- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Legia - Lech 1-0: Trudna przeprawa
Legia ważnym zwycięstwem rozpoczęła ostatnią prostą w rywalizacji o mistrzostwo Polski. W pierwszej kolejce grupy mistrzowskiej nasza drużyna wygrała z Lechem Poznań 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Aleksandar Prijović.
Niespełna miesiąc temu Legia w przekonujący sposób pokonała Lecha w Poznaniu 2:0. W porównaniu z tamtym meczem, w piątkowy wieczór w składzie Legii zabrakło kontuzjowanego Tomasza Jodłowca oraz Michała Kucharczyka, który usiadł na ławce rezerwowych. W środku pola mieliśmy oglądać parę Ariel Borysiuk – Michał Pazdan. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Lewczuk, Rzeźniczak, Hlousek – Aleksandrow, Pazdan, Borysiuk, Duda – Prijović, Nikolić. Wśród lechitów pojawili się nieobecni przed miesiącem Marcin Kamiński i Karol Linetty. Lech rozpoczął mecz w następującym zestawieniu: Burić – Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Kadar – Jevtić, Trałka, Linetty, Tetteh, Gajos – Bille Nielsen.
Długimi fragmentami pierwszej połowy 'polski klasyk' był widowiskiem nudnym, w którym brakowało tempa, efektownych akcji i celnych strzałów na bramkę.
Legia od pierwszych minut była ustawiona wyżej niż goście i wydawała się być drużyną groźniejszą, ale nie znalazło to odzwierciedlenia w postaci zdobyczy bramkowej, mimo że były ku temu sytuacje. W 14. minucie asystent sędziego Stefańskiego nie dopatrzył się spalonego i sam na sam z Buriciem znalazł się Prijović. Nasz napastnik miał jednak mało czasu i miejsca i trafił w czujnie interweniującego Buricia. Prijović znacznie lepszą okazję w 20. minucie meczu. Fatalny błąd popełnił Arajuuri, który złym podaniem sprawił, że nasz napastnik wyszedł sam na sam z Buriciem. Niestety Prijović przestrzelił w fatalny sposób. Pechowiec Prijović miał jeszcze jedną okazję strzelecką przed przerwą. W 43. minucie znów był sam przed Buriciem w polu karnym, ale ponownie chybił.
Lech swój najlepszy okres w pierwszej połowie miał między 25. a 40. minutą meczu. Goście dłużej utrzymywali się wtedy przy piłce i oddali dwa groźne strzały na bramkę Malarza. W 27. minucie potężnie z narożnika pola karnego uderzył Jevtić, ale trafił w boczną siatkę. W 36. minucie z dystansu efektownie strzelił Bille Nielsen. Malarz sparował ten strzał.
Legia po pierwszej połowie powinna prowadzić, ponieważ miała znacznie lepsze okazje do zdobycia bramki, ale gra naszej drużyny nie zachwycała.
Po przerwie mecz nieco się ożywił, ale jego poziom nadal pozostawiał wiele do życzenia. Pierwsi groźnie zaatakowali lechici. Goście w 48. minucie meczu wyprowadzili kontrę, którą nieudanym strzałem zakończył Gajos. Trener Czerczesow szybko zdecydował się na zmianę. W 51. minucie na boisku pojawił się Kucharczyk, który zmienił Dudę. Minutę później znów było niebezpiecznie w polu karnym Legii. Okazję do strzału wywalczył sobie Bille Nielsen, Malarz przerzucił piłkę nad poprzeczką. W 59. minucie doszło do kolejnej zmiany wśród legionistów - za Aleksandrowa na boisku pojawił się Guilherme.
Rozstrzygnięcie padło w 62. minucie meczu, kiedy swego wreszcie dopiął Prijović. Pazdan w środku pola odebrał piłkę Tettehowi, podał do Nikolicia, który oddał piłkę Prijoviciowi. Mocny strzał naszego napastnika znalazł drogę do bramki i Legia prowadziła 1:0.
W 71. minucie na boisku pojawił się Hamalainen, zmieniając poturbowanego Pazdana. Minutę później mogło być 1:1. Starcie z Rzeźniczakiem wygrał Bille Nielsen, oddał strzał, ale piłka odbiła się od słupka. Legia w końcowych minutach kontrolowała mecz. Goście nie byli w stanie zagrozić Malarzowi, podczas gdy kontry wyprowadzane przez naszych zawodników powinny przynieść kolejne bramki. Zawodziła jednak skuteczność. W 87. minucie po podaniu od Prijovicia sam na bramkę Buricia biegł od środka boiska Nikolić. Nasz napastnik próbował uderzyć płasko obok bramkarza gości, ale Burić czekał do końca i obronił ten strzał. Dwie minuty później do strzału w polu karnym Lecha doszedł Hamalainen, ale jego wolej wylądował w dłoniach Buricia. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry legioniści znów mieli wyśmienitą okazję do rozstrzygnięcia meczu, ale duetowi Nikolić – Prijović kolejny raz zabrakło precyzji.
