- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Euro 2016: Gejzer emocji
Wielkiego dnia na mistrzostwach Europy doczekała się mała, niedoceniana Islandia. W 1/8 finału Islandczycy odesłali do domu Anglię, pokonując faworyzowanego rywala 2:1. W innym poniedziałkowym meczu pożegnaliśmy obrońców mistrzowskiego tytułu. Hiszpanie ulegli Włochom 0:2.
Pierwsza połowa meczu Włoch z Hiszpanią była popisem drużyny włoskiej, która nie zostawiała Hiszpanom swobody w żadnym fragmencie boiska, a po przejęciu piłki błyskawicznie przechodziła do ataku. Ten pokaz taktycznej maestrii przyniósł Włochom zasłużone prowadzenie. W 33. minucie De Gea niezgrabnie odbił strzał z rzutu wolnego i piłkę do bramki skierował Chiellini. Po przerwie Hiszpanie przyspieszyli grę, trener Del Bosque wprowadził na boisko drugiego napastnika w osobie Aduriza i obrońcy mistrzowskiego tytułu wreszcie zaczęli zdobywać przewagę. Dojść do czystej sytuacji strzeleckiej było jednak Hiszpanom bardzo trudno, w dodatku Del Bosque nie trafił ze zmianami. W 70. minucie na boisku pojawił się Vázquez, zajmując pozycję na prawym skrzydle, a David Silva przeniósł się na lewą stronę boiska w miejsce zmienionego Moraty. Dziesięć minut później okazało się, że po jednym z wcześniejszych starć we włoskim polu karnym do gry nie nadaje się Aduriz. Musiał zmienić go Pedro i Hiszpanie zostali bez napastnika. Mieli jedną stuprocentową sytuację strzelecką, ale znakomitym refleksem wykazał się Buffon, broniąc strzał Piqué z kilku metrów. Podobnie jak w meczu z Belgią, w doliczonym czasie gry przeciwnika dobił Pellè, finalizując kontrę reprezentacji Włoch.
Hiszpanie zaczęli mistrzostwa Europy w bardzo dobrym stylu, ale kończą je z przeciętnym bilansem dwóch zwycięstw i dwóch porażek. To drugi kolejny mistrzowski turniej, na którym Hiszpania zawodzi swoich kibiców i przypadku w tym być nie może. Hiszpańska techniczna maestria przestała iść w parze z boiskową efektywnością, o czym we Francji przesądziły detale z zakresu piłkarskiego rzemiosła, takie jak karny zmarnowany przez Ramosa w meczu z Chorwacją czy słaba postawa De Gei w bramce.
Włosi z pierwszej połowy meczu z Hiszpanią to zespół, który mógłby pokonać każdego przeciwnika na świecie. Trener Conte na zakończenie swojej przygody z reprezentacją wykonuje znakomitą pracę, a jego drużynę ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Włosi nie tylko bronią jak przystało na spadkobierców Scirei i Nesty, ale i atakują z imponującą dynamiką. W ćwierćfinale Włochów czeka jeszcze trudniejszy test – starcie z Niemcami. Już dziś trzeba ostrzyć sobie zęby na ten mecz.
Rzeczy jeszcze bardziej niezwykłe niż w rywalizacji Włoch i Hiszpanii działy się w wieczornym meczu Anglii z Islandią. Kiedy już w 4. minucie Rooney pewnie wykonał rzut karny i dał Anglikom prowadzenie 1:0 wydawało się, że czeka nas mecz jednostronny i pozbawiony szczególnych emocji. Tymczasem w 6. minucie wyrównał R. Sigurðsson, a w 18. minucie Sigþórsson dał Islandczykom prowadzenie 2:1. Ten wynik utrzymał się do końcowego gwizdka.
