- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Jagiellonia - Legia 0-3: Najniższy wymiar
Legia odniosła kolejne zwycięstwo w Ekstraklasie, pewnie pokonując Jagiellonię Białystok 3:0. W pierwszej połowie na listę strzelców wpisali się Michał Żyro i Miroslav Radović. Trzeciego gola dorzucił po przerwie Michał Kucharczyk. Legioniści mogą przygotowywać się do czwartkowego meczu kwalifikacji Ligi Europy z FK Aktobe w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.
Kiedy oglądałem pierwszą połowę piątkowego meczu, w pewnym momencie przyszła mi do głowy myśl, że pomeczowy tekst należałoby zatytułować: „Lekcja futbolu”. Bo Legia udzielała Jagiellonii srogiej lekcji, demonstrując jak odbierać piłkę wysokim pressingiem, jak zdobywać teren podaniami, jak uwalniać się od krycia i dochodzić do czystych sytuacji strzeleckich. To było znakomite czterdzieści pięć minut w wykonaniu Legii. Ostatecznie tytuł, jak widać, jest inny, a to dlatego, że Legia w drugiej połowie wyraźnie poluzowała uścisk, mecz stał się mniej profesorski, a bardziej szarpany i chaotyczny. Ale dominacja naszej drużyny w żadnym momencie nie podlegała dyskusji.
Kilka tygodni temu stawialiśmy pytania mające wyjaśnić możliwe przyczyny słabych wyników Legii na początku sezonu. Pamiętacie to jeszcze?! Nie chce się wierzyć, że to zaledwie miesiąc temu... W każdym razie, porażka z Zawiszą w Superpucharze, remis z St Patrick's Athletic, ligowa porażka z Bełchatowem, nie da się ukryć – było nerwowo. Teraz nerwowo jest tylko za sprawą fatalnych okoliczności, w których zakończyła się nasza przygoda z Ligą Mistrzów, bo na boisku Legia prezentuje się wręcz wyśmienicie.
Oczywiście, kibic lubi stawiać pytania w każdej sytuacji, można zatem dociekać czy aktualna dyspozycja Legii to w największym stopniu zasługa precyzyjnie rozpisanych przez sztab szkoleniowy przygotowań, dzięki którym Legia właśnie w tym momencie sezonu miała znajdować się w najwyższej formie, czy nasza drużyna, grając ponad pół roku w stabilnym personalnie, przewidywalnym zestawieniu i doskonaląc styl zaproponowany przez Henninga Berga, po prostu konsekwentnie wspina się na coraz wyższy poziom, do którego, co jak na dłoni było widać w Białymstoku, coraz trudniej doskoczyć pozostałym ligowcom? Ten drugi wariant brzmi rzecz prosta znacznie bardziej atrakcyjnie, ale na jego pełną weryfikację musimy jednak jeszcze poczekać.
Henning Berg w Białymstoku nie szafował przesadnie siłami zawodników ofensywnych pierwszego składu. Miro Radović, Ondrej Duda, Michał Żyro i Michał Kucharczyk otrzymali sprawiedliwie po czterdzieści pięć minut gry. To wystarczyło trzem spośród nich do wpisania się na listę strzelców. Zaczął Żyrko, wykorzystując podanie od Kuby Koseckiego, którego przytomnie wypuścił w bój Tomasz Jodłowiec. Drugą bramkę dorzucił wbiegający z impetem w pole karne Rado, którego znakomicie wypatrzył Tomasz Brzyski. Trzecią bramkę zdobył Kuchy, popisując się efektownym uderzeniem głową po dośrodkowaniu Łukasza Brozia. Każda z tych akcji była naprawdę wysokiej jakości.
Szkoda że szansy podtrzymania dobrej strzeleckiej formy z zeszłego tygodnia nie otrzymał Orlando Sa, wydaje się jednak, że role między wzmiankowaną ofensywną czwórką były rozpisane już przed meczem, Sa mógł zatem wejść tylko za Marka Saganowskiego w trzeciej zmianie. Niestety niemal od początku drugiej połowy 'wisiała w powietrzu' inna zmiana, do której wreszcie doszło w końcówce meczu, kiedy sponiewieranego przez Marka Wasiluka Kosę zastąpił Helio Pinto.
Szkoda też, że wreszcie setnej bramki w Ekstraklasie nie zdobył Sagan. Niby nie ma się co przywiązywać do tego rodzaju jubileuszy, ale obserwując boiskowe poczynania Marka, można zastanawiać się czy bliskość tej setnej bramki nie ciąży jemu samemu. W Białymstoku szczęście było bardzo blisko, niestety w idealnej sytuacji Saganowi niefortunnie przeszkodził... Michał Żyro. Z minusów jeszcze (a raczej minusików!), wydaje się, że znów kilka niebezpiecznych strat miał Ivica Vrdoljak. Być to może to kwestia delikatnej dekoncentracji i lekceważenia zagrożenia ze strony leżącego na łopatkach przeciwnika?
