Logo

Auto-charakterystka mistrzów Polski

Aktorka Jeanne Moroeu kiedyś frywolnie stwierdziła: "Gra miłosna jest jak jazda samochodem: kobiety wolą objazdy, mężczyźni – skróty.", zaś Nick Nolte, też gwiazdor filmowy, uzupełnił: "Kobiety robią dla swojego wyglądu rzeczy, za które każdy sprzedawca używanych aut poszedłby do więzienia." Niejedna z czytelniczek czarnej-eLki stwierdzi, że kobiety wcale dla mężczyzn się nie 'tuningują', mimo to...

Sex nas napędza, ale futbol też podnieca, zatem jakie są piłkarskie skojarzenia z szatańskim blaszanym wynalazkiem, który zdominował świat w XX wieku? Na kanwie własnych motoryzacyjnych refleksji, postaram się przedstawić subiektywną odpowiedź na tak zadane pytanie!

Nie tak dawno, gdy Jakub Kosecki zaparkował na Ł3 nowo zakupionym śnieżnobiałym Porsche Panamera spadł na niego grad docinków, uszczypliwości. Gdy nową superbryką postanowił zajechać  do Monachium Robert Lewandowski, nawet stateczny, szacowny nestor i  erudyta z naszej strony począł ciskać gromy i błyskawice na ostentacyjny konsumpcjonizm przejawiany w chwaleniu się nowonabytymi  czterokołowymi  dużymi zabawkami dla dużych chłopców.

„My niestety znamy tych bogackich, którzy chcą patrzeć z góry na tych ich zdaniem gorszych dlatego, że ich na takie zabawki nie stać. Ich zdaniem o wartości człowieka świadczy jego samochód, tymczasem przypisywanie jakiś cech jakiemuś przedmiotowi świadczy o fetyszyzmie, a nie o mądrości. Jest to rzecz do nabycia i używania i nic więcej.” Tymi słowami doświadczony, wykształcony ale i w wyrażanych opiniach wyraziście bezkompromisowy, nasz czarno-eLkowy „Katon moralista” ściągnął na siebie małą polemiczną burzę. I choć z przypisywaniem niecnych motywów w indywidualnych przypadkach bez wiedzy o czerpanej wewnętrznej inspiracji , a w oparciu jedynie o tabloidowe fotki i tytuły oraz funkcjonujące społecznie stereotypy się nie zgadzałem i nie zgadzam, przeciwko tak łatwemu napiętnowaniu zaprotestuję, to jednak na poziomie  ogólnym  wyłuszczonej powyżej  tezy w pełni nie podważę.

Z naszym futbolowym felietonistą  już na poziomie opisu powszechnego zjawiska, koresponduje felietonista społeczno-polityczny: „W Warszawie, która nie jest położona w dżungli ani na pustyni, jest coraz więcej ogromnych samochodów terenowo-zakupowych, które przede wszystkim świadczą o tym, że ich właściciele mają dużo pieniędzy i nie zamierzają tego ukrywać. Na wąskich uliczkach starych dzielnic „suvy” zajmują połowę jezdni. Ponieważ nie mieszczą się do garaży, rozpychają się na chodnikach. Palą jak smoki, więc nie są ekologiczne ani ekonomiczne, ale co tam, najważniejsze to się pokazać.” W blogowej tyradzie bierze Włocha za świadka, że to okropne zjawisko motoryzacyjnej deprawacji  i cywilizacyjnego upadku ma zasięg globalny: „We Włoszech pojawienie się na ulicach suvów było jedną z oznak absolutnego braku zainteresowania sztuką i rozleniwienia”.

Jeżeli uznamy, że kulturalne, intelektualne pięknoduchy jedynie marudzą, za trendami XXI wieku nie nadążają, z pomocą bieży im, a jakże, profesor socjologii, a to już nie przelewki: „Czesi, którzy są społeczeństwem miejskim, jeżdżą starymi, małymi skodami. A my, społeczeństwo postchłopskie, nie traktujemy samochodu użytkowo, tylko jako symbol, że do czegoś doszliśmy.(...) Zaprzeszłe, folwarczne myślenie miesza się z konsumpcjonizmem.  (...)  W postchłopskim społeczeństwie wszelki ruch kojarzy się z ciężką pracą. Dlatego będziemy podjeżdżali pod same drzwi teatru czy kościoła.(...) Bierze się to zapewne ze złożenia pewnego rodzaju uzależnienia od auta z poczuciem, że nie wypada pójść piechotą. Polak nie idzie, Polak jedzie."

Ha, w krucjacie przeciwko suv-om symbolom nowobogackiego konsumpcjonizmu biorą udział nawet maniacy automobilowi, skrytobójczo wbijając nóż w plecy innym zwolennikom niczym nieograniczonej dominacji  motoryzacji. Gdy zacna „sportowa” niemiecka marka, postanowiła zaprojektować i o zgrozo produkować suv-a, jej niektórzy zagorzali fani uznali to za grzech ciężki, gdy zdecydowano zainstalować w nim silnik diesla powstało przekonanie, że Ferdinand Porsche musi się w grobie przewracać. Zatem wszystko co powyżej, biorę pod uwagę, zjawiska „ostentacyjnego motoryzacyjnego konsumpcjonizmu” nie lekceważę, ale też nie mogę się wyzbyć myśli, że różnorodność  marek na polskich ulicach, w tym i tych „wypasionych” sprawia mi satysfakcję, frajdę. Polskę od morza po góry zjeździłem Maluchem jeszcze „rodzicielskim”, na niemieckich autostradach zadawałem szyku Poldkiem, dawał radę, ale doprawdy motoryzacyjnej urawniłowki  miałem serdecznie dosyć. PRL-owska motoryzacyjna  monokultura została zastąpiona kapitalistyczną różnorodnością i hip, hip hurrra! Oby jak najwięcej z nas było stać na zakup samochodziku nie tylko przez pryzmat ceny, ale i innych indywidualnych preferencji, potrzeb.

Giorgio Armani, włoski projektant mody powiedział: „Podobnie jak przy ubraniach, nie ma nic bardziej kuszącego niż dobranie samochodu do osobowości człowieka.” No właśnie, to niekoniecznie musi być fetysz, wyznacznik statusu, autko może być  również odzwierciedleniem stylu kierowcy, temperamentu, a może i cech fizycznych. „Dobry Bóg dał mi aerodynamiczne kształty i rozłożenie masy niczym w sportowym samochodzie. Środek ciężkości przeniósł na tył, a z przodu wrzucił jak najmniejszy ciężar.” - stwierdziła Sandra Bullock i czyż nie miała w tej fizycznej „autocharakterystyce” racji!?

Czyż nieco starsi kibice w teleturnieju skojarzenia, na zestawione hasła „Ferrari” i „Legia” nie zakrzyknęliby Tadeusz Nowak!?  Mimo, że ten posiadaczem narowistej marki nie był.

Obecnie marek, modeli  jest  bez liku, nimi się posługując jakie dziś byśmy piłkarzom Legii nadali ksywki? Które bryki pasowałyby do ich osobowości, najlepiej odzwierciedlały zachowania na boisku? Do takiej zabawy zapraszam, jeszcze raz, zestawienie jest subiektywnym wyobrażeniem, przypisaniem, nie będzie się pokrywało z faktycznymi wyborami, z samochodami, którymi piłkarze jeżdżą na co dzień. Nie zawsze ich aspiracje, pokryją się z subiektywną kibicowską charakterystyką.

Kto chce poznać autentyczny parking na Ł3, ma sposobność dokonać  tego  i w realu i poprzez netowe liczne przekazy, ot choćby:

W tym miejscu zestawienia futbolistów i autek są czysto wirtualne, wyobrażeniowe i  kibicowsko indywidualnie subiektywne. Oto „autocharakterystyka” Mistrzów Polski  2014.

