- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Górnik - Legia 3-1: Mistrz w letargu
Źle rozpoczął się dla Legii kolejny ligowy sezon. W meczu pierwszej kolejki nasza drużyna wyraźnie uległa w Zabrzu Górnikowi 1:3. Gospodarze prowadzili już trzema bramkami. Honor Legii uratował w końcówce meczu nasz nowy napastnik, Armando Sadiku.
Sadiku nie pojawił się w wyjściowej jedenastce Legii. Reprezentant Albanii rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, podobnie jak Krzysztof Mączyński. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Broź, Dąbrowski, Jędrzjeczyk, Hloušek – Moulin, Kopczyński – Guilherme, Nagy, Szwoch – Hämäläinen. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Loska – Wolniewicz, Wieteska, Suárez, Koj - Kądzior, Ambrosiewicz, Żurkowski, Kurzawa - Wolsztyński, Angulo.
Pierwszy strzał oddał w 8. minucie Moulin, jednak było to uderzenie niecelne. Legia próbowała przejąć inicjatywę, ale szybko okazało się, że nie będzie to zadanie łatwe. Zawodnicy Górnika byli agresywni, aktywni i ruchliwi, grali bez żadnego respektu dla drużyny mistrza Polski. Skutkiem ospałego rozpoczęcia meczu w wykonaniu naszej drużyny była bramka dla zabrzan. Górnicy w ataku grali szybko, ryzykownie, oddawali strzały z nieprzygotowanych pozycji, ale z tego pozornego chaosu rodziło się zagrożenie dla bramki Legii. W 17. minucie Wieteska wygrał walkę o piłkę po rzucie rożnym i zgrał ją na środek pola karnego. Tam najlepiej zachował się Suárez i umieścił piłkę w bramce naszego zespołu. Chwilę później zamroczoną Legię mógł zaskoczyć Angulo, jednak jego płaski strzał zza pola karnego minął bramkę naszej drużyny.
Legionistom nic nie wychodziło. Drużynie brakowało lidera, brakowało dokładności i boiskowego refleksu. W 36. minucie w niezłej sytuacji znalazł się Guilherme, ale jego strzał prawą nogą został odbity przez Loskę. W 38. minucie nasi zawodnicy wreszcie rozegrali ładną akcję, ale Loska przytomnie wybiegł z bramki i uprzedził Guilherme. Górnicy odpowiedzieli soczystym strzałem Kądziora, na szczęście w środek bramki. W 40. minucie z wolnego huknął Dąbrowski, jednak Loska obronił ten strzał. W 43. minucie było 2:0 dla Górnika. Gospodarze ruszyli z kontrą, Wolsztyński wymanewrował legionistów efektownym podaniem do biegnącego na pełnej szybkości Angulo. Hiszpan sunął sam na bramkę Legii od połowy boiska, a obrońcy Legii zostali w blokach. Angulo płaskim strzałem pokonał Malarza. Przy okazji nasz bramkarz został znokautowany kolanem przez przebiegającego Hiszpana i musiał zostać zmieniony przez Cierzniaka.
Do przerwy Legia przegrywała 0:2, grając niestety bardzo źle. Nasza drużyna męczyła się w ataku i nie nadążała w obronie. Bez radykalnej poprawy jakości gry Legii, nie można było marzyć o odrobieniu dwubramkowej straty.
Niestety taka poprawa nie nastąpiła. W drugiej połowie w Legii pojawił się Sadiku, który zmienił Kopczyńskiego. W 53. doskonałą szansę na zdobycie gola miał Hämäläinen, ale po dośrodkowaniu Guilherme z kilku metrów nie trafił głową do bramki. W 61. minucie Mączyński zmienił Brozia, a Legia przeszła na grę trójką w obronie. Nadal trudno jednak było mówić o huraganowych atakach naszego zespołu. Legionistom brakowało precyzji i polotu, uskrzydlonym gospodarzom wychodziło natomiast wszystko. W 65. minucie prostopadłe podanie za środka pola minęło naszych obrońców, sam przed Cierzniakiem znalazł się Angulo i zdobył swojego drugiego gola tego wieczoru. W 69. minucie swoją kolejną szansę na bramkę miał Hämäläinen, ale po podaniu od Nagya trafił wprost w Loskę. W 80. minucie Legia zdobyła gola. Nagy znakomicie zgrał piłkę klatką piersiową do Sadiku, a ten mocnym strzałem strzelił swoją pierwszą bramkę w barwach Legii. Nasi piłkarze jeszcze przez chwilę wierzyli w możliwość odwrócenia losów meczu, ale po kilku nieudanych akcjach spasowali.
Legia pozwoliła się stłamsić i zabiegać beniaminkowi. Gospodarze byli zbyt szybcy i zbyt bezkompromisowi dla naszych zawodników. Trudno powiedzieć czy to pucharowy dwumecz ze słabiutkim fińskim zespołem tak źle wpłynął na Legię, czy zawirowania personalne w każdej formacji, ale nie dało się oglądać tego widowiska bez przykrości. Futboliści, którzy niedawno kopali piłkę na pierwszoligowych boiskach, wyglądali przy naszych piłkarzach jak atleci.
Jeżeli szukać pozytywów z takiego zimnego prysznica – dobrze, że zdarzył się on już w pierwszej kolejce.
Górnikowi za to mecz wyszedł jak by sobie to wymarzyli. Jestem ciekaw ich kolejnego meczu, bo poprzeczkę powiesili sobie wysoko. Nie zdziwię się jednak, jak okaże się, iż dzisiaj mieli po prostu swój dzień i trafili Legię w optymalnym momencie, a kolejne kolejki sprowadzą ich boleśnie na ziemię. Na kolejnych przeciwników spinka będzie pewnie już trochę mniejsza i zobaczymy co wtedy pokażą młokosy z Zabrza.
Pierwsza połowa to Legia grała na ile Górnik jej pozwalał. Zdecydowanie Zabrzanie przewyższali nas ambicjonalnie oraz walecznością. Ustawili wysoko pressing i skutecznie utrudniali wojskowym wyprowadzenie gry ze strefy niskiej. Rywale agresywnie doskakiwali do naszych zawodników wymuszając szybszą i nerwową grę naszych obrońców przy otwarciu gry ze strefy niskiej. Przez to nasze akcje kiedy przechodziliśmy z obrony do ataku często były rwane bez odpowiedniego przesuwania się formacji w dane strefy i zmuszały Legionistę będącego przy piłce do holowania gry, pojedynków jeden na jeden lub dwa na jeden. Ogólnie zbyt często gubiliśmy odpowiednie tempo gry i ćwiczone schematy na treningach nie miały odzwierciedlenia na boisku. Było sporo chaosu i przypadkowości. W pierwszej odsłonie bardzo nie podobała mi się gra Hämäläinen. Zbyt dużo strat oraz dublowania pozycji kolegów w bocznych sektorach (głównie chodzi mi o lewą stronę boiska gdzie spotykał się w tym samym momencie z Hloušekiem). Również przy stałych fragmentach gry przegrywał walkę o pozycję. Broź także grał zdecydowanie gorzej niż w Finlandii.
Druga połowa Górnik mając korzystny wynik cofnął się do obrony niskiej nastawiając się na kontry. Na drugą odsłonę nie wyszedł Kopczyński który tradycyjnie więcej grał do tyłu niż do przodu. W dalszym ciągu nie potrafi szybko przenieść gry ze strefy niskiej do środkowej. O rzuceniu prostopadłej piłki do przodu przez Kopę to my kibice możemy tylko pomarzyć!
