- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Znaczy Ljuboja
W znakomitym stylu Legia rozpoczęła sezon 2012/13. Korona Kielce, która zapowiadała się na wymagającego rywala, nie dostała cienia szansy na podjęcie wyrównanej walki. Dzięki wygranej 4:0 dołączyliśmy w tabeli do Lecha Poznań i Pogoni Szczecin. Klasą dla siebie był Danijel Ljuboja, który trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców.
To był start ocierający się o ideał. Korona grała w zeszłym sezonie naprawdę niezłą piłkę, podopieczni trenera Ojrzyńskiego dali się poznać jako drużyna twarda, zdyscyplinowana i waleczna. O pierwszym i trzecim walorze nie omieszkał przypomnieć zresztą Paweł Golański już w dziesiątej czy piętnastej sekundzie dzisiejszego meczu, równiutko z trawą kosząc Kubę Koseckiego. Co prawda z Koroną u siebie bilans mamy wyśmienity, ale każda passa musi się kiedyś skończyć, a my zbyt często łamaliśmy sobie w ostatnich miesiącach zęby podczas ligowych meczów rozgrywanych na własnym stadionie, żeby dopisywać sobie trzy punkty przed pierwszym gwizdkiem sędziego Siejewicza. To miała być trudna, ciężka gra. Tymczasem my tego solidnego ligowca z Kielc bez żadnych ceregieli spraliśmy na kwaśne jabłko, nacierając z taką pasją i energią, że wielu kibiców zapewne przecierało oczy ze zdumienia, nie mogąc poznać naszych ulubieńców.
Wielki dzień miał Danijel Ljuboja, z którego pleców najwyraźniej zdjęta została odpowiedzialność na jednoczesne konstruowanie i finalizowanie każdej akcji ofensywnej. Ljuboja nie będący zaborczym liderem, któremu ma być podporządkowane każde kopnięcie piłki na boisku, hasał po zielonej murawie niczym młody bóg, strzelając bramki, udanie dryblując, celnie podając, a nawet... bijąc młodszym kolegom brawa po ich nieprecyzyjnych zagraniach. Mistrzowski występ naszej gwiazdy.
Bohaterem drugiego planu był natomiast Inaki Astiz, który nieoczekiwania przypomniał sobie swoje najlepsze dni przy Łazienkowskiej, zachwycając skuteczną antycypacją i niepodzielnie rządząc w legijnej defensywie. Astiz w formie z meczu z Koroną jest prawdopodobnie tym środkowym obrońcą, który najlepiej z całej kadry będącej do dyspozycji Jana Urbana pasuje do obarczonego wysokim ryzykiem sposobu gry naszego zespołu, w którym obrońcy pozbawieni wsparcia ze strony zapędzających się do przodu pomocników, muszą w indywidualnych pojedynkach powstrzymywać kontrujących rywali. Oby renesans formy Inakiego stał się trwałym faktem.
Czuję się w obowiązku wspomnieć jeszcze o Danielu Łukasiku, któremu poświęciłem wiele sceptycznych słów w przedsezonowych komentarzach. Zresztą patrząc dziś na przedmeczowe składy, najbardziej obawiałem się właśnie o środek pomocy z Łukasikiem. Sądziłem, że zapędzający się do ataku Ljuboja, walczący o powrót do optymalnej dyspozycji fizycznej Vrdoljak i nieopierzony 'Miłek' mogą nie dać rady okiełznać pracowitości Grzegorza Lecha, waleczności Vlastimira Jovanovicia i potężnego ligowego doświadczenia Aco Vukovicia. Tymczasem w rywalizacji o opanowanie środka pola to Korona nie miała argumentów, a za to co Łukasik zrobił przy trzeciej bramce dla Legii, za odbiór i rozprowadzenie akcji finezyjnym podaniem do Marka Saganowskiego, temu chłopakowi, który jeszcze kilka miesięcy temu tylko figurował w kadrze Legii, bo jako piłkarz praktycznie nie istniał, należą się brawa przy podniesionej kurtynie.
Legia grała w sposób pozbawiony kalkulacji, demonstrując zapalczywą chęć strzelenia jak największej ilości bramek i wykorzystania tego, że formacje Korony w pewnym momencie klasycznie 'połamały się' na boisku, tworząc nam mnóstwo miejsca do wyprowadzania szybkich ataków. Legię wygrywającą w tak przekonywujący, tak lekki sposób, chciałoby się widzieć jak najczęściej.