Dusan Kuciak – Land Rover jeden ze swoich modeli nazwał „Defender” – obrońca. Faktycznie terenówki  kojarzą się z zadaniami obronnymi , nie straszne im wertepy, muszą być niezłomne, pewne na bezdrożach tak jak zawodnik w walce o piłkę, o pozycję. Dlatego też w mojej motocharakterystyce samochodziki z napędem na cztery koła utożsamiam z pozycjami w defensywie. Dusan to model, autentyczny! Indywidualista chodzący własnymi ścieżkami. Dla mnie to bramkarz z tej samej półki co Mucha i Boruc, wyżej go cenię od Fabiańskiego, choć temu ostatniemu będę mocno kibicował w Swansea. Słowak to typ emocjonalny, dużo wymagający i od siebie i od partnerów, nie pozbawiony wad, ma ewidentne problemy z dośrodkowaniami w światło bramki  pomiędzy obrońców a bramkarza, jednak jest silny, mocny, sprawny, dynamiczny, z kluczową bramkarską cechą odwagą, zatem z jakim samochodzikiem Dusana utożsamiam?  Według mnie Toyta Land Cruiser odzwierciedla kluczową pozycję wśród innych modeli.

Dossa Junior – atletyczny gladiator, budzący respekt już samym wyglądem, pewny choć może nie za szybki i zwrotny, ale mimo masy daje radę, a portugalski szlif jest przydatny w ekspediowaniu piłki do przednich formacji. Zatem, czyż mogą być wątpliwości, że Dossa to:

Jakub Rzeźniczak – parametrami fizycznymi ustępuje klasycznym środkowym obrońcom, do klasy Cannavaro nieco mu brakuje, ale podejściem do treningu, meczów, zaangażowaniem, nieustępliwością może imponować, dbałością o muskulaturę również, w tym nawet przedobrzył onegdaj, przy tym Kuba to otwarty, nie stroniący od kontaktów z kibicami, mediami sympatyczny facet. Dba o swój wizerunek, efektowny, modny, niegdyś heartbreaker, zatem, napakowane cabrio uznanej marki, to chyba Rzeźnika kwintesencja:

Inaki Astiz – to musi być model iberyjski. Dynamiczny, skoczny, inteligentny i prywatnie i na boisku, waleczny, ale i elegancki.  Kiedyś piłkarskie murawy, wydeptane, tylko z kępami trawy nazywano Saharą. W powyższej analogii dla Inakiego przeznaczam takiego Seata Sahara.

Bartosz Bereszyński – połykacz kilometrów, czyli rajdowiec wzdłuż bocznej linii, z napędem uniwersalnym na cztery koła, sprawdzający się i w defensywie i w ofensywie. Kwestia czy posiadane predyspozycje rozwinie, czy z seryjnego modelu, przeistoczy się w rajdową furę z samego topu?

Łukasz Broź – Łukasz rywalizuje z Bartoszem, zatem analogia rajdowa nasuwa się tylko jedna, największy, renomowany rywal Subaru Impreza to:

Może typ nie najnowszy, są młodsze, ale doświadczony, wszechstronny musi i tak budzić  uznanie! Niejednemu młodziakowi da popalić.

Tomasz Brzyski – wybitny dostawca piłek partnerom, „na nos” czyli chciałoby się rzec „dostawczak”, no ale przecież zwyczajną furgonetką, czy tez pickupem Pan Tomasz być nie może, zatem:

Ivica Vrdoljak – znaczy kapitan. W formie gdy jest sprawny, zda się może wygrywać  Dakkar, poprowadzić  kolegów do największych triumfów, gdy nie domaga, przeistacza się w seryjny model, raczej niczym szczególnym się nie wyróżniający.

Tomasz Jodłowiec - Kazimerz Wegrzyn, piewca siły w futbolu, z Pana Tomasza zrobiłby zapewne najbardziej wartościowego piłkarza Ekstraklasy. Faktycznie moc razy dynamika przy pójściu na przebój, na całość,  to emanacja Jodły. Jest niczym kilkutonowa ciężarówka z piaszczystych wydm spychająca mniejsze „zawalidrogi”. Musi budzić respekt.

Daniel Łukasik – dla wielu to tylko niczym szczególnym się nie wyróżniający miejski crossover pospolitej marki. Niby wszechstronny, ale wykorzystywany  do bardzo jednostronnych, jednostajnych zadań. Nic ponad to. Wierzę że w Danielu drzemie potencjał by być prawdziwą rajdówką, nawet z ekskluzywnego grona WRC. Czy metamorfoza się dokona? Lato i jesień, już mogą dać odpowiedź, albo, albo.

Helio Pinto.

„To Jeep, więc nikomu nie będziecie musieli tłumaczyć „…tak to Jeep, tylko że Toyota” – jeśli wiecie, o co chodzi. Po drugie jest to samochód bardzo popularny, prześwietlony, dobrze znany zarówno użytkownikom, jak i mechanikom. Po trzecie to dość stara i prosta konstrukcja, ale nie tak prosta, że od razu zrazicie się do wszystkiego, co terenowe. Po czwarte ceny są atrakcyjne…”

http://autokult.pl/2012/05/19/jeep-cherokee-xj-na-dobry-poczatek-uzywana-terenowka

To Portugalczyk, zatem nie będziecie musieli tłumaczyć „… tak to Portugalczyk, tylko że Polak” – jeśli wiecie, o co chodzi. Po drugie to piłkarz  prześwietlony, dobrze znany trenerom choćby z Ligi Mistrzów. Po trzecie jest doświadczony, sprawdzony, nie zrazicie się do niego. Po czwarte ceny są atrakcyjne…

Następnie Jeep Cherooke XJ 2,5 TD niby się sprawdza, „Nie każdy chciał mieć terenówkę o rozmiarach katedry, nie każdemu też odpowiadały lekkie i bezkompromisowe Jeepy CJ (później Wrangler). Tak oto powstał samochód łączący cechy prawdziwej terenówki i samochodu rodzinnego”. Z tym, że powstaje taki problem: „Jest w Warszawie zakład naprawy Jeepów „Smary Mary” przy Mlądzkiej. Chłopaki mają prostą zasadę: jak przyjeżdża klient z silnikiem 2.5 TD, to w delikatnych i uprzejmych słowach wyjaśniają mu, że nie podejmują się napraw tego silnika, ponieważ za dwa tygodnie przyjedzie znowu i będzie jęczał że źle zrobili. Podczas gdy jest to nieprawda, bo ten silnik został zaprojektowany do pracy stacjonarnej, np. z generatorem prądu. W samochodzie ciągle się kiwa i zmieniają mu się obroty, co jest dla niego zabójcze."

http://www.sadistic.pl/10-powodow-zeby-nabijac-sie-z-samochodu-sasiada-vt256187,45.htm

Otóż z Helio Pinto wydaje się być analogicznie, niby jest fajnym piłkarzem, trudno odmówić mu zalet, ale chyba został zaprojektowany do innej ligi. W naszej jest narażony na ciągłą walkę, nieustanną jazdę na tyłku po murawie, zmiany rytmu, natężenia obrotów, po prostu do takich warunków gry być może nie pasuje.

Henrik Ojamaa  - to ambitne Mini, napakowane, wierzące w swoją gwiazdę, że najbardziej legendarne rajdy może wygrywać. Czy tak się stanie?  Dopóki Henrik nie zacznie grać dla drużyny, a nie dla siebie, szanse maleją.

Jakub Kosecki – w żaden sposób młody Kosa nie kojarzy mi się z czterodrzwiową limuzyną Porsche. To bryka dla korporacyjnych byłych yuppiszonów  teraz obrośniętych już w piórka, wygodna kanapa i drzwi z tyłu być może Kubie są potrzebne do wożenia przyszłej teściowej, ale ekstrawagancki, buńczuczny chłopak kojarzy mi się, mimo wszystko, z innym nieco typem autka. Szybkie, zadziorne, nieco efekciarskie, nieco ekscentryczne, prowokujące, zatem potrafiące zrobić  wrażenie jak Alfa Romeo ale również jak ona zawodne, więcej czasu spędzające w zakładach naprawczych aniżeli na szosie.

Michał Kucharczyk – ponowne pytanie, czy model z taśmowej wielkoseryjnej produkcji  z wieloma wadami, niedociągnięciami  jest w stanie przedzierzgnąć  się w śmigający, latający po rajdowych trasach budzący uznanie WRC.

