Logo

Irlandia - Polska 1-1: Zwycięstwo było blisko

W piątym meczu eliminacji do mistrzostw Europy we Francji Polska zremisowała w Dublinie z Irlandią 1:1. Prowadzenie dla reprezentacji Polski zdobył w pierwszej połowie Sławomir Peszko. Wyrównał w doliczonym czasie gry Shane Long.

Polska przystąpiła do niedzielnego meczu, mając na koncie dziesięć punktów zgromadzonych dzięki trzem zwycięstwom i jednemu remisowi. Gorzej wyglądała sytuacja Irlandczyków, którzy po jesiennej porażce ze Szkocją mieli na koncie siedem punktów. To gospodarze bardziej potrzebowali zwycięstwa. Skończyło się na remisie, który pozwolił Polsce na zachowanie pierwszego miejsca w tabeli i minimalnej punktowej przewagi nad reprezentacjami Szkocji i Niemiec.

Trener Adam Nawałka wystawił następującą jedenastkę: Fabiański – Olkowski, Glik, Szukała, Wawrzyniak – Peszko, Jodłowiec, Krychowiak, Rybus – Milik, Lewandowski. O absencji Jakuba Błaszczykowskiego i dylematach związanych z obsadą bramki powiedziano i napisano przed meczem wiele. Znaki pytania można było również postawić przy nazwiskach obrońców: Pawła Olkowskiego, Łukasza Szukały, który wolał saudyjskie petrodolary od gry w Europie oraz kolejny raz 'odkurzonego' z konieczności Jakuba Wawrzyniaka. Trener gospodarzy Martin O'Neill odpowiedział jedenastką w składzie: Given – Coleman, Wilson, O'Shea, Brady – Hoolahan, Whelan, McCarthy, McGeady – Walters, Keane. Weteran Robbie Keane, aktualnie broniący barw amerykańskiego LA Galaxy, rozegrał tym samym 139. mecz w barwach reprezentacji Irlandii, dystansując w rywalizacji o miejsce w składzie napastnika Southampton, Shane'a Longa.

W pierwszych minutach meczu obie drużyny łatwo traciły piłkę, a na boisku mało było jakości i płynności. W 10. minucie po stałym fragmencie gry nasi reprezentanci stracili z oczu pomocnika gospodarzy Hoolahana, który oddał strzał na bramkę Fabiańskiego, na szczęście było to uderzenie niecelne. W tym fragmencie meczu ciężkie boje z Waltersem toczył Wawrzyniak. Z drugiej strony tradycyjnie adresatem wielu podań był Lewandowski, ale nasz kapitan, pieczołowicie pilnowany przez irlandzkich defensorów, nie był w stanie niczego wykreować.

W 20. minucie Polacy oddali pierwszy strzał na bramkę Givena. Z rzutu wolnego dośrodkował Rybus, do piłki doszedł Krychowiak, niestety uderzył niecelnie. Jednak sześć minut później Polacy wyszli na prowadzenie. Odebraliśmy gospodarzom piłkę pod ich polem karnym, w 'szesnastkę' wpadł Sławomir Peszko i precyzyjnym strzałem z lewej nogi zdobył gola dla reprezentacji Polski.

Gol nie zmienił przebiegu gry. Żadna z drużyn nie chciała się odkryć. W 33. minucie z rzutu wolnego na bramkę gospodarzy uderzył Rybus, ale piłka o kilka metrów minęła cel. Irlandczycy odpowiedzieli atakiem, po którym Wawrzyniak sfaulował Colemana. Wydawało się, że może być niebezpiecznie, ale Brady wyraźnie przerzucił dośrodkowanie i piłka przefrunęła przez pole karne ponad głowami piłkarzy. W 38. po dobrej akcji Irlandczyków znów szarżował Coleman, ale nie zdołał dośrodkować piłki w pole karne. W końcówce pierwszej połowy zagotowało się w naszym polu karnym, między innymi do strzału doszedł McGeady, którego techniczne uderzenie minimalnie minęło słupek bramki Fabiańskiego. Polacy odpowiedzieli kolejnym odbiorem Peszki, który po zmianie pozycji z Rybusem postraszył Colemana, zmuszając irlandzkiego obrońcę do faulu. Dośrodkowania Rybusa nie udało się jednak zakończyć strzałem.

Do przerwy Polacy prowadzili 1:0. Pierwsza odsłona meczu stała na słabym poziomie, ale dzięki bramce Peszki to nasza reprezentacja było bliżej wywalczenia bezcennych trzech punktów.

Drugą połowę obie drużyny rozpoczęły bez zmian w składach. W 50. minucie Glik wysoko wyszedł do Keane'a, atakując irlandzkiego weterana łokciem. Gospodarze otrzymali rzut wolny, a  Glik – żółtą kartkę, która wykluczy go z udziału w czerwcowym meczu z Gruzją. Stały fragment gry nie doprowadził do zagrożenia pod bramką Fabiańskiego. Niebezpiecznie zrobiło się za to dwie minuty później, kiedy po szarży Brady'ego i rykoszecie od głowy Peszki, piłka trafiła w słupek bramki reprezentacji Polski.

Irlandczycy wyraźnie przyspieszyli grę, ale nasza reprezentacja w tym fragmencie meczu dobrze się broniła i nie dopuszczała gospodarzy pod bramkę Fabiańskiego. Brakowało natomiast umiejętności przeniesienia ciężaru gry na połowę gospodarzy. W 59. minucie bardzo źle zachował się Szukała, tracąc piłkę i faulując Waltersa. Drugi z naszych środkowych obrońców zobaczył żółtą kartkę. Do rzutu wolnego podszedł Brady, ale kolejny raz za mocno kopnął piłkę i nie trafił w bramkę. W 62. po starciu z McGeadym padł Glik, na szczęście był w stanie wrócić na boisko. W 64. minucie po rzucie rożnym celnie na bramkę Polski uderzył Wilson, lecz Fabiański spokojnie interweniował.

