W piłce nożnej , tak jak w życiu, ważnym składnikiem racjonalnego postępowania jest trafny obraz rzeczywistości.
Jedną z przesłanek jest chęć unikania kosztownych pomyłek będących efektem iluzji, zamiast realizmu. Właściwie każdemu zależy ,aby wyrobić sobie słuszny pogląd, przy czym jedni czynią to poprzez wnikliwe analizy, a inni opierają się na przesłankach, które pozyskują z trzech źródeł : od wiarygodnych nadawców, na podstawie relacji innych osób oraz w postaci gotowych idei.
Wieloletnie badania pozwoliły na wyodrębnienie dwóch cech wiarygodności nadawcy : jest ekspertem i charakteryzuje się rzetelnością.Przed 2 tysiącami lat rzymski poeta Wergiliusz udzielił prostej wskazówki poszukującym najkrótszej wiedzy do trafności " Uwierzcie ekspertom". Współczesne media stosują się do tej rady wierząc,że ich rady wywierają duży wpływ na opinie publiczną. Lecz samo nazwanie kogoś ekspertem nie wystarczy , bowiem musi on być wiarygodny czyli rzetelny, uczciwy i bezstronny. Aby wywierać takie wrażenie na odbiorcach ekspert musi wykazać,że jego komunikat nie służy zmianie postaw odbiorców w interesie nadawcy , lecz przeciwnie służy ich interesom dostarczając im zgodnych z prawdą informacji na dany temat.
Kolejną przesłanką trafności obrazu rzeczywistości są relacje innych podmiotów. Jeżeli jakieś działanie spotyka się z aprobatą większości to i my uważamy je za trafne. W ten sposób można też wywołać pożądany skutek przez manipulacje lub wywołaniem sztucznego tzw. odruchu stadnego. Czego często doświadczamy na stadionach lub w np.w działalności menedżerów.
Wreszcie trzecią przesłanką trafności jest łatwość z jaką potrafimy sobie wyobrazić rozwiązanie problemu lub samą ideę przyświecającą działaniu. Nadawcy mogą ten cel osiągać na dwa sposoby : pierwszy polega na wielokrotnym przedstawianiu idei , co potwierdzają badania, aby uznać ją za prawdziwą . Druga metoda polega na pytaniu odbiorców jak sobie daną ideę i jej realizację wyobrażają.
Czasami potrzeba poznania trafnego obrazu rzeczywistości jest szczególnie intensywna i wówczas szybko i łatwo ulegamy sugestii lub też ten obraz zależy od naszego osobistego zaangażowania albo nastroju.Łatwiej przyswajamy obraz rzeczywistości jako trafny kiedy jesteśmy zadowoleni.
Podany powyżej kontekst przyszedł mi na myśl po wysłuchaniu i przeczytaniu wywiadu z Michałem Żewłakowem .
Zaś w odniesieniu do naszego rywala Lecha to ma on zastosowanie do spotkania Lecha z Radomiakiem , kiedy to Lech kontrolował przebieg meczu, prowadził 2:0 i trener Frederiksen dokonał 5 zmian i Radomiak zremisował . Nie był to jedyny przykład nietrafnego oglądu rzeczywistości przez trenera Lecha ( Feio zajmę się po sezonie
.
Niels Frederiksen ma 55 lat i jest typowym przedstawicielem duńskiej szkoły futbolu , której podstawy nadał szkoleniowiec niemiecki Sepp Piontek ( trener reprezentacji Danii w latach 1979-1990). Sepp Piontek pogodził dwie skrajności : dyscyplinę taktyczną z wolnością wyboru oraz zespołowość z indywidualizmem. Fundamentem jego widzenia futbolu była indywidualna odpowiedzialność każdego zawodnika za wynik drużyny.
Kolejnym kamieniem milowym w rozwoju duńskiego futbolu było zapoczątkowane przez FC Midtjyland wprowadzenie do praktyki treningowej i meczowej modelowania matematycznego i do pracy mentalnej testów osobowościowych opracowanych przez psychologów i neurobiologa.
To Duńczyk Riddersholm wprowadził system ocen zawodników zwany KPI ( Kluczowy Wskaźnik Efektywności) , a także zmodyfikował kategorię "goli oczekiwanych " przez wprowadzenie pozycyjności czyli z jakiej pozycji uderzenia na bramkę są najbardziej efektywne . Wczoraj tę metodę pokazał Gholizadeh , który tylko z niej zdobywa bramki ,a nasi go do tej pozycji dopuścili .