Michał Żyro – gdy się rozpędzi, może być nie do zatrzymania, tak jak amerykański muscle car. W Poznaniu mają Rumaka, a w Warszawie mamy Mustanga, kto jest lepszy?

Miro Radović – tu jest problem tego rodzaju, że to powinien być najbardziej wartościowy samochód w legijnym  garażu. Młodsze roczniki choć klasy pewnie takiej nie osiągną, wyceniane jednak mogą być wyżej. Z jakim stylem jazdy winien być kojarzony Rado? Z pewnością to piłkarz wiodący, mogący zrobić indywidualnie różnicę, wkręcić rywala w murawę, zwieść, wyprowadzić w pole, czasem i sędziego przy okazji. Zatem to driftująca klasyczna tylnonapędówka.

Ondrej Duda – z kim Rado czuje najbardziej piłkarskie pokrewieństwo, nadają na podobnych falach, szukają siebie wzajemnie do kombinacyjnych zagrań? Para do driftu!? To jeszcze nie jest duet na miarę Ljuboja – Radovic, ale potencjał młodego Słowaka wydaje się nie do przeszacowania. Oby tylko przy szlifowaniu diamentu jakiegoś błędu nie popełniono, jeżeli objawi się pożądanym przez innych brylantem, jubiler zyska sławę i profity. Ondrej bywa porównywany z Rafałem Wolskim, dla mnie ten drugi piłkarski talent ma większy, ale to ten pierwszy motoryką bije drugiego zdecydowanie. Wyobrażacie sobie powrót Wolaka sprintem po stracie piłki z połowy przeciwnika prawie pod własne pole karne i tam zdecydowane wejście w rywala na granicy faulu!?

Guilherme - druga nadzieja piszącego te słowa, prawie na miarę Dudy. Ale Guilherme to piłkarz zagadka, starszy, ale w zasadzie ciągle prototyp, faza dizajnerska, w której jest więcej chęci kibica, aniżeli potwierdzonych możliwości. Nie wiadomo czy na takim etapie nie pozostanie, kontuzja, przerwa w grze, być może niestety czasu na weryfikację już nie starczy.

Wladimer Dwaliszwili – w zasadzie czołg i wszystko jasne.

Orlando Sa – efektowny, z referencjami, ciągle jeszcze z nadziejami, ale też już i z obawami. Oby zaczął się kojarzyć z prawdziwym samochodem? Oby ta fota podrażniła „ego” Portugalczyka!

Niech udowodni, że jest takim Audi!?

Marek Saganowski – charakter, twardziel, z niejednego piłkarskiego pieca chleb jadł. Dusza którą każdy z legionistów w bezpardonowej i bezwzględnej walce o Ligę Mistrzów winien posiadać.

Henning Berg – pamiętacie serial „Drużyna A”. Przemieszczali się taką furgonetką:

Dziś „Drużyna L” Henninga Berga powinna rywali wyprzedzać przynajmniej takim samochodzikiem:

Bogusław Leśnodorski – w zasadzie Prezes Legii w naszym wywiadzie jasno określił z jakim samochodem i on i klub chciałby, żeby byli kojarzeni.

Dariusz Mioduski – o własnych motoryzacyjnych wyborach, preferencjach tak opowiadał:

Niezła bryka. Nie wygląda na służbową. Świetna. Limitowana wersja Saaba, rocznik 1991. Wieczorem, wracając starym Saabem z mojej pierwszej prawdziwej pracy, zobaczyłem witrynę salonu w centrum Houston. Żółte cabrio z czarnym dachem, specjalna edycja — potem się dowiedziałem, że 300 sztuk na cały świat. Jeden jedyny taki w regionie właśnie obok mnie. Wziąłem go od ręki — oczywiście na kredyt. Mój pierwszy nowy samochód. Jeździ jak złoto do dziś.

Jako ambitny prawnik ze świetnym dyplomem mógł pan sobie pozwolić na rozrzutność...

Rozrzutność? Zadłużony po uszy na studia, a tu kolejny żółty wybryk. Nie od razu chodziłem w krawacie. Mój pierwszy samochód to leciwy 15-letni Buick Riviera, kupiony od kumpla za niespełna 500 dolarów. Ponad 6-litrowy silnik pożerał galony paliwa. Ujechałem trochę i mi gasł. To nie silnik nawalał, to bak był pusty.

http://ludzie.pb.pl/dariusz-mioduski

Wybór kultowego dla niektórych „krokodyla” przynajmniej we mnie wzbudza już sympatię i przychylność, jako się jednak rzekło niniejszym prezentujemy samochodowe skojarzenia, a w nich elegancki, opanowany,  ale i ponoć nie pozbawiony ekstrawagancji, zatem nieszablonowy Pan Dariusz tak się prezentuje:

Made In Poland!

Niniejszym „autocharakterystyka” Mistrzów Polski 2014 została zakończona!

PS. Aha, nieugiętych „moralistów” na antymotoryzacyjnej krucjacie proszę o wyrozumiałość, zaręczam samemu obecnie po Warszawie najchętniej przemieszczam się „per pedes” lub na rowerku. A jeśli o ten blaszany diabelski wynalazek chodzi to pewien intelektualista dowodzi:

Dyskusja (31)
1środa, 04, czerwiec 2014 12:04
KAM
@iocosus
Chyba nie będę miał czasu na "twórcze" rozwinięciie wątku ale bardzo mi się podoba że wyłamujesz się ze schematu dyskusji "lewa noga, prawa noga, głowa"
Ktoś mądry powiedział że człowiek to styl a więc pobawmy sie w zgadywanki wykazując się fantazją w myśleniu i rozwijającymi wyobraźnię porównaniami. Fajna gimnastyka dla wyobraźni.
Ciekawe czy ktoś pociągnie tą zabawę czy raczej zostaniesz skarcony za "zaśmiecanie forum"?
2środa, 04, czerwiec 2014 14:34
iocosus
@ KAM

zostaniesz skarcony za "zaśmiecanie forum” – pierwszym do karcenia mnie jest czcigodny Senator, jakbyś KAM nie zauważył. Nawet dodam, że ten tekst, a w zasadzie jego forma prezentacji powstał tak na przekór senatorskich oczekiwań. Smile Ale też nie mam cienia wątpliwości, że choć czasem na niektóre sprawy możemy nieco inaczej spoglądać, to w imć Senatorze mam i przychylnego i oddanego kibicowskiego kumpla i to nastawienie staram się odwzajemniać. Mogę się nawet na niego pozłościć, jak i on na mnie, ale zawsze mam świadomość, że gramy w tej samej drużynie.

Całkiem na poważnie, jeżeli „intelektualna gimnastyka moto-futbol-porównawcza” ci się KAM spodobała, to mimo, że mnie karcił, albo dzięki temu właśnie Senator do podjęcia próby takowej mnie sprowokował, zatem jest w tym i jego „karcącego” zasługa. Wink
3środa, 04, czerwiec 2014 14:43
@auta

Każdy jeździ tym co kupił, pożyczył lub ukradł.
W przypadku piłkarzy mówimy chyba o opcji pierwszej, więc dyskusja jest zbyteczna. Tym bardziej, że o gustach się nie dyskutuje.
W dzisiejszym porannym programie telewizyjnym Cezary Pazura opowiadał o marzeniach z czasów szkoły podstawowej, wyrażonych w pracy domowej: "Co byś chciał mieć w 2000 r."
Cezary napisał, mieszkanie w bloku na 9 piętrze i... Wartburga!
W tamtych czasach pewnie wzbudzał nie mniejsze kontrowersje niż Lewandowski ze swoim Ferrari.

@iocosus
Szacunek za humorystyczne potraktowanie tematu. Przypisane fury do charakteru (na boisku) piłkarzy wg mnie trafione w punkt. Brawo Smile
4środa, 04, czerwiec 2014 21:36
KAM
Zabawa nęcąca ale również wymagająca odpowiedniego stanu umysłu żeby coś oryginalnego dodać do "auto-psycho-analizy" pomysłowego iocosusa.

Przyjrzałem się ponownie tej "auto prezentacji" i moją uwagę zwróciło dosyć skromne uzbrojenie naszego "czołgu" Lado. Z lufą takiego kalibru poważnej wojny nie da się wygrać.

