- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Legia - Chelsea 0-3: Miejsce w szyku
W ćwierćfinale Ligi Konferencji Legia zmierzyła się z Chelsea. Starcie z rywalem tej klasy budziło zrozumiałe emocje, jednak na boisku cudu nie było. Legia dzielnie broniła się do przerwy, ale w drugiej połowie goście zaaplikowali legionistom trzy bramki, tym samym praktycznie rozstrzygając kwestię awansu do półfinału.
Trener Feio nadal nie mógł skorzystać z Kapustki i Guala. Najbardziej wysuniętym zawodnikiem naszej drużyny miał być Morishita. Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Pankov, Kapuadi, Vinagre – Chodyna, Augustyniak, Elitim, Oyedele, Luquinhas – Morishita. Goście rozpoczęli w składzie: Jørgensen - Acheampong, Adarabioyo, Badiashile, Gusto - Sancho, Dewsbury-Hall, Palmer, James, George – Nkunku.
Legia próbowała zaatakować jako pierwsza, ale goście szybko przejęli kontrolę nad meczem, uzyskując ogromną przewagę. Różnica w piłkarskiej jakości była przytłaczająca. Głęboko ustawiona Legia błyskawicznie traciła piłkę, często ratując się długimi piłkami zagrywanymi na oślep do przodu. Trzeba było jednak zauważyć, że gra defensywna Legii nie zawodziła i pozbawione tempa ataki gości nie prowadziły do seryjnych sytuacji pod bramką Tobiasza. Najbliżej zdobycia bramki dla Chelsea był Dewsbury-Hall, który oddał efektowny strzał w 33. minucie meczu. Znakomitą paradą popisał się w tej sytuacji Tobiasz. Dewsbury-Hall spróbował jeszcze raz w doliczonym czasie gry, ale nie trafił głową w bramkę. Legia przeprowadziła tylko jedną płynną akcję. W 25. minucie Oyedele uwolnił się od przeciwnika i podał prostopadle do Morishity. Japończyk znalazł sobie miejsce do oddania strzału, ale nie nadał piłce odpowiedniej rotacji i uderzenie okazało się niecelne.
Do przerwy było 0:0 i był to dla Legii dobry wynik.
Niestety po przerwie złudzenia szybko prysły. Trener Maresca wprowadził Colwilla i Madueke, a goście przyspieszyli tempo. Jeszcze w 47. minucie kolejne niepowodzenie pod bramką Legii poniósł Dewsbury-Hall, ale dwie minuty później było już 0:1. W niegroźnej sytuacji Kapuadi nerwowo wybił piłkę głową wprost pod nogi Jamesa, który uderzył zza pola karnego. Tobiasz odbił piłkę, jednak do dobitki ruszył George i było 0:1. W 53. minucie boisko opuścił kontuzjowany Wszołek, którego zastąpił Kun. W 57. minucie Tobiasz nieco zbyt lekko wybił piłkę. Goście natychmiast zaatakowali, wymienili kilka podań i Madueke dopełnił formalności z pola karnego. W 61. minucie Kun otrzymał podanie w tempo na prawym skrzydle, uderzył z ostrego kąta, jednak niecelnie. W 63. minucie Tobiasz odbił strzał Sancho. W 68. minucie znów Dewsbury-Hall uderzył z woleja nad bramką, a za chwilę Tobiasz odbił strzał Nkunku. W 70. minucie Augustyniak sfaulował Nkunku tuż przed polem karnym, jednak przewinienie popełnił też Kun i po analizie VAR sędzia Gözübüyük podyktował rzut karny. Tobiasz świetnie obronił strzał Nkunku, niestety niespełna 30 sekund po tym zdarzeniu było już 0:3. Sancho minął Kuna na lewym skrzydle i wystawił piłkę Madueke, który z bliska umieścił piłkę w pustej bramce. W końcówce meczu trener Feio dokonał kilku zmian. W 76. minucie Pekhart i Gonçalves zmienili Luquinhasa i Elitima, a w 82. minucie Szczepaniak i Biczachczjan zastąpili Oyedele i Chodynę. W 90. minucie Legia miała najlepszą okazję bramkową. Jørgensen odbił piłkę po mocnym strzale Kuna.