Riddersholm współpracował z wybitnym analitykiem Benhamem ( z Oksfordu) i dał się przekonać do tego,że modele matematyczne wskazują,że np. najlepszym sposobem na utrzymanie minimalnego prowadzenia jest agresywne dążenie do zdobycia kolejnej bramki. I odwrotnie ; grając na utrzymanie wyniku drużyna tylko zmniejsza prawdopodobieństwo ,że coś strzeli i tym samym zwiększa szanse na to ,że to rywal trafi do siatki.
W owym czasie ( 2014 rok) rywalami Middtjyland były KB Kopenhaga i Brondby, które "przejęły" wynalazki przeciwnika. A Fredreiksen był trenerem Brondby w latach 2019-2022 zdobywając z nim Tytuł mistrza Danii w 2021 roku ( po zwolnieniu był przez 7 miesięcy bezrobotny).
Z uwagi na osobę trenera oraz szeroką kadrę zawodników Lech wydawał się być pewnym kandydatem do zdobycia Tytułu Mistrzowskiego,ale na razie nie jest tego pewny, bo zanotował zbyt wiele wpadek podobnych to tej z Radomiakiem.
Jak na nasze warunki to w Lechu są piłkarze z bardzo przyzwoitym CV ,że wymienię bramkarza Bednarka, który bronił w Twente Enschede i Herenveen, a skoro ustąpił miejsca Mrozkowi to ten jest lepszy,
obrońców: Rasmusa Cartsena ( Genk, FC Koln) , Filipa Dagerstala ( Norkoping, Chimki), Antoinio Milicza ( Hajduk Split, Anderklecht),Bartosza Salomona ( Brescia,milan, Sampdoria, Cagiari),
pomocników : Ali Gholizadeha ( RSC Charleroi), Dino Hoticza ( Cercle Brugge), Filipa Jagiełło ( Genoa, Brescia , Spezia), Alfonso Sousę ( Porto i B-Sad Lizbona), Bryana Fiabemę ( Chelsea i Real Sociedad San Sebastian),
napastników : Mikela Ishaka (FC Koln, Parma , FC Nurberg) , Patryka Walemarka ( Feyenoord ).
A do tego dochodzą doświadczeni; Douglas, Pereira i Radosław Murawski oraz młodzi i utalentowani : Gurgul( 19 lat),Mońka ( 18 lat), Pinot ( 22 lata), Kozubal ( 21 lat), Lisman ( 19 lat) , Thordarson ( 21 lat).
Mając tak doborowy i wyrównany skład z silną ławą Lech powinien zdominować ligę, lecz w kilku meczach trenerowi chyba zabrakło trafnego obrazu rzeczywistości . Na co zwrócił uwagę trener Feio w wywiadzie przedmeczowym mówiąc,że Legia będzie starała się wykorzystać fazowość w grze Lecha. Bowiem Lech ma dwa problemy : nie potrafi odwrócić niekorzystnego wyniku i tracił punkty w końcowym stadium meczów po nietrafnych zmianach dokonanych przez trenera.
Jak trafnie zwrócił uwagę Gawin - te trafne analizy Feio nie przekładają się na wyniki czyli szwankuje umiejętność praktycznego wdrożenia teoretycznej wiedzy.
Natomiast straty bramek przez zespół Lecha w początkowych fazach miało przyczynę w tym ,że Frederiksen wystawiał graczy na zasadzie rotacji ,w tym na boisko wychodzili ci gorsi.
Tak było w meczu z Widzewem (21,07) kiedy to od początku grali m.innymi BaLua i Szymczak, których Lech w przerwie zimowej się pozbył.Lech na początku stracił dwie bramki i strat nie odrobił.
Podobnie było z Rakowem ( 0:0) kiedy na boisku dopiero w końcówce weszli tacy jak Gholizadeh czy Hakans.
W meczu z Motorem (05.10) Lech zdobył prowadzenie ,ale doszło do wyrównania i Frederiksen wprowadził graczy ofensywnych ( Gholizadeha, Szymczaka, Fiabemę i Lismana ) i Lech przegrał 1;2.
W meczu z Puszczą ( 02.11) Lech został ustawiony ultraofensywnie i przegrał 0:2 , a trener wprowadził na II połowę graczy defensywnych ( Douglasa, Anderssona, Jagiełłę).
Identycznie jak z Motorem Lech zagrał z Górnikiem Zabrze ( 06,12) , stracił bramkę, wyrównał , trener wprowadził graczy ofensywnych i dostał drugą na porażkę.
Natomiast tak jak z Widzewem Lech zaczął od straty bramki z beznadziejną jesienią Lechią i mimo zmian - przegrał.
