Logo

Dzień dziesiąty: Rollercoaster

Dziesiąty dzień mistrzostw świata w Brazylii przyniósł nam doskonałe widowisko w postaci meczu reprezentacji Niemiec i Ghany. Mecz został zakończony remisem 2:2. Wyrównującą bramkę dla Niemiec zdobył Miroslav Klose, uzyskując piętnastego gola w historii występów na mistrzostwach świata i dołączając tym samym do Brazylijczyka Ronaldo. Sobotnia seria gier przyniosła również pierwsze rozstrzygnięcia w grupie F. Awans zapewniła sobie Argentyna, z wielkim trudem pokonując Iran 1:0. Z walki o wyjście z grupy odpadła Bośnia i Hercegowina, przegrywając drugi kolejny mecz, tym razem 0:1 z Nigerią.

Mecz Niemiec z Ghaną był znacznie lepszą reklamą futbolu niż cokolwiek, na co byliby w stanie wpaść twórcy filmów reklamowych atakujących nas w stacjach telewizyjnych i internecie przed rozpoczęciem turnieju. Duże tempo i sytuacja zmieniająca się jak w kalejdoskopie sprawiły, że widowisko oglądało się z zapartym tchem do ostatniego gwizdka sędziego. Co ciekawe, obie drużyny popełniły mnóstwo błędów. Niemcy zanotowali zaskakującą jak na siebie ilość strat, przez które narażali się na kontry, piłkarze Ghany z kolei nie wykorzystali dwóch 'piłek meczowych', fatalnie marnując ataki wyprowadzane w przewadze liczebnej najpierw przy stanie 2:1, a następnie w końcówce meczu przy wyniku 2:2. Podobno mecz idealny powinien zakończyć się remisem 0:0, ten zatem idealny nie był, był jednak z pewnością niezwykle szybki i emocjonujący. To była rozrywka na mistrzowskim poziomie.

Ghana zagrała z Niemcami bardzo odważnie, obrońcy wychodzili wysoko, formacje grały blisko siebie. Negatywnym skutkiem takiej gry defensywy była duża ilość sytuacji bramkowych dla Niemców, którzy rzucali piłki za plecy obrońców Ghany – między innymi bramka na 1:0 wzięła się z niezwykle precyzyjnego podania między linię obrony a bramkarza. Z drugiej strony Ghana była w stanie szybko przenosić piłkę z obrony do ataku. Sądzę, że niewiele drużyn na świecie jest w stanie zagrać z Niemcami tak hardo. Ghana płaciła w końcówce meczu cenę za nadrabianie braków zaangażowaniem, zawodnicy tej drużyny mieli dość ciągłego biegania z piłką i zaczęli słaniać się na nogach, czego skutkiem była np. seria fatalnych zagrań Muntariego, zwieńczonych żółtą kartką, która eliminuje pomocnika Milanu z meczu z Portugalią. Na szczęście znakomity mecz rozgrywał John Boye, ten sam, który pokpił sprawę przy bramce Clinta Dempseya w meczu Stany Zjednoczone – Ghana, tym razem popisując się niezliczoną ilością skutecznych interwencji. Po takim meczu chciałoby się, żeby obie drużyny przeszły dalej, ale... poczekajmy na to, co pokażą drużyny Stanów Zjednoczonych i Portugalii.

Mecze w grupie F nie dostarczyły aż takich emocji. Argentyna zawiodła chyba nawet bardziej niż podczas meczu z Bośnią i Hercegowiną. Chyba nie byłem jedynym, który łapał się za głowę po kontrach wyprowadzanych przez Irańczyków w drugiej połowie. Minimalizm, brak koncentracji, a może zwykła piłkarska słabość Argentyny mogły zostać skarcone przez Iran na wzór wydarzeń z meczu Kostaryki z Włochami, jednak Argentyńczykom dopisywało szczęście, a w doliczonym czasie gry Messi przeprowadził jedną, jedyną godną uwagi akcję – po której piłka zatrzepotała w siatce. Argentyna zaczęła mistrzostwa z nietypowego dla siebie bardzo niskiego pułapu, a problem braku płynności w grze wynikającego z problemów w linii środkowej wydaje się być ewidentny. Kibice Argentyny mogą doczekać się pięknej katastrofy w fazie pucharowej, ale... nie przekreślajmy jeszcze Messiego i spółki. Na razie robią po prostu tylko tyle ile muszą – i nic ponad to.

Z marzeniami o awansie z grupy pożegnała się Bośnia i Hercegowina, która chyba zapłaciła frycowe za debiut w mistrzostwach. Podopieczni Susicia stworzyli sporo sytuacji, sam Edin Dżeko mógł strzelić kilka bramek (w zasadzie jedną nawet strzelił, niestety asystent sędziego popełnił ewidentny błąd), ale im dłużej trwał ten mecz, tym bardziej widoczna była narastająca nerwowość w grze Bośni. Komentujący mecz trener Andrzej Strejlau rwał resztkę włosów z głowy, komentując kolejne błędy grających z kompletnie spętanymi nogami Bośniaków. Nigeria wyglądała na tym tle na zespół dojrzalszy, pewniejszy siebie, a Emanuel Emenike (ten sam, którego w pamiętnym dwumeczu Legii ze Spartakiem, zwłaszcza w pierwszym meczu, kiedy grali 'na siebie' znakomicie wyłączył z gry Artur Jędrzejczyk) szalał na prawym skrzydle, dosłownie poniewierając doświadczonego Emira Spahicia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Dżeko i znakomity Miralem Pjanić trochę nie mieli z kim grać, zwłaszcza wobec słabości Misimovicia, który po wyjeździe do Chin coraz mniej przypomina zawodnika fizycznie gotowego do gry na najwyższym światowym poziomie. A Nigeria jest o włos od awansu, choć teoretycznie może zagrozić jej jeszcze Iran.

