- Kategoria: MS2014
- gawin76
-
Jakie mistrzostwa?
Nie pamiętam mistrzostw świata w piłce nożnej, które rozpoczynałyby się... w czwartek. Cóż, oby wyjątkowość dnia rozpoczęcia turnieju przełożyła się na jego atrakcyjność! Największa piłkarska impreza globu rusza 12 czerwca w Brazylii. Jak nietrudno zauważyć, bez reprezentacji Polski. Nie napiszę, że 'może to i lepiej', absencji Polaków żałuję, ale nie sposób zaprzeczyć tezie, że brak dodatkowego bagażu oczekiwań, nerwów i nieuniknionych frustracji związanych z grą Polaków, może korzystanie wpłynąć na komfort śledzenia mistrzostw.
Czego kibice futbolu mogą spodziewać się po brazylijskiej imprezie? Hm, każdy ma pewnie jakieś prywatne życzenia i oczekiwania. Ja życzyłbym sobie odwrócenia tendencji, zgodnie z którą mistrzostwa rozgrywane w dwudziestym pierwszym wieku są wyraźnie słabsze i mniej atrakcyjne niż turnieje z poprzedniego stulecia.
Jako sześcioletni brzdąc 'załapałem się' na brązowy (tzn. srebrny) medal reprezentacji Polski w Hiszpanii. Espana '82 nie zajmuje jednak szczególnie eksponowanego miejsca wśród moich wspomnień. Pamiętam, owszem, mecze Polaków z Peru, Belgią, ZSRR, pamiętam przegrany półfinał z Włochami i mecz o trzecie miejsce z Francją. Byłem jednak jeszcze za młody, żeby rozkoszować się piłką nożną bez udziału 'naszych'.
Mexico '86 to już inna historia. Nawiasem mówiąc, tamte mistrzostwa, z wieloma meczami rozgrywanymi o nieludzkich dla europejskiego kibica porach (ten osobliwy 'cios' został jeszcze ponowiony podczas Igrzysk Olimpijskich w Calgary w 1988 roku) stały się dla mnie zamoczoną w herbacie magdalenką z powieści Prousta. Kiedy inni narzekają na mecze rozpoczynające się o północy polskiego czasu, ja uśmiecham się z zadowoleniem, bo nocne transmisje uwielbiam na zasadzie sentymentalnego skojarzenia od szczenięcych lat, właśnie od turnieju w Meksyku. To były zresztą świetne mistrzostwa, zdominowane przez genialnego Diego Maradonę i jego Argentynę, z którą sympatyzowałem. Nie sposób zapomnieć również atomowego wejścia w turniej w wykonaniu reprezentacji ZSRR (6:0 z Węgrami) i Danii (komplet punktów w fazie grupowej, w tym 6:1 z Urugwajem). Nie sposób zapomnieć pasjonującego ćwierćfinału, w którym Francja rzutami karnymi pokonała Brazylię i jednego z najbardziej dramatycznych finałów w historii mistrzostw świata, w którym Niemcy ze stanu 0:2 doprowadzili w meczu z Argentyną do wyniku 2:2, by ostatecznie przegrać 2:3.
Kolejne mistrzostwa budziły sprzeczne opinie. Italia '90 to był z jednej strony turniej meczów nudnych, w których mnóstwo było gry na czas, zwłaszcza z udziałem bramkarzy, którzy mogli wtedy jeszcze chwytać w dłonie piłkę zagrywaną od obrońców. To był turniej zakończony brutalnym finałem, w którym Niemcy zrewanżowali się Argentynie za porażkę sprzed czterech lat, zwyciężając 1:0. Z drugiej jednak strony, solą turniejów mistrzowskich są wielkie mecze, mecze które przechodzą do legendy. A tych kilka we Włoszech było, na czele z dramatycznym półfinałem Niemcy – Anglia, z ćwierćfinałem, w którym rewelacyjny Kamerun był o włos od wdarcia się do strefy medalowej, przegrywając z Anglią 2:3, mimo że do 83. minuty prowadził 2:1. Wysoko cenię również historycznie niedoceniane, ale moim zdaniem doskonałe mecze z udziałem Jugosławii w fazie pucharowej (2:1 z Hiszpanią i 0:0 z Argentyną, która okazała się lepsza w rzutach karnych) oraz emocjonujący mecz Anglia – Belgia w 1/8 finału, w którym Belgowie nacierali, bodaj dwukrotnie obijając słupek angielskiej bramki, by wreszcie przegrać 0:1 po spektakularnym woleju Davida Platta w 119. minucie meczu.