Islandczycy pokazali wszystkie swoje walory, które mogły być obce tylko komuś, kto zupełnie lekceważy rozeznanie potencjału jakim dysponuje przeciwnik. Islandia grała futbol twardy, dobrze zorganizowany i oparty na szybkim, prostym przeniesieniu piłki z obrony do ataku. Anglicy na tym tle wypadli znacznie gorzej niż grupowi rywale Islandczyków. Zarówno Portugalczycy, Węgrzy, jak i Austriacy potrafili zrobić więcej niż podopieczni Hodgsona. Trener Anglików usiłował w przerwie ratować sytuację, wprowadzając swojego pupila Wilshere’a do pomocy, później na boisku pojawili się jeszcze Vardy za Sterlinga i w samej końcówce Rashford za Rooneya, ale jego drużyna grała katastrofalnie. Brakowało przede wszystkim pomysłu na rozegranie piłki, a nerwowość zespołu angielskiego rosła z minuty na minutę, przeradzając się w panikę i nie wystawiając najlepszego świadectwa ani sowicie opłacanym gwiazdom BPL, ani ich trenerowi.
Awans Islandii do ćwierćfinału to z pewnością największa sensacja francuskiego turnieju. Znakomita gra skromnych Islandczyków w starciu z zawodnikami będącymi gwiazdami najdroższej ligi świata musiała sprowadzić uśmiech na twarz wszystkich kochających futbol – oczywiście poza kibicami reprezentacji Anglii.
W mistrzostwach Europy teraz czas na dwa dni odpoczynku. W czwartek o 21:00 do walki o półfinał stanie reprezentacja Polski, która zmierzy się z Portugalią. W piątek mecz Walii z Belgią, w sobotę Niemcy zagrają z Włochami, a w niedzielę dojdzie do rywalizacji Francji z Islandią.
Co do Anglii, oprócz 4. miejsca na MŚ w 1990 nie pamiętam, aby ta drużyna dotarła przesadnie wysoko. Przynajmniej dwa razy mieli pecha: w 1986 (ręka Maradony) i w 2004 w Portugalii (nieuznany prawidłowy gol w dogrywce). Kiedyś często zawalali turnieje w karnych, teraz nawet do odpadnięcia w karnych im brakuje. A Islandia? Prawdziwa drużyna.
Islandia to argument na tak, czy na nie formuły 24 drużyn w Euro?
Grymaszą niektórzy na „niesprawiedliwą” drabinkę, w tej trudniejszej połówce znalazła się Francja, jej droga do półfinału: Rumunia, Albania, Szwajcaria, Irlandia, Islandia(?)
Aha, Senator mnie wywołał do złożenia wyjaśnień czemu w typerze stawiałem na Słowację? Otóż wykoncypowałem sobie, że w 1/8 jakaś niespodzianka być musi, strzeliłem kulą w płot że Słowacji najbliżej do sprawienia megasensacji, przyznaję Islandczyków nie brałem pod uwagę, gdy Angole szybko wyszły na prowadzenie, pomyślałem ot i tyle emocji w tym meczu!
Odpadnięcie Anglików stanowi dla mnie jeden z najzabawniejszych momentów każdego turnieju, na jaki przyjadą. Zupełnie nie rozumiem jakim cudem ktokolwiek może uznawać za faworyta do końcowego triumfu na jakiejkolwiek poważnej imprezie zespół (?), który od pół wieku niczego nie wygrał. Ba, pomijając nieliczne i też odległe w czasie (MŚ'90, ME'96) przypadki, nigdy nawet nie był blisko. Chorwaci, Czesi, Turcy, o Grekach nie wspominając - każda z tych reprezentacji może pochwalić się, że w ostatnich latach osiągała lepsze wyniki od Anglików. A jakoś nikt im a priori krążków na karkach nie wiesza. O, ja wiem, sami Anglicy za każdym razem wyruszają po medale, "prawie na pewno" złote. I za każdym razem z równie komicznym zdumieniem odkrywają, że znów nic z tego. W przerwie wczorajszego meczu (!!!) komentatorzy ITV zastanawiali się, czy na ćwierćfinał trener Hodgson nie powinien jednak zmienić bramkarza. Na szczęście podopieczni starego, poczciwego Roya wybawili go z tego kłopotliwego dylematu. Tego i każdego innego w roli selekcjonera. Goo' lads, ain't they?
