- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Gibraltar - Polska 0-7: Formalność
Reprezentacja Polski rozpoczęła eliminacje do mistrzostw Europy od zwycięstwa nad Gibraltarem. Polacy zdobyli siedem goli. Bramkowym łupem podzielili się Robert Lewandowski (cztery trafienia), Kamil Grosicki (dwa) i Łukasz Szukała (jedno). Na prawdziwy test drużyna Adama Nawałki musi jeszcze zaczekać. Jedenastego października zmierzymy się w Warszawie z Niemcami, trzy dni później – ze Szkocją.
Wspominanie przed niedzielnym meczem ciężkich przepraw reprezentacji Polski w starciach z 'kopciuszkami' europejskiego futbolu okazało się chybionym strzałem. Mecz z Gibraltarem nie przypominał wymęczonego 1:0 z San Marino z 1993 roku, lecz raczej rekordowe 10:0 z tym samym przeciwnikiem w trakcie eliminacji do mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki. Kiedy w drugiej połowie meczu z Gibraltarem Polacy przyspieszyli grę, błyskawicznie zaczęli 'roznosić' słabiutkiego rywala. Przy nieco lepszej skuteczności, w samych tylko drugich czterdziestu pięciu minutach drużyna Adama Nawałki mogła pokusić się o wynik dwucyfrowy, ale 7:0 też robi wrażenie. Z pewnością odniesienie zwycięstwa w takich rozmiarach w pierwszym meczu eliminacji to bardzo przyjemna sprawa.
Wgryzanie się w dramaturgię niedzielnego meczu nie ma większego sensu, podobnie jak wyciąganie dalekosiężnych wniosków na podstawie starcia z Gibraltarem. Weryfikacja rzeczywistej siły drużyny Adama Nawałki nadejdzie już wkrótce. Nasi najbliżsi grupowi rywale, Niemcy i Szkoci, grali ze sobą w tym samym czasie, kiedy Polacy gromili Gibraltar. Mistrzowie świata zwyciężyli 2:1 dzięki dwóm golom Thomasa Muellera. Tego meczu rzecz jasna nie oglądałem, wymądrzał na jego temat zatem się nie będę. Suchy wynik zdaje się wskazywać na to, że Niemcy nie są jeszcze w mistrzowskiej formie, ale jednocześnie są na tyle silni, żeby wygrywać takie mecze (to ci dopiero zaskakująca konkluzja!). Oglądałem za to wcześniejszy mecz Gruzji z Irlandią. Irlandczycy wygrali 2:1, zdobywając zwycięską bramkę w ostatniej minucie gry i moim zdaniem było to zwycięstwo w pełni zasłużone. Po pokoleniu błyskotliwych gruzińskich zawodników, których przedstawicielem był między innymi aktualny trener tej reprezentacji Temur Kecbaja, pozostało tylko wspomnienie. Na podstawie tego co widziałem w niedzielę, rzekłbym że to reprezentacja na poziomie Mołdawii, z którą rywalizowaliśmy w eliminacjach do mistrzostw świata w Brazylii. Gruzini niby potrafili pograć piłką, ale wszystko urywało się na linii pola karnego gości. Irlandia umiała więcej jako zespół, była drużyną dojrzalszą, bardziej efektywną, no i grał w jej barwach Aiden McGeady. Zdecydowanie powinniśmy tej jesieni wygrać w Tbilisi, żeby nie tracić punktów w korespondencyjnej rywalizacji z Irlandią, mimo że wyjazdowy bilans reprezentacji Polski w ostatnich eliminacjach do imprez mistrzowskich nakazuje wstrzemięźliwość w snuciu podobnych planów.
Swoją wyjściową jedenastkę na 'prawdziwe' mecze Adam Nawałka najprawdopodobniej ma już ułożoną. W stosunku do zespołu, który wybiegł na boisko w Faro, można być pewnym zastąpienia Pawła Olkowskiego przez Łukasza Piszczka. Trochę zresztą dziwi, że dublerem Piszczka nie został Artur Jędrzejczyk tylko właśnie Olkowski. Jędza jest szybki, silny, ma doświadczenie w europejskich pucharach, podczas gdy Olkowski w reprezentacji wygląda na zagubionego nawet na tle Gibraltaru. Do zespołu powinien też wrócić Kuba Błaszczykowski, pytanie tylko czy zluzuje ciągniętego przez Nawałkę za uszy Arkadiusza Milika, czy Kamila Grosickiego lub Macieja Rybusa. Pozycja za plecami Roberta Lewandowskiego to w naszej drużynie problem, ponieważ wśród kandydatów do gry w jedenastce nie ma piłkarza o naturalnych predyspozycjach do gry w charakterze środkowego, ofensywnego pomocnika. Jest też kwestia pozycji obok Grzegorza Krychowiaka, obecnie zajmowanej przez Mateusza Klicha. Nie można wykluczyć, że zła sytuacja Klicha w Wolfsburgu prędzej czy później zmusi Nawałkę do roszady. Selekcjoner ma przygotowaną opcję z Krzysztofem Mączyńskim, chociaż, podobnie jak w przypadku Olkowskiego, wolelibyśmy chyba, żeby zamiast swojego faworyta z Górnika, Nawałka wybrał naszego Tomka Jodłowca, albo Karola Linetty'ego z Lecha Poznań.
Ale to reprezentacja Adama Nawałki, jego selekcja, jego odpowiedzialność. Szkoleniowiec ma prawo wybrać sobie takich ludzi, z którymi najbardziej chce pracować. Oby jego wybory zaprowadziły nas na boiska Francji w 2016 roku.
Właśnie ten fenomen zadziwia u kolejnych selekcjonerów. Zastanawiam się na jakiej podstawie są oni wybierani. Zawsze wydawało mi się, że szanowne gremium dokonujące wyboru selekcjonera, analizuje czy dany kandydat ma jakikolwiek realizowalny pomysł na podniesienie jakości reprezentacji. Niestety, od lat mam nieodparte wrażenie, że najważniejszy zespół w kraju mogłaby poprowadzić słynna... Adamiakowa. Z pewnością jej wybory nie byłby mniej kontrowersyjne, ale przynajmniej były bardziej... zrozumiałe. W końcu co sympatyczną skądinąd kobiecina może wiedzieć o futbolu.
Nie od dziś wiadomo, że w kadrze Polski gra kilku naprawdę uznanych zawodników, piłkarzy, którzy może nie gwarantują walki, jak równy z równym, z europejskimi tuzami, ale ze średniakami powinniśmy dawać sobie radę. Mając taką podstawę, moglibyśmy próbować "zamachów" na teoretycznie silniejszych. Nie od dziś wiadomo, że tak nie jest, to my jesteśmy ofiarami zamachów piłkarzy z coraz bardziej egzotycznych zakątków Europy i świata. Nic w tym jednak dziwnego, skoro od lat mamy ten sam problem z organizacją gry, z zestawieniem wykorzystującym walory naszych "eksportowych" gwiazd najemnych. Dlatego też nie mogę pojąć dlaczego w tej sytuacji, kolejny z selekcjonerów nie skupia się na pracy z zastaną grupą, która i tak będzie stanowiła o sile jego zespołu, tylko powołuje cały zestaw "kosmitów" mających za zadanie dać nową jakość reprezentacji. Nawałka pobił chyba wszelkie dostępne rekordy poprzedników.
A jak patrzę na zestawienie zaproponowane przez Gawina to wciąż nie widzę zespołu, który będzie w stanie poprowadzić nas do skutecznego boju z zespołami o... nieco bardziej uznanej klasie od Gibraltaru. Łukasz Szukała, Paweł Olkowski, Kamil Grosicki, Mateusz Klich i Arkadiusz Milik to piłkarze, którzy absolutnie mnie nie przekonują. Ba, grając dotychczas w "Biało Czerwonych" barwach nie przekonali mnie dotąd ani razu. A przecież wszyscy poza bardzo przeciętnym Szukałą (widziałem jego występy w zespole z Bukaresztu) już teraz mają problemy w swoich klubach i jak na razie nie widać możliwości aby te kłopoty się zakończyły. A przecież rozmawiamy o zawodnikach, którzy potrzebują regularnej gry. Niektórzy, jak Grosicki muszą grać aby być w optymalnej formie fizycznej, bez której nie pokażą nawet połowy swoich możliwości, lub jak Olkowski, Klich, Milik, którzy wciąż mają swoje lekcje futbolu do przyswojenia. Jakim cudem mają więc pociągnąć grę reprezentacji, jeśli będą przyjeżdżać na jej zgrupowania w dyspozycji, która będzie wymagała poprawy. Teraz wedle naszego selekcjonera mają stanowić trzon naszej najważniejszej drużyny narodowej.
A w "odwodzie" pozostają jeszcze Maciej Rybus i Jakub Wawrzyniak, zawodnicy, którzy chyba nie zaliczyli ani jednego w pełni udanego występu na poziomie reprezentacji narodowej. W ten sposób mamy grupę stanowiącą o sile jedenastki na Gibraltar, a której z dużym prawdopodobieństwem nie zobaczymy w kolejnych meczach granych w eliminacjach. W zasadzie możemy przyjąć, że kolejny mecz mający służyć szlifowaniu gry został kompletnie zmarnowany. jasne, mogę się mylić, ale coś mi mówi, że większość z tych graczy rozegra dwa, może trzy spotkania w trakcie nadchodzących narodowych zmagań. A my, nadal będziemy poszukiwać złotego chłopca, który odmieni nasz los. Zupełnie zapominając, że kilku, naprawdę niezłych mamy tuż pod nosem. Tylko trzeba stworzyć z nich zespół, taki z prawdziwego zdarzenia.