Turniej USA '94 to niespodziewana ofensywa drużyn niedocenianych przed turniejem. W półfinale zameldowali się Bułgarzy, których najlepsze w historii pokolenie piłkarzy na czele z Hristo Stoiczkowem pokonało w ćwierćfinale Niemców 2:1, oraz Szwedzi. A warto jeszcze wspomnieć o Rumunach dowodzonych przez Gheorge Hagiego, którzy rozegrali nieprawdopodobny mecz w 1/8 finału z Argentyną, w pierwszych minutach zaskakując jednego z faworytów turnieju (co prawda nieco zamroczonego po zdyskwalifikowaniu Diego Maradony) i dowożąc do końcowego gwizdka zwycięstwo 3:2. Wybornym daniem okazał się również ćwierćfinał Brazylii z Holandią, w którym oba zespoły pozorowały grę w pierwszej części meczu, by ruszyć na siebie w drugich czterdziestu pięciu minutach. Po wymianie ciosów triumfowała Brazylia 3:2.
France '98 to turniej, do którego przystąpiło moim zdaniem najwięcej drużyn kompletnych, takich, które mogły pokusić się o zdobycie tytułu mistrzowskiego. Paradoksalnie Francja, która ostatecznie ten tytuł wywalczyła, wcale nie grała najlepszej piłki na mistrzostwach, nie przez większość turnieju. Znacznie ciekawiej wyglądała rozbita przez Francję w finale Brazylia, w składzie z Ronaldo. Ze statystycznego punktu widzenia bardziej udanym turniejem dla Ronaldo był kolejny, ten w Korei i Japonii, ale to we Francji Ronaldo był facetem z innej galaktyki, bez dwóch zdań najlepszym napastnikiem świata. Oprócz Brazylii była jeszcze Argentyna z zabójczo skutecznym Gabrielem Batistutą, grająca piękną piłkę Holandia dowodzona przez Guusa Hiddinka, nawet Anglia, w składzie której furorę robił młodziutki Michael Owen. Znakomite były mecze Argentyńczyków, dramatyczny zwycięski z Anglią w 1/8 finału (w moim subiektywnym rankingu najlepszy mecz mistrzostw świata, jaki w ogóle w życiu widziałem) i przegrany z Holandią w ćwierćfinale po zjawiskowej bramce Dennisa Bergkampa. Tamten turniej uzupełniali jeszcze rewelacyjni Chorwaci, którzy w ćwierćfinale rozbili Niemców 3:0, Nigeryjczycy, którzy w pierwszym meczu stworzyli piękne widowisko, pokonując Hiszpanię 3:2 i niedoceniani Duńczycy, którzy dopiero w ćwierćfinale ulegli po morderczej walce Brazylii.
Potem w dacie na początku pojawiła się dwójka i... coś się zepsuło. Azjatyckie mistrzostwa w Korei i Japonii w 2002 roku skutecznie obrzydzili sędziowie, ordynarnie ciągnąc za uszy do strefy medalowej Koreę, ale widoczne było też przekleństwo zmęczenia gwiazd, na skutek którego jak muchy padały drużyny wymieniane przed turniejem w gronie faworytów – Francja, Portugalia czy Argentyna. Z sympatią można wspomnieć drużyny Senegalu i brązowych medalistów mistrzostw, Turcji, ale to za mało, by azjatycki turniej mógł zajmować wysoką lokatę w klasyfikacji turniejów mistrzowskich.
Potem były Niemcy '06, gdzie miało być wszystko, stadiony, atmosfera, świetna gra – a jednak turniej kompletnie załamał się na fazie pucharowej, do której wprawdzie weszli wszyscy najlepsi, ale tylko po to, by... dać pokaz antyfutbolu. Dominował minimalizm, mnóstwo było nudnych remisów i dogrywek bez ryzyka, a trafnym podsumowaniem fazy pucharowej stał się finał, w którym Włochy pokonały po rzutach karnych Francję, chociaż kto wie, czy nie bardziej niż sam mecz i jego rozstrzygnięcie pamiętana jest knajpiana bójka, w której uczestniczyli Zinedine Zidane i Marco Materazzi. Rodzynkiem w niestrawnym niemieckim cieście był półfinał, w którym gospodarze starli się z Włochami. To był bez dwóch zdań doskonały mecz, zakończony zwycięstwem Włochów 2:0.
