- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Houston, czy mamy problem?
Nie udało się podtrzymać passy ligowych zwycięstw, w Gliwicach nie znaleźliśmy sposobu na pokonanie bramkarza gospodarzy. Drugi raz tej wiosny (trzeci, wliczając pucharowy wyjazd do Chorzowa) zakończyliśmy mecz wynikiem 0:0. Nasza przewaga nad Lechem wynosi pięć punktów, ale nie możemy być zaskoczeni, jeżeli w poniedziałkowy wieczór zmaleje do dwóch oczek.
Spoglądając na mecz z Piastem z perspektywy nazwijmy to ogólnej, powodów do lamentu i darcia szat nie ma. Bo czy w tym właśnie momencie straciliśmy naszą przewagę nad Lechem? Nie straciliśmy, najpierw niech Mariusz Rumak i jego kamanda zwyciężą w Białymstoku, a nawet jeżeli zwyciężą, spokojna głowa, ich też czekają jeszcze tej wiosny problemy, z kulminacją, miejmy nadzieję, 18 maja w Warszawie. Idąc dalej, czy drużyna, która wygrała sześć ligowych meczów, nie ma prawa zremisować siódmego? Ma prawo, zwłaszcza, jeżeli gra na boisku zespołu z górnej części tabeli, ekipy zaangażowanej, skoncentrowanej, dobrze przygotowanej taktycznie. Wreszcie, czy trzeci remis, wobec zaledwie jednej porażki, aż dziewięciu zwycięstw, pewnego prowadzenia w ligowej tabeli i awansu do finału krajowego pucharu, nie stanowi bilansu aż nadto okazałego, żeby go nerwowo krytykować przy pierwszej sposobności, tyleż z kibicowskiego punktu widzenia niepożądanej, co jednak nieuniknionej?
Legię wraz z jej wiosennym dorobkiem nadal bronią wymierne liczby, statystyki, spojrzenie szersze niż ograniczone do pojedynczego meczu, który zawsze można "wygrać, przegrać lub zremisować".
A jednak przyznam, czuję po meczu z Piastem duży niepokój. Dlaczego? Z dwóch powodów, w pełni subiektywnych i całkowicie niewymiernych.
Po pierwsze, cały czas czekam tej wiosny na 'depnięcie' Legii. Nie na depnięcie punktowe, bo takiego byliśmy świadkami między meczami z Podbeskidziem i Pogonią, lecz na depnięcie jakościowe. Na kilka meczów zagranych na dużym tempie, z wyraźną dominacją, dużą ilością sytuacji podbramkowych, rozstrzygniętych na naszą korzyść bez żadnych wątpliwości. Niestety, podobne zjawisko jakoś nie następuje, Legia w każdym meczu gra na bardzo podobnym poziomie, czyniąc niewiele ponad to, co wystarczy do osiągnięcia boiskowego celu (albo i nie wystarczy, jak dziś w Gliwicach). Nie znam się wprawdzie na specyfice przygotowywania drużyn do kolejnych rund, ani też prowadzeniu ich pomiędzy poszczególnymi meczami, ale na bazie swoich doświadczeń i obserwacji laika, mogę zaryzykować twierdzenie, że mniej więcej dostrzegam, kiedy zespół 'łapie' rytm, formę, rozpędza się, oczywiście nie mam tu na myśli żadnej hiper-mobilizacji sprowadzonej do pojedynczego meczu. Zaniepokojenie budzi fakt, że w wiosennej grze Legii nie dostrzegam tego procesu dochodzenia do coraz lepszej formy, to nie jest ani krzywa rosnąca, ani nawet sinusoida, po prostu constans. Nawet nie tyle to niepokojące, ile... dziwne i wręcz niespotykane.
Cóż, mogę jedynie ufać, że wszystkie piłkarskie zmienne skumulują się wreszcie po naszej myśli w ostatnich sześciu ligowych meczach i wtedy ujrzę coś, czego tej wiosny w szczególnej obfitości niestety nie dostrzegam.
Ale, no właśnie, tu dochodzimy do wątpliwości drugiej. Otóż nie wiem, czy Legia jest w stanie zagrać nie tylko lepiej, ale po prostu inaczej niż zagrała dziś z Piastem. Systemowo, taktycznie, organizacyjnie.
