Logo

Jakie mistrzostwa?

Nie pamiętam mistrzostw świata w piłce nożnej, które rozpoczynałyby się... w czwartek. Cóż, oby wyjątkowość dnia rozpoczęcia turnieju przełożyła się na jego atrakcyjność! Największa piłkarska impreza globu rusza 12 czerwca w Brazylii. Jak nietrudno zauważyć, bez reprezentacji Polski. Nie napiszę, że 'może to i lepiej', absencji Polaków żałuję, ale nie sposób zaprzeczyć tezie, że brak dodatkowego bagażu oczekiwań, nerwów i nieuniknionych frustracji związanych z grą Polaków, może korzystanie wpłynąć na komfort śledzenia mistrzostw.

Czego kibice futbolu mogą spodziewać się po brazylijskiej imprezie? Hm, każdy ma pewnie jakieś prywatne życzenia i oczekiwania. Ja życzyłbym sobie odwrócenia tendencji, zgodnie z którą mistrzostwa rozgrywane w dwudziestym pierwszym wieku są wyraźnie słabsze i mniej atrakcyjne niż turnieje z poprzedniego stulecia.

Jako sześcioletni brzdąc 'załapałem się' na brązowy (tzn. srebrny) medal reprezentacji Polski w Hiszpanii. Espana '82 nie zajmuje jednak szczególnie eksponowanego miejsca wśród moich wspomnień. Pamiętam, owszem, mecze Polaków z Peru, Belgią, ZSRR, pamiętam przegrany półfinał z Włochami i mecz o trzecie miejsce z Francją. Byłem jednak jeszcze za młody, żeby rozkoszować się piłką nożną bez udziału 'naszych'.

Mexico '86 to już inna historia. Nawiasem mówiąc, tamte mistrzostwa, z wieloma meczami rozgrywanymi o nieludzkich dla europejskiego kibica porach (ten osobliwy 'cios' został jeszcze ponowiony podczas Igrzysk Olimpijskich w Calgary w 1988 roku) stały się dla mnie zamoczoną w herbacie magdalenką z powieści Prousta. Kiedy inni narzekają na mecze rozpoczynające się o północy polskiego czasu, ja uśmiecham się z zadowoleniem, bo nocne transmisje uwielbiam na zasadzie sentymentalnego skojarzenia od szczenięcych lat, właśnie od turnieju w Meksyku. To były zresztą świetne mistrzostwa, zdominowane przez genialnego Diego Maradonę i jego Argentynę, z którą sympatyzowałem. Nie sposób zapomnieć również atomowego wejścia w turniej w wykonaniu reprezentacji ZSRR (6:0 z Węgrami) i Danii (komplet punktów w fazie grupowej, w tym 6:1 z Urugwajem). Nie sposób zapomnieć pasjonującego ćwierćfinału, w którym Francja rzutami karnymi pokonała Brazylię i jednego z najbardziej dramatycznych finałów w historii mistrzostw świata, w którym Niemcy ze stanu 0:2 doprowadzili w meczu z Argentyną do wyniku 2:2, by ostatecznie przegrać 2:3.

Kolejne mistrzostwa budziły sprzeczne opinie. Italia '90 to był z jednej strony turniej meczów nudnych, w których mnóstwo było gry na czas, zwłaszcza z udziałem bramkarzy, którzy mogli wtedy jeszcze chwytać w dłonie piłkę zagrywaną od obrońców. To był turniej zakończony brutalnym finałem, w którym Niemcy zrewanżowali się Argentynie za porażkę sprzed czterech lat, zwyciężając 1:0. Z drugiej jednak strony, solą turniejów mistrzowskich są wielkie mecze, mecze które przechodzą do legendy. A tych kilka we Włoszech było, na czele z dramatycznym półfinałem Niemcy – Anglia, z ćwierćfinałem, w którym rewelacyjny Kamerun był o włos od wdarcia się do strefy medalowej, przegrywając z Anglią 2:3, mimo że do 83. minuty prowadził 2:1. Wysoko cenię również historycznie niedoceniane, ale moim zdaniem doskonałe mecze z udziałem Jugosławii w fazie pucharowej (2:1 z Hiszpanią i 0:0 z Argentyną, która okazała się lepsza w rzutach karnych) oraz emocjonujący mecz Anglia – Belgia w 1/8 finału, w którym Belgowie nacierali, bodaj dwukrotnie obijając słupek angielskiej bramki, by wreszcie przegrać 0:1 po spektakularnym woleju Davida Platta w 119. minucie meczu.