PS
Sam Lado mówił że ma na imię Wladimir, co jest uporczywie ignorowane przez dziennikarzy.
Ale jaka lufa taki respekt.
5środa, 04, czerwiec 2014 22:28
Zbyszek
@iocosus.
Dziękuję za poświęcenie mojej skromnej osobie kilku zdań tekstu.

Nie przekonałeś mnie. O gustach, a tym wypadku są to gusta, się nie dyskutuje. Co nie oznacza, że nie można ich oceniać. Moja ocena tych Panów i ich samochodów jest druzgocąca. Niestety nie nadaje się na to forum,gdyż został bym bez odwołania ostatecznie potępiony i do piekieł wtrącony. Ci co mnie bliżej znają wiedzą, że język Owidiuszowy obcy mi nie jest i potrafię się nim w razie potrzeby posługiwać z wielką wprawą.

W swych rozważaniach nie zauważasz prostego faktu, że samochód to jest przyszły, nie tak odległy złom. Po prostu złom. Nie pozostaje po nim nic, tylko kupa zardzewiałego żelastwa. Nic. A paru z tych co wydają lekko zarobione pieniądze na ten szmelc za lat kilka będzie pisać prośby o zasiłki na chleb. Takie jest życie. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Zajmujesz postawę wobec tej głupoty aprobującą na zasadzie niech się chłopcy pobawią. Stać ich. Ja powiadam: nie mam nic przeciw samochodom, bo potrzebne są jak obuwie do chodzenia. Ale robienie z nich przedmiotu kultu świadczy o czymś przeciwnym do mądrości, gustu i czego tam chcesz. Mnie to nie oburza. Mnie to śmieszy. Bo oni w tych limuzynach są dodatkami do rzeczy. To taka choroba zwana fetyszyzmem. I tu kończę, bo tam gdzie epidemia zarazy żarty się też kończą.
6czwartek, 05, czerwiec 2014 09:04
iocosus
@ Zbyszek

Są „moraliści”, którzy swoimi świętoszkowatymi „kazaniami” potrafią wyprowadzić mnie z równowagi, są i tacy, którzy według mnie zasługują tylko na wzruszenie ramion, ale jest też kategoria wobec, której niekiedy prowokacyjnie i zaczepnie użyję tego określenia, ale przedstawionej opinii nigdy nie zlekceważę, mogę się czasem nie zgodzić, w pewnym aspekcie polemizować, ale wyrażonego zdania zawsze będę słuchał ze skupioną uwagą.

Zbyszku jesteś właśnie w owej kategorii, której na własny użytek przypisuję patronat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego tak się określającego: „Słowo ”moralista” w stosunku do mnie jest niesłychanie nadużywane. Ja po prostu uważam, że w życiu ludzkim jest parę podstawowych i ważnych przekonań, których człowiek powinien się trzymać.”

Zatem Wink

„samochód to jest przyszły, nie tak odległy złom. Po prostu złom. Nie pozostaje po nim nic, tylko kupa zardzewiałego żelastwa. Nic.” – a ile jest rzeczy, wykwitu ludzkich rąk ponadczasowych, że tak pompiastycznie pojadę, co też po nas, nie obróci się w proch?

„potrzebne są jak obuwie do chodzenia.” – mhm, dla wielu kobiet obuwie, ileś tam par w szafie, to dopiero fetysz!

Bałwochwalczy stosunek do blaszanego atrybutu, nie wiadomo czego, na czterech kółkach też mnie śmieszy, na poziomie ogólnym aprobaty nie zyskuje, ale „fetysz” diagnozowany na indywidualnym poziomie to wyraz właśnie osobistego subiektywnego nastawienia. Powinienem je poznać, żeby wydać opinię.

Przy zachowaniu dystansu, rozsądku, nawet rola ulubionej, upragnionej zabawki nie musi od razu być fetyszem. W konkretnych indywidualnych przypadkach, nie wiem jakie było lub jest indywidualne nastawienie, inspiracje, pobudki. Z tytułów gazet i fotek tego nie odgadnę, z samego aktu nabycia czy to samochodu, czy kolejnej pary butów, nie wyciągnę wniosku czy dla nabywcy dany produkt to dowód fiksacji, czy nie. Oczywiście może i tak być, ale nie musi. To „ale” jest dla mnie istotne.

Oprócz Lewego Ferrari nabył wcześniej Błaszczykowski:
http://sport.fakt.pl/Jakub-Blaszczykowski-kupil-sobie-ferrari-za-1-5-miliona-zlotych,artykuly,216287,1.html
Burzy, gromów, błyskawic to nie wywołało! Czym się różnią? Każdy nabywca marki Ferrari lub Porsche ma być uznany za opanowanego „fetyszem”?

„O gustach, a tym wypadku są to gusta, się nie dyskutuje. Co nie oznacza, że nie można ich oceniać. Moja ocena tych Panów i ich samochodów jest druzgocąca.” – czyli skoro zgodnie z gustem dobrym wyborem jest np. limuzyna Mercedesa i jej zakup świadczy o porządnym, prawym charakterze, to wybór sportowego modelu np. Ferrari ma już świadczyć o nikczemnym usposobieniu?

Piłkarz sowicie zarabia, nie jego w tym wina, do kasyna nie chodzi, nie łajdaczy się, na dziwki kasy nie przepuszcza, na inne używki również, dba o rodzinę, jej przyszłość, racjonalnie gospodarzy kapitałem, rozsądnie inwestuje i za jakąś część swoich dochodów, bynajmniej nie uszczuplającą wydatków na „zbożne” cele, funduje sobie pojazd do przemieszczania się, zgodnie z własnym gustem. Wybiera markę mu odpowiadającą. Czemu go dyskredytować?

Piłkarz przepuszcza kasę, trwoni na hazard, hulaszczy tryb życia, kupuje samochody dla szpanu, by innym oko zbielało, by wyrwać jak najwięcej panienek, by zrobić wrażenie, żyje z dnia na dzień, przyszłością się nie przejmuje, „król życia” – fakt, po prawdzie idiota i bałwan!

Piłkarz i piłkarz, jak wybiorą identyczną sportową markę to znaczy, że nie ma między nimi różnicy, obaj mają być tak samo ocenieni?
7czwartek, 05, czerwiec 2014 09:40
Jakie to szczęście, że obiektywy badziewiastych reporterów nie sięgają domów piłkarzy (aktorów, prezesów itd itp)
Dopiero byśmy zobaczyli fetysze.

Niebywałe! Pewien miłośnik czworonogów wyłożył dwa miliony dolarów na psa. To w przeliczeniu na złotówki ponad 6 milionów złotych!

Ashera, to sztucznie stworzona rasa, z której pochodzą najdroższe koty świata. Za hybrydę leoparda, serwala i kota domowego trzeba obecnie zapłacić od 22 do 125 tysięcy dolarów.

Henri IV Dudognon Heritage, 1.435.000 euro
To właśnie do tego koniaku należy korona najdroższego alkoholu na świecie. Choć wydaje się to dość nieprawdopodobne, trunek ten podobno leżakuje przez ponad 100 lat. Zawartość alkoholu w tym trunku to 41%. Butelka wykonana została przez jubilera Jose Davalosa dla firmy Tequila Ley. Wielkie znaczenie ma tutaj również butelka. Jest ona pokryta 24 karatowym złotem i platyną oraz inkrustowana brylantami. Zapewne nie stanie się ona wazonem po wypiciu całego koniaku….