Tymczasem, pomijając decydujący (?) bój z Lechem, głównie takie właśnie mecze jak ten z Piastem czekają nas już do końca sezonu. Mecze z drużynami grającymi już praktycznie tylko o przysłowiową pietruszkę, z drużynami, którym nie pęta nóg presja walki o utrzymanie czy o europejskie puchary, które się przed nami nie otworzą, które będą czyhać na kontry, stałe fragmenty gry, które niezależnie od tego, z kim oraz w jakim stylu przegrywają tydzień wcześniej i tydzień później, na Legię wychodzą zwykle wzorowo zmotywowane (i, żeby nie było wątpliwości, trudno mieć o to do kogokolwiek pretensje).
Zapewne nie będzie to szczególnie popularne co teraz napiszę, ale Legia nie zagrała z Piastem złego meczu. Mieliśmy gospodarzy pod kontrolą dużo bardziej niż na przykład Wisłę dwa tygodnie temu. Fakt, Kuciak parę razy interweniował, ale były to raczej sytuacyjne zagrania niż efekt jakiejkolwiek przewagi Piasta, prowadziliśmy grę na połowie przeciwnika, kilkukrotnie udało nam się 'rozklepać' agresywnie przy nas stojących, ba, przyklejonych wręcz do nas defensorów gospodarzy. Z tych akcji powinny 'urodzić się' lepsze sytuacje. Czego zabrakło do zdobycia bramki i odniesienia zwycięstwa? Patrz wyżej - formy. Lekkości, szybkości, dokładności. A to Dwaliszwili kopnął zbyt lekko, a to ułamek sekundy spóźnił się z oddaniem strzału. A to Astiz nie trafił w piłkę z woleja, a to Wawrzyniak podawał kiedy powinien strzelać, a Brzyski strzelał kiedy powinien podawać. I tak można dalej wyliczać, diabeł tkwi w szczegółach, a w nich wszystko dziś było nie tak jak trzeba. Tradycyjnie najgorzej wygląda w naszym przypadku wykończenie akcji oskrzydlających. Dla mnie to nie do pojęcia, że na tyle obiecujących dośrodkowań, zdecydowana większość to zagrania kompletnie chybione, że tak mało jest w decydującym momencie nabiegnięcia na piłkę, a tak wiele stacjonarnego oczekiwania, aż futbolówka spadnie komuś pod nogi.
Takich meczów jak dzisiejszy czeka nas jeszcze kilka i, powtórzę się, nie wiem, czy Legia będzie w stanie rozegrać je jakoś inaczej, lepiej, mądrzej niż z Piastem. Bo czy Rado będzie grał na swoim poziomie od pierwszego gwizdka sędziego? Skądże, on nadal będzie czekał, aż na boisku zrobi się trochę miejsca, zacznie urywać się rywalom po mniej więcej dwóch kwadransach. Czy Daniel Łukasik i Ivica Vrdoljak zaczną naraz klepać jak Xavi z Iniestą (czy, jak ktoś woli, Schweinsteiger z Martinezem)? Skąd, to nie są zawodnicy obdarzeni zmysłem do gry kombinacyjnej, jeden z nich co prawda potrafi od wielkiego dzwonu zaskoczyć długim podaniem, drugi indywidualnym przebojem, ale ich żywioł to odbiór, destrukcja, nie kreacja. Czy Ljuboja z Dwaliszwilim zaczną nagle szukać się na boisku i wspólnie wykorzystywać swoje umiejętności techniczne? Nie, ci panowie żadnego zabójczego duetu z pewnością już nie stworzą.
Piast, niestety, wskazał drogę.
Jeszcze w ramach postscriptum, dwa słowa jeżeli chodzi o bramkę (nieuznaną) Ljuboi, do Siejewicza żadnych uwag dotyczących tego gola nie mam. To znaczy, wyobrażam sobie, że można dyskutować czy aby na pewno Ljuboja atakował Trelę 'w momencie uwalniania piłki' do gry, czy już po tym, gdy została uwolniona (wszak kopnął futbolówkę, kiedy już dawno opuściła dłonie bramkarza), ale intencje autorów przepisu są dla mnie jasne - nie ma zgody na wpadanie w bramkarza w momencie wykopu, cwaniackie walenie go głową, ani atakowanie korkami, nawet jeżeli w przypadku ułamka takich zagrań, można byłoby kwestionować zasadność ich kwalifikacji jako faul.