Nasza reprezentacja cofała się coraz bardziej. W 68. minucie McClean zastąpił McGeady'ego. Gospodarze raz po raz przedzierali się skrzydłami, jednak ich akcjom brakowało wykończenia. W 72. doskonały rajd przeprowadził zmiennik McClean, do strzału głową doszedł Keane i drugi raz w tym meczu piłka odbiła się od słupka polskiej bramki. Świetną interwencją popisał się w tej sytuacji Fabiański.

W 82. po stracie Olkowskiego gospodarze przeprowadzili kolejny groźny atak. Do strzału w polu karnym doszedł Coleman, ale fatalnie przestrzelił. W barwach gospodarzy na końcówkę meczu pojawił się Long. W polskiej drużynie Sebastian Mila zmienił Arkadiusza Milika, a w 87. minucie na boisku pojawił się Michał Kucharczyk, zmieniając strzelca gola, Sławomira Peszkę. W 90. minucie po rzucie wolnym w zamieszaniu w polu karnym Fabiański z najwyższym trudem wybił piłkę na rzut rożny. Po dośrodkowaniu na długi słupek piłka strącona na środek pola karnego trafiła do Shane'a Longa. Snajper Southampton z najbliższej odległości wepchnął futbolówkę do siatki. Było 1:1. Nasi reprezentanci próbowali jeszcze odzyskać prowadzenie - najpierw szarżował Kucharczyk, potem mieliśmy rzut rożny, kilka chwil później z dystansu strzelał Lewandowski, ale wynik nie uległ już zmianie.

Mecz był brzydki, twardy, chaotyczny, a zwycięstwo wypuściliśmy z rąk w ostatnich minutach, co zawsze wywołuje niedosyt. Trzeba jednak podkreślić, że z przebiegu gry Irlandczycy z pewnością zasłużyli w niedzielny wieczór co najmniej na remis.

Dyskusja (23)
1niedziela, 29, marzec 2015 23:39
QD
Dla mnie dzisiejszy mecz przegrał Nawałka:
- w drugiej połowie każdy atak Irlandczyków szedł stroną Olkowskiego, który popełniał błąd za błędem. Chłopak kwalifikował się do zmiany na długo przed wejściem Mili, ale trener tego nie widział.
- grać autobusem też trzeba umieć. Przez większą część 2giej połowy myślałem, że naszym pop prostu brakuje sił, ale po straconej bramce okazało się, że nie. Ciągłe przewracania się (na które sędzia uparcie nie chciał się nabrać) i wybijanie piłki na oślep to była strategia, która odbiła się nam czkawką.

Na szczęście Irlandczycy byli na tyle słabi by tylko raz nas skarcić.
2poniedziałek, 30, marzec 2015 00:45
Senator
Mecz w naszym wykonaniu słaby ponieważ zawodnicy w głowach ( ach te głowy! ) zakodowali sobie dowiezienie wyniku. Stawiam tezę , że przy takiej grze bardziej przydatny byłby Błaszczykowski niż był Lewy.
Niestety jednym ze słabych punktów był Jodła. Potrzeba było dużo więcej spokoju w sensie gramy swoje, tyle tylko że to wymagałoby dużo większej ruchliwosci na boisku.
Ogólnie nie ma co płakać jeden punkt w prawdzie nie trzy ale ciągle jesteśmy w grze na bardzo dobrej pozycji wyjściowej do awansu.
3poniedziałek, 30, marzec 2015 01:13
a-c10
Trzeba jednak podkreślić, że z przebiegu gry Irlandczycy z pewnością zasłużyli w niedzielny wieczór co najmniej na remis.

Dokładnie. Nie ma co płakać nad golem straconym w ostatnich sekundach. Raczej wypadałoby podziękować Opatrzności, że był to gol na 1:1, a nie np. na 4:1 dla gospodarzy, bo i tak mogło być.

Zgadzam się z QD. Nawałka strasznie dziś umoczył. Od początku wyjście 4-4-2 bez nikogo kreatywnego w środku akurat na Irlandię wydawało mi się pomysłem zdecydowanie zbyt ryzykownym. No i wyszło na to, że - niestety! - miałem rację. Zwłaszcza pod koniec miejscowi kompletnie nas zdominowali. Niby trudno - wbrew temu, co radośnie pieprzył przez pół meczu Tomasz Hajto - wymagać od naszej kadry uwidaczniania przewagi w jakości nad jakimkolwiek sensownym przeciwnikiem. Tyle że Irlandczycy dziś absolutnie takim nie byli. I całe szczęście, bo poważniejszy rywal po prostu by nas zamordował. Eire grało kick&rush i to w stylu wyjątkowo wręcz prymitywnym. Niech mi tylko nikt nie opowiada o Wyspiarzach. W V lidze angielskiej - wiem, widziałem - gra się znacznie bardziej wysublimowany taktycznie futbol. Tu było po prostu łupu-cupu i do przodu, a nuż się uda.

Naprawdę wstyd, że takiemu rywalowi pozwoliliśmy się aż tak stłamsić. Ale tu należy, niestety, wrócić do selekcjonera i wytknąć mu takie, a nie inne ustawienie. Co, przepraszam, mieli na boisku robić Lewandowski z Milikiem? Walczyć o główki z drwalami z irlandzkiej obrony? A może czekać na płaskie piłki zagrywane przez Jodłowca i Krychowiaka? No. Czekaj tatka latka.