Co się tyczy wczorajszych zwycięzców, nabijał się ostatnio Iocosus z mojej opinii, wg której "za Italią nie przemawia praktycznie nic". I słusznie się nabijał. Wychodzi na to, że esperto ze mnie jak z koziego zadu borsa da viaggio. Wypada jedynie sypnąć popiołem głowę (całe szczęście, że coraz bardziej siwa, może nie będzie widać
Odpowiadając natomiast na iocosusowe pytanie, co można jeszcze dodać do opowieści o sukcesie Islandii, napiszę: całe mnóstwo! To przecież państwo o populacji pi razy oko Białegostoku, w którym - państwie, nie Białymstoku
(cdn)
Zbierając to wszystko do kupy, wczorajsze mecze uwypukliły trend, który i tak był nieźle widoczny zarówno podczas trwających ME, jak i właśnie zakończonej Copa America Centenario. W dzisiejszej piłce reprezentacyjnej w pierwszej (i drugiej, i trzeciej, i czwartej pewnie też) kolejności liczy się zespół. Nieważne ile poszczególni zawodnicy mają milionów euro na koncie, a followersów na twitterze. Jeśli nie masz drużyny, która chce i umie grać ze sobą i posiada konkretny, możliwy do wprowadzenia plan na każde spotkanie - leżysz. W Stanach Chile wypunktowało bezładną i bezradną Argentynę. Pośród francuskich ćwierćfinalistów tylko miażdżąca siłą ofensywną Francja i nieprzyzwoicie fartowna Portugalia wyłamują się z zespołowego schematu. Nawet Belgowie, którzy zaczynali turniej jako zbieranina gwiazd i gwiazdeczek, w meczu z Węgrami dali kapitalny pokaz drużynowego grania.
To wszystko chyba dobrze nam wróży, nie?
Widzę,że zaczynasz jak "Złotousty" Darek Szpakowski /pozdrawiam/ czyli jeszcze do końca meczu prawie cały mecz ,a on już podsumowywuje
Na razie wnioski są zatrważąjące. Dziadowszczyzna triumfuje. Nie dlatego,że jest dobra,ale dlatego,że ci teoretycznie lepsi dali się wepchnąć w to pseudo granie na 1/6 boiska , gdzie nie ma miejsca, aby pokazać co się umie, bo się co rusz potyka o frajera, któremu piłka przeszkadza,ale który chwyta łapami w pół, kopie po łydkach i nie puszcza,a sędzia odwraca się tyłkiem i udaje,że liczy chmury na niebie. Prześmiewczo pisałem o tym powrocie do korzenia czyli do podwórkowego grania w stylu rugby w felietonie " W kalejdoskopie cz.35".
Ale z jednym się zgodzę. Ten ból jajec może mi uśmierzyć wyłącznie dojście Polski do finału. Wtedy być może uznam,że to EURO pomimo wszystko miało w sobie to cuś
Z sentymentu i właśnie dlatego że kilkadziesiąt lat nic nie wygrali.
Ich problemem są chyba pieniądze w lidze. Ileż to razy słyszeliśmy o tym że w jedenastce najlepszych drużyn nie wychodzi żaden anglik?. Jeśli jeszcze odejmiemy walijczykow, irlandczyków, szkotów to kto tam ma grać w tej reprezentacji?
Ja też popieram tezę że drużyna i jej jedność to podstawa jakiegokolwiek sukcesu. Ilość meczów jakie rozgrywają gwiazdy dowodzi że i oni nie konie i sił brakuje.
Jeśli jeszcze raz wymienisz mój pseudonim w jednym akapicie z nazwiskiem Szpakowski, zemsta będzie straszna. Czuj się ostrzeżony
W żadnym razie nie zabieram się za podsumowania. Zauważam po prostu, że lekko licząc połowa (alfabetycznie: Islandia, Polska, Walia, Włochy) ekip pozostałych w turnieju już osiągnęła sukces, bez względu na końcowe rozstrzygnięcia. Ba, dla 3/4 tego kwartetu jest to sukces nigdy wcześniej nie notowany w ich historiach. No i jakoś tak się zabawnie składa, że cały ten kwartet, plus jeszcze połowa pozostałej połowy, gra zespołowo. I istnieje zespołowo. W sensie: wartość każdej z tych drużyn jest wyższa, niż suma części składowych. Czasem nawet znacznie wyższa.