Jeśli dalej tak pójdzie, to do meczu 18 maja to nasza konkurencja, a nie my, będzie przystępowała z 4 punktami przewagi.
Dla mnie nasi chłopcy powtarzają mniej więcej scenariusz sprzed roku. Zaangażowanie w grę moim zdaniem wykazali dziś mniejsze niż Piast. Za to spodziewam się, że bardzo duże zaangażowanie włożą w odgrywanie scen rozpaczy, gdy już definitywnie przepadną szanse na MP. Tyle ile rok temu w Gdańsku.
Marek Saganowski musi być w bardzo słabej formie, skoro Urban tak długo trzymał Ljuboję. W 1. połowie Serb, już nie pierwszy raz w tym sezonie, nader często poprawiał getry. Nie jest to moja wymarzona czynność w jego wydaniu w trakcie meczu.
Oczywiście, możemy się skarżyć, że Piast zagrał tak ambitnie, jak już dawno nie zagrał i jak jeszcze długo nie zagra. Ale, po pierwsze, to tylko przedsmak ambicji, jaką wykaże Jagiellonia w meczu z Legią. Po drugie - pretensje do rywali można by formułować, gdyby panowało poczucie, że Legia uczyniła wszystko co w jej mocy, aby wygrać. Chyba nikt nie ma takiego poczucia, nawet Urban i nasi zawodnicy.
Kartka dla Dwaliszwiliego, dzisiaj, tzn. przed meczem z Lechią, wydaje się w miarę najmniej dotkliwa w zestawieniu z tym, kiedy mogłaby się pojawić. Ale to też nie jest takie pewne.
Widzę wiele podobieństw z zeszłorocznym finiszem ligi.
Niestety Brzyski po błysku w drugiej połowie meczu z Pogonią znowu zaliczył tamtą pierwsza połowę. A dodatkowo pomimo wielu stałych fragmentów jego dośrodkowania były delikatnie mówiąc nie najlepsze. O Ljuboji to aż się boję pisać ale Daniel (jeśli już musiał grać
Zresztą dzisiejszy futbol - jak zresztą pokazał Bayern (sic!)to mieszanka ambicji, przygotowania fizycznego i ducha "team spirit". W różnych drużynach na różnym etapie są umiejętności czysto piłkarskie ale większość bazuje właśnie na tym. I jak widzę po raz kolejny człapiącego Ljuboję i za chwilę kapitalny rajd Bereszyńskiego to jestem pewien że era Ljuboji i jego stylu gry już przeminęła.
Tak czarnego porównania jak Corazstarszy do poprzedniego finiszu ligi nie widzę i raczej widzieć nie będę bowiem trudno tegoroczną wiosnę nazwać wyścigiem żółwi. U nas najbardziej denerwuje mnie obecnie nonszalancja i brak dokładności w sytuacjach zdawałoby się prostych i mało skomplikowanych. Jedno, drugie czy trzecie takie zagranie nie dość że powoduje irytację we własnych szeregach to jeszcze podnosi na duchu przeciwnika. A to, przy takim zaangażowaniu drużyn z nami grającymi jest po prostu zwykłą głupotą.
P.S. Dalej jestem w szoku jak przypomnę sobie ubiegły tydzień i zawodników Lecha którzy w dowolnym momencie mieli wokół siebie kilka hektarów wolnej przestrzeni.
W innych krajach system rozgrywek wymusza proprofesjonalne zachowania, gdyż przerwa w rozgrywkach jest krótka i nie można w niej naładować akumulatorów, lecz ten proces trwa cały sezon. Stąd wszyscy nasi zawodnicy wyjeżdżający nie tylko na zachód podkreślają, ze tam w mikrocyklu na treningu wymaga się od nich więcej niż u nas w meczu czy w okresie przygotowawczym.