To był trudny mecz dla Legii i niełatwo wywalczone trzy punkty. Nie pierwszy raz wypada jednak powtórzyć, że droga do zaszczytów wiedzie przez takie właśnie nieefektowne zwycięstwa. Pierwsza przeszkoda w grupie mistrzowskiej wzięta i możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Mecz ten pokazał jak będzie wyglądało granie w grupie mistrzowskiej. Mimo, że dziennikarze i różnej maści eksperci już dawno orzekli, że tylko Legia może sobie przeszkodzić w wygraniu ligi, nikt przed nami się nie położy. Każdy będzie chciał nam utrzeć nosa, a zniwelowane różnice punktowe jeszcze bardziej zmobilizują rywali. Czytam komentarze dziennikarzy z Poznania i twierdzą oni, że to jeden z lepszych meczów Lecha w tej rundzie (zakładając jej początek w połowie lutego), a dla Bille Nielsena był to najlepszy mecz w Lechu. I dlatego te punkty tak cieszą. Przemysław Rudzki, zdegustowany poziomem meczu napisał na stronie Przeglądu Sportowego, iż z takiej gry Ligi Mistrzów nie będzie. Być może, ale teraz walczy się o mistrzostwo, którego zdobycie wcale nie jest dla Legii łatwiejsze. Dziś zrobiliśmy pierwszy krok, duży krok, bo Lecha chyba "wyleczyliśmy" z gry o tytuł ale na puchary jeszcze ma szansę. Oni akurat nie powinni kalkulować i wierzę, że do końca będę grali na poważnie. Na szczęście już nie z nami.
Gramy dwiema „szóstkami” i jeszcze wystawiamy ‘defensywnego skrzydłowego’ a to Skorży zarzucano że ustawiał Legię defensywnie. Nie dostrzegam w Bułgarze póki co tego co widzi w nim Czerczesow, ale trzy punkty zainkasowane więc mogę się przyznać do własnej ślepoty.
Ariel Borysiuk w ostatnim wywiadzie: „powoli zacząłem to załapywać, że mam wysoko podchodzić do rywali. Pamiętam, że w spotkaniu z Ruchem Chorzów, które zagrałem po raz pierwszy od początku, grałem bliżej napastników niż w całej mojej karierze. Ta zmiana dużo mi daje, bo ciągle jestem w ruchu, blisko przeciwników. A ta gra w środkowej strefie jest bardzo ważna w Legii.” – zgodnie z taką zasadą co prawda nie Vizir ale Pazdek stał się współtwórcą zdobytego gola.
Miałem jakieś dziwne wrażenie że w pierwszej połowie częściej widzę Dudę koło Aleksandrowa niż po przeciwnej flance, a w drugiej dopóki się nie cofnął to Gui biegał w sąsiedztwie Kuchego. Omamy jakieś?
Wobec wykartkowania Lewczuka nie martwię się ponieważ najprawdopodobniej z Ruchem Jędzę ponownie zobaczę w środku a Bereszyńskiego z boku.
Dobry humor wieczorem udzielił się Czerczesowowi: „Cały czas miałem zamiar wstawić Hamalainena za Pazdana. Ale nikomu o tym nie mówiłem i Prijović myślał, że chodzi o niego. Wystraszył się i strzelił gola. Gdyby wiedział, że nie jego będę zmieniał, to pewnie by nie strzelił.” – gdy remisowaliśmy graliśmy z przewagą piłkarzy o walorach defensywnych, prowadząc na placu było pięciu piłkarzy stricte ofensywnych, tak zrealizowana została dewiza, że najlepszą obroną (rezultatu) jest atak.
Obowiązująca legijna mantra brzmi: najważniejsze jest zwycięstwo i trzy punkty!
Finał Pucharu Polski zdecydowanego faworyta nie posiada, mimo przegranej i sprokurowanych sytuacji bramkowych Lech tego dowiódł.
***
Proszę o kolejne komentarze, bo Senator gotów mi zarzucić że zamykam dyskusję.
Mecz, który biorąc pod uwagę jedynie 100% sytuacje powinniśmy wygrać 6:1 trzymał w napięciu do ostatniej sekundy. Zdumiewające
Jedyne rozsądne wytłumaczenie jakie przychodzi mi na myśl, to ogromna presja jaka ciąży na trenerze i piłkarzach. Przegrać mistrzostwo w takich okolicznościach będzie w mojej (chyba nie tylko) ocenie totalną kompromitacją.
