- Kategoria: MS2014
- gawin76
-
Dzień szósty: Nie taki Czerwony Diabeł straszny
W szóstym dniu mistrzostw świata zakończyła się pierwsza seria meczów fazy grupowej. Tym samym obejrzeliśmy w akcji komplet 32 drużyn rywalizujących o tytuł najlepszej reprezentacji globu. Belgia z dużym trudem pokonał Algierię 2:1. W drugim meczu grupy H Rosja i Korea Południowa podzieliły się punktami, remisując 1:1. Drugą serię meczów w grupach zainaugurowały drużyny Brazylii i Meksyku. Po emocjonującym meczu padł remis 0:0.
Do reprezentacji Belgii podchodzę z nieufnością. Oczywiście, 'paka' jest, i nie zmieni tego nawet drobny personalny problem w obronie, zwłaszcza z obsadą boków defensywy. Ale nazwiska nazwiskami, trzeba jeszcze mieć zespół. Pewnie wiedzą coś na ten temat choćby Szwedzi i Kolumbijczycy, którzy mieli zrobić furorę na mistrzostwach świata odpowiednio we Włoszech i Stanach Zjednoczonych, tymczasem w obu przypadkach wracali do domów po fazie grupowej. Za zupełnie niezrozumiałe uważam natomiast porównanie Belgii do reprezentacji Polski z 2002 roku (a o takowe pokusił się nawet Jerzy Engel w studio TVP). Wtedy co prawda nie było jeszcze twittera czy facebooka, ale udzielałem się mocno na ogromnym anglojęzycznym forum xtratime (istniejącym zresztą do dziś, choć zapuszczonym już i podupadłym) i zapewniam, że jeżeli ktokolwiek sądzi, że reprezentacja Polski z roku 2002 wywoływała choćby połowę szacunku i zainteresowania, które wywołuje dzisiejsza reprezentacja Belgii – jest w grubym błędzie.
Belgowie to zupełnie inny poziom personalnego potencjału. Mecz Belgii z Algierią potwierdził jednak obawy dotyczące możliwości skonsumowania tego potencjału już na tej imprezie. Mówiąc wprost – Belgowie zagrali fatalnie i gdyby trafili na drużynę, która jest w stanie utrzymać poziom fizycznej intensywności trochę dłużej niż tradycyjnie mający z tym problem przedstawiciele Maghrebu, przegraliby swój pierwszy mecz. Ciężko patrzyło się na te męczarnie. Na szczęście Marc Wilmots trafił ze zmianami. Fellaini siał w drugiej połowie spustoszenie swoimi wejściami w pole karne z drugiej linii, a Mertens (ten sam, który strzelił Legii gola trzy lata temu w Eindhoven) przesądził o zwycięstwie Belgii. Właśnie w osobowości Marca Wilmotsa można pokładać nadzieję na to, że zdoła tchnąć w Belgię ducha walki niezbędnego do zaistnienia na takiej imprezie. Wilmots nie był może boiskowym wirtuozem, ale z pewnością typem faceta, którego chciałoby się mieć obok siebie na polu bitwy. Das Kampfschwein, jak pieszczotliwie ochrzcili go kibice Schalke. W każdym razie zwycięstwo Belgii to dobra wiadomość dla tego turnieju. Może wymęczona inauguracyjna wygrana pomoże Belgom odblokować się i zademonstrować lepszy futbol w kolejnych meczach.
Drugiego meczu w tej grupie, w którym Rosja spotkała się z Koreą Południową, z żalem i wstydem przyznaję – nie widziałem. Organizm się zbuntował. Remis 1:1 oznacza oczywiście, że sytuacja w tej grupie jest otwarta. Każdy z trzech faworytów do awansu będzie chciał pokonać Algierię, a podział czołowych miejsc dokona się w bezpośrednich meczach między Belgią, Rosją i Koreą.
Wczoraj obejrzeliśmy też mecz Brazylii z Meksykiem, inaugurujący drugą rundę gier grupowych. To był bardzo dobry, soczysty mecz. Kolejny dowód, że bezbramkowy remis wcale nie musi oznaczać, że spotkanie było nudne i bezbarwne. Brazylia miała, jak to się mówi, 'więcej z gry' i kilka dobrych sytuacji, w których szczęśliwie bronił bramkarz Meksyku Guillermo Ochoa, ale Meksykanie ani myśleli pękać i dzielnie się odgryzali. Przyznaję, po fatalnych eliminacjach nie wierzyłem w Meksyk, ale okazuje się, że 'ratownik', korpulentny Miguel Herrera zna się na swojej robocie.
Dziś pierwsze mecze o być albo nie być na mistrzostwach. Zacznie się łagodnie, od meczu Holandii z Australią, w którym jest tylko jeden faworyt. Ale już o 21:00 mecz Hiszpanii z Chile, który zapowiada się ekscytująco. Zakładając, że Holandia wywalczy przeciw Australii komplet punktów, Hiszpania będzie musiała z Chile wygrać. Porażka będzie oznaczać, że mistrzowie świata odpadną z brazylijskiego turnieju jako jedna z pierwszych drużyn, co byłoby gigantyczną sensacją. Ba, nawet remis oddaje los Hiszpanii w ręce prawdopodobnie pewnych już awansu Holendrów. Podopieczni Vicente del Bosque muszą zgarnąć trzy punkty – inaczej po nich. W trzecim dzisiejszym meczu Chorwacja zmierzy się z Kamerunem, tu układ jest prosty – przegrywający odpada. Zwycięzca będzie potrzebował jeszcze jednej wygranej do awansu, natomiast remis pozwala zachować cień nadziei obu drużynom, które w takim przypadku musiałyby jednak w ostatnich grupowych meczach pokonać kilkoma bramkami Meksyk (Chorwacja) lub Brazylię (Kamerun).
Dziś wrodzony optymizm podpowiada mi remis w meczu Australii z Holandią. Tam też ciekawe będą starcia w bocznych sektorach - jeśli Holendrzy nie zmienią taktyki, to Blind i Janmaat będą musieli sobie radzić w obronie z dwójką rywali każdy. Ciekaw też jestem, czy Holendrzy będą sobie w stanie poradzić nie tylko w grze z kontry, ale i w ataku pozycyjnym przeciwko silnemu fizycznie przeciwnikowi.
Co do 'bocznych' obrońców, fakt. Przed mistrzostwami wyobrażałem sobie, że to raczej będzie kłopot stricte defensywny, tymczasem brak umiejętnego podłączenia do ataku rzucał się w oczy jeszcze bardziej. Ale i van Buyten na środku obrony to zapowiedź problemów. Ciekaw jestem czy to była tylko opcja na inaugurację, żeby podnieść poziom doświadczenia w drużynie, czy trwale wypchnął Vermaelena.
O Holendrów jestem dziś raczej spokojny, sądzę, że to Australijczycy będą nacierać, a Holendrzy skorzystają z okazji i kilka razy ich skontrują.