No i jeszcze te zmiany. Dlaczego Mila wszedł tak późno? Dlaczego ten nieszczęsny Olkowski wytrwał do końca meczu? Echhh...

Żeby nie było, że tylko zrzędzę, na koniec garść pozytywów:

a) wynik. Powtarzam, nie ma się co roztkliwiać nad momentem utraty gola. Punkt jest, a mogło (i raczej powinno) go nie być. I trzeba ten punkt uszanować.

b) Fabiański. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłem jakimś jego wielkim fanem. A już kompletnie mnie do siebie zraził, gdy parę lat temu - pardon - posrał się w portki przed meczem z Irlandią, ale tą z północy. Widać jednak, że regularna gra wreszcie zrobiła z niego piłkarskiego mężczyznę. Lepiej późno, niż wcale.

c) Glik + Szukała. Jasne, zwłaszcza ten drugi parokrotnie zachował się tak jakoś niezbyt sprytnie. Niemniej, summa summarum tak stabilnej pary stoperów nie mieliśmy od o-ho-ho i jeszcze ciut.

d) Lewandowski. Rzadko typa chwalę, bo i rzadko - w ujęciu reprezentacyjnym - jest za co. Tym razem jednak pokazał się fajnie. Może nie jako piłkarz, bo i średnio miewał ku temu okazje, ale jako kapitan. Dobra robota.
4poniedziałek, 30, marzec 2015 02:01
iocosus
W 88 lub w 89 minucie meczu, taka myśl mnie nawiedziła, jeżeli wygramy to spotkanie, to komentarz na c-L sprowadzę do zdania „zwycięzców się nie sądzi”.

Niestety w doliczonym czasie gry Irlandczycy gola wbili i trzeba się produkować. Kiepsko ten meczyk wyglądał z naszej strony, ambicję, wolę walki trzeba docenić, dają też do myślenia słowa Krychowiaka że „rok temu taki mecz byśmy przegrali”, zatem pozytyw jest, punkt na wyjeździe również się liczy, ale coś mi się tak zdaje, że z tego remisu najbardziej ucieszyli się Szkoci i Niemcy. Popadać w rozpacz nie ma sensu, wszak przed meczem wielu uważało że podział punktów należałoby brać w ciemno, a jednak … jest niedosyt, żal utraconej szansy. Przy tym gdybyśmy korzystny rezultat dowieźli, to w sportowych realiach trzeba by było stwierdzić, że na wygraną nie zasłużyliśmy, smakoszom Guinessa bramka się należała jak psu kiełbasa i tu jest we mnie jakaś nuta zawodu, że po prawdzie oprócz ambicji, nakręcania się do upartego parcia na bramkę Fabiańskiego, to nic szczególnego w piłkarskich arkanach nasi rywale nie pokazali. A to i tak wystarczyło, żeby mówić – remis jest sprawiedliwy. Czy aby na pewno? Jeśli miałby być ze wskazaniem to przecież na Irlandczyków. Powtarzam się za A-c10 ale taka jest prawda. A przecież ponoć my słyniemy z kontry, przez godzinę mamy wynik, który taką grę powinien nam umożliwiać i co dupa blada, nie jesteśmy w stanie zawiązać żadnej akcji, pod bramkę Irlandczyków bardziej zdecydowanie przenosimy się dopiero po stracie gola. Głowa, głowa, głowa podświadome skoncentrowanie się na obronie rezultatu (powtarzam za Senatorem), ale to też wyraz jednak braku pewności siebie – zróbmy wszystko żeby dowieźć wynik do końca, nie atakujmy, nie odsłaniajmy się bo to zbędne ryzyko, sił na powrót na własną połowę może nie starczyć. Skutkiem takiego myślenia piłka jak bumerang wracała pod nasze pole karne, w końcu została wepchnięta do siatki. Chwała Irlandczykom za ambicję i nieustępliwość.

Czy pierwszy mecz w 2015 potwierdził że mamy już zespół godny Euro 2016? Nie do końca. Miałem takie wrażenie, że tym razem Nawałka stał się zakładnikiem tego co sam wymyślił (ponownie za kimś się powtarzam). O ile Lewego harującego na placu było widać, to z Milika pożytku tym razem zbyt wielkiego nie było. Krychowiak na przedmeczowym zgrupowaniu brał antybiotyki, a i tak był bardziej widoczny od Jodły. Rybus niby poprawnie, przy golu miał udział, ale z kreowania akcji to się mimo wszystko nie wywiązywał. Olkowski sądzę że drugiego tak słabego meczu w reprezentacji już nie zagra, nie dlatego, że Nawałka zaprzestanie go powoływać, nie, moim zdaniem drugi raz już się tak nie spali, bo tylko nerwy, stres, widzę jako powód tak zatrważającej dyspozycji.

Zwolennicy Błaszczykowskiego po tym meczu mają argument że tej klasy piłkarz w formie reprezentacji bezwzględnie by się jednak przydał. Pytanie już moje, czy Kuba jest w stanie zaakceptować obecny układ w kadrze, jeżeli ma być jednym wielkim fochem, mającym żal i do Lewego i do Nawałki, to nawet w niezłej dyspozycji lepiej dać sobie z nim spokój. Ponownie może się okazać, że będzie najlepszym na placu, tylko co z tego gdy kadra ponownie przegra.

Glik za żółte kartki odpadł na mecz z Gruzją, ciekawe kogo Nawalka dobierze na drugiego środkowego obrońcę. Szukała niby nie zawiódł, ale w jednej akcji wpierw walnął babola, a później spóźniony faulował, wskrzesił tym moje wątpliwości o których po jesieni już mi nie wypadało głośno wspominać.