Jak na razie całą dotychczasową "pracę" naszego obecnego selekcjonera idealnie podsumował Gawin, pisząc: - "Ponadto nic póki co nie wskazuje na to, żeby Adam Nawałka stworzył drużynę, która gwarantowałaby skuteczną walkę o zajęcia jednego z dwóch miejsc premiowanych awansem do finałów mistrzostw Europy". Choć w zasadzie wystarczyłoby skupić się na kilku pierwszych słowach tego zdania: - "Ponadto nic póki co nie wskazuje na to, żeby Adam Nawałka stworzył drużynę". Ja, patrząc na to co się dzieje, na kolejne powołania (ich spójność), po prostu tej drużyny nie widzę.
"Mam wrażenie, że piłkarze nie są w stanie powtórzyć nawet, jakie są założenia na ten mecz, na eliminacje. Dziś z trenerem Nawałką spędziliśmy pół godziny i jedyne, co wiemy to to, że w bramce stanie Szczęsny - mówi tuż przed meczem z Gibraltarem wysłannik 'Gazety Wyborczej' i Sport.pl do Faro, Przemysław Zych. "
Wybacz, ale Przemysław Zych od czasów wyrabiania sobie nazwiska najazdem frontalnym na Jana Urbana skończył się zanim się zaczął. Wiarygodność jego doniesień jest zerowa, albo jak kto woli 70% czytelników nie przywiązuje do nich żadnej miary. Ja, co oczywiste, pozostaję w tych procentach, nie sądzę aby wydarzyło się coś, co zmieniłoby to podejście.
Niestety moja wiara w "Polską myśl szkoleniową" w przypadku futbolu jest zerowa.
P.S. No wygląda to dosyć sparingowo, gorzej że na Polsat Film leci Hot Shots i mam dylemat
Jeszcze słowo o pierwszej połowie, to jakiś dramat .
Raczej norma w wykonaniu naszej reprezentacji.
Na szczęście mecz ma dwie połowy i z księgowych, listonoszów, nauczycieli geografii zeszło powietrze.
Bogiem, a prawdą zadziwia mnie Twoje zadziwienie
Przez następne dwie dekady z haczykiem każdy kolejny narodowy był na koniec kadencji medialnie linczowany, bo się "skompromitował", "ośmieszył", "zhańbił polską piłkę", etc. Coś pod koniec ubiegłego stulecia wyczytałem W ostatnich latach ten trend jeszcze się nasilil. Franciszek Smuda, przy wszystkich swoich wadach, jako jedyny polski selekcjoner w czasach nowożytnych złamał schemat "trzech meczów o" na wielkiej imprezie, a i tak żegnany był jak zdrajca, zaprzaniec, gamoń i totalny nieudacznik. Waldemar Fornalik nie zdążył nawet rozsiąść się na selekcjonerskim stołku, a już został brutalnie zrecenzowany przez grupkę swych podwładnych (!!!), którym się w dupach poprzewracało i media, które im usłużnie te dupy liżą.
Cóż więc dziwnego, że Adam Nawałka podjął desperackie próby wynalezienia w tej - licznej przecież - ciżbie skórokopów uprawnionych do reprezentowania Biało-Czerwonych barw choć kilku jednostek, które mogłyby z powodzeniem rywalizować w łatwych jak nigdy dotąd eliminacjach ME? Że te próby były z góry skazane na niepowodzenie? Że koniec końców selekcjonera i tak czekał powrót do "zastanej grupy"? Ty to wiesz. Ja to wiem. Wszyscy wiemy. Ale weź desperatowi wytłumacz. Zwłaszcza, że my to sobie tylko niezobowiązująco pitolimy, a on ryzykuje kontraktem i reputacją.
A tak w ogóle, jaki byłby Twój (albo Adamiakowej
Bramka? W czystej teorii: w tym fachu nie ma strachu. Wg powszechnego mniemania między słupkami mamy kłopoty bogactwa w postaci kilku zawodników rozpoznawalnych w Europie i związanych z silnymi klubami. Gdy się jednak uważniej nad tą kwestią pochylić, gołym okiem widać, że nasz bramkarski kolos ma gliniane nogi. Od momenty, gdy Artur Boruc przeżył załamanie formy (będzie z siedem lat), reprezentacja Polski nie posiada bramkarza, który gwarantowałby pewny, równy poziom. Wspomniany Boruc ma od kilku sezonów niebagatelne problemy ze stabilizacją (a co za tym idzie, także z graniem). Szczęsny jr kreuje się na kozaka, ale ile to jego kozactwo jest warte, widzieliśmy dwa lata temu w meczu z Grecją. Tytoń po dobrym Euro zaliczył dwa lata kompletnej anonimowości. Fabiański anonimowy był znacznie dłużej i dopiero od bieżącego sezonu znów stał się czynnym bramkarzem, nie ławkowym termoforem...
No ale dobra, bramka to bramka, co dalej? Jeśli idzie o obronę, jeden jedyny Kamil Glik jest polskim zawodnikiem o charakterystyce wybitnie defensywnej, który ma pewne miejsce w składzie jako-tako silnego europejskiego klubu. Łukasz Piszczek to niby większa gwiazda, ale miewa ostatnio problemy ze zdrowiem. A przede wszystkim, biorąc pod uwagę ogólny stan naszej kadry, przydaliby się nam raczej obrońcy, którzy przede wszystkim bronią, dopiero później atakują. Z Piszczkiem jest jakby na odwyrtkę. Sebastian Boenisch to rozpoznawalny w Bundeslidze piłkarz na swojej pozycji. Niestety, również nie jest okazem zdrowia, a poza tym, z racji chyba na swą "lisią" proweniencję, bywa pomijany przy powołaniach.
W pomocy najbardziej błyszczy ostatnio Grzegorz Krychowiak, który dobrą postawą w Ligue 1 zapracował na kontrakt w Sevilli, po czym natychmiast złapał "syndrom Lewego" (o tym jeszcze zaraz). Niewątpliwie zdolny Mateusz Klich przez następne miesiące o futbolu w wydaniu klubowym będzie mógł jedynie posłuchać, względnie poczytać. Nie inaczej grupka "młodych zdolnych" (Zieliński, Furman, Wolski i pewnie ktoś tam jeszcze). Na skrzydłach jest kapitan Kubuś plus kilku "wahadłowych". Przy czym ostatnie słowo nie określa modnej ostatnio tu i ówdzie pozycji, a zdolność utrzymania formy.
Wreszcie atak, gdzie rządzi i dzieli facet, który ma wszelkie dane, by zostać absolutną legendą polskiej piłki. Musi mu się "tylko" chcieć. Chcieć słuchać trenera, chcieć grać z kolegami, generalnie chcieć robić dokładnie to samo, co robi w klubie. Niby niewiele. Dlaczego jednak wciąż mu się nie chce?
I to by było już. Naprawdę uważasz, że to jest paka, z którą można obijać średniaków i maluczkich (warunek sine qua non udanych eliminacji), a od czasu do czasu "zasadzić się" na jakiegoś mocarza? Cóż, gratuluję entuzjazmu
Wracając jeszcze do Nawałki: przyznam, że szczerze facetowi współczuję. Dokładnie tak samo, jak Fornalikowi i Smudzie. Chłop jeszcze nie zaczął na dobre działać. Pierwszy sensowny mecz o stawkę rozegra dopiero za miesiąc z hakiem (bądźmy poważni, wczorajsza kopanina to był tylko letni sparring, pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia i podstaw do wyciągania wniosków), a już co poniektórzy (nie bierz tego do siebie) chcą iść tropem Głupiego Jasia i wypierdolić go dyscyplinarnie. A co on biedny ma zrobić? Jak uczy nas ludowa mądrość, z części do Trabanta nie poskładasz Porsche, choć niby i jedno, i drugie małe i niemieckie...