Oczywiście, to dopiero pierwszy mecz i nie ma sensu popadać w przesadny entuzjazm. Miniony sezon Lech Poznań rozpoczął tak, że wydawało się, że reszta ligi zostanie zdublowana przez nieprawdopodobnie skutecznie grającą maszynkę pod wodzą trenera Bakero, tymczasem na koniec sezonu Lech puchary ratować musiał rzutem na taśmę, już bez z ulgą pożegnanego Hiszpana... Jan Urban również zapewne pamięta, że swój ostatni sezon w Legii rozpoczął od bezdyskusyjnego 4:0 z Zagłębiem Lubin na inaugurację, a jednak rozgrywki kończył nie on, lecz Stefan Białas, a Legia do pucharów się nie zakwalifikowała.
Nie porwał swoją dyspozycją Kuba Rzeźniczak, który zwłaszcza w pierwszej połowie kilkukrotnie zagrał w obronie w sposób chaotyczny i nerwowy, prowokując niebezpieczne rzuty wolne bite przez Koronę tuż zza naszego pola karnego. Wyrachowania brakowało Michałowi Kucharczykowi, który, choć po profesorsku zapracował dziś na rzut karny poprzedzający bramkę na 1:0, zanotował też wiele złych rozwiązań przy wyprowadzaniu przez Legię szybkich ataków. Kucharczykowi należy się też minus za ostentacyjne odpuszczenie krycia podczas jednego z ataków Korony w pierwszej połowie, zakończonego minimalnie niecelnym strzałem z naszego pola karnego. Bez błysku zaprezentował się Kuba Kosecki, który przez cały mecz jakoś nie był w stanie pokazać pleców Pawłowi Golańskiemu. Warto wreszcie zwrócić uwagę na fakt, że radosna twórczość dominująca dziś na boisku doprowadziła do tego, że Korona miała bodaj sześć czy siedem czystych sytuacji strzeleckich, może nie stuprocentowych, ale takich, w których kielczanie wchodzili w nasze pole karne i znajdowali tam miejsce do oddania groźnego strzału na bramkę Kuciaka, który na szczęście na linii sprawował się dziś wybornie.
Cóż, zawodnicy to jednak nie roboty, nie wyobrażam sobie meczu, w którym nikt nie popełnia żadnych błędów, a wszyscy od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty przemieszczają się po murawie z precyzją cyborgów. Powtórzę zatem - lepszego wejścia w ligowy sezon nie można było sobie wymyślić. Możemy się tylko cieszyć, bo jest z czego.
A skoro w tym momencie jesteśmy w stanie grać tak mocno jak dziś - trzeba z tego korzystać i zasuwać ile fabryka dała. Nie kombinować, nie gwiazdorzyć i nie oglądać się na innych. Każdy kolejny skok mecz jest najważniejszy.
Legia Warszawa - Korona Kielce 4:0
IV to przedziwny piłkarz, do puki grał Łukasik to moim zdaniem przeciętny występ, choć widać, że zaczął grać rozważniej w porównaniu do poprzednich spotkań. Po zejściu Łukasika nagle walczy, biega, nawet celnie podaje...
Rzeczywiście, o ironio, najgorzej wyglądają nasze skrzydła. Kucharczyk poza bezmyślnymi stratami zapracował też na żółtą kartkę Jędzy. Jeśli chodzi o Koseckiego, to jeszcze wiele meczy przed nim i zapewne dużo lepiej zaprezentuje się w czwartek, bo i sędzia będzie inny.
Ljuboja prawie jak ten sprzed lat w Strassburgu. Oby tak dalej.
- rację ma Senator, Ivica Vrdoljak zagrał jak w pierwszym sezonie. Widać forma wróciła a jak jest siła to i przepychanki wychodzą in plus. Z takim Vrdoljakiem środek pola wygląda naprawdę dobrze (o Łukasiku napisał już Gawin)
- Marek Saganowski Senatorze, ten facet pracuje bardzo, ale to bardzo ciężko. Moim zdaniem to drużyna musi się nieco nauczyć, że po tym jak Sagan przebiegł trzy razy boisko to przez chwilę go zostawić w spokoju (ta uwaga pasuje też do Kucharczyka). W takich momentach ciężko o precyzję. Obaj panowie też mogliby się nauczyć przez chwilę się
nie pokazywać partnerom. Sagan gra tak jakby chciał dotknąć każdej piłki czy to w ataku czy to w obronie.