Dla jednych Ferrari pozostanie obiektem marzeń, przedmiotem z kolekcji Matchboxa, dla innych przedmiotem używanym na co dzień, do poruszania się po drogach.
8czwartek, 05, czerwiec 2014 10:15
KAM
„samochód to jest przyszły, nie tak odległy złom. Po prostu .............. tylko kupa zardzewiałego żelastwa. Nic.”

iocosus poświęcił sporo czasu na tłumaczenie Zbyszkowi zawiłości związanych z posiadaniem samochodu a ja bym dużo krócej to skwitował:
Zbyszku, źle wybierałeś marki samochodów i pewnie stąd te niedobre doświadczenia. Smile
9czwartek, 05, czerwiec 2014 10:52
Monrooe
Mistrzostwo świata. Sa, Dvaliszvili i Jodłowiec perfekcyjni, reszta też nie odbiega, ale ta trójka ubawiła mnie do łez Wink
10czwartek, 05, czerwiec 2014 13:30
CTP
Zbyszku, zapewniam cię, że auto dobrej klasy czy markowe ciuchy zdecydowanie ułatwiają kontakty z innymi ludźmi. Jeśli ja przychodzę na spotkanie z kontrahentami ubrany w odpowiednie ciuchy, to rozmawiam wówczas na zupełnie innym poziomie finansowym niż gdybym przyszedł we flanelowej koszuli. To od razu sprawia wrażenie, że jestem kimś, o kogo klienci walczą - ergo: jestem dobry w tym, co robię.
Z piłkarzami jest podobnie. Oni nie sprzedają własnoręcznie produkowanych długopisów, tylko siebie, swoje umiejętności, wobec tego muszą przede wszystkim inwestować w, nomen omen, autoprezentację.
11czwartek, 05, czerwiec 2014 20:01
Zbyszek
Idąc tropem iocosusa i KAM napiszę i ja trochę " osobistych" wspominek.

Jak byłem może 11 letnim młodzieńcem sąsiad z bloku dostał talon na samochód po nazwą "Syrenka". Przyprowadził go z "Motozbytu" i postawił na trawniku tuż pod swoimi oknami. Codziennie go wraz z małżonką mył. Auto było pomarańczowe. Nie jeżdził, tylko mył. Swiątek piątek, deszcz czy śnieg mył. Samochód lśnił. Wreszcie, któregoś dnia został namówiony przez zazdrosnych kolegów, aby nim wyjechać na szosę prowadzącą hen daleko do Sochaczewa, albo do Warszawy. Na wyjazd bezpośrednio spod bloku na tę szosę nie dał rady wyjechać, bo było trochę pod górkę i auto rzężiło, ale wjechać na nią nie chciało. Pojechał więc trochę dalej i wjechał i pognał szosą jakieś 500 metrów, bo na poboczu była stała, pewnikiem czasowo zepsuta ciężarówka. I ten biedak wjechał pod nią i tę "Syrenkę" umiłowaną skasował. Jemu nic się nie stało, bo się na przednim siedzeniu położył i przeżył. Jak koledzy chcieli go do białej gorączki doprowadzić to zaczynali, sadyści o samochodach rozmawiać. Chyba tego tematu czemuś nie lubiał.

Już pracując zostałem kierownikiem niedużego zespołu pracowniczego, gdzie zetknąłem się ze znacznie starszym podwładnym Bogdanem. On że czas jakiś temu, będzie z 10 lat też nabył drogą kupna po uprzednim uzyskaniu talonu samochód marki, a jakże "Syrenka". Przyprowadził go i postawił na ulicy przed domem, a było to w Warszawie przy Wilczej ulicy. Ten Bogdan chciał jeżdzić, ale to jego upodobanie było egoistyczne, bo samochód nie chciał. Owszem zapalić palił, ale nie ruszał. Napisał zażalenie w 3 egzemplarzach z załącznikami do "Motozbytu" skąd po okresie świadczącym o szacunku dla czasu otrzymał odpowiedz po pół roku, że rozumieją i pomogą i proszą, aby do nich /podali adres/ przyjechał. Jak mówił, próbował, ale bestia złośliwa całkiem się znarowiła. Więc jak wchodziły modele 101, 102, 103, 104, 105 to kupował metalowe oznaczenia i je na swoim aucie pilnie zmieniał, aż doszedł do 105L. I tak trafił na mnie. Ja będąc aktywny i pomocny wpadłem na prosty pomysł, żeby samochód przepchać i sam postanowiłem w tym uczestniczyć. Wraz z kolegą Romanem przepchaliśmy maszynę kilka kilometrów do Stacji Obsługi Samochodów w skrócie SOS. Tam po bodaj 10 dniach zawiadomili na piśmie, że samochód jest gotów do odbioru i sprawny. Bogdan pojechał, odebrał i dojechał na Wilczą. I tyle było tej jego jazdy, bo auto znowu się zaparło i ani rusz. No to ja temu Bogdanowi radzę: sprzedaj cholerę. Nie będziesz miał samochodu, bo trudno powiedzieć, abyś dotąd miał, a będziesz miał pieniądze i kupisz sobie miniaturkę i powiesisz na ścianie. Będziesz miał eksponat w domu, nie będziesz musiał się z okna wychylać, aby widzieć. Dał ogłoszenie do gazety i znalazł się amator nowego prawie auta. Ale miał jeden warunek: samochód musi być na chodzie. Tu znowu ja znalazłem wyjście, on odbierze auto z SOSU. Dla niepoznaki podkręcił znajomy zmotoryzowany licznik na bodaj 1500 km, bo te 50 to było mocno podejrzane. Całe przedsięwzięcie polegało na tym, że mechanik podjeżdża do bramy SOS, tam w kantorku podpisuje się umowę, kasuje pieniądze, facet wsiada i szerokiej drogi. Byliśmy z Bogdanem w tej ekscytującej akcji. Niestety, gdy mechanik wyjeżdżał jakiś autobus na wprost wyjazdu się rozkraczył. Mechanik gapa zgasił silnik. Znowu pchaliśmy auto na Wilczą. Po jakimś czasie ogłoszono, żeby właściciele aut opuścili ul. Wilczą na dzień jeden, bo będzie kręcony film z czasów przedmotoryzacyjnych. Bogdan pewnikiem chciał, ale auto było uparte. Po powrocie do domu miejsce po samochodzie ziało pustką, co przyjął z godnością. Po kilku miesiącach urzędowo został powiadomiony, że samochód na przymusowym parkingu pewno ze starości się rozpadł i stracił cechy użytkowe i z tego powodu został wyrejestrowany w innym ważnym urzędzie. Bogdan radości nie ukazał, ale wewnętrznie na pewno się cieszył. Tylko jak był temat motoryzacyjny to czemuś smutniał.

Ja natomiast wszystkim samej radości należnej życzę.
12czwartek, 05, czerwiec 2014 20:34
KAM
Intuicja mnie nie zawiodła po takich doświadczeniach Zbyszka z "samochodami" można mieć traumę. Ciekawe czy to się przełożyło również na "pchanie"?
Mieliśmy również w ofercie "maluchy" czyli najbezpieczniejsze auta na świecie, w crash testach osiągały doskonały wynik - strefa zgniotu do silnika.
13piątek, 06, czerwiec 2014 07:59
iocosus
@ KAM

Z tym „pchaniem” to drażliwy temat, a już poruszany publicznie dla dyskutantów oby nie okazał się „traumatyczny” Wink gdy samochodzik stanie każdy pchać potrafi, już tym samym, w tak prostej zdałoby się funkcji, każdy chciałby uchodzić, lub ma się za mistrza. Tu męskiej ambicji lepiej nie tykać.

Z przytoczonych powiastek możemy jednak wysnuć i takową na przykład sugestię.

Automobilowy maniak, zafiksowany na przedmiocie swego kultu, wszak nie negujemy, że takowi istnieją, osobiście mam jedynie wątpliwości ze zbyt szybką ich identyfikacją, otóż automobilowy maniak fetyszysta, jest tak nakręcony, w takim pędzie, że ma problem żeby właśnie stanął. Zaparkował dokładnie, w odpowiednim miejscu. Dla „fetyszysty” zapewne liczy się tylko sprint do „setki”, gdy go osiągnie jest i spełniony i z siebie zadowolony, kilka sekund do setki, oby jak najprędzej, to tylko się liczy, zatem o pchaniu to oni pojęcia zielonego nie mają.

Przed tym być może Zbyszek przestrzega i ma „świętą” rację, bo nic tak dobrze nie robi na „ego” faceta, jak porządne, długie pchanie.

Zatem dołączam się do zbyszkowych życzeń, samej należnej radości … z dobrego pchania.
14piątek, 06, czerwiec 2014 08:08
iocosus
Po dygresji powracam do głównego wątku motoryzacyjno-futbolowego.