Mimo, że Legia grała zdecydowanie z większym zaangażowaniem w dalszym ciągu szwankowała organizacja gry. Ja w 55 minucie meczu byłem pewien, że tego meczu nie wygramy. Nie wierzyłem w cudowne odrodzenie naszej gry. A jednak sytuacje boiskowe pokazały, że w Zabrzu Legia mogło osiągnąć dobry wynik. Jednak strasznie zawodził Hämäläinen marnując dwie setki. Górnik wykorzystał kolejną swoją szanse i strzelił 3 gola odbierając nam marzenia chociażby na remis.
Reasumując w naszej grze najbardziej brakowało odwagi w podejmowaniu decyzji. Statecznie, bez szybkiego doskoku do Zabrzan w środkowej strefie boiska nie potrafiliśmy kasować akcji rywali. Szwankowała odbudowa ustawienia po stracie piłki (faza przejścia z ataku do obrony). Brakowało pressingu wysokiego gdzie Górnik mógł spokojnie budować swoją grę. Ogólnie Legia wyglądała na zmęczoną grając duża na tzw. radar. Za daleko od rywali o jedno tempo. Tak grając ciężko jest się skutecznie bronić. Rywal nasze słabości wypunktował aplikując nam 3 bramki. Stałe fragmenty tu proszę by Szwoch więcej potrenował ten element gry gdyż zbyt duża ilość jego wrzutek była przeciągnięta. Brak Pazdana na tą chwilę jest mocno odczuwalny. Jak na razie Jędrzejczyk w środku, a Broź na prawym mnie nie przekonuje.
Pozytyw to dobre wejście do drużyny nowego snajpera z Albanii Sadiku. 35 minut potrzebował by strzelić pierwszą bramkę w ekstraklasie.
Ja już się przyzwyczaiłem, że pierwsze pięć czy siedem kolejek to Legia gra piach. W zasadzie kiedy rywal nie przestraszy się w szatni to osiąga korzystny wynik. Ile punktów na starcie w tym sezonie Legia straci? Tego nie wiem. Ale na pewno we wrześniu strata do lidera będzie oscylować od 6 do 9 punktów. Tego stanu nikt nie może zmienić. Zawsze z klubu ktoś będzie chciał odejść, nowi zawodnicy dojdą w trakcie sezonu i bądź tu mądry by poukładać te klocki (przygotowania do sezonu) bez strat na jakości gry. Nie da się. Czeka nas kolejny sezon kiedy będziemy gonić czołówkę ligi.
Wczoraj od początku do końca mecz położył Magiera ze swoim sztabem, wszystko było złe. Zestawienie, taktyka, przygotowanie motoryczna a szczególnie mentalne.
Moja jedyna uwaga personalna to Jędrzejczyk, na boku obrony wiele nie robi ale przynajmniej nie szkodzi za to na środku to czysty sabotaż. A wczorajsza jego rozpaczliwa pogoń za napastnikiem Górnika to kwintesencja upadku tego zawodnika. Jak obrońca zarabiający 800 tys euro! nie może dogonić zawodnika z piłką który dodatkowo jeszcze przekładał sobie piłkę układając do strzału?
Nie ma co oczywiście wyrokować po pierwszym meczu ale miły to wczoraj obraz Legii nie był, oby Magiery nie dopadł syndrom drugiego sezonu.
Dziś przynajmniej ładna pogoda
Górnik: Loska - Wolniewicz, Wieteska, Suarez, Koj (80' Grendel) - Kądzior (62' Ledecky), Ambrosiewicz, Żurkowski, Kurzawa - Wolsztyński (70' Olszewski), Angulo
@Świrekwampirek
"Można wymieniać kolejno piłkarzy którzy wczoraj źle zagrali i tych którzy dodatkowo są za słabi na Legię ale prawda jest taka że i tak są znacznie lepsi i doświadczeniu nie mówiąc od zawodników Górnika. Mówieniu o dodatkowych wzmocnieniach przez pryzmat spotkania z Zabrzem jest niepoważne. "
W zasadzie mógłbym to samo napisać.
Edit.
I jeszcze jedno ja w Legii od dłuższego czasu nie widzę w drużynie czegoś takiego jak team spirit, każdy sobie rzepkę skrobie, wygląda to wszystko jak małżeństwo z rozsądku. W innych drużynach to wygląda zdecydowanie lepiej.
Obecnie. W środę wieczorem gramy z „Muminkami” ale ważny mecz gdzieś tam na Wyspach Alandzkich. W czwartek powrót i rozruch pomeczowy, w piątek wyjazd do Zabrza i rozruch przedmeczowy, w sobotę mecz ligowy z zespołem który do swojej inauguracji w lidze przygotowuje się jak do swojego najważniejszego meczu w sezonie, któremu może wszystko podporządkować. Spina się na niego wyjątkowo.
Efekty: „Legia pozwoliła się stłamsić i zabiegać beniaminkowi. Gospodarze byli zbyt szybcy i zbyt bezkompromisowi dla naszych zawodników. (…) Futboliści, którzy niedawno kopali piłkę na pierwszoligowych boiskach, wyglądali przy naszych piłkarzach jak atleci. (…) Statecznie, bez szybkiego doskoku do Zabrzan w środkowej strefie boiska nie potrafiliśmy kasować akcji rywali. Szwankowała odbudowa ustawienia po stracie piłki (faza przejścia z ataku do obrony). Brakowało pressingu wysokiego gdzie Górnik mógł spokojnie budować swoją grę. Ogólnie Legia wyglądała na zmęczoną grając duża na tzw. radar. Za daleko od rywali o jedno tempo. Tak grając ciężko jest się skutecznie bronić.”
Na ten obraz gry wpływ ma tez z pewnością faza wejścia w sezon i problemy personalne, oczywiście jest i argument przeciwny, skoro Nagy biega i czuje się jak młody bóg, to czemu inni tak nie mogą, weźmy jednak poprawkę na uwarunkowania indywidualne i per saldo, uwzględnijmy i powyższe wymienione aspekty, zanim i drużynę i trenera zjedziemy dokumentnie.
Bynajmniej to nie znaczy, że błędów nie było lub że należy na nie spuścić zasłonę milczenia, według mnie i trener się nie popisał i zawodnicy niektórzy nie wykorzystali szansy, lub niektórzy wręcz zawiedli, żebyśmy tylko w swoich krytycznych analizach nie wylali dziecka z kąpielą.
Przewrotnie poszukam pozytywów po tym spotkaniu i z pewnością takim dla mnie jest postawa Nagyego. Nabiera pewności siebie i oby to dobrze rokowało. Sadiku strzelił gola i to również należy uznać za dobre wprowadzenie do zespołu, jakoś specjalnie mnie nie olśnił, ale też i nie zawiódł, zrobił to co do niego należało choćby w przeciwieństwie do Hamalinena.
Po takim spotkaniu Jędza musi być na „kibicowskiej tapecie” ale osobiście pocieszam się że pan Artur kiedyś już też miewał problemy z przystosowaniem się do roli środkowego. Martwi jego dyspozycja fizyczna, ale to akurat w jego przypadku wydaje się do nadrobienia bo przecież to był jeden z jego atutów a nie mankamentów.
To będzie wisielczy humor, ale moim zdaniem równie kiepsko jeszcze w tym sezonie zagramy, co nie znaczy że mistrzostwa nie zdobędziemy lub w pucharach wtopimy i tym się pocieszam.