Cztery lata temu w RPA zabrakło nawet takiego rodzynka. Mógł być nim mecz Niemcy – Anglia w 1/8 finału, kiedy Niemcy zaczęli od prowadzenia 2:0, Anglicy zdobyli bramkę kontaktową, a jeszcze przed przerwą wyrównali, ale bramka Franka Lamparda została w zupełnie niewytłumaczalny sposób przeoczona przez urugwajskiego sędziego Larriondę i jego asystentów. Ten mecz od stanu 2:2 mógł w drugiej połowie powędrować w obłędnym kierunku, niestety błąd arbitra zepsuł zabawę. Hiszpanie dobrnęli do złota po czterech kolejnych zwycięstwach 1:0, pokonując w finale Holandię, która sprzeniewierzyła się swoim ideałom futbolu radosnego i ofensywnego, strasząc futbolowy świat twarzą zakapiora Marka van Bommela. Zupełnie nową jakością błysnęła fantazyjnie grająca drużyna Niemiec, duchem gry zespołowej kibiców zjednał sobie Urugwaj, ale jednak były to mistrzostwa, w których emocje... opadały zamiast rosnąć i nie zostało po nich wiele w pamięci.
Teraz, kilka dni przed startem kolejnego turnieju, wiele wskazuje na to, że bohaterowie znów będą zmęczeni długim sezonem i natłokiem meczów ligowych i pucharowych. Potencjalne gwiazdy brazylijskiego turnieju wypadają z powodu kontuzji przed rozpoczęciem mistrzostw. Kontrowersje budzi również stan przygotowania gospodarzy do organizacji turnieju. Ale może na przekór przewidywaniom i obawom, to będą mistrzostwa wielkie i niezapomniane? Właśnie tego sobie i wszystkim kibicom piłki nożnej życzę.
Obawiam się, że dużym problemem będą warunki atmosferyczne, szczególnie mecz Anglia - Włochy i jego abstrakcyjne miejsce i pora rozgrywania mogą poważnie wpłynąć na rozstrzygnięcia w tej niełatwej przecież grupie.
Co do wspomnień, niespełna 8-latek też nie za bardzo umie przeżywać grę. I też to mówię na podstawie España 82. Najlepiej, oprócz Polaków, pamiętam Węgry – Salwador 10-1, powtórzonego karnego w, zdaje się, Hiszpania – Jugosławia i ½ Niemcy – Francja. Doskonały mecz i ten atak Schuemachera na Batissona. A Boniek w studiu TVP w koszulce CCCP to dla mnie był ‘ruski volksdeutsch’.
W Meksyku, płakałem, gdy Brazylia odpadła (najbardziej żałowałem prawego obrońcy Josimara, autora pięknych goli przeciwko Irlandii Płn. i Polsce) i cieszyłem się, gdy Argentyna wygrywała. Bardzo żałowałem, gdy nasz Jan Karaś rąbnął w poprzeczkę w 1/8 finału. Szkoda mi było Maroka, naszego grupowego wybawcy, gdy w 88. minucie stracili gola z Niemcami. Zapamiętam, jeszcze nieuznaną bramkę na 99 proc. Michela z Hiszpania - Brazylia i czerwoną kartkę dla Urugwajczyka w 1. minucie meczu (chyba ze Szkocją).
We Włoszech, dla odmiany, cieszyłem się, gdy wreszcie Argentyna przegrała w finale i patrząc na łzy Maradony. Największa radość w tamtym turnieju to, gdy Rincon z Kolumbii wyrównał w doliczonym czasie z Niemcami (faza grupowa). Świetne mecze grali Belgowie, ale Gawin wspomniał, jak spektakularnie odpadli.
94 Obejrzałem dokładnie, wszystkie egzaminy na studiach zdałem w przedterminie, żeby się nie rozpraszać. Rzeczywiście 1/8 finału, Rumunia – Argentyna: doskonałe. Jeszcze genialny był gol chyba Al-Overjana z Arabia Saudyjska – Belgia 1-0 (dla mnie Maradona na 2-0 z Anglią z 86 się chowa).
