- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Legia - Lech 2-2: Autobus z Poznania
Mecz Legii z Lechem dostarczył kibicom wielu wrażeń. Do przerwy Legia przegrywała 0:2, grając słabo i nijako. Po przerwie legioniści ruszyli na przeciwnika ze znacznie większym animuszem, ale z przewagi długo nic nie wynikało. Bramkę kontaktową przyniosło dopiero zjawiskowe uderzenie Tomasza Brzyskiego z 76. minuty. W 90. minucie wyrównał Dossa Junior.
Trudno po takim meczu o jednoznacznie brzmiące wnioski, bo kilka refleksji stoi ze sobą w sprzeczności. Cieszy, że Legia zepchnęła Lecha po przerwie do głębokiej defensywy, sprawiając że poznaniacy ratowali się rozpaczliwymi faulami i wykopami piłki na oślep, wyglądając na tle Legii niczym zespół z niższej klasy rozgrywkowej, ale i martwi, że w starciu z Lechem mogliśmy zagrać tak źle jak w pierwszej połowie. Z uznaniem należy odnotować fakt, że pierwsza jedenastka Legii wciąż wygląda świetnie pod względem fizycznym, ale zarazem chce się zapytać, czy zmęczenie przypadkiem nie dotyka głów piłkarzy, czego trener Henning Berg jakby nie brał pod uwagę, w ostatnich tygodniach zawzięcie eksploatując praktycznie tych samych zawodników. Można wzruszać ramionami nad wynikami poszczególnych ligowych meczów, bo przecież trwający właśnie etap sezonu trudno traktować z pełną powagą, a prawdziwe granie ma zacząć się dopiero za kilka miesięcy, ale i można zapytać czy dotychczasowa jesienna przygoda Legii z Ekstraklasą aby na pewno usprawiedliwia nasze pełne wyższości przekonanie, że wystarczy tylko trochę 'dokręcić śrubę', żeby z łatwością odjechać Wiśle, Lechowi czy Śląskowi?
W sobotni wieczór Legia zmierzyła się z Lechem, w składzie którego pojawili się przeciętni ligowcy, jak Gostomski i Wilusz, oraz młodzież, jak Kędziora, Formella, Kownacki. Legia zlekceważyła ten zespół. Graliśmy na stojąco, niestarannie, bez odpowiedniej koncentracji. W pierwszej połowie Lech ośmieszał gwiazdorskie maniery legionistów. Okazało się, że wystarczy stać blisko siebie na swojej połowie, doskakując krótko do Radovicia i Dudy, by Legia nie była w stanie rozegrać piłki. Najlepszą sytuację strzelecką w pierwszej połowie mieliśmy kiedy piłki głową nie sięgnął słaby przez cały mecz Barry Douglas, Michał Żyro prawą nogą (!) płasko dograł piłkę w pole karne, ale Michał Kucharczyk źle na nią nabiegł i nie był w stanie uderzyć do pustej bramki. Poza tym epizodem nie mogliśmy zrobić nic. Lech biegał, walczył, faulował, a my... spaliśmy. Goście przechwytywali piłkę i prostymi środkami przedostawali się pod bramkę Dusana Kuciaka. Przy bramce na 0:1 Kuciak został wzorowo przyblokowany w polu bramkowym, Michał Żyro, który stał przy Marcinie Kamińskim, źle ocenił sytuację, cofając się na linię bramkową dla asekuracji, piłka spadła pod nogi pozostawionemu bez krycia Kamińskiemu, który dopełnił formalności, trafiając do pustej bramki. Przy drugiej bramce gościom pomógł kiks Szymona Pawłowskiego, z nieudanego strzału wyszło podanie do Dariusza Formelli. Zdezorientowany Dossa Junior niby usiłował zaatakować Formellę, ale chyba lekko pośliznął się w najważniejszym momencie, w efekcie Formella strzelił do bramki z kilku metrów łatwiej niż czyni się to na treningu. Za chwilę mogło być 0:3. Po kolejnej stracie rozbitych legionistów do piłki dopadł Kasper Hamalainen, na pełnej szybkości zakręcił Kubą Rzeźniczakiem i tylko desperacka interwencja Dossy uratowała nas przed nokautem.
Piłkarze drzemali na boisku, ale i nie pomógł trener. Sztab Henninga Berga nie spodziewał się, że Lech może zagrać aż tak defensywnie, kąsając nas jedynie z kontry. Schematyzm i ślepa wiara, że wystarczy wystawić 'galową' jedenastkę, która zagra 'swoje', bez wątpienia ułatwiły trenerską robotę Maciejowi Skorży.