Warto też pamiętać, że to dzięki tytanicznej pracy Saganowskiego Danijel Ljuboja może grać tak a nie inaczej. Przy innym „napastniku” ta gra już tak by nie wyglądała. Oceniając pracę Sagana nie możemy zapominać o dwóch wspaniałych asystach, oraz chyba najlepszym trzecim podaniu do wychodzącego Ljubji. Dla mnie Marek
Saganowski może tak grać zawsze, z takim poświeceniem, z takim zaangażowaniem, z takim sercem.
- Danijel Ljuboja Trochę dzięki grze Saganowskiego wreszcie rozumiem na jakiej zasadzie Jan Urban widział Ljubo w „pomocy”. Jednym słowem wielkie oszustwo, obecnie Serb gra w Legii na podobnej zasadzie jak Zinedine Zidane w Realu, jak Kaka w Milanie, czy jak Cesc Fabregas w Arsenalu, powiedzmy, że jest pomocnikiem. Fakt, faktem, że wydobywa to z Ludojada najlepsze jego cechy i pozwala na pełną niezależność. Nie wyobrażam sobie by Serb mógł
tak grać mając za napastnika Ismaela Blanco. Co ważne widać, że Danijel dogaduje się z Markiem i nadają na podobnych falach, jakby obaj zdawali sobie sprawę, że jak bardzo są sobie potrzebni.
- Danijel Łukasik – bardzo dobry mecz (kolejny), z meczu na mecz lepiej i lepiej. Nie tylko to podanie do Sagana
(na 3:0) było palce lizać, ale też kilka innych zasługiwało na miano świetnych. Trochę brakuje doświadczenia, czasem ustawi się nie tak jak trzeba, ale już teraz widać, że idzie w „Borysa” i dokłada świetną grę do przodu.
- Inaki Astiz, o rany czyżby reaktywacja? A może to On musi kierować defensywą by wydobyć z niego najlepsze instynkty? Zobaczymy, na razie klaskałem kilka razy na stojąco. (oczywiście jedno koszmarne wyjście miał)
- Chaos. Niestety mimo wszystko zbyt często obecny. Wychodzenie na hura piątką do kontry, bez zabezpieczenia tyłów, doskakiwanie do piłki we trzech, wychodzenie do akcji bez rozciągnięcia pola – to wszystko jeszcze widać w grze zespołu. Lepszy przeciwnik niż Korona wykorzysta te błędy. Jest jeszcze nad czym pracować.
- Zaangażowanie Brawo, brawo i jeszcze raz brawo. Warunki do gry fatalne, tak złe jak te do oglądania tego meczu na rozgrzanej patelni jaką były trybuny. A nasi piłkarze hasają na boisku jak nie przymierzając łanie. Kurcze, nie pamiętam takich ekscesów na boisku w taką pogodę. Z reguły klepka, ja do Ciebie, ty do mnie – trafi się albo nie. A tu po meczu Kucharczyk potrzebuje reanimacji (zresztą w trakcie meczu kilak razy też). Kilku innych piłkarzy walczyło dostawę kolejnych porcji tlenu do organizmu, przeciwnik był tak zajechany, że od 70 minuty nie miał sił wyprowadzać kontr.
Serio, obok mnie odebrali piłkę (tak gdzieś 76 minuta) Vrdoljakowi i chyba byli źli na niego, że dał się ograć. Masakra. Pozytywna
Zacytuję ekspertów z Polsatu, Canal +, i Orange Sport, którzy we wczorajszych komentarzach byli wyjątkowo zgodni.
„Na temat siły poszczególnych drużyn więcej będzie można powiedzieć po pięciu, sześciu kolejkach”
- Stałe fragmenty gry w obronie Nareszcie, nareszcie , nareszcie. Jak mnie wkurzało, ze Skorża zazwyczaj ustawiał całą 11 w polu karnym przy rzucie rożnym dla rywali. A tutaj proszę, Kosecki I Ljuboja zostawali w okolicy linii środkowej. Miłe zaskoczenie.