Turniej USA '94 to niespodziewana ofensywa drużyn niedocenianych przed turniejem. W półfinale zameldowali się Bułgarzy, których najlepsze w historii pokolenie piłkarzy na czele z Hristo Stoiczkowem pokonało w ćwierćfinale Niemców 2:1, oraz Szwedzi. A warto jeszcze wspomnieć o Rumunach dowodzonych przez Gheorge Hagiego, którzy rozegrali nieprawdopodobny mecz w 1/8 finału z Argentyną, w pierwszych minutach zaskakując jednego z faworytów turnieju (co prawda nieco zamroczonego po zdyskwalifikowaniu Diego Maradony) i dowożąc do końcowego gwizdka zwycięstwo 3:2. Wybornym daniem okazał się również ćwierćfinał Brazylii z Holandią, w którym oba zespoły pozorowały grę w pierwszej części meczu, by ruszyć na siebie w drugich czterdziestu pięciu minutach. Po wymianie ciosów triumfowała Brazylia 3:2.

France '98 to turniej, do którego przystąpiło moim zdaniem najwięcej drużyn kompletnych, takich, które mogły pokusić się o zdobycie tytułu mistrzowskiego. Paradoksalnie Francja, która ostatecznie ten tytuł wywalczyła, wcale nie grała najlepszej piłki na mistrzostwach, nie przez większość turnieju. Znacznie ciekawiej wyglądała rozbita przez Francję w finale Brazylia, w składzie z Ronaldo. Ze statystycznego punktu widzenia bardziej udanym turniejem dla Ronaldo był kolejny, ten w Korei i Japonii, ale to we Francji Ronaldo był facetem z innej galaktyki, bez dwóch zdań najlepszym napastnikiem świata. Oprócz Brazylii była jeszcze Argentyna z zabójczo skutecznym Gabrielem Batistutą, grająca piękną piłkę Holandia dowodzona przez Guusa Hiddinka, nawet Anglia, w składzie której furorę robił młodziutki Michael Owen. Znakomite były mecze Argentyńczyków, dramatyczny zwycięski z Anglią w 1/8 finału (w moim subiektywnym rankingu najlepszy mecz mistrzostw świata, jaki w ogóle w życiu widziałem) i przegrany z Holandią w ćwierćfinale po zjawiskowej bramce Dennisa Bergkampa. Tamten turniej uzupełniali jeszcze rewelacyjni Chorwaci, którzy w ćwierćfinale rozbili Niemców 3:0, Nigeryjczycy, którzy w pierwszym meczu stworzyli piękne widowisko, pokonując Hiszpanię 3:2 i niedoceniani Duńczycy, którzy dopiero w ćwierćfinale ulegli po morderczej walce Brazylii.

Potem w dacie na początku pojawiła się dwójka i... coś się zepsuło. Azjatyckie mistrzostwa w Korei i Japonii w 2002 roku skutecznie obrzydzili sędziowie, ordynarnie ciągnąc za uszy do strefy medalowej Koreę, ale widoczne było też przekleństwo zmęczenia gwiazd, na skutek którego jak muchy padały drużyny wymieniane przed turniejem w gronie faworytów – Francja, Portugalia czy Argentyna. Z sympatią można wspomnieć drużyny Senegalu i brązowych medalistów mistrzostw, Turcji, ale to za mało, by azjatycki turniej mógł zajmować wysoką lokatę w klasyfikacji turniejów mistrzowskich.

