Logo

Dzień szósty: Nie taki Czerwony Diabeł straszny

W szóstym dniu mistrzostw świata zakończyła się pierwsza seria meczów fazy grupowej. Tym samym obejrzeliśmy w akcji komplet 32 drużyn rywalizujących o tytuł najlepszej reprezentacji globu. Belgia z dużym trudem pokonał Algierię 2:1. W drugim meczu grupy H Rosja i Korea Południowa podzieliły się punktami, remisując 1:1. Drugą serię meczów w grupach zainaugurowały drużyny Brazylii i Meksyku. Po emocjonującym meczu padł remis 0:0.

Do reprezentacji Belgii podchodzę z nieufnością. Oczywiście, 'paka' jest, i nie zmieni tego nawet drobny personalny problem w obronie, zwłaszcza z obsadą boków defensywy. Ale nazwiska nazwiskami, trzeba jeszcze mieć zespół. Pewnie wiedzą coś na ten temat choćby Szwedzi i Kolumbijczycy, którzy mieli zrobić furorę na mistrzostwach świata odpowiednio we Włoszech i Stanach Zjednoczonych, tymczasem w obu przypadkach wracali do domów po fazie grupowej. Za zupełnie niezrozumiałe uważam natomiast porównanie Belgii do reprezentacji Polski z 2002 roku (a o takowe pokusił się nawet Jerzy Engel w studio TVP). Wtedy co prawda nie było jeszcze twittera czy facebooka, ale udzielałem się mocno na ogromnym anglojęzycznym forum xtratime (istniejącym zresztą do dziś, choć zapuszczonym już i podupadłym) i zapewniam, że jeżeli ktokolwiek sądzi, że reprezentacja Polski z roku 2002 wywoływała choćby połowę szacunku i zainteresowania, które wywołuje dzisiejsza reprezentacja Belgii – jest w grubym błędzie.

Belgowie to zupełnie inny poziom personalnego potencjału. Mecz Belgii z Algierią potwierdził jednak obawy dotyczące możliwości skonsumowania tego potencjału już na tej imprezie. Mówiąc wprost – Belgowie zagrali fatalnie i gdyby trafili na drużynę, która jest w stanie utrzymać poziom fizycznej intensywności trochę dłużej niż tradycyjnie mający z tym problem przedstawiciele Maghrebu, przegraliby swój pierwszy mecz. Ciężko patrzyło się na te męczarnie. Na szczęście Marc Wilmots trafił ze zmianami. Fellaini siał w drugiej połowie spustoszenie swoimi wejściami w pole karne z drugiej linii, a Mertens (ten sam, który strzelił Legii gola trzy lata temu w Eindhoven) przesądził o zwycięstwie Belgii. Właśnie w osobowości Marca Wilmotsa można pokładać nadzieję na to, że zdoła tchnąć w Belgię ducha walki niezbędnego do zaistnienia na takiej imprezie. Wilmots nie był może boiskowym wirtuozem, ale z pewnością typem faceta, którego chciałoby się mieć obok siebie na polu bitwy. Das Kampfschwein, jak pieszczotliwie ochrzcili go kibice Schalke. W każdym razie zwycięstwo Belgii to dobra wiadomość dla tego turnieju. Może wymęczona inauguracyjna wygrana pomoże Belgom odblokować się i zademonstrować lepszy futbol w kolejnych meczach.

Drugiego meczu w tej grupie, w którym Rosja spotkała się z Koreą Południową, z żalem i wstydem przyznaję – nie widziałem. Organizm się zbuntował. Remis 1:1 oznacza oczywiście, że sytuacja w tej grupie jest otwarta. Każdy z trzech faworytów do awansu będzie chciał pokonać Algierię, a podział czołowych miejsc dokona się w bezpośrednich meczach między Belgią, Rosją i Koreą.

Wczoraj obejrzeliśmy też mecz Brazylii z Meksykiem, inaugurujący drugą rundę gier grupowych. To był bardzo dobry, soczysty mecz. Kolejny dowód, że bezbramkowy remis wcale nie musi oznaczać, że spotkanie było nudne i bezbarwne. Brazylia miała, jak to się mówi, 'więcej z gry' i kilka dobrych sytuacji, w których szczęśliwie bronił bramkarz Meksyku Guillermo Ochoa, ale Meksykanie ani myśleli pękać i dzielnie się odgryzali. Przyznaję, po fatalnych eliminacjach nie wierzyłem w Meksyk, ale okazuje się, że 'ratownik', korpulentny Miguel Herrera zna się na swojej robocie.