W perspektywie repry liczę, że Karol Linetty będzie i wiosną i latem i jesienią grał, a nie siedział na ławie lub kopał w rezerwach w jakimś bogatym zagranicznym klubie. Rozwijający potencjał Linetty może być dużo pożyteczniejszym od Jodły, którego i zalety i wady doskonale znamy. Plus ogarnięty Błaszczykowski, plus alternatywa dla systemu 4-4-2 czyli „10” którą nie jest ani Lewy ani Milik. Czyli Mila, może Piotr Zieliński zreaktywuje się jednak w tej Italii. Plus rekonwalescenci w obronie Piszczek i Jędrzejczyk , plus rywalizujący o skrzydło: Peszko, Grosicki, Żyro, Kucharczyk. Ponoć w Tereku Rybus jest próbowany jako lewy obrońca, gdyby to wypaliło to i kadra by skorzystała. Gdyby wszystkie plusy uwzględnić to może i reprezentacja jest godna Euro 2016, na razie bardziej zagrała w interesie Szkotów niż swoim własnym.
5poniedziałek, 30, marzec 2015 02:27
Senator
Ja od początku mówiłem i mówię nadal Nawałka to nie moja bajka ale jedno trzeba mu przyznać, ma nosa do odkurzania zawodników. Mila teraz Peszko.
@ Iocosus
z tym zakładnikem samego siebie moim zdaniem trafiłeś w punkt. Mam tylko nadzieję, że odróżnia konsekwencję od ślepego uporu.
6poniedziałek, 30, marzec 2015 08:47
CTP
"czy Kuba jest w stanie zaakceptować obecny układ w kadrze"
Od tego jest selekcjoner, żeby tę sprawę załatwić. Jeśli jest taka sama dupa jak Domenech, to wcześniej czy później zostanie zdemaskowany.
7poniedziałek, 30, marzec 2015 09:16
O samym meczu nie ma co pisać, (wszyscy widzieli) więc tym razem pozwolę sobie na taki żarcik Smile

"Czytam Panowie te wypowiedzi i muszę przyznać, że wychodzi mi na to, że Nawałka to jakiś magik i szarlatan. Kompletnie nie umie dobrać składu personalnego, ocenić potencjału piłkarza, dokonywać zmian, czy w końcu reagować na sytuację na boisku. Tyle tylko, że kompletnym szokiem jest fakt, że przy takim dyletancie nadal jesteśmy na pierwszym miejscu w grupie.
A poważniej, to sorry, ale naprawdę nie dziwmy się trenerowi, że ma swój plan. To On widzi swoich graczy na treningach, to On przygotowuje taktykę pod kolejnych rywali. Czasem pasuje mu ten, a czasem tamten zawodnik.
Jeśli gdzieś widzę przyczyny takiej, a nie innej gry z Irlandią, to jest nią organizacja gry, której w zasadzie nie widzę i gra w ofensywie, która woła o pomstę do nieba.
Oczywiście dostrzegam fakt, że wszelkie pozytywy trenera Nawałki przypadają na okres jesienny, ale chciałbym zwrócić uwagę, że nie widzę żadnego powodu aby nie dając trenerowi zakończyć rozpoczętej pracy oceniać jego założenia już teraz. Szczególnie mając na uwadze fakt, że tych ostatnich ni cholery nie znamy.
Poza tym jaka to wiedza pozwala nam ze stu procentową pewnością stwierdzać, że wybory trenera są złe? Czy to przypadkiem nie jest mieszanie w kociołku w którym gotuje się strawa, o której nie mamy zielonego pojęcia, a wszystkie „złote” pomysły na cudowny przepis wygłaszamy już po podaniu na stół?"

- Słaby Olkowski czy Jodłowiec, bezproduktywny Milik czy brak Błaszczykowskiego ?

"Wybaczcie, ale miejmy świadomość, że skład ustala się przed, a nie po meczu. Na taki a nie inny dobór zawodników ma wpływ ogromna ilość czynników, takich jak forma fizyczna, psychiczna, zdrowie, wyniki badań, historia dotychczasowych występów czy choćby taktyka jaką na mecz przygotował sztab szkoleniowy. Z tej całej plejady przyczyn takiej a nie innej decyzji personalnej my kibice możemy znać co najwyżej kilka czynników. A i tak na koniec okazuje się, że wszystkie te ustalenia dotyczą człowieka, który potrafi być nieobliczalny".

- Taktyka ? Perfekcyjna Smile

"Chcieliśmy zaryglować dostęp do bramki. Zamknęliśmy się nie chcąc powtórzyć błędów ze Szkotami, mając nadzieję na wykreowanie czegoś z przodu. Taktyka się sprawdziła, zawiodło wykonanie, okazało się, że kilku zawodników nie jest w stanie udźwignąć obciążeń. Pozwoliliśmy grać rywalom chowając się za podwójna gardą, Do taktyki na Irlandię przyczepić się nie sposób, spokojna gra, uważna z tyłu i ataki bokami do przodu. Niestety założenia swoje, a zawodnicy swoje, niezrozumiałe zachowanie przy rzucie rożnym, popsuły przygotowany scenariusz. Z drugiej strony gdyby nie nasze pady, o których pisze QD i tak moglibyśmy to spotkanie wygrać. Podsumowując, w kwestii przygotowanej taktyki nie jestem w stanie Nawałce nic zarzucić"

Wybacz Monrooe, ale nie mogłem się powstrzymać Smile
Jesteś profetykiem !
8poniedziałek, 30, marzec 2015 10:16
iocosus
No i nie wiem z kim tu popitolić? Z mitycznym protetykiem, ptfu profetykiem! Z Kibicem50, czy z Monrooe? Smile

Protetyk grozę budzi reklamami corega coś tam, może to i adekwatny patron do meczów z Wyspiarzamy bo uzębienie można w nich stracić, trzeba się z tym liczyć, choć jeszcze bardziej że jakieś więzadła puszczą. Glik i Milik na telewizyjnym obrazku prawie już to zaliczyli, na szczęście „prawie robi różnicę” choć widok był straszny, prawie jak ten z Żyrki z Lechem.