Zaraz, zaraz, przywróćmy naszej dyskusji jakiś porządek. O problemach naszych selekcjonerów pisałem nie raz, naprawdę dostrzegając sprawy, o których piszesz. Ale wybacz, w tym wszystkim dostrzegam też inna stronę medalu. Trener, aby zyskać moją aprobatę nie musi mieć wyników, serio, przynajmniej na początku. Musi natomiast mieć wizję, wyraźny pomysł na to co i z kim chce grać. Jeśli trener zasiadając na stołu zaczyna podobny, a w zasadzie ten sam cyrk z przewijaniem się tabunów zawodników, po czym wraca i tak do starego zgranego, zmanierowanego składu i z tą ekipą stara się ugrać cokolwiek to we mnie budzi się sprzeciw. Bunt dorównujący temu, jaki targa mną gdy czytam relacje z wczorajszego meczu. Ze spotkania, w którym obśmiewana reprezentacja zrobiła co do niej należało, nastrzelała bramek jak ulęgałek... po czym z prasy dowiedziała się, że nie ma co się cieszyć
i tak mają rakaod Niemców dostanę tak samo.Noż kurna, jak ma być dobrze, jeśli cokolwiek nie zrobimy i tak słuchamy, że to banda dziadów z zerowymi szansami na jakąkolwiek rywalizację z możnymi piłkarskiego świata. Patologia i dramat, innych słów nie znajduję. Z drugiej jednak strony gdy widzę zawodników Klicha, Milika i Olkowskiego, którzy nie do końca ze swojej winy nie są w stanie wznieść się na poziom prezentowy przez kolegów to znów słyszę za uchem "hallo coś nie tak". Ciężko było przewidzieć, że zawodnicy, którzy w swoich klubach nie grają w ogóle, nie będą stanowili mocnego punkty naszego zespołu? A przecież za chwilę znacznie ważniejszy mecz przed naszą reprezentacją. I co mamy zbudowany środek pola? Zobaczymy w nim Mateusza Klich, czy
hasającegodostojnie statecznego Arkadiusza Milika? Wybacz, nie sądzę. Dlatego mam wrażenie, że po raz kolejny zmarnowaliśmy czas. Wygraliśmy i chwała nam za to, ale nie wynieśliśmy nauki na jutro.Dlatego wybacz, przy całym szacunku jakim nadal darzę Franciszka Smudę, Waldemara Fornalika i obecnie nam panującego Adama Nawałkę nie współczuję im w ogóle. Niestety, pierwsza dwójka nie pozostawiła nam po sobie nic, a ostatni jak na razie niczego nie zbudował. Sorry, ale gdybym z podobnym animuszem, oraz oczywiście identycznymi efektami zabrał się do wykonywania moich obowiązków w pracy, to moi szefowie dość szybko wytłumaczyliby mi gdzie jest moje miejsce i czym ewentualnie mógłbym się zajmować. choć zapewne zapomnieliby określić jeszcze gdzie.
- "Jak uczy nas ludowa mądrość, z części do Trabanta nie poskładasz Porsche, choć niby i jedno, i drugie małe i niemieckie"
Jasne, pełna zgoda, ale jeśli nie masz części do tego drugiego samochodu, to nie zawalaj warsztatu fragmentami pościąganymi z wszelkich, pobliskich szrotów. Szczególnie, że rozrzucone po całym terenie nijak same się ze sobą nie zejdą i nie wiem jak bardzo byś się wieczorkiem nie modlił, to rano na podjeździe nie zobaczysz nawet skody WRC.
Przecież nasza reprezentacja osiągnęła cel, zanim rozgrywki się zaczęły.
Wesołe chłopaki wynegocjowali startowe zamiast premii za awans. Czego chcieć więcej ?
I właśnie dlatego mój szacunek do reprezentacji i obecnej generacji cwaniaczków w niej grającej wynosi 0%, a każda ich porażka po prostu mnie cieszy.
To ja tak w ramach porządkowania
- masz zarządzać grupą summa summarum niezbyt zdolnych i jeszcze mniej pracowitych ludzi, których jednak powszechnie uważa się za gwiazdy;
- co za tym idzie, szacunek tych ludzi dla autorytetu Twojego stanowiska (czy Ciebie samego - to się zobaczy) bywa znikomy;
- oczekiwania co do osiąganych wyników są odwrotnie proporcjonalne do szans na ich osiągnięcie;
- porażka (wysoce prawdopodobna) wypchnie Cię na margines życia zawodowego, co pokazują liczne przykłady z mniej i bardziej odległej przeszłości;
- szefostwo wcale Ci nie pomoże, bo na co dzień zajmuje się własnym lansem i fuszkami na boku. W razie problemów po prostu Cię wypieprzą, umyją łapki i wezmą kogo innego.
Wziąłbyś coś takiego? Bo ja bym się oferentowi z bożej łaski roześmiał w twarz. Przecież tak naprawdę składanie porszaka z części od Trabanta to przy tym buła z masłem. No, chyba że proponowane uposażenie przeszłoby moje najśmielsze oczekiwania, a odprawa po ewentualnym (?) zwolnieniu mogła mi zapewnić kilka lat życia na poziomie mimo bezrobocia. Tyle że ja nie jestem trenerem piłkarskim. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie w branży nie ma robót, których nie wypada nie wziąć. W piłce są.
Wracając do konkretów: czy łatwo było przewidzieć, że Klich, Milik, Olkowski, kto tam jeszcze, będzie bez formy? I tak, i nie. Wiesz przecież równie dobrze, jak ja, że forma polskiego piłkarza to zjawisko nieuchwytnie efemeryczne. Raz jest, dwa razy nie ma, potem znów jest, trzy razy nie ma. I tak w koło Macieju. A zresztą - jeśli nie oni, to kto? Widzisz jakichś zastępców, którzy dawaliby mocniejszą nadzieję (o gwarancjach zapomnijmy może) na lepsze występy w poważniejszych spotkaniach? Bo ja jakoś niekoniecznie.
Jak ma być dobrze? Nijak. Na medialnych "fachoffców" zdołałem się już chyba uodpornić, polecam. Wciąż jednak uważam, że dopóki selekcjoner reprezentacji Polski (Smuda, Nawałka, Ancelotti, Mourinho, ktokolwiek) dysponował będzie tak mizernym materiałem ludzkim, nasze szanse na "dobrze" pozostaną mizerne. Znaczy owszem, przy dobrych wiatrach może się udać na to Euro pojechać. Ba, biorąc pod uwagę głupkowaty format zaprowadzony na ME, może nawet uda się wyjść z grupy. Tylko co z tego? Wiatry - jak to one - za chwilę przestaną być pomyślne i wrócimy do załamywania rąk.
Może więc zamiast pastwić się nad kolejnym majstrem wypadałoby raczej zadać kilka pytań kierownikowi tego bajzlu?
W naszej drużynie najbardziej widoczna jest dysproporcja pomiędzy umiejętnościami i dyspozycją startową. Wystawienie kilku zawodników to zbrodnia. Słabi bowiem nic nie wnoszą, a dobrzy pytają: "za jakie grzechy mam się za to frajerstwo męczyć?". Nawałka wszedł w buty prymitywa Franza. Wykazuje wyższość Górniaka nad innymi. Oraz moich nad ichnimi. To przestaje być reprezentacją Polski, a staje się folwarkiem, nawet nie dziedzica, tylko ekonoma.
Tarmoszę się po szczęce bo ja to już nasze sukcesy na oczy własne oglądałem i chciałbym, abyście i wy zagustowali i stali w blasku, ale przecież nie z taką grą i nie z tym "trenerem-selekcjonerem". Co słowo to obraza. Przepraszam.
Wybacz ale to jednak Monrooe ma rację. Kluczem do sukcesu w każdej drużynie jest zaufanie piłkarzy do trenera. Ja wiem, że ty lubisz tupać nóżką na nasze gwiazdy i werbalnie ganiać ich do roboty ale "praw fizyki Pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb".
Decydenci, którzy podejmują konkretną personalną decyzję odnośnie selekcjonera muszą w równym stopniu brać pod uwagę umiejętności interpersonalne kandydata jak i jego umiejętności trenerskie czy doświadczenie. Takim zaufaniem u piłkarzy cieszył się Leo, przynajmniej dopóki nowy prezes PZPN nie zaczął perfidnie pod nim kopać dołków przy pomocy usłużnych pismaków.
W obecnej reprezentacji ja od jakiegoś czasu widzę 11 piłkarzy, z których każdy gra jakąś swoją własną autorską piłkę. Nie widzę drużyny. Jeśli każdy muzyk w orkiestrze gra na własną melodię, to zazwyczaj wychodzi z tego kocia muzyka. Działania PZPN z ostatnich lat doprowadziły do tego, że reprezentacja nie tylko straciła zaufanie kibiców i stała się obiektem drwin i szyderstw ale też zaczyna tracić zainteresowanie ze strony piłkarzy. Bo jak nazwać absencje Jodłowca i Kucharczyka? Nagle się skontuzjowali? Taa... a świstak siedzi i zawija...
Remedium na taką sytuację, moim zdaniem, jest powtórka z 2006 r. czyli znalezienie sponsora (wówczas kontrakt Beenhakera sponsorowała TPSA) i znane trenerskie nazwisko.
Żeby jasność była - ja nie twierdzę, że Monrooe tak całościowo nie ma racji. W sensie: nie jestem zaprzysięgłym fanem taktyczno-selekcyjnego geniuszu Adama Nawałki (ani Waldemara Fornalika, ani Franciszka Smudy). Dostrzegam popełniane przezeń błędy i ani mi w głowie odmalowywanie laurek. Dostrzegam natomiast szersze tło tych błędów i uważam, iż problem selekcjonera jako takiego jest w chwili obecnej w naszej piłce zagadnieniem trzecio-, albo i piątorzędnym.