Sytuacja uległa zmianie po przerwie, kiedy Orlando Sa zmienił fatalnego w pierwszej połowie Michała Kucharczyka (pytanie kto z legionistów nie był do przerwy fatalny?). Sa nacierał z lewego skrzydła, ale w rzeczywistości schodził w stronę pola karnego, zmieniając liczbowy układ sił pod bramką Gostomskiego i otwierając lewy korytarz boiska dla Tomasza Brzyskiego. Znacznie wyżej grał również Tomasz Jodłowiec. Wreszcie przyszły sytuacje bramkowe, ale Legii wyjątkowo trudno było w sobotni wieczór zmóc własne słabości. Kiedy już Michał Żyro miał piłkę w polu karnym na lewej nodze, huknął wysoko nad bramką. Kiedy już Miro Radović widowiskowo wkręcił w ziemię dwóch przeciwników, zwlekał z decyzją i kolejny obrońca zablokował piłkę. Kiedy Ondrej Duda znalazł sobie trochę miejsca przed polem karnym, pogubił się, szukając najlepszego rozwiązania, a piłka wylądowała pod nogami gości. Nie szło nam i wydawało się, że poniesiemy porażkę, ponosząc zasłużoną karę za grzech pychy.
Wtedy do piłki na lewym skrzydle dopadł Tomasz Brzyski, by po chwili oddać 'strzał życia'. Być może było to raczej dośrodkowanie życia, ale wyszedł z niego strzał przecudnej wprost urody. Warto było oglądać sobotni mecz dla tej bramki. Kontaktowy gol sprawił, że zepchnęliśmy Lecha do jeszcze głębszej defensywy. Co prawda próbował odgryźć się Muhamed Keita, ale to było wszystko, na co stać był w tym meczu Lecha. Kolejne dwie zmiany zaordynowane przez Skorżę (Drewniak za Hamalainena i Henriquez za Kownackiego) dopełniły obrazu 'obrony Częstochowy' w poznańskim wydaniu. Zdołaliśmy 'tylko' wyrównać po kolejnym głupim błędzie Douglasa, precyzyjnym dośrodkowaniu Brzytwy i celnym uderzeniu Dossy Juniora, ale gdyby Legia grała w ostatnim kwadransie nieco mniej nerwowo, gdyby celniej uderzył Marek Saganowski, gdyby bardziej precyzyjnie dośrodkowywał Łukasz Broź – zdążylibyśmy wygrać z Lechem.
Druga połowa sobotniego meczu z pewnością potwierdziła naszą siłę i w jakiejś mierze wymazała wspomnienie słabiutkich pierwszych czterdziestu pięciu minut. Tylko nie zapominajmy z jak przetrzebionym Lechem graliśmy. Drużyna Macieja Skorży może być już tylko silniejsza personalnie, a taktycznie – bardziej wszechstronna i odważna. Czy możemy powiedzieć to samo o Legii? Po tym meczu przychodzi do głowy stare zapytanie o szklankę – do połowy pełna, czy do połowy pusta. Mimo że zdecydowanie wolę być optymistą, tym razem odpowiem, że w sobotę widziałem ją do połowy pustą. Jestem rozczarowany zarówno sposobem, w jaki Legia podeszła do tak prestiżowego starcia, jak i końcowym wynikiem.
Interesujące jest także np. w wypowiedziach ich trenera przedstawianie prawdopodobnej absencji Sadajewa w kategoriach osłabienia. Z Czeczeńcem nigdy nie wiadomo. Równie dobrze mogłoby się okazać, że to jego występ w meczu zaowocuje szybkim osłabieniem Lecha. Taki nieprzewidywalny boiskowo zawodnik.
U mnie kiedyś mecze Legii z nimi wywoływały największą ekscytację. Ale wskutek reformy ligi i zadomowienia się Legii w czołówce, ba na 1. miejscu, w sposób bardziej stabilny i przekonujący niż się to udaje Lechowi, już taką atrakcją te mecze nie są. Spowszedniały.
Tak mi się podobała gra Sa w Krakowie, że chciałbym, aby wystąpił w dłuższym wymiarze.
Jeśli będzie np. 1-0, będę bardzo zadowolony.
Każdy wynik powyżej 2:0 biorę w ciemno.
Do zobaczenia na Ł3
Gramy w 9-tke bo Duda znów sobie człapie, a rzeźniczak to parodia środkowego obrońcy. Owszem Dossa też dziś nie błyszczy, ale jakby nie on to było by już 0-4. Czy Berg naprawdę myśli, że można wszystkie mecze wygrywać w ten sam sposób??? Zero zaskoczenia wszystko schematyczne, aż do obrzydzenia. Wierzę w 3-2 po 90 minutach, ale to raczej takie moje i zapewne tysięcy innych kibiców niespełnione marzenie.