- Przywilej Ciekawostką jest, że dwie nasze bramki padły po zastosowaniu przez sędziego tzw. przywileju korzyści. Czasami się opłaca
- Wnioski Za wcześnie na wyciąganie wniosków, ale przygotowanie wygląda całkiem, całkiem, mówię o dynamice, bo jak będzie z wytrzymałością to zobaczymy. Podoba mi się Kucharczyk, widać, że jak jest w formie fizycznej (a jest chyba przygotowany jak nigdy) to możemy mieć z niego wiele pożytku. W I połowie zakręcił tak dwoma zawodnikami przeciwnika, że ręce same składały się do oklasków, a i na usta cisnęły się słowa: "to on tam umie ?"
- Łukasik Nie ma co go zagłaskiwać, ale patrząc na jego ostatnie występy to... lepiej nie kończyć
- Wolak Przypominam, że graliśmy bez naszego najlepszego grajka. Jak wróci po kontuzji to musi być wyłącznie lepiej, łatwiej i przyjemniej.
- Urban Nie wiem czy pisałem to na naszej stronce, ale dokładnie tak wyobrażałem sobie jedyną możliwość gry Ljubo jako cofniętego napastnika. W ataku gra jako 10, a "w obronie" bez zmian, czyli na szpicy. Dzięki czemu gra obronna za bardzo się nie zmienia/najlepiej maskuje wady w stosunku do poprzedniego sezonu. Widzę, ze właśnie tak postanowił to rozwiązać Urban i gdy przechodzimy do obrony to Ljubo jest najbardziej wysuniętym (i może sobie poczłapać
- Wychowankowie Serce się raduje jak człowiek widzi kolejnych wychowanków wchodzących na boisko. A powinno być coraz lepiej. Niektórzy nie doceniają tego faktu i nawet nie zdają sobie sprawy jak wielka to sprawa.
- Nadchodząca katastrofa Niektórym kibicom nie dogodzisz, dlatego z wiekiem coraz mniej czytuję portale poświęcone Legii (tzn. komentarze), bo to jest jakaś jedna wielka smuta. Legia wygrywa 4:0 dając dużo radości a tutaj... Korona mi się podobała, Rzeźniczak dwa faule zrobił, Kucharczyk źle podał, Kosecki nie ma podania... Jasne, że trzeba wytykać błędy ale to już zaczyna zakrawać na paranoję, rozumiem, że kibice Barcy po wczorajszym 5:1 powinni ubolewać nad sytuacjami które stworzyli Baskowie. Nie rozumiem i chyba nigdy już tego nie zrozumiem czemu po pięknym zwycięstwie niektórzy wolą szukać dziury w całym i martwić się na zapas. Spokojnie, jeszcze będą porażki, jeszcze będą gorsze dni... Faktem jest, że Legia wczoraj odniosła piękne zwycięstwo, najwyższe na "nowym" stadionie w lidze (nie licząc festynu na koniec pierwszego sezonu) z poważnym rywalem, a mogła i powinna wygrać zdecydowanie wyżej, więc IMO jest się z czego cieszyć tym bardziej, ze przed meczem panowało jedno wielkie przewidywanie zbliżającej się katastrofy... Poza tym niektórzy to już kompletnie odlecieli w swojej niechęci do Janka/uwielbieniu dla Skorży. Tego drugiego potrafili tłumaczyć ze wszystkiego "bo przecież przeciwnicy dają ciała i jesteśmy liderem, wiec mniejsza o jedną wygraną w 7 meczach", a Urbana po 4:0 najchętniej wysłaliby na korki z prowadzenia drużyny. Nie podoba mi się to wcale, co oczywiście nie zmienia faktu, ze komukolwiek "zabraniam" pisania czegokolwiek. Po prostu wyrażam swoje zdanie na temat zdania owych osób, kimkolwiek by byli, bo i nikogo konkretnego nie ma na myśli.
Monrooe: "Nie wyobrażam sobie by Serb mógł tak grać mając za napastnika Ismaela Blanco."