Kluczem do sukcesu w każdej drużynie jest zaufanie piłkarzy do trenera
Ja bym to rozszerzył: kluczem do sukcesu w każdej działalności zespołowej jest właściwe pojęcie ról podwładnego i przełożonego. Oglądałeś niedawną Ligę+ Extra z Podolińskim? Padły tam dwa niezwykle wymowne cytaty. Pierwszy z Lewandowskiego (tak, naszego koffanego Robercika, też nie mogłem uwierzyć) "to ja mam się podobać trenerowi, nie trener mnie". I drugi, z Kloppa: "jeśli zawodnik uważa, że może ze mną dyskutować o mojej taktyce, to się głęboko myli". Znamienne, prawda?
O, jasne, można przytoczyć nieśmiertelny "argument", że gdzie Klopp, a gdzie Nawałka. Po pierwsze jednak, w Niemczech sprawy mają się tak, a nie inaczej kompletnie bez względu na nazwisko szkoleniowca. Po drugie, kim był Klopp nim trafił do BVB? W czasach kariery piłkarskiej solidnym drugoligowcem (ale nic ponadto), który zaraz po zawieszeniu butów na kołku został trenerem "swojego" Mainz. No i odniósł sukces. Ale jaki sukces? Mistrzostwo Niemiec? Puchar UEFA? Nie. Awans do Bundesligi (z której zresztą później spadł) i kwalifikację do Pucharu UEFA. A jednak ktoś (no, ten, Zorc) mu zaufał i poświadczył swoim autorytetem jego autorytet. Autorytet jego stanowiska.
U nas natomiast autorytet selekcjonera kopany jest ze wszystkich możliwych stron. Również ze strony piłkarzy przy poklasku służalczych mediów. (cdn)
Remedium na taką sytuację, moim zdaniem, jest powtórka z 2006 r. czyli znalezienie sponsora (wówczas kontrakt Beenhakera sponsorowała TPSA) i znane trenerskie nazwisko.
Teraz to ja muszę prosić o wybaczenie. Powyższe "remedium" to kompletna mrzonka, w dodatku dość szkodliwa. Ja wiem, że mit Wielkiego Leosia doskonale się sprzedaje. Zwłaszcza gdy handlują nim pismole, którzy dzień w dzień przeklinają swoją matkę, bo urodziła ich Polakiem. Powiedz mi jednak, co takiego ten cały Beenhakker zrobił? No, wygrał eliminacje. Czyli dokładnie to samo, co Engel i Janas, którzy obcokrajowców nie przypominają ni cholery, zaś nazwisko tego pierwszego znane było tylko naprawdę nielicznym. Poza tym, przypomnij sobie, jak te eliminacje wyglądały: najpierw wtopa z Finami, potem średni mecz z Serbią, następnie "cud na Śląskim" i długaśny ciąg nieprawdopodobnego fuksa. A to w trudnym meczu z Kazachami pomogło nam światło. A to w kluczowym meczu z Belgią stworzyliśmy pół sytuacji i Ebi Smolarek wpakował dwa gole. A to Ricardo załadował sobie swojaka... A potem nadszedł odzierający złudzenia sparring z USA. Pamiętasz? Wiosną'8, tuż przed Euro. Graliśmy to samo i tak samo, jak przedtem. Ale przestało żreć. I brzdęk, 0:3. Potem było już tylko gorzej.
Na samych ME Beenhakker pokazał, że jest większym taktycznym imbecylem, niż Smuda, a to naprawdę wyczyn. O "kontrowersjach" selekcyjnych nie wspomnę, bo szkoda palców. To, co obecnie wyprawia Nawałka, przy radosnej twórczości Leosia wygląda jak przemyślana, zaplanowana selekcja.
A potem Leoś złapał fuchę w Rotterdamie i zaczął lać na kadrę szerokim sikiem. Lato kopał pod nim dołki? Jasne. Ale tylko o tyle nie miał racji, że powinien był po prostu wykopać jego samego. No ale czego się po Lacie spodziewać...
Znane nazwisko, powiadasz? A konkretnie jakie? Podejmijmy nawet to wielce ryzykowne założenie, że znalazł się sponsor gotów płacić kilka milionów euro rocznie nosicielowi takiego nazwiska. Czym jednak jeszcze chciałbyś kusić tego nosiciela? Reprezentacją ze światowej trzeciej ligi? Grupką zmanierowanych gwiazdorków i tabunem nieudaczników? No wszelkiego powodzenia życzę
Nie, CTP, to się nie uda. Spójrz na zagranicznych trenerów pracujących w naszej lidze. OK, czasem trafi się jakiś Kocian, albo Berg (który zresztą na razie nie osiągnął nic ponad wyczyny Urbana). Zazwyczaj jednak trafiają do nas wynalazki. Albo młodzi, a już widać, że nie do końca zdolni (Bakero!), albo ewentualnie stare, dawno przebrzmiałe sławy (Beenhakker!), których już absolutnie nikt inny nie chce. I w czym to niby lepsze od Nawałki? Na tego ostatniego przynajmniej nas stać.
A groźna jest ta mrzonka z prostego powodu: otóż spora część mediów (głównie ta od matczynych klątw) głęboko w nią wierzy. I od samego dzień dobry j*bie każdego nowego selekcjonera tylko dlatego, że ma polski paszport. To z kolei od startu kładzie jego autorytet i kółko się zamyka.
No dobrze, ale jaki autorytet może mieć selekcjoner, o którym wiadomo, że nawet nie wyściubił nosa poza naszą ligę? Kto go tam będzie słuchał? Właśnie problemem Nawałki czy wcześniej Fornalika było to, że nikt z piłkarzy nie traktował ich poważnie. Lewandowski z Błaszczykowskim wychodzili na boisko i grali własną piłkę, bo im się wydawało, że oni wiedzą lepiej.
Żadna kampania "pijarowa" nie zmieni ogólnego mniemania o Smudzie, Fornaliku czy Nawałce, bo wszyscy widzimy jaka jest nasza liga. O ile Smuda i Fornalik jeszcze się starali, to Nawałka, moim zdaniem, już w ogóle położył laskę na to wszystko i obecnie zajmuje się głównie rozdawnictwem literek "A". Głównie, dla swoich piłkarzy z Górnika.
Klopp, to przypadek szczególny. Podobnie jak np. Bilic. Trenerzy z ogromną charyzmą. U nas podobny dar przekonywania ma Skorża, tylko że u pana Macieja gorzej z tzw. skłonnością do ryzyka, co w piłce jest czasem nieodzowne. No i Skorża lubi w przypadkach kryzysowych chować się za piłkarzami.
Jedynym polskim szkoleniowcem, który mógłby ogarnąć temat reprezentacji jest Urban ale pod warunkiem, że awansuje do Primera Division.
Pozwolisz, że Twoje, excusez le mot, wymiociny na temat Beenhakkera dyplomatycznie przemilczę. Zapytam tylko kontrolnie: ty jesteś z tych, którzy wymagali od naszej reprezentacji wyjścia z grupy z Niemcami, Chorwacją i gospodarzami Austrią? Jeśli tak, to moja odpowiedź może być tylko jedna: BUAHAHAHAHA!!!
Od końca:
1. Na kontrolne pytanie odpowiadam: nie, nie jestem. Absolutnie wręcz przeciwnie. Uważam, że w obecnym (i tym sprzed 6ciu lat nie inaczej) stanie polskiej piłki wymaganie wyjścia z jakiejkolwiek grupy na turnieju mistrzowskim świadczy tylko i wyłącznie o kondycji umysłowej wymagającego.
Jednocześnie wymagam od selekcjonera mojej reprezentacji, żeby myślał. I żeby odrabiał pracę domową. Ustawienie w meczu z Niemcami własnej obrony na czterdziestym piątym metrze to taktyczny debilizm. I żadnym buahahaha tego nie zmienisz.
2. Nie, nie pozwolę. Pokaż mi jakikolwiek fragment mojej wypowiedzi o Beenhakkerze, który mija się z prawdą. A, i wypraszam sobie - typ, który ordynarnie leje na coś, co mi drogie, nie jest godzien, bym na niego zwymiotował. Zdecydowany zbytek łaski.
Upraszam również serdecznie, abyś zamiast zasłaniać się pustym rechotem odpowiedział na "Znane nazwisko, powiadasz? A konkretnie jakie?". O ile, rzecz jasna, jesteś w stanie.
3. Tak, każdy widzi, jaka jest nasza liga. A te wszystkie Roberciki, Kubusie i reszta to skąd się wzięły? Od razu od tych Niemiaszków? No właśnie.
A jeśli ktoś chce w kadrze grać swoją piłkę, niech albo zgłosi akces na selekcjonera, albo spier-tego-tam. Bez względu na to jak się nazywa i co osiąga w klubie.
Dajmy może jednak najpierw temu Nawałce coś przegrać. Kurde, nawet ten zupełnie nijaki Fornalik mógł coś wyciągnąć ze 'swoich' eliminacji, wystarczyło wygrać z Mołdawią na wyjeździe i Czarnogórą u siebie, a przecież w obu meczach punkty straciliśmy tylko i wyłącznie na własne życzenie. Wtedy ostatnie mecze z Ukrainą i Anglią wyglądałyby zupełnie inaczej i nie wiadomo kogo dziś byśmy oceniali.