Trochę mi szkoda Skorży, taktycznie naprawdę ten Lech nieźle wyglądał, przynajmniej dopóki mieli siły. Rumak pewnie dzisiaj zebrałby solidne manto.
A Kuciak ewidentnie odczuwa brak realnej konkurencji. Może nie ponosi winy za te bramki ale to już zdecydowanie nie jest bramkarz jak na Mistrza Polski przystało.
Taki podobny ten mecz w 1. połowie do 1. połowy przegranej w kwietniu 2012 przez Skorżę z Rumakiem. Legia, jak wówczas, też czekała nie wiadomo na co, nie oddała ani jednego celnego strzału. Przyjezdni zobaczyli, że nic im nie zagraża, to ruszyli raz i drugi i się powiodło.
Raczej zdjąłbym w przerwie Żyrę niż Kucharczyka. Oprócz wygranej z Podbeskidziem 3-1 w 2012 wydaje mi się, że Żyro nigdy nie pociągnął Legii w sytuacji, gdy przegrywała. Teraz też nie powiedziałbym, że pociągnął. Choć dośrodkowanie przy 2-2 było po faulu na nim.
Chciałoby się napisać: ‘mecz do zapomnienia’. Ale fajnie, gdyby i trener i piłkarze wyciągnęli wnioski. Takim wybieraniem sobie meczów i grą ‘na spokojnego’ jak w 1. połowie, to i z Piastem ciężko będzie wygrać. A jeśli coś ugrają w Turcji, to już w ogóle w kraju spyszałkowacieją.
Oprawa ładna: żeby nie narzekać, bo Powstańcom było gorzej. Ale ubliżanie Kownackiemu to szkoda gadać. Vrdoljak z Rzeźniczakiem wielokroć gorszych głupstw napletli.
Zacznę od Lecha, w przeciwieństwie do Wallesa z którym jak zwykle po meczu telefonicznie wymieniłem kilka uwag mnie niczym nie przekonał. Grał mocno obroonie i tylko dzięki naszym obrońcom strzelił bramki. Przypomnijcie mi a z dwie trzy skladne akcje tego zespołu? Takie od wyprowadzenia z własnej połowy, pyk pyk i zagrożenie.
Nawet kontry nie były jakieś fajne szybkie .
Owszem piana na ustach zaangażowanie, wola walki były widoczne i tego absolutnie im nie odbieram, pilkarsko moim zdaniem do przodu nie pokazali zbyt wiele choć powinienem napisać nic.
Legia
Pierwsza połowa statyczna z zbyt czytelnym schematem.
Raz w szerz dwa wszerz i laga na skrzydło. Przy ośmiu broniących słabe to było. Rado kryty przez trzech co nie znaczy , że nie powinno się próbować rozegrania piłki na skrzydłach.
Druga połowa moim zdaniem to nie tylko Są a właśnie przejście na rozegranie po ziemi i Jodlowiec który mocno poszedł do przodu. Ten mecz powinniśmy wygrać , nie wygraliśmy ponieważ zawodnicy zbyt często podejmowali źle decyzję. Przyklsdy: Są zgrywajacy głową zamiast strzelać, Duda kiwający zamiast strzelać, Zyro to samo.
PS
Zupełnie nie interesuje mnie czy Brzeski chciał dosrodkowac czy strzelał. Przy. .. malinowo
Celnie ujęte
Takie mecze niestety będą miały miejsce. Nowy trener w Lechu, zapinka
z podtekstami w tle- Wszyscy wiemy. Dziwne jest to, że tracimy bramki z "niczego"...O ile w E-klapie można wyciągnąć remis to już w LE będzie słabo.Obejrzę ten mecz raz jeszcze, spokojnie ale mimo to mam wrażenie, że Lech NIC! takiego wielkiego nie zagrał, a skarcił Nas dwoma bramkami.
Druga połowa- super, parcie i determinacja- pytanie brzmi? dlaczego nie już pierwsza?
Może za dużo wywiadów, lizania się z mediami, ukrytej kreacji w tle.
Ten mecz i wynik o nie stanowi o niczym, lecz do myślenia daje dużo.