Ten Twój felieton zasługuje na szerszy komentarz, który zresztą chodzi mi po głowie odkąd tylko go przeczytałem. Nic to, niech się jak figa ucukruje, jak tytuń uleży, kiedyś jeszcze znajdę czas
A tak w ogóle, skoro ci "teoretycznie lepsi" są teoretycznie lepsi, dlaczego nie wygrywają? Dlaczego dają sobie narzucić warunki stawiane przez teoretycznie słabszych? Coś ta teoria nie bardzo wytrzymuje starcie z praktyką
@ Senator:
Rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach. Jestem w stanie zrozumieć sentymenty. Nawet tak perwersyjne, jak sympatia do reprezentantów kawałka pewnej wyspy niedaleko Europy
Ilość meczów jakie rozgrywają gwiazdy dowodzi że i oni nie konie i sił brakuje.
Zlituj się, Senatorze. To jest taka evergreenowa wymówka notorycznych przegrywaczy. Jakoś popatrz, w reprezentacjach, które zdobywają medale ME/MŚ też grywają piłkarze czołowych klubów. I też mają w nogach całe sezony. I co? Oni mogą, a inni nie?
"Islandia to argument na tak, czy na nie formuły 24 drużyn w Euro?"
A wiesz, że to cholernie ciekawy temat do dyskusji? Zbyszek twierdzi, że przez to na turniej zawitała dziadowszczyzna. Ja osobiście uważam, że z dziadowszczyzną mieliśmy do czynienia przy poprzedniej formule, gdzie wąska grupka gwiazdek znających się jak łyse konie uprawiała rodzaj wrestlingu, czyli takiej piłki na niby. A na koniec, można powiedzieć, wszystko zostawało w rodzinie.
To jest też ciekawy temat do rozmyśleń na temat obecnej formuły europejskich rozgrywek klubowych, z tym, że tutaj akurat trend jest odwrotny, czyli jeszcze większa elitarność i jeszcze mniejsza grupka do tego tortu. A na koniec pewnie jeszcze mniejsza oglądalność, bo ileż można oglądać te same ry.. eee... twarze?
O Euro w sumie już możemy powiedzieć, że pod względem atrakcyjności obecna impreza tak jakby dostała nowy impuls. Ja mam nadzieję, że ktoś tam w UEFA puknie się w końcu w głowę i zastanowi, że być może i w LM należałoby na ten przykład przywrócić pierwotną formułę rozgrywek, tak, żeby Liga Mistrzów naprawdę była tylko dla mistrzów a nie tylko dla najbogatszych.
Trenerzy mają moim zdaniem kapitalne znaczenie - czy potrafią dobrać odpowiednią taktykę do posiadanych zasobów ludzkich, czy jest w stanie oszaleć i desygnuje na boisko 4 napastników, zawodnika podwieszonego i tym chciał grać. Mam wrażenie że jest na tych mistrzostwach kilku trenerów między innymi Nawałka co wyciąga z drużyny maksa albo więcej, do niego dochodzi Lagerback i oczywiście Conte - moim zdaniem mega szajbus.
Zmęczenie - mam wrażenie że wielu zawodników, potencjalnych gwiazd tych mistrzostw gra znacznie poniżej możliwości - vide Lewandowski - uważam że zmęczenie ma tu dużo do czynienia - jak patrzę na zawodników typu Muller to widzę to samo.
Właśnie o te gwiazdy mi chodziło. Widać wyraźnie że nie są na tych mistrzostwach w optymalnej formie.