To nie był mecz dobry w wykonaniu Legii, szczególnie w konstruowaniu akcji, ale i moim zdaniem słabo było w środku, szczególnie ze strony Borysiuka. Chłop nie ma niestety możliwości zastąpienia zawodnika z pozycji 8. Inna sprawa że miałem wrażenie grania przez Legię przede wszystkim na zero z tyłu - Lech szans miał mało.
To że Duda skrzydłowym nie jest to wiemy i dlatego Duda gra z boku tylko w schemacie defensywnym, a w ofensywnym schodzi do środka i ma rozgrywać. Jednocześnie robi miejsce dla Hlouska. Tak samo robi Aleksandrow z prawej strony. Jakby ktoś nie zauważył to dwóch najlepszych zawodników Legii gra na bokach obrony.
Jeżeli to był najlepszy mecz Lecha w rundzie, to Legia grająca przeciętnie mogła strzelić z 5 goli - taki to miszcz
Dalkub to opisał, a ja tylko dodam, że mecze można wygrywać ( a co tam) i 7-0 ...ino punktów za "urodę" nie dodają
Ładnie ujął to Moros:
"Jednakże po końcowym gwizdku byłem bardzo zadowolony, bo niewykluczone iż był to najtrudniejszy mecz tej "dogrywki". Moim zdaniem, mieliśmy w nim o wiele więcej do przegrania niż wygrania."
Dlatego też, przepij już
W grze o Wszystko liczą się punkty i Oni to Zrobili
Twoje Zdrowie
"Dalkub to opisał"
" Legia grająca przeciętnie mogła strzelić z 5 goli"
No tak, między 6 a 5 golami jest ogromna różnica. Idę na spacer ochłonąć, tym bardziej po meczu o "Wszystko" dającego 11 punktów przewagi (po podziale)
Malarz – Jędrzejczyk, Lewczuk, Rzeźniczak, Hlousek – Aleksandrow, Pazdan, Borysiuk, Jeśli umiem liczyć, to wychodzi 8 defensywnych
Jeszcze cytat:
"Faktem jest jednak, że przez 90 minut Legia stworzyła sobie pięć bardzo dobrych okazji. Za każdym razem bramkarz Lecha Jasmin Burić stawał oko w oko z piłkarzem Legii, cztery razy sobie poradził"
A sama gra martwi, kiedy w końcu przyjdzie zwyżka formy.
Nie miszcz a majster
Gdyby Tetteh się poruszał szybciej lub szybciej zagrał piłkę, nie straciliby tej bramki i wyklinalibyśmy pewnie brak skuteczności naszych napastników. Gdyby Kamiński, który był blisko lub "Płaczący Fin" (sorry, ja tego gościa nie nazywam inaczej, noo.... może czasem, ale to się nie nadaje do cytowania....), z którym Tetteh miał kontakt wzrokowy i m.zd. zamierzał do niego zagrać (wahał się słusznie, bo to by było głupie zagranie w bok i lekko do tyłu z dobrej pozycji w środku pola) zasygnalizował Tettehowi zagrożenie nadchodzące z tyłu, być może nasz anty-ulubieniec o rzeźnickich zapędach nie dałby się zaskoczyć. A tak ..... piłka odbiła się faktycznie dość nieszczęśliwie dla niego, a szczęśliwie dla Pazdka, drużyny i kibiców Legii i potem udało się TYM RAZEM nie spartolić
Moim zdaniem przez te parę minut Kuchy grał w środku.
Zmienił Dudę. Dopiero kiedy wszedł Gui sprawy przybrały swój normalny tok. Kuchy poszedł na skrzydło.
To podanie było miód malina.
Jak już piszę to jeszcze trochę . Zgredzie Ty się nie denerwuj, wszak napisałem ze zwycięstwa jestem cholernie szczęśliwy ale mam też prawo do trzeźwiej oceny a tu moim zdaniem rewelacji nie ma .
Nie widać pomysłu innego niż pressing i siła. Sytuacje bramkowe biorą się z błędów rywali a nie są wypracowane przez nas. W którymś meczu z rzędu partolimy koncertowo kontry.
Zgadzam się też z kibicem 50 mieliśmy tylko trzech ofensywnych piłkarzy do czasu zmian. Oni grali aby nie przegrać i my robiliśmy to samo. Stąd też i mecz porwać nie mógł.
Z Ruchem może być tak że Jedza zagra w środku bo Lewczuk wykartkowany a Pazdek wiadomo że nic nie wiadomo.
O tym,że czas się nie zatrzymuje.