Być może Berg powinien ruszyć ten żelazny układ z Rado i Dudą, zwłaszcza, że Słowak ostatnio jest wyraźnie pod formą. Tak swoją drogą, nie wiem, czy wiecie ale Duda ma bardzo słabiutkie statystyki: 911 minut i tylko 2 bramki. Ze wszystkich naszych piłkarzy ofensywnych jest w tym kontekście najsłabszy. Nie piszę tego, żeby pokazać, że znowu miałem rację ale dlatego, żeby pokazać, że przed tym piłkarzem jest jeszcze mnóstwo pracy nad sobą. Zbyt rzadko dochodzi do sytuacji strzeleckich i zbyt często jego uderzenia nie sprawiają bramkarzom większych problemów.
W każdym razie, najwyraźniej nie mamy opracowanego sposobu na takich rywali. Teraz nie ma czasu na jakieś taktyczne zajęcia ale w przerwie zimowej to powinien być temat nr 1.
Byłem przeciwny jego zatrudnieniu w Legii mimo,że to porządnie wykształcony, dobrze przygotowany, inteligenty i pomysłowy trener. Tyle że w młodym jeszcze wieku patrzy na piłkę w sposób dogmatyczny uważając, że wie o niej wszystko i wszystko potrafi przewidzieć. Ot, taki trochę magik dla ubogich. Do tego leniwy do przesady i niebywale pazerny na sukcesy i uznanie. Ma jednak w sobie ten rys pragmatyzmu poparty wiarą w możliwości, że potrafi graczy rozwinąć i zaszczepić im wiarę w postęp i pewność siebie. Postać niejednoznaczna, w sumie pozytywna. W Wiśle poległ, bo uznał, że bez przygotowania szybkościowego wyeliminuje Levadię i stracił przez to autorytet wszystkowiedzącego. Ma on słuszne przekonanie,że obrońcy są po to, aby nie dopuszczali do utraty bramek, a atakujący po to, aby je zdobywali. Dlatego w odróżnieniu od takiego Rumaka, czy naszego Janka nie żąda od obrońców wprowadzania piłki do gry akcją. Mogą to czynić jak grę rozpoczyna bramkarz, a rywale wycofają się co najmniej na połowę boiska. W innych sytuacjach mają piłkę wybijać poza własną połowę boiska w kierunku ofensywnego pomocnika. Prowadzone przez niego drużyny grały obroną strefową ze środkowymi obrońcami ustawionymi schodkowo. Ostatni przed bramkarzem kierował grą tej formacji. Tu miał fart, bo w Wiśle dysponował Cleberem, a w Legii Żewłakowem. Boczni obrońcy muszą dysponować szybkością równą skrzydłowym. To wariant bezpieczny minimalizujący straty piłki w obliczu atakującego rywala. W ataku wyznaje zasadę automatyzmu, nazwijmy to firmowych zagrań. Uważa że co prawda wiele bramek pada w sposób sytuacyjny i dość przypadkowy- to szczęściu należy pomóc poprzez prowokowanie samą swoją obecnością w polu karnym do błędów, jak ich niejako wymuszanie swoją aktywnością.
Tak padła wczoraj druga bramka dla Lecha. Lecz kiedy mamy do czynienia z dobrze zorganizowaną obroną to automatyzm rozegrań jest niezbędny. Wielu naszych trenerów w piłce dorosłej powiela zachowania taktyczne typowe dla szkolenia juniorów jak gra 2 na 1, 2 na 2, 3 na 2 czy 3 na 3. Zawodnicy w takich sytuacjach boiskowych są nauczeni jak się poruszać w określonych rejonach boiska wobec właściwie ustawionych obrońców. Trener Skorża uczy wielowariantowatości we własnych zachowaniach oraz niejako wymuszania niekorzystnych zachowań dla własnej drużyny broniących. W Wiśle takim typowym Skorżowym wariantem było wejście prawego skrzydłowego w rejon linii pola karnego. Gdy nie pociągnął za sobą bocznego obrońcy i spóżnił się środkowy obrońca to sam wchodził w pole karne i wykańczał akcję albo grał do niepokrytego środkowego napastnika. W każdym wypadku rajdu bocznego skrzydłowego środkowy napastnik wchodził w pole karne odciągając drugiego środkowego obrońcę. Gdy więc skrzydłowy był sam pokryty i sam nie mógł oddać skutecznego strzału to podawał do napastnika. Ten z kolei albo sam wykańczał akcję albo podawał powrotnie do skrzydłowego, który w tym czasie przemieszczał się na przeciwległy skraj pola bramkowego. Wiślacy grając w ten sposób zdobywali tytuły, zaś Brożek był najlepszym strzelcem a i Małecki był w tej klasyfikacji wysoko. W Wiśle zastosował też skuteczny wariant wykonywania rzutów rożnych. Podający kopał piłkę na przeciwległy kraniec pola karnego, gdzie Cleber przerzucał piłkę głową w rejon pola bramkowego na wchodzących 2-3 własnych graczy. Też w ten sposób kilka bramek zdobyli. Kiedy zabrakło Clebera nakazywał wykonywanie rogów tak, aby przerzucić piłkę na drugi koniec pola bramkowego i stamtąd na drugą jego stronę. Ten swoisty pingpopng miał dezorganizować obrońców. Tak Lech wczoraj zdobył pierwszą bramkę.