Potem były Niemcy '06, gdzie miało być wszystko, stadiony, atmosfera, świetna gra – a jednak turniej kompletnie załamał się na fazie pucharowej, do której wprawdzie weszli wszyscy najlepsi, ale tylko po to, by... dać pokaz antyfutbolu. Dominował minimalizm, mnóstwo było nudnych remisów i dogrywek bez ryzyka, a trafnym podsumowaniem fazy pucharowej stał się finał, w którym Włochy pokonały po rzutach karnych Francję, chociaż kto wie, czy nie bardziej niż sam mecz i jego rozstrzygnięcie pamiętana jest knajpiana bójka, w której uczestniczyli Zinedine Zidane i Marco Materazzi. Rodzynkiem w niestrawnym niemieckim cieście był półfinał, w którym gospodarze starli się z Włochami. To był bez dwóch zdań doskonały mecz, zakończony zwycięstwem Włochów 2:0.

Cztery lata temu w RPA zabrakło nawet takiego rodzynka. Mógł być nim mecz Niemcy – Anglia w 1/8 finału, kiedy Niemcy zaczęli od prowadzenia 2:0, Anglicy zdobyli bramkę kontaktową, a jeszcze przed przerwą wyrównali, ale bramka Franka Lamparda została w zupełnie niewytłumaczalny sposób przeoczona przez urugwajskiego sędziego Larriondę i jego asystentów. Ten mecz od stanu 2:2 mógł w drugiej połowie powędrować w obłędnym kierunku, niestety błąd arbitra zepsuł zabawę. Hiszpanie dobrnęli do złota po czterech kolejnych zwycięstwach 1:0, pokonując w finale Holandię, która sprzeniewierzyła się swoim ideałom futbolu radosnego i ofensywnego, strasząc futbolowy świat twarzą zakapiora Marka van Bommela. Zupełnie nową jakością błysnęła fantazyjnie grająca drużyna Niemiec, duchem gry zespołowej kibiców zjednał sobie Urugwaj, ale jednak były to mistrzostwa, w których emocje... opadały zamiast rosnąć i nie zostało po nich wiele w pamięci.

Teraz, kilka dni przed startem kolejnego turnieju, wiele wskazuje na to, że bohaterowie znów będą zmęczeni długim sezonem i natłokiem meczów ligowych i pucharowych. Potencjalne gwiazdy brazylijskiego turnieju wypadają z powodu kontuzji przed rozpoczęciem mistrzostw. Kontrowersje budzi również stan przygotowania gospodarzy do organizacji turnieju. Ale może na przekór przewidywaniom i obawom, to będą mistrzostwa wielkie i niezapomniane? Właśnie tego sobie i wszystkim kibicom piłki nożnej życzę.

Dyskusja (8)
1poniedziałek, 09, czerwiec 2014 10:09
Monrooe
A jestem ciekaw tylko jednego, czy znów będą to mistrzostwa zmęczonych ludzi? Jeśli tak, a zapewne tak, to nie dziwię się coraz mniejszemu zainteresowaniu (przynajmniej mojemu) reprezentacyjną piłką. Szczerze mówiąc gdyby nie przesąd, że gra w narodowych barwach pomaga w promocji i podbija cenowy bębenek to mam wrażenie, że "plaga kontuzji" byłaby jeszcze większa niż obecnie. Ta zdaje się swoje apogeum przybrała w Kamerunie, tam zdaje się "zachorowała" cała reprezentacja.
2poniedziałek, 09, czerwiec 2014 10:45
Garm
W Kamerunie szerzy się choroba występująca w Afryce niemal endemicznie (spójrzcie choćby na ostatni finałowy występ reprezentacji Togo), przez co nie daję żadnej drużynie stamtąd większych szans na zaistnienie na tym Mundialu.