A to niby czemu ? Jest właśnie dokładnie odwrotnie i ustawienie/gra Sagan-Ljubo udowadnia jak wielce mylił się Skorża nawet nie próbując ich wspólnej gry z Blanco jako wysuniętym. Nie wiem czym się kierowałeś wydając taką opinię ale IMO jest całkowicie odwrotnie, a że Blanco jest lepszym napastnikiem od Saganowskiego to efekt mógłby być jeszcze lepszy, a przynajmniej powinien procentować zdobyciem kilku punktów więcej. No ale cóż, było jak było.
- "A to niby czemu ?"
Dlatego, że Saganowski i Blanco to dwa inne typy zawodników. Sagan pracuje za dwóch, za siebie i za Ljuboję. Raz
jest napastnikiem, a innym razem ofensywnym pomocnikiem, czasem nawet defensywnym. Tylko dlatego Ljuboja ma tyle swobody i jest kompletnie zwolniony z zadań defensywnych. Za niego haruje właśnie Sagan.
Z Blanco to nie miało prawa się powieść. To bardzo podobny w grze zawodnik do Ljuboji. Tyle, że Serb bardziej kreuje akcje a Argentyńczyk wykańcza sytuacje wykreowane przez zespół. Problem polegał na tym, że my mamy jeszcze
Rado. A ten zawodnik też nie posiada zbyt wielu atutów w defensywie. Granie bez trzech zawodników po stracie piłki
to w obecnych czasach czyste samobójstwo. Pamiętam sparing w którym przez krótki moment grała ta trójka, mieliśmy problem z powstrzymaniem kontr Mazura Karczew.
Zresztą sam do bardzo fajnie opisałeś
Nie wprowadzajmy póki co do dyskusji Rado, bo mowa jest o Blanco vs Sagan. Rado i wczoraj nie było, wiec wrzucanie go do dyskusji jest kompletnie pozbawione sensu.Nie wiem ile meczów Blanco widziałeś (zgaduję, ze jedynie te w Legii), ale nie mogę się zgodzić, ze Blanco i Ljubo to podobni do siebie gracze, a z Saganem wręcz odwrotnie.A już pisanie, że z Ljubo są bardzo podobni to kosmos zupełny.
Moim zdaniem Blanco jest podobny do Sagana. Oczywiście piszę o generaliach, a nie szczegółach, bo różnice są. Blanco jest jeszcze bardziej pazerny na bramki, egzekutor, a Sagan agresywniejszy w odbiorze. Ale jeśli chodzi generalnie o aspekt obronny to Blanco jest podobnym typem do Sagana, potrafi agresywnie powalczyć, założyć pressing i odebrać piłkę. Zresztą nawet w ciągu tych kilku chwil u nas w czasie których przebywał na boisku pokazywał i te atuty. A należy wziąć pod uwagę wymagania trenera i narzuconą rolę. Reasumując obejrzyj kilka jego meczów w całości, jak nadal będziesz twierdził, że jest całkowicie nieprzydatny w defensywie to... zostaniemy przy swoich zdaniach
Stwierdzenie, że Sagan haruje za Ljubo też jest jakieś dziwne w mojej ocenie, bo niby kto harował za Serba rok temu ? Sagan haruje jak Sagan, niezależnie czy byłby z przodu Ljubo czy gracz o podobnej charakterystyce. Nie robi niczego innego niż czynne branie udziału w grze obronnej na pozycji 10. Nie robi niczego nadzwyczajnego, czego by nie robił gdyby z przodu/za nim biegał ktoś inny. A Ljubo robi to samo co rok temu, zostaje na szpicy i nie angażuje się przesadnie w grę obronną.
Dlatego brak szans dla Blanco to nie błąd, to wielbłąd Skorży i nadal ciężko mi zrozumieć jak mogliśmy mieć takiego napadziora u siebie i zupełnie z niego nie korzystać. Zresztą to był jeden z większych paradoksów panowania Skorży, że średnio co 2 miesiące żalił się, ze nie ma napastnika, a jak go dostał to zorientował się, ze... Ljubo musi grać u niego wszystko na szpicy. Ale to opowieść na całkiem inną dyskusję
PS
Blanco zagrał z ŁKS-em 45 minut jako 10 i jakoś wielkiej dziury w środku nie było. Nie było akcji ofensywnych (bo kompletnie nie jest stworzony do kierowania zespołem i kreowania akcji), ale jeśli chodzi o defensywę to nie działo się nic nadzwyczajnego.