Jedna w tej chwili uwaga do „mitycznego protetyka” niech będzie konsekwentny albo „trener ma swój plan” i brak „żadnego powodu aby nie dając trenerowi zakończyć rozpoczętej pracy oceniać jego założenia już teraz. Szczególnie mając na uwadze fakt, że tych ostatnich ni cholery nie znamy” albo niech nie przywołuje „organizacji gry, której w zasadzie nie widać” i skutkiem czego jest „gra w ofensywie, która woła o pomstę do nieba.” Zgodnie z anielskim przykazaniem „albo rybka, albo pipka”.

Wink
9poniedziałek, 30, marzec 2015 15:31
Zbyszek
Przepraszam Panów. Ja meczu nie oglądałem i wyniku nie znam. Tak przypadkiem przeczytałem wpisy i grzecznie zapytam , z nadzieją,że nie przeszkadzam w cierpiętnictwie : to ile nasza drużyna z tymi Irlandczykami przegrała ? 5 do koła czy dziewięć.A może jeszcze wyżej. Radzę trochę zimnej wody dla ochłody.Pozdrawiam.
10poniedziałek, 30, marzec 2015 16:16
iocosus
„Z jednej strony mamy niedosyt, ale z drugiej remis chyba może być zadowalający dla obydwu zespołów. Wiadomo, że szkoda jest tracić bramkę w doliczonym czasie gry. Jednak z przebiegu gry nie wyglądało to rewelacyjnie. Graliśmy lepsze mecze. Wydaje mi się, że podejmowaliśmy zbyt mało ryzyka w akcjach ofensywnych, jakbyśmy nie wierzyli, że warto stworzyć kolejne sytuacje do zdobycia bramki. Za bardzo skupiliśmy się na obronie. Zabrakło przytrzymania piłki i przez to nie mogliśmy wykreować klarownych sytuacji. Pomimo tego, że mieliśmy problemy kadrowe i zdrowotne, to podjęliśmy walkę.”

Wydaje się że ta opinia jest w miarę zbieżna z odczuciami przedstawionymi w tym miejscu, jej wyraziciela za cierpiętnika nie uważam, według mnie trzeźwo i adekwatnie ocenił przebieg wydarzeń, moim zdaniem zimna woda do ochłody Robertowi Lewandowskiemu kapitanowi reprezentacji nie jest potrzebna. Pozdrawiam szczególnie serdecznie. Wink
11poniedziałek, 30, marzec 2015 17:03
Senator
O czym pan pitoli panie Zbyszku? Remis dalej stawia nas w sytuacji w której wszystko zależy od nas czyli jest ok. Natomiast sam mecz to koszmarek wynikający z mentalnego przyjęcia w głowach bronimy wyniku. Nie grali nic ,a przecież już się wydawało że coś potrafią.
Nawalka musi szukać porządnego rozgrywającego i tyle. Nikt tu w czarną rozpacz nie wpadł.
12poniedziałek, 30, marzec 2015 17:37
a-c10
@ Zbyszek:

Popieram Senatora. Czarnej rozpaczy nie ma. Jest zawód, do którego chyba mamy prawo, nie? Wiktoria w Dublinie może nie dałaby nam awansu, niemniej bardzo znacząco by ów awans przybliżyła. A że sama wiktoria była jak najbardziej w zasięgu ręki, to - skoro meczu nie oglądałeśWink - musisz mi uwierzyć na słowo. Z całym szacunkiem dla Irlandczyków, to jest zespół, który drużyna marząca o ME po prostu ma obowiązek pokonać. Oprócz zwyczajowej determinacji i woli walki podopieczni O'Neilla nie pokazali a b s o l u t n i e nic. Dłuuugie lagi na Waltersa, bieganina po skrzydłach i tyle. Futbol z jaskini. Niestety, my pokazaliśmy jeszcze mniej. To przecież wcale nie szło o to, że Shay Given miał dzień konia. Wręcz przeciwnie. W drugiej połowie - a i przez większość pierwszej - facet mógł był sobie usiąść, oprzeć się o słupek i wyciągnąć jakąś książkę. Przynajmniej nie miałby poczucia zmarnowanego czasu.

Oczywiście, punkt to punkt i, jak pisałem wyżej, trza go szanować. Zgodnie ze słowami Senatora, wszystko wciąż w naszych rękach (a raczej nogach i głowach). Niemniej, w moim - i, jak mniemam, nie tylko - serduchu powstała wczoraj pokaźna obawa o to, jak te nogi i głowy będą pracować w następnych meczach. Bo jeśli tak, jak wczoraj, to najpewniej za parę miesięcy będziemy roztrząsać dlaczego znów się nie udało.
13poniedziałek, 30, marzec 2015 17:40
a-c10
I jeszcze w wątku pobocznym: nie sądzę, aby akurat tym razem nieobecność Błaszczykowskiego miała jakiekolwiek znaczenie. W ogóle wbrew dyrdymałom szerzonym przez medialne wyrocznie jestem gotów uwierzyć selekcjonerowi, że gracz BVB nie został powołany ze względów czysto sportowych. Niemniej, jeśli sytuacja powtórzy się przed następnymi zgrupowaniami i wyjdzie na to, że Nawałka faktycznie odstawia kogoś ze względów pozasportowych, będę mocno zaniepokojony.
14poniedziałek, 30, marzec 2015 18:24
@iocosus

"No i nie wiem z kim tu popitolić?"