Historię klubu "Legia "Warszawa datuje się na 100 lat. Według zachowanych źródeł zaczęła się ona 15 marca 1916 roku na Wołyniu we wsi Maniewicze na froncie wschodnim I wojny światowej, gdzie pod dowództwem gen hr. Stanisława Szeptyckiego walczył w ramach III Brygady Legionów 1 Pułk Piechoty.Przypomnijmy,że Legiony Polskie do walki z carską Rosją utworzył Marszałek Józef Piłsudski.Zebranie założycielskie odbyło się w kancelarii sztabowej Komendy Legionów Polskich , któremu przewodniczyli najstarsi rangą chorążowie Władysław Groele oraz Zygmunt Wasserab.Nazwę drużyny, jej sztandar oraz herb zaproponował plut.dr praw Stanisław Mielech, natomiast naborem do niej zajmował się kpt. pilot Antoni Poznański.Pierwszym prezesem klubu i był nim do kwietnia 1917 roku został Władysław Groele.Co ciekawe dr Mielech i kpt. Poznański byli w owym czasie zawodnikami Cracovii Kraków, którzy pierwsze swoje piłkarskie kroki stawiali w krakowskiej Wiśle.Nie ma w tym nic dziwnego ,gdyż w pierwszych Legionach walczyli żołnierze pochodzący z Krakowa i Galicji.Losy drużyny Legii w owym czasie były ściśle powiązane z działaniami wojennymi, podczas kryzysu Magdeburskiego i rozwiązania Legionów jej działalność zawieszono, reaktywowano po I wojnie światowej na początku 1919 roku , a potem znowu zawieszono na czas działań wojennych w wojnie polsko- bolszewickiej 1919 -1921. Pamiętać bowiem należy,że wszyscy związani z Legią w tamtym czasie działacze i zawodnicy byli żołnierzami w czynnej służbie wojskowej walczącymi za ojczyznę.
Dla tamtego pokolenia najważniejszym meczem było spotkanie z Polonią rozegrane w Warszawie w kwietniu 1917 roku / 1:1/.
Każde pokolenie ludzi związanych z Legią, kibiców i sympatyków ma swoje najważniejsze mecze. Te , które pamiętają najlepiej , te , które wzbudziły największe emocje czyli te dla każdego niepowtarzalne.Gdyż każdy w nich osobiście uczestniczył i je przeżywał.Jest to związane z własnym, indywidualnym dotykaniem historii, bowiem wiedza nie obejmuje tego co było przed nami.Każde pokolenie tworzy więc własne mity i indywidualizuje oraz idealizuje czas, w którym uczestniczyło w sukcesach i porażkach klubu.Ja również, który znam historię klubu nie mam emocjonalnego stosunku do drużyny z okresu międzywojennego, podobnie jak do okresu sukcesów mistrzowskich z lat 1955-1956. Owszem wiem, powtarzam z dumą,ale nie czuję.Dla mojego pokolenia "Wielka Legia" to ta z lat 1969 - 1971.Wynika to pewnikiem ze znanego z psychologii prawa pierwszych połączeń to znaczy takiego zapamiętywania istotnych w życiu pierwszych zdarzeń i pierwszych uniesień emocjonalnych , a właściwie uczuciowych.Dla następnego pokolenia "Wielka Legia " to ta z lat 1994-1995. Oby dla kolejnego była to Legia współczesna.Tego zjawiska nie należy oceniać negatywnie , gdyż jak to napisał Adama Asnyk w wierszu "Do młodych" : " Każda epoka ma własne cele i zapomni o wczorajszych snach ...". Dodawał jednak poeta :
"Ale nie depcze przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść,
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,
I miłość ludzi stoi tam na straży
I wy winniście im cześć".
Zapytacie, a co to ma wspólnego z wczorajszym meczem z Lechem Poznań ?. Dla mnie to zwykły mecz, tyle,że odbywający się w roku 100-lecia klubu.Powiem więcej,ja nie bardzo się ekscytuję tą okrągłą rocznicą.Bo to my przydajemy datom jakiegoś znaczenia. Jest to rodzaj fetyszu.gdyż przecież każdy ma ileś tam lat i niech każdy z ręką na sercu powie,że jego np. 30-ty rok życia różnił się zasadniczo od tego kiedy miał 29 czy 31 lat.Legia największe sukcesy święciła bez okrągłych rocznic.Dzisiejsze fetowanie stwarza wyłącznie dodatkową presję, która i bez tego jest przeogromna.To tak jak by dzisiejsze pokolenie chciało narzucić taką wizję,że liczy się tylko to co dziś,a to co było już nie.Tej wizji historii ja nie przyjmuję. Mało tego ja nawet do dzisiejszych meczów z Lechem nie mam jakiegoś szczególnego stosunku. Jest to efektem tego, iż w czasach kiedy zacząłem bywać na meczach Legii na stadionie przy Ł 3 Lech był nikim.Spadł z ligi po sezonie 1962/63 i przez 10 lat go nie było.Dlatego może i dziś on jest kimś,ale nie dla mnie.W tym m.innymi wyraża się różnica pomiędzy pokoleniami. Każde chce mieć to co stanowi fundament jego pamięci, to co pozwala określić tożsamość, a właściwie przynależność i to jest całkowicie zrozumiałe i usprawiedliwione.