Za mecz w Białymstoku wszystkim legionistom należą się wysokie noty. Już po kilku minutach meczu było widać, że Jagiellonia nie ma żadnych argumentów, żeby przeciwstawić się Legii. Z postawą gospodarzy piątkowego meczu najbardziej będą kojarzyć mi się 'akcje' Martina Barana, który rozpaczliwie uwiesił się na Michale Kucharczyku, usiłując powstrzymać wyprowadzającego kontrę Kuchego, oraz Marka Wasiluka, który w iście Tosikowym stylu ściął równo z trawą rozpędzonego Koseckiego.
Brawo Panowie, Białystok pomyślnie 'odhaczony'. A teraz już czas na Aktiubińsk.
Aaaa jeszcze jedno, myślałem że oprócz Szpakowskiego to nikt już mnie nie będzie tak irytował. Mielcarski jednak cały czas w formie ....
Lecz, by dyskusja była szersza, to kilka rzeczy gorszych:
1. straty przed własną bramką. Negatywnymi postaciami byli Astiz i Vrdoljak. Już pal sześć niezdecydowanie i gapiostwo Hiszpana w 1. połowie (min. dwa razy – jedyne sytuacje miejscowych). Ale nawet przy 0-3, gdy dostał kartkę, miał moment, aby wykopnąć, przerwać pojedynek, skasować. Ale po dżentelmeńsku dalej się przepychał. To niestety mu się czasami powtarza.
2. Druga połowa. Jeśli to było oszczędzanie sił, oparte na rozeznaniu potencjału miejscowych, to OK. Rozumiem, że Legia nie miała parcia na kolejne bramki. Ale były też rzeczy irytujące: a to się nie dogadali, kto ma wybić, a to bez sensu czekali na gwizdek, a to gubili piłkę przy wyprowadzaniu. Takie proszenie się o przypadkową bramkę.
3. Szybko pojawiła się chęć ośmieszania rywala. Najlepsza ilustracja to 28. minuta, rzut rożny i z niego lobik do Radovicia. No fakt, zmusiliśmy miejscowych do gry kombinacyjnej we własnym polu karnym, ale to nie o to powinno chodzić.
4. Strzały Koseckiego. Ma numer popisowy, zilustrowany bramką z Trondheim w Warszawie sprzed 2 lat. Czas zwiększyć repertuar. Tu jest pole do pracy z nim: nie ma być ładnie, z trajektorią i zawijasem po długim rogu, tylko skutecznie. Miętowy, gdy wrócił w 2009 też się, mam wrażenie, upierał, aby pierwsza bramka po powrocie była piękna.
5. Żyro. Jeśli patrzymy nań w kontekście wskakiwania na stałe o poziom wyżej, to problemem jest umysł. Ma talent do zaprzepaszczania okazji i niedbalstwa. Chodzi mi o 10. minutę. Niech nie obraca tego w żart, że ‘zapuszczę włosy’. Tak samo, strzał wieńczący 1. połowę. Wiadomo, że nie technika zawodzi, tylko koncentracja, głowa. Mamy tego samego Michała Żyrę, który 2 lata temu w Trondheim, mając otwartą bramkę z leżącym rywalem po drodze, strzela właśnie w ten jeden punkcik, gdzie leży obrońca.
Pozytywy, oprócz tych, o których wiadomo:
1. Jak rok temu, Piątkowski słabo i po ziemi strzelił w Skabę, to piłka poleciała do góry i się wtoczyła do bramki (na 2-3). Teraz podobny strzał w 1. połowie, tyle że bramki bronił Kuciak.
2. Na dzisiaj, zdecydowanie Broź kosztem Bereszyńskiego.
I taka rzecz: Orlando Sa miał błysk tydzień temu. Wiem, że nie powinniśmy zakładać, że piłkarze się będą dąsać, bo nie grają. Ale, o ile potrafię się wczuć, to może być Portugalczyk zawiedziony. Moim zdaniem, aż się prosiło, aby go wpuścić. Ja mam nadzieję, że pan Berg tutaj ma wszystko pod kontrolą.
No i kwestia Marka Saganowskiego bardzo go szanuję i chcę aby zdobył tego gola nr.100 jak najszybciej bo bez obrazy Marek tak, ale jako zmiennik.
Piłka wraca w okolice naszego pola karnego, a za chwilę 1, 2 podania i jesteśmy pod polem karnym rywala. Niby proste
Ja kiedyś marudziłem, żeby wypracować jakiś sensowny model wciągania rywala na swoją połowę, a tu proszę najprostsze rozwiązanie, wycofanie piłki, wyciągnięcie rywala i długa piłka.
Trochę niepokoiło mnie wczorajsze babole w defensywie, ale skoro Jaga nie umiała strzelić to nie będę marudził