A wiesz, że to jest pogląd często wyrażany przez tzw. niedzielnych kibiców? Nie zrozum mnie źle. Absolutnie nie zamierzam urządzać jakichś retorycznych wycieczek w Twoją stronę. Chodzi o to, że na co dzień spotykam co najmniej kilku ludzi oglądających piłkę z doskoku. Takich, którym na co dzień nie zaprzątają głowy zawiłości taktyczne, sprawiedliwości formatów rozgrywek i inne takie. Nie interesuje ich również zbyt mocno, czy "eksperci" uznają poziom danego meczu za "niebotyczny", czy "koszmarny". I tacy właśnie ludzie się z tych wszystkich Islandii, Walii, czy nawet Belgii cieszą. Bo odbierają obecność tych drużyn na tak późnym etapie ME jako ożywczy powiew świeżości.
@ Dalkub:
Rola trenerów jest rzeczywiście trudna do przecenienia. Pełna zgoda.
Co zaś się tyczy (rzekomego) zmęczenia, obrazowanego przykładem Lewandowskiego - ja kiedyś byłem zajadłym krytykiem R.L. Jeśli nie wierzysz, pogrzebię w archiwach i przedstawię dowody
Patrzę na faceta dzisiaj i nie mogę wyjść z podziwu. Nie tylko ja zresztą. Gdzieś bodaj w brytyjskich mediach wyczytałem opinię, że "Lewandowski zeżarł już na tym turnieju więcej trawy, niż mleczne stado wypuszczone na łąkę". I w zupełności się z tą opinią zgadzam. W każdym z dotychczasowych czterech spotkań na Robercie ustawicznie wisiało od dwóch do w porywach nawet czterech obrońców rywala. A mimo to Lewy potrafi przyjąć piłkę, zastawić, przytrzymać, rozegrać, wywalczyć stały fragment i - co może najistotniejsze - zdjąć uwagę przeciwnika z innych graczy Biało-Czerwonych. To naprawdę nie jego wina, że Arek Milik najwyraźniej zostawił celownik w Amsterdamie.
Owszem, ja też chciałbym, żeby Lewandowski wreszcie coś strzelił. Myślę, że przede wszystkim jemu samemu bardzo dobrze by to zrobiło. Oby już jutro. Uważam jednak, że wszystkich tych opisanych wyżej aktywności nie mógłby się podjąć zawodnik przemęczony. Padłby po piętnastu minutach, przykładowi Boateng z Hummelsem zepchnęliby jego truchło za linię boczną i już, koniec pieśni.
Co do Muellera - jeśli uważasz, że znasz rozwiązanie jego problemu, zgłoś się do DFB, na pewno Cię ozłocą
A propos innych gwiazd - ale o kogo dokładnie chodzi? Antoine Griezmann, finalista LM, zapewnił Francji awans do ćwierćfinału. Dimitri Payet, zawodnik podobno najbardziej wymagającej fizycznie ligi świata, tę samą Francję niemal w pojedynkę przeciągnął przez fazę grupową. Eden Hazard, na co dzień piłkarz z tej samej ligi, w meczu z Węgrami zasuwał od linii końcowej do linii końcowej i dało się o nim powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że wygląda na półtrupa. Grzegorz Krychowiak, zwycięski finalista LE, nie bezpodstawnie uważany jest za jednego z najlepszych graczy trwającego Euro. Kto zatem nie świeci? O Lewandowskim i Muellerze już pisałem. Cristiano Ronaldo? A kiedyż to on świecił na niwie reprezentacyjnej? Dwanaście lat temu, gdy był smarkaczem, któremu dopiero wróżono wielką karierę?
tu nie chodzi o typowe zmęczenie - za dużo przebiegł i go nogi bolą. Tu chodzi bardzie o zmęczenie mentalne, czyli w sumie masz siłę aby biegać ale frajdy wielkiej z tego nie masz. Przesyt. Nie mam żadnego patentu na wiedzę w sprawie Mullera, tak jak w sprawie Anglików, czy wielu słabo grających zawodników. Zastanawia to dlaczego grają gorzej? zapomnieli jak się gra? nie chce im się? jakieś inne przyczyny? Wychodzi na to że faktycznie dla wielu taka dawka meczy jest problemem.