98. Nie wierzę w to, że finał był czysty. A zapamiętam, jak Maroko odpadło, bo Brazylia odpuściła Norwegii, obrzydliwe symulki Simeone z 1/8 i ¼ finału i to, jak Kluivert dał się sprowokować Belgowi w tym inaugurującym grupę 0-0.
02. Zapamiętam Rivaldo ‘rażonego’ piłką z Turcją i karę 10 tys. USD, jaką dostał za symulkę. Włochy – Korea Płd. tak mnie nie zgorszył, jak ¼ finału z Hiszpanią. Fajne było jak Turcja zajęła 3. miejsce, nie grając po drodze z nikim z Europy. Szkoda mi było w ¼ dużo lepszych Amerykanów, którym jednak Kahn i sędzia odebrali zwycięstwo.
06. Zapamiętam ze względu na najlepszy w moim prywatnym rankingu mecz MŚ, z tych które widziałem: Niemcy – Włochy. Do dziś mam to nagrane i czasem oglądam. Wspaniałe były też mecze grupowe: Wybrzeże Kości Słoniowej – Argentyna i Włochy – Ghana. Miałem bilety na Polska – Ekwador i Portugalia – Angola, ale była śmierć w rodzinie tuż przed mistrzostwami i nie pojechałem.
10. Bardzo fajny był półfinał Urugwaj – Holandia. To zapamiętam, że Legia dostała jakieś pieniądze za grę Jano Muchy, jak się później okazało aż do 1/8 finału.
W czwartek rozpoczyna się festyn, który może i bardziej kolorowy, może więcej piór i wuwuzeli, ale nie wywołujący we mnie żadnych emocji.
Sorry, "taki mam klimat"
Traktuję te finały jako okazję do obejrzenia dobrego futbolu, o co nie będzie łatwo. Drużyny z aspiracjami, ze względu na specyficzny i różny w różnych miejscach klimat Brazylii będą starały się na początku trochę przyoszczędzić sił. Odwrotnie niż drużyny skazane na zagładę. Przekonali się o tym na własnej skórze Hiszpanie, którzy w ponad dwa razy krótszym ubiegłorocznym Pucharze Konfederacji w finale słaniali się na nogach. Będziemy więc świadkami w większości grup podchodów, gdyż tak naprawdę tylko grupa D nie ma faworytów i trzy zespoły muszą podjąć prawdziwą walkę. W 1/8 jak wszystko się ułoży jak powinno, z ośmiu meczów dwa będą miały wyrównane siły. Ta prawdziwa walka rozpocznie się od ćwierćfinałów, gdzie każdy z czterech meczów zapowiada się arcyciekawie. Oczywiście możemy powiedzieć,że to przypadek, ale los w losowaniu grup tak kierował drużynami, że poza Urugwajem, Anglią i Włochami reszta drużyn uznawanych za lepsze znalazła się w słabszym towarzystwie. Jeszcze "ciekawsze" jest rozstawienie drabinkowe. Dotąd było tak, że do finału nie mogły się spotkać tylko dwie drużyny z tej samej grupy. Teraz drabinka powoduje, że przynajmniej teoretycznie droga do finału Brazylii i Hiszpanii jest oddzielna. Chyba, że jedna z nich zajmie pierwsze a druga drugie miejsce w swoich grupach. Emocje więc będą narastać i odbywać się to będzie w sposób kontrolowany. Już organizatorzy - manipulatorzy o to zadbali.
Mam nadzieję, ze tych mistrzostw nie wygra Brazylia bo ich po prostu nie cierpię. Każdy tylko nie gospodarze, ale najbardziej byłbym zadowolony z wygranej ekipy z Europy.
Faworyci:
Brazylia,Hiszpania,Argentyna,Niemcy.
Ekipy, które powinny się liczyć:
Urugwaj,Portugalia(o ile CR7 będzie mógł normalnie grać),Francja,Holandia.
Czarne konie:Belgia,Chile i mam nadzieję Japonia.
Przy obecnym natłoku wszelakich rozgrywek gdzie właściwie przez 3/4 roku co dzień jest jakiś mecz MŚ dla mnie straciły dużo czaru i blasku, ot następne rozgrywki.
Ja najbardziej lubiłem początek mistrzostw kiedy grały egzotyczne drużyny ale to też się mocno zatarło w ostatnich latach.