Ja zresztą stoję na trochę niepopularnym stanowisku, że nasza reprezentacja jest od wielu lat na niezmiennym, takim sobie, średnim europejskim poziomie, a o jej sukcesie czy porażce decydują detale. Czasem przyfarcimy (vide Janas czy przywołany przez Was Beenhakker), czasem wręcz przeciwnie (vide Leo przed 2010). Jedno co się nie zmienia, to fakt, że dorabiamy do tych detali nie wiadomo jaką filozofię. Jak w przypadku Leo, który najpierw był cudotwórcą, a za chwilę naciągaczem. W ostatnich latach wściekły po meczu reprezentacji byłem tylko dwa razy - po inauguracji Euro z Grecją i po meczu z Ukrainą u siebie. Mecze takie jak z Czechami czy wspomniany z Mołdawią budziły raczej smutek niż frustrację.
A najwięcej trenerskiego (warsztatowego) wkładu w kształtowanie stylu gry reprezentacji w najnowszej historii naszego futbolu miał chyba... Engel, bo to był facet z pomysłem, kierujący się w selekcji określonym kluczem, chociaż trudno powiedzieć jak skończyłaby jego koncepcja, gdyby nie pomysł zrobienia Polaka z Olisadebe. Właśnie czegoś takiego trochę mi brakuje, przejrzystej koncepcji, tu sporo racji ma Monrooe. Fornalik był nijaki, bo trzeba było być ślepym i głuchym, żeby nie widzieć, że Lewy i Błaszczykowski nie grają z resztą drużyny. Im nigdy nie można było zarzucić miernego zaangażowania - tylko właśnie złe, szkodliwe dla zespołu postrzeganie swojej roli w reprezentacji. Fornalik nic z tym nie robił, nie potrafił podjąć ryzyka. Pokazałby że ma jaja ze stali, gdyby wyrzucił ich z kadry, o, wtedy mocno bym mu kibicował i bronił go jak lew.
Póki co, po pięknych MŚ w Brazylii jestem na etapie odzyskiwania wiary w futbol reprezentacyjny. W poniedziałek z dużą przyjemnością obejrzałem mecz Szwajcarii z Anglią (0:2), wczoraj z otwartą gębą patrzyłem jak Islandczycy rozgonili Turków (3:0). Z aprobatą przywitałem też zwycięstwo Czechów nad Holandią, domyślam się, że Garm z nieco mniejszym entuzjazmem przyjął 'popis' Janmaata z ostatniej minuty
stoję na trochę niepopularnym stanowisku, że nasza reprezentacja jest od wielu lat na niezmiennym, takim sobie, średnim europejskim poziomie, a o jej sukcesie czy porażce decydują detale.
Ależ mnie to stanowisko jest jak najbardziej bliskie. Co prawda podkreślam raczej rolę farta, niż dbałości o szczegóły, aczkolwiek w sumie na jedno wychodzi: albo uda się jakiś detal zauważyć i "wyprasować", albo nie. Albo uda się awansować, albo nie. A już zupełnie zgadzam się, że dorabianie do całej hecy filozofii nie ma śladów sensu.
Dlatego właśnie - kwestia marginalna - za najlepszego selekcjonera Biało-Czerwonych w bieżącym stuleciu uważam Pawła Janasa, który rolę filozofii ograniczył do minimum. W el.MŚ'6 wystawiał zespół grający prostą, czasem wręcz toporną, acz do bólu skuteczną piłkę. Tamte eliminacje to był w zasadzie jedyny okres, jaki pamiętam, gdy nie czułem najmniejszych obaw przed spotkaniami ze średnią i niższą półką. Że z Anglią (znów) dostaniemy w pędzel - tego byłem niemal pewien. Ale że całą resztę ogramy - też. No i się ziściło. Co, rzecz jasna, nie oznacza, że P.J. był jakiś genialny. Po prostu umiał wykorzystać bonus w postaci kilku poważnych spotkań el.ME'4, jaki dostał w spadku po Bońku. Niestety, przed samym Weltmajsterszaftem totalnie się pogubił, zaczął filozować (sic) i wyszło jak wyszło.
Co do rozbierania przyszłych porażek - no moment. Ja naprawdę wierzę w awans
Biorąc te niemiecko-gibraltarskie wyliczenia pod uwagę śmiało można założyć, że awans na Euro da nam wygranie czterozespołowej "grupki" z rywalami w postaci Gruzinów, Irlandczyków i Szkotów. A to naprawdę nie jest zadanie ponad możliwości obecnej kadry. Ba, nawet gdyby się, hehe, nie udało, to drugie miejsce w tym okrojonym zestawieniu (czyli trzecie ogółem) daje nam przecież baraż z inną drużyną z trzeciej lokaty w swojej grupie, czyli najprawdopodobniej żadną tam potęgą. Kurczę, jak tak trochę przymrużyć oczy, to można nawet jakoś uwierzyć, że za dwa lata we Francji... wyjdziemy z grupy. Bo przecież (znów: merci, wujaszku) wystarczy zająć jedno z czterech "dobrych" trzecich miejsc.
Tylko - i tu wracam do sedna wszystkich moich wypowiedzi w tym wątku - osoba selekcjonera ma w powyższym obrazie bardzo znikome znaczenie. Przecież to wszystko wyglądałoby z grubsza tak samo, gdyby miejsce Nawałki zajmował Smuda, Engel, Beenhakker, Stevens (największe nazwisko, którego wymianie w kontekście kadry towarzyszył choć cień realności), czy ktokolwiek inszy. Ba, paradoksalnie sporo racji może mieć tu Monrooe. Adamiakowa miałaby o tyle większe szanse, że czego jak czego, ale filozowania spodziewać by się po niej nie należało.
No i, rzecz jasna, ja absolutnie nie twierdzę, że ten awans jest jakiś pewny, albo co. Po prostu ramię wagi widocznie, choć wciąż delikatnie przechyliło się w stronę szali z napisem "uda się". Niestety, zaraz po Euro zaczynają się eliminacje do Mundialu, w których już wujaszek Platini paluchów (chlip, chlip) nie maczał. I tam znów skazani będziemy na wróżenie z fusów. Przyfarci się, czy niekoniecznie? I znów osoba selekcjonera będzie miała niewielki wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie.
Dlatego z oślim uporem apeluję, żebyśmy przestali ściemniać, że sukces kadry zależy głównie od tego, czy będzie ją prowadził Smuda, Nawałka, Tarasiewicz, Stokowiec, jakiś inny rodzimy przeciętniak, czy też może wyśniony (buahahaha) Prince Charming z zagranicy. Dajmy trenerowi długi kontrakt, spokój i komfort pracy. Uda się gdzieś awansować? Super. Nie uda się? Trudno, jedziemy dalej. A w tzw. międzyczasie wymagajmy od PZPN by zadbał o to, aby selekcjoner miał taki materiał ludzki, z którego będzie w stanie coś sensownego zbudować. Żeby może za pięć, może za dziesięć, może za piętnaście lat kwestia awansu (albo i czegoś więcej) zależała od nas, nie od "czynnika ud". Jesteśmy trzydziestoparomilionowym narodem, który podobno kocha futbol. Stać nas na to.
http://www.transfermarkt.co.uk/trainer/verfuegbaretrainer/statistik
Zadowolony?
Strasznie lichy ten Twój retoryczny drybling. Kot, którego wstawiłeś (po co?) aż się prosi, by go odwrócić ogonem. Naprawdę uważasz, że wygranie grupy eliminacyjnej z Portugalią, Serbią i Belgią byłoby możliwe bez farta? Nooo... mogę Ci tylko po raz kolejny pogratulować samopoczucia
Co do taktyki - te Twoje kociaki za moment się porzygają od wiecznych obrotów. Lahm, Schweinsteiger, Ballack, Klose, Podolski. W tym kontekście zwłaszcza ostatni dwaj. A nasza defensywa ustawiona jak na San Marino. Auć. Że dostaniemy od Niemców, było wysoce prawdopodobne. Zawsze dostajemy. Że Beenhakker zdjął reprezentacji majtki i wystawił jej goły tyłek pod germański pasek to już jednak zupełnie inna historia.
Wreszcie w kwestii "listy" - zadowolony byłbym, gdybym chciał dowieść Twojej niekompetencji. A ani mi to w głowie. Co niby chciałeś osiągnąć wrzucając ten link? Pokazać, że na świecie jest mnóstwo bezrobotnych trenerów? Kurczę, może Cię zaskoczę, ale wiedziałem. Tak, serio. Wiedziałem. Wiedziałem też jednak - i wiem nadal - że na lista to zgraja przeciętniaków* nie różniących się zasadniczo od Nawałki, poprzetykana z rzadka ludźmi, którzy po prostu nie zechcą u nas pracować. A nawet jeśli, potraktują nas jako poczekalnię przed lepszą robotą. No i na co to komu?
