- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Legia - Hibernian 3-3: Z piekła do nieba
Legia zagra jesienią w Lidze Konferencji. Rewanżowy mecz ze szkockim Hibernianem przebiegał zgodnie z oczekiwaniami przez pierwsze czterdzieści pięć minut, które przyniosły nam prowadzenie po strzale Biczachczjana. Potem nastąpiła zapaść Legii. Goście zdobyli trzy bramki w jedenaście minut i Legia była na skraju niespodziewanej klęski. Dogrywkę uratował gol Elitima w 93. minucie meczu. O awansie naszej drużyny przesądziło trafienie Rajovicia.
Trener Iordănescu postawił na tych samych zawodników co w pierwszym meczu. Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Ziółkowski, Jędrzejczyk, Kapuadi – Wszołek, Kapustka, Augustyniak, Elitim, Vinagre – Biczachczjan, Nsame. Goście rozpoczęli w składzie: Smith – O’Hora, Bushiri, Obita – C. Cadden, Levitt, Mulligan, N. Cadden – Boyle, Bowie, McGrath.
W 1. minucie goście dośrodkowali piłkę w pole karne Legii z rzutu wolnego. Defensorzy Legii biernie przyglądali się jak O’Hora oddaje strzał, na szczęście czujność zachował Tobiasz. W 11. minucie Tobiasz nie był w stanie złapać piłki po niespodziewanym zagraniu McGratha z lewego skrzydła, ale zawodnicy gości byli zbyt daleko, by zdążyć z dobitką. W 13. minucie Legia skutecznie odpowiedziała. Kapustka znakomicie utrzymał się przy piłce i podał do Biczachczjana, który płaskim strzałem z lewej nogi umieścił piłkę w bramce. W 18. minucie Nsame uderzył w boczną siatkę, jednak nasz napastnik i tak znajdował się na spalonym. W 19. minucie żółtą kartką za faul w środku pola ukarany został Augustyniak. W 24. minucie żółtą kartkę ujrzał Jędrzejczyk. W 28. minucie goście rozegrali płynną akcję, po której niecelny strzał głową oddał Boyle. W 31. minucie Augustyniak uderzył mocno z dystansu. Smith odbił piłkę na rzut rożny. W 37. minucie Ziółkowski otrzymał żółtą kartkę za faul w ataku. W 45. minucie Augustyniak znów oddał strzał zza pola karnego i znów interweniował Smith.
Legia do przerwy prowadziła 1:0. Wynik był dobry i mecz wydawał się być generalnie pod kontrolą naszej drużyny, choć niepokoiły żółte kartki dla zawodników defensywnych i kilka łatwych strat, zwłaszcza zaskakiwały nieporozumienia Wszołka z Kapustką.
Druga połowa rozpoczęła się od falowych ataków gości. Przez kilka minut Legia nie była w stanie opuścić swojego pola karnego. Konsekwencją przewagi Szkotów był gol wyrównujący. W 50. minucie Bushiri wyskoczył najwyżej po rzucie rożnym i strzałem głową pokonał Tobiasza. W 55. minucie Biczachczjan podał do Nsame. Nsame uderzył mocno, niestety trafił w słupek. W 59. minucie goście wyszli na prowadzenie. Powietrzną walkę o piłkę przegrał Vinagre, w polu karnym czekało już trzech zawodników Hibernianu i Boyle pokonał Tobiasza. W 61. minucie katastrofalną w skutkach stratę zanotował Elitim. Piłkę przejął zmiennik Chaiwa, minął kilku legionistów i mocnym strzałem z pola karnego umieścił piłkę w bramce. W 64. minucie kolejny zmiennik Hoilett zaatakował Ziółkowskiego przy linii bocznej. Sędzia pokazał zawodnikowi gości czerwoną kartkę, ale po analizie VAR wycofał się z tej decyzji. W Legii Szymański i Rajović zastąpili Augustyniaka i Kapustkę. W 71. minucie Tobiasz uratował Legię, broniąc strzał Mulligana z pola karnego. W 74. minucie żółtą kartkę ujrzał Elitim. W 76. minucie efektownie szarżował Vinagre, ale obrońca gości uprzedził Rajovicia. W 77. minucie Tobiasz znów uratował Legię, interweniując na linii. W 78. minucie Smith uprzedził Nsame w polu karnym. W 79. minucie Alfarela i Stojanović zmienili Wszołka i Biczachczjana. W 84. minucie potężnie z woleja uderzył Boyle. Piłka odbiła się od poprzeczki. W 86. minucie żółtą kartkę ujrzał Szymański. Na doliczony czas gry w Legii pojawił się Szkurin, który zmienił Jędrzejczyka. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Vinagre dośrodkował z lewej strony boiska. W polu karnym piłkę przejął Elitim i pokonał Smitha strzałem z lewej nogi.