No, tak do końca, to się nie zgodzę z Waszą tezą o naszej kadrowej przewadze. Szwoch, to jednak pomocnik występujący dotychczas w Arce Gdynia, w klubie, który być może utrzymał się w Ekstraklasie dzięki ręce niejakiego Siemaszki. O Kopczyńskim, to już tutaj pisaliśmy nie raz zastanawiając się, czy poza Legią w którymkolwiek klubie grałby pierwsze skrzypce. Porównanie skuteczności Hamalainena do Angulo zdecydowanie jest na korzyść tego drugiego. Jędrzejczyk w aktualnej formie? To już Frączczak z musu przesunięty przez Michniewicza do defensywy był bardziej dla Pogoni pożyteczny.
@sektor212
"Zawsze z klubu ktoś będzie chciał odejść, nowi zawodnicy dojdą w trakcie sezonu i bądź tu mądry by poukładać te klocki"
I znowu będę przynudzał na temat ESA37.
I znowu będę przynudzał na temat ESA37. Smile Gdyby liga ruszała na początku sierpnia, to i Mączyński i Sadiku i Berto byliby już po ładnych kilkunastu treningach a już nie mówię o aktualnie leczących się piłkarzach.
No tak, a jakby zaczynała w październiku to już w ogóle byliby w gazie...
Mam do was wszystkich pytanie - jak byście ocenili zachowanie Angulo po strzeleniu bramki w wyniku którego znokautował Malarza kopnięciem w głowę, po którym tenże stracił przytomność i został odwieziony karetką do szpitala?
Wszyscy jakoś nad tym przeszli do porządku dziennego, a uważam że sędzia nie stanął tutaj na wysokości zadania. Żaden piłkarz nie ma prawa tak celebrować zdobycia bramki, by narażać zdrowie innego piłkarza. Więcej uważam, że Malarz nie musiał widzieć Angulo w tamtym momencie z prostego faktu - Angulo w tamtym miejscu nie powinien być.
Mroova jakie jest twoje zdanie w tym temacie?
Przypomniało się mi właśnie, że kiedyś w meczu z Jagą ten sam sędzia nie zareagował na faul Tosika na Saganie.
To, co napisałeś, to się chyba nazywa: reductio ad absurdum.
Z założenia, niemożliwe jest z czymś takim dyskutować.
@Icoosus
Wróble ćwierkają, że Jędrzejczyk ma obecnie ważniejsze sprawy na głowie, niż jakieś treningi.
I tylko jedno - jeżeli po jednym rozegranym meczu w środku tygodnia, zawodnicy nie mają siły na kolejny za 3 dni to chybo coś tu nie jest ok, rozumiem pod koniec października, ale teraz?
Wybacz, ale wczorajszej gry Legii w żadem sposób wytłumaczyć się nie da.
Żadne trzy dni, przeloty czy zmęczenie materiału. To była inauguracja sezonu.
Przypomnę, że graliśmy z zespołem, który do ekstraklasy awansował tylnymi drzwiami. Graliśmy z zespołem, w którym 9 piłkarzy zadebiutowało w ekstraklasie. Graliśmy z zespołem, w którym podporą defensywy był niechciany w Legii Wieteska. Zawodnik, który odbył z kolegami zaledwie kilka treningów.
Wczorajszy mecz, poza "nauką" o której wspomniał trener Magiera przyniósł mistrzom Polski ogromny wstyd !
"Na aucie" Monrooe napisał:
"FK Astana - w łeb, w dyby i do lochu, albo jesteśmy poważnym zespołem albo popierdułką. Sorry, czas bania się Astany minął, albo nasz sen o potędze to mrzonka. Zaorać i zasadzić.... ziemniaki, albo wygrać i czekać na kolejne losowanie. Jak zespół z "Europy"
Po wczorajszej kompromitacji znacznie mi bliżej do "zaorania" niż do "snu o potędze". Wczoraj widziałem "popierdułkę" a nie poważny zespół.
O niezrozumiałych wyborach Magiery pisał nie będę, bo jak Senator sie nie znam, ale wystawianie w jedenastce Szwochinio z Hamalainenem trąci sabotażem.
Na koniec. Jak słusznie zauważyłeś młodziutki Nagy dał jednak rade, pomimo, ze to głównie on nie wytrzymywał do tej pory trudów spotkania. Skoro jednak mógł, to dlaczego nie mogli inni ?
Zaczynamy kolejny sezon ligowy. Ja zwykle ze starymi, nadziejami, oczekiwaniami i aż za dobrze znanymi narzekaniami. Jak zwykle coś się zmienia,ale tak, aby wszystko zostało po staremu czyli Legia Mistrz.I taka postawa kibiców Legii jest zrozumiała i naturalna.
Kiedy jednak popatrzymy na otoczenie zewnętrzne to obserwujemy zastój.Zasilanie finansowe naszej piłki ligowej jest na zatrważająco niskim poziomie. Nie mam zamiaru porównywać naszej ligi z angielską, lecz z hiszpańską czemu nie.Otóż przyjmując na podstawie danych GUS,że Hiszpania ma zbliżoną do Polski liczbę ludności i ok. 2 razy większy produkt mierzony w cenach stałych to różnica w pieniądzu przekazywanym z praw telewizyjnych jest ok. 600 razy wyższa.Ale tam pewnikiem znaleziono ludzi, którzy wiedzą jak to się to robi i robią. A u nas Kanał skamieniał. Bez znaczącego wzrostu środków z praw telewizyjnych o wzroście znaczenia naszych drużyn w Europie mowy nie ma.Owszem Canal+ dobrze technicznie pokazuje naszą Ekstraklasę, lecz jej komentatorzy piłki nie propagują i nie promują. Wręcz odwrotnie.nastawieni są na krytykę i w lidze nie widzą niczego wartościowego ani pozytywnego.Wynika to m.innymi z tego,że za fachowców robią tam samozwańcze i fałszywe autorytety.Ci w większości byli zawodnicy dotknięci są syndromem upiększania i koloryzowania przeszłości , kosztem teraźniejszości.Ich zdaniem kiedy oni grali to wszystko było lepsze.Więc teraz może być tylko gorzej.Ja nie wymagam,aby mieli specjalistyczną wiedzę,ale jakieś granice nieuctwa powinny być wyznaczone.Bo poczynają przypominać panienki zapowiadające prognozę pogody zielonego pojęcia o tym nie mając,a ich jedynymi atutami jest miły głos,ładna buzia i kształtny tyłek.Ja nie twierdzę,że oni są wyłącznie winni niskiego poziomu naszej rodzimej piłki, być może są na tym samym poziomie,ale przynajmniej powinni zachwalać towar, który sprzedają.A tak zbyt często po prostu ich bredni nie da się słuchać. Zobaczymy jak przyjmą VAR.Piłkarze i trenerzy domagający się sprawdzenia przez system ich pseudowątpliwości mają być karani. Co z nimi ?. W tym sensie ich biadolenia powodują,że sami dla siebie stają się męczennikami i jako żywo przypominają ludzi, którzy sami zatrzasnęli na sobie łańcuchy i kajdany, a potem wrzeszczą wniebogłosy,że są zniewoleni okolicznościami i nic nie mogą zrobić. Oczywiście niczego dobrego.
O tym,że w Zabrzu zawsze był wredny klimat.