Padło na stronie pytanie o cel tegoroczny, w tym miejscu odpowiem, że dla mnie powinno być nim dostanie się do Formuły 1, czyli do Ligi Mistrzów. Kwestia w tym, żeby wziąć udział w wyścigach bolidów na torze, wpierw trzeba pokonać offroad, gdzie nawet w dobrze przygotowanym samochodziku można na jakimś pospolitym kamieniu zawieszenie połamać, lub w jakichś leśnych piaskach, lub błocie się zakopać, ugrzęznąć.

Cel w przypadku braku jego osiągnięcia rodzi potrzebę rozliczenia, przy tym nastawienie na coś i niespełnienie owego powoduje rozczarowanie, z tego już krok do frustracji, stany raczej niepożądane, w które nie chcemy popadać, zatem i wytyczanie celów, które niosą w sobie wysokie ryzyko niespełnienia jest wysokim ryzykiem dla dobrostanu celującego.

W 2002 roku Engel wypalił, ze jedzie z reprą po Puchar Świata. Naraził się na drwiny, ale w sensie motywującym miał rację, do każdego meczu wychodzi się po to, żeby wygrać, to nie pokaz estetyczny, a gra w której chodzi o zwycięstwo. Na Mundialu Świerczewski, Koźmiński z Hajto i spółka wygraliby siedem meczów, a do każdego powinni wychodzić z nastawieniem, że są do tego zdolni i to jest ich cel któremu wszystko muszą podporządkować, to po realizacji tych siedmiu celów, osiągnęliby cel główny, ostateczny!

Engel popełnił wiele błędów, trenerem był takim sobie, w mojej ocenie, ale motywatorem był dobrym! O ile postawił nacisk na kolejne kroki, cele bieżące, a nie mamił drużynę celem ostatecznym, choć i wizja tego końcowego nie powinna wzbudzać wyobrażenia czegoś nieosiągalnego.

W tej chwili też oczekuję, że do każdego meczu w eliminacjach pucharów obojętnie kogo wylosuje, drużyna wyjdzie z nastawieniem, że są to mecze „o życie”, muszą zrobić wszystko co w ich mocy, żeby je wygrać.
Kwestia „rozliczenia” gdy się nie uda, gdy będzie „piach” w którym Legia się zakopie. Engel został pogoniony w 2002 roku po Mundialu, na kadrę posypał się grad krytyki, selekcjonera oskarżano że rozbudził oczekiwania, a następnie je zawiódł. Dominowało rozczarowanie, frustracja.

Jeżeli polegniemy w offrodzie na wertepach do Ligi Mistrzów lub Ligi Europy, nie mam zamiaru być, ani rozczarowany, ani sfrustrowany, mam przekonanie, że samochód do rajdów jest dobrze przygotowywany, ekipa serwisowa prawidłowo funkcjonuje. Jeżeli w jednym rajdzie się nie powiedzie żadnych zmian w założeniach być nie powinno. Praca winna być kontynuowana, wcześniej czy później przyniesie efekty.

Ostatnia konkluzja. Są oferty po 4 i 3 miliony euro, za młodych ale kluczowych zawodników którzy w Legii się jeszcze mogą rozwinąć, tym samym właśnie na wyniki Klubu też wpłynąć, oferty zostały odrzucone. Jeżeli drużyna, skład latem zostanie utrzymany, niech grają o wszystko, niech wyjdą z nastawieniem, że mecze eliminacyjne są najważniejszymi w karierze. Przy optymistycznym scenariuszu, za rok Dudy i Żyro już z pewnością nie utrzymamy, będą musieli pójść w świat, Rado,Vrdoljak, Jodła wydają się w apogeum formy, dalej już jest tylko kwestia jej utrzymania, ale progresu trudno od nich wymagać, ta drużyna kiedy jak nie teraz ma walczyć „o wszystko”. To dobry moment.

Tylko jak się nie uda, to nie robić sabatu czarownic, szukać winnych, rozliczać. Presja, lęk przed zawodem, to był kamień u szyi, który choćby w Molde rok temu w pierwszej połowie ciążył niczym koło młyńskie.
15piątek, 06, czerwiec 2014 09:45
KAM
@iocosus
" Dla „fetyszysty” zapewne liczy się tylko sprint do „setki”, gdy go osiągnie jest i spełniony i z siebie zadowolony, kilka sekund do setki, oby jak najprędzej, to tylko się liczy, zatem o pchaniu to oni pojęcia zielonego nie mają."

To dlatego właśnie panuje opinia że sportowy samochód jest przedłużeniem "męskiej dumy" bo łatwiej jest ją podtrzymywać pozorami niż działaniem. Bo zeby pchać trzeba mieć męską siłę ale z tego nie wynika że ci którzy jej nie mają pod dostatkiem nie mogą sobie poprawiać samopoczucia.
Kolega mawiał że mężczyzna bogaty zawsze jest wysoki, przystojny, inteligentny, pięknie śpiewa i świetnie tańczy (według kobiet oczywiście)

Ja się zastanawiam co można powiedzieć o kolekcjonerach dzieł sztuki? Jakie jest zdanie szanownego Zbyszka w tej sprawie? Przecież one kosztują wielokrotnie więcej niż najdroższe samochody a do czego służą, co "wydłużają"?
No można zawsze powiedzieć że to obcowanie z pięknem ale definicja piękna jest dosyć pojemna bo czy można z punktu widzenia estetyki porównać Ferrari z kwadratem Malewicza lub dziełami abstrakcjonistów?
Ja bym wybrał Ferrari i chyba właśnie o to chodzi w demokracji żeby każdy mógł sobie wybierać na co wydaje swoje pieniądze.
Tu dostrzegam poważną niekonsekwencję szanownego Zbyszka, który peroruje na temat wolności jednostki w kontekście regulacji prawnych a sam chce narzucać co jest dobre dla innych a co nie jest.

Trzeba być bardzo ostrożnym z ludźmi którzy bardzo chcą naszego "dobra" i przekonują żarliwie co nim jest. Historia nie raz pokazywała czym się kończy "uszczęśliwianie" ludzi przez "wiedzących lepiej".
Tak więc drogi Zbyszku musisz przemyśleć jeszcze raz co to jest prawo a co bezprawie i jak je odróżniać mając na względzie wolność jednostki i interes zbiorowości bo nie zawsze są zbieżne i próby pogodzenia tego trwają od dawna i jeszcze nikogo nie zadowoliły, no może z wyjątkiem tych którzy swoją interpretację mogli narzucić milionom czyli dyktatorom.
16piątek, 06, czerwiec 2014 14:56
Senator
Miałem rację sugerując wielką fascynację Iocosusa gazetami typu Fakt Super Ekspres. Szata graficzna podobna i oczywiście wszystko okraszone mocno seksem.
17piątek, 06, czerwiec 2014 16:34
iocosus
He, no i Senator ponownie mnie karci, ot i mnie autoscharakteryzował – tabloidowy cyklista spod klubu „go-go”! Przynajmniej adekwatnie do określenia nadanego przez Monrooe, a nie przez Gawina. Wink

Fakt jak na fascynację Faktem przystało, kierunek dyskusji w dygresje na pierwszy plan wchodzący jest raczej w kiepskim stylu. Starałem się kierunek zmienić niestety nieudolnie. Odnośnie ciągnięcia „dygresji” milcząca odpowiedź Zbyszka budzi moje uznanie.

Wychodzi na to, ze Senator ma słuszność, pisanie, przedstawianie piłki przeze mnie w trochę inny sposób aniżeli „lewa noga, prawa noga, głowa” niestety budzi chyba jakieś wewnętrzne demony, czyli jest raczej niewiele warte.