Wynik nie uległ już zmianie i sędzia zarządził dogrywkę. Przebieg drugiej połowy był szokiem dla naszej drużyny. Goście przyspieszyli grę, a legioniści nie byli w stanie na to zareagować. Legia uratowała dogrywkę cudem, bo przebieg gry na to nie wskazywał. Eksperymentalne ustawienie naszego zespołu oznaczało, że dodatkowe trzydzieści minut będzie wielką niewiadomą.
Na dogrywkę nie wyszedł Nsame, którego zmienił Urbański. Legia odzyskała inicjatywę i atakowała. W 93. minucie Alfarela uderzył zza pola karnego, niestety zbyt lekko. W 96. minucie niecelnie uderzył Stojanović. W 98. minucie Szymański posłał dośrodkowanie w pole karne. Piłka spadła pod nogi Rajovicia, który huknął nie do obrony. Legia znów była bliżej awansu. Goście mogli szybko odpowiedzieć. Bowie uderzył mocno, ale wprost w Tobiasza. Po pierwszej części dogrywki było 3:3. W 107. minucie szansę na bramkę miał zmiennik Klidje, na szczęście z kilku metrów uderzył nad bramką. W 111. minucie Mulligan uderzył z dystansu, ale ten strzał nie sprawił kłopotu Tobiaszowi. W 115. minucie drugą żółtą kartkę ujrzał Ziółkowski i Legia musiała kończyć w dziesiątkę. W 119. minucie zza pola karnego uderzył Bowie, jednak zbyt lekko, by zaniepokoić Tobiasza. Tobiasz został bohaterem w ostatniej akcji meczu. Goście mieli rzut rożny. Po niebywałym zamieszaniu do strzału głową doszedł Bowie. Tobiasz zbił to uderzenie do boku.
Czwartkowy mecz dostarczył nadzwyczajnych emocji, zarówno negatywnych, jak i ostatecznie pozytywnych. Oczywiście brak słów na to co wydarzyło się na początku drugiej połowy meczu. Legia dosłownie stanęła, coś takiego nie powinno przydarzyć się tak doświadczonej drużynie, w dodatku nie pierwszy raz w tym sezonie, pamiętamy przecież niedawny mecz w Larnace. Przy stanie 1:3 Szkoci mieli awans na wyciągnięcie ręki, wystarczyło dobić zdezorganizowanego, spanikowanego rywala, jakim była Legia. Ale Hibernian zmarnował piłkę meczową. Tymczasem przemeblowana Legia, nie prezentując wyrafinowanego futbolu, odrobiła straty, wyszarpując bezcenny awans. Był to pokaz siły woli, który musiał rozgrzać kibicowskie serca.
Drużyny z zeszłego sezonu już nie ma, i to chyba dobrze. Niestety nowej drużyny jeszcze nie ma, i to z kolei musi martwić. Przed nami gra na trzech frontach, a już w najbliższą niedzielę Legię czeka wyjazdowy mecz z Cracovią. Nie przystąpimy do niego w roli faworyta.