O tym,że jak się nie ma gwiazd to trzeba mieć drużynę.
W kolejnym spotkaniu nasz zespół pokazuje ,że stanowi kolektyw, który chce, który wychodzi na boisko,aby wygrać.Nasi zawodnicy są waleczni, zorganizowani i odpowiedzialni. Ale drużyna to zbiór elementów, które zebrane razem muszą zatrybić.Używając modniejszego języka muszą być kompatybilne.Jak dla mnie w naszym zespole zebrano zbyt wielu zawodników o zbyt rozbieżnych charakterystykach. Być może uda się te tryby dopasować do siebie,ale potrzeba na to mnóstwo czasu. A razie wygląda to trochę tak jak w znanym wierszyku Tuwima :" Tańcowały dwa Michały. Jak ten duży zaczął krążyć, to ten mały nie mógł zdążyć. Jak ten mały nie mógł zdążyć , to ten duży przestał krążyć".Lecz jest to zbyt obszerny temat jak na pomeczowy komentarz.Więc również nie będzie indywidualnych ocen, bo jak wygrywa drużyna trudny mecz to wygrywa jako zespół, jak przegrywa to też,ale wtedy niektórzy są bardziej winni.
O tym,że dobry początek to jak wschód słońca.
Człowiek budzi się z rana, przeciera oczy i patrzy jak wstaje słońce zwiastując nowy dzień.I myśli sobie :"Życie jest piękne, a ludzie są szlachetni". I tyle jego , bo wystarczy ,że wyjdzie z domu, a czar pryska.Tak i w meczu jak się dobrze zacznie to się z reguły dobrze kończy.Taką szansę miał Prijovicz. I to nie raz.Mógł zacząć i powinien Lecha napocząć.Zastępować on zaczął na pozycji wysuniętego napastnika Nikolicza, ale to zastępstwo ma średnio udane. Ta wiara w niego trochę mnie zadziwia. Bo nie robi tego co jest jego obowiązkiem. Nie wykorzystuje 100% okazji ,a nie wykorzystuje, bo nie trafia w bramkę. W końcu trafił i stał się bohaterem meczu. Nie można być prorokiem nawet na własnym stadionie
O tym,że Lecha tworzą jacyś mocno zakompleksieni ludzie.
Ostatnie wypowiedzi prezesa Lecha i wiceprezesa, syna właściciela tyczące Legii trudno nazwać eleganckimi.One nie świadczą źle o Legii,ale o nich.Niezależnie od okoliczności trzeba zawsze pokazywać ,że się ma klasę.Ona m.innymi w życiu publicznym polega na trzymaniu pewnego poziomu, adekwatnego do uznawanego powszechnie wzorca zachowania, postępowania i wypowiedzi. Zaglądanie innym do kieszeni,ocenianie zakupów rywala, deprecjonowanie jego osiągnięć należy do arsenału ludzi małych. W to badziewie włączył się nawet trener Urban, który stara się być miły i uśmiecha się kiedy trzeba,ale gada co mu ślina na język przyniesie.Jego zaczepki wobec Nikolicza chluby mu nie przynoszą i na dodatek spotkał się z ciętą i złośliwą ripostą.Trener, aby nie stać się przedmiotem kpin musi sam się szanować.Czyżby w tym Lechu coś im puszczało ? .I nie chodzi tu o rozum i rozsądek.
O tym,że trener Czerczesow postawił na walczaków.
Trener Czerczesow był zadowolony zarówno z wyniku jak i z gry w ostatnim meczu z Lechem. Zdominowaliśmy Lecha motorycznie i organizacją gry,ale to piłkarze Lecha byli w tamtym meczu bardziej waleczni. Można i trzeba negatywnie ocenić ich brutalność,ale faktem też jest,że nie dawaliśmy im należytego odporu. Tym razem nasi zawodnicy byli mentalnie przygotowani na ich zaczepki i od początku im nie odpuszczaliśmy. Dobrze, że w praktyce hasło rzucił Rzeźniczak wchodząc w rywala tak,że musiał to mocno odczuć.Dobrze też,że nie było z naszej strony skądinąd zrozumiałej chęci odpłaty.Była taka zawoalowana groźba : " Poznaniaki, nawet nie próbujcie, tego co ostatnio, bo was pogonimy i pokrzywdzimy". Jako,że przeszedłem staranne , podwórkowe wychowanie to taki stan dobrze rozumiem.Sam nawet łobuza pierwszy nie ruszałem,ale wiedząc,że to łobuz tylko czatowałem, aż zrobi coś nie tak. Wtedy dostawał wycisk za całokształt.Nie ukrywam,że wczoraj też na to czekałem i może dobrze,że się nie doczekałem
O tym,że Nikolicz gra szalenie ekspansywnie.