Obawiam się, że dużym problemem będą warunki atmosferyczne, szczególnie mecz Anglia - Włochy i jego abstrakcyjne miejsce i pora rozgrywania mogą poważnie wpłynąć na rozstrzygnięcia w tej niełatwej przecież grupie.
3poniedziałek, 09, czerwiec 2014 12:37
corazstarszy
O, bardzo na czasie tekst Smile
Co do wspomnień, niespełna 8-latek też nie za bardzo umie przeżywać grę. I też to mówię na podstawie España 82. Najlepiej, oprócz Polaków, pamiętam Węgry – Salwador 10-1, powtórzonego karnego w, zdaje się, Hiszpania – Jugosławia i ½ Niemcy – Francja. Doskonały mecz i ten atak Schuemachera na Batissona. A Boniek w studiu TVP w koszulce CCCP to dla mnie był ‘ruski volksdeutsch’.
W Meksyku, płakałem, gdy Brazylia odpadła (najbardziej żałowałem prawego obrońcy Josimara, autora pięknych goli przeciwko Irlandii Płn. i Polsce) i cieszyłem się, gdy Argentyna wygrywała. Bardzo żałowałem, gdy nasz Jan Karaś rąbnął w poprzeczkę w 1/8 finału. Szkoda mi było Maroka, naszego grupowego wybawcy, gdy w 88. minucie stracili gola z Niemcami. Zapamiętam, jeszcze nieuznaną bramkę na 99 proc. Michela z Hiszpania - Brazylia i czerwoną kartkę dla Urugwajczyka w 1. minucie meczu (chyba ze Szkocją).
We Włoszech, dla odmiany, cieszyłem się, gdy wreszcie Argentyna przegrała w finale i patrząc na łzy Maradony. Największa radość w tamtym turnieju to, gdy Rincon z Kolumbii wyrównał w doliczonym czasie z Niemcami (faza grupowa). Świetne mecze grali Belgowie, ale Gawin wspomniał, jak spektakularnie odpadli.
94 Obejrzałem dokładnie, wszystkie egzaminy na studiach zdałem w przedterminie, żeby się nie rozpraszać. Rzeczywiście 1/8 finału, Rumunia – Argentyna: doskonałe. Jeszcze genialny był gol chyba Al-Overjana z Arabia Saudyjska – Belgia 1-0 (dla mnie Maradona na 2-0 z Anglią z 86 się chowa).
98. Nie wierzę w to, że finał był czysty. A zapamiętam, jak Maroko odpadło, bo Brazylia odpuściła Norwegii, obrzydliwe symulki Simeone z 1/8 i ¼ finału i to, jak Kluivert dał się sprowokować Belgowi w tym inaugurującym grupę 0-0.
02. Zapamiętam Rivaldo ‘rażonego’ piłką z Turcją i karę 10 tys. USD, jaką dostał za symulkę. Włochy – Korea Płd. tak mnie nie zgorszył, jak ¼ finału z Hiszpanią. Fajne było jak Turcja zajęła 3. miejsce, nie grając po drodze z nikim z Europy. Szkoda mi było w ¼ dużo lepszych Amerykanów, którym jednak Kahn i sędzia odebrali zwycięstwo.
06. Zapamiętam ze względu na najlepszy w moim prywatnym rankingu mecz MŚ, z tych które widziałem: Niemcy – Włochy. Do dziś mam to nagrane i czasem oglądam. Wspaniałe były też mecze grupowe: Wybrzeże Kości Słoniowej – Argentyna i Włochy – Ghana. Miałem bilety na Polska – Ekwador i Portugalia – Angola, ale była śmierć w rodzinie tuż przed mistrzostwami i nie pojechałem.
10. Bardzo fajny był półfinał Urugwaj – Holandia. To zapamiętam, że Legia dostała jakieś pieniądze za grę Jano Muchy, jak się później okazało aż do 1/8 finału.
4poniedziałek, 09, czerwiec 2014 13:48
Dla mnie "MŚ" zaczynają się 9 lipca Smile
W czwartek rozpoczyna się festyn, który może i bardziej kolorowy, może więcej piór i wuwuzeli, ale nie wywołujący we mnie żadnych emocji.
Sorry, "taki mam klimat" Wink
5poniedziałek, 09, czerwiec 2014 14:19
Garm
Mam szczerą nadzieję, że wuwuzeli tym razem nie będzie Razz
6poniedziałek, 09, czerwiec 2014 18:10
Zbyszek
No cóż, wypada się przyznać, że to już moje 13 Mistrzostwa Świata w piłce ukochanej, jakie oglądać będę dzięki TV. Nie będzie wspomnień. Poza jednym. Gawinie, jak możesz nie wspomnieć o wygranej Włochów w Hiszpanii w fazie grupowej z uznawaną przez wielu najlepszą drużyną Brazylii w historii. Wynik 3:2 uznano na sensację, a odpadnięcia Brazylijczyków wszyscy żałowali.