Można powiedzieć,że wiosną mecze z Rakowem czy Jagą Lech miał prawo przegrać , a nawet ze Śląskiem,ale zmiany dokonywane przez trenera zespołowi nie pomagały, bo powtarzał się z w nich ten sam schemat , wśród 5 zmienników wchodziło 2 graczy ofensywnych i 3 defensywnych.
O meczu z Radomiakiem już wspomniałem, bowiem jest on jaskrawym przykładem i fazowości w grze Lecha i fałszywego przekonania trenera ,że spotkanie jest rozstrzygnięte i można dokonywać zmian.
Wydaje się,że Frederiksen ma ten sam problem jaki miał przed 28 laty trener Jabłoński w Legii,że jak miał za dużo dobrych zawodników to miał nieuleczalne problemy z wyborem najlepszych, jednocześnie chcąc, aby każdy sobie pograł.
Lech gra w ustawieniu 4-2-3-1, ale w istocie jest podzielony na dwie formacje : defensywną ( 6) i ofensywna ( 4). W tej ofensywnej na środku napadu występuje Ishak,na skrzydłach Gholizadeh i Hakans, a jako rozgrywający Sousa.
Komfort bezpieczeństwa mają im zapewniać dwaj defensywni pomocnicy , którzy jednocześnie mają strzec luk międzystrefowych w obronie.
Najczęściej w tej formacji występował Kozubal , mając kolo siebie Murawskiego , Jagiełłę lub jak wczoraj Hoticza.
Nowoczesne zdefiniowanie roli defensywnego pomocnika zawdzięczamy trenerowi FC Nantes Raynaldowi Denoueixowi , który ją wytworzył dla Didiera Deschampsa.
W Hiszpanii środkowi pomocnicy kreują grę, w Anglii przemieszczają się po całym boisku , we Włoszech są wszechstronni i mogą grać na skrzydle , a we Francji pełnią rolę służebną wobec lidera lub najlepszego strzelca.
Sam Deschamps mówił ,że miał szczęście grać obok takich gwiazd jak np Zidane,ale nadrabiał niedostatek talentu pracowitością i poświęceniem.
Jak mówił o nim kolega z reprezentacji Dugarry :"Didier to gość, który dzięki niewiarygodnej umiejętności przystosowania do otoczenia miał wyjątkową karierę .Jego wielką zaletą była zdolność analizy i autoanalizy . Zdawał sobie sprawę ze swych ograniczeń i nigdy nie próbował komplikować sytuacji. Skupiał się na tym , by robić wszystko bardzo dobrze . Nigdy nie naraził drużyny na niebezpieczeństwo".
W Lechu takim podobnym do Deschampsa piłkarzem jest Antoni Kozubal. Wykonuje tytaniczną pracę , nie dla siebie , nie na pokaz,ale dla drużyny. To jemu Lech zawdzięcza ,że Sousa, Gholizadeh i Ishak mogą skupiać się na zadaniach ofensywnych , pomijając obronne.Lech zawsze może liczyć na jego obecność w fazach przejściowych.
Lecz jak to pokazuje historia nie wszyscy trenerzy potrafili wkomponować w zespół nawet tak wybitnych graczy jak Makelele czy Kante , aby byli w ten szczególny sposób przydatni. Dopiero kiedy reprezentację Francji objął Deschamps to pozycja defensywnego pomocnika znowu stała się kluczowa.
Wydaje się,że Frederiksen także tę kognitywistyczną umiejętność posiadł.
Bowiem Kozubal gra ofiarnie , bezinteresownie , cechuje go dyscyplina pozycyjna i potrafi nie tylko odbierać piłki ,ale i pod presją się przy nich utrzymywać.
W Legi chyba większym potencjałem na tej pozycji dysponuje Oyedele i wielka szkoda,że we wczorajszym spotkanie zagrać nie mógł.
Trener Feio trafnie przewidział zamysł gry ofensywnej Lecha od początku meczu, aby zdobyć bramkę i tej zdobyczy bronić i nastawił swój zespół w identyczny sposób.Tyle tylko ,że animuszu naszej drużynie starczyło na 9 minut, po czym daliśmy się zepchnąć od zbyt głębokiej obrony.Dopiero po drugiej przerwie spowodowanej zadymieniem zespół Legii wrócił na tory kontrolowania wydarzeń boiskowych.
W takich meczach jak wczorajszy uwidacznia się różnica w tym co nazywamy klasą zawodnika i u nas pozytywnie wyróżniali się : Vinagre, Morishita - obaj mimo niestrzelenia bramek z czystych pozycji, Goncalves , Wszołek i Kapuadi.Ponadto uwidoczniła się większa dojrzałość naszego zespołu wynikająca z ogrania zawodników z rywalami z wysokiej piłkarskiej półki.