Dziś ostatnie mecze drugiej fazy gier w grupach i... półmetek brazylijskich mistrzostw świata. Znakomicie zapowiada się mecz Portugalia – Stany Zjednoczone o północy polskiego czasu. Portugalczycy muszą grać o zwycięstwo, ale uwaga, to podopieczni Jurgena Klinsmanna mogą jako pierwsi zapewnić sobie awans z 'grupy śmierci', jeżeli zainkasują dziś trzy punkty. Swoje mecze rozgrywa również grupa H. Belgia zmierzy się z Rosją, a Korea Południowa z Algierią.

Dyskusja (5)
1niedziela, 22, czerwiec 2014 11:10
corazstarszy
Jeśli ktoś lubi Argentynę i kibicuje jej, to pewnie się cieszy. Ja się nie cieszę. Zwycięstwo wymodlił chyba papież Franciszek, a Messi raz zwiódł i kopnął genialnie. Ale Persów mi szkoda. Wiadomo, żadna wielka drużyna, raczej grająca nudno, ale robili wszystko, co może robić Dawid przeciw Goliatowi. Szkoda mi najbardziej obronionej główki z 67. minuty. Przecież to było tak, wypisz wymaluj, jak gol Kazia Deyny z Włochami w 1974. Jaka szkoda, że to nie wpadło. Argentyna grała ‘polskiego chodzonego’. To żaden zespół.
I Niemcy – Ghana. Wspaniały mecz, dawno tak doskonałego nie widziałem. Niemcy od dawna mają kryzysowe drugie mecze na mundialu. Oglądało się to rewelacyjnie już w 1. połowie, ale druga to już był istny kosmos. Niemcy postawili na dokładność kosztem tempa. Nigdy nie dali się złapać na spalonego, ale zawsze koszt był taki, że Ghańczyków było pełno i aż żal było patrzeć na osamotnionego Millera. Co zastanawiało, to to, że latały bezpańskie piłki przed ich polem karnym, gdy Ghańczycy potężnie i kilkakroć celnie strzelali. Jeśli ktoś panikował, to nie Ghana przed Niemcami, lecz Niemcy, gdy Ghana zaszła z piłką w ich pole karne. Urocza bramka Goetzego nową częścią ciała: głowo-kolanem po samoistnym nastrzeleniu się. Szkoda, że Ghana chyba pożegna się po 3. kolejce z turniejem.
2niedziela, 22, czerwiec 2014 13:01
Monrooe
Nie oglądałem wielu spotkań na tym mundialu (np. żadnej Francji) ale spotkanie Niemcy - Ghana to najlepszy mecz jaki widziałem od dawna. Rewelacja, świetna gra Ghany, doskonałe depnięcie Niemców. Parady Manuela Neuera i doskonała gra zespołu z Afryki, który wyrasta na najlepszą jedenastkę z tego kontynentu. Kiedyś to Nigeria i Kamerun wyznaczały standardy, dziś to właśnie Ghana i WKS królują na czarnym lądzie. Najśmieszniejsze jest to, że w takiej imprezie jak mistrzostwa świata wszystko może stanąć na głowie i obie ekipy mogą nie awansować do dalszych gier. Co s kolei może stać się udziałem wspomnianej Nigerii.
3niedziela, 22, czerwiec 2014 17:32
gawin76
@ Monrooe

Nie oglądałem wielu spotkań na tym mundialu

Żałuj! Podoba mi się przede wszystkim różnorodność - jeżeli chodzi o pomysł na grę i taktykę poszczególnych drużyn. Poza tym bardzo mało meczów, że tak powiem, pozorowanych. Chociaż nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, najważniejsza dla ogólnego wrażenia będzie faza pucharowa. Już chyba Garm wspominał MŚ w Niemczech.

doskonała gra zespołu z Afryki, który wyrasta na najlepszą jedenastkę z tego kontynentu

Dlatego bardzo rozczarowałem się ich porażką z USA.

W 2006 Ghana zrobiła wrażenie siłą fizyczną (pamiętam jak rozsmarowali Czechów w meczu grupowym), ale w fazie pucharowej gładko przegrała z Brazylią. W 2010 byli mocniejsi, gdyby nie brawura Suareza i pudło Gyana, weszliby do czwórki. Sądziłem, że tym razem mogą zrobić kolejny krok do przodu, a tu w pierwszym meczu taki zonk. Z Niemcami to była Ghana w najlepszym wydaniu, ale obawiam się, że to ich łabędzi śpiew na tych mistrzostwach.
4niedziela, 22, czerwiec 2014 21:47
Monrooe
@ Gawin

No dobra, z tym wielu to przesadziłem, ale na pewno nie tyle ile bym chciał. Wink (czego oczywiście żałuję)
5niedziela, 22, czerwiec 2014 23:07
corazstarszy
Cieszę się, że się Kolegom podobało, bo rzeczywiście było wyjątkowe.
Jednak rozmyślając dzisiaj o meczu Iranu, przypomniałem sobie, jak to było z tymi Włochami w 1974. Więc tę bramkę, którą wczoraj miał zdobyć Iran, to zdobył w Stuttgarcie Andrzej Szarmach, a nie Kazio. Za pomyłkę przepraszam wszystkich, którzy mieli nieszczęście przeczytać mojego posta.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.