A co do samego meczu to spodziewałem się nawet słabszej postawy. Najlepsi byli ci,którzy mają najlepszą tzw. naturalną szybkość, a więc Jędrzejczyk i Kucharczyk. W odróżnieniu od innych spotkań pełny stadion i dobry doping. I te same infantylne wypowiedzi "ekspertów" w rodzaju skądinąd sympatycznego Szymkowiaka wynikających z nieuctwa w rodzaju "za moich czasów takie bramki się zdobywało nawet głową. Chyba,ze ostatnio coś znowu zmienili w przepisach". Tak, zmienili i to już 18 lat temu. Że też oni nie wstydzą się swego dyletanctwa. Toż te przepisy kosztują ze 20 zł. I nie stać ich. Podpowiadam w internecie są za darmo /koszt kilkudziesięciu kartek papieru/.
Fakt zgadzam się z Iocosusem ,ze i Lech gdzieś punkty straci,ale szlachetny Walles też pisze prawdę. Na dziś Murawski i Trałka to dużo większa siła niż nasz IV z obojętnie którym młodym czy to Łukasikiem czy Furmanem. Ja osobiście jeszcze dziś jestem pewny ,że meczu z Lechem nie przegramy, jednocześnie mało we mnie optymizmu co do meczu z Jagiellonią a i za tydzień pójdę na Ł3 pełen obaw. Brak Dwaliszwilego przy tej dyspozycji Sagana ,Ljuboi czy Rado to nie jest dobra wiadomość. Cała nadzieja w tezie pana Zbyszka ,że za chwilę za sekundę w chłopakach wybuchną nowe siły witalne i zaczną grać, grać ,grać.
@Zbyszek
Model Barceloński ma ten plus, że zawodnik będąc tyle godzin w klubie ma mniej czasu na galerie handlowe i automaty do gry
Niemieckie drużyny zmiażdżyły drużyny Hiszpańskie przygotowaniem motorycznym warunkującym dynamikę i przede wszystkim wysoką intensywność gry
W tym roku tak to wygląda, za rok, dwa będzie hegemonia włochów czy anglików, potem Hiszpanie i tak w koło ... nie da się być "najlepszym" rok do roku
Na dobrego trenera przygotowania nie ma co liczyć, musimy go sobie wychować. W Polsce jest pewnie kilku speców i nawet profesorów, ale żaden nie gwarantuje tego, że będzie lepszy niż Cesar.
Jedyna szansa byłaby wtedy kiedy z jakiegoś klubu zachodniego wywalili kogoś kto gdzie indziej byłby persona non grata.
Twój optymizm zaraził już większość interlokutorów
A na poważnie to kontuzje mięśni dwugłowych dowodzą, że z szybkością wytrzymałościową nie jest najlepiej. Mnie boli, ze Legii z takim budżetem nie stać na sprawdzonego fizjologa, a chociażby na namówienie na współpracę np. Profesora Chmury. Niechby Cesar się przyuczał w praktyce i miał od kogo się uczyć. Bo to wstyd, że większość drużyn motorycznie prezentuje się od nas lepiej.
Wybacz,ale masz pamięć co nieco krótką
Masz oczywiście rację, że w Legii forma fizyczna nie powinna być problemem od początku rundy. Powinniśmy się skupiać nad taktyką, zgraniem i tego typu elementami jakościowymi gry oraz motywacyjnymi, a nie pierdołami.
Chyba 100 razy bardziej wolałbym jakby Iribarren konsultował wyniki przez net.
Rozumiem analogie z zeszłym sezonem, ale obiektywnie trzeba przyznać, że punktowo prezentujemy się najlepiej od kilku lat, można wyobrazić sobie, że ukończymy te rozgrywki z dorobkiem, który zapewniłby mistrzostwo Polski w każdym sezonie po 2008 roku.
Jeżeli mimo wszystko istnieje niepewność co do tego czy zapewni (a niestety istnieje) - to dlatego, że Lech zadziwia skutecznością, o którą kilka miesięcy temu mało kto by ekipę Rumaka podejrzewał. Fakt, ugrali wiele punktów na farcie, ale kto będzie za chwilę o tym pamiętał.