* tak w ramach rozluźnienia atmosfery: kliknąłęm na chybił-trafił na jakąś stronę (bodaj ósmą), patrzę, a tam na samym dole Stachu Levy. To byłby niezły pomysł, trza by mu tylko na bieżąco płyny uzupełniać
Co do tego, że selekcjoner powinien dostawać cykl minimum dwóch kolejnych eliminacji pełna zgoda. Tylko że do tego potrzebny jest przede wszystkim powszechny konsensus co do naszego aktualnego miejsca w europejskim futbolu i potencjału kadry, tymczasem mowy o czymś takim nie ma i póki co nie będzie. O, na przykład wywołany przez Ciebie Paweł Janas, jeszcze zanim osiągnął swoje największe sukcesy z reprezentacją, musiał przecież czytać w nagłówkach gazet nawoływania do odejścia ze stanowiska (oczywiście o ile nie obcy był mu honor!). Od tego czasu minęła dekada, ale w przedmiotowej materii nie zmieniło się najzupełniej nic. Szkoda, bo trener, który miałby komfort pracy w cyklu dwóch kolejnych eliminacji i do tego, inaczej niż Fornalik, pełną świadomość poparcia PZPN no matter what, to mogłaby być ciekawa opcja. I jakże nowatorska
Natomiast nie mogę się zgodzić, że to tak dokumentnie wszystko jedno kto poprowadzi reprezentację. Tylko tutaj, uwaga, proszę mnie znów nie wtłaczać w wengero-fergusonizm, bo ja jestem raczej zwolennikiem reuso-goetzyzmu
@ CTP
Ejże, samo wylosowanie w tamtym momencie rozbitej i przebudowywanej Belgii to był los na loterii. A farta w tamtych eliminacjach mieliśmy wiele razy, zwłaszcza w kluczowych meczach wyjazdowych, w Brukseli, Lizbonie i Helsinkach.
Fortuna odgryzła się Leo w kolejnych eliminacjach, do dziś jestem przekonany, że gdyby Artur nie dał ciała na Słowacji, wygralibyśmy tamten mecz i eliminacje potoczyłyby się zupełnie inaczej. Mieliśmy wtedy gotową reprezentację, rzadki przypadek, kiedy mimo przegranej imprezy udało się nie rozpieprzyć drużyny. Powinniśmy spokojnie wyjść z tamtej grupy. Jeżeli to Leo miał być głównym twórcą naszego awansu do Euro 2008, to wydaje mi się, że i w nim trzeba by dostrzec głównego winnego klęski (bo to była klęska) w eliminacjach do mistrzostw w RPA. A ja myślę że to jednak były dziurawe łapska Artka i zwykły pech Leo
Natomiast co do polskich kandydatów, pełna zgoda co do Skorży. Ciekaw jestem dlaczego tak łatwo przegrywa kolejne rozdania.
potrzebny jest przede wszystkim powszechny konsensus co do naszego aktualnego miejsca w europejskim futbolu i potencjału kadry, tymczasem mowy o czymś takim nie ma i póki co nie będzie.
No właśnie. Nie będzie. I tu, niestety, należałoby chyba postawić kropkę.
dokumentnie wszystko jedno kto poprowadzi reprezentację
OK, masz rację, dokumentnie nie. Wciąż jednak uważam, że to kwestia o marginalnym znaczeniu. Trzymając się Twojego obrazowania: zdecydowanie wolałbym Fornalika pracującego z sensownym materiałem ludzkim, niż jakąś hybrydę Herrery, Michelsa i Łobanowskiego obracającą to, co obecnie mamy.
@ CTP:
Święty Leo Beenhakkerze,
co nie zrobisz, ja w to wierzę
na Księżyca jasną stronę
wiedź mnie prosto z kurnej chaty
magią książki ubarwionej
chroń mnie od Grzegorza Laty
pokaż wszystkim, żeś jest Panem
w swej koncepcji trwaj i też
chociaż czasem zwą Cię chamem
walcz ze zgniłą PMSz
w imię Inter-Level, Amen.
pees.
Naprawdę nie przypuszczałem, że Kultyści Pomarańczowego Cielca wciąż jeszcze mogą chodzić po tym świecie. Najserdeczniej przepraszam, że próbowałem Cię wciągnąć w racjonalną dyskusję.
Moim zdaniem na dziś możemy wojować o czwarte miejsce w naszej grupie. Można postawić pytanie: czy ta diagnoza wynika z jakości naszych piłkarzy czy z gry naszej drużyny? Moim zdaniem jakość gry poszczególnych piłkarzy i ich umiejętności są wyższe niż gra drużyny. Znowu stawiamy sobie pytanie: z czego to wynika? Mówienie, że ze słabości naszej Ekstraklasy niczego nie wyjaśnia, bo cała kadra to piłkarze grający w innych ligach. Powody są dwa: to trener nie potrafiący zdefiniować jaką piłkę mamy grać czyli nie mający koncepcji gry i ten sam jako selekcjoner nie umiejący dobrać zawodników tworzących jednolity kolektyw. Ostatnim, który jako tako się z funkcji wywiązywał był Leo. Franek miał koncepcje, ale dobierał zawodników żadną miarą nie potrafiących jej zrealizować. Do tego zniszczył nawet ślady zdrowej atmosfery. I nikt mu nie chciał pomóc. A sam z uwagi na umysłowe ograniczenia nie był w stanie. Trener Fornalik nawet tego nie usiłował. Myślał, że reprezentacja to taki inny trochę klub i jak powoła tzw. najlepszych /co to znaczy ?/ i będzie z nimi pracował to po jakimś czasie samo przez się stanie się i drużyna powstanie. Tylko, że w klubie to on ma 250 dni treningowych, a w reprezentacji 50. Więc w klubie efekty pozytywne mogą wystąpić po 2 latach, a w reprezentacji w tym tempie po 10. Powołanie go to była strata czasu. Zwykły asekurant. Najważniejsze dla niego to było posiadania alibi. Natomiast Nawałka marnuje czas. Powołuje graczy nie wiadomo wedle jakiego klucza. Wygląda na to,że czuje, że nie ma autorytetu i na siłę wchodzi w konflikty, aby wykazać,że należy go szanować. Stosował te sztuczki już Franek i tylko bąki puszczał. Śmierdziało tylko on tego nie czuł. Taki nos mało wyczulony miał. Więc dobierał zawodników, których znał ze wspólnej pracy nie bacząc na to kim dziś są i jak grają, albo i nie grają. Taka klikowość. Do tego trener Nawałka niby chce, aby zespół nauczył się żywić Lewandowskiego, ale ani razu nie wynikało to z ustawienia taktycznego zespołu. A w meczu z Gibraltarem to dał ciała jak rzadko. Bo grał jednak mecz o coś i powinien zespół ustawić taktycznie tak jak na grę z Niemcami, Irlandczykami czy Szkotami, a tego nie zrobił. Bo przecież w takim ustawieniu i zestawieniu z nimi nie zagramy. Więc znowu improwizacja i nasze jakoś to będzie. Jakoś to już było.
Niezależnie od tych kilku uwag to my organizacyjnie odstajemy nawet od średniaków. Nasi selekcjonerzy są pozostawieni sami sobie. W innych reprezentacjach są sztaby kilkudziesięcioosobowe służące wszechstronną pomocą. I on ma z tymi organizacjami specjalistycznymi wygrywać? Wolne żarty.
Hm, no to skoro jesteśmy już przy tych 'drewnianych chatkach' to może warto zastanowić się czy bardziej 'drewnianochatkowa' jest wiara w 'osiem meczów wygranych fartem' (BTW, bardzo zgrabne nadużycie, szacun), czy może raczej wiara w to, że przyszedł Leo, położył Bronowickiemu dłonie na skroniach, a w polskiej piłce nastała jasność
Przy czym ja np. Beenhakkerożercą nie jestem, wręcz przeciwnie, wspominam ten czas z sentymentem, zwłaszcza że Leo dostał dwie kadencje, co IMO powinno być rozwiązaniem modelowym. Natomiast w niezawodną skuteczność trenera z Zachodu, takiego 'z nazwiskiem i autorytetem' wierzę powiedzmy średnio, w żadnym razie nie upatrywałbym w kimś takim leku na problemy reprezentacji.
JE Zbyszek pisze tak- Powody są dwa: to trener nie potrafiący zdefiniować jaką piłkę mamy grać czyli nie mający koncepcji gry i ten sam jako selekcjoner nie umiejący dobrać zawodników tworzących jednolity kolektyw
i dla mnie to jest najbliższe mojemu widzeniu tych spraw. Trener jeszcze powinien potrafić przekonać ich tzn grajków, że warto "ginąć " za Ojczyznę.
Czyli potrzebny znakomity motywator z wiedzą i zdolnościami. Gdyby nie ta motywacja to nasz polski Skorża byłby bardzo ok.
Problem jest jeszcze jeden , wszyscy tu i teraz chcą wyników. Nie ma okresu gdzie kadra gra o nic . jak nie eliminacje do Mistrzostw Europy to eliminacje do Mistrzostw Świata i pismaki chcą już teraz czyli dobry i potrzeby pomysł aby dać selekcjonerowi czas nie może być realizowany ponieważ
nie ma czasu na pierdoły. Nawałka przegra z dwa mecze, szanse awansu niebezpiecznie zmaleją i już trzeba będzie zmieniać. Ciśnienie na tt i w innych Polsatach rozsadzi Bońka i resztę, aby się ratować zmienią. Czy na lepszego tego chyba nikt nie wie.
Pełna zgoda
Z tym tzw. "selekcjonerstwem" to u Nas jest zawsze niebywale dziwnie.