Legia chciała rozegrać ten mecz schowana za podwójną gardą, czekając na okazję do skontrowania gości. Przy niezaprzeczalnej różnicy w piłkarskiej jakości, do skutecznej realizacji takiego planu niezbędna byłaby bezbłędna gra w obronie, słabsza dyspozycja rywala i mnóstwo szczęścia. Nie udało się.
Z pewnością nie było przyjemnie widzieć legionistów tak bojaźliwych, tak łatwo tracących piłkę, tak bezradnych i stremowanych rywalizacją z rywalem z Premier League. Nie oszukujmy się jednak – trzeba było brać pod uwagę zarówno taki scenariusz meczu, jak i jego końcowy wynik. Szkoda tylko, że na mecz sezonu w Europie Legia musiała wyjść w składzie dalekim od optymalnego.
Jedyny momentami pasujący to Oyedele, reszta do noszenia sprzętu
Co do meczu, to oczywiste było to, że Legia była skazana na pożarcie, nie miała żadnych argumentów. Niczym nie jestem zaskoczony. Drużyna z meczów z Aston Villą, Betisem czy Alkmaar jest już tylko mglistym wspomnieniem. Brak sensownych piłkarzy, brak dyrektora sportowego, brak normalnego działu skautingu, brak normalnego trenera, korpo prezes w Szwajcarii itd. to musiało pieprznąć i pieprznęło, a może być wbrew pozorom jeszcze gorzej.
Ten mecz był podsumowaniem spirali niekompetencji jaka ma miejsce w Legii w ostatnich latach, a symbolem tego był dzisiaj Morishita w ataku.
Został nam już tylko jeden mecz, najważniejszy mecz sezonu w PP. Dział sportowy i zarząd Legii powinien udać się na pielgrzymkę do Fatimy, tylko to im zostało.
A Feio i tak zaliczył wywiad w opiniotwórczym The Athletic, czyli odniósł swój mały marketingowy sukces, przynajmniej on. No może w tym większa zasługa Jorge Mendesa, nie można tego wykluczyć.
Meet Goncalo Feio, the fiery Legia Warsaw coach facing Chelsea: ‘The big guy was Mourinho’ - The Athletic
Ja Legii nie mam zamiaru rozliczać, pytam tylko kto twoim zdaniem się sprzedał do lepszego klubu za kwotę, jak byłaby w miarę rozsądna z perspektywy legijnego budżetu
W tym meczu była szansa na pokazanie się na tle drużyny o dużo wyższym potencjale, co z tego wyszło, wiadomo, teraz można się wyzłośliwiać jakie to ogórki w tej Legii. Sorry!
Irytowałem się gdy Legia przegrywała z Piastem lub Radomiakiem wczoraj tylko wzruszyłem ramionami. Nie mieli nic do stracenia, byli w roli outsidera, mogli coś pokazać, ale nie byli w stanie. Można zaakceptowac rzeczywistośc albo się zżymac.
W lidze w plecy, z Chelsea w plecy, jeżeli w finale PP też będzie w plecy, zostaniemy z piłkarzami, których gdzieś trzeba będzie upychać „za frytki” i za co budować zespół na przyszły sezon? Z Feio nie będzie problemu bo przynajmniej kontrakt mu wygaśnie, Luquinhasa nie wykupimy, sprawa z głowy, za Vinagre zwróci się choćby 2,5 bańki €? Na dziś należy mocno w to watpić!? Można drwić i kpić, ale sytuacja nie jest do śmiechu. Przyjdzie nowy trener i z braku laku będzie musiał stawiać jak nie na Morishitę to na Urbańskiego w pomocy, jeżeli nie na Chodynę to na Szczepaniaka, jeżeli odejdzie Kapuadi to i na tego „niezgułę” Ziółkowskiego. W ataku pozostaną Gual i rekonwalescent Jakub Żewłakow.
Mioduski klubu nie sprzeda, kasy na transfery z kieszeni już nie wyciągnie, chyba, że będzie zadłużał klub w jakichś funduszach powierniczych. Z jaką kadrą zostaniemy na przyszły sezon?