Natomiast w Legii stosował, niestety bez wielu pozytywnych efektów wariant polegający na tym, że ofensywny pomocnik posiadający piłkę przed polem karnym zwalniał grę czekając na skrzydłowego. Gdy ten był na pełnej szybkości rzucał piłkę za plecy obrońców i zadaniem odbierającego było strzelenie bramki. Niestety na początku trafił na Iwańskiego, który często sam strzelał, a jak już Manu piłkę dostał to strzelić celnie nie potrafił. Najlepiej w Legii wychodziły zagrania polegające na tym,że z reguły obrońcy w sytuacji ataku rywala wycofywali się w rejon pola karnego i wówczas mający piłkę na skrzydle rzucał ją pomiędzy dwóch środkowych obrońców w pole karne na 10-12 metr. Napastnik lub ofensywny pomocnik blokowali tego obrońce, który był ustawiony od strony zagrania i często zdobywali bramki. Kiedy obrońcy wytrzymywali opresję i stali wysoko to grający na boku biegł z piłką do końcowej linii skąd grał ostrą piłkę poprzez pole karne, z reguły z wektorem ku środkowi.Takie granie w Legii uległo diametralnej zmianie kiedy do drużyny dostał Ljuboję. Jego wykorzystywał do tego, aby obrońcy wykopywali piłki do niego, a on najczęściej z Radoviciem mieli robić grę. I często im to wychodziło. W ten sposób Radović ze skrzydłowego przeistoczył się w ofensywnego pomocnika, ale też zobaczył ile kreatywności w nim tkwi. Od wiosny 2012 roku z uporem maniaka uczył Legionistów gry w ataku pozycyjnym, też z kluczową rolą Daniela, który jednak w tym systemie grał nie najlepiej, gdyż atak pozycyjny wymaga częstych, szybkich zrywów, których on mający problemy mięśniowe czynić nie mógł.
Trener Skorża stawia też na świadome wykonywanie założeń taktycznych. Sporo czasu poświęca na rozmowy z zawodnikami tłumacząc im czego i dlaczego od nich wymaga. W Legii padł, bo nie spełnił oczekiwań wynikowych, a ponadto był skonfliktowany z ludżmi bliższymi władzom Legii niż on. Gdyby mu w porę postawiono tamę przed sprowadzaniem coraz to nowszych zawodników to musiałby skupić się na doskonaleniu tego materiału, którym dysponował, a nie szukaniem lepszości li tylko w nowości.
W Lechu tego błędu nie popełnią. Dlatego Lech przez niego kierowany będzie bardzo grożnym rywalem. We wczorajszym meczu było to częściowo widoczne. Trener Skorża miał za mało czasu, aby swoich piłkarzy przekonać i nauczyć, a oni jeszcze wszystkiego sobie nie przyswoili, gdyż to co robi - po Rumaku - jest wręcz rewolucją.
Szkoda że Berg błędnie odczytał prawdopodobna taktykę Lecha. Może nawet spodziewał sie autobusu, ale żeby wóz pancerny. Przecież oni nawet nie udawali, że chcą grać w piłkę. Ciekawy jestem statystyki posiadania piłki (61% - 39%) !!! Na szczęście w przerwie odrobiono lekcje i wprowadzono silnego napastnika. Od tego momentu mecz toczył się na jednej połowie. Gra na czas i symulowanie piłkarzy Lecha było niesmaczne. Zachowanie Kownackiego gówniarskie, zachowanie Żylety żałosne.
Nie przypuszczałem, ze remis może zapewnić mi dobry humor na niedzielę
Legia wczoraj niczym szczególnym nie zaskoczyła. W obronie standardowo pojawiły się szkolne błędy z czym chyba musimy się już pogodzić, bo z meczu na mecz nie wygląda to jakoś lepiej. Trzeba mieć nadzieję, że rywal ich nie wykorzysta jak Lokeren albo da sobie strzelić więcej goli jak Śląsk. Nie wiem dlaczego Dossie Juniorowi zdarza się parę razy w meczu taki klops jak przy golu Formelli czy przebitce z Hamalainenem, po której ten drugi mógł nas dobić (przy pomocy Kuby Rzeźniczaka).