Traktuję te finały jako okazję do obejrzenia dobrego futbolu, o co nie będzie łatwo. Drużyny z aspiracjami, ze względu na specyficzny i różny w różnych miejscach klimat Brazylii będą starały się na początku trochę przyoszczędzić sił. Odwrotnie niż drużyny skazane na zagładę. Przekonali się o tym na własnej skórze Hiszpanie, którzy w ponad dwa razy krótszym ubiegłorocznym Pucharze Konfederacji w finale słaniali się na nogach. Będziemy więc świadkami w większości grup podchodów, gdyż tak naprawdę tylko grupa D nie ma faworytów i trzy zespoły muszą podjąć prawdziwą walkę. W 1/8 jak wszystko się ułoży jak powinno, z ośmiu meczów dwa będą miały wyrównane siły. Ta prawdziwa walka rozpocznie się od ćwierćfinałów, gdzie każdy z czterech meczów zapowiada się arcyciekawie. Oczywiście możemy powiedzieć,że to przypadek, ale los w losowaniu grup tak kierował drużynami, że poza Urugwajem, Anglią i Włochami reszta drużyn uznawanych za lepsze znalazła się w słabszym towarzystwie. Jeszcze "ciekawsze" jest rozstawienie drabinkowe. Dotąd było tak, że do finału nie mogły się spotkać tylko dwie drużyny z tej samej grupy. Teraz drabinka powoduje, że przynajmniej teoretycznie droga do finału Brazylii i Hiszpanii jest oddzielna. Chyba, że jedna z nich zajmie pierwsze a druga drugie miejsce w swoich grupach. Emocje więc będą narastać i odbywać się to będzie w sposób kontrolowany. Już organizatorzy - manipulatorzy o to zadbali.
7poniedziałek, 09, czerwiec 2014 19:08
1313
Kolejne MŚ hmm które to już??? Momento e........ 8.
Mam nadzieję, ze tych mistrzostw nie wygra Brazylia bo ich po prostu nie cierpię. Każdy tylko nie gospodarze, ale najbardziej byłbym zadowolony z wygranej ekipy z Europy.
Faworyci:
Brazylia,Hiszpania,Argentyna,Niemcy.
Ekipy, które powinny się liczyć:
Urugwaj,Portugalia(o ile CR7 będzie mógł normalnie grać),Francja,Holandia.
Czarne konie:Belgia,Chile i mam nadzieję Japonia.
8środa, 11, czerwiec 2014 11:15
świrekwampirek
Dlaczego czwartek? Bo w piątek wypada 13 dzień miesiąca a to nadal sieje u wielu postrach, klątwa Wielkiego Mistrza De Molay wiecznie żywaSmile

Przy obecnym natłoku wszelakich rozgrywek gdzie właściwie przez 3/4 roku co dzień jest jakiś mecz MŚ dla mnie straciły dużo czaru i blasku, ot następne rozgrywki.
Ja najbardziej lubiłem początek mistrzostw kiedy grały egzotyczne drużyny ale to też się mocno zatarło w ostatnich latach.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.