- "Nie wprowadzajmy póki co do dyskusji Rado, bo mowa jest o Blanco vs Sagan"
Dodałem Rado bo był (a raczej miał być) ważnym ogniwem tamtej Legii. Bez niego nie miało być Legii... i nie było.
- "I właśnie cały myk Urbana (opieram się na krótkich obserwacjach, zobaczy jak będzie dalej) polega na tym, że w obronie Sagan zachowuje się jakby grał za plecami Serba."
W sumie widzę, że mówimy mniej więcej o tym samym tylko jakoś kręcimy się w inną stronę. Swego czasu pisałem, że mam nadzieję, iż podobnie będzie grał Ljuboja ze zdrowym Hubnikiem. Niestety Czech nigdy nie wyzdrowiał na tyle by ten schemat wypróbować.
Wracając do Ismela, ja po prostu nie widzę w Balnco gościa wykonującego robotę Sagana. Raczej faceta, który na podobieństwo Danjiela (o tym podobieństwie rozłożenia proporcji gry ofensywnej do defensywnej pisałem) zostaje zawsze na szpicy i szukającego tam kolejnych okazji (choć niewątpliwie ruchliwego). Tak to wyglądało w kilku sparingach (między innymi z Mazurem), dlatego też potem były te próby wystawiania go za Ljuboją w meczu z ŁKS-em.
Natomiast jeśli tak jak mówisz Blanco mógłby grać w stylu wychowanka ŁKS-u to faktycznie mogłoby być z tego coś ciekawego. Niestety problem polegał również na tym, że Argentyńczyk ma/miał problemy ze sprzedaniem swoich umiejętności. Miał z tym problem w Legii (dobił go chyba mecz z Sevillą), ma w tej chwili w TSV Monachium.
Tu faktycznie trzeba przyznać, że Skorża nie lubił/ nie chciał/nie umiał dawać zawodnikom szans, "czekać" na nich aż "wypalą". Brało się to zapewne z jego asekuranckiego stylu prowadzenia zespołu. Na tym polu Jan Urban jest zupełnie innym szkoleniowcem. To co obecnie wyprawia z Rzeźniczakiem nigdy by nie miało miejsca za czasów poprzednika.
Tak znowu tragicznie Kuba nie zagrał aby wszystkie winy zalać na niego. Oczywiście nie był to ten Rzezniczak jakiego pamiętamy z czasów Urban I . Gol grał dwadzieścia minut i był gorszy
"Podoba mi się Kucharczyk, widać, że jak jest w formie fizycznej (a jest chyba przygotowany jak nigdy) to możemy mieć z niego wiele pożytku."
Oj nie mogę się z Tobą zgodzić. Akurat Kucharczykowi się przyglądałem bardzo dokładnie (szczególnie w drugiej połowie) i powiem Ci, że jeżeli tak miałoby wyglądać świetne przygotowanie fizyczne to Boże uchowaj. Kucharczyk ostatnie pół godziny przeczłapał. W minimum trzech akcjach odpuścił, bo już nie miał siły biec. Zresztą gdy wchodził Kopczyński to Kucharczyk chyba był przekonany, że to on zejdzie (miałem wrażenie, że zaczął schodzić, a za chwilę sprawiał wrażenie lekko zaskoczonego). Oczywiście nie mam zamiaru go mocno krytykować, bo "na alibi" to On nie grał, ale akurat fizycznie mu zabrakło sporo.
Krytykować zawsze warto, bo to jak z Polskimi olimpijczykami: każdy się podniecał, a jak przyszło poważniejsze zadanie była klapa i wielkie zdziwienie. U nas też za chwile będzie mecz z Rosenborgiem, a to nie to samo co Korona.