Chętnie bym popitolił, gdyby było o czym.
Mecz "drwali" z "cieniasami" nie zasługuje nawet na pitolenie.
Jeden strzał na bramkę, na szczęście celny na 96 min w dyscyplinie, w której "solą są gole" to parodia futbolu.
Gdyby zawodnicy grający w białych strojach reprezentowali np Afganistan, telewizor wyłączyłbym w 15 min.
Największe emocje przeżyłem podczas słuchania hymnu narodowego i losowania stron boiska.
Potem było tylko gorzej.

Wszystko nt "meczu" napisał ac-10. Nic dodać nic ująć. Knot, jakich mało.
15poniedziałek, 30, marzec 2015 23:01
iocosus
@ Kibic50

Sądzisz że Grecy przejmowali się stylem gdy król Otto wiódł ich do portugalskiej wiktorii? Nie emocjonowali się, nie cieszyli? Aczkolwiek to jest sprawa do dyskusji, przyznaję posiadam wewnętrzną rozterkę czy z helleńskiej drogi brać przykład, całe życie sympatyzowałem z Holendrami, ze względu na to jak grali, stracili moją przychylność w RPA w 2010 roku, gdy doszli do finału mundialu.

Natomiast po 45 minutach meczu z Irlandczykami byłem usatysfakcjonowany, druga połowa to zgodzę się diablo kiepska w naszym wykonaniu, ale gdyby, sędzia gwizdnął faul na Fabiańskim, albo gdyby Mila, Wawrzyniak, Glik zachowali się troszkę inaczej, gdybyśmy dowieźli wygraną do końca, to cieszyłbym się i dowodził „zwycięzców się nie sądzi”. Ale tak się nie stało, a z gdybologii magisterkę można pisać tylko na internetowych blogach. Ani na kreowanie akcji się nie zdobyliśmy, ani tak skuteczni w obronie jak falanga hoplitów w 2004 nie byliśmy i pojawia się pytanie, czy tak grając jak w drugiej połowie w Dublinie, dowieziemy przynajmniej drugie miejsce do końca eliminacji. A jeżeli nie chcemy tak grać, to co zmienić, w czym tkwi problem, jak go zneutralizować, jest jakieś panaceum, inne rozwiązania, możliwości. Rzecz jasna decyzje będzie podejmował Nawałka, nam pozostaje kibicowskie pitolenie.
16wtorek, 31, marzec 2015 09:49
@iocosus

"Sądzisz że Grecy przejmowali się stylem gdy król Otto wiódł ich do portugalskiej wiktorii?"

Od przysłów co prawda jest Zbyszek, ale ja też znam kilka,
"Trafiło się jak ślepej kurze ziarnko", "Każda strzelba raz do roku sama strzela"
z tym, że marzeń o sukcesach kadry nie chciałbym opierać na przysłowiach.

"ale gdyby, sędzia gwizdnął faul na Fabiańskim..."

- Ale gdyby zamiast dwóch słupków padły dwie bramki...
W tych gdybaniach akurat lepsi byli "drwale" więc to my, nie oni powinniśmy sie cieszyć z fartownego remisu.

"całe życie sympatyzowałem z Holendrami.."

No widzisz, bo dziś jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii, który z pewnością sympatyzował z nimi nie mniej tak mówi:

- Johan Cruyff ostro o kadrze Holandii: "Aż oczy bolą od ich oglądania!"
Mnie bolą zęby, jak patrzę na grę kadry, nawet w zwycięskim meczu z Niemcami.

"A jeżeli nie chcemy tak grać, to co zmienić, w czym tkwi problem, jak go zneutralizować, jest jakieś panaceum, inne rozwiązania, możliwości"

To jest akurat najtrudniejsze pytanie, na które pitolą wszyscy chyba od 82 r
Gdybym to wiedział, byłbym na miejscu Nawałki Smile

Mnie bardziej martwi postawa Tomka Jodłowca. Co sie stało w przerwie zimowej, że o jednym z naszych najlepszych piłkarzy mówi sie tak: "był tłem swojego partnera w środku boiska. Przyczajony, wystraszony. Od pewnego czasu nie gra na swoim poziomie."
17wtorek, 31, marzec 2015 10:06
Lasica
Chciałbym, żeby naszym też się trafił przypadkowy wystrzał jak to nazywasz, jak Grekom, ale uważam, że to nie był przypadek. Taktyka była po prostu doskonale skalkulowana i ułożona pod piłkarzy jakich wtedy mieli. Kilku było w doskonałej formie, i inni ich lekceważyli jednak. Trochę farta też oczywiście było, ale fart jest w życiu i sporcie elementem niezmiernie ważnym.

"- Ale gdyby zamiast dwóch słupków padły dwie bramki...
W tych gdybaniach akurat lepsi byli "drwale" więc to my, nie oni powinniśmy sie cieszyć z fartownego remisu."


Nie porównywałbym błędu sędziego do dwóch niecelnych strzałów.

Strzał w słupek to strzał niecelny. Nic więcej.

Błąd sędziego i to taki który zmienia wynik to jednak zupełnie co innego.
18wtorek, 31, marzec 2015 10:12
"Błąd sędziego i to taki który zmienia wynik to jednak zupełnie co innego."