Taką smutną autorefleksją ze swej strony temat kończę, nie chce mi się już w nim cokolwiek pisać.
18piątek, 06, czerwiec 2014 16:42
@iocosus

"Taką smutną autorefleksją ze swej strony temat kończę, nie chce mi się już w nim cokolwiek pisać"

Szkoda. Czasem jest lepiej przeczytać tekst napisany z polotem i z przymrużeniem oka, niż te, z gatunku "A prawda jest taka..."
19piątek, 06, czerwiec 2014 18:01
Senator
@Iocosus
Nie żebym negował pomysł, przeczytałem z przyjemnością jest gites Smile
Tak jak pisałem KAM - a lubię czytać jak pisze o piłce .
20piątek, 06, czerwiec 2014 18:51
KAM
Jeśli dobrze odczytałem subtelne uwagi Senatora to obowiązuje nas "dyscyplina taktyczna" czyli POWAŻNE rozmowy o futbolu.

Czytam teraz "Imię Róży" (na wszelki wypadek dodam że akcja dzieje się w klasztorze w Średniowieczu) i tam jest postać brata Jorge który potępia śmiech jako oznakę głupoty i braku szacunku dla Boga i stanowczo twierdzi że Chrystus na pewno się nie śmiał.

Przy całym szacunku dla komentatorów nawet tego forum (poważnego) ale założę się że jeśli ludzie zawodowo zajmujący się futbolem (graniem lub trenowaniem) poczytają nasze "ekspertyzy" to się uchachają lepiej niż z naszych niewyszukanych dowcipów.
Chyba nie traktujemy sami naszych dyskusji jako poważnych rozważań o tajnikach futbolu?

A poza tym nie rozumiem niekonsekwencji, skoro większość forumowiczów twierdzi że stadion to nie teatr i broni świętego prawa kibiców do ekspresyjnego wyrażania emocji z użyciem zwrotów jednoznacznie uważanych za wulgarne to skąd taka niechęć do lekkiej frywolności na forum?
No chyba że ktoś na poważnie traktuje to forum jako taki piłkarski think tank gdzie nie przystoi żartować?
Jeśli uraziłem kogoś swoją opinią to nie celowo a wynika to na pewno z mojej ignorancji która uniemożliwia docenienia wielu analiz.
Na szczęście dla mnie nie jestem osamotniony bo jest jeszcze paru forumowiczów którzy czasami unoszą głowy z nad schematów taktycznych i spoglądają na przykład na samochody i kobiety które mężczyznom dają wiele radości (razem lub oddzielnie)jednocześnie przynosząc wiele udręk i wyrzeczeń. Czyli całkiem tak samo jak kibicowanie.
I tą klamrą spiąłem te dwie dziedziny życia wykazując ich podobieństwo żeby nie było że jakieś obce tematy poruszamy.
21piątek, 06, czerwiec 2014 20:30
gawin76
@ KAM

Podczas meczu reprezentacji z Litwą zwrócił moją uwagę komentarz 'zawodowo zajmującego się futbolem' Gilewicza, który w pewnym momencie, jeszcze przy stanie 1:1, rzekł, że analizuje grę naszej reprezentacji i stwierdza, że... jest jeszcze wiele do poprawy! A ja tak sobie pomyślałem, że chętnie zapłaciłbym dwa razy tyle abonamentu, żeby zamiast Gilewicza posłuchać np. naszego kolegi a-c10 Very Happy

Ogólnie to trudno nie odnieść wrażenia szanowny KAM-ie, że najpoważniej nasze rozmowy o kopanej bierzesz Ty Wink Tu nikt nie tytułuje się ekspertem, wszyscy jesteśmy kibicami i jak kibice ze sobą rozmawiamy. Jedynym użytkownikiem, który notorycznie podkreśla swoją styczność z poważnym sportem i wynikający z niej wyższy poziom zrozumienia pewnych zjawisk jest kibic50, co zresztą, o ile mi wiadomo, nikomu tutaj nie przeszkadza Smile

Na c-L pojawiały się już dość luźno związane z futbolem artykuły Garma, nikt nie zabrania Zbyszkowi pisania bardzo swobodnych w tonie i tematyce felietonów, zapewniam Cię, że iocosus również nie zagryzał nerwowo paznokci przed przesłaniem artykułu 'motoryzacyjnego' Very Happy

Ba, KAM także mógłby napisać artykuł niekoniecznie w 100% związany z piłką i tym czy ktoś kopie lepiej nogą lewą czy prawą, ale, choć może trudno w to uwierzyć, zasadniczą przeszkodą jest nie niechęć twórców c-L do publikowania twórczości tego rodzaju, lecz niechęć samego KAM-a do zademonstrowania czegoś ponad kąsanie nogawek (pardon, frywolne i dowcipne kąsanie nogawek) w komentarzach Wink Zatem nie, obawiam się, że nie odczytałeś dobrze subtelnych uwag Senatora - co jest w sumie dość zaskakującą konstatacją w odniesieniu do kogoś kto czyta teraz 'Imię Róży' Smile

A propos! Serdeczne dzięki za dopisek 'na wszelki wypadek'. Czy mógłbyś podać jeszcze autora tej książki? Nie wiem jak koledzy, ale ja z przyjemnością spiszę tytuł wraz z autorem i pobiegnę do biblioteki. W końcu ile można czytać biografii różnych Messich i Ronaldów.
22piątek, 06, czerwiec 2014 21:44
Garm
gawin76 -> To zamiast recenzji książki piłkarskiej mam teraz zrobić recenzję "Imienia Róży"? Kurcze, trzeba będzie przysiąść do Arystotelesa, Onassisa i innych myślicieli...
23piątek, 06, czerwiec 2014 21:58
mort
i pozamiatane Very Happy Very Happy Very Happy
24sobota, 07, czerwiec 2014 06:21
Zbyszek
@iocosus.
Po prostu nie podejmuję niektórych np. seksistowskich tematów. Nawet w gronie towarzyskim.

@KAM.
Przeczytaj z łaski swojej jeszcze raz felieton pt "Prawo to czy bezprawie". Toż ja o tym piszę. Mamy w Sejmie różnych uzdrawiaczy naszej rzeczywistości, którym wydaje się, że jak napiszą byle co i to uchwalą przez podniesienie rąk to uczynią u nas raj na ziemi. I co najgorsze to nam wmawiają, a potem dziwią się, że ludzie tego nie chcą i na nich psioczą. A wszystko to rzekomo w trosce o nasze zdrowie czy nasze bezpieczeństwo. Trybunał Konstytucyjny powinien z tą Ustawą zrobić porządek, ale ktoś powinien ją zaskarżyć w całości. Bo to o czym piszę to każdy student po drugim roku Prawa wie i umie, bo by egzaminu z prawa konstytucyjnego nie zdał. Bo u nas jest tak, że student musi znać prawo funkcjonujące w Polsce i na czym jego prawność ma polegać, a ci, którzy rządzą nie. Aż ciśnie się na usta: kto nami rządzi? Sam sobie odpowiedz.

Mnie podejrzewać o ciągoty dyktatorskie? W żadnym tekście nie dałem nawet śladu powodu do takich dygresji. A co zasad prawa to tylko w hitlerowskich Niemczech odważono się zapisywać bezprawie w normach prawnych. Po II wojnie światowej miano z tym problem. Nie z oprawcami, ale sędziami, prokuratorami i zwykłymi ludzmi. Wprowadzono bowiem obowiązek donosu obywatelskiego na różnych "odmieńców" za które to przewiny karano śmiercią. Znakomity niemiecki prawnik Gustav Radbruch w fundamentalnej pracy "Ustawowe bezprawie i ponadustawowe prawo" dowiódł, że prawo ma 3 cechy i hitlerowskie spełniało tylko jedną, że było uchwalone przez właściwy organ. To za mało, aby było prawem. Na podstawie prawa natury skazano w Niemczech po wojnie kilkadziesiąt tysięcy osób za złamanie istoty prawa. W Polsce komuniści starali się pisać przepisy przynajmniej rangi konstytucji, ustaw czy rozporządzeń tak, aby cechy prawności posiadały.Rzadko jak w przypadku tzw. Małego Kodeksu Karnego sięgano do łamania sprawiedliwości, będącej jedną z istot prawa. Ale za to w ogromnej części tych przepisów nie przestrzegali. Dlatego dziś można ich ścigać za to, że łamali prawo, które sami uchwalili, również przez wprowadzenie zasady nieprzedawniania przestępstw, które z przyczyn politycznych nie były w tamtym okresie ścigane.