Dziś pierwsze mecze o być albo nie być na mistrzostwach. Zacznie się łagodnie, od meczu Holandii z Australią, w którym jest tylko jeden faworyt. Ale już o 21:00 mecz Hiszpanii z Chile, który zapowiada się ekscytująco. Zakładając, że Holandia wywalczy przeciw Australii komplet punktów, Hiszpania będzie musiała z Chile wygrać. Porażka będzie oznaczać, że mistrzowie świata odpadną z brazylijskiego turnieju jako jedna z pierwszych drużyn, co byłoby gigantyczną sensacją. Ba, nawet remis oddaje los Hiszpanii w ręce prawdopodobnie pewnych już awansu Holendrów. Podopieczni Vicente del Bosque muszą zgarnąć trzy punkty – inaczej po nich. W trzecim dzisiejszym meczu Chorwacja zmierzy się z Kamerunem, tu układ jest prosty – przegrywający odpada. Zwycięzca będzie potrzebował jeszcze jednej wygranej do awansu, natomiast remis pozwala zachować cień nadziei obu drużynom, które w takim przypadku musiałyby jednak w ostatnich grupowych meczach pokonać kilkoma bramkami Meksyk (Chorwacja) lub Brazylię (Kamerun).

Dyskusja (5)
1środa, 18, czerwiec 2014 12:41
Garm
Dla mnie reprezentacja Belgii jest przykładem, jak ważne są we współczesnej piłce pozycje bocznych obrońców. U nich grają tam środkowi obrońcy, co przekłada się na znacznie mniejsze wsparcie ataków z bocznych sektorów boiska (szczególnie ważne w przypadku gry z przeciwnikiem skoncentrowanym na obronie), a i bramkę stracili po tym, jak boczny/środkowy najpierw odpuścił rywala, a potem go sfaulował.

Dziś wrodzony optymizm podpowiada mi remis w meczu Australii z Holandią. Tam też ciekawe będą starcia w bocznych sektorach - jeśli Holendrzy nie zmienią taktyki, to Blind i Janmaat będą musieli sobie radzić w obronie z dwójką rywali każdy. Ciekaw też jestem, czy Holendrzy będą sobie w stanie poradzić nie tylko w grze z kontry, ale i w ataku pozycyjnym przeciwko silnemu fizycznie przeciwnikowi.
2środa, 18, czerwiec 2014 13:21
Monrooe
Ze względu na "obowiązki Krakowskie" znów ominął mnie kolejny dzień mistrzostw. Niemniej jednak remis Brazylii z Meksykiem nie dziwi mnie wcale. Władcy Tortilli nigdy niebyli łatwym rywalem dla tancerzy Samby. Ciekawostką jest natomiast bramkarz "sombreros", Guillermo Ochoa. Swego czasu wielki talent, który ku zdziwieniu wielu obserwatorów nie chciał ruszać się z własnego kraju. Choć chętnych z Europy ponoć nie brakowało. Gdy już się ruszył to zakotwiczył w zupełnie przeciętnym AC Ajaccio. Teraz znów przypomniał jakie potrafi sytuacje wyciągać, być może znów pracując na uznanie i być może kolejny transfer. Tym razem do jakiegoś znamienitszego klubu. Szkoda, że tak późno, ale ponoć lepiej późno niż wcale. Jak na razie historia kariery Ochoy przypomina mi tą bramkarza Pogoni Szczecin - Radosława Janukiewicza, który już w Śląsku pokazywał, że potraci wybronić mecz. Jednak charakter, plus kilka innych czynników spowodowały, że ten bardzo dobry jak się okazało bramkarz tułał się po świecie bez większego sensu. Lądując wreszcie w rodzimej 1 lidze i stamtąd zaczynając swój marsz na salony. Może i Guillermo opuści wreszcie AC Ajaccio.
3środa, 18, czerwiec 2014 13:41
Garm
Raczej opuści, bo mu się właśnie kontrakt skończył Wink
4środa, 18, czerwiec 2014 13:50
Monrooe
Trzeba umieć obliczyć długość kontraktu Wink
5środa, 18, czerwiec 2014 14:17
gawin76
@ Garm

Co do 'bocznych' obrońców, fakt. Przed mistrzostwami wyobrażałem sobie, że to raczej będzie kłopot stricte defensywny, tymczasem brak umiejętnego podłączenia do ataku rzucał się w oczy jeszcze bardziej. Ale i van Buyten na środku obrony to zapowiedź problemów. Ciekaw jestem czy to była tylko opcja na inaugurację, żeby podnieść poziom doświadczenia w drużynie, czy trwale wypchnął Vermaelena.

O Holendrów jestem dziś raczej spokojny, sądzę, że to Australijczycy będą nacierać, a Holendrzy skorzystają z okazji i kilka razy ich skontrują.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.