Bodaj w maju 1990 roku pojechałem pociągiem z moją rodziną na komunię siostrzenicy do Zabrza dawniej Hindenburg.W pociągu pasażerów nie było zbyt wielu, tak,że cały przedział mieliśmy do swojej dyspozycji. Jechaliśmy sobie spokojnie do Katowic,ale tuż za nimi moje osobiste szczęście zaczęło narzekać,że zapach w przedziale zrobił się nieświeży. Trochę znając tamtejszy klimat małżonce tłumaczyłem,że tak musi być,że to nie przejdzie,że trzeba się przyzwyczaić.Ale gdzie tam :"Otwórz to okno i otwórz!". No to otworzyłem."Coś ty narobił, chcesz nas otruć, zamknij to okno". Zamknąłem.Spojrzała przez okno i kolejne zadziwienie :"" To oni tu domy malują na czarno?"."Nie malują tylko myją raz na tydzień. Widocznie za rzadko".
Osobiście mam jak najgorsze wspomnienia z naszych potyczek z Zabrskim Górnikiem. Przypominam sobie jak te Legijne katy z ich arcyłotrem Lubańskim przyjeżdżały do Warszawy, a ja wraz z całym stadionem żarliwie intonowałem pieśń patriotyczną zaczynającą się od słów : " Powiedz matko, powiedz ojcze / czy hanysy to volskdojcze..".i mnie i innym kibicom Legii nie należało się dziwić. Nam należało współczuć .Zacząłem uczęszczać na mecze Legii latem 1963 roku i prześledźcie co mnie w pacholęcym wieku spotykało : sezon 1963/64 Górnik Mistrz Legia 4, sezon 1964/65 Górnik Mistrz Legia 4,sezon 1965/66 Górnik Mistrz Legia 6, sezon 1966/67 Górnik Mistrz Legia 4.W sezonie 1967/68 mistrzem został Ruch,ale prasa donosiła,że zabrzanie oddali tytuł, bo woleli Puchar Polski.Dlatego możecie sobie wyobrazić tę eksplozje radości po latach upokorzeń kiedy to przez dwa lata 1968/69 i 1969/70 to Legia była Mistrzem.A potem przez kolejne dwa sezony Górnik znowu na tronie.Potem i nam i im wiodło się mocno średnio,ale to zabrzanie złapali w żagle silniejszy wiatr korupcyjny i w sezonach 84/85,85/86 i 86/87 byli Mistrzami.Jak twierdził ówczesny trener Legii Jerzy Engel dysponował dowodami,że zawodnicy Górnika kupili w sezonie 85/86 decydujący o tytule mecz z Legią zakończony wynikiem 3:0.Twierdził też,że chciał się pozbyć sprzedawczyków,ale oni celowo przegrali w nowym sezonie 4 mecze i wprowadzeni w przekupnicze arkana działacze to jego rzucili na pożarcie.Jak z kolei zeznawał we wrocławskiej Prokuraturze Piotr Dziurowicz po latach z kupców w Zabrzu stali się sprzedawczykami.Kiedy ta korupcja się skończyła to w Górniku co cwańsi zagustowali w zakładach bukmacherskich. Więc przykładali się do grania zależnie od przebitki. Z Legią wczoraj widocznie się opłacało.
O tym,że przyzwyczajenie staje się drugą naturą.
Trener Magiera tak zagustował w ustawieniu 4-2-3-1 ,że nie zauważył,że nie ma wodzireja i że takie ustawienie wyjściowe bez niego samo nie zagra. Jako ofensywnego pomocnika ustawił Szwocha i nie można twierdzić,że jest to zawodnik nieutalentowany,ale na dziś to on jeszcze za mało umie i jego rokowania rozwojowe są mocno niepewne, bowiem nie wiemy czy ma na tyle dużo potencjału,aby wejść na poziom nie ligowy,ale wymagany w Legii czyli europejski. Szwoch tak jak w Arce głównie asekurował z boku wchodzących do ofensywy bocznych obrońców,ale obsługa grającego z przodu Hamalainena już mu nie wychodziła. Wspomagać w działaniach ofensywnych miał go Moulin i rzeczywiście od początku meczu grał wyżej niż normalnie tylko,że nikt zamiast niego nie potrafił wyprowadzić piłki z naszej strefy obrony. W drugiej połowie trener zmienił ustawienie poprzez zmiany zawodników najpierw na 4-5-1 , a następnie na 3-5-2 trochę na zasadzie,że tonący brzytwy się chwyta. Mecz przegraliśmy w pierwszej połowie, bowiem zostaliśmy całkowicie zaskoczeni organizacją gry Górnika. Okazuje się po raz kolejny,że w dzisiejszym futbolu plan taktyczny musi uwzględniać jako podstawę to w jaki sposób gra rywal i jakie charakterystyki mają jego zawodnicy.Wydaje się,że tego rozpoznania zabrakło.
O tym,że możliwości kadrowe Legii umniejsza duża liczba kontuzjowanych zawodników.
Zbyt lekko i zbyt łatwo przechodzimy do porządku dziennego nad dużą liczbą kontuzjowanych , często dotychczas podstawowych zawodników.To nawet nie chodzi o przyczyny, których nie znamy i pewno znać nie chcemy. Lecz bez wątpliwości to ,że trener nie ma do dyspozycji Pazdana, Radovicza, Kucharczyka, Czerwińskiego,Chukwu, Jodłowca,Sanogoo czy Niezgody zadania mu nie ułatwia.
O tym,że daliśmy sobie narzucić szarpany sposób gry rywala.
Zawodnicy Górnika od początku meczu postawili na szybkość gry kosztem jej precyzji.Taki sposób gry wybiera ten zespół, którego trener wie,że ma zawodników o gorszych umiejętnościach panowania nad piłką. Nie kopią więc oni piłki do partnera,ale w jego kierunku i w kierunku polowy przeciwnika, aby następnie wybieganiem i siłą tę piłkę wywalczyć i zagrozić wrażej bramce .Natomiast zadaniem tych teoretycznie lepszych powinno być utrzymywanie się przy piłce, zmuszanie do bezproduktywnego biegania za piłką i w ten sposób wymuszanie popełniania błędów.Niestety przyjęliśmy te warunki rywali,a to oznaczało,że godziliśmy się,aby o wyniku decydowała loteria, a nie klasa.
O tym,że mecz przegraliśmy w pierwszej połowie.
Kilka szybkich kontrataków w wykonaniu naszych rywali, w tym jeden zakończony rzutem rożnym i bramka tak wystraszyła naszych zawodników,że w panice cofali się w pobliże własnej bramki zamiast atakować natychmiast szarżujących rywali. Normalnie w obronie gra się strefą w różnych odmianach,pressingiem lub kryjąc indywidualnie,ale zawsze polega ona na aktywnym przeciwdziałaniu akcjom przeciwnika, zwłaszcza na własnej połowie. A nasi gracze defensywni odrywali się od rywali co jest zbrodnią.To co było atutem Legii na wiosnę,a więc dojrzała i pewna gra w obronie wczoraj legło w gruzach.Nie można tego blamażu usprawiedliwiać tylko brakiem Pazdana. Bo przecież nie graliśmy ogólnie źle, mieliśmy ogromną przewagę 65 do 35 w posiadaniu piłki i 314 do 153 w podaniach. Tylko nic dobrego z tego dla naszej drużyny nie wynikało. Para szła w gwizdek.
O tym,że nie podtrzymaliśmy doskonałej passy wygranych na wyjeździe.
Legia w poprzednim sezonie doskonale sobie radziła na boiskach przeciwnika spokojnie grając w obronie i bezlitośnie wykorzystując wolną przestrzeń do różnorakich ataków .Przede wszystkim nasz zespół potrafił umiejętnie kontratakować i zmuszać rywali do błędów. Tym razem zawiodło i jedno i drugie.To nasz zespół popełniał proste błędy w obronie i wykazywał nieskuteczność w ataku.Dla mnie zupełnie niezrozumiałe było nietrzymanie przez naszą drużynę głębi obrony. Przecież już po jednej akcji widać było,że Anculo jest szybszy do naszych środkowych obrońców, więc ściganie się z nim jest z góry skazane na porażkę.Proste zauważenie tego faktu powinno spowodować ustawienie jednego z naszych zawodników z tyłu za obrońcami bliżej bramki i w ten sposób niedopuszczenie do jego wychodzenia jeden na jeden z bramkarzem.