Oczywiście są to uwagi ogólne tylko lużno związane z samą Ustawą, a bardziej z rozjaśnieniem czytelnikom czym jest prawo w demokratycznym Państwie. W żadnym razie nie wolno w państwie prawnym dawać komukolwiek uprawnień do występowania o karanie obywateli czy innych sankcyjnych bez wyrażnego ustawowego upoważnienia. W żadnym razie nikomu nie wolno dawać uprawnień do stosowania represji. Nic takiego bezprawia nie może usprawiedliwiać. A zwłaszcza poklask gawiedzi.
25sobota, 07, czerwiec 2014 09:38
KAM
@Zbyszek
"Mamy w Sejmie różnych uzdrawiaczy naszej rzeczywistości, którym wydaje się ,że jak napiszą byle co i to uchwalą przez podniesienie rąk to uczynią u nas raj na ziemi.I co najgorsze to nam wmawiają,a potem dziwią się,że ludzie tego nie chcą i na nich psioczą."

Zgadzając się z Tobą że w Polsce prawo jest pisane byle jak i uchwalane przez ludzi którzy w większości nie mają do tego przygotowania chcę zwrócić Ci uwagę że MYŚMY ich do tych zadań WYBRALI.
Jakość naszych rządzących jest wypadkową poziomu nas samych. A więc pisanie o władzach ONI jest zabiegiem nieuczciwym intelektualnie.
Przecież głosujemy na tych o których myślimy że będą reprezentować nasze poglądy albo przynajmniej cos co jest do nich zbliżone.
A więc jeśli wybieramy jajcarzy i performerów typu JKM to potem mamy "jajeczne" prawo.
To MY wszyscy jesteśmy inicjatorem tego co się u nas dzieje, to NAS oni słuchają zanim podejmą jakąś decyzję, to NAM chcą się przypodobać żeby utrzymać lub zdobyć władzę, więc to MY SPOŁECZEŃSTWO ponosimy odpowiedzialność za to kogo wybieramy do rządzenia nami.
Piszesz:
" W żadnym razie nie wolno w państwie prawnym dawać komukolwiek uprawnień do występowania o karanie obywateli czy innych sankcyjnych bez wyrażnego ustawowego upoważnienia."

Jak to rozumieć? Jak to przełożyć na praktykę życiową? Co znaczy "bez wyraźnego ustawowego upoważnienia"?
Przecież jest ustawa ale Ty uważasz że zła, no to ją zmienią wtedy inny będzie uważał że jest zła po tej zmianie i tak bez końca.

"Mnie podejrzewać o ciągoty dyktatorskie?. W żadnym tekście nie dałem nawet śladu powodu do takich dygresji."

Twoja kategoryczność w stwierdzeniach daje podstawy aby podejrzewać że mając realną władzę byłbyś również kategoryczny w działaniach a dokonując wyborów politycznych wybierzesz tych którzy są kategoryczni w swoich obietnicach.
Reasumując, rządzący są lustrzanym odbiciem wyborców i jeśli tyn obraz nam się nie podoba to powinniśmy w pierwszej kolejności zastanowić się nad sobą.
Oczywiście piszę o ustroju demokratycznym a nie dyktaturach ponieważ żyjemy w ustroju demokratycznym a za taki uważam taki porządek w którym obywatele wybierają w wolnych wyborach swoich reprezentantów.

@gawin76
"A propos! Serdeczne dzięki za dopisek 'na wszelki wypadek'. Czy mógłbyś podać jeszcze autora tej książki?"
Z przyjemnością Ci podam, autorem jest Umberto Eco. Nie zrobiłem tego od razu żeby nikogo nie urazić podejrzeniem że nie wie kto napisał "Imię Róży" ale okazuje się że każda dobra intencja może być interpretowana na różne sposoby. Spostrzeżenie to odnosi się również do mojej dyskusji ze Zbyszkiem o stanowieniu prawa a mianowicie nie ma sytuacji kiedy WSZYSCY będą zadowoleni.

Co do mojego "kąsania nogawek" i rzekomej niechęci do uczestnictwa w poważnych debatach to nie widzę specjalnej chęci do takich debat.
26sobota, 07, czerwiec 2014 10:27
gawin76
@ Garm

Wiesz co czynić Garmie. Musimy ratować naszą stronę przed miałkością wynikającą z krótkowzrocznego i nieodpowiedzialnego wsparcia się na chwiejnym futbolowym filarze.

@ KAM

Nie podałeś autora, żeby 'nikogo nie urazić', ale 'na wszelki wypadek' podałeś, że akcja dzieje się w klasztorze w średniowieczu. Tak, teraz dostrzegam w tym sens, zwłaszcza w wątku paratabloidowym. Potencjalni czytelnicy pewnikiem jedynie zerkają na nagłówki i przeglądają ilustracje. Autora mogą jeszcze czystym przypadkiem znać, bo wołami wyryty na okładce, ale skąd u licha mieliby wiedzieć o czym jest treść?!

Nie widzisz na c-L chęci do poważnych debat, nie widzisz również chęci do frywolnego dowcipkowania. Mam nadzieję, że Cię to przesadnie nie dziwi, przecież jesteśmy tylko towarzystwem wzajemnej adoracji, które z nadętymi minami prowadzi POWAŻNE rozmowy o sprawach, o których nie ma zielonego pojęcia Very Happy
27sobota, 07, czerwiec 2014 10:32
mort
Plus ja jako listek figowy,że niby towarzystwo wzajemnej adoracji dopuszcza też inne głosy w dyskusji Very Happy
28sobota, 07, czerwiec 2014 12:46
KAM
@Gawin76
Fajnie jest sobie pogadać o sprawach piłkarskich ale nawet tak prosta gra jak piłka nożna to sprawa wielowątkowa.
Ludzie którzy biegają po boisku są z pewnością ważną częścią tego biznesu ale nie jedyną. Na ich jakość wpływa mnóstwo czynników organizacyjnych, społecznych i ekonomicznych.
Tak więc pisanie o tym co się dzieje na boisku jest tylko fragmentem sprawy bo jest tylko wierzchołkiem góry lodowej.
Brakuje mi rozmów o tym dlaczego tak się dzieje że mamy słabą ligę a jeszcze bardziej co trzeba robić i jak, aby to zmienić.
Całkiem nie dawno na tym forum toczyła sie dyskusja o akademii Legii i nie dostrzegłem tam specjalnego zaangażowania w dyskusję.
I nawet nie chodzi o to że możemy mieć na to jakiś wpływ ale o to żeby w dyskusji sformułować jakiś pogląd na tą sprawę szerszy niż co najpierw, kupić czy sprzedać bo to jest sprawa drugorzędna, pierwszorzędne jest to żebyśmy my jako kibice ale rónież obywatele tego kraju myśleli o tym na jakich zasadach ma się rozwijać sport a w konsekwencji Legia i cała liga.
Dzisiaj w Wyborczej jest artykuł o finansach lig Europejskich dobrze jest go poczytać i zadać sobie pytanie co robić żeby się do nich zbliżyć i jaką rolę mogą w tym odegrać kibice. Czy odpalanie rac zbliża nas do nich czy nie (sarkazm).
Takie dyskusje uważam za poważne bo kształtują poglądy na całość sprawy.
29sobota, 07, czerwiec 2014 13:50
Jak myślicie, czy gdyby Lewandowski sprzedał Ferrari, to uratowałby Polski futbol ?
Wg mnie to cud, że przy tej "bidzie z nędzą" to się jeszcze kręci.
Polscy "oligarchowie" mają to w .... (takie niedomówienie)
Obcy kapitał ma to w ..... (jw)
Gdyby nie wizja jednego i pasja drugiego, Legia byłaby też w niedomówieniu.
Mamy dużo szczęścia. Zamiast się podszczypywać, lepiej się cieszmy.
Kto wie, co jeszcze wymyślą "morty" Wink
30sobota, 07, czerwiec 2014 14:08
mort
Zjedzą Cię na surowo Smile
31sobota, 07, czerwiec 2014 14:25
Zęby sobie połamią Smile
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.