Nie wiem jak u Ciebie, ale w moim tv gol nie padł po błędzie sędziego (jeśli był)
Rzutów rożnych było w tym meczu wiele..
19wtorek, 31, marzec 2015 11:34
Lasica
Ok, dobra przy bramce było wszystko, ok źle się wyraziłem.

Błędów jednak było więcej. Dwie czerwone kartki dla Irlandczyków należały się jak psu buda. Moim zdaniem w 9 nie zrobiliby nam nic. Decyzje sędziego miały więc wpływ na wynik.
20wtorek, 31, marzec 2015 12:34
iocosus
@ Kibic50

Gdy po wyjazdowej wygranej w październiku zeszłego roku 0:1 z Trabzonsporem Gawin na c-L pisał:
„Nie ma co kryć, grając tak jak w drugiej połowie meczu w Trabzonie, Europy nie podbijemy. Bez umiejętności zatrzymania przeciwnika w środkowej strefie boiska, bez przeniesienia ciężaru gry pod bramkę rywala, długimi fragmentami meczu cofając się całą drużyną na przedpole własnej bramki, a i tak zostawiając wolne korytarze, wykorzystywane w Trabzonie przez ofensywnie nastawionego Bosingwę, można wygrać jeden czy dwa mecze, ale trudno upatrywać w takiej strategii sprawdzonego narzędzia, które pozwoliłoby bez strachu podchodzić do rywalizacji z przeciwnikiem silniejszym niż Trabzonspor. Posiłkując się wyświechtaną frazą, 'trzeba wyciągnąć wnioski'.”

To wówczas kibicu50 dowodziłeś: „ W zeszłym sezonie graliśmy "ładniej" z marnym efektem. Dziś potrafimy wygrywać i tylko to się liczy. Tak jak powiedział Vrdoljak: "Chcesz oglądać Barcelonę ? Jedź do Barcelony"” no i jeszcze jak najbardziej słusznie dodawałeś „Szacunek dla piłkarzy”, a w kontekście repry nawet stwierdziłeś: „Onegdaj graliśmy podobny mecz na wyjeździe i choć zakończony jedynie remisem, wspominamy go przez 40 lat...”, nie jest powiedziane, że ten remisowy punkt z Dublina nie przyczyni się do awansu repry i w 2015 roku. W tej chwili zamiast pisać o „knocie” powinieneś być konsekwentny i potwierdzać zdanie Zbyszka, na zasadzie którą wszak praktykowałeś: „Mało mieliśmy przez lata powodów do zadowolenia, tym bardziej trzeba docenić to, co zrobili nasi piłkarze.” Pięć meczów, trzy wygrane, dwa remisy, popadać w cierpiętnictwo i marudzenie niewskazane, ale też po drugiej połowie zastanawianie się, nad tym, żeby się nie powtarzała już jak najbardziej zasadne. Wink

Kibicu50 nie chce mi się sprawdzać, co pisałeś na Legia.net gdy w 2011 roku trener Gaziantepsporu grzmiał zarzucając Legii antyfutbol?
21wtorek, 31, marzec 2015 14:32
@iocosus

Cóż mogę powiedzieć ?
Może z wiekiem, apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Na poważnie, to Gawin miał rację. Europy nie podbiliśmy. Wygraliśmy kilka meczów przy (wg mnie) sprzyjających okolicznościach.
O finale na Narodowym pisałem od początku jak o bajce o żelaznym wilku.
I na koniec. Czym innym jest cieszyć się z "malutkich" sukcesów naszych (wszystkich) drużyn, czym innym dostrzegać w ich grze "wirtuozerię".

Nie mam pojęcia dlaczego z meczu z Irlandią zapamiętam Arka Milika wyłącznie z fryzury ala Marco Reus i pół TME. Jednego z 10 najlepiej zarabiających piłkarzy na świecie (RL) z nieprawdopodobnego sprintu, tylko że nie w tym kierunku co trzeba, Macieja Rybusa z odbijania się od Irlandczyków jak od skały, Sebka Milę z plaskacza, Tomka Jodłowca z człapania po boisku, Olkowskiego z amatorszczyzny itd itp.
Jeśli nasza reprezentacja ma awansować do finałów ME w Paryżu, aby rozegrać trzy mecze w grupie na miarę tego z Irlandią i wrócić do kraju, to lepiej żeby pozostała w domu. Szkoda naszych nerwów i kolejnych rozczarowań.

Ps
W 2011 jeszcze nie udzielałem się na forach.
22wtorek, 31, marzec 2015 15:01
a-c10
Nie no, ponocki, nie róbmy kwadratowych jaj i nie porównujmy niedzielnego występku Biało-Czerwonych do reprezentacji Grecji A.D. 2004. Hellada pod Rehhaklesem miała p l a n. Jak słusznie zauważył Lasica, plan świetnie dostosowany do ówczesnych charakterystyk i możliwości ich zawodników. Że realizacja tego planu nie była zbyt miła dla oka postronnego obserwatora? A kij postronnym obserwatorom w oko. Powiem szczerze: gdyby nasi grali w ten sposób i z takimi efektami, skakałbym z radości pod sufit i śmiałbym się w twarz wszystkim malkontentom.

