- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Lazio - Legia 1-0: Wyrachowanie górą
Niestety bez zdobyczy punktowej wraca Legia z Rzymu, gdzie na Stadio Olimpico zmierzyliśmy się z Lazio w pierwszej kolejce grupy J rozgrywek Ligi Europy. Sposób na Wojciecha Skabę znalazł w 53. minucie meczu Brazylijczyk Hernanes. Tym samym nasza inauguracja w fazie grupowej upodobniła się do tej sprzed dwóch lat. Wtedy, po porażce 0:1 w Eindhoven, potrafiliśmy dalej skutecznie walczyć o awans.
Przebieg meczu Legii z Lazio należy uznać za irytujący, może wręcz przygnębiający. Nie dlatego, że Legia nie wywiozła z Rzymu żadnego punktu, bo z tym należało się liczyć, i nie dlatego, że Legia zagrała słaby mecz, bo większość naszych zawodników zagrała na miarę swoich możliwości. Złość i rozczarowanie budzi fakt, że Lazio poprowadziło ten mecz dokładnie w taki sposób, w jaki poprowadzić go zamierzało, a my nie byliśmy w stanie popsuć tego chytrego, minimalistycznego planu.
Były więc spodziewane pustki na trybunach oraz atmosfera odległa od towarzyszącej wydarzeniu dużej rangi. U gospodarzy na ławce zasiedli Ledesma, Lulić, Candreva i Klose, co jasno demonstrowało, gdzie w hierarchii trenera Petkovicia ulokowany był pojedynek z Legią. Lazio zaczęło mecz bardzo spokojnie, badając możliwości Legii, być może kombinując mniej więcej tak: "Jeżeli jesteście naprawdę słabi, to ogramy was na stojąco, a jeżeli coś umiecie... Etam, i tak jakaś w końcu wpadnie." W tej fazie meczu można było Włochów zaskoczyć, skarcić, utrudnić im życie, była nawet ku temu idealna szansa. Radović pięknie podał, Kosecki wyśmienicie uwolnił się od krycia w polu karnym, niestety w najważniejszym momencie zamknął oczy i huknął prosto przed siebie, w sytuacji, w której przydałoby się skierować piłkę w róg bramki Marchettiego. Do przerwy było zatem 0:0. Po przerwie Lazio przyspieszyło w ewidentnym zamiarze szybkiego zdobycia gola. Ich formacje wyraźnie zbliżyły się do siebie, nie pozwalali nam już spokojnie rozgrywać w środku pola. Może gdybyśmy wytrzymali ten moment przyspieszenia, po 15-20 minutach Lazio musiałoby odpuścić, złapać oddech, a wynik już do końca kręciłby się wokół remisu, który prawdopodobnie nie zmartwiłby żadnego z trenerów. Niestety, Łukasz Broź pokazał jak prawy obrońca interweniować nie powinien, a Tomasz Brzyski nie był w stanie upilnować nabiegającego na idealnie dograną piłkę Hernanesa. W podobnych okolicznościach sami strzeliliśmy bramkę na 1:2 w meczu ze Steauą w Warszawie, tam również dynamicznie nacierający ofensywny pomocnik (Rado) był nie do powstrzymania w polu karnym. Kluczem jest w takiej sytuacji odpowiednia synchronizacja wejścia w pole karne z wrzutką, w obu przypadkach odbyło się to wzorowo, przy czym dośrodkowanie Keity było jednak znacznie łatwiejsze do uprzedniego powstrzymania niż warszawska akcja nieobecnego w Rzymie Kuby Wawrzyniaka. Lazio zdobyło więc gola szybko i łatwo, po czym momentalnie powróciło do swojej gry, oddając nam pole, zachowując koncentrację w formacji obronnej i od czasu do czasu wyprowadzając kontry. Gdybyśmy więcej potrafili jako drużyna, gdyby lepszy dzień miał Miro Radović, gdyby ktoś u nas umiał kropnąć zza pola karnego, być może jeszcze w tej ostatniej fazie meczu udałoby się włoski scenariusz zepsuć. Niestety, nic z tego. Lazio zrealizowało swój pomysł na pojedynek z Legią w stu procentach, unikając zmęczenia, unikając kontuzji, inkasując trzy punkty. Mecz poprowadzony niczym od linijki.
Oczywiście większych pretensji do Legii mieć absolutnie nie można - po prostu na mniej więcej tyle stać obecnie naszą drużynę. Potwierdza to zresztą pewien dość często powtarzany w ostatnim czasie paradoks związany z porównaniem Legii prowadzonej przez Macieja Skorżę i Jana Urbana - otóż drużyna Skorży, straszliwie męcząca się lidze w ataku pozycyjnym, była nieco lepiej predysponowana do gry w Europie, do potyczek z silniejszymi rywalami, na tle których należało wykazać się konsekwencją taktyczną i defensywną solidnością, podczas gdy drużyna Urbana, w lidze narzucająca rywalom chaotyczny, siłowy, lecz skuteczny styl gry oparty na zdominowaniu przeciwnika, wejściu z nim w wymianę ciosów, w pucharach nie ma na siebie sprawdzonego pomysłu o potwierdzonej efektywności. Nie jesteśmy w stanie grać tak, jak zwykle wychodzi nam to najlepiej, ponieważ z mocnym, dobrze wyszkolonym przeciwnikiem, tak zagrać się po prostu nie da.