To co napisałem nie oznacza,że Legia grała bardzo źle i była gorszym zespołem od Górnika. Nic podobnego. Po prostu przegraliśmy mecz , który przy większej skuteczności powinniśmy wygrać.Bowiem niewybaczalnym grzechem jest niewykorzystanie takich sytuacji jakie miał Guilherme czy Hamalainen.
No cóż, możemy się pocieszać,że pierwsze śliwki robaczywki. Ale wnioski wyciągnąć trzeba.
Wybacz, ale coś mi tu nie gra.
Zaledwie trzy dni temu wystawiłeś trenerowi laurkę:
"Od trenera należy oczekiwać,że kiedy z drużyny wypada dotychczasowy główny konstruktor i nie ma jego następcy to on będzie w stanie w sposób adekwatny do sytuacji zareagować.I trener Magiera reaguje. Wczoraj uwidoczniła się zmiana ustawienia wyjściowego oraz organizacja gry"
by dziś go zganić:
"Trener Magiera tak zagustował w ustawieniu 4-2-3-1 ,że nie zauważył,że nie ma wodzireja i że takie ustawienie wyjściowe bez niego samo nie zagra"
To jak to w końcu jest z naszym trenerem ?
A na koniec i tak będzie wyciągnięty jedyny słuszny wniosek że wszystkiemu winny jest Górnik bo złośliwie spiął się na Legię a ich napastnik zagrał mecz życia
Z podobnego założenia, to znaczy że konfrontacja piłkarzy grających co trzy dni z piłkarzami będącymi w rytmie meczowym tygodniowym nie ma istotnego znaczenia, to znaczy że różnica pomiędzy częstotliwością meczów poszczególnych drużyn nie powinna wpływać na jakość i poziom gry tych grających częściej wychodzą w PZPN, Ekstraklasa S.A i w Canal plus. Wymienieni ignorują takie trenerskie głosy jak ten zacytowany Magiery, zatem i moje szanse na przekonanie kogokolwiek, że to może być istotne uznaję za niewielkie.
@ Kibic50
„młodziutki Nagy dał jednak rade, pomimo, że to głównie on nie wytrzymywał do tej pory trudów spotkania. Skoro jednak mógł, to dlaczego nie mogli inni ?” - sądziłem że absolwent AWF-u spróbuje mi udzielić adekwatnych wyjaśnień co może być przyczyną takiego stanu rzeczy?
Odpowiedź brzmi w skrócie - bo obecna Legia to popierdułka do zaorania - ok, przyjąłem to wyjaśnienie, zapamiętam.
@ puchary - pocałunek śmierci
Jeżeli dziś Lech z Jagą wygrają swoje mecze będziemy mieli dowód że ich trenerzy na lipiec 2017 przygotowali wyższą formę swoich zespołów niż to co prezentuje obecnie Legia, oraz że gra co trzy dni dla nich w tej chwili nie stanowi problemu, zatem wyciągają wnioski z przeszłości, uczą się na błędach i jakimś „probierzowym pocałunkiem śmierci” się już nie przejmują.
Jeżeli będą konsekwentnie osiągali dobre wyniki i w pucharach i w lidze, przyznam wówczas że nieopatrznie i zbyt pochopnie powołałem się i zacytowałem Magierę. Stwierdzę wówczas, że jest zacofanym szkoleniowcem.
Wszystko możliwe, samemu obawiam się konfrontacji z Astaną, w lidze przewiduję porażki w podobnym stylu jak ten wczorajszy, jeżeli udupimy sezon może i się okaże że Kibic50 ma słuszność.
"Normalnie w obronie gra się strefą w różnych odmianach,pressingiem lub kryjąc indywidualnie,ale zawsze polega ona na aktywnym przeciwdziałaniu akcjom przeciwnika"
Tutaj się zgadzam.
"To co było atutem Legii na wiosnę,a więc dojrzała i pewna gra w obronie wczoraj legło w gruzach"
A tutaj się nie zgadzam. Legia za kadencji Magiery, praktycznie w każdym meczu, w destrukcji grała na tzw. radar. I dlatego też...
"Nie można tego blamażu usprawiedliwiać tylko brakiem Pazdana"
... tutaj się również nie zgadzam. Michał ze swoimi zdolnościami antycypacji boiskowych zdarzeń wielokrotnie nam ratował tyłki odpowiednim ustawieniem się w polu karnym. Z Pazdanem być może stracilibyśmy jedną bramkę ale na pewno nie trzy.
Warto zauważyć, że w meczu z Marienhamn zagraliśmy o wiele bardziej odpowiedzialnie w tym elemencie gry. Prawdopodobnie dlatego, że nasz odbiór wsparł Mączyński a Moulin (do którego ja mam sporo uwag w temacie ustawiania się na boisku) został przesunięty do przodu. Magiera twierdząc po meczu, że walnął się w ustaleniu taktyki na ten mecz miał chyba przede wszystkim to na myśli. Mnie brak Mączynskiego w tym meczu bardzo zdziwił, bo przy grze co 3 dni nie ma innej możliwości zaaklimatyzowania piłkarza niż w meczach.
Bo Twoje wywody na temat rozgrywek tak można tylko komentować. Czekam, aż doczepisz się Ekstraklasy za to, że nam w terminarzu dali w pierwszej kolejce za trudnego rywala.
Ja wątpię, czy to wpadnięcie Agulo w Malarza da się zakwalifikować na czerwień, m.zd. tam powinna być żółta, bo nierozważne to to było jak jasna cholera. A jak żółtko to póki co nic nie możemy zrobić. Ale mnie kopara opadła, kiedy się zorientowałem, że Musiał to zlał tak kompletnie.
PS nadal rzygam. muszę pić coraz więcej piwa, wina itd., bo się odwodnię.
Może i się czepiam ale za to jestem w doborowym towarzystwie, bo chyba wszyscy trenerzy krytykują ten system rozgrywek a trener Magiera, to nawet postuluje granie co 3 dni w rundzie finałowej, bo przerwa jest za krótka.
A teraz czekam, aż stwierdzisz, że ci trenerzy "som gupi i siem nie znajom".
W pierwszej polskiej encyklopedii zatytułowanej "Nowe Ateny" ks. Benedykt Chmielowski tak zdefiniował konia :"Koń jest jak każdy widzi". Nie jest moją winą,że nasz treneiro jest jeden,ale w dwóch co najmniej osobach.Więc zdarza się ,że każda z nich zasługuje a to na pochwałę,a to na przyganę.To nie ja wybieram. To on.
@CTP.
Błądzić jest rzeczą ludzką.Ale de gusibus non discutandum est. Ja grę Legii w obronie oceniam po jej efektach - "Po owocach ich poznacie". Jest dobrze kiedy nie tracimy bramek i wtedy nie ma czego się niejako czepiać,lecz jest niedobrze kiedy je tracimy i wówczas analizujemy dlaczego je straciliśmy. Tak to wygląda w praktyce. Gra na radar jak przynosi pozytywne efekty błędem nie jest.
Przy Pazdanie chciałem dać do zrozumienia,że obrona została wadliwie ustawiona, a być może i zestawiona, bo tak naprawdę najlepszym obrońcą Legii we wczorajszym spotkaniu był Wieteska.