Był Fornalik -był sprawdził 50-60-ciu piłkarzy ewentualnie przydatnych kadrze. Jest Nawałka- co robi? ...? Sprawdza 50-60- ciu piłkarzy przydatnych kadrze.Ja tego niestety zrozumieć nie potrafię ponieważ-
TY,ja, Kibic50, Gawin,Monrooe,Wolles,Zbyszek i wielu innych( przepraszam za pominięcie) wie, że jest JEDYNIE Trzydziestu w miarę równo kopiących Ludzi na których można oprzeć grę w Reprezentacji Kraju.
Ciągłe sprawdzanie "wydumanej" przydatności wielu jest jakimś ogromnym nieporozumieniem i chyba sabotażem...tylko kto Jemu ( selekcjonerowi) zabroni? Przeprowadza zatem ciągłą selekcję w imię podpisanego kontraktu i spełniając wszelkie punkty kontraktu- selekcjonuje!
Swietnie
Oczywiście robi to na swoją tzw. odpowiedzialność lecz kiedy go zwolnią-bądz wy.....lą oczywiście wskaże pewne punkty kontraktu z naciskiem na numer bankowego konta. Taka to Nasza Polska specjalność
Niezależnie od słów krytyki światka medialnego, dziennikarskiego będzie się trzymał swoich ulubionych piłkarskich chłopców ( w tym przypadku Górnik Zabrze) i dalej do zwyczajowej "śmierci usranej" będzie się trzymał staro wyrosłej pewnej drabinki : Selekcjoner- Kadra- Menadzer- Ileś występów - Zakup- Prowizja- SUKCES
Reasumując TYLKO Ktoś z ZEWNĄTRZ
Nie upaprany "prowincjonalnym" byciem za...
KTOŚ, kto nie będzie patrzył na "podpowiedzi", "namawiania" itp
KTOŚ, kto należycie oceni wartość Kadrowiczów czysto pod kontem piłkarskim i wreszcie KTOŚ, kto pokarze system grania, zmieni podejście,mentalność i co bodaj Bardzo Cenne będzie miał - prestiż!
Wtedy jest szansa na jakiś wynik
Tak uważam
pozdrawiam
Chciałoby się porównać tamtych gladiatorów z dzisiejszymi trenerami reprezentacji. Ale jak. Żaden z nich nie mówi jaką ma koncepcje pracy i gry kadry. Żaden nie mówi dlaczego tego czy tamtego powołuje. Przepraszam, Franuś coś niezdarnie bąkał,że oni mają piłkę odbierać. Ale po co i czy są w stanie to czynić to już pozostawało w jego pustym czerepie. Oni tego nie mówią z prostej przyczyny, abyśmy nie mogli zweryfikować słów z czynami. Abyśmy nie odkryli, że oni nic nie umieją, że nawet jak potrafią opowiadać, to nie potrafią wdrożyć tego co zapowiadają. To są przetrwalniki dla których trener reprezentacji to szczyt trenerskiej kariery co można zapisać w Wilkipedii i okazja do szpanu, a nie największe wyzwanie w życiu, któremu trzeba przynajmniej próbować sprostać. Nie mają pasji więc nie mają czym zarazić zawodników. Odwalają swoją robotę i tyle. Pieniędzy im nie zazdroszczę, ale za nie mogliby się lepiej przyłożyć. I tu można winić PZPN, że nie wymaga od trenerów reprezentacji publicznego przedstawienia założeń ich pracy z kadrą i nie przeprowadza rzetelnej weryfikacji czy ten konkretny człowiek jest w stanie z uwagi na przygotowanie teoretyczne i praktyczne oraz cechy charakteru te zadania wypełnić. Ponoć na tę funkcję w przyszłości szykowany jest Pan Dorna. Tylko pragnę nieśmiało zauważyć, że cechą wspólną tych naszych trenerów, którzy sukcesy wielkie mieli było to, że grali w piłkę w Legii Warszawa. Szansik miał Franz, lecz jak onegdaj rzekł Mistrz: "Franuś ty to u nas byłeś. Grałem ja". To jest ten prawdziwy patent na prawdziwego trenera. Grać musiał w naszym Klubie.
" Franuś coś niezdarnie bąkał,że oni mają piłkę odbierać. Ale po co i czy są w stanie to czynić to już pozostawało w jego pustym czerepie"
Niezmiennie zastanawia mnie takie widzenie sprawy że trener za WSZYSTKO odpowiada.
Piłka nożna ma proste zasady, piłkę odbiera się po to żeby przeciwnik nie strzelił nam bramki a czy ONI potrafią to zrobić to już inna sprawa.
Porównujesz trenerów z czasów sukcesów do tej obecnej mizerii.
Porównaj również piłkarzy. Ja pamiętam że jak w pucharach graliśmy z europejskimi markami to takie kluby jak Legia, Górnik, Ruch, Stal Mielec czy Wisła a potem Widzew nie zbierały kompromitujących batów a zdarzały się nawet sukcesy.
Dosłownie kilka dni temu chciałem sobie przypomnieć mecz Legia - Inter z 1986r i przez większą część meczu to Legia prowadziła grę i zagrażała Interowi. A przecież Inter był zespołem z europejskiego topu.
Przez te lata o których piszesz nasi piłkarze nie odstawali tak bardzo jak teraz poziomem od reszty Europy.
Od trenerów oczekuje się cudów a zawodnicy nie potrafią podać na 10m. On ma ich tego uczyć?
Żeby się nie rozpisywać, podaj proszę swoją kadrę i jak byś ich ustawił.
Tylko nie pisz proszę że nie jesteś trenerem i nie do Ciebie to należy bo jeśli nim nie jesteś to powstrzymaj się od takich emocjonalnych ocen.
To że jest słabo to wszyscy wiedzą ale co z tym zrobić w krótkim czasie to już prawie nikt.
Chyba że Ty wiesz to zdradź receptę na sukces zatroskanym kibicom.
Jak się zdecydujesz to nie pisz też że powinni grać szybko, agresywnie w odbiorze i skutecznie w ataku bo to też wszyscy wiedzą.
Franusia nie broń, bo się go obronić nie da. Jest taki film "Będziesz legendą, człowieku". On zdradza "tajemnicę" porażki na ME i ukazuje Franza takim jaki jest naprawdę, a nie takim jak sam siebie widzi i durne pismaki. Trener w piłce to połowa sukcesu. Dlatego ci najlepsi są rozrywani i doceniani.
Ja nie porównuję tamtych sukcesów z dzisiejszą mizerią. Ja porównuję trenerów. Tamci mieli jasne, sprecyzowane poglądy i umiejętności nauczenia piłkarzy jak mają na boisku te wizje realizować. I do tej strategii dobierali wykonawców. Dziś mamy do czynienia z ludżmi, którzy dla świętego spokoju powołują tzw. najlepszych na swoich pozycjach i powiadają: "chłopaki grajta". Na zarzuty odpowiadają: "przecież powołałem najlepszych". Sukcesów jak w tamtych latach nie będzie prze kilkanaście lat, przynajmniej. Bo one też nie wzięły się z niczego, ale z ciężkiej pracy z młodzieżą organizowanej przez PZPN. Najpierw przeszkolono instruktorów, a potem każdy dostał opracowany przez Wydział Szkolenia tzw. program minimum. Jego realizacja była kontrolowana przez terenowe oddziały związku. Był to też program selekcyjny. Podczas szkolenia każdy musiał wykazać się zdrowiem czyli zdolnością do wykonania treningu fizycznie oraz opanowaniem technik zagrań, podań, przyjęć itp. oraz taktycznych. Kto tego z treningu na trening nie opanowywał ten odpadał. Sam pamiętam jak w domu i na podwórzu ćwiczyłem niektóre elementy techniczne, aby być dalej w klubie. I tak przez dziesięć lat. To się pogorszyło w latach osiemdziesiątych i załamało po 1989 roku, kiedy kluby przestały być dotowane i szkolenie młodzieży upadło. Dziś tzn od zeszłego roku coś drgnęło, bo zaczęto szkolić ludzi do tej podstawowej roboty. Ale kluby nadal same programują szkolenie. Więc mamy to co mamy. Nasza młodzież, nawet bardzo zdolna jest fatalnie przygotowana motorycznie i taktycznie. Lecz to są zadania na ileś tam lat. Natomiast reprezentacja może i powinna grać zdecydowanie lepiej. Już dziś. Że nie gra to wina jej trenerów i ich niewłaściwego doboru.
Nikogo nie bronię tylko zwracam uwagę na ryzykowne budowanie analogii.
Dla ułatwienia w zrozumieniu moich intencji na samym początku umieściłem tezę ale nie pomogło.
W swojej odpowiedzi na mój komentarz piszesz że szkolenie zostało zaniedbane. Absolutnie się z Tobą zgadzam i od siebie dodam że w innych krajach wręcz przeciwnie i świat nam odjechał.
Więc wyjaśnij mi jak ci trenerzy mają sklecić reprezentację? Do tego mijasz się z prawdą że powołują na alibi. Właśnie wręcz przeciwnie, co nawet jest przedmiotem kpin dziennikarskich, Nawałce naliczyli już 74 powołanych piłkarzy a efekt? Właśnie pojechał prosić Polańskiego o powrót do kadry.