Nikolicz od początku meczu wykonywał ogromna pracę.Starał się być wszędzie, na skrzydle, w polu karnym, na przedpolu.Rozgrywał,podawał, odbierał piłki, strzelał.Byłem pod wrażeniem jego aktywności i takiej pazerności na grę.W wielu meczach ze słabszymi rywalami był widoczny , natomiast w meczach z silniejszymi, a zwłaszcza mającymi niezłych środkowych obrońców trochę znikał.Szczególnie był mało widoczny , gdy był dobrze kryty od piłki.Jak by się godził ,że nie jest w stanie uwolnić się od opieki. Natomiast w meczach z silnym Lechem wyróżniał się mocno zaprzeczając obiegowym opiniom.Czyżby chciał coś udowodnić Urbanowi
O tym,że obie drużyny nie chciały dać widowiska.
Nie chciały i już.Z obu stron gra była asekuracyjna i ostrożna. Polegała głównie na oczekiwaniu na błąd rywali.Niska była aktywność ofensywna. Niby ten Lech miał naszych podpuszczać i ściągać na własną połowę, aby następnie kontrować. Ale pewno ze strachu atakowali naszych piłkarzy już na połowie boiska. Natomiast nasi zawodnicy grali za głęboko co dotyczyło szczególnie Dudy. Do tego gra była rwana, nerwowa i taka trochę bezmyślna. Zawodnicy obu drużyn mieli trochę miejsca na boisku,ale z niego nie korzystali. Pod względem emocji wywołanych jakością gry meczu wysoko ocenić nie można.
O tym,że w kolejnym meczu powtarzamy ten sam błąd.
Chyba obiektywnie nasi zawodnicy są najlepiej przygotowani do sezonu pod względem motorycznym, a zwłaszcza jeżeli idzie o wytrzymałość.Ale tego nie potrafimy wykorzystać na swoją korzyść.Bowiem chyba liczymy,że przeciwnicy sami osłabną i oddadzą nam pole.A trzeba im w tym pomóc.W tym celu należy ponawiać ataki na najsłabsze ogniwa. Jeżeli jeden nie daje rady , to trzeba robić to na zmianą.Aż ich zajedziemy ,aż padną.Jednym słowem intensywność gry z naszej strony jest zbyt mała w stosunku do potencjału i do możliwości realizacyjnych.
O tym,że stałe fragmenty gry nie są nasza mocna stroną.
Pisał już o tym Sektor 212 więc nie będę powtarzał, bo analizą trafił w sedno. Odnotować tylko wypada,że wykonywanie stałych fragmentów nie tylko nie zagraża rywalom,ale wywołuje pusty śmiech. Żal patrzeć. To może korzystniej po prostu zrezygnować
O tym,że trener ma dość niefrasobliwości Dudy.
Niewiele dały napomnienia i rozmowy.Duda wykazuje zadziwiająco krótką pamięć.Duda zaczyna mecze grając poprawnie taktycznie i będąc pożytecznym dla drużyny.Udziela się w defensywie, zmienia pozycje,stara się kreować grę poprzez zmianę kierunku ataku, rozdziela piłki, asekuruje przed kontratakami.W miarę wchodzenia w mecz jego zdyscyplinowana i podporządkowana drużynie gra zanika.Zaniedbuje wszystkie obowiązki. Skupia się na "popisach" indywidualnych. Chce za wszelką cenę ośmieszyć przeciwnika, przepchnąć go, wdaje się w pojedynki biegowe i notuje prawie same straty piłki. Czyżby nie rozumiał ,że koledzy wypruwają żyły, aby odebrać albo przechwycić piłkę ,żeby mu podać.A on ten wysiłek marnotrawi.Ale wejście Kucharczyka za niego to zmiana ustawienia. Widocznie trener uznał,że i tak Lech ma przewagę w środku pola i gra przez ofensywnego, środkowego pomocnika nie gwarantuje odzyskania panowania w tej strefie boiska. Dlatego wzmocnił skrzydło.To przyniosło efekt, gdyż przewaga Lecha w środkowym rejonie to wynik gry bez skrzydłowych i właśnie w bocznych sektorach Czerczesow upatrzył szanse naszej drużyny na wygraną.Również zamiana Pazdana na Hamalainena była korzystna.Choć początkowo jego wejście spowodowało zamieszanie w grze defensywnej.Lecz kiedy przeciwnik szykuje się do ofensywy odchodząc od gry dość głęboką defensywą i przechodząc do atakowania większymi silami należy wzmacniać personalnie nacisk na ich linie obronne.Będą musieli nadal najpierw się bronić, a dopiero później atakować.