Co do tych gwiazd - Hiszpanie bez tempa, tak jakby za karę, Anglicy dramat a kilku solidnych zawodników tam mają, większość Francuzów bardzo przeciętnie - jeżeli uważasz że Griezmann jest w gazie to się nie zgadzamy - w gazie to był w kwietniu, słaby Muller, słaby Ozil, tak sobie Kroos, Portugalczycy mocno przeciętni, o takich zawodnikach jak np. Alaba pisał nie będę, ale to tez nie jest ich turniej. W naszej reprezentacji błyszczą ci których oceniano nisko - łącznie ze mną, a słabiej grają ci co mieli błyszczeć. Gdyby ktoś 3 tygodnie temu napisał, że bohaterem memów w sensie pozytywnym będzie Pazdan a nie Lewy to śmiałbyś się do rozpuku i powiem że ja bym się śmiał z Tobą.
Lewandowski - sorry - nie interesuje nikogo ile i czego zjadł tylko ile strzelił bramek, a może to w ilu był sytuacjach do ich strzelenia - na moje miał 1 setkę na 4 mecze. Potem próbował siłować jakieś strzały z daleka. Tak wiem jest podwajany i potrajany i wiem że mu ciężko, ale jeżeli mam go rozliczać z walki a nie z bramek to się zupełnie nie zgadzam. Mam wrażenie że Lewy gorzej gra już od jakiegoś czasu, od kwietnia.
Cieszy mnie ,że czujesz bluesa.
"A kiedy ja się wcale nie zachwycam. Wcale się nie zachwycam." Gałkiewiczowi postawiono pałę, A on:"Ale ja nie mogę zrozumieć!Jak zachwyca kiedy nie zachwyca"."Nikogo to nie przewierca. Nikogo to nie obchodzi, wszystkich nudzi" . I dalej "Tra, la,la mama , ciocia!Jak to rozwija , kiedy nie rozwija?Jak to doskonali, gdy nie doskonali?.Jak to wyrabia , kiedy nie wyrabia?.O Boże, Boże - Boże, Boże".
Tak na tym EURO nie zachwycają mnie i nie podziwiam żadnych Irlandii,Walii,Islandii, Węgier i tego typu pokrak.Oglądając ich "wyczyny" czuję nudności wynikające z nudy.
Zapytasz? a dlaczego oglądam?. Z chytrości,żeby się nie zmarnowało. Wykupiłem abonament za 99 zł to się gapię i nie odpuszczam.A było to tak:
Moja ukochana żona była przeciw. Też z chytrości.Ale motywowała racjonalnie ; pracujesz, często do późna, lubisz wyjechać w głusz odsapnąć, masz i inne zajęcia poza domem - co chcesz oglądać, kiedy nie masz kiedy ?. I tak stanęło na niczym, bo w domu to moje szczęście sprawuje władzę niepodzielną. Aż tu rozmawiała z moim wspaniałym wnuczkiem ,a ten pyta : " Babciu , dlaczego Ty dziadkowi zabraniasz oglądania meczów skoro on tak to lubi ?".No i jak przyszedłem do domu to Połowica pytała " Czemu jeszcze nie zamówiłeś".
W ten sposób tak sobie zorganizowałem czas, aby oglądać. Gdybym był nie uiścił to poza meczami Polaków obejrzałbym do końca tylko mecz Belgów z Włochami i Włochów z Hiszpanią.
Oczywiście jest pytanie ; dlaczego lepsi zawodnicy nie sprawiają,że ich zespoły nie wygrywają? . Odpowiedż nie jest prosta. Samo hasło zespołowości to za mało. Lecz i za małą jest propozycja Jacka Gmocha, ażeby podjąć walkę z walczakami i cierpieć. Wybaczam Jackowi / pozdrawiam/ , ale piłka nożna korzystała z dorobku innych sportów/ poza boksem,/ i pora ponownie jego wykorzystać. W boksie lepszy nie wdaje się w bójkę tylko cierpliwie czeka ażeby przywalić rzucającemu się jak wsza na grzebieniu gnojkowi. W piłce mamy sytuację w której to ci lepsi uważają za swój obowiązek napadać teoretycznie słabszego ,a ten kontuje raz na 100 ataków i wygrywa. A jak by tak to ten lepszy jak w boksie nie napadał tylko swoje odczekał i to on kontrował to co ?. Też by były zachwyty ? . Domagacie się równoczesnych sprzeczności ,aby lepszy atakował i wygrywał. On powinien wygrywać klasą , spokojem i konsekwencją. W żadnym razie nie wdając się w burdy z chuliganami. To co proponuję powinno przywrócić hierarchię. Tylko nie wiem czy się spodoba lewactwu, które z obalania mocniejszego zrobiło sobie ideologię.. Na mnie w tym propagowaniu futbolu rodem z Islandii proszę nie liczyć.
