i za optymistycznie podchodzi do naszych piłkarzy, którzy w mediach plotą jaki to mają charakter i jak nie znoszą przegrywać, podczas gdy potem na boisku wyglądają jak klasyczne ciepłe kluchy. Czy dał im za mocno w kość, sądząc, że i tak jakoś wykorzystamy niezły lutowy terminarz, czy może popełnił gdzieś błąd w sztuce i teraz trzeba czasu, żeby to odkręcić, czy liga rozczytała już nasze granie po jesiennej zmianie taktyki, a może wszystko na raz, trudno powiedzieć.
Niemniej sytuacja, w której Gual jest naszym jedynym napastnikiem to jest jakiś niewiarygodny wręcz absurd. Taki Orlando Sa wciągał Guala jedną dziurką od nosa, a siedział na ławie, bo gwiazdorzył. To co zrobić z Gualem? Ja rozumiem kiedy napastnik jest egoistą pod bramką, wali z każdej pozycji, no ale ten gość najwyraźniej wierzy, że okiwa trzech na środkowej linii, minie trzech kolejnych w pełnym biegu, załaduje w okno z trzydziestu metrów i zaraz pójdzie do Realu, żeby posadzić Mbappe na ławę. I my przez tego piłkarskiego analfabetę fantastę tracimy kolejnego gola, ale grać on musi, bo Tomek Pekhart wnosi do gry tyle ile wniósłby pierwszy lepszy emeryt z orlika. Naprawdę brak już słów na to.
This is a comment on "Piast - Legia 1-0: Gorzej być nie może?"