Gdy jest duże zdarzenie, to z sentymentem tutaj wracam. Witam wszystkich. Pamiętam po remisie z Dundalk, że radość z awansu do ChL była mocno zmącona stylem gry. Teraz tak samo. Myślę, że to, co Legia często demonstrowała w tych eliminacjach nie miało wiele wspólnego z poważnym futbolem. Zdumiała mnie naiwność Brazylii w ¼ finału na MŚ w Katarze, gdy prowadząc 1-0 w dogrywce dali Chorwacji wyrównać w 118 min. z kontry. Legia podobnie gra. Przecież ten karny z Banikiem to był szczyt naiwności. Jakieś głupawe zabawy Vinagre’a z Kapuadim przy linii bocznej na połowie rywala, strata, Augustyniak nie potrafiący tego przerwać w środku, dużo wolnego miejsca dla przyjezdnych, wjazd w nasze pole karne i karny. I to przy stanie 2-1 w doliczonym czasie. I to samo w Larnace w 2. połowie, to samo z Hiberniansem w 2. połowie.
Gdy okazało się, że odchodzi Feio, to z aspektów boiskowych chciałem najbardziej poprawy gry obronnej. Nie indywidualnej gry samych obrońców, tylko właśnie zespołowej gry obronnej czy, szerzej, pewnych zachowań blisko własnej bramki. Liczyłem np. na zakaz zagrywania do Viangra na własnej połowie w fazie rozpoczynania akcji od własnej bramki, bo wiadomo, że zrobi coś nieodpowiedzialnego, straci piłkę, nie odbudujemy i stracimy gola. Tak nam strzeliła Larnaka w rewanżu. I takich momentów krytycznych jest więcej. Czas upływa i nikt tego nie koryguje. Jak łatwo traciliśmy, tak dalej łatwo tracimy, na wszystkie możliwe sposoby. Wczoraj bramka na 1-3 była spektakularna pod względem nieporadności, niedbalstwa, głupoty. Bo to, że przy 1-2 Vinagre nawet nie wyskoczył do górnej piłki po crossie nawet mnie nie zdziwiło. Ale ta bramka na 1-3 to już była przesada. Uważam, że praźródłem takich sytuacji jest brak myślenia, brak oceny sytuacji na boisku. Są sytuacje, gdy np. trzeba walczyć na całego, jak my w rewanżu z Banikiem na początku 2. połowy, czy jak Hibernians na początku 2. połowy teraz. Ale piłkarze sobie beztrosko grają, jakby w ogóle sobie nie zdawali sprawy, co się dzieje, jakie są potrzeby.
Zmartwiłem się, że przy 1-3 to przyjezdni byli bliżsi bramki na 1-4 (ewentualnie następnych) niż my gola na 2-3. W tym fragmencie też nie za fajnie od strony fizyczności Legia wyglądała. Udało się, ale więcej w tym szczęścia niż rozumu. Przewidywania przez Cracovią jak najgorsze. My tam chyba ze cztery razy z rzędu przegraliśmy, a czasem gra Legii przed meczem z tym rywalem dawała trochę więcej powodów do optymizmu niż teraz.
Gdy w minionej dekadzie Legia często zdobywała MP, to pamiętam kręcenie nosem, że to żadne osiągnięcie. W pucharach mają się wykazać. Teraz mamy wyniki w pucharach, ale nie w lidze. I wyznam, że, nie dostrzegając po udanych występach w Lidze Konferencji, rozwoju sportowego drużyny, to chyba jednak wyżej ceniłem sytuacje, gdy Legia wgrywała ligę, a międzynarodowo niczego nie osiągała. Tak to jest z ludźmi - wiecznie niezadowoleni.