Nie mieli nic do stracenia, byli w roli outsidera, mogli coś pokazać, ale nie byli w stanie.
No właśnie nad tym się zastanawiam.
To znaczy tu są dwie jakby płaszczyzny. Pierwsza to jest to o czym pisze Baron, tzn. szeroko pojęty bałagan kadrowy i organizacyjny, który doprowadził do tego, że w najbardziej prestiżowym meczu w europejskich pucharach wystawiamy zespół, który w takiej konfiguracji na boisku nie spotka się już nigdy, który nie miał szansy uruchomić pewnych automatyzmów itp. itd. Ten Morishita w ataku to jest śmiech na sali, ale też np. dyskutując o pucharach jako o jakimś oknie wystawowym, jest pytanie jak można było doprowadzić do tego, że zgłoszony nie został Urbański, który pewien potencjał jednak ma, jest młody, ma dobre warunki fizyczne, nie boi się dryblingu czy nieszablonowego podania. Jak my chcemy inwestować w aktywa, skoro sami pomniejszamy ich wartość?
Ale jest też kwestia podejścia do meczu, niestety powiązana z prowadzeniem zespołu w trakcie rundy wiosennej przez trenera. Legia została źle przygotowana, zawodnicy są bez formy, drużyna jest pozbawiona pewności siebie. Wiedzą o tym bez wątpienia co bardziej rozgarnięci piłkarze, wie też najwyraźniej sam Feio, bo wczorajszy mecz nie wskazywał na to, żeby Legia miała coś pokazać, wyglądał raczej na rozpaczliwą próbę przetrwania w sposób taki, by uniknąć kompromitacji. Feio mógłby zbić piątkę z Michniewiczem, przecież nie da się grać w piłkę, stojąc w dziewięciu ludzi w polu karnym i tylko kopiąc skórę gdzieś byle dalej. Trzeba podjąć próbę utrzymania się przy niej, przegrania z lewej na prawą, skonstruowania jakiejkolwiek akcji opartej o więcej niż dwóch zawodników. To nas różniło wczoraj od Jagiellonii, która też przegrała, która też mogła przegrać znacznie wyżej, ale jednak była tam jakaś próba gry w piłkę, która można wierzyć, że kiedyś zaprocentuje. Weźmy zresztą np. Bodø/Glimt, Norwegowie wykręcają wyniki jakie wykręcają nie dzięki temu przecież, że murują bramkę w każdym meczu, tylko wręcz przeciwnie, w każdym meczu, konsekwentnie i nieprzerwanie już od kilku lat, chcą grać piłką, szybko i do przodu.
Co do Ziółkowskiego to trochę jesteś nazbyt krytyczny, np. w PP naprawdę dobrze zagrał na Pululu, wysoko, agresywnie, w Zabrzu też pozytywnie zareagował na tę sytuację z bramką i potem był już praktycznie bezbłędny. Tylko że oczywiście tutaj wraca jak bumerang kwestia, o której dyskutujemy też przy okazji meczów reprezentacji, tzn. w Polsce jakoś nie potrafimy szkolić obrońców, a największe braki ma Ziółkowski w wyszkoleniu taktycznym. Ty mu stawiasz bardzo podobne zarzuty jakie stawiał Michniewicz swego czasu Kiwiorowi, i należy się obawiać, że u nas Ziółkowski w tej materii znacząco się nie poprawi.
Mnie jednak szczerze mówiąc znacznie bardziej drażni Kapuadi, zjazd formy jest u niego dramatyczny i dowodzi, że tej wiosny coś zostało w Legii konkretnie spaprane.
Nie chcę już co do Feio - mam nadzieję że gość zniknie z radarów Legii za chwil parę i będziemy sobie wspominać kolejnego portugalskiego wariata/nieudacznika.
Tak wiem że Legia jest w czarnej dupie zawodniczo i wiem że potrzeba sporo zmian, tylko to nie jest wiedza tajemna. To jest też moment kiedy można byłoby wyczyścić dużo na maksa, ale ktoś z uporem maniaka podpisuje kontrakt z Jędzą - po co? bo chyba nie by poprawić grę w defensywie.
