Logo

Dzień czwarty: Trzy po trzy

Czwarty dzień mistrzostw świata nie porwał poziomem rozgrywanych meczów, ale przynajmniej znow nie zabrakło bramek. Szwajcaria pokonała Ekwador 2:1 dzięki bramce zdobytej w ostatniej minucie meczu, Francja bez kłopotów rozbiła Honduras 3:0, wreszcie Argentyna, mimo braku charakterystycznego dla tej reprezentacji błysku, zwyciężyła debiutującą na mistrzowskiej imprezie Bośnię i Hercegowinę 2:1.

Reprezentacja Szwajcarii była jedną z tych, których startu w Brazylii oczekiwałem ze szczególnym zainteresowaniem. Inauguracja w wykonaniu podopiecznych Ottmara Hitzfelda nie wypadła jednak imponująco. Bezproduktywny był błyskotliwy pomocnik Bayernu Monachium Xherdan Shaquiri, obrońcom reprezentacji Ekwadoru nie potrafił uciec zdobywca 17 goli w Bundeslidze, Josip Drmic, niewiele na prawej flance wnosił Stephane Lichsteiner. Szwajcarzy mogli wprawdzie strzelić zwycięską bramkę wcześniej, kiedy kolejny raz na tych mistrzostwach w zaskakujących okolicznościach nie uznano gola (pechowcem – Drmic), ale mogli i przegrać, ponieważ decydująca akcja meczu rozpoczęła się w polu karnym... Szwajcarii, po niebezpiecznym ataku przeważającej w tej fazie meczu reprezentacji Ekwadoru. Ogromną rolę odegrał w tej sytuacji zawodnik Napoli Valon Behrami, który najpierw zaliczył odbiór w polu karnym, a następnie wyprowadził kontrę, w międzyczasie padając ofiarą taktycznego faulu, ale utrzymując się na nogach i kontynuując atak.

Gra Ekwadoru do przerwy budziła przykre skojarzenia z pamiętnym meczem z Polską sprzed ośmiu lat. Na boisku nie działo się nic, a tu nagle stały fragment gry (wtedy aut, wczoraj rzut wolny) i gol z niczego. Szwajcarzy jednak, inaczej niż Polacy, potrafili wyprowadzić szybki cios po przerwie i odwrócić losy spotkania, w którym niewiele im w sumie wychodziło.

Mecz Francji z Hondurasem w zasadzie bez historii, wygrany przez 'trójkolorowych' bez większego wysiłku. Honduras miał podobno imponować fizycznym przygotowaniem i determinacją, o której w meczu towarzyskim przekonali się choćby Anglicy, natomiast ja za tak prostacki i prymitywny futbol grzecznie dziękuję. Żałuję, że Francuzom nie chciało się wbić Hondurasowi tylu bramek ile ostatnio Jamajce. Jeżeli wierzyć technologii goal-line (dlaczego nie?), druga bramka słuszna, ale operatorowi systemu, który nie wiedzieć czemu szpanersko rozpoczął analizę od wiadomości 'no goal' dotyczącej sytuacji, co do której żadnych wątpliwości być nie mogło (piłka odbita od słupka po strzale Benzemy), należał się soczysty kopniak w cztery litery. Zdaje się zresztą, że trener reprezentacji Hondurasu wytrzymał seans tylko do tego momentu, co skutkowało zabawną pantomimą za linią boczną.

Po Argentynie na tym turnieju nie spodziewam się wiele. Wobec korzystnego losowania i niezłej drabinki powinni w miarę spokojnie dojść przynajmniej do ćwierćfinału, ale na piłkarskie fajerwerki w wykonaniu tej reprezentacji nie liczę. Nawet ja byłem jednak zdumiony przebiegiem pierwszej połowy meczu z Bośnią i Hercegowiną. Argentyńczycy, turniejowi wyjadacze niesieni niesamowitym wsparciem kibiców, stłamsili Bośniaków w pierwszych minutach, praktycznie nie pozwalając im powąchać piłki. Efektem takiego obrazu gry był samobójczy gol na 1:0. Ale potem Argentyna zaczęła pozorować grę. Eksperyment z ustawieniem 5-3-2 nie wypalił. Na skutek ogromnych odstępów między formacjami w reprezentacji Argentyny, Bośniacy z łatwością stopowali ataki, bez ryzyka podwajając, a nawet potrajając Leo Messiego, mieli też przewagę w środku pola, co stwarzało wrażenie, że Argentyna oddała pole przeciwnikowi i bezradnie cofa się do obrony. Chyba nie o to chodziło trenerowi Sabelli, skoro mimo prowadzenia skorygował ustawienie, wprowadzając Gago i Higuaina, co przywróciło drużynie zaburzoną równowagę między ofensywą a defensywą. Argentyńczycy odzyskali kontrolę nad meczem, Messi zdobył gola w swoim najlepszym, 'barcelońskim' stylu, ale niezbyt dobre wrażenie pozostało, zwłaszcza że Bośniacy potrafili w końcówce zdobyć kontaktowego gola autorstwa Ibisevicia.

Dziś do gry wkraczają kolejni wielcy faworyci – Niemcy, którzy zmierzą się z Portugalią. Oprócz tego w grupie śmierci o pólnocy polskiego czasu mecz Ghany z USA, a wcześniej trochę mundialowego folkloru, czyli mecz Nigerii z Iranem.

Dyskusja (1)
1poniedziałek, 16, czerwiec 2014 16:13
Garm
Nie powiem, żeby mnie gra Argentyńczyków oczarowała, ale zgadzam się całkowicie z tym, że w grupie na fajerwerki z ich strony nie ma co liczyć. Dziwi mnie natomiast sposób ich gry - notorycznie wchodzili w pojedynki czy nawet szarżowali na kilku rywali, choć parę metrów obok stał niekryty kolega z zespołu, do którego można było stosunkowo łatwo podać.

Podobała mi się determinacja Bośniaków, ale w grupie więcej sobie z kontry nie pograją. Nie pomógł im też trener, którego zmiany - w odróżnieniu od Sabelli - zdestabilizowały drużynę i wybiły ją w dużej mierze z rytmu. Zobaczymy, jak zestawi drużynę na następny mecz.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.