Chyba zbyt dosłownie odbierasz słowa moje jak i trenera Magiery.
Jaga dziś wygrała na trudnym terenie. Nie chce przypominać naszych tam osiągnięć, ale czy postawię na Jagiellonię jakieś pieniądze ? Żadnych.
Mnie chodzi o coś zupełnie innego. Wybacz, ale z Górnikiem w tym składzie powinniśmy wygrać drugim składem, bo jeśli nie, to po jaką cholerę zatrudniliśmy takich Szwochiniów, Hamalainenów, Monetów i tym podobnych. Trzeba było zatrudnić młokosów z Zabrza, to by wstydu nie było.
Legia jest aktualnym mistrzem Polski. Drużyną walczącą o udział w elitarnych rozgrywkach i porażka z drużyną, która z ledwością awansowała do TME, w stosunku 3:1 jest zwyczajną kompromitacją.
Nie twierdzę, że w tym sezonie MP nie zdobędziemy. Nawiązuję tylko do oczekiwań wielu kibiców w tym z c-eLki, że z takim budżetem i takim składem powinniśmy w tej lidze dominować. Jeśli takie baty, będąc drużyną zdecydowanie gorszą dostajemy z "amatorami", (wg transfermarkt 3,65 mln euro, tyle co jeden Pazdan) to strach się bać, tym bardziej, ze kolejne mecze nadal będziemy grać w soboty.
Szlachectwo powinno zobowiązywać bez względu na terminarz.
Tyle z mojej strony.
@Zbyszek
"To nie ja wybieram. To on"
Ok
Z kolei Hamalainen nigdy nie był egzekutorem, nawet jak grał w Lechu. Jego maksimum, to 13 bramek w sezonie 14/15 na 33 występy - to mniej niż pół bramki na mecz.
Legia do tego meczu była kompletnie nieprzygotowana i to jest fakt. Trener popełnił błąd w zestawieniu wyjściowej 11-tki i to jest drugi fakt. Ale też nie ma sensu uderzać w żałobne tony w kontekście całego sezonu. Pamiętajmy, że sytuacja kadrowa będzie się z tygodnia na tydzień poprawiać. Ot, za chwilę do kadry powinien wskoczyć Kuchy.
"Tak gwoli ścisłości, to Szwoch wrócił z wypożyczenia, z kolei Hamalainen nigdy nie był egzekutorem"
A jakie to ma znaczenie wobec wczorajszej kompromitacji ?
Kogo byś widział w Legii spośród Zabrzan, skoro jednego z najlepszych (Wieteska) sami oddaliśmy bez żalu ?
Vadis w poprzednim sezonie rozegrał w Legii aż 42 mecze - nie da się w parę tygodni przestawić zespołu na inne granie, zwłaszcza, gdy drużyna była od niego tak uzależniona.
A w Legii nie widziałbym nikogo z Zabrzan. Większość z nich to są piłkarze na poziomie Szwocha.
Aż mi głupio, że muszę Ci zwrócić uwagę. Do tej pory jednak na tej stronie używanie wobec kogokolwiek określeń typu "gównik" zwyczajnie nie uchodziło. I wydaje mi się, że nie jestem jedyny, który wolałby, aby tak zostało.
@ Zbyszek:
W zasadzie to samo tyczy się Twoich "hanysów-folksdojczów". Opanujcie się. Ja rozumiem, że inauguracja sezonu nie do końca pokryła się z Waszymi oczekiwaniami. Ale bez przesady. Co dalej? Kuchenkorze z Poznania, białe ruski z Białegostoku, śledziojebcy z Gdyni...? A w odpowiedzi capiąca wojskowa kurwa sprzedajna? Zakątków sieci opanowanych przez tego typu retorykę jest całe mnóstwo. Na pewno chcecie tworzyć kolejny?
Dalej, w swoich canalowych idiosynkrazjach zabrnąłeś już tak daleko, że aż się zastanawiam: gdybyś odwrócił głowę zobaczysz jeszcze granice zdrowego rozsądku? A może widzisz już tylko zły, gupi, wszeteczny i zawszony ceplus, który - ot, szkurwyszyny! - nie chce płacić za Ekstraklasę z Ofoe'em (och, pardon, już bez) i Vassiljevem tyle, ile płaci się za La Ligę z Messim i Ronaldo?
@ CTP:
W zasadzie to samo tyczy się Twojego fiksa na punkcie ESA37. Nie, absolutnie nie chodzi o reductio ad absurdum, ani o to, że ci i owi sie nie znajo. Chodzi o tańcownicę i rąbek u spódnicy. Zauważyłeś kiedyś, że polskiemu środowisku piłkarskiemu zawsze coś przeszkadza? Z a w s z e. Kolesie wykonują swój (podobno) wymarzony zawód, otrzymują za to co najmniej godziwe wynagrodzenie, a i tak ustawicznie zrzędzą. A to za ciepło, a to za zimno. A to za jasno, a to za ciemno. A to za cicho, a to za głośno. A to, k'mać, piłka zbyt okrągła. Gdy sezon liczył 30 kolejek, były narzekania, że gramy za rzadko i futboliści gubią rytm. Gdy liczy 37, okazuje się, że gramy za często i personel kopiący dopada zmęczenie (och, bidoki...). Gdybyśmy - idąc za Twoim pomysłem - zaczynali w sierpniu, na trzy-cztery znalazłby się kolejny krokodylion wymówek i powodów do narzekań.
@ wszyscy:
Sezon liczy, jako się rzekło, 37 spotkań. Bez względu na mniej, lub bardziej wydumane przewagi jakościowe, budżetowe, jakie tam jeszcze, nie sposób wygrać ich wszystkich. Ba, nie sposób ani jednego nie przegrać. Tak pod rozwagę.
mea culpa. jeżeli w ogóle jest na to usprawiedliwienie, to tylko to o czym napisałem, czyli statystyka fauli. mnie to wyprowadza z równowagi (w kontekście sędziowania w Ekstraklasie). Straciłem fason, przyznaję i przepraszam. Ale .... Was.... nie drużynę Górnika, bo im inwektyw za taką grę nie zamierzam szczędzić.
Po meczu Jagi z Bruk-betem Taras Romańczuk stwierdził: „nieważne jak, najważniejsze że wygraliśmy” i miał absolutną słuszność. „Przez to zmęczenie spowodowane jeszcze meczem pucharowym było nam w pierwszych minutach ciężko, ale dobrze, że udało się ten okres przetrwać bez utraty bramki. Zdawaliśmy sobie sprawę, że Termalica na nas od razu ruszy, bo oni też wiedzieli, że mamy za sobą daleką podróż. Dobrze, że udało nam się pierwsze minuty przetrwać bez strat, a potem udało nam się kolejny mecz rozegrać na „zero z tyłu”(jagiellonia.pl)
Niczego innego jak „nieważne jak, ale wygrać” w takich meczach ligowych „popucharowych” oczekuję i od Legii. Z Górnikiem się nie udało, była wtopa, błędy, zawód ale tego rodzaju porażki notowaliśmy i za Berga i to przed Celtikiem (przecież już pojawiały się głosy że zastąpi go Kocian), i za Czerczesowa, i za Hasiego gdy awansowaliśmy do LM, i za Magiery wiosną już również. A przecież w przeciągu tych pięciu lat cztery razy wywalczyliśmy mistrzostwo, cyklicznie gramy w fazie grupowej pucharów, awansowaliśmy do LM, no faktycznie „popierdułki do zaorania”, „wstyd” i „kompromitacja”!