Takie kilka minut kataklizmu ze stratą 3 bramek, to oprócz słynnego meczu z 1997 roku, pamiętam jeszcze z Wisłą u siebie za czasów Sa Pinto. W 5 minut, czy jakoś, zrobiło się z 2-0 2-3. Carlitos wówczas nam uratował remis w doliczonym czasie. Ale sezon się dla Legii dobrze nie skończył.
Bramkarz w tym meczu debeściak.
Pozdrawiam wszystkich
Szok .
Drużyna z Glasgow obnażyła wszystko, co się nie domaga w Legii
Oby wszystkie polskie drużyny zagrały wiosną w europie bez repasaży, dodatkowego meczu.
Sami poza tym wiecie, że w Polsce da się jeszcze na piłce zarobić (nawiązuje do kłótni Kity z szefem PSG, o tym, że nie wypłacają kontraktów telewizyjnych, bo się nie sprzedają się nawet w ponad 50%), a start od 4 rundy LM to temat, o który będzie walczyć kilka drużyn w Polsce już niedługo.
No a ktoś np. pożyczy klubowi jakąś sumkę i z tych 20mln euro za LM sobie wypłaci 10-12mln
Nie wierzyłem, kompletnie zwątpiłem, że wczoraj w tym meczu strzelimy w drugiej połowie jakąkolwiek bramkę. Nic tego nie zapowiadało, nic! Szkoci powinni awansować i figę z makiem pokazać legionistom. A jednak, piłka, po prostu futbol!
Taka teraz ważna refleksja. Wczoraj Iga Świątek grała z 66 w rankingu Suzan Lamens. Była bitą faworytką, nikt nie przewidywał jej porażki, jakichkolwiek problemów, ba nasze media już widzą mistrzynię Wimbledonu w finale US Open. Iga pierwszego seta wygrała przewidywalnie 6:1 i nagle jakimś "dziwnym" sposobem przegrywa drugiego 4:6. Holenderka zaczyna grać swój "życiowy tenis", wytrzymuje z Igą wymiany na 17 lub 24 uderzenia. Na szczęście, choć nie bez kłopotów, Iga powraca do koncentracji, odnajduje cierpliwość wymieszaną z determinacją i wygrywa trzeciego seta. Uff! Ale drugiego seta mistrzyni przegrała, być może trochę na podobnej zasadzie jak Legia drugie połowy na Cyprze i w Warszawie ze Szkotami. Koniec końców oprócz starcia Legii z Larnaką, to faworyci zwyciesko dobrnęli do końca, ale w piłce, a w tym Legii bardzo często zdarzają się takie "sety" jak ten wczorajszy przegrany Igi, tylko że w piłce "powrócić" jest jednak zdecydowanie trudniej niż w tenisie. Całe szczęście, że wczoraj się udało.
Mecze w pucharach, dają mnóstwo materiału do przemyśleń. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Iordanescu dąży do gry w ofensywie prostej, żeby nie powiedzieć siermiężnej. Wieżowiec lub wieżowce na czubie ataku i wahadlowi jako ich serwisanci. Kontraktujemy "chłopy na schwał", tak jak Probierz w Cracovii, jeżeli ma się to sprowadzić do takiej samej gry, to u mnie wobec rumuńskiego trenera zaczynają się pojawiać ogromne znaki zapytania i pierwsze wątpliwości.
Uproszczona gra w ataku, nie jest funkcją lepszej organizacji gry obronnej. Cały czas popełniamy w niej błędy, a skórę ratuje Tobiasz. Kiedy trener zobaczy, że Vinagre gdy ma bronić to jest graczem trzecioligowym, Jedza swojego peselu nie zmieni, młodszy nie będzie, stawianie na nich w defensywie to proszenie się o kłopoty, tym bardziej gdy zawodzą tacy "pewniacy" jak Kapuadi. Może trzymanie go na siłę w klubie, źle na niego wpływa, tym bardziej gdy młodszy Ziółkowski otrzymuje zielone światło na transfer!?