Rzecz jasna schodząc na dyskusję o detalach, z pewnością okaże się, że mecz z Lazio można było rozegrać lepiej. Prawdopodobnie inaczej wyglądałby nasz zespół, gdyby kontuzje nie wyeliminowały Lado Dwaliszwilego, Kuby Wawrzyniaka i Bartka Bereszyńskiego. Prawdopodobnie inaczej prezentowałaby się prawa strona boiska, gdyby Henrik Ojamaa i Łukasz Broź mieli lepsze pojęcie o współpracy na skrzydle, tymczasem ilość nieudanych wymian piłek między tymi zawodnikami w wielce destrukcyjny sposób wpływała na płynność gry Legii. Być może na boisku wydarzyłoby się coś dla nas ciekawszego, gdyby Jan Urban wpuścił Helio Pinto za Miro Radovicia, który poza jednym wspomnianym wyżej podaniem do Koseckiego, zaprezentował się w meczu z Lazio bardzo słabo, absolutnie nie będąc w stanie pokazać swoich zwykłych walorów, rażąc na tle zawodników Lazio ociężałością i niezdecydowaniem.
Tak, detale zapewne można było poprawić, ale ogólnego obrazu drużyny - już raczej nie. Miejmy zatem nadzieję, że ten arsenał, którym obecnie dysponujemy, okaże się wystarczający na kluczowy w kontekście naszej przyszłości w grupie J mecz z Apollonem Limassol już za dwa tygodnie.
Irytacji nie czuję. Liczyłem się z tym, że Lazio rozegra ten mecz tak jak będzie chciało. Raczej czułem takie przygnębiające pogodzenie się z aktualnym profilem tej drużyny. Było to mniej dotkliwe niż np. inauguracja w Eindhoven.
Z miłych rzeczy, nie było takiej dezorganizacji jak w el. ChL na wyjazdach. Widziałem wiele udanych zagrań naszej obrony, dobrych interwencji, czego poprzednio Legia nie pokazywała. Oczywiście, Lazio nie bardzo się wysiliło, aby nas do takiej dezorganizacji zmusić.
To zbieranie doświadczeń: Kosecki mógł się przekonać, że nie każdemu zaimponuje startem do piłki. Fajnie ten Belg sobie z nim radził. Jeżeli pan Jakub poważnie podejdzie do sprawy, będzie pracował nad tym, aby i z takim rywalem sobie poradzić. To jest właśnie to, czego w Polsce się nie dowie.
Powszechnie narzeka się na Brozia. Mnie ponownie bardziej zmartwił Vrdoljak. Wczoraj skończył 30, a zagrał kilkakroć jakby miał 19. To smutne, bo to najdroższy transfer w historii Legii, a nie wiem, czy byłby w pierwszej 20 udanych transferów za ITI.
Brakuje nam zawodników którzy zrobiliby różnice w grze w albo w pojedynkę ciągnęli by grę. Zabrakło też kilku podstawowych zawodników którzy daliby więcej niż ci którzy ich zastąpili.
Do Skaby pretensji nie mam ale jednak jest widoczna różnica między nim a Kuciakiem. Skaba nie popełnia błędów, broni to co powinien, ale Kuciak często daje to coś- broni piłki których nie powinien wybronić. I taka jest różnica między nimi.
Broź i Brzyski- zawodnicy dobrzy na polską ligę, ale nie przeskoczą pewnego poziomu, europejskie puchary przerosły ich. Irytowały zwłaszcza nie dokładne zagrania Brozia. Za to bardzo pozytywnie zaskoczył mnie duet stoperów- Rzeźnik i Dossa Junior- byli najlepsi na boisku w barwach Legii.
Vdroljak po raz kolejny zawiódł- i w sferze piłkarskiej a także w sferze mentalnej- nie kieruje zespołem na boisku jak na kapitana przystało. Furman rozegrał dobry mecz.
Skrzydłowi- na przykładzie Koseckiego widać jaka jest róźnica między polską ligą a europejskimi pucharami. Ojjama- waleczność, ambicja, szybkość to nie wszystko, jest jeszcze bardziej surowy technicznie od Koseckiego. Brakuje w Legii na skrzydle dryblera, zawodnika który potrafiłby minąć 2-3 rywali. Trzeba zaczekać rok czasu na Jagiełę.
Radović- bardzo dobra pierwsza połowa, ale w drugiej nie miał żadnego dobrego zagrania. Saganowski- ambicja wielka, ale wiek robi swoje, groźny w polu karnym, ale brak szybkości i zwrotności.
Obecna reforma raczej nie sprzyja takiej rywalizacji.
Przeciwnie, reforma pozwoli wyeliminować kluby słabe finansowo i organizacyjnie. (Następnym w kolejce po Dyskobolii wydaje się Ruch. Może też Śląsk, ale nie znam szczegółów rozgrywki Dutkiewicz-Solorz).
Wypłacalność klubów sprawi, że zatrudnią lepszych piłkarzy i trenerów, a to pociągnie za sobą podwyższenie poziomu rozgrywek.