Nie będę konkurował z Gawinem w opisie wydarzeń , napiszę tylko,że przegraliśmy z dwóch powodów : pierwszego zasadniczego ,że nie potrafiliśmy wygrać i drugiego ,że trener nie opracował modelu niedopuszczenia do oddania strzału przez Gholizadeha z jedynej pozycji z jakiej on strzela bramki czyli ma on wypracowany strzał w długi róg z podcinki lewą nogą z prawej strony pola karnego w odległości ok. 12 metrów od linii końcowej i ok.6 metrów od linii bocznej pola karnego.Teoretycznie opiekę nad nim powinien sprawować Luquinhas ,ale powinni go wesprzeć i Vinagre i Kapuadi.
Popełniliśmy jeden błąd w obronie i o jeden błąd za dużo.
Zespół Lecha niczym, ani pozytywnym , ani negatywnym nie zaskoczył, zagrał z Legią bardzo poprawnie w dużą dyscypliną taktyczną. Usiłował zaskoczyć nasz zespół ofensywnym nastawieniem we wstępnej fazie spotkania ,ale kiedy ten manewr zawiódł skupił się na blokowaniu dostępu do własnej bramki przechodząc sporadycznie do szybkich ataków z zachowaniem głębi obrony.Widać było ,że tak od 30' Lech chciałby wygrać,ale jeszcze bardziej nie chciał przegrać.
Przyznam ,że znacznie bardziej lubię chwalić niż ganić,a krytykuję tylko wówczas kiedy "Tatuś musi"
. . W okresie złej passy dla sędziów piłkarskich , w znacznym stopniu zasłużonej,cieszy ,że można bardzo pozytywnie ocenić pracę Wojciecha Mycia, za prowadzenie wczorajszego, trudnego , pełnego pasji i podtekstów , spotkania Legii z Lechem.
Mnie nie przeszkadza bliska współpraca Mycia z sędziami VAR, gdyż pozwala ona na uniknięcie rażąco niesłusznych decyzji. Takie podejście może mieć jedną słabość,że arbiter może nie zauważyć fauli czynionych poza obszarem obserwacji piłki przez kamery,ale wczoraj nic takiego nie nastąpiło , pewnikiem wskutek tego ,że piłkarze obu drużyn trzymali nerwy na wodzy i sami sprawiedliwości nie usiłowali wymierzać.
Wczoraj Myć miał 3 sytuacje , które wzbudziły emocje wśród zawodników na boisku i na ławkach trenerskich i wszystkie rozwiązał prawidłowo:
- w 45' nasi protestowali przeciwko ukaraniu żółtym kartonikiem Vinagre za faul na Ishaku, ale decyzja była słuszna, bo podcięcie od tyłu w staw skokowy zawsze uznaje się za zagranie nierozważne,
- w 51' zawodnicy Lecha domagali się podyktowania rzutu karnego za rzekomy faul w polu karnym Luquinhasa na Pereirze - co arbiter słusznie zlekceważył ,a gdyby potraktował formalistycznie to powinien ukracać Lechitę za symulowanie i usiłowanie wymuszenia rzutu karnego. Owszem Luquinhas zagrał piłkę zbyt wysoko uniesioną nogą, ale w ogóle nie dotknął Pereiry,
- w 71 'Gual domagał się odgwizdania faulu na nim Milicza i ukarania go kartką ,ale Milicz nie wykonał żadnego ruchu i to Gual wpadł na niego i odbił się jak od ściany ,a przecież ściany nie można winić
.
Sędzia Myć jak pamiętamy był szalenie krytykowany jako wynalazek b, szefa KS Zbigniewa Przesmyckiego ( pozdrawiam) i cieszy ,że nie sprawia zawodu swemu protektorowi i nam kibicom.
Wczorajszy mecz z obu stron był pokazem rozsądnej strategii oraz dyscypliny taktycznej w jej wykonaniu. Zmiany w kontroli przestrzeni wynikały z realizacji lub braku możliwości realizacji założeń taktycznych, podobnie jak cele drużyn w czasie gry. Ani Legia ,ani Lech nie zdołały narzucić swoich warunków co świadczy o wyrównanym poziomie obu rywali. Wynik korzystny dla Lecha to skutek nieskuteczności gry Legii oraz przebłysku geniuszu Gholizadeha.
This is a comment on "Legia - Lech 0-1: Piłkarska impotencja"