O tym,że szalenie ważne jest jak się zaczyna.
W zeszłym roku o tej porze zaczęliśmy z tym samym Lechem źle i skończyło się tak samo.Teraz zaczęliśmy dobrze i tak samo skończymy.Bo chyba Lech jest najmocniejszym, po nas, zespołem w ósemce.Nie będę ich przesadnie chwalił,ale pozostawili dobre wrażenie.Suma indywidualnych umiejętności naprawdę wysoka, do tego bardzo poprawna organizacja gry, spora intensywność i niezła dynamika.Dobrze,że spotkanie z nimi za nami.Teraz niech inni mają ból głowy, a zwłaszcza Piast.
Wielkie dzięki, dla mnie super ciekawe i w warstwie historycznej, szczególnie komentarze zwracające uwagę na niby oczywistości, ale przeoczane zazwyczaj (żołnierze zawodowi, Kraków (pewnie obok Lwowa) jako kolebka polskiej piłki), jak i w pozostałym zakresie. Żadnej polemiki nie zapowiadam
Tak na zasadzie anegdoty - jak Żyro wbił honorową w Superpucharze i wrzasnąłem "Yeaaaa...." to setka Poznaniaków zaraz na mnie się patrzy. To im mówię - no co Wy wbiliście 3 to ja mogę z jednej się cieszyć...." Odpuścili (trzeba przyznać) mimo, że ze wspólnikiem byliśmy w szalikach Legii... Ale to był sektor VIP i loża, więc się nie liczy.
Ale skoro Piast zgubił punkty..... A-c10 - gratulacje i podziękowania ! to masz Zbyszku 100% racji, niech inni maja ból głowy
Dwie sprawy.
Moja Babcia powiedziałaby że pozbad pan tego Dudę. W którymś z rzędu komentarzu pomeczowym jedzie pan po nim jak po burej suce. A przecież nie gra tragicznie. Borysiuk w piątek to była tragedia. Nie pasuje mu schodzenie na boki , nie jest skrzydłowym i tyle. Aby jego potencjał był wykorzystywany potrzeba innej gry, ba sam pan pisze o złym doborze zawodników ( to o Michałach ).
Sprawa druga.
Przygotowanie motoryczne. Tak tylko mi się zdaje może oczywiście błędnie, że już jednak lekkie oznaki zmęczenia widać i ta przewaga przestaje być tak wyraźną.
Dobrze to było widać na Pazdanie kiedy dostał piłkę na lewe skrzydło i właściwie padł zanim do niej dobiegł a właśnie nie dobiegł. Było to już w momencie kiedy Kuchy był na boisku, ten z palcem w doszedł by do tego podania.
Nie wiem tylko czy nie był to już moment kiedy odczuwał ból co by go oczywiście usprawiedliwiało.
No to sprawa trzecia jeszcze
Gdzieś przeczytałem zarzuty że w naszej historii powstania pomijamy Kraków. Widocznie stawiający takie tezy nie czytają czarnej eLki.
Do rozstrzygnięć daleko. Wtorkowy mecz w Chorzowie już dziś mi spędza sen z powiek. Ale to jest też fajne, że po koszmarnym 2015 w potyczkach z Lechem, teraz Legia jest górą. Prawdę mówiąc, rozstrzygnięcie w finale PP, w zestawieniu z walką o MP, aż tak bardzo mnie nie interesuje.
Co do wpisu Mroovy, ze wszystkich epizodów poznańskiej nienawiści, kilka zapadło mi w pamięć bardzo, ale są z lat 90-tych. Numer jeden zajmuje dziewczynka w wieku typu pierwsza komunia, która na meczu wiosną 1999 0-0 znała chyba wszystkie miejscowe przyśpiewki o Legii i były to jedyne teksty, gdy się przyłączała do dopingu. O Lechu nic nie zaśpiewała. To przebiło wszystko, co widziałem, a jeszcze kilka drastycznych momentów było. Mam tylko jedno marzenie: żebyśmy my nigdy tacy się nie stali, choć to 'Uczcie się dzieci ...' w tym kierunku zmierza.