Gawin
Ziółkowski - tu jest problemów więcej niż tylko taktyka, bo szwankuje i rozegranie i zwrotność i kilka innych elementów - to jest prospekt który powinien grać co tydzień a nie co jakiś czas i się uczyć - wiele nauki przed nim.
Co do szkolenia obrońców, to moim zdaniem my nie tyle źle szkolimy obrońców, a przede wszystkim źle szkolimy zawodników taktycznie, a że i inne elementy idą nam tak sobie, to powstają wyroby piłkarsko podobne czego dowód mieliśmy wczoraj na tle zawodników poukładanych pod każdym względem.
Trzy nadzieje na kasę latem na jakiś nowy zaciąg i wszystkie trzy pod ogromnym znakiem zapytania teraz. Mam taką obawę, że Żewłak senior został ściągnięty, żeby działał na podobnej zasadzie jak za Leśnego. Czyli tyle będzie miał na nowe kontrakty ile sobie samemu zarobi na transferach wychodzących z Legii, zresztą Żewłak to obrazowo ujął: „Ile sobie naruchasz tyle wydasz”. Gdyby tak było, to rzeczywistość obecnie skrzeczy i nie dziw się Dalkubie, że bardzo chciałem mieć nadzieję. Na dziś są marne szanse, że my na tej trójce cokolwiek zarobimy, raczej będziemy szczęśliwi jak uda nam się zejśc z kosztów, wycofać nakłady nic nie dopłacając.
„ktoś z uporem maniaka podpisuje kontrakt z Jędzą - po co?” – może chcą mieć na ławce doświadczonego grajka, bo wiedzą że na kogoś z papierami na grę może zabraknąć kasy? Nie wiem, spekuluję. Zresztą chyba wolę Jędzę na ławce niż Barcię, pewnie młodszy, szybszy, zwrotniejszy ale ... nie mam przekonania, dla mnie to był kontrakt, w którym utopiliśmy mamonę, zresztą podobnie jak z Burchem.
My nasprowadzaliśmy do Legii „żołnierzy” Chodyna, Biczachczjan, Morishita a nie mamy piłkarzy wiodących, kluczowych, „grających na fortepianie”, takich jak Rado z Dudą u Berga lub Odjidja Ofoe w LM. Obecny Luquinhas to również nie Guilherme. Gual się stara, ale przecież z Nikolicem tez nie można go porównać. „Żołnierze” lub jak kto woli „tragarze” są niezbędni, nie wolno ich nie docenić, ale ... wirtuozów brak.
Feio dla mnie to już przeszłość, niestety, jeżeli takie przekonanie jest i u niego i w drużynie to kiepsko to raczej rokuje na finał PP.
Oglądałeś mecz bez nadziei na cokolwiek pozytywnego, bo przecież doskonale oceniłeś rzeczywisty smutny dla Legii stan rzeczy, przewidywałeś sromotę, nic cię nie zaskoczyło. W sumie powinieneś mecz oglądać beznamiętnie, bez najmniejszych emocji, bo przecież rozwój wydarzeń doskonale przewidziałeś. Utwierdzony trafnością własnych osądów po meczu z wyższością możesz karcić przedmeczowych naiwniaków choćby mego rodzaju. Spoko.
Ale wiesz co, ja lubię ten dreszczyk emocji, tę moją przedmeczową naiwnośc, tę nadzieję choćby i na cud. Ta przypadłość zawsze mi doskwiera przed meczami Legii lub repry. Lubię to, staję się pochmurny, zgorzkniały, smutny gdy jej nie doświadczam. Bez tej nadziei, bez tego dreszczyku niepewności to bym sobie to całe kibicowanie odpuścił. To masochizm kibicowac bez nadziei, bez emocji, choćby za to utwierdzając się tylko w własnych przewidywaniach.
Spójrz na typera, nasza trafnośc przewidywań w futbolu nie przekracza 50% a jesteśmy kibicowskimi pasjonatami, mamy większego lub mniejszego zajoba na tym punkcie. Twoja trafność wyników, przewidywań nie byłaby większa, tu się nie różnimy, kwestia czy wolimy pozostawić w sobie trochę tej kibicowskiej niepewności, nadziei czy też nie.