Stojanovic oby cierpiał na "syndrom Nsame" póki co pożytek z niego niewielki. Jeżeli Reca nie zastąpi Vinagre w defensywie to sens jego sprowadzenia staje się mglisty. Pytanie do Mioduskiego i Żewłaka jak można było dać zielone światło na odejście Morishicie przed rewanżem z Hibernianem!? Nie lubię tego słowa w odniesieniu do piłki, ale puszczenie takiego zawodnika przed kluczowym meczem sezonu to sabotaż! Z Ziółkowskim poczekano, z Morishitą już nie, czyżby uznano że rewanż z Szkotami będzie spacerkiem!?
Itd, itp pytań przed dalszą częścią sezonu co raz więcej?
Ale gratki za awans! Reszta to tylko nasze kibicowskie pitolenie!
Uznaliśmy ,że raczej awansujemy , bo mamy zaliczkę z pierwszej połowy i nie powinniśmy dać jej sobie odebrać.
Po meczu z zadowoleniem skonstatowaliśmy ,że jednak lepiej jest awansować niż nie awansować. Moje zdanie jest takie,że po takim przebiegu meczu odpada potrzeba narzekania , bo nadszedł czas radowania.
Gawin starym zwyczajem jest łasy na emocje ,a jak jeszcze mają one szczęśliwy finał to wpada w lekką euforię.
Ja natomiast , pewno z okresu kiedy grałem, wyniosłem wielkie przywiązanie do waleczności , do agresji, do zostawienia na boisku serducha.
Bo to nie "gołe" warunki fizyczne czynią ze sportowca walczaka ,ale dusza wojownika. Podobnie jest zresztą w życiu.
Trzeba podziwiać Legię,że po trzech nokdaunach nie tylko się podniosła,ale sama zadała dwa potężne ciosy po których rywal ustał na nogach ,ale oddać pięknym za nadobne zdolny nie był.
Tak jak Iocosus ma predylekcję do porównywania futbolu z tenisem , tak mnie konweniuje porównywanie z boksem
Zauważmy ,że nasz zespół ruszył do boju jak o życie dopiero jak Iordanescu kierując się chyba tylko instynktem wprowadził na boisko rezerwowych : Rajovicza ( walczak jakich mało ,a przy tym bezwzględnie wykorzystujący swe niebanalne parametry), Szkurina ( ten kto chce się go pozbyć musi przemyśleć decyzję) , Alfarelę ( dokuczliwy i upierdliwy jak szerszeń), Szymańskiego ( który najpierw kopie , a potem patrzy w co) i Urbańskiego ( to on przestawia wroga, a nie wróg jego) . Wcześniej wysoki poziom waleczności prezentowali tylko Tobiasz ( ma on ten charakterek żołnierski , oj ma) , Jędrzejczyk ( piłka przejdzie , wróg nie ma prawa) i Ziółkowski ( to typowy taran rozbijający najtwardsze mury - wielka szkoda ,że odchodzi).
Ta refleksja nie przysłania i nie unieważnia wielu mankamentów w wielu elementach gry zespołu ,ale mam taki zwyczaj wyniesiony jeszcze z podwórka ,że jest czas na łapanie pcheł i jest czas na drapanie się po dupie co oznacza w tłumaczeniu na polski,że jak się wygrywa to trzeba dociec dlaczego się wygrało, a tylko kiedy się przegrywa to należy poszukać jej przyczyn.
Przy czym nie bez znaczenia jest znany powszechnie z psychologii fakt,że zamiana porażki w wygraną buduje zespół, dodaje mu pewności siebie , że wytwarza spójny , zgrany kolektyw .
I na zakończenie muszę pochwalić kibiców, którzy byli 12 zawodnikiem ,a którzy zarażali zawodników swą wiarą w sukces .
Choć pan Zbyszek ma rację jest awans i należy się cieszyć.
Rację ma też pisząc , że takie zwycięstwa budują kolektyw i wiarę.