I jeszcze a propos komentarza w telewizji do meczu: aleśmy czasów dożyli, żeby Grzegorz Mielcarski musiał zapewniać, że Pazdan czysto zabrał piłkę. Bo ten pan pełnoetatowy ze stacji transmitującej oczywiście musiał się podzielić swoją wątpliwością z widzami.
Pozwolę sobie zauważyć, że Pazdek miał rożne przerwy i moim skromnym i laickim zdaniem nie jest najlepszym miernikiem poziomu wydolności całej drużyny. Co do tego, że Pazdek nieco oddychał rękawkami zgoda. Słabsza dyspozycja wydolnościowa tego konkretnego zawodnika, zgoda - ale nie jestem pewien, czy można na tej podstawie wyciągać wnioski co do całej drużyny.
Ja mam wrażenie że jednak ta przewaga już nie jest tak widoczna jak na początku. Ale ok ja na szczęście się nie znam i pewnie się mylę jak zawsze zresztą.
Ja mam ten zwyczaj,że od najzdolniejszych wymagam najwięcej. Pewno Czerczesow też tak ma.A wcześniej tak miał Vejvoda, który najwięcej wymagał od Deyny. Czego innym puścił to jemu nie odpuścił.I Kazio wyrósł na grojka co się zowie. Bo najzdolniejszym wszystko łatwiej przychodzi i zbyt często zadawalają się małym, a mogą i powinni być wielkimi. Więc Borysiuk niech sobie gorzej radzi, ale Dudzie nie wolno. Nie popuszczę i już. Pozdrawiam.
Wychowani "....w nienawiści, do tej drużyny ...."
i zgoda, jest i u nas "ryzyko przejścia na ciemną stronę mocy". Ale wolałbym w szczegóły legijno-polonijne nie wchodzić, bo to też dla mnie sprawa osobista, która tu akurat zupełnie nie należy do tematu. Uczciwie tylko powiem, że szczyt kariery piłkarskiej Mojego Kochanego Tatusia przypadał na rok 1960, kiedy grał w Polonii Warszawa (wtedy w 2giej lidze). Na Legię nie był dość dobry, choć jak zeznawał miał w szatni Polonii kolegów, którzy grali w Legii. A choć od 30+ lat mieszka w Poznaniu, z dzisiejszej Ekstraklasy najwięcej sympatii deklaruje dla klubu z Łazienkowskiej 3. Tylko nie mówcie Poznaniakom ....
Oni wszyscy wyglądają na ciężko chorych, którym należy jak najszybciej zaordynować pewien specjalistyczny ośrodek leczniczy wymagający że tak powiem odosobnienia. I nie mam na myśli więzienia. Za dobrze by im było, chyba,żeby trafili na Warszawską Białołękę
1. Duda nie ma grać na skrzydle, on ma tam bronić tylko tyle i aż tyle, on ma zejść do środka zrobić przewagę rozegrać szybką prostopadłą piłkę i na boku zostawić miejsce dla pociągu pośpiesznego Hlouska. Duda gra przede wszystkim nonszalancko i robił straty, a potem nie wracał do schematu - dlatego Staszek go zdjął. Inna sprawa że gra słabo.
2. Nikt z Legii nie oddycha rękawami - Legia to jedyna drużyna w Polsce, która w ostatnich 10-15 nie pozwala rywalowi na stworzenie zagrożenia pod własną bramką. Tak było z Lechią, Lechem 2 razy, Cracovią itd. wynika to też z tego że granie z Legią wymaga wiele na co inne drużyny przygotowane nie są. Pazdan nie dobiegł bo go bolało, a inna sprawa że to nie sprinter
3. Przewaga nie jest tak widoczna jak na początku - nie jest, bo i być nie może. Po pierwsze ostatnie mecze gramy z czołówką mimo wszystko, po drugie jakieś drobne zmęczenie się wkrada, po trzecie inni tez widzą co Legia gra i się do tego ustawiają. Chyba Kibic napisał że Legia grała 8 defensywnymi zawodnikami, co moim zdaniem raczej jest bajaniem, ale spójrzcie kogo wystawił Urban w pomocy, Trałka Tetteh - dwa rębajła, Linetty Gajos - oni też często grywali jako defensywni środkowi pomocnicy, jedynie Jevtić to typowy zawodnik ofensywny, słabszy w defensywie. Urban wie że Legia grając na 2 napastników ma w środku 2 zawodników a nie 3, więc tam zagęścił środek i czekał na błędy. Nie chciał konstruować, a przeszkadzać i strzelić dokładnie taką bramkę jak zrobiła to Legia. Brak Jodły na 8 jest niestety bardzo widoczny bez względu co mówi Staszek