W jesiennych meczach naszej kadry jakieś tam zalążki planu - śmiem twierdzić - dało się zaobserwować. Jasne, mimo świetnych wyników do perfekcji było wciąż bardzo daleko i zwłaszcza w meczu z Niemcami Pan Fuks musiał mocno nam pomagać. Niemniej, można było na tych spotkaniach oprzeć nadzieję, że coś jednak drgnęło i powoli, bo powoli, ale idzie w dobrym kierunku. Niestety, w niedzielę ta nadzieja zgarnęła soczystą fangę prosto w nos. Ot, wyszło sobie dziesięciu facetów ubranych w koszulki kryptosponsorowane przez Marlboro. Pobyli sobie co nieco na murawie. W tzw. międzyczasie jeden z nich jakoś nawet strzelił bramkę. Co jeszcze dziwniejsze, rywalom nie udało się strzelić więcej, niż jedną. I tyle. Tak koszmarnie pogubionej reprezentacji Polski nie widziałem od późnego Beenhakkera. To już nawet za Fornalika bywało lepiej, o rzekomo kompromitującej kadencji Smudy nie wspominając.

I o to właśnie mam największy żal. Wynik? Mniejsza z nim. Wskutek pokracznych rewolucji wujka Michela można sobie pozwolić na jedną, czy drugą wpadkę w eliminacjach i dalej mieć jak najbardziej realne szanse na awans. Chodzi o styl. Przy czym wcale, powtarzam, nie o jego estetykę, bo ta dynda mi i furkocze. O to, żeby w ogóle jakiś styl był. Bo gdy go nie ma, człowiek nie wie czego się spodziewać po następnych meczach. A jak nie wie, to instynktownie, nauczony doświadczeniem, zaczyna podejrzewać, że po staremu dostaniemy w pędzel.
23środa, 01, kwiecień 2015 22:14
Zbyszek
Przepraszam za dwudniowe milczenie,ale nowy tekst szykowałem i samo przemyślenie tematu nie stanowi problemu , ale nadal toczę straszliwą walkę z tą bezmyślną maszynerią piszącą. To co bym ręcznie napisał w godzinę kosztuje mnie mnóstwo nerwów i kilka razy więcej czasu.
A teraz ad rem. Ja to upojenie znam.Ja to już parę razy przeżyłem. Jak nasza drużyna coś tam ugra to już popadamy w zachwyt nad samymi sobą, jacy to my mocni i wielcy jesteśmy. I popadamy w ten stan samouwielbienia i uważamy,że jesteśmy na świecie najlepsi.Ta polska choroba nazywa się tromtadracja. Niestety ona jest nieuleczalna i ja też na nią lekarstwa nie mam. Mogę tylko współczuć.A każdemu narzekaczowi radzę obejrzeć mecz 17.10.1973 roku z Anglią na Wembley uznany za kamień milowy w rozwoju naszej piłki i ogromny sukces, którym karmi się pokolenia.I o tym taka anegdotka. Po awansie do MŚ W Niemczech działacze PZPN chcieli zrobić z 17 pażdziernika wielkie święto. Namawiali ówczesne władze jak to się mówiło partyjno rządowe co na jedno wychodziło, aby swoja obecnością uświetniły i zaszczyciły.A to kierownictwo zechciało na własne oczodoły obejrzeć to wydarzenie i cieszyło się jak niemądre i wyśmiewało jak to te Angole są gnębione, jak zabiera im się piłkę za każdym razem, jak ich bramkarz szaleje i broni i broni. Aż jeden z działaczy zwrócił uwagę, że nasi to tamcii. Kierownictwo od razu straciło zapał. Nie przyszło, nie uświetniło , a o dniu piłkarza już nikt nie pamięta. Sukces nie jest miarą jednoznaczną.Ale upatrywanie stanu klęski w remisie z silnym zespołem na wyjeżdzie nie jest uzasadnione.
A już szukanie prostych rozwiązań w postaci Błaszczykowskiego czy rozgrywającego moją inteligencję na szwank naraża. Bo to jest poprawianie rzeczywistości bez ponoszenia odpowiedzialności.Bo kto da gwarancję,że z nimi byłoby lepiej czyli byśmy wygrali. A jak byśmy przegrali to kto by wystawił na kopy tylną część ciała.Po meczu każdy jest mądry, a najmądrzejszy Hajto. Niech on tam w tej I lidze wygra z jeden mecz to może wtedy będę uważał,że może oceniać trenera w III lidze. Niech lepszych od siebie nie ocenia. Tylko niech się od nich uczy.Ale chyba od niego za dużo wymagam.
A tak naprawdę to cała sprawa wzięła się z żartu trenera Irlandczyków, który przed meczem na pytanie, kto jest faworytem odparł:popatrzcie na tabelę, to Polska jest na czele. Żart wzięto u nas na poważnie i zaczęto naszych piłkarzy tym mianem określać. I zaczęto zadawać sobie pytanie jak to się mogło stać,że faworyci nie wygrali?. Bo to Irlandia to zespół gorszy od tego jak mu tam Gibraltaru i naszym obowiązkiem było ich ograć.A że oni z Niemcami na wyjeżdzie zremisowali,że większość ich zawodników gra w silnej lidze angielskiej to o niczym nie świadczy. Ja bym powiedział o czym takie przekonanie świadczy ale się wstydzę świntuszyć.
Więc jednak próbujmy oceniać przez pryzmat wyniku i szacunku dla silnego przeciwnika, który zagrał bardzo zdecydowanie i z ogromnym zaangażowaniem., a nie przez własne chciejstwo. Bo to tak jak jakaś panna chciałby za księcia, tylko nie zauważyła,że Pan zapomniał jej majątku i urody dać.
Ja dostrzegam ogromny postęp w grze naszej drużyny po ponad pięciu zmarnowanych latach.Martwi mnie tylko,że zespół jest cały czas na musiku/ termin z gry w karty/,że trener nie ma możliwości sprawdzać nowych, młodszych zawodników, gdyż nie może podejmować ryzyka, bowiem każda przegrana to być może stracona szansa na awans.Zaś każdy punkt nas do tego celu przybliża.I tak trzymać Panie Trenerze Nawałka.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.