Mnie bardziej od wczorajszej straty dwóch punktów martwi kwestia pomysłu na grę, tego jak nam się ta gra zazębia, jakie są tendencje i rokowania na przyszłość, nie tylko tę najbliższą. Przyznam, że nie spodziewałem się, że tej wiosny będzie aż tyle naszych meczów, które będą męczarnią dla oczu. Lech w tym momencie wygląda lepiej, w ich przypadku krzywa formy i dyspozycji poszczególnych zawodników wzrasta, Murawski, Lovrencics, czy Kamiński to są zupełnie inni piłkarze niż na jesieni.
Jeżeli natomiast chodzi o zaangażowanie, to przypominam sobie, jak po remisie Lecha z Bełchatowem wszedłem na forum Lecha - a tam... lustrzane odbicie niektórych naszych wątków
@ Walles
Muszę z żalem zgodzić się co do niepotrzebnego i niezrozumiałego pozerstwa Ljuboi w momencie schodzenia z boiska.
Kwestię braku zmian tłumaczę sobie natomiast tym, że Urban postrzegał ten mecz podobnie jak ja, tzn. widział Legię mającą kontrolę nad grą, widział mecz sprowadzony do odpowiedzi na pytanie 'wciśniemy coś czy nie' i bał się, że zmianami bardziej przeszkodzi niż pomoże. Po fakcie można oczywiście gdybać co byłoby gdyby wcześniej na boisku pojawili się Sagan i Kucharczyk, którzy przez kilka minut zaprezentowali się ciekawiej od swoich poprzedników. Może mieć rację QD, że Janek właśnie zdecydował się postawić na z góry upatrzone konie. Oby nie wyszedł na tym jak Skorża.
Kwestia Brzyskiego nie daje mi spokoju. Kiedy go sprowadzaliśmy, byłem przekonany, że zorganizowaliśmy sobie zmiennika dla Wawrzyniaka, i dobrze. Ale wystawianie go na lewym skrzydle to wyparcie się jednego z najciekawszych argumentów jesiennej Legii, nacierającej na przeciwników dynamiką i przebojowością Koseckiego i Żyry (zwłaszcza Koseckiego). Fakt, Kosecki zalicza gorszą wiosnę, bandycki wyczyn Pareiki dodatkowo skomplikował sytuację, ale jednak szukałbym na tej pozycji kogoś odważniejszego i bardziej zorientowanego na ofensywę niż Brzyski, kogoś o parametrach choć trochę przypominających Koseckiego.
Napiszę tak mój optymizm nie ma tu nic do rzeczy bo ja tak zresztą jak cała Polska wiem, że Legia jest najlepszym polskim zespołem. Oczywiście fajnie by było wygrać ligę bo mamy wtedy szanse pograć o LM . Jeśli jednak nic z tego nie wyjdzie co właściwie jest normą, nie zmieni to mojego tak jak i całej Polski postrzegania Legii. Jest najlepsza w tym pięknym kraju i basa. Przecież wiadomo ,że abyśmy wygrali ligę musimy być dwa razy lepsi od wszystkich pozostałych drużyn. Na dziś jesteśmy dwa razy lepsi od 14-tu zespołów. Jak będziemy dwa razy lepsi od piętnastu to wygramy mistrzostwo. Sam fakt że jesteśmy raz lepsi dla nikogo nie jest czymś abstrakcyjnym bo to właściwie norma od kilkudziesięciu lat. Mamy ten problem ,że to ciut za mało. Ogólnie to mi osobiście świadomość ,że wszyscy wiedzą która drużyna w Polsce jest najlepsza wystarcza
Moja najwieksza obawa! Remisujemy 18 maja z Lechem, a ten rezultat w ostatecznym rozrachunku na koniec sezonu jest dla nas niekorzystny. Jeszcze większy koszmar, wygrywamy z Lechem, a i tak tytułu nie zdobywamy.
Mam te same obawy co wyrazone przez Lasice w na aucie, łapię się tylko na tym, ze z automatu w naszej lidze nie zawsze dopisywanie punktów przed meczem się spełnia, dziś wieczorem albo zmarkotniejemy, albo niespodziewanie zaczniemy się uśmiechać, a na swoich piłkarzy zaczną złorzeczyć w Poznaniu. Wątpię w to, ale ...