W ataku z kolei dopóki Lech miał siły nie wyglądało to różowo ale już w drugiej połowie było nieźle. Padły dwa gole, a mogło ich być więcej. Na pewno potwierdziło się to, że Ondrej Duda w najwyższej formie nie jest i to martwi zwłaszcza w kontekście charakterystyki naszego trenera, który nie za bardzo lubi zmiany. Wczoraj wpuścił wprawdzie Sa, ale za Kucharczyka, co trudno uznać za jakiś prognostyk na przyszłość, bo Sa skrzydłowym nie jest. W Trabzonie pewnie wybiegnie "galowa" jedenastka i Duda pewnie się w niej znajdzie.
Paradoksalnie wynik dla Lecha wygląda rewelacyjnie ale tak naprawdę nic na tym nie zyskali. Psychicznie na pewno czują się tak jakby przegrali, a Skorża ustawił ich tak defensywnie, głównie po to aby nie przegrać. Lepszego scenariusza, zakładając przed meczem, że Legia tego meczu nie wygrywa, nie można było sobie wymarzyć. Co więcej, tak grając nie da się wygrać całego sezonu, więc z tymi zachwytami nad powrotem Macieja Skorży bym poczekał. Nam też taka taktyka dawała dobre wyniki w różnych potyczkach (Gaziantep) ale wojny w lidze nie wygraliśmy.
2pkt więcej
Dodatkowo mnie osobiście oglądanie obecnej Legii kosztuje mniej nerwów
Mi ten mecz nieodzownie kojarzył się z meczami z Odrą Wodzisław. Co roku ta Odra przyjeżdżała, co roku stawiała autobus, co roku co chwilę ktoś z drużyny przyjezdnej "umierał" na murawie. Zdarzał się, że Odra coś strzeliła (zapewne po jakimś faflunie naszych obrońców), zdarzyło się nawet że Legia przegrała, ale nikt nie wyciągał z tego wniosków, że Odra jest drużyną zbliżoną umiejętnościami do Legii.
A tu przyjechał Lech, który na dobrą sprawę kontry nie potrafił przeprowadzić, jeśli nasi obrońcy, szczególnie środkowi, mu tego nie udogodnili. Gra na czas na poziomie perfekcyjnym. W drugiej połowie nie istnieli.
I nagle w mediach można poczytać, że w zasadzie Lech to nawet lepszy od tej Legii jest. Co jest dla mnie szczególnie ciekawe, w sytuacji, gdy w mojej ocenie z trzech spotkań na Łazienkowskiej w tym roku, Lech zagrał zdecydowanie najsłabiej. Najlepiej im wyszło w tym meczu, gdzie Rado przepchnął Kamińskiego i strzelił - tam byli zwyczajnie lepsi. W tym meczu "pomistrzowskim" było w sumie równo, choć to nam udało się strzelić bramki (zresztą pierwsza po takim mocno słabym karnym). Teraz - piłkarska rozpacz, która wcisnęła dwie bramki po obrońcy byli na wczasach.
A może się mylę?
Spójrz w tabelę i będziesz wiedział. Cała reszta to farmazony.
Masz rację oczywiście, zachwyty nad Lechem są zdecydowanie przesadzone. Z tym że 'stawianie autobusu' to całkiem pożyteczna umiejętność. Skorża grał o wynik, uznał że 'autobus' to największa szansa na uniknięcie porażki, cel niestety osiągnął. Pamiętajmy też, że w drugiej połowie, w której podkręciliśmy tempo, a Lech już faktycznie nie istniał, oni mieli jeszcze bardzo dobrą okazję na 3:0 po rajdzie Kownackiego, który minął Brozia niczym slalomową tyczkę. W każdym razie co z tego Lecha będzie to się jeszcze zobaczy. Skreślanie ich to też błąd.
A co do Odry, również racja, chociaż nie za bardzo podobało mi się, że i piłkarze podeszli do tego Lecha jakby to rzeczywiście była Odra. Sam Brzytwa po meczu przyznał, że w pierwszej połowie myśleli, ze sobie spokojnie pograją piłeczką. Spotkała ich niespodzianka, bo tamci wylecieli na boisko z mordem w oczach. Jeszcze takimi mistrzami nie jesteśmy, żeby wygrywać bez odpowiedniej mobilizacji.
Że przypomnę nasze mecze z Gaziantesporem.
Swoją drogą, ciekaw jestem obecnych średnich statystyk posiadania piłki w porównaniu do tych urbanowych. Odnoszę wrażenie, że tutaj przede wszystkim dużo się zmieniło. Nie próbujemy już dominować przeciwnika, tylko raczej czekamy na okazje.