Co do Blanco to wg. mnie liczy się to co pokazał w meczach Legii, a oglądając te jakoś ciężko mi wyobrazić sobie w roli Sagana. U Sagana widać współpracę z Ljubo i uzupełnianie się - w czasie akcji ofensywnych Sagan obstawia szpicę, a na akcje defensywne się zamieniają. Nie przeczę, że Ismael też w końcu poradziłby sobie w tej sytuacji, ale w swoich występach tego nie udowodnił i tyle interesuje nas-Legionistów. Możliwe, że Skorża się ku temu przysłużył. Faktycznie facet bał się zmian jak ognia (niespodzianki typu Kuciak w Moskwie, czy Rado w środku były raczej wymuszane na Nim), ale teraz tego nie sprawdzimy. Dlatego tym bardziej cieszmy się, że teraz jest lepiej, mimo że Blanco już nie ma (nomen omen Urban podobno chciał go jednak sprowadzić z powrotem).
- "Tak znowu tragicznie Kuba nie zagrał aby wszystkie winy zalać na niego"
Zagrał Senatorze, obejrzałem ten mecz jeszcze raz. Kuba zagrał bardzo zły mecz. Bardzo słabo w ofensywie (za wolny, większość podań niecelnych), fatalnie w defensywie. Ilość sytuacji które sprokurował swoimi zbyt wolnymi interwencjami była zatrważająca. Większość tych baboli to jednak pierwsza połowa, może stąd wrażenie, że nie było
tak źle (daleko i nie widać). Było, choć faktycznie nie ma co zwalać na niego wszystkiego co złe w defensywie.
Ciekawostka, z trybun odniosłem podobne do Twojego wrażenie w kwestii gry Janka Gola. W telewizji nie było tego widać zupełnie. Ba, brał udział (bardzo znaczący) przy ostatniej bramce (bardzo dobre podanie do Vrdoljaka) i przy kilku ciekawych akcjach. A komentatorzy to już nie mogli się go nachwalić
" Akurat Kucharczykowi się przyglądałem bardzo dokładnie (szczególnie w drugiej połowie) i powiem Ci, że jeżeli tak miałoby wyglądać świetne przygotowanie fizyczne to Boże uchowaj. Kucharczyk ostatnie pół godziny przeczłapał "
Nie wiem jak dokładnie go obserwowałeś, ale musiałeś akurat odwracać wzrok w momentach kiedy biegał
Ile takich sprintów przez cały mecz wykonał Kosa ? Nie przypominam sobie żadnego (to nie krytyka Romka), ale trzeba sobie uświadomić skąd się brał brak sił w końcówce u Kucharczyka. Po prostu się wypompował. I pomimo, że był zmęczony w końcówce (i dawał temu wyraz) to ani razu nie odpuścił sprintu do przodu (odpuszczanie w obronie to raczej nonszalancja niż zmęczenie). Tak to wyglądało z mojej perspektywy.
Naprawdę Kucharz jest dobrze przygotowany szybkościowo, nie wiem czy przypadkiem nie jest najszybciejszy (
PS
I fakt, ze po meczu padł na murawę ze zmęczenia mnie wcale nie martwi, bo widząc jego zaangażowanie po obu stronach boiska tak właśnie powinno być. Co innego gdyby pozorował grę przez 90 minut a i tak był zmęczony. Zresztą Kucharz miał zawsze problemy z szafowaniem siłami i ekonomicznym ich rozkładem. Może to dobrze, może to źle.
- "I fakt, ze po meczu padł na murawę ze zmęczenia mnie wcale nie martwi, bo widząc jego zaangażowanie po obu stronach boiska tak właśnie powinno być"
A mnie wręcz ucieszył. Dokładnie tak jak piszesz, ile to ja się naczekałem aby piłkarz Legii padł po meczu ze zmęczenia na murawę. W dodatku zasłużenie. Za to należą się Kucharzowi brawa (nie tylko jemu, bo kilku zawodników wyglądało podobnie)
- "Zresztą Kucharz miał zawsze problemy z szafowaniem siłami i ekonomicznym ich rozkładem"
I tak naprawdę to jest mój jedyny zarzut do tego chłopaka. Musi nabrać ogłady i doświadczenia. Na razie jeszcze
zdarza mu się biec nie wiadomo dokąd, podejmować niezrozumiałe decyzje/wybory (vide podanie do Kuciaka).
Tyle, że to przyjdzie tylko i wyłącznie z grą. Dlatego albo dajemy chłopakowi grać, albo go oddajemy do innej
drużyny. Trzymanie go na ławie to zarzynanie jego talentu (a ten niewątpliwie posiada)
- "(odpuszczanie w obronie to raczej nonszalancja niż zmęczenie)"
A to był piłkarski kryminał, słusznie zebrał ochrzan od kolegów. Tyle, że to też przyjdzie z doświadczeniem.