Ale też wolisz się demagogicznie ślizgać po temacie i nie podałeś własnej wersji kadry i koncepcji "po co odbierać piłkę". Spróbuj, może to nie jest takie łatwe.
Co do Polanskiego to czytałem w sobotnim 'PS' felieton Włodarczyka, który ma mieszane uczucia na temat powrotu do tego zawodnika (a Stanowski zdanie ma jednoznacznie negatywne, tylko postanowił jeszcze 'oszczędzić' Nawałkę). Niby trochę ta próba pojednania faktycznie dziwna po tym co Polanski w czerwcu mówił w mediach, ale z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby ręka wyciągnięta do zgody była jakąś ujmą na honorze. No i nie wiem czy autorytet trenera bardziej cierpi (?) na ewentualnym powtórnym powołaniu dla Polanskiego czy na wystawianiu Mączyńskiego
Problem z pozycją drugiego defensywnego pomocnika jest w każdym razie ewidentny. Bardzo fajnie, że Krychowiak się rozwija, ale w pojedynkę to on nic w środku pola nie ugra. Zresztą co do Krychowiaka to się trochę boję, żeby nie dotknął go przypadek Songa z reprezentacji Kamerunu, tzn. defensywny pomocnik z konieczności udający rozgrywającego, no i w efekcie na boisku nie ma ani jednego, ani drugiego.
Nie róbmy problemu tam, gdzie go nie ma. Nawałka jest zwyczajnie ślepy na jedno oko i pewnych rozwiązań nawet ni dopuszcza do myśli.
Polański nie jest jedynym DP 50/50 z polskimi korzeniami mogącym grać w repie. Jeśli Klich nadal nie będzie grał to zostają Jodłowiec i w dalszej perspektywie Linetty.
Pozostaje jeszcze opcja zmiany systemu gry na jednego DP skoro trener nie widzi innych poza Polańskim. Właściwie to powinien szykować się na taką opcję, jeśli mamy tak ograniczone pole wyboru.
O istnieniu Jodłowca Nawałka z pewnością wie, bo przecież miał być w kadrze na Gibraltar. Oczywiście jeżeli Nawałka pojechał do Polanskiego tylko i wyłącznie w akcie desperacji, bo uważa, że nie ma porównywalnej opcji na na środku pomocy, no to bardzo słabo. Ale ja to odbieram (tzn. mam nadzieję że tak jest) raczej jako próbę zachowania odpowiedniej staranności na tym stanowisku, sądzę że trener nie chce, żeby powstało wrażenie, że jakaś opcja została skreślona tylko z powodu głupiej wypowiedzi udzielonej mediom.
Pisząc wyżej o problemie, miałem raczej na myśli taki rodzaj problemu, który będzie występował niezależnie od tego kto będzie grał obok Krychowiaka, bo jak na mój gust to wszyscy nasi 50/50 to zwykłe przeciętniaki, łącznie z Polanskim. Taki Scott Brown, o ile będzie zdrowy na mecz z nami, zjada ich na śniadanie. Inny system gry, no racja, wystawianie Klicha to przecież nic innego. Ale może Nawałka zobaczył jak wygląda ten Klich po tym jak pewny plac w Zwolle zamienił na trybuny w Wolfsburgu i się chłop lekko przyłamał.
Czekaj, bo czegoś tu chyba nie chwytam. W jednej wypowiedzi natrząsasz się (zupełnie przecież zasadnie) z tow. Gomułki po to tylko, by już w następnej samemu zabierać się za "wertykalne" porównania. Że niby "tylko" trenerów? No dobra, ale jakim cudem potrafisz wyrwać z całości futbolu w danym okresie jeden składnik pod nazwą "trener" i zestawić go z następnym, niby takim samym, ale wyciągniętym z zupełnie innego kontekstu? Przecież to tak nie działa. Przyjrzyjmy się choćby podstawowym różnicom:
1. Poziom.
Od czasów Kazimierza Górskiego polska piłka idzie do przodu. Dosłownie: idzie. Spokojnym spacerkiem, czasem przeradzającym się w niezobowiązujący trucht, kiedy indziej zamierającym do kompletnego bezruchu włącznie. Tymczasem świat wsiadł na motocykl, szarpnął nadgarstkiem i... w sumie tyleśmy go widzieli. Dziś bogatszym materiałem ludzkim od nas dysponują nie tylko niemieckie, hiszpańskie, włoskie, czy holenderskie potęgi, lecz także choćby Grecja, którą kiedyś uczyliśmy futbolu. Ba, Spoglądać na nas z góry zaczynają takie kopciuszki, jak Białoruś, Cypr, czy - o zgrozo! - Islandia.
Zresztą, potwierdzenie tego, o czym piszę, tkwi w Twoich własnych słowach. Czterdzieści lat temu selekcjoner mógł sobie dobierać zawodników podług własnego uznania, w trąbie mając obiegowe opinie i "lepszości". I zajechał na tym aż do półfinału MŚ. Dziś Adam Nawałka jako kolejny przekonuje się, że poza kilkoma znanymi wszystkim pewniakami nie ma do wyboru nic. Kompletnie nic. Siedemdziesięciu sprawdzonych piłkarzy, a jak mecz o punkty, to brak choćby pojedynczego nowego pyska. Nie ma i tyle.
2: Czas.
Ile za Górskiego trwało przeciętne zgrupowanie? Bo dziś ten przykładowy Nawałka może i czegoś tam by naszych chłopaków nauczył. W końcu sam grywał w kadrze, to i owo widział. Problem w tym, że nie bardzo ma kiedy.
3: Rozrzut.
Gdzie grali kadrowicze K.G.? W Polsce. W lidze, którą znał od podszewki, u trenerów, z którymi miał częsty, osobisty kontakt. Realizowali zbliżone założenia taktyczne i sprawdzali się na co tydzień w meczach ze zbliżonymi rywalami, często wręcz ze sobą nawzajem. Dziś rozrzut mamy od Rosji po Portugalię, od Norwegii po Arabię Saudyjską.
4. Media.
Daleki byłbym od bagatelizowania tego czynnika. Ile było gazet sportowych w latach siedemdziesiątych? Czy były to poważne tytuły, czy raczej - co dziś powszechne - "powiedziałkowe" brukowce, skupione wyłącznie na tym, że X powiedział to, a Y tamto i rozdmuchujące to ponad wszelką miarę?
Żeby jasność była: ja tego wszystkiego nie piszę po to, by deprecjonować czyjekolwiek osiągnięcia. Uważam po prostu, że pewnych okoliczności i zjawisk nie ma sensu ze sobą zestawiać. Czy cudownie zmartwychwstały Kazimierz Górski poprowadziłby kadrę do sukcesów? Może. Ale może przepadłby z kretesem, zarżnięty przez media, bo gadał bzdury? A jak radziłby sobie Adam Nawałka, gdyby do dyspozycji miał nie Szukałów i Klichów, a Gorgoni i Deynów? Nigdy się tego nie dowiemy, więc po co w ogóle to trącać?
przeczytałem z uwagą i nijak nie idzie się z Tobą nie zgodzić.
Ja uważam podobnie i zestawienie bardzo odległego czasu przeszłego z obecnym jest pozbawione jakiegokolwiek sensu.
Różnicą, którą postrzegam jest fakt tzw." piłkarskich dzieci"
Tamto pokolenie było "KWIATEM" Naszej Historii.
Czasy, które były inne też umożliwiały "to coś"...Po sukcesach w Europie
(Legia, Górnik) Kazio Górski miał komplet Ludzi do gry.Tajemnicą, którą do grobu zabrał było jak umiał pogodzić dla dobra sprawy tyle odmiennych osobowości. Nikt Panu Gadosze nie zabronił jechać swoim autem gdy Kadra podróżowała autokarem.Jak Pan Robert grał wszyscy widzieli.
W odróżnieniu do czasów obecnych Kazio Górski miał jeszcze jeden bodaj najważniejszy czynnik do odniesienia sukcesów.Wszyscy Najlepsi piłkarze grali w Kraju.Byli na miejscu, biegali po Naszych boiskach.Wybrał najlepszych nie bojąc się ryzyka ( Żmuda 74 rok) i wygrał.
Młodsi Kibice nawet nie wiedzą, że po Mistrzostwach Świata w Niemczech
O Deyne czy Gadoche biły się takie kluby jak Real Madryt czy Barcelona!
Niestety czasy w których żyli nie pozwoliły Im zrobić karierę na jaką zasługiwali.
Teraz mamy Klichów, Milików, Wolskich, Furmanów, Borysiuków którzy nie grają ale zarabiają - grają lecz od dzwona wielkiego
Mamy Rybusów i Grosickich, którzy coś grają
Mamy perełkę ( jump) i dwie mniejsze w postaciach Błaszczykowskiego i Piszczka. WSIO!
pozdrawiam
Plan na mecz z Niemcami właśnie mocno zachwiał się w posadach. Kto teraz będzie próbował zatrzymać Blitzkreig poza Krychowiakiem? Oczywiście Tomasz Jodłowiec
Pod warunkiem, że Jodła zaszczyci reprezentację swoją obecnością. Na Gibraltar mu się nie chciało przemęczać.