Powtarzam mi nie chodzi żeby takie wtopy jak z Górnikiem lekceważyć, błędów nie wytykać, ale nie mieszajmy prób merytorycznych analiz, choćby i mocno krytycznych z emocjonalnym kibicowskim odreagowywaniem. To ostatnie rozumiem, samemu po niewykorzystanej okazji delikwenta najchętniej bym powiesił na pierwszej napotkanej gałęzi, po niewybaczalnym ‘wielbłądzie’ zesłał do gułagu, po niecelnym podaniu „gamonia” za niechlujstwo rozstrzelał, bez taryfy ulgowej, ale to wszystko bym uczynił w emocjach, albo w trakcie meczu, albo bezpośrednio po nim. Wszyscy tu jesteśmy emocjonalnymi zwierzakami, tym się żywimy, tego się nie wyrzekniemy. Po porażkach Senator traci humor na kilka dni, Mroova ma odruch wymiotny i to jest zrozumiałe, ale analizy gry, co było nie tak i dlaczego to ja wolę czytać na zimno, z punktowaniem, z rozkładaniem zagadnień na czynniki, bo na „gorąco” następuje tylko banalne upraszczanie, jałowe generalizowanie na zasadzie sprowadzania tych którzy nas zawiedli do miana ogórków, nieudaczników, sabotażystów, niegodnych Legii, przynoszących jej wstyd itd. itp. Czekam tylko jak taki wkurzony, rozgoryczony porażką piknik zakrzyknie: „Legia to My”a nie te patałachy, patafiany opłacane milionami. No jak z takim budżetem można w lidze przegrywać, no jak!?
Otóż z takim budżetem, wartość naszej drużyny pozwala nam na te sukcesy które wymieniłem, a one są niemałe, natomiast nie gwarantuje nam że wtop z malutkimi na naszym podwórku będziemy unikać. Otóż nie unikaliśmy ich, nie unikamy i niestety w przyszłości też zapewne nie unikniemy. Żaden kibicowski płacz, złorzeczenie, zaklęcia, groźby, tu nie pomogą.
Astana jest kilkukrotnie więcej warta od Górnika, w meczu z Kazachami będziemy faworytami, ale porażki też nie będzie można wykluczyć. I nie będzie to oznaczało „końca świata”, to znaczy zmiany właścicielskie między innymi dokonały się i z taką intencją żeby taka właśnie pucharowa wtopa jedna czy druga nie wpędziła klub w tarapaty. Natomiast jeżeli wartość zespołu w ciągu najbliższych lat się nie zwiększy to jeżeli w tym roku Astanę odprawimy z kwitkiem, to za rok, lub dwa, lub trzy, inny klub o potencjale sportowym równym Kazachom sprawi nam, czyli papierowemu faworytowi psikusa. Jesteśmy faworytem na zasadzie że z pięciu takich konfrontacji cztery wygramy, ale wcześniej czy później ta piąta statystyczna ewentualność też nas spotka. Przed tym uchronić nas może tylko ewidentny wzrost wartości zespołu, czyli zwiększenie jego sportowego poziomu. Jak tego dokonać to zadanie które sam sobie Mioduski wytyczył i samemu nie wiem czy jego wiara że tego dokona to naiwność, czy też realizm?
Kibic50: „Wybacz, ale z Górnikiem w tym składzie powinniśmy wygrać drugim składem, (...)
Legia jest aktualnym mistrzem Polski. Drużyną walczącą o udział w elitarnych rozgrywkach i porażka z drużyną, która z ledwością awansowała do TME, w stosunku 3:1 jest zwyczajną kompromitacją.”
A z kim w zeszłym roku odpadliśmy w Pucharze Polski? I co, ta drużyna która zremisowała z Realem, wygrała ze Sportingiem i zdobyła mistrzostwo, to popierdułki do zaorania, „wstyd” i „kompromitacja”!?
" I co, ta drużyna która zremisowała z Realem, wygrała ze Sportingiem i zdobyła mistrzostwo, to popierdułki do zaorania, „wstyd” i „kompromitacja”!?"
W meczu z Górnikiem jak najbardziej i to już nie jest "TA" drużyna, która zremisowała z Realem i wygrała ze Sportingiem.
Wyjęto z niej silnik i próbuje sie zastąpić wiosłami.
Z zażenowaniem patrzyłem jak piłkarz, który w zeszłym sezonie oglądał Legie jedynie w tv i zapewne z otwartą gębą podziwiał wspomniany remis jak bez trudu odjeżdża reprezentantowi Polski, w dodatku przekładając piłkę z nogi na nogę i odwracając głowę to w jedną, to w drugą stronę. Brakowało tylko, żeby sie zatrzymał i krzyknął "złap mnie"
Nie może zatem dziwić jego reakcja po zdobyciu w dodatku drugiej bramki dla Zabrzan i daleki jestem od stwierdzenia, że specjalnie uderzył kolanem Malarza. To raczej Malarz, spoglądając bezradnie na piłkę w siatce sam tę głowę podstawił.
(To na dywagacje Barona z Mroovą)
Ech, wystarczy, choć ciągle mną trzęsie
Sorry ale ty też lewitujesz w kierunku jakichś absurdalnych uogólnień. Ja piszę konkretnie o przerwie letniej, która obecnie jest po prostu za krótka. Ten problem był podnoszony przez trenerów (u nas, to jeszcze przez Urbana) od samego początku ESA 37.
Paradoks polega na tym, że w Polsce trenerów w ogóle się nie słucha, mimo, że jest to grupa, która z zasady na piłce nożnej zna się najlepiej. Tylko się sypie głupimi tekstami w stylu: "a wam, to wszystko przeszkadza" a potem oczywiście się zwolni w trakcie sezonu i zatrudni następnego.
" i daleki jestem od stwierdzenia, że specjalnie uderzył kolanem Malarza. To raczej Malarz, spoglądając bezradnie na piłkę w siatce sam tę głowę podstawił."
Drogi kibicu nasz bramkarz miał prawo być w tym miejscu, w którym był i nawet nie musiał zakładać, że jakiś rozpędzony debil zapie... mu z kolana w głowę w sytuacji, która nawet nie była stykowa. Natomiast piłkarz Górnika już nie, obowiązkiem jego było powrócić na własną połowę. To że zachciało się mu świętować wraz z kibicami własnej drużyny za bramką nie zwalnia go z myślenia i odrobiny wyobraźni. To właśnie ten brak myślenia i wyobraźni u Angulo, a nie u Malarza, spowodował, że nasz bramkarz został znokautowany i stracił przytomność po czym karetką został odwieziony do szpitala. No i dla mnie skandalem jest to, że piłkarz Górnika nie dostał za swoje debilne zachowanie nawet żółtej kartki. No ale skoro, Musiał kiedyś nie widział konieczności ukarania Tosika, nawet żółtą kartką i nie odgwizdał nawet faulu po tym jak prawie urwał nogę Saganowskiemu, to czego mamy od niego wymagać?
Kończąc temat faulu na Malarzu to uważam, że WD PZPN z urzędu powinien rozpatrywać takie sytuacje kiedy dany zawodnik jest odwożony z murawy karetką do szpitala, tyle, że kiedy sprawa dotyczy Legii to zazwyczaj się temat zlewa bo jest na to przyzwolenie społeczne. Jestem przekonany w 100%, że gdyby taka sytuacja zaistniała w polu karnym Górnika i z udziałem naszego napastnika to sędzia zachowałby się zupełnie inaczej.
Edit.