W kolejnych meczach już tego błędu nie popełni (pomoże mu zapewne wspomniany ochrzan).
Generalnie, dla mnie zdecydowanie lepszy niż vis a vis Kuba Kosecki. No i ten karny, doskonale sprokurowany
Nie zgadzam się natomiast z nadmiernie krytyczną oceną postawy Gola. To już taka tradycja, że Gol wchodzący z ławki nie prezentuje się równie dobrze, jak Gol grający w pierwszym składzie. Natomiast wczoraj jak na swoje zmianowe standardy prezentował się naprawdę dobrze, przede wszystkim imponuje przeglądem pola i umiejętnością dobrego dogrania. Podanie przy bramce na 4:0 - palce lizać.
Wszystko fajnie tylko, że ja od początku pisałem o jego przygotowaniu szybkościowym, a nie wytrzymałości (w pierwszym wpisie nawet dodałem, że z oceną wytrzymałości należy się wstrzymać). Tym pierwszym mi zaimponował i niezwykle ucieszył, bo bez tego jest przeciętniakiem.
Cała reszta wzięła się z twojego wyśmiewania jego przygotowania wytrzymałościowego i mojej próby przekonania Cię, że wymagasz chyba zbyt wiele. Wymagasz tysiąca sprintów w czasie meczu i doskonałej wytrzymałości przez 90 minut. Tak się nie da. Oczywiście to przerysowanie, ale Kucharz wykonał chyba więcej biegów na pełnym sprincie niż pozostali pomocnicy razem wzięci
Pisałeś o przygotowaniu fizyczny, a to w dużej mierze to właśnie kondycja - zaś tu trafiła się jego wada. Czy wynika z nieumiejętnej gospodarki siłami, doświadczeniem czy brakiem treningu to raczej problem trenera. Materiał do pracy ma porządny i mam nadzieję, że za jakiś czas będę mógł Ci napisać "Nie oczekiwałem by Kucharz biegał sprintem przez 90minut, ale tak jak to robił dzisiaj"
Swoją drogą ależ chciałbym byśmy przez cały sezon mieli tylko takie problemy jak ten
Gracze Korony za łatwo dochodzili do sytuacji strzeleckich pod naszą bramką, w tym 3 razy z ok.14 m. mieli czysty strzał. Współpraca środkowych obrońców w pionie wymaga natychmiastowej poprawy.
Obrońca Korony Lisowski hasał po swojej stronie nie niepokojony także pod naszą bramką. Rzeżniczak się żle ustawiał, a Kucharczyk nie nadążał.
Kuba się poprawi, bo im więcej gra tym jest lepszy, ale Kucharczyk jak nie zacznie prowadzić się należycie należy dać mu spokój.
Vrdoljak zagrał lepiej niż w zeszłym roku. Ale to nie powód, aby go chwalić. Owszem miał sporo odbiorów i przechwytów, ale jeszcze więcej strat. Stare powiedzenie głosi: "Jak nie grasz zespołowo to grasz dla przeciwnika" Te jego "rajdy" były bez sensu. Należy mu się ostra reprymenda i na pewno od trenera ja dostanie.
Kuba Kosecki był praktycznie poza zespołem, a czasami wyglądało to jak by był bojkotowany. Jego ojciec był i jest człowiekiem który z każdym się dogada. Syn widocznie poszedł inna drogą.
Jeżeli mimo to gładko wygraliśmy to oznacza, ze Korona jest słabsza niż w zeszłym sezonie, ale też my przestajemy być nadmiernie gościnni.
Trudno mi się zgodzić z tą tezą. Vrdoljak 1 raz faulował, 3 razy był faulowany. Odbiorów miał 17 (zdecydowanie najwięcej w drużynie), strat - 5 (mniej niż 5 innych zawodników). Zespołowość chyba też poprawił, o czym świadczy na przykład asysta przy czwartym golu.
Masz rację. Mylnie przełożyłem widowiskowość strat na ich ilość. Ot, lepiej nie ufać swoim wrażeniom.