Jak będziesz miał jeszcze wątpliwości, to weź pod uwagę, Ze Legia do końca roku rozegra tyle meczów, co Lech prawie przez całą rundę jesienną.
O tym tez jakoś wszyscy zapominają..
Jako człowiek oglądający sobotnie spotkanie zupełnie neutralnym okiem mogę tylko przypomnieć, że w naszych mediach (wcale nie tylko sportowych) nigdy nie da się wyczytać, że jest po prostu dobrze. Albo po prostu słabo. Albo po prostu średnio. Jest albo turbomegazajebiście, albo - znacznie częściej - arcyprzekoszmarnie. Stanów pośrednich nie stwierdzono.
Przed meczem panowało zgodne przekonanie, że Legia odskoczyła reszcie ligi o lata świetlne. A w związku z tym Lech zostanie - parafrazując klasyka - zgwałcony i wróci do Poznania z obitym pyskiem, skopanym zadem i bagażem minimum czterech bramek. Tymczasem wyszło jak wyszło, więc trzeba było naprędce napisać trochę bajek o "wspaniałym" Kolejorzu. Ot i cała filozofia.
Zamiast powtarzać farmazony lepiej przeczytaj
http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/Ekstraklasa/526711-kapitane-statystyki-henninga-berga.html
Ja oczywiście zgadzam się, z tym że stawianie autobusu czasami jest nawet konieczne i absolutnie nie krytykuję Skorży/Lecha, że miał taki pomysł na mecz. Byłoby to tym głupsze z mojej strony, że przecież osiągnęli cel minimum, a doprawdy niewiele zabrakło, aby wyciągnęli maksa z tego meczu.
Ale co innego twierdzić, że Skorża bardzo dobrze ustawił Lecha na ten mecz (bo ogólnie takie ustawienie na Legię się sprawdza), a co innego na tej podstawie piać, jaki to wspaniały mecz zagrał Kolejorz.
a-c10 - w 100% zgadzam się z uwagą na temat mediów. Dodałbym jeszcze, że dla większości dziennikarzy opisany obraz gry w danym meczu zdeterminowany jest tylko i wyłącznie przez wynik.
BTW, bo w sumie nigdzie o tym ni nie czytałem - ostatnia bodajże akcja meczu (już na pewno przy stanie 2-2), Dossa pada w polu karnym Lecha. Tam było jakieś zdarzenie kwalifikujące się na podyktowanie karnego, czy Dossa przewrócił się z głodu?
Dzięki CTP za poprawienie humoru
Ale akurat tę sytuację widziałem kilka razy i tam nic nie było - wiesz, w polu karnym dość często dochodzi do sytuacji "na dwoje babka wróżyła", ale w tym, konkretnym wypadku tak nie było - wszystko odbyło się czysto.
Nie to, żebym się czepiał ale póki co, jak wspomniałem, Legia Urbana po 10 kolejkach miała lepszy dorobek, niż obecnie. Ja rozumiem, że bardzo chciałbyś, aby te bergowa Legia była super hiper i w ogóle goliła wszystkich jak leci ale fakty są faktami. A matematyka jest wredna: 24 pkt, to jest więcej niż 20. Bramkowo, zresztą, też było odrobinę lepiej.
Na szczęście dla Berga, po tej 10 kolejce zespół się zaczął Urbanowi sypać. Tosik wyłączył z gry na długie miesiące Sagana a chwilę później do lekarzy trafili Żyro i Vrdoljak, więc jest szansa, ze jeszcze Twoje będzie na wierzchu.
@Zbyszek
To ja chyba już teraz wiem, dlaczego nasza internetowa gwiazda, Kubuś Rzeźniczak tak bardzo unika tzw. gry głową.
Z dwiema rzeczami napisanymi wyżej jednak się nie zgodzę: 1. że Poznań nie wie, co to wojna; 2. że poznańskie media piszą w trybie oznajmującym, że Junior sfaulował Wilusza. Raczej są takie, nie naruszające dobrego smaku, pytania, domysły, a co by było gdyby. Ale na deklarację wprost: "Dossa Jr. sfaulował Wilusza i kontuzjował go w sytuacji na 2-2" ja nie natrafiłem.
Co do liczenia punktów Urban - Berg, to najlepiej będzie spojrzeć na koniec ligowej i pucharowej jesieni. Teraz będzie o tyle łagodniej, że tylko 19 kolejek Legia rozegra w lidze, a rok temu zagrała 21. Podliczymy, ile będzie w lidze, zsumujemy z tym, ile będzie w pucharach. I będzie porównanie. Teraz najważniejsze są Trabzon i Gliwice.