Z tym 3-5-2 to teoretycznie nie jest zły pomysł, mamy dość środkowych obrońców, mamy też zawodników, którzy prawdopodobnie sprawdziliby się w roli 'wahadeł' (np. jak piszesz Bereś i Żyrko).
Ale czy Urban chciałby się bawić w zmianę ustawienia? Nie sądzę, jak do tej pory największą jego ekstrawagancją w tej materii były próby z jednym DMC w środku pola.
Poza tym trudno powiedzieć, czy systemowo doprowadziłoby to do jakichkolwiek zmian na lepsze. Nasze 4-2-3-1 jest w gruncie rzeczy dość elastyczne, np. kiedy się bronimy, boczny obrońca często schodzi w pole karne, z kolei kiedy atakujemy, jedna strona zawsze się podłącza, z tyłu zostaje przeważnie dwóch zawodników, są więc elementy podobieństwa do 3-5-2. Myślę, że szybko pojawiłyby się stare problemy, brak dublera dla Rado na pozycji AMC, brak środkowego obrońcy potrafiącego wyprowadzić atak po przechwycie, kłopoty ze współpracą między napastnikami (przynajmniej w obecnej konfiguracji personalnej).
Jak zagra z nami Widzew to wiadomo
Moje typy na stratę punktów Lecha to właśnie może w meczu z Widzewem, Podbeskidziem, Śląskiem i z nami. Tyle tylko, że ten Widzew i Śląsk to grają dramatycznie słabo na dzień dzisiejszy. W pozostałych rywale po prostu o nic nie grają, i zaangażowanie Lecha wraz z umiejętnością piłkarzy jakich posiada gwarantują im pewny sukces.
Oczywiście w piłce wszystko możliwe jest, i po cichutku liczę, że Jaga ich dziś ogoli, ale po tym co widziałem w poprzednim sezonie rozum podpowiada co innego. W zeszłym sezonie kibice "mobilizowali" piłkarzy Jagi przed meczem z nami. Po tym jak kibice Jagi straciła wszystkie flagi na naszą korzyść, jest to bardziej niż pewne również i w tym
Co do nas samych...Teraz się tak naprawdę okaże co wart jest Janek Urban. Wszystko w jego rękach, albo to ogarnie i pokaże, że ma papiery na trenera, albo wolę nawet nie myśleć.
Lech ma do rozegranie mecze z Jagiellonią (w), Wisłą (d), Widzewem (d), Legią (w), Podbeskidziem (d), Śląskiem (w) oraz Koroną (d). Jeśli zdobędzie w nich więcej punktów niż Legia to po prostu wygra ligę zasłużenie. Poznaniacy maja przed sobą ciężkie mecze, szczególnie jeśli Legia wygra PP a muszą w nich wygrać w Białymstoku i zdobyć potem 3 pkt więcej niż Legia. Jakoś tego nie widzę ale jeśli tak się stanie to z pewnością tegoroczny mistrz nie będzie przypadkowy. Na dzień dzisiejszy mamy tyle samo punktów co w ubiegłym sezonie i już więcej wygranych meczów. Porównywanie obecnego sezonu z poprzednim jest w moim odczuciu kompletnie bez sensu. Nie ma co histeryzować a pominę to że w mojej ocenie szóstka (jako całość) Murawski, Trałka, Linetty, Lovrencsics, Tonew, Teodorczyk jest obecnie lepsza od naszych Vrdolijak, Łukasik, Radovic, Ljuboja, Dwaliszwili i Brzyski (Kosecki, Kucharczyk). Ale to są oceny papierowe.
w ten sposób zapewnić sobie tytuł (MU,Bayern) . Jednym słowem analogia jest co w rozmowie telefonicznej z Iocosusem uzgodniliśmy
@Lasica
Zgoda ,że teraz Urban musi pokazać czy potrafi czy nie i nie chodzi tylko o taktykę , dobór zawodników ale również o mobilizację, koncentrację psychiczną i jak to się ogólnie mówi motywację.
Ten system z 3 nominalnymi środkowymi obrońcami ma jeden duży plus - eliminacja najsłabszego ogniwa w obronie - nominalnego lewego obrońcy.
_______________________________
W tej chwili to najbardziej będzie mam brakować szybkości Koseckiego. Jeden warinat rozegrania mniej - długa piłka za linie defensywy rywala.