Oglądając w ostatnim czasie sposób w jaki gra Guilherme to dochodzę do wniosku, że jest najbardziej niechlujnie grającym piłkarzem w naszej Ekstraklasie. Odnoszę wrażenie, że nasz trener nie pracuje nad tym by to zmienić.
Wyjęto z niej silnik i próbuje sie zastąpić wiosłami.” – tamta drużyna w której w zeszłym roku zagrali miedzy innymi Ofoe, Nikolić i Prijović przegrała w Pucharze Polski z Górnikiem Zabrze który właśnie spadł z Ekstraklasy i miał wtedy status pierwszoligowy 2:3, prowadząc do przerwy 2:0. Kiedy był większy wstyd i kompromitacja? Wówczas czy obecnie? I jak nazwać wymienionych piłkarzy, „popierdułkami do zaorania” bo przegrali z zespołem o klasę niżej, czy „silnikiem Legii” bo tamtej jesieni wygrali z Sportingiem i zremisowali z Realem?
Czy raz tak, a raz tak, zależnie od wyniku ostatniego meczu? I jak żyć z takim rozchwianiem poznawczym, nie wspominając o emocjonalnej labilności?
Niech cię nie trzyma, napiszę coś z wisielczym humorem, że to co najgorsze być może jeszcze przed nami, no i jak tu ducha nie wyzionąć w takim razie, bo jeszcze happy end się przydarzy, a my go nie doczekamy!
@ Baron
Odnośnie Angulo moje wrażenia są zbieżne z Twoimi, ale premedytacji, celowego działania to nie ma szans żeby mu udowodnić.
@ Świrekwampirek napisał: „na koniec i tak będzie wyciągnięty jedyny słuszny wniosek że wszystkiemu winny jest Górnik bo złośliwie spiął się na Legię a ich napastnik zagrał mecz życia” – no więc, bynajmniej nie o Angulo mi chodzi, ale gdyby to był „mecz życia”, wyskok formy jednorazowy to należy tylko wzruszyć ramionami, natomiast mnie zaczyna trochę nurtować czy tak właśnie jest z Łukaszem Wolsztyńskim. 22-latek wiosnę miał udaną, teraz przyznaję że swobodą zagrań mi nieco zaimponował. Warto się chłopakowi przyjrzeć, czy to tylko meteor, czy jedynie fartownie błysnął i zaraz zgaśnie, czy też to kandydat na coś więcej?
Czyżbyś był kolejnym poprawiaczem historii.
I żeby była jasność , ja żadną miarą nie należę do zwolenników zakłamania w życiu społecznym zwanego poprawnością polityczną. Udawanie,że nie ma konfliktów,że nie ma różnic zdań powoduje,że one na krótko schodzą do podziemia i potem wybuchają jak skondensowana para w garze z tysiąckrotną siłą. Konflikty się rozładowuje również przez ich ujawnianie, tak jak by to było upuszczanie pary ,aby się nie gromadziła w nadmiarze i nie rozwaliła fundamentów. Byle tylko nie powodowało to rzeczywistych szkód. I racz zauważyć,że to ja mam tam bliską rodzinę i ona jakoś aż tak wyczulona na moje średniej miary dowcipy nie jest.
"I żeby była jasność , ja żadną miarą nie należę do zwolenników zakłamania w życiu społecznym zwanego poprawnością polityczną. "
Jakbym siebie czytał
Ta przerwa jest krótka, ale w dużej mierze przez europejskie puchary. Co z tego, że liga zaczynałaby się dwa tygodnie później, jak pucharowicze zaczynają swoje mecze już pod koniec czerwca lub, jak mistrz Polski na początku lipca. Myślisz, że wtedy Legia miała by więcej odpoczynku? Otóż nie, dokładnie tyle samo co teraz, bo przez mecze pucharowe musieli by zacząć przygotowania tak jak teraz.
Wcześniej napisałeś, że gdyby ESA stratowała później to Mączyński i Sadiku na jej początku wyglądali by lepiej, bo mieliby więcej czasu na zgranie z zespołem. Pytam się więc, kto zabronił Legii zakontraktować ich wcześniej, np. w połowie czerwca aby mogli z klubem zacząć normalne przygotowania. Nikt nie zabronił.
Dlatego właśnie uważam, że Twoje czepianie się rozgrywek w obliczu naszej porażki w Zabrzu jest śmieszne. Dostaliśmy w tyłek, grając składem słabszym niż w poprzednim sezonie, a Ty szukasz kwadratowych jaj w postaci zbyt wczesnego rozpoczęcia sezonu. Ręce opadają.
Wiadomo, lipiec, gra do poprawy, skład w trakcie zmian.
Poprawią się. Spokojnie. A bo to pierwszy raz coś takiego oglądamy?
Gorzej, jeśli z Astaną tak Legia zagra. Ale, wydaje mi się, że właśnie ze względu na puchary przygotowywano się tak, żeby forma szła w górę, nawet kosztem wczesnych kolejek ligowych. Nie wiem, na ile da się szukać analogii lipiec - luty, ale początek roku 2017 też był podporządkowany bojom z Ajaxem, a gra w lidze bardzo słaba. Potem wszystko wróciło na właściwe tory.
Jedno personalium jednak podniosę. Mateusz Szwoch. Jako zawodnikowi Legii życzę mu jak najlepiej. I nie chodzi mi o występ w Zabrzu, bo większość zagrała mizernie. Natomiast mając jego występy w Arce w poprzednim sezonie, to muszę powiedzieć, że jestem bardzo mało przekonany co do tego, czy przyda się w Legii. Mi się zupełnie nie podobało jak tam grał.
Będzie lepiej.
"kto zabronił Legii zakontraktować ich wcześniej, np. w połowie czerwca aby mogli z klubem zacząć normalne przygotowania"
Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że okno transferowe w Polsce zaczęło się właśnie w połowie czerwca? Biorąc pod uwagę, skąd przyszedł Mączyński, to i tak sprawę załatwiono wręcz błyskawicznie. W zachodnich ligach okno startuje nawet 1 lipca. Do tego czasu, to pewnie nikt tam w klubach telefonów nie odbiera, bo wszyscy na urlopach.
"Ty szukasz kwadratowych jaj"
Nie szukam kwadratowych jaj, tylko stwierdzam fakt, że ta tzw. reforma największą szkodę robi klubom z TOP 5 naszej ligi. Raz, ze względu na zabójczy terminarz dla pucharowiczów, dwa, ze względu na premiowanie słabszych poprzez dzielenie punktów (co już na szczęście się skończyło) a trzy, bardzo mało czasu na odbudowanie zespołu po letnich wyprzedażach, które to wyprzedaże jeszcze przez wiele lat będą smutną koniecznością dla takich klubów jak Legia czy Lech.
Co do wyprzedaży to póki co u nas jej nie ma. W Jagiellonii czy Lechii też, więc bym nie przesadzał. Lech chciał spieniężyć swoich wychowanków to ich puścił hurtowo, choć nie musiał. Jego wybór.
I Lech zaczął sezon mniej więcej tak samo jak my.
Ja ci podam jeden przykład: Bundesliga zaczyna rozgrywki 18 sierpnia a okno transferowe zaczyna się tam 1 lipca. To jest ponad 1,5 miesiąca na ułożenie sobie drużyny. A to jest liga, gdzie ruchy kadrowe są o wiele mniejsze niż u nas. My mamy raptem niecały miesiąc i w okresie, gdzie de facto dopiero zaczynają się transfery w Europie my właśnie zaczynamy ligowe rozgywki. No wybacz, ale tzw. handicap, to dla naszych klubów raczej nie jest.