Co do Griezmanna i gazu - chłopak strzelił dwie (z dwóch) bramki w meczu decydującym o awansie jego drużyny do ćwierćfinału ME plus jeszcze wypracował czerwoną kartkę dla rywala. OK, ja wiem, że on potrafi więcej. Ale na litość, nie róbmy z niego przyduszonego zmęczeniem cienia piłkarza!
Wiesz, ja nie jestem w stanie wejść nikomu do głowy i sprawdzić ponad wszelką wątpliwość co konkretnie sprawia mu frajdę, co nie i dlaczego. Na pewno przesyt może grać rolę, nie mam gruntu by przeczyć. Wydaje mi się jednak, że swoje mogą robić także presja otoczenia i świadomość powagi momentu. Wbrew temu, co od lat pierdzielą przeróżni wengero-fergusoniści, MŚ i ME ważą jednak zdecydowanie więcej, niż Ligi Mistrzów, La Ligi, Premier League'i i reszta. Jakkolwiek staroświecko, niemodnie i niepoprawnie politycznie by to nie brzmiało: cały naród na nich patrzy. A okazja do rehabilitacji za ewentualną wtopę dopiero za dwa lata. O ile trener powoła, czego nie wszyscy np. francuscy gwiazdorzy mogę być pewni (Benzema i Gameiro mieliby tu pewnie coś do powiedzenia).
Gdyby ktoś 3 tygodnie temu napisał, że bohaterem memów w sensie pozytywnym będzie Pazdan a nie Lewy to śmiałbyś się do rozpuku
Hmmm... Nie wiem, teraz to mi oczywiście łatwo się wymądrzać, ale może wcale bym się nie śmiał? Tak już przecież czasem bywa, że wielkie turnieje robią z przeciętniaków wielkich piłkarzy. Szczerze Michałowi życzę, żeby nie poszedł drogą np. Fabio Grosso, czy Toto Schillaciego i także po ME potrafił utrzymać choć dużą część obecnej dyspozycji.
Lewandowski - sorry - nie interesuje nikogo ile i czego zjadł tylko ile strzelił bramek
No cóż, mnie interesuje. Więcej: jestem dość mocno przekonany, że gdyby polował na indywidualne statystyki, a nie poświęcał się dla drużyny, tego ćwierćfinału śmiało mogłoby nie być. Co ani na jotę nie zmienia faktu, że mocno trzymam kciuki, aby wreszcie trafił.
@ Zbyszek:
Nie wiem czym obecnie zachwycony jest redaktor Szpariusz. Na szczęście nie muszę go słuchać. U mnie w domu też rządzi ta mądrzejsza połowa
Stosunek do twórczości Witka mam, hmmm..., złożony. Niemniej, i tak cenię ją nieporównywalnie wyżej, niż tfu!-rczość Darka. Przy czym na tematy teoretycznoliterackie to się lepiej tutaj nie rozpisujmy, bo zanudzimy towarzystwo skuteczniej, niż Ciebie nudzi przebieg Euro
Chodzi mi w zasadzie wyłącznie o to, że ja w tę całą "teoretyczną lepszość" zwyczajnie nie wierzę. Owszem, futbol jest sportem niskowynikowym, przez co czasem się zdarzy, że lepszy zespół ma pecha i przegra z gorszym. Jednak pomiędzy "czasem się zdarzy", a "zdarza się nagminnie" istnieje pokaźny kawałek różnicy. Gdy zatem "teoretycznie lepsi" nagminnie dostają w zad, mogę tylko powtórzyć: niechże sobie tę "teoretyczną lepszość" powieszą na gwoździu.