Mam nadzieję, że po kontuzji wróci w formie z jesieni i do końca sezonu pociągnie swój wózek.
_______________________________
Wracając do treningów o których pisali Moros i Zyszek to ja bym to porównał do nakręcania zegarka - nakręciliśmy sprężynę, ustawiliśmy godzinę, a teraz czekamy jak to będzie pracować. Takie nakręcane zegarki miały zawsze feler (zwłaszcza radzieckie Poljot'y), że po kilku dniach zegarek "przyspieszał" o kilka minut - więc może też tak będzie z naszą Legią
Nie o histerię tu idzie, gdybyśmy nawet z Lechią lub Jagą punkty potracili, Lech by nas w tabeli zdystansował, to uwazam że kibicowską powinnością, obowiazkiem jest wiary nie tracić dopóki los jest zalezny od nas, to przekonanie przelać na tych którym się dopinguje, tym sposobem zmotywować.
Mam nadzieję, że wyrażane obawy, nie są utożsamiane jako defetyzm, ale coś co ma służyć mobilizacji, skupieniu i koncentracji juz przed meczem z Lechią. My dziś z automatu dopisujemy trzy punkty Lechowi w Białymstoku, obojetnie co tam się wydarzy, nie wyobrażamy sobie, żeby z gdańszczanami w Warszawie nie było wygranej, a to jeżeli zagramy tylko tak jak w Gliwicach, może się okazać ponownie za mało. Rok temu nie przewidywaliśmy remisów z Widzewem i Jagą, porażki z Lechią, był wyścig żółwi w którym polegliśmy, tracąc punkty w roli zdecydowanego faworyta. Takiej analogii z zeszłym sezonem się obawiam, choć obecnie mamy wyścig dwóch chartów.
W dogadaną, wyrachowaną "spółdzielnię" nie wierzę, ale w mentalne "spółdzielcze" antylegijne nastawienie tych, z którymi bedziemy grać obecnie nie wątpię. W Białymstoku, Łodzi, Chorzowie wyjdą z identyczną determinacją jak Piast, będą gryźć murawę, dopóki się ich nie przełamie. Jeżeli odpuścimy koncentrację przy Lechii rozczarujemy się haniebnie.
Nawiązując do słów Zbyszka, obojetnie jakakolwiek by była "spinka" na Legię, kogokolwiek w Ekstraklasie, to jeżeli chcemy byc w niej najlepsi musimy ją przełamywać, to nie może byc wymówką, wyższość i dominację trzeba udowodnić, nie ma przebacz, ale w takim razie do tego potrzebna jest równocześnie i determinacja na tym samym poziomie co u rywala i chłodna głowa, żeby w momentach, w których nie idzie, a takowe będa z pewnością, się nie zagotować.
Obecnie nie mam wątpliwosci że same umiejetności wystarczą, naszym piłkarzom trzeba jasno powiedzieć, jeżeli chcą zdobyc tytuł to muszą mieć jaja jak berety i twarde jak orzechy nie do rozłupania. Tym bardziej Wallesie, że z ostatnimi Twoimi zdaniami nie bedę w tej chwili polemizował. Tym bardziej!
P.S.
Zmartwił mnie taki niuans w Gliwicach. Wydawało mi się że nasz Ljuboja przestał gestykulować. Wbrew pozorom dla mnie mimo wszystko to zły objaw, na dokładkę z powolnie manifestacyjnym zejściem na zmianę. Lechia to będzie bardzo ważny mecz, zresztą nieważnych już nie ma.
Wiedzcie bowiem,że prawdziwa wielkość w sporcie powstaje w boju i znoju.Darowane nie smakuje.Albo wybijemy się na Mistrza i będziemy kimś,albo rozpędzmy to nieudolne bractwo na 4 wiatry i twórzmy to co da nam satysfakcję. Nie ma obowiązku grać w Legi czy być jej trenerem.
Ma to być honor.Kto na to nie zasługuje - wysiadka.
Dokładnie tak! Takie glosy tez były wyraźne w Gliwicach. Remis się może trafić, nawet dwa co i tak nie powinno mieć znaczenia bo po prostu trzeba ograc Lecha u siebie i pokazać kto jest najlepszy w Polsce