Co do kontuzji oprócz Saganowskiego reszta to były kontuzje mięśniowe spowodowane... złym przygotowaniem drużyny. Obecny sezon dobitnie pokazuje że tam był popełniony olbrzymi błąd wynikający z niewiedzy.
Oprócz tego dochodzi obecnie poczucie pewności siebie i stabilizacji w Legii co potwierdzają zawodnicy jak i postronni obserwatorzy, oczywiście oprócz Ciebie
P.S. Dodam jeszcze terminarz jaki mieliśmy w tamtym roku na początku a jaki mamy w tym roku
Ciekawy jestem jak długo jeszcze pewne osoby porównywać będą rzeczy nieporównywalne ?
Czy kadra Legii z zeszłej jesieni była równa obecnej ?
Czy wszyscy piłkarze grali w pełni zdrowi ?
Czy Lokeren jest równie mocny jak Lazio ?
Itd, itp
Dla mnie, kibica Legii najważniejsze jest to, że zdjęcia obu panów wiszą obok siebie w miejscu, o którym marzyło(y) wielu trenerów
Ale, dzięki Bogu, przekroczył.
I patrząc na dorobek punktowy w lidze rozmaitych trenerów Legii, zdobywając średnio ponad 2 punkty na mecz ligowy (uogólniając nawet na trenerów z lat 70-tych i 80-tych system: remis - 1 pkt., wygrana - 3 pkt), Urban zajmuje bardzo wysokie miejsce. A w jakich warunkach pracował w latach 2007-2010, to lepiej nie wspominać. Można oczywiście takie bzdety podawać, że siatkonoga (co i za Berga się dzieje i czym się Niemcy w Brazylii zajmowali), że skład miał najsilniejszy i zdobył ledwie 1 MP (zdobył 2, jak ogólnie wiadomo), itd. Obciążały go puchary i niezmienny sposób gry, niezły na Polskę, fatalny na rozgrywki międzynarodowe. Ale był wspaniałą odtrutką po koszmarach późnego Wdowczyka i drugiego Zielińskiego w 2006/07 i po przegranym Skorży, który nie dość, że wygrał ligę dla Śląska Wrocław i wystawił tym samym Legię na pośmiewisko, jak chyba mało kto w historii, to jeszcze w przeddzień tego wyczynu wziął podwyżkę, zniknął, a głupia Legia musiała mu płacić do czasu, aż czmychnął do szejków.
Nam się dzisiaj Legia na 1. miejscu w lidze wydaje czymś naturalnym, jak to, że nikt nam w kraju nie podskoczy. Ale jeszcze niedawno 1. miejsce na koniec sezonu było tylko obiektem westchnień. I to Urban na dłużej posadził Legię na 1. miejscu w kraju. W sobotę widzieliśmy, jak mocno sami sobie możemy zaszkodzić. To cenię u Urbana, że w kraju, po latach posuchy, na tyle zapanował nad towarzystwem, że wreszcie był wynik na miarę możliwości. Będę go, choćby prawem kontrastu ze Skorżą (49 i 53 punty w kolejnych sezonach - coś na poziomie Jagiellonii), zawsze dosyć miło wspominał.
Bergowi życzę jeszcze lepszych statystyk.
Ej, no nie traktuj aż tak śmiertelnie poważnie moich wpisów "Urban vs Berg". A przynajmniej nie bardziej poważnie niż ja sam je traktuję.
"reszta to były kontuzje mięśniowe spowodowane... złym przygotowaniem drużyny"
No, ja mam nieco inny pogląd na tę kwestię. Ale już nie chcę znęcać się nad Leśnodorskim i tym dietetyku-szarlatanie.
Kibic, przepraszam ale długimi miesiącami Ty byłeś mistrzem porównań trenerów i na moje argumenty podobne do obecnie Twoich prychałeś
Corazstarszy, tak nadal będę tak uważał, co więcej takie wynalazki jak Zieliński, Skorża czy Urban nigdy nie powinny trenować Legii. To były utopione miliony. Zamiast dobrać wartościowy sztab szkoleniowy topiono kasę w kolejne rewolucje kadrowe. Byłem zawsze po stronie ITI w dwóch konfliktach ale polityka zatrudniania trenerów była dla mnie nie zrozumiała. Więcej, zdobycie wtedy MP storpedowałoby cały ten pseudo protest.
Zacytuje na koniec moje ulubione żeglarskie powiedzenie, "Nie pomoże super łódka gdy za sterem kawał f...a".